251
Polska bliska czy daleka?

Dziś przekraczanie granicy polsko-litewskiej jest o wiele prostsze, niż kiedyś Fot. Marian Paluszkiewicz

Polska w emocjonalnym i duchowym odbiorze litewskich Polaków od wieków mieści się w sztywnych ramach dwóch definicji.

Pierwsza — „Ojczyzna jest tylko jedna” i druga, którą podyktował nam Wieszcz — „Litwo! Ojczyzno moja!”. Dlatego też Polak z Polski na Litwie raczej nie spotka rodaka, którego Polska byłaby też jego ojczyzną, bo „ojczyzna jest tylko jedna”, a tę dla litewskich Polaków jednoznacznie definiuje Adam Mickiewicz.

Polska zaś jest dla nich „Macierzą” z całą konsekwencją emocjonalną wyciekającą ze znaczenia tego słowa, bo nie tylko „Ojczyzna”, ale też i „Matka” jest tylko jedna.

Po zawieruchach okresu wojennego i późniejszych latach okupacji sowieckiej, kiedy granice Polski przesunęły się na Zachód, pozostawiając tu, na Wschodzie, miliony swoich obywateli, litewscy Polacy czuli się niczym dzieci zabrane ich matce… Żelazna kurtyna, która to dla obywateli Zachodu przebiegała wzdłuż granic byłego bloku sowieckiego, dla litewskich Polaków zapadła na litewsko- i białorusko-polskiej granicy. Toteż lata sprawiły, że zapomniani i opuszczeni przez ówczesną Polskę, Polacy na Litwie sami o niej zaczęli zapominać, a następne pokolenia w ogóle nie znały ojczyzny swojego narodu.

Polska stawała się krajem nieznanym, szczelnie chronionym przez żelazną kurtynę. I gdy sytuacja zaczęła się zmieniać i Polacy z Litwy mogli wyjeżdżać za granicę, podróżując do Polski, to dopiero zaczynali od nowa poznawać swoich rodaków za żelazną kurtyną i wspólną kiedyś Ojczyznę.

Antoni Jankowski

— Był to jak wyjazd do zupełnie obcego państwa. Musieliśmy otrzymać różne pozwolenia, zaświadczenia, paszporty zagraniczne, spełnić wiele innych wymogów — Antoni Jankowski, prezes solecznickiego Uniwersytetu III Wieku, wspomina swój pierwszy wyjazd do Macierzy. Był to początek lat 60. Jako jeden z animatorów szkolnictwa polskiego w powojennej Litwie, Jankowski z grupą innych pedagogów został wysłany na szkolenia do Polski.

— Dla nas to był wyjazd na Zachód, jakby do kapitalistycznego kraju — wspomina Antoni Jankowski. Aczkolwiek, jak mówi, w Polsce wtedy też nie było swobody, bo nie mógł zwyczajnie zerwać się ze szkoleń, żeby odwiedzić swoich bliskich i znajomych, którzy po 1945 roku byli zmuszeni wyjechać z Wilna.

— Spotykaliśmy się w Gdańsku, potajemnie. Jeździłem tam nocą, bo zwyczajnie nie wolno było opuszczać nam szkoleń — wspomina pedagog-pedagogów, jak naszego rozmówcę oceniają za zasługi w odrodzeniu polskiego szkolnictwa na Litwie.

Nie były to łatwe spotkania, bo w obawie o swoją karierę, czy zwyczajnie los swój i bliskich część wilniuków starało się ukrywać swoje kresowe pochodzenie.

— Więc musieliśmy być ostrożni w nawiązywaniu kontaktów z rodakami z Wileńszczyzny, bo takie kontakty mogłyby im w jakiś sposób zaszkodzić — zauważa Jankowski. Jak wspomina, również oni, Polacy z Litwy byli odbierani inaczej niż dzisiaj.

— Poza byłymi kresowiakami, niewielu Polaków w Polsce wiedziało, że na Litwie mieszkają ich rodacy, że zachowali język ojczysty, a teraz odradzają szkolnictwo.

— Byliśmy często nazywani ruskimi, bo nie wielu wiedziało o polskiej mniejszości na Litwie — mówi Jankowski. Przypomina, że gdy w Warszawie zawitał do biura Polonii i opowiadał, że jest dyrektorem pierwszego w Związku Radzieckim polskiego domu dziecka w Podbrodziu, że mają swoją szkołę, też polską, że chciałby nawiązać współpracę z Polonusami, to został potraktowany per noga, bo został wysłuchany, ale o jakiejś współpracy nie było mowy.

