2
Portugalskie amanhã czyli nie toną, bo… dryfują (1)

Atlantyk przyciąga rzesze turystów, co stanowi pokaźny dochód kraju z dalekiego półwyspu Pirenejskiego Fot. Waldemar Szełkowski

O Portugalii ostatnio więcej się mówi, acz nie w znaczeniu pozytywnym. Artykuły prasowe: „Kryzys w Portugalii. Bankrutuje 17 firm dziennie”; „Portugalska służba zdrowia tonie w długach”; „Konsumpcja w Portugalii najniższa od 28 lat” itp. stwarzają wrażenie tonącego wśród narodów Europy.

Jednak na tle tych niezamożnych, chociaż stowarzyszonych w Unii, Portugalczyków z ich problemami można określić raczej jako zanurzonego w kłopotach. Zanurzyć się akurat mają gdzie i nie tylko Portugalczycy, gdyż Atlantyk przyciąga rzesze turystów, co stanowi pokaźny dochód kraju z dalekiego półwyspu Pirenejskiego.

Upał — to pierwsze, do czego byliśmy przygotowani. Oczekiwałem, że stolica Portugalii na powitanie uderzy w twarz rozpalonym powietrzem. Nie.

Było gorzej. Swoje brała stopniowo, ale totalnie: po schłodzonym klimatyzacją lotnisku upał rozpoczął dobierać się na podziemnym parkingu, w samochodzie, aż ostateczny atak przypuścił w czasie postoju, biorąc również od wewnątrz i wyciskając strugi potu nawet z wątroby. Po pokonaniu blisko 400 km z Lizbony wilgotny powiew oceanu odebraliśmy, jako zbawienie.

O Lizbonie nie mogę dużo się wypowiadać, albowiem śpieszyło się na wybrzeże, ponieważ ten wyjazd planowany był jako wypoczynek z rodziną, korzystając z możliwości nieodpłatnego noclegu. Pobyt w Portugalii stał się jednocześnie wspaniałą okazją poznania przyrody, architektury, a przede wszystkim mentalności mieszkańców innego krańca Europy.

Stolica tylko przeleciała za szybą auta: i ta współczesna z oszklonymi wieżowcami i właściwymi południowym krajom palmami przy zadbanych alejach. I ta mniej atrakcyjna, czasem przypominająca slumsy krajów Ameryki Południowej.

Dawna osada rybacka Albufeira, tam czuć nie tylko nowoczesny luksusowy kurort, lecz również historię tego kraju Fot. Waldemar Szełkowski

Ciekawszym okazał się pierwszy kontakt z Portugalczykami. Są niezwykle uprzejmi, chociaż nie zawsze skuteczni w pomocy. Gdy nie mogliśmy znaleźć właściwej drogi, każdy zaczepiony chętnie udzielał informacji, przy tym intensywnie gestykulując. Nikt, czy to w eleganckim garniturze bądź zwykle ubrany, nie machnął dłonią na odczepnego. Chęci jednak nie oznaczały dobry wynik. Rady były kontrowersyjne i porządnie błądziliśmy, zanim trafiliśmy na właściwą drogę.

Ocean. Południowe wybrzeże Portugalii słynie jako miejscowość wypoczynkowa. Atlantyk, zasilany tam ciepłymi prądami z Morza Śródziemnego, jest bardziej przychylny do gości, a takich właśnie gros, niemal z całej Europy. Do niedawna, przed podwyżką cen wywołanych kryzysem, portugalskim wybrzeżem lubowali się zwłaszcza emeryci z Anglii, również Beneluksu bądź krajów skandynawskich. Teraz seniorów mniej, aczkolwiek spacerując uliczkami Albufeiry, ucho chwytało poszczególne słowa w każdym niemal języku europejskim, również polskim, rosyjskim, a najwięcej z bliskiej Hiszpanii i oczywiście portugues.

W architekturze portugalskiej kominy to niby logotyp, mający ukazać oryginalność i charakter gospodarza, są o przeróżnych kształtach: czworokątne bądź okrągłe, bardziej wydłużone lub przysadziste, z daszkiem o różnej formie i ściankami o wszelakich wzorach – krateczek, kwiatków, krzyżyków, a nawet literek Fot. Waldemar Szełkowski

Na wybrzeżu szereg wypoczynkowych miast i miasteczek. Najczęściej to współczesne wielopiętrowe hotele lub całe willowe dzielnice. Dla mnie jednak najbardziej przypadła do serca dawna osada rybacka Albufeira. Tam czuć nie tylko nowoczesny luksusowy kurort, lecz również historię tego kraju: urocze uliczki, pamiętające jeszcze powracających z połowu rybaków, a plac — przekrzykiwanie się sprzedających rybę przekupek. Dzisiaj atmosferę sielanki zastąpiły tłumy turystów oraz ludzi zatrudnionych w turystyce.

