85
Słaby złoty — dobre zakupy i… kłopoty z gospodarką

Słabnący kurs złotego i kolejny wzrost cen na Litwie znowu gonią ludzi na zakupy do Polski Fot. Marian Paluszkiewicz

Taniejący złoty stwarza zagrożenie dla litewskiej gospodarki — biją na alarm litewscy ekonomiści. — Jeśli kurs polskiej waluty spadnie do poziomu 60 centów za złotego, to będzie prawdziwa katastrofa!

— Bo tam jest tanio, nawet bardzo tanio w porównaniu z naszymi cenami — odpowiadają szeregowi obywatele i na potęgę kupują w Polsce.

Polskie supermarkety, targi i hurtownie w przygranicznych z Litwą miastach znowu są oblegane przez kupujących z Litwy.

— Mieszkam w Dzukii, ale już zapomniałem o istnieniu litewskich sklepów. W Suwałkach już nie słychać polskiej mowy, w sklepie mnie już poznają, a na targu nawet nie muszę litów wymieniać na złotówki. Same przyjemności!  Nic, tylko śmiać się z tej Litwy, bo nie obchodzi mnie już kto tu rządzi i jak kradnie. (…)” — napisał internauta Agustinas w swoim komentarzu na portalu DELFI pod artykułem o zagrożeniu, jakie dla litewskiej gospodarki stwarza taniejący złoty.

Swoją opinię pod krótkim materiałem zostawiło prawie 300 internautów i okazuje się, że tani złoty łagodzi również obyczaje, bo od dawna Polska i Polacy nie cieszyli się u internautów portalu tak dobrą opinią. Chwalą Polskę za mocną gospodarką, a Polaków za umiejętność przeciwstawiania się kolejnej fali kryzysu, no i oczywiście za niskie ceny w sklepach.

„Prawie wszystko jest tam taniej. A na dodatek nie muszę wysilać się w mowie, bo ekspedienci starają się rozumieć, więc można dogadać się po litewsku” — kolejny internauta przedstawia zalety robienia zakupów w supermarketach tuż za litewską granicą.

— Zresztą nikogo nie trzeba zachęcać — mówi w rozmowie z „Kurierem” kolejny internauta Kęstas, który forum internetowe wykorzystał dla swojej reklamy. Jak napisał, stale organizuje wyjazdy na zakupy do polskich sklepów.

— Opłaca się, na pewno opłaca się, bo na zakupach na sumę 400-500 litów zaoszczędza się około 200 litów — mówi nam Kęstas. Dodaje jednak, że wielu jedzie na zakupy nawet z 200 litami: „Bo ludzie widocznie otrzymują wynagrodzenie w częściach, więc starają się każdego lita zaoszczędzić, a przy takim kursie złotego na pewno taniej zrobią zakupy za granicą”.

Jak wyjaśnia, na zakupy do Polski jadą mieszkańcy Wilna, Kowna i okolicznych miast.

— O przygranicznych Olicie i Mariampolu już nie wspomnę, bo stamtąd jeżdżą masowo — dodaje „przewoźnik”.

Ostatnio tak masowy najazd litewskiego konsumenta był notowany przed prawie trzema laty, kiedy polski złoty miał się również słabiutko wobec przywiązanego do euro litewskiego lita. Wtedy, podobnie jak i dziś, kurs polskiej waluty oscylował w granicach 75 ct za złotego. Litwini nieraz pozostawiali po sobie puste półki w suwalskich, augustowskich i białostockich supermarketach. Dziś muszą konkurować z Białorusinami, których szalejąca inflacja i tamtejsze kłopoty gospodarcze również wygoniły na zakupy do Polski.

— Dużo kupujących z Litwy spotkaliśmy w Suwałkach i Augustowie, natomiast w białostockich sklepach kupują głównie Białorusini — mówi nam Ewa z Wilna, która przed świętami również wybrała się na zakupy do Polski.

Niektórzy kupujący na forach internetowych przekonują, że masowy napływ kupujących zza wschodniej granicy winduje ceny w przygranicznych sklepach i że faktycznie już się nie opłaca kupować w Polsce.

— Nie mogę tego potwierdzić, bo nie zauważyłem, żeby ceny wzrosły. Być może na targowiskach, ale też nie sądzę — zaprzecza tym pogłoskom nasz rozmówca z Internetu. Jak mówi, tamtejsi handlowcy działają w warunkach ostrej konkurencji, dlatego nie każdy zaryzykuje podnieść cenę w nadziei na lepszą marżę, gdy konkurenci stawiają na większy obrót przy niższej marży.

— Działają na zasadach wolnego rynku, więc dobrze sobie obliczą, na czym lepiej zarobić — mówi nam internauta Kęstas.

Jego „kolega” z forum o nicku „the help” pośrednio również zgadza się z tą opinią, bo jak pisze, praktycznie nie odczuwa wzrostu cen, lecz zauważa, że polska podaż nie nadąża za litewskim popytem.

— Kupowałem meble. Mają tam Litwinów wśród ekspedientów. Pierwsze zamówienie nawet sami przywieźli mi na Litwę. Teraz trzeba czekać na zamówienie ze dwa tygodnie, bo nie nadążają z produkcją, a i w sklepie oferta jest mniejsza, bo Litwini sporo wykupili — pisze internauta „the help”.

— Trudno oprzeć się większym zakupom, gdy są takie ceny. Na przykład cukier tam kosztuje nieco ponad 2 zł za kilogram, a u nas w sklepach ponad 4 lity za kilo — mówi nam Ewa i przyznaje, że „słodkiego” towaru przywiozła z Polski nie tylko na swoje potrzeby, ale też odsprzedała swojej bliskiej rodzinie i znajomym.

— Owszem, najczęściej ludzie jeżdżą po zakupy dla siebie, ale niektórzy kupują więcej, żeby wystarczyło również dla całej bliskiej rodziny — zauważa także Kęstas. Według niego, moda na zakupy w Polsce potrwa tak długo, jak długo polska waluta będzie słaba.

Tymczasem według agencji „Bloomberg”, na razie nie należy spodziewać się wzrostu kursu polskiej złotówki, bo według prognoz ekonomistów, złoty czeka kolejny spadek do poziomu 0,22026 euro, po czym nastąpi pewne odbicie, ale zaledwie do poziomu 0,2381 euro pod koniec tego roku. Natomiast na dobre złoty może wzmocnić się dopiero pod koniec 2013 roku.

85 odpowiedzi to Słaby złoty — dobre zakupy i… kłopoty z gospodarką

  1. Adam81w mówi:

    “Swoją opinię pod krótkim materiałem zostawiło prawie 300 internautów i okazuje się, że tani złoty łagodzi również obyczaje, bo od dawna Polska i Polacy nie cieszyli się u internautów portalu tak dobrą opinią.”

    No oby, oby!

  2. robert mówi:

    Wczoraj małżonka była ok 20.30 w jednym z białostockich hipermarketów. Aż zadzwoniła do mnie zdziwiona, że sklep pełen Białorusinów( a pewnie i Letuvisów )i to o tej porze. Jest ich naprawdę masa. Hipery co prawda są własnością międzynarodowych korporacji ale volumen towarów w nich sprzedawanych już grubo powyżej 70% to towary polskie. Dzięki temu jakoś daje się żyć i przeiść ten kryzys w miarę suchą nogą.

  3. Maur mówi:

    Agencja Bloomberg może prognozować. Zarówno dobrze – trafnie jak i odwrotnie. Mimo poważnych problemów w strefie EURO i tzw. zdrowej gospodarki w RP -jakim cudem złoty osłabił się z 3,90zł/EU w końcu I KW 2011 do 4,50 zł/EU obecnie. To jest kilkanaście %.

    W końcówce roku MF skupił długu za kilka MLD zł. Rok (31.XII.2011)zamknęliśmy 956,5 MLD długu (916 mld dług +40,56 odsetki). Dziś w 6 dniu 2012 roku nasz sumaryczny dług wynosi 958,59MLD (918 mld dług i 40,523 mld odsetki). Spadły odsetki ale dług wzrósł.
    Obligacje rządowe, szczególnie 10-letnie, już są oprocentowane na poziomie dwukrotnie wyższym niż średnia dla zdrowszych gospodarek UE. To oznacza o tyle droższy koszt pożyczania pieniędzy przez SP…

    Można śmiało planować zakupy w RP. Nawet długofalowo.

  4. Pin Gwin mówi:

    Dziwne, a wczoraj Litwini pisali, ze nie chca miec Polaka za sasiada. Czy oni maja rozdwojenie jazni?

  5. Internauta mówi:

    Moze ktos slyszał o sklepie internetowym który by sprzedawał na Litwe produkty z polski ?

  6. Rozważalski mówi:

    Dla obywateli litewskich, co bliżej Polski mieszkają dobrze zakupić się taniej i jeszcze mogą na tym zarobić. Ale nie zazdroszczę dla konsumentów miejscowych z Suwałk, czy Augustowa, bo im Litwini wyczyszczają wszystko spod nosa. Z Wilna to chyba nie bardzo opłaca się jechać droga tam i z powrotem też kosztuje a do tego jeżeli rodzina nie jest zbyt dużą to i za wiele produktów na zapas niepotrzeba.

  7. rbedna mówi:

    do Maur
    Oprocentowania obligacji niecałe 6% (5,89) wynika z wysokiej inflacji. Odejmij 4,5% inflacji w 2011r. a będziesz miał realne oprocentowanie obligacji. Wcale nie takie wysokie.

  8. Jarosław mówi:

    Gdy Wileńszczyzna powróci do Macierzy to z jej gospodarką będzie wszystko dobrze:) A reszta tego dziadostwa niech idzie na dno:)

  9. Liss mówi:

    Dobrze Jarku mówisz, ale nie tędy droga: znowu nabudowalibyśmy dróg, mostów, domów i za kilka – kilkanaście lat skumali by się z Ruskimi, Niemcami, Szwedami czy kimkolwiek i zabrali. Same straty.

