0
Artystyczne spotkanie Warmińsko-Wileńskiej Rodziny

„Barty” wykonują piosenki o rodzinnych Bartoszycach i o Wilnie Fot. Jerzy Karpowicz

Trzy dni z rzędu dwie sale: Polskiego Domu Kultury w Wilnie oraz Domu Kultury w Niemenczynie wypełnione były po brzegi.

Dziwić się temu właściwie nie ma powodu, gdyż na scenie występował desant artystyczny: wileński oraz z Ziemi Warmińskiej. A mianowicie: „Kapela Wileńska”, Kapela „Barty” z Bartoszyc, „Perła Warmii” z Lidzbarka Warmińskiego, a w Niemenczynie — miejscowa „Perełka”. Do sukcesu tych wieczorów niewątpliwie się przyczynił tak popularny duet gawędziarzy — ciotka Franukowa (Anna Adamowicz) oraz Wincuk (Dominik Kuziniewicz).

To właśnie Dominik w tym roku obchodzący swoje 55-lecie, jak żartobliwie określił — dwie piątki — był głównym „winowajcą” takiego spotkania artystycznego — spotkania, które śmiało określić można spotkaniem Wielkiej Rodziny. Może nie w dosłownym znaczeniu, ale tym niemniej jakże ciepłym, jakże oczekiwanym — spotkaniem ludzi, których złączyły Kaziuki-Wilniuki organizowane w tym polskim mieście nad Łyną, w których wilniucy biorą udział już 22 lata.

Młoda, pełna energii i zapału „Perła Warmii” Fot. Jerzy Karpowicz

To tak sucho — „biorą udział”. Ileż za tymi słowami kryje się spotkań z rozłączonymi rodzinami, ile nowych kontaktów, ile więzi zawarto, wreszcie ile to naszych zespołów z Wileńszczyzny na początkowo lidzbarskiej, a po latach i na wielu innych scenach: Olsztyna, Kętrzyna, Bartoszyc, Ornety wystąpiło.

Dziś w tych polskich miastach ludzie doskonale znają „Wilię”, „Wileńszczyznę”, „Zgodę”, „Sto uśmiechów”, „Kapelę Wileńską” i wiele wiele innych, które potrafiły nie tylko zadziwić widza swym wysokim poziomem artystycznym, ale też zaszczepić miłość do folkloru ludowego, melodii podwórkowych, patriotyzmu.

Nic więc dziwnego, że prawie rokrocznie, kiedy gospodarze dziękowali za koncerty, padały m. in. słowa: „My od was musimy uczyć się patriotyzmu!”.

Niezrównany duet gawędziarzy wileńskich — ciotka Franukowa (Anna Adamowicz) i Wincuk (Dominik Kuziniewicz) Fot. Jerzy Karpowicz

Jak dowiodły lata, nie były to jedynie słowa rzucone na wiatr. Jolanta Adamczyk, kierowniczka Lidzbarskiego Domu Kultury, mająca — m. in. jak i wielu mieszkańców tego miasta — korzenie rodzinne w Wilnie, postanowiła u siebie zespół ludowy założyć. Tak przed trzema laty narodziła się „Perła Warmii”. To w jednym zdaniu, bo w samej rzeczy był to proces bardzo trudny. Jak mówi dyrektorka, wielu młodych na wieść o założeniu takiego zespołu w czoło się pukało mówiąc: „Ludowy? Dziś? Toż to wprost śmieszne, kto to będzie oglądał?”.

Zaledwie trzy lata minęły, a zespół tańca ludowego „Perła Warmii” zdobył sukces nie tylko w rodzimym Lidzbarku Warmińskim, ale też podczas Reszelskiego Festynu Cittaslow, na Międzynarodowym Zjeździe Miast Cittaslow, Dożynkach Wojewódzkich, wziął udział w Balkan Folk Fest w Bułgarii, reprezentował swoje województwo podczas Tygodnia Polskiego na Rowieńszczyźnie na Ukrainie. Do Wilna zawitali pierwszy raz.

Józef Wiszniewski na pewno na długo zapamięta swoje 70–lecie, kiedy to cała sala śpiewała mu „Sto lat”. Obok żona Danuta, a róże — od córki Agaty Fot. Jerzy Karpowicz

Widzowie stolicy i Niemenczyna mieli okazję obejrzeć układy tańca ludowego z różnych części Polski, m. in. Spisza, Warmii, Kaszub a także narodowe. Pamiętając jakże niepewne pierwsze kroki, jakie oglądaliśmy przed trzema laty na Kaziukach w Lidzbarku — śmiało można stwierdzić, że „Perła” z uzasadnieniem nosi to imię i w ciągu tak krótkiego okresu jest zaiste perłą swej ziemi.

„Co jest najbardziej radosne — mówi Adamczyk — że właśnie stworzenie tego zespołu ludowego przełamało stereotyp młodzieży o ludowości. Już wiemy, że powstanie młodsza grupa, bo tak dużo jest chętnych uczestniczenia”.

