5
Wigilia u mojej mamy

Pani Stanisława Wigilię urządza „po staremu” Fot. archiwum

Stanisława Jancewicz urodziła się w powiecie Oszmiańskim, we wsi Szczepanowicze, w rodzinie Reginy i Konstantego. W rodzinie było aż siedmioro dzieci, w tym dwie pary bliźniaków.

Stanisława pochodzi właśnie z bliźniaczków. Urodziła się w parze z Helenką — i obie siedmiomiesięczne. Były małe i słabe, toteż tego samego dnia zostały ochrzczone. Bóg chciał, że cała siódemka dzieci wychowała się i wyrosła na porządnych ludzi.

Łatwo jednak nie było. W domu czasem bieda piszczała na całego. Ale wszystko to minęło i, pomimo wielu trudności, pani Stanisława swoje dzieciństwo wspomina jak najpiękniejszą bajkę, szczególnie roczne święta.

— Święta Bożego Narodzenia w naszym domu były najpiękniejszym okresem w roku. Szykowano się do nich przez 4 tygodnie i choć nie był to ścisły post, jadło się w tym czasie bardzo skromnie. Najczęściej był to sok z kiszonych buraczków z ziemniakami, ziemniaki ze śledziem oraz konfiturą z borówek rozmieszaną z gotowaną wodą i ziemniakami — przypomina swoje najmłodsze lata pani Stasia.

Godne podziwu, że nie narzeka, jak to wtedy było ciężko i swoje dzieciństwo uważa za bardzo szczęśliwe. Szczęśliwe, bo w licznej rodzinie zawsze weselej i nie ma czasu na smutki.

Najradośniejsze w jej domu były zawsze Wigilie.

Mama od rana krzątała się w kuchni, bo trzeba było z tego co jest wyczarować 12 dań. Przede wszystkim były śledzie polewane olejem i posypane gęsto cebulką, smażona ryba, czasem szprotki lub wędzona ryba (ryba była bardzo tania). Pieczono śliżyki i kupowano zawsze małe obwarzaneczki. Mama piekła zawsze pierogi z grzybami i powidłem. Na święta musiało być też kilka rodzajów kisielu. Ponieważ mieli sad, mama gotowała zawsze kisiel wiśniowy, z soku kaliny, malinowy i biały z płatków owsianych. Ten ostatni najpierw kwasiło się na piecu, potem przecedzało, dodawało soli i gotowało na małym ogniu, aż zgęstnieje. Kisiel się jadło ze słodką wodą makową. Obwarzanki się jadło z makiem rozcieranym wałkiem w glinianej ciernicy (tak w tamtych okolicach nazywano makutrę). Rozcieranie maku należało zawsze do ojca.

Jeszcze jednym specyficznym daniem były z mąki i wody krojone kluski, które po ugotowaniu zalewano wodą z makiem i miodem. Musiała też być koniecznie kasza perłowa, którą się zapijało kisielem. Na święta mama piekła także bułkę, ale jeść ją można było dopiero pierwszego dnia świąt, bo była na jajkach, mleku i margarynie. Następnego też dnia dojadano biały kisiel, ale już kraszony słoninką. Sianko ze stołu dawano zwykle krówce, a kasze kurom, by zwierzątka dobrze się chowały.

Drzewko przystrajano zabawkami i łańcuszkami, które wcześniej robiło się z papieru i słomki. Na choinkę wieszano też cukierki, jabłuszka, orzechy w sreberku. Niestety, prezentów pod choinkę nie było, bo nie było na to pieniędzy. Na zaścielonym białym obrusem stole układało się opłatek na sianku, następne inne dania. Była modlitwa, potem rodzice zaczynali łamać się opłatkiem. Po kolacji śpiewano kolędy, a potem szło się spać. Na Pasterkę się nie chodziło, bo do najbliższego kościoła, który był w Narwieliszkach, w jedną stronę było 10 km.

Ale na drugi dzień przewodniczący kołchozu dawał już konia. By pojechać do kościoła.

— Piękne to były chwile — z sentymentem wspomina pani Stanisława.

Dziś wiele tradycji i obyczajów się zmieniło i nie mają już one takiego uroku jak dawniej. Moja rozmówczyni jednak nie narzeka na nową cywilizację, która wszak tak wiele zamętu wniosła w nasze życie, tylko cicho i wyjątkowo cierpliwie nadal kontynuuje te wyniesione z rodzinnego domu tradycje.

Szczerze mówiąc byłam zdziwiona takim pieczołowitym, rzec można, świętym stosunkiem tej kobiety do starych tradycji, do tradycji naszych dziadów i pradziadów. Wszak tak niewiele ich już pozostało, a szkoda. Bo jakże bardziej bylibyśmy bogaci i lepsi duchowo, jak więcej na świecie byłoby zgody, pokoju i promieniującego ciepła, gdybyśmy wszyscy potrafili tak pilnie strzec testamentu naszych przodków i tego świętego ogniska domowego — rodziny.

5 odpowiedzi to Wigilia u mojej mamy

  1. józef III mówi:

    Wesołych Świąt i dużo zdrowia !

  2. Ludwika mówi:

    O, az niemal sie poplakalam ze wzruszenia…. To tez moje dziecinstwo opisane. Teraz to juz zapominaja, co to jest Radosc Swiat i liczy sie tylko prezent pod choinka… Tak mi zal, ale swiat staje sie coraz bardzie materialny, nie duchowy, a w niektorych rodzinach licza sie tylko pieniadze i tym sie mierzy szacunek do osoby… Brr..!

  3. Pan z Pogowian mówi:

    Moja świętej pamięci babcia Alina Śnieżko też się urodziła w Szczepanowiczach w powiecie Oszmiańskim. Pozdrowienia dla Pani Stanisławy oraz dla dziennikarki Julitty Tryk!

  4. pani mówi:

    Prawda, Ludwika. Boze Narodzenie dla nas powinno byc siwetem Ducha Skromnosci, Wspolczucia, Solidarnosci. Dla tego bardzo lubie okres tych swiat w Polsce. Tam sie dzieli oplatkami w tych dniach otwarcie, szczerze, szeroko a jednoczesnie towarzysza im skromne posilki – ciasteczka, herbata, sok, moze lampka wytrawnego … I ta niebywala serdecznosc. Nam Polakom litewskim do tego jeszcze bardzo-bardzo daleko. Zycze goraco by jak najwiecej instytucji z RP zakorzenilo sie w Wilnie ponownie.

  5. Zbyś mówi:

    Zdrowych Spokojnych Rodzinnych Świąt Bożego Narodzeniadla pani Stanislawy.
    I ja pamietam podobne potrawy na wigilijnym stole.Mama nasza pochodzi z Worzian.Wszystkie te wigilijne potrawy mieliśmy na wigilijnym stole na Pomorzu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.