    Lepiej tak działać jak to się dzieje – ciągnąć kasę, egzekwować prawa, nie inwestować.

    A reszta – jak napisałeś.

    Dzisiaj pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia wg. kalendarza Juliańskiego. Wesołych Świąt.

    Czy mógłby mi ktoś napisać, czy w Wilnie jest kościół obrządku grekokatolickiego (gdzie?)

  10. brat marcin mówi:

    Jest. Przy Celi Konrada.

  11. RB mówi:

    U Bazylianów (św. Trójcy)

  12. Przemo mówi:

    Podobnie jest na granicy poludniowej Polski. Mieszkam w Grybowie, malej galicyjskiej miejscowosci blisko Nowego Sacza- Tutaj wiekszosc klientow stanowia Slowacy – najczesciej z Bardejova i nawet Koszyc. Kupuja ulosci hurtowe i wracaja do siebie. Pomyslec, ze 10 lat temu to ja jezdzilem do nich po wodke i towary niepsujace sie. W sumie- miejscowi – takze i ja sie ciesza- nie ma efektu wymiatania a sprzedaz idzie znakomicie. Zarabiamy wszyscy a na Slowacje jada materialy budowlane, okna, drzwi, art. spozywcze, chemia, paliwo… doslownie wszystko !

  13. Anonymous mówi:

    Przeczytalem artykul i komentarze umieszczone pod spodem .Jestem zdziwiony .Moge zrozumiec ze ze zlej sytuacji na Litwie moga byc zadowoleni przygraniczni komercjanci .Natomiast na dluzsza mete jaka korzysc dla Polski miec sasiada ubogiego ? Jaka korzysc dla polskiej mniejszosci na Litwie zyc w ubogim kraju ? Jak mozna z jednej strony troszczyc sie o Wilniukow i z drugiej strony cieszyc sie z problemow ekonomicznych kraju gdzie Wilniucy mieszkaja ? Jest logika w tym szalenstwie ?

  14. Liss mówi:

    Dziękuję bardzo za info.
    W moich wirtualnych podróżach po Wilnie posługuję się “przewodnikiem krajoznawczym Juliusza Kłosa, profesora Uniwersytetu Stefana Batorego” “Wilno” (wyd. III, poprawione po zgonie Autora z 1937 roku.)
    I prawdę powiedziawszy odpowiedź brata Marcina była jak dla amatora mojego pokroju, zbyt niejednoznaczna:
    – mogło chodzić o “były klasztor bazylianów i cerkiew p.w. św. Trójcy”- zbudowanej przez ks. Konstantego Ostrogskiego “na pamiątkę zwycięstwa nad Moskwą pod Orszą”. Z tekstu wynika – własność cerkwii prawosławnej;
    – cerkiew pw. św. Ducha – położona nieopodal (także przy Celi Konrada);
    – Jakieś współczesne pomieszczenie “zastępcze” zlokalizowane “przy Celi Konrada” w kompleksie klasztornym Bazylianów.

    RB rozwiał moje wątpliwości. Obu dziękuję.

    (w Wilnie jest jeszcze jedna cerkiew (?)- przy moście Zwierzynieckim – o ostatnio wyremontowanej elewacji)

  15. RB mówi:

    Jest albo i nie ma. 😉 Może nacjonaliści litewscy w obliczu trudności gospodarczych spuszczą z tonu, a może wręcz odwrotnie. 😉

  16. czarek mówi:

    Przepraszam ,za kazdym raze gdy pisze cos co moze wydawac sie kontrowersyjne moj laptop ze wstydem podpisuje sie jako Anonim .

  17. Senbuvis mówi:

    Przemo – Grybów to miejscowść w Małopolsce. Galicja to nazwa zaborców czyli nazwa nadana przez naszych ówczesnych wrogów. Za chwilę dowiem się od ciebie, że Kraków to stolica … Generalnego Gubernatorstwa.

  18. laik mówi:

    zapraszamy na zakupy do Polski, towaru na pewno nie zabraknie

  19. Liss mówi:

    RB@15 – jak się domyślam nie jest przekazana cerkwii w użytkowanie.

    Ale czy wiernych jest na tyle (tylko sobie nie żartuj – wiem, że dla jakby potrzeba było – są w stanie za jedną noc nawieźć tylu wiernych ilu trzeba) – chodzi mi o takich stale (od lat)zamieszkałych w mieście i naprawdę wierzących – tak na Twoje wyczucie.

  20. Liss mówi:

    Ups – chyba mi się pomieszały wątki.

  21. abc mówi:

    9. Liss tu znajdziesz jak wyglądało to miejsce niedawno. Budynki klasztoru bazylianów (większość z nich zaadaptowano do innych celów) i cerkiew grekokatolicką Św. Trójcy.
    http://www.panoramas.lt/m_katalog.php?&p_id=752&lg=2
    lub
    http://www.radzima.org/pl/wilno/5729.html

    Przy moście zwierzynieckim cerkiew prawosławna, chyba Znamieńska

  22. abc mówi:

    9. Liss prawosławna cerkiew Św. Ducha znajduje się po innej stronie ulicy Ostrobramskiej niż cerkiew Św. Trójcy
    Nie mam zbyt wiele informacji, ale z tego, co się orientuję grekokatolików w Wilnie dużo nie jest – są nimi przede wszystkim Ukraińcy. Nie są to tereny historycznie związane z tą religią. Za czasów komuny cerkiew grekokatolicka była zamknięta.

  23. pani mówi:

    Liss, warto przyjechac i poznac problemy grekokatolikow.Zagladam do nich kilka razy na rok. W poprzednim bylam na Wielkanoc. Opisywalam tu wrazenia. Wiernych do kilkudziesieci od kilka nastu. Glownie Lwowiacy i inni ukraincy. Spotkalam tez Wilniuka od pokolen. Wlasnie na Wielkanoc poprzedniego roku. Potrzebuja pomocy, jak to kazda mala spolecznosc.

  24. Przemo mówi:

    Senbuvis* Wiem. Mieszkam tu. Jednak gdybys chociaz raz tu byl, wiedzialbys ze nazwa administracyjna Galicja nie ma dla mieszkancow pejoratywnego wydzwieku i jest powszechnie uzywana i uznawana. Tak samo jak i sam fakt pozostawania pod zaborem austrowegierskim nie jest dla mieszkancow powodem do wstydu- bowiem mozna zasada bylo, ze wyklady na UJ w ” stolicy Generalnego Gubernatorstwa” jakbys chcial nazwac Krakow, byly prowadzone w wiekszosci w jezyku polskim, mimo to zdarzaly sie kilkuletnie incydenty , kiedy probowano wprowadzac jezyk niemiecki. Nie byly one udane ( Zollowie- Opowiesc rodzinna) Takze, Twoja wypowiedz nic nic nowego nie wnosi,a swiadczy o Twoim poziomie a Nie moim. Nie bede ocenial- wysokim, czy niskim. Sam ocen. BTW- i zabpraszam do Galicji vel Malopolski. Moze poczujesz lokalne smaczki i zobaczysz, ze tu nie jest ziemia samych Polakow. Tak samo zapraszam na Gorny Slask. Moze w koncu zrozumiesz, ze jednorodnosc narodowa to przezytek i nacjonalizmy to zlo. Bo mam wrazenie, ze wlasnie niektorzy Polonusi sa najwiekszymi nacjinalistami. ( wnioskuje z Twojego Nicku ze wlasnie nim jestes )

  25. Przemo mówi:

    Senbuvis*Dodam jeszcze, zeby Ci zepsuc humor- Grybow ma tez inne oficjalnie uznane nazwy- mimo ze nie sa one nazwami administracyjnymi- Gribov- zydowska i Grynberg – niemiecka. Pozdrawiam Cie !

  26. krzysztof( Bydgoszcz) mówi:

    przemo ( 24) : Zgadzam się z treścią Twojego postu całkowicie. Z jednym wszelako, drobnym zastrzeżeniem. Otóż Galicja była w zaborze AUSTRIACKIM, a nie austrowęgierskim. Austro-Węgry powstały jako państwo konfederacyjne w roku 1867. Galicja dawno już wtedy istniała i stanowiła część ( od roku 1868 autonomiczną) Austrii, a nie Węgier.

  27. robert mówi:

    Przemo stolicą automicznej Galicji w Austro – Wegrzech był Lwów nie Kraków. Austryjacy do klęsk z Prusami i wyparcia z Niemiec w latach 60tych XIX w. nie byli mniej łagodni niż inni zaborcy. Później zmienili płytę a Franc Josef był naprawdę sympatycznym gościem.

  28. Obserwator mówi:

    Nawet wiadomosci gospodarcze przeradzaja sie w gawedy historyczno polityczne

  29. Astoria mówi:

    Te przygraniczne zakupy są korzystne dla polskich sprzedawców lokalnie, ale mają mikroskopijny wpływ na polski PKB. Na litewski PKB mają wpływ ujemny i trzynastokrotnie wyższy niż na polski, bo o tyle mniej więcej polska gospodarka jest większa od litewskiej, ale też niewielki. Lit jest sztywno powiązany z euro, bo taka jest polityka rządu RL, a gdy przy tym złoty jest słaby relatywnie do euro, dzięki inwestorom nieufającym polskiej gospodarce jeszcze bardziej niż eurozonowi, więc póki co Polska korzysta na niskich dla Litwinów cenach produktów w złotówkach. Wystarczyłoby jednak, żeby rząd litewski odciął lita od euro, lit spadłby na łeb na szyję, a Polacy jeździliby na zakupy na Litwę.

