3
Portugalskie amanhã czyli nie toną, bo… dryfują (2)

Dokończenie z Nr 216 (16761)

Portugalia ostatnio należy do najwolniej rozwijających się krajów Europy, aczkolwiek turystycznie jest atrakcyjną i w tej dziedzinie dla wielu może świecić przykładem Fot. Waldemar Szełkowski

Wyciszyć się ewentualnie można obserwując Atlantyk, który w czasie odpływu, będąc w defensywie, niedbale dorzuca na brzeg nieliczne i ospałe fale, zwalniając teren dla ziemi. W czasie przypływu natomiast, czując swą moc, sunie do przodu z towarzyszącym szumem i pianą na falach, turlających w piasku tysiące muszelek. Kroczy dynamicznie, niby niepostrzeżenie wykradając plażę, zalewając drzemiących w słońcu urlopowiczów. Innym razem, mając za sojusznika mocniejszy wiatr, potrafi z łoskotem i pianą rzucać się na piasek i skałę w ciągu najbliższych 6 godzin, zanim ponownie rozpocznie się cofać.

Nie tylko ocean i rozrywki czynią kraniec Półwyspu Iberyjskiego atrakcyjnym turystycznie. Nie mniej się liczy stosunek do turysty.

– Skąd jesteście? — zapytał po angielsku kelner, podając menu.

– From Lithuania.

– Uhm – brzmiała uzupełniona uśmiechem odpowiedź, co wcale jednak nie oznaczało, że skojarzył nasz kraj. Może dlatego dalej obsługiwał inny kelner, który na pożegnanie z uśmiechem dodał — „Ačiū”. To „dziękuję” z dalekiej Litwy, nasunęło jednak smutne refleksje o obsłudze w naszym mieście i jak się to zdarza, że kelnerka do zwracającego się po polsku turysty przybiera postać dumnej i niezłomnej obrończyni ojczyzny i patrząc ponad głowę, odpowiada: „Nie rozumem”, a wyraz jej twarzy przemawia dokładniej – „nie chcę rozumieć”.

Na słonecznym Półwyspie Pirenejskim można zauważyć również inne życie, w jakimś sensie z konspiracyjnego podziemia. W pewnej kawiarence, już po odejściu klienta, kelner strzepnął okruchy na chodnik. Rzecz zwyczajna przy stolikach ustawionych na zewnątrz. Wówczas jednak wokół okruchów aż się zaroiło od karaluchów, które porwały swą zdobycz i błyskawicznie ponownie ukryły się w szczelinach chodnika. Łagodny klimat jest przychylny tym owadom. Wypasione na turystach, przed naszymi karzełkami wydałyby się olbrzymami. Żyć mogą i na zewnątrz, w mieszkaniach wiadomo, czują się najlepiej i zdarza się, że koty nie na myszy, a na karaluchy polują.

Centrum administracyjnym regionu Algarve jest Faro, z międzynarodowym lotniskiem, uniwersytetem oraz zabytkową twierdzą, pamiętającą jeszcze rekonkwistę. Zaskoczyła natomiast atmosfera na starym mieście. Ponad murami górują krzyże solidnej budowy kościoła, zabytkowe bramy, urocze wąskie uliczki, kamieniczki głównie z XVIII-XIX w., ale tynk z wielu osypuje się, okna często przesłonięte okiennicami, a na drzwiach co rusz kłódki.

W Faro urocze wąskie uliczki, kamieniczki głównie z XVIII-XIX w., ale tynk z wielu osypuje się, okna często przesłonięte okiennicami, a na drzwiach co rusz kłódki. Cisza Fot. Waldemar Szełkowski

Cisza. Od czasu do czasu przesunie się kilku turystów w poszukiwaniu nielicznych tutaj muzeów lub kawiarenek. Spokój przerywa tylko potężny huk lądujących samolotów. Starówka w Faro stanowczo nie cieszy się prestiżem. Więcej życia odczuwa się na sąsiednich ulicach, z kostką fantazyjnie poukładaną we wzory geometryczne lub na przykład ukazującą rybki, co akurat pasuje do kraju nadmorskiego, gdzie ulubionym daniem są sardynki z grilla.

Kurort — to nie tylko urlopowicze i nie tylko ci, co tworzą branżę turystyczną, lecz także ci, którzy pracują na nich. Gros stanowią miejscowi, Portugalczycy, ale widoczni są również przybysze z Afryki, Brazylii oraz imigranci z krajów Europy Środkowej, zwłaszcza tej niestowarzyszonej w Unii.

— Ukrainian? – zapytał mnie pewien kierowca, z którym uciąłem pogawędkę często uzupełnianą gestykulacją.

— Lithuania? – zdziwienie i zakłopotanie wskazywało, że naszego kraju nie potrafi ulokować we własnej wyobraźni. Pomogłem mu, dodając – Polonia, Lithuania, Russia.

Nie dziwię się braku wiedzy o Litwie i zaliczeniu mnie do Ukraińców.

– Toż tutaj wszystko nasi budują… – słyszałem od pewnego poznanego Ukraińca. Przesada, chociaż jest ich tam sporo zatrudnionych w przemyśle, budownictwie, mniej w turystyce, gdyż tam wymagana jest lepsza znajomość języka. Są drugą grupą emigrantów po Brazylijczykach, mieszkają całymi rodzinami, a dzieci ich uczęszczają do portugalskich szkół, stopniowo zapominając języka ojczystego.

Emigranci są pożądani w wielu krajach. Nie zawsze ich lubią, ale chętnie się korzysta z ich sumiennej i mniej opłacanej pracy. Zwłaszcza że Portugalczyk po południu uda się na sjestę, a Ukrainiec, Polak lub Litwin będzie zasuwał do wieczora. Właśnie brak pośpiechu i niefrasobliwość cechuje większość Portugalczyków. Nie należą do tych, którzy ciągle gdzieś śpieszą. Półgodzinne opóźnienie autobusu jest tam normą. Na wskazany czas na autokar Albufeira—Lizbona przyszli tylko urlopowicze z tej chłodniejszej części Europy. Miejscowi przybyli z półgodzinnym opóźnieniem i dla nich czekanie trwało zaledwie kilkanaście minut.

Inny przykład. Pewnym pasażerkom należało zamienić bilety na powrotną drogę i kiedy zwracały się do kas, kilka dni z rzędu słyszały: amanhã — jutro. Praca często jest odkładana na „amanhã”, a nieraz przerasta w „uma vez” — kiedyś… Więc nic dziwnego, że Portugalczycy nie mogą nadążyć za tempem życia i pracy Niemiec bądź Francji. Portugalia ostatnio należy do najwolniej rozwijających się krajów Europy, aczkolwiek turystycznie jest atrakcyjna i w tej dziedzinie dla wielu może świecić przykładem.

3 odpowiedzi to Portugalskie amanhã czyli nie toną, bo… dryfują (2)

  1. Pingback: Kurier Wileński | Portugalskie amanhã czyli nie toną, bo… dryfują (1)

  2. tuchaczewski mówi:

    Fajny reportaż dalej w tym stylu 😉

  3. tur mówi:

    Do turystów z Polski doprawdy zdarza się widzieć niejednoznaczny stosunek. Najczęściej OK, szcególnie jeżeli kelnerka jest Polką z Litwy. Ale znajoma Polka z Białorusi opowiadała jak dla nich w chłodniku litewskim znalazły się górki soli podana z usmiechem jak danie narodowe.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.