9
Białoruś pogrąża się, a Litwa… inwestuje

Osobiste, przyjazne relacje prezydentów Litwy i Białorusi przekładają się na dobre relacje gospodarcze obydwu krajów Fot. ELTA

Mimo tegorocznych perturbacji walutowych litewski biznes nadal ochoczo inwestuje na Białorusi, a tymczasem tamtejsze media i eksperci ostrzegają przed kolejnymi załamaniami białoruskiej gospodarki.

Wzrost zadłużenia, inflacji i uzależnienia — już nie tylko energetycznego, ale też ekonomicznego — od Moskwy, prowadzi — jak ocenia Andrej Dragin z centrum analitycznego „Forex Club” — do aneksji Białorusi.

Władze w Mińsku, przynajmniej oficjalnie, nie tylko nie dostrzegają tych zagrożeń, ale też stanowczo im zaprzeczają i jeśli mówią o wzroście, to tylko gospodarczym.

Przedstawiciele struktur rządowych koordynujących zagraniczne inwestycje nie ukrywają zadowolenia, że zainteresowanie litewskiego biznesu inwestycjami na Białorusi „jest oszałamiające”. Przyznają też, że zainteresowanie te potęgują „przyjacielskie relacje między prezydentami Litwy i Białorusi”, co w rozumieniu inwestujących jest wystarczającym zabezpieczeniem ich inwestycji na Białorusi. Jednak, że niekoniecznie tak musi być, przekonał się już niejeden, nawet oligarcha Władimir Romanow, którego Alaksandr Łukaszenka nieoficjalnie „namaszczył” na pośrednika między nim a litewskimi przedsiębiorcami. Romanow sam planował wielomilionowe inwestycje w Mińsku i energicznie zachęcał do tego litewskich biznesmenów oraz przekonywał władze kraju do podtrzymywania dobrych relacji z białoruskim reżimem, nawet wbrew wspólnej linii Unii Europejskiej dążącej do gospodarczej i politycznej izolacji „ostatniej dyktatury w Europie”. Okazał się jednak, że Romanow przeliczył się, ale jak mówią nieoficjalnie w Mińsku, litewski oligarcha sam jest sobie winien, bo liczył na szybki i duży zysk z planów inwestycyjnych, a nie z samej inwestycji.

Tymczasem inni litewscy oligarchowie i ich spółki, które stawiają na długoterminowe inwestycje na Białorusi, liczą na perspektywę, jaką otwiera przed nimi euroazjatycka integracja postsowieckich republik. Bo inwestując dziś na Białorusi, miedzy innymi litewskie koncerny meblarskie oraz budowlane liczą, że jutro będą miały dostęp do wspólnego rynku Białorusi, Rosji i Kazachstanu. I to, wydaje się, jest dziś największym magnezem, jaki ściąga litewski biznes na Białoruś, nie zważając nawet na perspektywę poważnych zagrożeń ich inwestycji. Podstawowym zagrożeniem w tym roku była dewaluacja białoruskiego rubla i wciąż rosnąca inflacja. Według niektórych ośrodków analitycznych, w ciągu mijającego roku wartość nabywcza białoruskiej waluty zmniejszyła się trzykrotnie, co przy ograniczeniach w konwersacji waluty stanowi poważny problem dla firm eksportowo-importowych, jakimi niewątpliwie jest większość obecnych na białoruskim rynku litewskich firm.

Mimo starań białoruski władz dążących do zapewnienia płynności białoruskiego rubla, on nadal traci na wartości. Sytuacja ta w perspektywie nieuchronnie zmierza do kolejnej dewaluacji. Ostatnio jednak pojawiły się też informacje o planowanej już na styczeń przyszłego roku denominacji białoruskiego rubla oraz, że Litewska Mennica już bije białoruskie monety. I chociaż Narodowy Bank Białorusi kategorycznie zaprzecza tym pogłoskom nazywając ich prowokacją, a Litewska Mennica nie potwierdza informacji o biciu białoruskich monet, to jak piszą niezależne białoruskie media, coś jednak jest na rzeczy. Zauważa się, że kategoryczne zaprzeczenia białoruskich władz i Narodowego Banku nie są niczym nowym, bo również w połowie 90. lat ubiegłego stulecia i na początku kolejnej dekady oficjalny Mińsk zaprzeczał planom denominacji rubla. Kolejnym faktem, jaki odnotowują białoruskie media w kontekście przyszłej denominacji, jest to, że białoruski bank zaniechał planów puszczenia do obiegu nowego banknotu o nominale 200 tys. rubli.