    Trzeba odróżnić deficyt budżetowy, dług publiczny i długotereminowe zobowiązania finansowe państwa wobec obywateli. Polska od odzyskania suwerenności miała wyłącznie deficyty budżetowe, bo wydatki państwa w każdym roku przekraczały dochody. Polska ma też wysoki dług publiczny, który dotyka teraz konstytucyjnie dopuszczalnej granicy i uniemożliwia obecnemu rządowi prowadzenie polityki stymulacji gospodarczej, wymagającej dodatkowych pożyczek, która by się Polsce szczególnie teraz, podczas kryzysu, bardzo przydała. Konstytucyjne ustalenie granicy długu publicznego było wielkim polskim błędem. Prawo to bowiem nie zmuszało początkowo żadnego rządu do prowadzenia odpowiedzialnej polityki pożyczkowej i dług się akumulował. Do czasu rządu PO, który nie będąc winnym nieodpowiedzialnej polityce wcześniejszych rządów, musi się teraz z tym długiem jakoś uporać, co w praktyce oznacza prowadzenie kreatywnej księgowości, w tym “kradzież” prywatnych oszczędności emerytalnych obywateli, sprzedawanie przedsiębiorstw państwowych i interwencyjne podnoszenie wartości złotego przez NBP, bo im złoty droższy, tym zagraniczny dług publiczny państwa mniejszy.

    Ale szczególnie katastrofalne dla Polski są finansowe zobowiązania państwa wobec wszystkich obywateli w perspektywie wielopokoleniowej. Jak się oblicza, mają one wartość piętnastu Produktów Krajowych Brutto Polski i są najwyższe ze wszystkich krajów świata. PKB to pieniądze obrócone przez gospodarkę, a nie zaoszczędzone przez państwo. Suwerenne państwo polskie nie wypracowało żadnych oszczędności jak dotąd. Zobowiązania Polski wobec własnych obywateli – w postaci emerytur, rent, wydatków na służbę zdrowia, kosztów przywilejów zawodowych, etc. – nie dają więc Polsce szans na wypłacalność i czynią ją bankrutem w perspektywie wielopokoleniowej.

    Polska gospodarka jest silna w porównaniu do greckiej czy węgierskiej i, ogólniej, kulejących gospodarek eurozonu zwanych PIIGS (Portugalii, Włoch, Irlandii, Grecji i Hiszpanii – czyli tzw. świń) tylko w relatywnie krótkiej perspektywie. Ponieważ obligacje państwowe zwykle nie przekraczają dekady, Polska jest w tym czasie relatywnie wypłacalna w ocenie inwestorów, więc oprocentowanie polskich obligacji (poniżej 6%) jest realtywnie niskie w porównaniu do obligacji śmieciowych Grecji czy Węgier. Ale jest ono prawie trzykrotnie wyższe od oprocentowania obligacji niemieckich i czeskich.

  30. ad rem mówi:

    O co ci chodzi Obserwator, nie podoba się? Bardzo miłe pogawędki. Ostatnio zaglądam tu częściej bo wreszcie zrobiło się tu sensowniej, dyskusje na temat a nie tylko pyskówki, jak wcześniej bywało. Nie wiem jak to się stało, może dlatego, że ktoś stąd wybył, może że przybył, faktem jest, ze dyskusje są na poziomie. Tak trzymać.

  31. Astoria mówi:

    PS. Innymi słowy, inwestorzy prawie trzykrotnie bardziej ufają w wypłacalność Niemiec i Czech, niż Polski, w perspektywie do dekady. Gdyby Polska wypuściła obligacje 50-letnie, to miałyby wartość śmieci inwestycyjnych.

  32. Senbuvis mówi:

    Przemo – po mojej krótkiej wypowiedzi wskazującej na niestosowność używania nazw stworzonych przez okupantów dowiedziałem się, że:
    1. nigdy nie byłem w Małopolsce
    2. moja wypowiedź świadczy o moim poziomie
    3. moja wypowiedź nie wnosi niczego nowego
    4. twierdziłem, że Małopolska to ziemia samych Polaków
    5. nie rozumiem, że jednorodność narodowa to przeżytek a nacjonalizm to zło
    6. z mojego nicku wynika, że jestem nacjonalistycznym Polonusem.
    Ponadto dowiedziałem się, że Małopolska była pod zaborem austrowęgierskim a że Grybów to ma nawet swoją nazwę po żydowsku i niemiecku. I to powinno mi zepsuć humor do końca życia.
    Wnioski pozostawiam Czytelnikom. Ja z takim adwersarzem polemiki się nie podejmuję. Obrażanie przeciwnika przy braku argumentów jest typowe dla tego rodzaju “mędrców”.

    krzysztof- uważasz, że można kultywować tradycje, narzucone przez okupanta tylko dlatego, że był wśród innych okupantów najłagodniejszy? Dlatego, że znalazła się spora grupa kolaborantów z Krakowa i Lwowa, która przysięgała “Przy tobie najjaśniejszy Panie stoimy i stać będziemy”? Małopolska to nazwa sięgająca bardzo odległycgh czasów a Galicja i Lodomeria? Galicja jest w Hiszpanii. Ziemia Halicka – Ukraińcy pewnie wymawiają “Galicka” – co tamten rejon geograficzny ma wspólnego z Grybowem?
    Stosunkowo najłagodniej przebiegała okupacja niemiecka w Krakowie np. w porównaniu z Warszawą. Nie będę wnikał w powody, dla których Kraków nie został zrównany z ziemią. Z wdzięczności Krakowianie powinni chyba pozostawić nazwę Rynku Głównego “Adolf Hitler platz” tak jak jest Plac Centralny “Ronalda Regana” w Nowej Hucie?

  33. Botan mówi:

    Senbuvis cos się tak tej Galicji czepił.
    Polacy na Litwie mogą pomarzyć o warunkach, jakie mieli Polacy w Autonomii Galicyjskiej.

    Wyzywając ludzi co tę nazwę używają od “jakiejś ukrytej opcji niemieckiej” tylko się ośmieszasz.
    Lepiej wpadnij do naszej nowej atrakcji, Miasteczka Galicyjskiego 😉

  34. Senbuvis mówi:

    Botan
    1. ja nie porównuję sytuacji w galicji i na Wileńszczyźnie
    2. w którym miejscy wyzywam ludzi od ukrytej opcji niemieckiej?
    Tworząc “Miasteczko Galicyjskie” autorzy napisali :Obecnie “Galicja” jest pojęciem bardziej o charakterze kulturowym i historyczno-administracyjnym, niż geograficznym. Dali tym samym świadectwo swojego przywiązania do tradycji Rzeczypospolitej. Powszechna kolaboracja elit małopolskich z zaborcą jest opiewana przez takich “twórców” jak np. Mazan. Tylko patrzeć jak powstanie “Reichsgau Wartheland” i Poznaniacy zaczną wychwalać pod niebiosa Bismarcka czy Wilhelma. Bo czymże oni byli w porównaniu z Hitlerem czy Stalinem?

  35. krzysztof( Bydgoszcz) mówi:

    Senbuvis : Zbyt daleko idace wnioski wyciągasz. Chodzi mi o to, że dzisiaj nazwa “Galicja” nikomu się źle nie kojarzy, gdyż skojarzenia historyczne dotyczą przede wszystkim autonomicznej Galicji po roku 1868, która była “polskim Piemontem”. Pewnie, że nazwa Małopolska jest nazwą rodzimą. Historycznie wszak obejmuje ona nie tylko ziemie późniejszej Galicji, ale także Kielecczyznę i Lubelszczyznę, a zatem sporą część Kongresówki.
    Dlatego uważam, że nazwa “Małopolska” zawężona terytorialnie tylko do południowej części wprowadza w błąd.

  36. krzysztof( Bydgoszcz) mówi:

    Astorio, wysokie wymagania stawiasz przed Polakami. Mają przeskoczyć Niemców i Czechów oraz wypuścić 50-letnie obligacje . To jest jakaś “myśl”. Bo to, że Polska ma dzisiaj silniejsza gospodarkę od wielu innych krajów Europy nie może być przecież żadnym powodem do satysfakcji. Z takiej satysfakcji rodzi się przecież nacjonalizm ( co nie dotyczy dzisiejszych Niemiec i Czech). A gdyby lit odciął się od euro… Cały problem w tym, że się nie odcina.

  37. Czesław57 mówi:

    Dla mnie przede wszystkim Galicja kojarzy się z biedą, rozbiorami i rzezią Jakuba Szeli.
    Dzisiejsze odkurzanie tego pojęcia związane jest głownie z ….. pieniędzmi.
    Cóż się dziwić, wszak już starożytni odkryli, że “pecunia non olet”…

  38. Senbuvis mówi:

    krzysztofie – spróbuj mieszkańcowi woj. kieleckiego lub lubelskiego powiedzieć, ze jest mieszkańcem Galicji:)
    Nie ma żadnej Galicji. Pisanie, że jakieś miasto jest galicyjskie do zawężanie naszej historii do okresu rozbiorów i akceptowanie okupacyjnych nazw, które obowiązywały kilkadziesiąt zaledwie lat. Kieleckie i Lubelskie to teren zaboru austriackego przez kilka lat – ale dla ciebie to już konieczność stosowania tej nazwy na wsze czasy?

  39. Senbuvis mówi:

    przepraszaM – nie tak miało być, Kieleckie i Lubelskie to żadna Małopolska, nie wiem skąd u Ciebie taka wiedza – pewnie własnie z czasów III rozbioru (tylko do Kongresówki).

