6
Nie ma chińskiego Smoka… Jest wileński Bazyliszek!

Fantastyczna optyczna iluzja dała możliwość wilnianom przypomnienia niektórych kart z życia miasta. Był więc tam zielony i o długim ogonie, potworny Bazyliszek Fot. Stanisław Tarasiewicz

Rokrocznie w przededniu Nowego Roku wyruszaliśmy w poszukiwaniu zwierzęcia, ptaka, pod żartobliwym „patronatem” którego świat rok będzie obchodzić.

A tu masz babo placek! Rok 2012 będzie rokiem Smoka, do tego Białego. Wiemy, że smok to potwór z mitologii, legend i folkloru wielu ludów. Najczęściej przedstawiany jako rodzaj gada o skrzydłach nietoperza, orlich lub lwich pazurach, z uzębioną paszczą ziejącą ogniem oraz z ogonem węża. Gdzież więc go mamy na Litwie znaleźć?

Rozpoczynamy od lektury. Od horoskopu chińskiego, gdzie to smok symbolizuje żywioł drewna i jest odpowiednikiem polskiego Barana. Cechuje go: miłosierdzie i odwaga, prawdomówność i heroizm.

Smok budzi autorytet i cieszy się dobrą sławą. Jest panem swojego losu. Piękne określenie, ale doskonale z bajek, legend pamiętamy, że smok był też obdarzony dużym zakresem nadnaturalnych mocy. Potrafił ukazać się ludziom w postaci jedwabnika lub powiększyć się, tak by przysłonić całe niebo. Mógł latać wśród chmur lub ukrywać się w wodzie, tworzyć chmury, zamieniać wodę w ogień, stawać się niewidzialnym lub przeciwnie – jaśnieć w ciemnościach.

Brr, aż ciarki po skórze przechodzą, tym bardziej że przypominamy w tym miejscu legendę o Smoku Krakowskim, kiedy to za rządów króla Kraka w Krakowie pojawił się potwór – smok nazywany „całożercą”. Żądał on raz na tydzień ofiary z bydła. Jeżeli mieszkańcy nie dostarczyli mu krowy, wówczas zjadał ludzi.

Krak wysłał do zabicia smoka swych dwóch synów. Nie potrafili jednak pokonać potwora w walce wręcz, więc wymyślili podstęp. Podali mu skórę owcy siarką napchaną i smok się nią udusił. Następnie bracia poróżnili się o to, kto zwyciężył smoka, i jeden z nich zabił drugiego. Powróciwszy do zamku, jeden z nich wytłumaczył ojcu, że to smok zabił jego brata.

Gdy został po śmierci Kraka królem, odkryto jego tajemnicę i wygnano z kraju. Jan Długosz w swojej kronice przeniósł bratobójstwo synów Kraka na okres po śmierci ojca, a zabójstwo smoka przypisał samemu władcy. Braci nazwał również Krakiem i Lechem. Według początkowej wersji, to Krak II był młodszym bratem i zabił starszego, natomiast według Jana Długosza było odwrotnie.

Druga wersja Marcina Bielskiego z XV wieku głosi, że smoka pokonał szewczyk Skuba za pomocą fortelu – podłożył mu barana wypchanego siarką. Po zjedzeniu barana smoka tak paliło w gardle, że wypił pół Wisły i pękł.

Tego potwora na szczęście nie ma.

W Wilnie smoka na szczęście nie było nigdy. Teraz co prawda są dwie restauracje chińskie, które mają w nazwie „Dwa smoki”, „Dziewięć smoków”, ale doskonale wiemy, że oprócz rysunku tego potwora w wystroju wnętrza nic więcej nie znajdziemy.

A nam przecież chodzi, jeśli nie o spotkanie bezpośrednie (chociaż o rety, jakież by to było niebezpieczne!) – to przynajmniej o legendę. Związaną z jakimś potworem smokopodobnym, który pożerał ludzi i o którym nikt powiedzieć nie mógł, jak wyglądał, ponieważ każdego, co się do pieczary zbliżyć próbował, zabijał wejrzeniem i pożerał.

Ano był takowy w Wilnie. To potwór Bazyliszek, który to na wzgórzu w pieczarze mieszkał.

„Wśród ciemnej nocy z dala migotały u wejścia do jaskini dwa zielonkawe światełka. To Bazyliszek z legowiska wypełzał i ofiary wyglądał. (…) Spotkawszy się ze wzrokiem potwora, człowiek drętwiał i padał jak rażony piorunem. Wtedy Bazyliszek pożerał ofiarę. Nie gardził zgrzybiałym starcem ani niemowlakiem, ale przede wszystkim czyhał na dziewice. Już wiele rodzin opłakiwało ojców, wielu młodzieńców utraciło swe ukochane, wiele matek zawodziło po stracie dziatek, a potwór wciąż porywał ofiary(…)”.