Kapela „Barty” z Bartoszyc w Wilnie gościła już drugi raz. Tym niemniej dla wielu widzów wileńskich było to zapewne pierwsze spotkanie z tym tak naszym, swojskim zespołem. Swojskim, bo jakże ciepło dla naszego ucha brzmiały imiona i nazwiska jej uczestników: dwóch Krzysztofów (a imię to przecież patrona Wilna), czy też nazwisko Gawerskiego, którego rodzice z dawnych podwileńskich, dziś stołecznych Wirszuliszek pochodzą, lub akordeonisty Tarasiewicza. Krzysztof Tuliszewski chyba jedyny w jej składzie z Wielkopolski, ale sercem też wilnianin.

„Kapela Wileńska” w pełnym składzie Fot. Jerzy Karpowicz

No i zagrali chłopcy, od walca o Bartoszycach poczynając poprzez nasze tak bardzo wileńskie melodie do łez wzruszające publiczność. Śpiewali dla wilniuków i o wilniukach, tych będących na sali, wśród których był też Józef Wiszniewski, mąż znanej palmiarki Danuty, ojciec Agaty Granickiej, autorki najwyższej palmy na Litwie, który w tym dniu swoje 70-lecie obchodził. Przypomniała o Wiszniewskim ciotka Franukowa, córka ojcu róże wręczyła, a cała sala wraz z kapelą dla niego „Sto lat” zaśpiewała. Jubilat mocno wzruszony niespodzianką na pewno ten dzień zachowa w pamięci na długo, bo prezentu urodzinowego w takiej postaci w ciągu całego życia nie miał.

„Kapela Wileńska” nieraz występowała na scenie Lidzbarka i pobliskich miast podczas Kaziuka Wileńskiego, dlatego oczywiście była na scenie podczas tego sobotniego wieczora w Domu Polskim. Jak zazwyczaj oczekiwani przez widownię, jak zazwyczaj swojscy, bliscy i dowcipni. Bo tam, gdzie jest Zbigniew Lewicki, dowcipy rodzą się w mgnieniu oka. Niepisane, a sercem podyktowane i sercem zaprezentowane.

Ale wszystko, co dobre, szybko się kończy. Trzy godziny jak jedna minęły.

Podziękowania dla Jolanty Adamczyk (w centrum) od Krystyny Adamowicz, patronki Kaziuków Wileńskich po naszej stronie oraz Renaty Brasel, kierowniczki artystycznej zespołu „Wilia” Fot. Jerzy Karpowicz

Krystyna Adamowicz, organizatorka Kaziuka Wileńskiego po naszej stronie, która corocznie ekipy typuje na wyjazd, dziękując za wzruszenia artystyczne, m. in. powiedziała: „Podejmowaliście nas w Lidzbarku Warmińskim. Podejmowaliście co roku jak najbliższą, najbardziej oczekiwaną rodzinę. Cieszymy się, że mamy okazję — pierwszy raz — podejmować was u siebie. W Wilnie, mieście, które wielu z was zna z opowiadań rodziców, dziadków, którzy obraz miasta rodzinnego w sercach nosili i noszą”.

Cieszymy się, że w Lidzbarku narodziła się „Perła”, która podczas tego wojażu wystąpiła na tej samej scenie z niemenczyńską „Perełką”. To jeszcze jedna więź naszego „pokrewieństwa” — naszej wspólnej Rodziny Wileńsko-Warmińskiej.

„W ciągu 22 lat, odkąd jesteście uczestnikami Kaziuka Wileńskiego w naszym mieście — uczymy się od was patriotyzmu, wiary” — powiedziała Jolanta Adamczyk, dyrektor Domu Kultury w Lidzbarku Warmińskim.

I dalej ze wzruszeniem kontynuowała: „To wasze przyjazdy sprawiły, że nasza młodzież inaczej ustosunkowuje się do takich słów jak: Honor, Ojczyzna. Bo to wy, mieszkający poza Macierzą, jesteście tymi kapłanami polskości, bo musicie o nią walczyć. Wszystkie zespoły z Wileńszczyzny, jakie podejmowaliśmy, są dla nas najlepszą Książką Nauki, jak należy żyć, jak dbać, by wiara, polskość, tradycje rodzinne, jakie w spadku po swych przodkach otrzymaliśmy — nie zostały zapomniane. By przetrwały dla potomnych. Dzięki wam powstała „Perła Warmii”, dla której ten wyjazd dał możliwość nie tylko wystąpienia na scenach, ale zobaczenia Rossy, uklęknięcia przed Matką, przed którą po raz ostatni uklękli ich przodkowie, przed wymuszonym wyjazdem…”

Przedadwentowy wspólny artystyczny maraton koncertowy był pierwszy na ziemi wileńskiej. Sądzić należy, że stanie się piękną tradycją.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.