Wcześniej planowano, że banknot ten zadebiutuje pod koniec stycznia 2012 roku. W tym tygodniu kierownictwo Narodowego Banku poinformowało, że nie ma konkretnej daty ukazania się nowego banknotu. Ta sytuacja nie oznacza jednak, że już na początku przyszłego roku Białoruś zdenominuje swoją walutę, bo jak zauważą portal naviny.by, denominacja, mimo że staje się koniecznością, nie ma sensu przy galopującej inflacji. Dlatego, jak oceniają dla naviny.by białoruscy i rosyjscy analitycy, denominacja może nastąpić dopiero w 2013 lub nawet 2014 roku i to pod warunkiem, jeśli do połowy 2012 roku białoruskim władzom uda się okiełzać inflację. Według ocen ekspertów „Narodnaja Gazeta”, w obecnej sytuacji właściwym wyjściem byłoby więc wycofanie z obiegu drobnych banknotów o nominale 50 i 100 rubli, które faktycznie straciły swoją wartość i dodrukowanie banknotów o większym nominale.

Z kolei tygodnik „Borisowskije Nowosti” po rozmowie z ekspertami z Białorusi i Rosji ocenia, że już za rok sprawa białoruskiej waluty może być nieaktualna, bo w opinii rozmówców tygodnika, Rosja dąży do dalszej integracji gospodarczej Białorusi z Rosją, a kolejnym krokiem w tym kierunku może być unia walutowa na powstającej euroazjatyckiej przestrzeni gospodarczej.

Andrei Drugin z moskiewskiego centrum „Forex Club” uważa, że po ewentualnym powrocie Władimira Putina na Kreml, pomysł monetarnej unii z Białorusią będzie szczególnie forsowany, bo w okresie, kiedy „Białoruś jest szczególnie słaba” przed Rosją otwierają się nowe możliwości nacisków na Mińsk.

— Chcecie wy tego czy nie, ale nastąpi przyśpieszenie negocjacji w sprawie unii monetarnej i Białoruś znajdzie się w sytuacji zależnej. Faktycznie chodzi o gospodarczą aneksję Białorusi — ocenia Andrei Drugin.

9 odpowiedzi to Białoruś pogrąża się, a Litwa… inwestuje

  1. warmiak52 mówi:

    A gdzie może inwestować “biznes” litewski???.
    Tylko na Białorusi…

  2. pani mówi:

    Cos za cos w realnych odpowiednikach. Bialoruska elita kupuje mieszkania w Wilnie. Nieruchomosci nabyte tu pozwalaja podrozowac po Europie ja i innym rezydentom. Jesli przed rokiem Bialorusini przyjezdzali masowo na weekendy po zakupy codzienne. To w tym roku w te swiateczne wieczory duzo ich jest na ulicach wilenskiej starowki a i w restauracjach lub nocnych klubach.

  3. pani mówi:

    Fajna literowka w tekscie na “…Baiłorusi …” Bai lo rusi

  4. :) mówi:

    Litwini nie zastanawiają się dlaczego nikt inny oprócz Litwy nie inwestuje na Białorusi… U Baćki pieniądze są bezpieczne jak w Radzieckim Banku… 🙂

  5. Astoria mówi:

    Bez podania kto, co i za ile zainwestował z Litwy na Białorusi, bez podania liczb, pozwalających oszacować skalę zjawiska – artykuł jest wodolejstwem opartym na anegdotach. Ze znanych mi danych za ub. rok i wcześniej, wymiana handlowa Litwy z Białorusią jest mikroskopijna. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) na Białorusi były przez dwie dekady jednymi z najniższych w Europie i choć dramatycznie ostatnio wzrosły, to tylko dlatego, że Rosja, wykorzystując kryzys na Białorusi, zaczęła masowo wykupywać przedsiębiorstwa białoruskie – co w statystykach uchodzi za inwestycje zagraniczne. To, że kilka firm meblowych i budowlanych z Litwy otworzy przedstawicielstwa na Białorusi, zatrudniając kilkudziesięciu czy kilkusek Białorusinów tańszych od Litwinów, nie wydaje się mieć istotnego znaczenia dla gospodarki Litwy, Białorusi i rynku Unii Euroazjatyckiej. Wchodzenie litewskiego liliputa gospodarczego na rynek rosyjskiego guliwera brzmi raczej komicznie.

  6. dobrze mówi:

    nauczycielka ekonomii z komunistycznej partszkoly uwielbia lukaszenke

  7. dominik mówi:

    grybauskaite..stara sluzbistka moskwy.

  8. Stan mówi:

    Skoro taka potega gospodarcza i polityczna jak Lietuva inwestuje na Białorusi – to Białoruś jest uratowana i Łukaszenka może spac spokojnie . Tylko Putin jest zrozpaczony.

  9. alex mówi:

    Skoro maja błogosławieństwo Łukaszenki to ochoczo inwestują bo nieważne że jakiś zakład to ruina,ważne ze nieruchomość na którym on stoi jest 20x droższa od budynków.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.