— Potem gdy wyszedłem z ich biura, jeden z pracujących tam panów wyszedł za mną, zaprosił do kawiarni i wytłumaczył, że ich biuro nie ma prawa nawiązywać kontaktów z Polakami na Kresach, że głównym ich zadaniem jest współpraca z Polonią na Zachodzie — opowiada Antoni Jankowski. Dodaje, że dziś sytuacja jest diametralnie inna. Polacy z Litwy już nie muszą często gęsto tłumaczyć się, skąd na Litwie są Polacy.

— Może na zachodzie Polski bardziej z dystansem podchodzą do nas, ale tu, na wschodzie, spotykamy się z ogromną życzliwością, serdecznością i chęcią pomocy — mówi pan Antoni. Jak zauważa, szczególnie dobrze układają się kontakty międzyludzkie z polskimi gminami, organizacjami, szczególnie kresowymi.

Jarosław Narkiewicz

Z ogromną ludzką życzliwością spotkał się w Polsce poseł na Sejm Jarosław Narkiewicz, który jeszcze będąc w 3 klasie, po raz pierwszy był w Polsce u rodziny. Potem rodzinę i Polskę odwiedzał regularnie, później, będąc już w zespole „Wilia”, który często wyjeżdżał z występami do Macierzy.

— Chociaż byłem wtedy dopiero w 3 klasie, dobrze pamiętam ten wyjazd, bo był to dla nas inny kraj, zawsze był przed nami, był przykładem — mówi nam poseł Narkiewicz.

Przypomina, jak podczas kolejnego wyjazdu, jeszcze za czasów tzw. komuny, grupa młodzieży z Wileńszczyzny miała nieformalne spotkanie z polską młodzieżą katolicką.

— Dziś doceniam, jak duże znaczenie miało dla nas to spotkanie, chociaż wtedy nie do końca rozumieliśmy, o czym nam mówią — mówi Jarosław Narkiewicz. Jak wspomina, wtedy rozmawiali o wartościach, których dziś, jak zauważa poseł, w Polsce jest coraz mniej.

— Polskie społeczeństwo szybko europeizuje się, pozostawiając za sobą te wartości, które nam wspólnie pomogły przetrwać tamte czasy. Również i te trudne chwile — mówi poseł i przypomina swoje wyjazdy do Polski zaraz po zniesieniu stanu wojennego.

— Był to tragiczny okres. Trudny dla Polski i Polaków — podkreśla Narkiewicz. Ale, jak mówi, dzięki wyznawanym wtedy wartościom Polakom udało się osiągnąć swoje zamierzenia i dziś Polska znowu jest „o krok przed nami”.

Zarówno Antoni Jankowski, jak i Jarosław Narkiewicz szczególnie zapamiętali granicę polsko-sowiecką, bo były to niemiłe procedury. Również dlatego, że wtedy nie można było nawet mówić o wolnej wymianie waluty, więc jechało się do Polski „z towarem”, który wymieniało się na złotówki, żeby z kolei stamtąd przywieźć coś, czego nie było w ówczesnym „raju socjalistycznym”, a nie było prawie niczego.

— Mam nie najlepsze wspomnienia z przekraczania tamtej granicy na przejściu w Kuźnicy, bo wtedy do Polski jechało się właśnie przez Białoruś. Pamiętam ludzkie morze przewalające się z peronu na peron i zatroskanie matki, która starała się nie puścić mnie, bo bym utonął w tym morzu — opowiada o wspomnieniach z dzieciństwa poseł Narkiewicz. Zauważa, że również później granica była jednym z najgorszych etapów podróży do Polski.

Grzegorz Sakson

O tym również opowiada nam Grzegorz Sakson, prezes Związku Prawników Polaków na Litwie i radny miasta Wilna. Jego pierwszy wyjazd do Polski zbiegł się ze zmianami ustrojowymi w tej części Europy. Dlatego, gdy będąc w klasie 10, Grzegorz Sakson jechał z klasą do Polski na kolonie, to musieli przekraczać już aż trzy granice.

— Bo była polska granica, jeszcze sowiecka i już litewska granica i na każdej musieliśmy przejść kontrolę — wspomina Grzegorz Sakson. Z powodu tych procedur przekraczanie kolejnych kontroli celnych i paszportowych stawało się koszmarem.

— Nie mieliśmy wymiany pieniędzy, więc naturalnie, że wieźliśmy ze sobą sporo rzeczy osobistych, jak też na „wymianę”. Przez litewskich celników zostaliśmy dokładnie zrewidowani, porozrzucano nam rzeczy, musieliśmy też jakieś cło zapłacić, więc sytuacja była okropna — opowiada nam Sakson. Potem była powtórka na granicy sowieckiej.