  40. Senbuvis mówi:

    konkretnie: historycznie Małopolska to rownież Kieleckie i Lubelskie – ale chyba już mało kto poczuwa się do takiej więzi z tych województw. Natomiast wydaje mi się niedopuszczalne zawężanie typu Galicja to część Małopolski lub pisanie, że się mieszka w galicyjskim miasteczku. Miasteczko jest małopolskie, a galicyjskie było pod zaborami.

  41. Vilnius mówi:

    ad29. Astoria- nawet jeśli lit przestałby być powiązany ściśle z euro, to ceny na Litwie były by co najwyżej takie jak u nas. A wszystko rozchodzi sie o koszty produkcji, które w Litwie są wyższe dla większości dóbr konsumpcyjnych z wielu różnych względów.

  42. marek mówi:

    Senbuvis:
    Oczywiście mieszkamy w Małopolsce. Ale niewątpliwie można mówić o pewnej mentalności galicyjskiej, wynikającej nie tylko z autonomii, ale też i tego, że Galicja nie wchodziła już do Polski w dobie reform stanisławowskich.
    Natomiast porównanie GG z Galicją to ewidentne nadużycie. Galicja przez 50 lat dawała namiastkę w miarę swobodnego funkcjonowania polskiego organizmu państwowego w przeciwieństwie do zaboru pruskiego i rosyjskiego. Owszem, kosztem układów z zaborcą, ale w tamtej sytuacji nie było innej opcji. GG była instrumentem zniewolenia i eksterminacji Polaków.

    Przemo:
    “Moze poczujesz lokalne smaczki i zobaczysz, ze tu nie jest ziemia samych Polakow. Tak samo zapraszam na Gorny Slask. Moze w koncu zrozumiesz, ze jednorodnosc narodowa to przezytek i nacjonalizmy to zlo. Bo mam wrazenie, ze wlasnie niektorzy Polonusi sa najwiekszymi nacjinalistami.”

    Sorry, ale sam nie wiesz, o czym piszesz. Trzeba trochę wiedzy, pokory i trochę dłuższego pobytu na tym forum, aby później móc darować sobie tego typu niezbyt mądre wypowiedzi.

    Botan
    Tyz prowda.

    Czesław57
    No to przyjedź do tej zacofanej “Galicji”. Możesz się zdziwić,jak wygląda “bieda galicyjska” dzisiaj. A o Szeli to chyba już nawet najstarsi nie pamiętają. 🙂

  43. Stan mówi:

    Do Astoria
    Trudno dokładnie policzyć jaki wpływ na polski pkb ma handel przygraniczny , z cała pewnoscianma ogromny pozytywny wplyw na na sytuacje ekonomiczna województwa bialostockiego które do bogatych nie należy .
    Lietuvisow duma rozpiera ze lit jest mocniejszy od zlotowki i to prawdopodobnie jest główny powód dla ktorego nic się nie zmieni . Polska ma wielkie szczęście ze ludzie ktorzy w tej chwili rzadza w niezwykle perfekcyjny sposób wykorzystuja to ze Poska będąc w Uni nie ma Eoro.
    Podobnie jak obywatele Lietuvy , zakupy robią w Polsce Słowacy , Czesi i Niemcy.
    Polityka Lietuvy to szczyt głupoty – Polska na tym bardzo korzysta.

  44. Boguś mówi:

    Euro idzie na 5 złotych ,więc bedzie jeszcze taniej .
    Co do cukru . cena poniżej 3 zlotych w Olsztynie własciwie sie nie trafia. Za to samochodów z litewską, białoruską czy rosyjską rejestracją coraz wiecej.
    Co do mebli 4 tygodnie trzeba czekać, chyba ze bierze sie towar ze sklepowej wystawy , to od reki.
    a to
    cyt.
    że polska podaż nie nadąża za litewskim popytem.
    to brednie , a ten co to napisał ma jądro w litewskim łbie .
    Towaru wystarczy dla całej Litwy , Łotwy i Białorusi i jeszcze 1 mln Kaliningradczyków sie naje .Niemcy , Słowacy i Czesi tez swoje dostaną .

  45. robert mówi:

    Nie wiem jak Ukraina ale na wszyskich innych granicach ruch jak w ulu. Przyjeżdżają kochane pieniążki a wyjeżdżają towary, najczęściej produkcji polskiej. Jest kasa, jest zatrudnienie, są podatki. Oczywiście handel przygraniczny z Lietuvą nie ma wielkiego wpływu na PKB Polski ale ruch dotyczy wszystkich granic ( może oprócz Ukrainy gdzie nie mam informacji )Razem to dziesiątki tysięcy miejsc pracy i setki milionów złotych obrotu miesięcznie. Oby tak dalej. Z drugiej strony z czego ta Lietuva żyje ? Przemysłu niemal nie ma, rolnictwa podobnie, przetwórstwa także, dużych usług także ( giełda, banki, centra usług )turystyka to tylko Wilno ( plus Troki ) i Połąga ( ale klimat cieniutki )Kopalin nie ma, energie po zamknięciu Ignaliny też eksportują,przez Lietuvę nie biegną też główne szlaki tranzytowe. To ja się pytam z czego to mocarstwo w zasadzie żyje ?

  46. robert mówi:

    A teraz specjalnie dla Astori
    Moim zdaniem w porównaniu nie tylko z Lietuvą, ale też poważnymi, prawdziwymi graczami Polska ma dość zrównoważoną gospodarkę i wiele możliwości wzrostu. Balastem są słabe rządy, przeregulowanie prawne, dziurawy system podatkowy umożliwiający zwłaszcza korporacjom zagranicznym niepłacenie podatków. Na przykład 20 największych sieci handlowych w Polsce w 2010 osiągnęło obrót rzędu ponad 120 miliardów złotych a podatku zapłaciły 607 miliona zł czyli praktycznie 0,5% obrotu. Ich zyski ponoć są małe rzędu 1-2% rocznie ale to zwykła ściema patrząc na stałą ekspansję i brutalną walkę o rynek, oraz nagminne zaniżanie zysków poprzez róznorakie sztuczki księgowe i nabijanie sztucznych kosztów. Znaczy opłaca się i to jak cholera. Zwykły podatek obrotowy bez ulg – 1% podwaja kwotę należnych podatków, podatek rzędu 2% obrotów ( moim zdaniem całkowicie realny )może zwiekszyć wpływy podatkowe 4 krotnie. Ten przykład świadczy że jeśli byłaby wola polityczna wpływy budzetowe można szybko znacząco zwiekszyć. Co do gospodarki jeśli weźmiemy jej poszczególne gałęzie to nie jest źle. Rolnictwo i zwiazany z nim przemysł przetwórczy kwitnie ( eksport polskiej spozywki przekroczył w 2011 bodajże 20 miliardów euro i stale rośnie )Kopaliny – węgiel i miedź tu jesteśmy potentatem na skalę europy ( węgiel ) i na skalę swiata ( miedź )Jest sporo ropy, duzo tradycyjnego gazu i potężne złoża łupków, plus wody geotermalne pod około połową powierzchni kraju. Tranzyt jesteśmy waznym korytarzen transportowym zarówno na lini wschód – zachód i północ – południe ( Gdańsk to najwiekszy port przeładunkowy na Bałtyku )Usługi typu call center, księgowe, doradcze itd. rozwijają się coraz szybciej ( centrum to Wrocław i Kraków )Banki kwitną, giełda najsilniejsza w całej europie srodkowo – wschodniej ( łacznie z Moskwą )Produkcja duża i wciąż rosnąca. Upadek euro spowoduje chwilowe perturbacje ale jeśli powróci silna niemiecka marka dużo ich produkcji zostanie przeniesione do Polski, gdzie jest blisko, a robotnicy i inzynierowie są pracowici, wykształceni i tani. O handlu pisałem wyżej, budownictwo także póki co rozwija się pomyślnie. Wszędzie więc są stosunkowo łatwo dostępne rezerwy. Tylko bardzo słaba jakość rządów powoduje zadłużenie panstwa ale sytuacja zaczyna wymuszać pewne pozytywne ruchy w ociężałej i niechętnej zmianom machinie rządowej. Dodam, że mądry rząd np. za PiS w ciągu 2 lat potrafił osiągnąć nadwyżkę budżetową i obniżyć podatki. Ok była wtedy koniunktura na świecie, ale nawet teraz możliwości fiskalne sa olbrzymie a koniunktura w końcu powróci.

  47. Andrzej mówi:

    Byłem w minionym roku kilka dni na Litwie z rodziną. Piękny kraj. Smaczne jedzenie. Ale na najbliższe wakacje nie pojadę z prozaicznej przyczyny przedstawionej w artykule. Obecnie jest za drogo. Czekam kiedy kurs lita do zlotówki osiągnie wartość 1 do 1. tyle jest tam pięknych i ciekawych miejsc do zwiedzania, niekoniecznie w Wilnie.

  48. Maria mówi:

    Dwa dni goscilam u krewnych w Elku, na drodze powrotnej mi pozostalo 250 zl. na zakupy..Ludzie, ile priduktow codziennego uzytku,jak 2 opakowania cukru, maki, makaronu, dobrej kawy,herbaty, czekolady i mleczka Wedel, wedliny, sledzie, cale 4 torby! I kto dzisiaj kupuje w Maxima, Rimi, ten nie liczy sie z groszem…A obsluga, prosze barcdzo po polsku,rosyjsku,bialorusku, na zyczenie…A u nas..drozyzna I SAME krowy ZA LADA, SPECJALNIE PRZYWIOZIONE “zza dupia’, BO ZNAJA TYLKO JEDEN JEZYK..MU-MU!!!!dOBRYCH ZAKUPOW!

  49. Czesiek. mówi:

    Na granicy z Ukrainą ruch jest bardzo dužy.Wykupują podobne towary jak i na suwalszczyznie.Jest wydawana uproszoczna “jednodniowa wiza na zakupy”.Otrzymac mozna we Lwowie i jeszcze w drogim miescie przygranicznym na Ukrainie.