Położeniem swym Albufeira ujmuje każdego — z unoszących się nad Atlantykiem skał leci stopniowo ku piaszczystemu wybrzeżu. Stąd piękne widoki oraz niezwykłe położenie kamieniczek na starym mieście. Domy, tradycyjnie budowane z gliny, słomy i odrobiny kamienia, posiadają też nieduże ogródki, czasem zasadzone na wypalonej słońcem ziemi, na przykład, drzewkiem pomarańczowym. Usytuowanie na zboczu stwarza właśnie możliwość po przeskoczeniu płotu ze swego ogródka trafić bezpośrednio na dach sąsiada albo też inny sąsiad „niechcący” zbłądzi na twoją strzechę…

Usytuowanie na zboczu stwarza właśnie możliwość po przeskoczeniu płotu ze swego ogródka trafić bezpośrednio na dach sąsiada albo też inny sąsiad „niechcący” zbłądzi na twoją strzechę Fot. Waldemar Szełkowski

W architekturze portugalskiej najbardziej jednak urzekły mnie kominy. To niby logotyp, mający ukazać oryginalność i charakter gospodarza. Funkcja ich zwyczajna — okap kuchenny, kominek, rzadziej komin od pieca, ponieważ ciepły klimat nieczęsto zmusza do ogrzewania. Natomiast zwieńczenia kominów są o przeróżnych kształtach: czworokątne bądź okrągłe, bardziej wydłużone lub przysadziste, z daszkiem o różnej formie i ściankami o wszelakich wzorach — od krateczek, kwiatków, krzyżyków, a nawet literek.

Turystyczne wybrzeże nawet podczas kryzysu miewa się nieźle, tam właśnie się czuje, że Portugalia od lat stawia na turystykę. Ponad połowę produktu krajowego brutto tworzą usługi – handel i turystyka. Przemysł oraz budownictwo ok. 35 proc., a rolnictwo zaledwie 6 proc. Jak się miewa rolnictwo i prowincja przekonałem się, wybierając się dalej od wybrzeża, w głąb lądu. Pierwsze wrażenie: żółto! Po prostu żółto! Przestrzenne łąki, położone na lekko pagórkowatym terenie, latem są wyschnięte.

Paradoks: bydło w Portugalii w sierpniu na wygonie odżywia się sianem. Soczystą trawę może otrzymać dopiero jesienią i zimą, kiedy rozpoczyna się sezon deszczy. W przeciwieństwie do naszej Burej, której siano podają w sezonie zimowym. Może dlatego mięso w tym kraju jest jakieś bardziej suche, żylaste.
Wypalony słońcem teren od czasu do czasu przecinają zielone wstęgi gajów oliwnych bądź pomarańczowych, a horyzont zdobią pasma górskie. Bliżej osiedli ogrody z harbuzami, dyniami itd., jednakże znowuż ogórkom i pomidorom brakuje soczystości. Domy wieśniaków utrzymane są w podobnym stylu jak na wybrzeżu – najczęściej piętrowe, koniecznie białe, z uroczymi o różnych kształtach kominami.

Cała prowincja Algarve słynie jako region turystyczny, przyciągający nie tylko doskonałą plażą. Szereg rozrywek oferują biura: spacery kutrem wzdłuż linii brzegowej usianej zapełnionymi wodą jaskiniami i grotami, paralotnie, spadochrony, potężne aqua show lub zoo marine z występem delfinów, fok itd. Wieczorem zaś kawiarenki, dyskoteki, a dzieciaczków na placu prawie co wieczór cieszyło przedstawienie kukiełkowe. Pomysłowe, a czasem zabawne również dla dorosłych, kiedy na przykład pewne roczne dziecko, przytrzymywane przez ojca na szelkach, podskakiwało, naśladując marionetki i czyniąc w ten sposób komiczną konkurencję.

Cd. w najbliższym wydaniu magazynowym

2 odpowiedzi to Portugalskie amanhã czyli nie toną, bo… dryfują (1)

  1. pani mówi:

    Ciekawe jak wyglada tam rynek tych zoltych rolniczych gruntow. Ceny wywolawcze podczas ostaniego kryzysu w Portugalii byly wyzsze niz w Hiszpanii. Z jakich powodow?

  2. Pingback: Kurier Wileński | Portugalskie amanhã czyli nie toną, bo… dryfują (2)

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.