Długo tę legendę, opisywać trzeba byłoby. Jest dość długa, więc radzimy zapoznać się w całości. Tym razem przekażmy treść w kilku zdaniach. Jak to znalazł się wreszcie odważny śmiały młodzieniec, który zdecydował, że pokona Bazyliszka i tym samym uratuje swą ukochaną Jagnę, jak też całą ludzkość od tego potwora. Przyszykował się pokonać nie siłą, ale rozumem, bo wiedział, że w sąsiednich krajach ludzie posiadają płyty metalowe tak wyszlifowane, że odbijają wszelki przedmiot, ku któremu zostanie zwrócone. Udał się więc na jego poszukiwania, a kiedy wreszcie lustro (bo o nim to mowa) zdobył — zbliżył się do pieczary.

„Potwór przez chwilę pozostał nieruchomy ze zdumienia, kiedy poczuł obecność obcej istoty, a potem szybkim ruchem wysunął się z pieczary i oparłszy się na łapach, utkwił wzrok w zwierciadle. W tejże chwili wydał ryk straszliwy, wyprężył się i uczyniwszy skok w powietrze, całym cielskiem olbrzymim runął na ziemię. Zabił się własnym wzrokiem, który się od zwierciadła odbił(…).

Na wzgórzu, w pobliżu jaskini, wzniesiono z kamienia basztę czworokątną, od której samo wzgórze nazwę Bakszty otrzymało.

Tyle legendy. I można byłoby na tym zakończyć nasze poszukiwanie tego gada czy też smoka, rok którego będziemy „obchodzić”, a tu raptem w przededniu Świąt Bożego Narodzenia Bazyliszek znów zawitał do Wilna. Zawitał za pomocą unikalnego projektu bożonarodzeniowego, jaki to zrealizował zespół „Gluk Media”. Mowa o bajce 4D „Magiczne Boże Narodzenie”, jaka od Świąt Bożonarodzeniowych do Nowego Roku była pokazywana na bocznej ścianie wileńskiej Katedry, która posłużyła jako zaimprowizowany ekran o powierzchni 1 100 mkw. Ta fantastyczna optyczna iluzja dała możliwość wilnianom przypomnienia niektórych kart z życia miasta. Był więc tam zielony i o długim ogonie, potworny Bazyliszek.  Niestety, projekcja filmu, ściągającego tłumy wilnian i gości, zakończona. Nie ma potwora, ale są przecież bajki, legendy, które jak ulał, pasują do tego okresu świątecznego. Oby tylko potwory – smoki, bazyliszki czy inne gady nas w nadchodzącym roku nie nawiedzały…

6 odpowiedzi to Nie ma chińskiego Smoka… Jest wileński Bazyliszek!

  1. pani mówi:

    Dzialo sie na poludniowej elewacji i po koniec AD 2011 …

  2. tadtrz mówi:

    Narbutt w Pomniejszych pismach historycznych podaje inną odmianę podania o bazyliszku,
    wyjętą ze starego rękopisu pt. Descriptio historica brevis civitatis vilnensis: „Dziwne,
    a trudne do uwierzenia opowiadają rzeczy o podziemiach pod górą Bakszty Subockiej. W jakowem
    podziemiu jakoby czarownicy, czarownice i djabli subotki swoje zwykli wyprawować,
    od czego i Bakszta Subocką się nazywa. Są nawet wiadomości, że w podziemiu takowem Bazyliszki
    się były zagnieździły, które zstępujących tam ludzi spójrzeniem zabijały na miejscu.
    Po odkryciu owej śmiercionośnej otchłani i nieszczęśliwych doświadczeniach, posłano razu
    jednego człowieka odważnego, a był to zbójca, wskazany sądownie na karę śmierci. Temu na
    plecach zawieszono zwierciadło i dano w obie ręce pochodnie gorejące. Idący zawsze tyłem
    zbliżył się w końcu do miejsca, gdzie był Bazyliszek, który sam siebie w zwierciadle oko
    w oko ujrzawszy, zawył okropnie i zdechł.” (z: Zahorski Władysław: Podania i legendy wileńskie”)

  3. pani mówi:

    I tak i inaczej rodziny dinozaurow zginely lecz dusze ich bywa wchodza w ludzkie ciala i wowczas widzimy duza jego mase a straszne skutki po kontaktach … A dalekowschodnie, chinskie odmiany przeistoczaly sie w baranow, a dopiero Ci przekazuja walory swojej duszy innym ludziom …

  4. zozen mówi:

    ooo jak widzę pani jest wyznaczynią reptilian. Może sa jakieś przecieki kto u nas na Litwie jest jaszczuroczłowiekiem?

  5. Roland mówi:

    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku dla Redakcji i Czytelników Kuriera.

  6. Józef mówi:

    Pani Helenie Gładkowskiej, -autorce tego artykułu i całemu zespołowi Kuriera Wileńskiego do siego roku bez smoków i bazyliszków, -życzy Józef Ad multos annos!

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.