  50. pani mówi:

    A po co ow Grybow tu wspomnieliscie. Moze to ojcowizna naszej Grybauskaite? To ciakawa aluzja. Interessujace.

  51. marek mówi:

    pani50
    “oze to ojcowizna naszej Grybauskaite?”

    Nie sądzę, nazwisko “Grybauskaite”,jest raczej od Grzybowa. A nazwa Grybów nie ma nic wspólnego z grzybami, bo jest pochodzenia niemieckiego (Gruenberg?).
    A w ogóle to dość sympatyczne miasteczko, tylko trudno przez nie przejechać.

  52. Astoria mówi:

    @ Vilnius:

    –>nawet jeśli lit przestałby być powiązany ściśle z euro, to ceny na Litwie byłyby co najwyżej takie jak u nas. A wszystko rozchodzi sie o koszty produkcji, które w Litwie są wyższe dla większości dóbr konsumpcyjnych z wielu różnych względów

    Niestety nie mam danych, które by to potwierdzały, a nie chce mi się sprawdzać, bo to skomplikowane i czasochłonne. Wątpię jednak, by koszty produkcji na Litwie były wyższe niż w Polsce. Płace są istotną częścią kosztów produkcji. W Polsce płace szybko rosły nawet podczas kryzysu, który Polski nie objął znacząco. Natomiast na Litwie kryzys był okrutny i płace spadły znacząco. Na to mam dane.

    @ Stan:

    –>Trudno dokładnie policzyć jaki wpływ na polski pkb ma handel przygraniczny, z cała pewnoscia ma ogromny pozytywny wplyw na sytuacje ekonomiczna województwa bialostockiego które do bogatych nie należy.

    Nie sądzę, by handel przygraniczny typu supermarketowego miał ogromny wpływ na gospodarkę nawet biednego województwa białostockiego. Większość produktów w supermarketach pochodzi i jest dowożona spoza województwa, więc nie przyczynia się w znacznym stopniu do tworzenia tam nowych miejsc pracy. Nowe miejsca pracy tworzone są w supermarketach, przy kasach, rozładunku i układaniu na półki, a są to prace niskopłatne. Województwo na pewno zyskuje na większych podatkach od zysku supermarketów, ale supermarkety są bardzo niskodochodowe.

    @ robert:

    –>Na przykład 20 największych sieci handlowych w Polsce w 2010 osiągnęło obrót rzędu ponad 120 miliardów złotych a podatku zapłaciły 607 miliona zł czyli praktycznie 0,5% obrotu. Ich zyski ponoć są małe rzędu 1-2% rocznie ale to zwykła ściema…

    To nie ściema, bo marże detaliczne supermarketów na całym świecie są bardzo niskie, rzędu 2-4%. Od tego trzeba odjąć koszty: płace, reklamę, światło, etc. Supermarkety to nie jest wysoce dochodowy biznes ani istotna część gospodarki – to tylko targowiska. (Obok mnie w ciągu chyba 5 lat w jednym miejscu handlowym zbankrutowały 3 supermarkety. Próbuje czwarty, z nowym asortymentem pod Meksykanów, którzy zastępują wymierających koło mnie Żydów. Tak że nie mam co już liczyć na ogórki kiszone i sałatkę z kurzych wątróbek.)

    –>Rolnictwo i zwiazany z nim przemysł przetwórczy kwitnie

    Hmm, w zeszłym roku przejechałem południową Polskę od Krakowa po Bieszczady. Krowy, konia, i kury nie uświadczysz, ziemia leży odłogiem, rolnika, którego poznałem, nie stać było na zaszczepienie jedynej krowy u weterynarza, więc nie może mleka oficjalnie sprzedawać, ale ludność wiejska masowo stawia nowe domy, zapewne finansując je z innych zajęć, niż rolnicze, i z dotacji unijnych za nieuprawianie ziemi. W Polsce jest parę milionów tzw. rolników, którzy w zerowym stopniu uczestniczą w rynku rolnym, zasadniczo wegetując na wsi. Przez nich m.in. PKB Polski jest niski, bo się ich podlicza w statystykach, a niczego nie produkują. Prócz nich jest też kilkaset tysięcy producentów rolnych z prawdziwego zdarzenia, którzy produkują zyskownie: smaczną i zdrową żywność generalnie – której walory zabija, niestety, fatalny polski przemysł przetwórczy i brak jakiejkolwiek sensownej polityki państwa, która wspomagałaby zyskowny eksport polskich produktów rolnych. Mój szwagier akurat pracuje w eksporcie/imporcie żywności, więc wiem, że świetna polska żywność nie jest sprzedawana w Unii jako świetna polska żywność, ale jest głównie sprzedawana hurtowo, po czym jest pakowana i rozprowadzana przez niemieckie czy francuskie firmy bez żadnego dodatkowego zysku finansowego dla Polski i zysku na percepcji wysokiej jakości polskiej żywności. Polska żywność mogłaby dominować fenomenalnie rosnący od lat rynek żywności ekologicznej w UE, gdyby rząd RP miał więcej oleju w głowie i się tym zajął. Względem polskiego przemysłu przetwórczego, to, w mojej prywatnej opinii, jest on słabiutki. Na eksporcie dżemu niewiele można zarobić, a i tak cały dochodowy rynek dżemu, miodu, etc, w hotelarstwie i restauracjach np. w USA jest kontrolowany przez Niemców i Szwajcarów, chociaż koszty produkcji w tych krajach są dalece wyższe, niż w Polsce. Ja mam pod nosem pełny wybór polskich przetworów. Większość jest w nieatrakcyjnej zalewie octowej. Polskich ogórków kiszonych mam do wyboru i do koloru. Wszystkie po pasteryzacji. Dlatego kupuję żydowskie ogórki amerykańskie, z żywą, bulgocącą florą bakteryjną, jakże zdrową dla przewodu pokarmowego.

  53. RB mówi:

    Województwa białostockiego nie ma od 1999 roku. 😉 Na jakim świecie ludzie żyjecie (zwłaszcza obywatele RP tu piszący)? ;o)

  54. robert mówi:

    Astoria rozumiem korzerne – dobre, nowoczesne, zdrowe dla organizmu.
    Polskie – w zalewie octowej, może i smaczne i ekologiczne ale źle pakowane. Dzięki Bogu jednak producenci nie przejmują się Astoriowymi obiekcjami nie tylko w dziedzinie dżemu ale także np.wyrobówm mlecznych, serów, makaronów, mięs, wyrobów zbożowych, soków, alkocholi itd. Na żywności zarabia się dziś bardzo przyzwoicie. Co wiecej wciąż jest to przemysł z przewagą kapitału polskiego. Co do wsi nierolnych sam w takiej mieszkam na 45 rodzin, rolników jest dwóch, reszta pracuje w miastach. Kilka kilometrów dalej zaczynaja się jednak typowe wsie a nie podmiejskie i zapewniam cię, że jest tam wszystko co powinna mieć typowa rolnicza wieś produkująca żywność. Zresztą rolnictwo to tylko jedna z rozwijających się gałęzi przemysłu. Co do winy rządu w opakowywaniu i promocji produktów to pewnie jakaś jest ale to nie rząd tylko wytwórcy i producenci powinni zajmować się opakowaniem i reklamą swoich produktów. Rząd może tylko pomagać. Zresztą wg oficjalnych danych wartość eksportu polskiej żywności w ciągu 7 ostatnich lat wzrosła ponad 3 krotnie ( 3,3 ) a dynamika wzrostu ciagle rośnie ( o 15 – 18 % rocznie )Nie jest więc źle co nie znaczy, że nie może być lepiej. Wartość eksportu TYLKO polskiej żywności ok. 2,5 razy jest WIĘKSZA niż CAŁY BUDŻET LIETUVY.

  55. Bodek mówi:

    Przymiotnika “galicyjski” nie można zawężać jedynie do określenia geograficznego. Równie ważne jest tu umiejscawianie czegoś w czasie. Miasteczko galicyjskie to nie tylko położone gdzieś w historycznej Galicji, recz również założone i zbudowane w okresie zaborów, który to okres miałby największy wkład w jego rozwój. Tak to odbieram, dlatego nazwanie Grybowa miasteczkiem galicyjskim jest dla mnie również nie do przyjęcia. Coś jakby ktoś powiedział, że mieszka we wschodniopruskim grodzie Olsztynie.

  56. Vilnius mówi:

    ad 52. To fakt można by pisać i pisać o tych kosztach produkcji. ale po krotce najważniejsze różnice to np. efekt skali. producenci polscy produkujący na nasz rynek, wytwarzają dużo więcej aniżeli producenci litewscy. koszt jednostkowy spada wraz ze wzrostem wolumenu produkcji. poza tym konkurencja wśród producentów na naszym rynku jest dużo większa- więcej podmiotów co wynika ponownie z wielkości polskiego rynku i to znowu powoduje presję na obniżkę kosztów produkcji do minimum. Co do płac, różnice zasadnicze występują na stanowiskach kierowniczych i menedzerskich, wśród podstawowych pracowników nie jest to duża różnica.

  57. Nikodem Dyzma mówi:

    Przepraszam ale czy jacyś Polacy z wileńszczyzny wogóle wchodzą na te strony prosiłbym o odpowiedz ?

  58. Maur mówi:

    Dyskusja widzę kwitnie. Świetnie.
    Dorzucę i swoje kilka groszy.
    1. Obligacje. Nie da się porównywać %obligacji jako % inflacji + narzut ze 30%. Gdybyśmy tak chcieli liczyć to wystarczyłoby od wzrostu PKB np 2,5% odjąć stopę inflacji 4,5% i uzyskalibysmy -2% wzrost PKB. Czyli ujemny. A wszak jesteśmy “ZIELONĄ WYSPĄ”.
    Tu pogląd Astorii na długofalową wartość naszych obligacji jest trafny.
    2. Podatki, o których ROBEERT pisze. Nie zapominaj, że to tylko podatek dochodowy. Ten przykład pokazuje jak iluzoryczne jest jego znaczenie. Natomiast nie podajesz podatku VAT, który te firmy zapłaciły. Jak wiesz jego stawka w handlu rodzimym to od 7 do 23% co w rachunku odwrotnym do obrotów da przedział 6+ do 20%. I ten podatek, bezpośredni dla klienta (płaci wszak przy każdym zakupie) pośredni dla Skarbu Państwa wyniósł przynajmniej kilkanaście MLD zł. I to on zastąpił podatek obrotowy, przy tym jest wielokrotnie wyższy.
    3.Polską gospodarkę utrzymuje emigracja zarobkowa i zakupy sąsiadów. Wszystkie ekipy po 1989 roku zmarnowały czas, zmarnowały energię społeczną i potwornie zadłużły społeczeństwo dla iluzorycznych profitów państwa (właściwie przeróznych syndykatów PRL-owskich, prokuratorów, sędziów, adwokatów, notariuszy, nauczycieli, lekarzy, policjantów, inspekci i policji celnych, skarbowych, drogowych itd.) jawiącego się coraz większym bagnem. Niejaki Wilczek wymyślił reguły gry dla przedsiębiorców prywatnych a premier Rakowski to wprowadził. I mieliśmy najlepszą ustawę w tym zakresie. Dziś wszystko ugrzęzło w bagnie setek nowelizacji. Nawet sztandarowy pomysł komisji “Przyjazne Państwo” okazał się być tylko zabiegiem PR.
    4. Państwo tak jak i rodzina, wieś, gmina, miasto czy region musi mieć stały dopływ pieniędzy. Musi je po prostu zarabiać. Jeśli nie zarabia rodzina to jest skazana na pomoc społeczną, co w dłuższej perspektywie skazuje rodzinę na nędzną wegetacje i poszerzanie zakresu tej nędzy. Gmina czy region już pojedzie na dotacjach dalej (dłużej) -bo, niestety nie może “umrzeć z głodu”. Kosztem pozostałych będzie utrzymywana. Państwo mogą utrzymywać sąsiedzi. Jeśli będą mieli w tym interes…

  59. pani mówi:

    Astoria pisze “…wymierających koło mnie Żydów. ” . Nie rozumiem! ???????????????

  60. pimpauskas mówi:

    pewno mieszka w usa czy innym zamorskim wojewodztwie, w dzielnicy gdzie populacja zydowska starzeje sie i kurczy sie

  61. :) mówi:

    Mieszkańcy Kaliningradu od Maja 2012 będą bez wiz robić zakupy w Polsce. Jest to około mln potencjalnych konsumentów…

  62. :) mówi:

    Litwini robią zakupy w Polsce a i słusznie. W telewizji kilku Ekonomistów dyskutowało czy Złoty obniży się do 5,5 za Euro… Jak się tak stanie to pewnie nie tylko Litwini będą na zakupy migrować ale pewnie i z połowa Łotwy…

  63. kraków mówi:

    Senbuvis !!! Zajmij się innym tematem, bo mędrkujesz jak poparzony. Bądź tak łaskaw napisać coś ciekawego z logiki matematycznej. S nowom godom !!!

  64. Astoria mówi:

    @ RB:

    Dzięki za korektę.

    @ robert:

    Dziwi mnie twoje widzenie polskiego rolnictwa przez różowe okulary. Zatrudnia ono 17,4% pracujących, których wkład w PKB wynosi zaledwie 3,4%. To już lepiej jest na zacofanej rolniczo Litwie, gdzie 14% zatrudnionych w rolnictwie ma taki sam udział w PKB, jak w Polsce. W wysoko rozwiniętej Wielkiej Brytanii tylko 1,4% zatrudnionych pracuje w rolnictwie, żywiąc kraj i eksportując.

    To prawda, że eksport żywności bardzo wzrósł od przyjęcia Polski do Unii, głównie przez zniesienie barier celnych, ale jest on nadal niewielki i stanowi około 7% wartości całego polskiego, skromnego zresztą, eksportu. Polska mogłaby być potęgą rolniczą, porównywalną z Francją, gdyby umiała wykorzystać wielką ilość nieskażonej ziemi rolniczej i wielką liczbę ludności związanej z rolnictwem.

    @ Vilnius:

    Wątpię, żeby koszty produkcji i co za tym idzie jej opłacalność – ogólnie rzecz biorąc – zależały od wielkości rynku. Niemcy mają większy rynek od Polski i koszty produkcji dalece wyższe. Chiny mają gigantyczny rynek i nieporównanie tańszą siłę roboczą od Niemiec, a Niemcy są drugim eksporterem na świecie po Chinach. Na koszty i opłacalność produkcji ma wpływ wiele czynników, jak sam piszesz. Ale z pewnością produkowanie filmów litewskich z budżetami hollywoodzkimi nie byłoby ekonomicznie sensowne na malutkim litewskim rynku.

    @ Maur:

    Dużo słusznych uwag; skupię się na polemice z tym zdaniem:

    –>Polską gospodarkę utrzymuje emigracja zarobkowa i zakupy sąsiadów.

    Emigranci przekazują do Polski około 9 miliardów dolarów rocznie, co stanowi tylko 2% PKB liczonego nominalnie, a przy przeliczniku parytetowym około 1%. Zapewne się zdziwisz, ale emigranci francuscy i niemieccy przesyłają więcej pieniędzy do swoich krajów, niż polscy.

    Nie mam danych o wielkości handlu przygranicznego, ale wątpię by jego wartość miała znaczący wpływ na polską gospodarkę.

    ——————————-

    Kilka ciekawostek i refleksji:

    Stopa procentowa 6-miesięcznych obligacji rządowych Niemiec jest obecnie ujemna. To znaczy, że inwestorzy pożyczający pieniądze Niemcom dopłacają do nich z własznej kieszeni, zamiast na nich zarabiać. Bardziej ufają niemieckim obligacjom, niż jakiemukolwiek bankowi na świecie. Na poniedziałkowej aukcji popyt na niemieckie obligacje był czterokrotnie wyższy od podaży. Niemcy zarabiają na kryzysie euro krocie, bezrobocie spada, eksport rośnie.

    Polska gospodarka jest gigantem w porównaniu do litewskiej, ale w porównaniu do niemieckiej jest liliputem. Mając dwa razy tyle ludności, Niemcy mają gospodarkę siedmiokrotnie większą od polskiej, licząc nominalnie w dolarach. Przy przeliczniku parytetowym, uwzględniającym niższe koszty życia w Polsce, gospodarka niemiecka jest czterokrotnie większa od polskiej i taka jest mniej więcej różnica w zamożności Niemców i Polaków. Średnio rzecz biorąc, bo zamożność Polski dołują przede wszystkim rolnicy, czy raczej mieszkańcy wsi nazywani rolnikami, którzy niewiele lub nic nie produkują, a są podliczani w statystykach. Gdy porównać najzamożniejszą w Polsce Warszawę z relatywnie ubogim w Niemczech Berlinem, to warszawiak jest w 80% tak zamożny jak berlińczyk.

    Polską wieś zabili komuniści, którzy byli zainteresowani industrializacją kraju, a nie rozwojem wsi i dobrobytem rolników. Polityka rolna III RP niestety rolnikom nie pomogła. Od 20 lat polega ona na pasywności i okazywaniu bezradności, bo co zrobić z za dużą liczbą nieproduktywnej ludności rolniczej? Unia miała na to odpowiedź, na którą RP przystała: płacić tej masie nieproduktywnych rolników tyle, żeby nie poumierali, ale nie tyle, żeby byli finansowo zdolni do opłacalnej produkcji. W konsekwencji kilka milionów Polaków na wsi wegetuje, a Unia i RP czekają aż poznajdują inne zajęcia lub powymierają.

    Wracając do zamożnych Niemiec, przejmujących coraz bardziej rolę dyrygenta unijnej orkiestry, trudno się dziwić proniemieckiej polityce rządu RP. Po zachodniej stronie polskiej granicy jest dobrobyt i siła. Po wschodniej nie ma nic atrakcyjnego.

  65. Astoria mówi:

    @ pani:

    Odpowiedział za mnie pimpauskas.

  66. robert mówi:

    Maur VAT nie płacą firmy tylko konsumenci a firmy pobierają go tylko z rachunkiem. Nawet teoretycznie VAT obciąża więc ostatecznego nabywcę czyli konsumenta i ma niewiele wspólnego z opodatkowaniem zysku czy obrotu samej firmy. Że Polską gospodarkę utrzymuje emigracja zarobkowa i zakupy sąsiadów to już demagogia. Pieniądze z tych źródeł są ważne ale stanowią niewielki procent dochodu państwa i ogółu obywateli ( pewnie ok 5-8 % )Co do syndyków PRL pełna zgoda, towarzycho przetrzebić i wdrożyć do pracy dla państwa. Nie można jednak powiedzieć, że kontrola nie jest potrzebna. Skala przekrętów i kombinowania przez przedsiebiorców naprawdę jest duża. Inna sprawa, że system prawny jest tak skonstruowany, że na to pozwala. Sam słyszałem ostatnio o tzw. “przedsiębiorcy” który wyłudził 900 tys Euro bodajże z TAX FREE a sąd skazał go na niespełna rok w zawieszeniu i kilkanaście tysięcy złotych grzywny. Szczerze to chyba sam bym poszedł na taki układ. Państwo nie może więc dopuszczać mozliwości robienia takich przekrętów.

  67. robert mówi:

    Astoria dobry post, ale zbyt dużo uogólnień. Polski eksport nie jest lilipuci za 2010 wynosił 156 miliardów USD i był 25 w świecie, za 2011 znacząco wzrósł ( o kilkanaście procent ) i dziś Polska jest wg. szacunków na 23 pozycji w świecie ( pod względem liczby ludności wśród państw świata jesteśmy na 34 miejscu ) Wartość eksportu Niemiec wynosił w 2010 – 1269 miliarda dolarów i także rósł w roku 2011. Ale Niemcy są 3 eksporterem świata ( po Chinach i USA ) i poza tą trójką żaden kraj na świecie nie przekroczył wartości 800 miliardów dolarów swojego eksportu. Nie jest więc źle choć Niemcy są w ekstraklasie a my w I lidze. Ważniejsze jest że utrzymuje się kilkunastomiliardowa przewaga importu nad eksportem ( więcej kasy wypływa niż wpływa ),głównie dzięki importowi drogiego rosyjskiego gazu i w znacznie mniejszym stopniu ropy( wartość importu z Rosji ponad 18 miliardów USD w 2010 i ok. 20 miliardów rok później – ok. 75 % wartości to gaz dzięki czemu Rosja jest 2 najważniejszym eksporterem do Polski ) Gazoport a wkrótce łupki powinny pomóc rozwiązać ten problem. Rolnictwo radzi sobie nieźle a duża część osób zaliczanych do grona rolników to po prostu ludzie starsi ( po 55 )i ci już dożyją swoich dni produkując wyłacznie na swoje potrzeby. Młodzi z karłowatych gospodarstw od lat pracują w miastach lub za granicą ale są wliczani do statystyk bo daje to konkretne korzyści ( dopłaty, zasiłki itd. )Także z tą wegetacją na wsi nie jest tak do końca, w rzeczywistości poza terenami post PGR to zwykła lipa. Wieś jest nie tylko znacznie bardziej produktywna ale i bogatsza niż wykazane to jest w statystykach. I tak bedzie dotąd dopóki będzie się to chłopom opłacało. Wierzę, że mądre rządy będą w stanie szybko poprawić kondycję Polski która dziś dzięki nieudolnemu rządowi jest taka sobie. Ale są olbrzymie możliwości i wciąż duże rezerwy sytuacja wymusi wreszcie sanację państwa ( m.in. efektywny system podatkowy, deregulację prawną i związane z nią cięcia biurokracji i przywilejów korporacyjnych, intensywna obrona polskich zakładów także a może przede wszystkim przed idiotyzmami lub celowymi działaniami unijnych instytucji często działającymi wręcz na korzyść przemysłu Niemiec czy Francji kosztem innych )

  68. pani mówi:

    Astoria, to jest to sama – obaj stwierdzacie ten sam fakt. Natomiast pytam o zjawisko. Gdzie mlodsze generacje zydow? Winnych dzielnicach, stanach, panstwach, … ectr??

  69. Astoria mówi:

    @ Robert:

    Tu chyba najaktualniejsza lista krajów wg. wielkości eksportu:

    http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_exports

    Niemcy eksportują więcej od USA. Od kilku dekad.

    Polski eksport jest jeszcze bardziej lilipuci w porównaniu do niemieckiego, niż porównanie PKB obu krajów.

    Polska jest słabiutkim eksporterem; eksportuje tyle co Szwecja z czterokrotnie mniejszą populacją. Dalece też mniej w przeliczeniu na głowę mieszkańca od Czech.

    Warto też zwrócić uwagę na charakter polskiego eksportu. Jest dominowany przez podzespoły na rynek niemiecki. Niemcy projektują produkty, budują lub kupują w Polsce fabryki, w tych fabrykach Polacy składają podzespoły w gotowe produkty i wysyłają do Niemiec. Polacy są zasadniczo wciąż tanią siłą roboczą, produkującą głównie na rynek niemiecki. Tak będzie jeszcze bardzo długo, bo Polska jest na szarym końcu w Unii pod względem nakładów na naukę, badania i rozwój. Ma też bardzo słabe doświadczenia w marketingu i polega na firmach zachodnich, chociaż wykształciła 600 tys. absolwentów w tym kierunku, z których większość zajmuje się czymś innym.

    Ale słaby eksport może mieć dodatnie strony w czasie kryzysu, gdy ma się spory rynek wewnętrzny, jak w wypadku Polski. Kryzys dotknął Litwę i Czechy mocniej od Polski m.in. przez to właśnie, że Polska jest mniej od tych krajów uzależniona od eksportu.

    Eksport jest ważny, ale nie musi być najważniejszy. To zależy od modelu gospodarki przyjętego przez kraj. Ale generalnie w krajach wysoko rozwiniętych najważniejszy jest rynek wewnętrzny – rynek usług. Usługi to zwykle 60 – 80% wartości gospodarki, reszta to przemysł (silniejszy np. w Niemczech, słabszy np. w Wielkiej Brytanii, która się pozbyła przemysłu, stawiając na światowe usługi finansowe) plus rolnictwo, mające najniższy wpływ na PKB.

    Wszystkie trzy sektory – usługi, przemysł i rolnictwo – są dla gospodarki ważne, ale najważniejsze są usługi, bo to one napędzają przemysł i rolnictwo. Zamożność Polski zależy głównie od takich prozaicznych rzeczy jak: ile samochodów, komputerów, książek, jachtów kupują Polacy, jak często chodzą do restauracji i do kina, czy kupują tanie meble na śrubki z IKEA czy solidniejsze i droższe, czy kupują tanią żywność czy też droższą np. ekologiczną, etc.

    Po to, żeby zrozumieć całą gospodarkę, wystarczy zrozumieć jej fragment. Weźmy dla przykładu rynek usług komputerowych w Polsce, który jest niedorozwinięty w porównaniu z krajami wysoko rozwiniętymi. Polacy kupują mało nowych komputerów. Wynika to z tego, że ich ceny są zbyt wysokie: wyższe niż w USA, choć komponenty produkowane w Chinach i Tajwanie są takie same. Ceny komputerów w polskich sklepach są wysokie, bo popyt jest za mały na zyskowną sprzedaż. Polacy kupują mało, bo ich nie stać. Żeby ich było stać, musieliby więcej zarabiać. Żeby więcej zarabiać, sklepy musiałyby więcej sprzedawać. Dochodzimy więc – w astronomicznym skrócie – do błędnego koła, które bardzo trudno jest przełamać.

    Choć nie rozumiem twojego optymizmu, bo nie uzasadniają go fakty, to mnie on cieszy. Polska gospodarka potrzebuje optymistów.

    @ pani:

    Młodsze generacje Żydów, podobnie jak innych grup etnicznych, wyprowadzają się do suburbii, lepszych dzielnic, a rodzice zostają, starzeją się i umierają. W zeszłym roku zamknęła podwoje malutka synagoga, tuż obok koreańskiej pralni, jedną przecznicę ode mnie, bo zabrakło, jak się domyślam, koniecznego minimum członków kongregacji (dziesięciu mężczyzn).

    Ta dzielnica bardzo się zmienia narodowościowo od dekad. Kiedyś była prawie czysto grecka, potem coraz bardziej mieszana, a teraz napływają Latynosi, muzułmanie, którzy dwa lata temu otworzyli mały meczet, a obok niego żydowscy ortodoksyjni deweloperzy natychmiast postawili budynek mieszkalny i zachęcają muzułmanów do kupowania w nim mieszkań. W każdym kiosku można tu wciąż kupić dwie polskie gazety.

  70. Zaranek mówi:

    Słowa poparcia dla p. Senbuvisa za walkę z “Galicją”! A ci, co narzucone przemocą, zaborcze nazwy przyjęli za swoje niech się poważnie zastanowią czy zrobili to świadomie czy bezrefleksyjnie. W obu przypadkach to wstyd, ale zawsze mozna się poprawić. Dobrze, że chociaz Wilniukom nie spodobała się rosyjsca nazwa ich ziemi: “Kraj Północno-Zachodni”!

  71. Maur mówi:

    Do robert, 67;
    Konsumenci płacą wszystkie podatki, wszystkich firm. +całą masę innych opłat.
    Tak samo jest z podatkiem VAT. Tyle, że obecna konstrukcja podatku VAT umożliwia jego “wysysanie” z obrotu gospodarczego. Skala tego procederu jest trudna do ogarnięcia. Kilka fortun z takiego procederu jednak powstało. Wystarczy faktura exportowa z 0 stawką VAT i różnica jest do zwrotu przez SP lub faktura importowa z podatkiem VAT do zapłacenia gdzieś tam (oczywiście przy dużej skali i transakcjach ciągłych powiedzmy, że do budżetu trafia nie 15% średniej z wyliczenia a 3%). Dlatego masz rację, że tu podatek obrotowy byłby znacznie lepszy, tzn bardziej skuteczny i nawet przy jego skali 1-5% dałby znacznie większe wpływy do budżetu niż obecna stawka podstawowa 23%.

    Teraz spójrzmy na wpływy do naszej “kasy krajowej” zarobków emigrantów i zakupów sąsiadów pod kątem naszego PKB.
    Otóż PKB mamy nominalny i realny. Niby ten sam PKB. Tak samo z jego przyrostem. Jeżli nasz PKB nominalny urealnimy o wskaźnik zmiany cen albo policzymy w najbardziej stabilnej walucie to okazuje się, że nie mieliśmy żadnego przyrostu PKB realnie a być może i byliśmy pod kreską. Stąd moje zdanie, że naszą sytuację uratowało te kilkadziesią MLD zł przywiezione czy przysłane przez emigrantów zarobkowych jak też i wydane przez sąsiadów z zagranicy. Zasługa RP w tym żadna. Nawet wbrew. Ci ludzie zarobili te pieniądze gdzie indziej i wprowadzili je do naszego krajowego obiegu. Odwrotnie niż ci, którym łatwo pieniądze przychodzą w kraju a wydają je tam, skąd nigdy nie mają szans wrócić.
    Rzecz w tym aby ogólny bilans przeważał na naszą korzyść. No niechby było na 0. Ale nie jest. Diś jest MINUS 960,65MLD zł (920,066MLD dług i 40.56MLD odsetek). …

  72. robert mówi:

    Astoria robisz podstawowy błąd uważając usługi za motor gospodarki. Tak uważało wiekszość krajów zachodu w tym zwłaszcza USA. Tymczasem usługi mogą być tylko dodatkiem do produkcji jeśli są niemal same usługi kończy się to tak jak obecnie. Masową spekulacją opartą na niczym, a jak ten fakt wychodzi na jaw to paniką i kryzysem. Dziś Niemcy są potęgą właśnie dlatego, że skupiły u siebie większość europejskiej produkcji i uzależniły ekonomicznie od siebie inne państwa w tym nasze. Pamiętaj stara zasada ekonomi mówi, że jedno miejsce w produkcji generuje 3 – 4 kolejne w innych dziedzinach gospodarki. Nigdy odwrotnie. Nasz eskport rośnie i nie można go nazwać lilipucim. Trzeba eksportować więcej fakt, trzeba znaleźć metodę uniezależnienia się częściowo od eksportu do Niemiec też fakt ( ok. 26 % ). Ale porównanie do Niemiec nie jest dziś fer ponieważ w eksporcie są światowym liderem. To waga superciężka. Co do nakładów na naukę i innowacje pełna zgoda. Tutaj jednak trzeba także przewalczyć opór środowiska naukowego w którym dominują starzy profesorowie, którzy obsiedli najwyższe funkcje i nie dopuszczają młodych. Sami ostatnio jakieś badania prowadzili ze 30 lat temu a teraz wykorzystują młodych asystentów, docentów itd. nie pozwalając im jednocześnie w pełni rozwinąć skrzydeł. Ale i tu powoli się zmienia, choć zbyt wolno i niekonsekwentnie. Jestem optymistą gdyż obecnego systemu nie da się utrzymać na dłuższą metę. Kryzys wymusi zmiany a potencjalne rezerwy są naprawdę duże.

  73. pani mówi:

    “…MINUS 960,65MLD zł …” To straszne? Dla mnie tak. I nie ma na to dobrej rady. A ni mozliwosci. ???

  74. Zbyszko mówi:

    @ Liss (9), RB (11) i inni. Dopiero jesienią, lecz po roku, byłemu u Bazylianów. Jest jednak postęp. Do niedawna była czynna tylko kaplica po prawej stronie. Teraz był już ikonostas i ‘carskije worota’. U Bernardynów przy św .Anny postęp znaczny, lecz wszystkie boczne ołtarze chyba jednakowe. U Franciszkanów, przy Trockiej postęp zbyt wolny, a u św Jerzego i u Wizytek na Rossie – sprawa chyba beznadziejna,. Zagadką są dla mnie Misjonarze na Subocz, a u św. Katarzyny to chyba filia filharmonii

  75. Astoria mówi:

    @ robert:

    Jak napisałem, rolnictwo i przemysł są ważne. Rolnictwo żywi itd., a bez przemysłu usługi nie miałyby czym usługiwać. To oczywiste. Ale spójrz na to z drugiej strony. Bez usług, bez handlu, bez pieniędzy na kupno, runąłby przemysł i rolnictwo. W każdej rozwiniętej gospodarce usługi mają minimum dwukrotnie większą wartość od przemysłu. Nawet w fantastycznie uprzemysłowionych Niemczech, z fantastycznym eksportem dóbr przemysłowych, struktura gospodarki jest taka (cytuję za CIA World Factbook):

    rolnictwo: 0.9%

    przemysł: 27.8%

    usługi: 71.3%

    Mówisz, że “jedno miejsce w produkcji generuje 3 – 4 kolejne w innych dziedzinach gospodarki”. Spójrz na to odwrotnie. Klient kupuje podkoszulek bawełniany w sklepie. Generuje przez to pracę sprzedawcy, projektanta podkoszulka, pracownika szwalni, pracownika zakładu włókienniczego i rolnika, który posiał i zebrał len – pomijając zapewne stu innych pośredników, właścicieli, współpracowników, kierowców lub pilotów, którzy się do tej transakcji przyczynili i na niej skorzystali. Tu struktura zatrudnienia w superuprzemysłowionej gospodarce niemieckiej (tzn. ile osób utrzymuje się z pracy w danej sferze gospodarki):

    z rolnictwa: 2.4%

    z pracy w przemyśle: 29.7%

    z pracy w usługach: 67.8%

    Stawianie na przemysł, szczególnie przemysł ciężki, było pomysłem ZSRR i PRL. Polska z czasów Gierka była dziesiątą potęgą przemysłową na świecie. Czy to się przekładało na zamożność obywateli? Nie. Niezależnie bowiem od wielkiej produkcji stali, wydobycia węgla i budowy statków, obywatel PRL nie miał czym dupy podetrzeć i stał w kolejkach po mięso, cukier, telewizor i kupował samochód na talon. Pod warunkiem, że uskładał na samochód gotówkę, bo nie istniał rozwinięty sektor usług bankowych, który mógłby mu zakup samochodu sfinansować.

    W kapitaliźmie usługi determinują przemysł. To klient decyduje, co przemysł produkuje. To klient przemysł ożywia albo zabija.

  76. elpopo mówi:

    jesteś pewny, że bawełniane koszuki robi się z lnu? 🙂 🙂

  77. Maur mówi:

    Bez produkcji … usługi nie istnieją.
    Nie maja po prostu racji bytu.

    Wystarczy spojrzeć przez okno.
    Zawsze na początku będzie natura z tym co wytwarza. Każdy wybudowany dom, każa rura doprowadzająca gaz, każdy przewód elektryczny, każda ulica i samochód jadący po niej, każy człowiek wraz z tym co ma na sobie i wokół siebie jest PRODUKTEM, którego początek łańcucha stanowi natura. Usługa może pojawić się dopiero potem. I nie jest istotne, że są nawet kraje, które niczego nie produkują.Inni to nadrabiają.
    Leśnik twierdzi, że produkuje drewno. Rolnik produkuje ,powiedzmy, żywność.
    Rybak produkuje ryby.
    Brzmi to tak samo jak to, że górnik produkuje węgiel albo ropę albo gaz, czy też hutnik produkuje stal a towarzystwo ubezpieczeniowe produkuje ubezpieczenia. Nie, to nie żart z tym towarzystwem ubezpieczeniowym. Oni oferują swoje produkty na rynku. Ubezpieczenie jest, w ich nomenklaturze, produktem!
    Na upartego można twierdzić, że i natura niczego nie produkuje. Co najwyżej świadczy usługi.
    Ot takie sobie dywagacje ad absurdam…

  78. Kmicic mówi:

    co do rolnictwa , to z litewskich europosłów jedynie Polak, przewodniczacy AWPL zainicjował w PE debatę o wyrównanie dopłat dla rolników w krajach UE. Nie muszę tłumaczyć, jak ważny jest temat produkcji rolniczej dla państwa pozbawionego bogactw naturalnych , jakim jak LT.
    Nie muszę też tłumaczyć ,że Tomaszewski walczy w ten sposób o poziom życia wszystkich rolników na LT.

  79. robert mówi:

    Są dane za 11 miesięcy 2011 ( bez grudnia ) eksport Polski wzrósł o 14.9 %, import o 14,3 %. W walucie wartość eksportu wzrośnie jednak dużo mniej z powodu osłabienia złotówki. Zresztą sam jestem ciekaw czy liczą po kursie na koniec roku ( 3,5 ), średnim dla danego roku ( 3,1 ) czy jakoś inaczej ? Zna ktoś odpowiedź na to pytanie. Wzrost eksportu o 15 % rocznie to niezły wynik. Dlaczego zaczynasz od końca Astoria – sprzedawca sprzedał bawełniana koszulkę. Moim zdaniem to koniec nie poczatek łańcucha. najpierw trzeba było posadzić i zebrać bawełnę ( produkcja a jakże ) a potem zrobić z niej koszulkę i dopiero od tego momentu pracę i zysk mają inni.

  80. robert mówi:

    Aha procenty procentami ale liczą się konkretne liczby – eksport RP do końca listopada wyniósł 509 miliardów złotych. Do końca roku przekroczył pewnie 550 miliardów złotych.

  81. pani mówi:

    Maurze masz racje. Zgadzam sie. A otwoje przytoczone ad abserdam jest wrecz genialne i tak potrzebne dla co sa nie tyle w realu co w try-wi[rtu]alu.

  82. pani mówi:

    Prawde piszesz Zbyszko. Moge dodac ze Sw. Katarzyna mial byc niejako patronka Centrum Barokowego jako osobnego podmiotu prawnego. Kosciol Misjonarzy byl w projektach do Centrum wystaw, bodajze. Niestety nie jestem pewna czy kryzys wszystkiego nie zmienil.

  83. Michał mówi:

    Witam! Szukam kontaktów z hurtowniami spożywczymi lub odbiorcami większej ilości żywności na Litwie.Nasza firma znajduje się w zachodniej Polsce.Zapraszam do współpracy.Kontakt:spiew@op.pl

  84. Kmicic mówi:

    do michał 84:
    Kontakty nawiąż z
    Forum Przedsiębiorców Polskich -Zygmunt Klonowski z KW.I współpracuj wyłącznie Polakami.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.