— Po tych przejściach polską granicę przekroczyliśmy łatwo, nawet niezauważalnie — mówi nasz rozmówca i zauważa, że właśnie perypetie graniczne pozostają jedynym przykrym, ale z biegiem czasu również zabawnym wspomnieniem z pierwszej podróży do Polski. Potem było już tylko dobrze. Inny kraj, życzliwi ludzie, ogromna sympatia, ale też kuriozalne rzeczy.

— Pamiętam, jak wicedyrektorka ośrodka, w którym były kolonie, z niedowierzaniem odebrała informację, że jesteśmy Polakami, że jesteśmy z polskich szkół. Więc podczas leśnych spacerów dyskretnie wypytywała nas o polskie nazwy drzew, które mijaliśmy. Wydawało się to dziwnym, ale potem było zrozumiałe, że w ten sposób chciała ona przekonać się, że faktycznie jesteśmy Polakami — opowiada nam Grzegorz Sakson. Jak mówi, że z taką podejrzliwością i otwartym negowaniem zetknął się, a szczególnie, gdy na przykład na studiach w Polsce, grupę studentów z Wilna nazywano „ruskimi”.

— Potem wszyscy przekonali się, że nie jesteśmy żadnym ruskim, ale mimo to nadal starano się podkreślić naszą odrębność, mówiąc na nas Litwini — wspomina Grzegorz Sakson.

Z kolei, zdaniem posła Narkiewicza, również dzisiaj można spotkać się w Polsce z pewnym niedowierzaniem albo wręcz negowaniem, że na Litwie mogą być Polacy. Poseł przypomina, że gdy jego córka podczas wymiany młodzieżowej mieszkała u jednej rodziny, wykształconej i inteligentnej, gospodarze nie mogli zrozumieć, dlaczego Polacy na Litwie mają polskie szkoły i uczą się polskiego w szkołach.

— Uważali oni, że skoro Polacy mieszkają na Litwie, to muszą uczyć się w litewskich szkołach, po polsku zaś mogą najwyżej rozmawiać w domu — mówi Jarosław Narkiewicz. Zaskakuje go nie tyle to, że ci Polacy mówią w ten sposób, jakby słyszał najzagorzalszych litewskich nacjonalistów, ale że też oni nie rozumieją, skąd wzięli się Polacy na Litwie i że nie są to emigranci, ale rdzenna ludność, i tylko granica Ojczyzny ich ojców została przesunięta.

Szczególnie to może zaskakiwać w kontekście ostatnich badań społecznych, z których wynika, że co siódmy mieszkaniec Polski (15 proc. jej mieszkańców) ma przodka w linii prostej urodzonego na dawnych Kresach Wschodnich II Rzeczpospolitej lub sam pochodzi z tamtych terenów. Ale te same badania przeprowadzone przez Centrum Badania Opinii Społecznej wykazują, że większość ankietowanych mających krewnych za wschodnią granicą Polski nie utrzymuje z nimi stosunków (53 proc.). W kontakcie z rodziną na dawnych Kresach pozostaje mniej niż połowa ankietowanych (47 proc.), z czego tylko nieliczni (9 proc.) określają te relacje jako stałe.

— Ale daje się to łatwo zmienić i uświadomić rodakom w Polsce, że za wschodnią granicą wciąż są ich rodacy — mówi Grzegorz Sakson i opowiada swoją przygodę na studiach, że gdy był nazywany „ruskim”, wyjaśnił kolegom, że Polska — jak mówił Marszałek Piłsudski — jest jak obwarzanek. Pusty w środku, a to, co najcenniejsze, jest na jego krańcach. Po tej uwadze, koledzy, szczególnie ze wschodu Polski, starali się podkreślać swoje „kresowe” pochodzenie.

251 odpowiedzi to Polska bliska czy daleka?

  1. Jarema mówi:

    Ze Polska jest daleka mozna przekonac sie na DELFI “Oro linijos demaskavo Svencioniu mera”(wypadek na lotnisku w Warszawie.

  2. pani mówi:

    Sakson pochodzi z Saksonii a Saksonia w Niemczech. Choc brzmi nawet jak z francuzka.

  3. ale mówi:

    Ale heca!Litwina -mera wyrzucono z polsliego samolotu LOT.Leci od 17:00 po wszystkich litewskich programach telewizyjnych.

  4. Polak ze Śląska mówi:

    Właśnie na TVN w wiadomościach było o pobiciu tego ucznia.Miałem banana na twarzy bo wreszcie nikt nie próbował odwracać kota ogonem,np.że to Litwini są najwiekszymi przyjaciółmi Polaków,i że to może był wypadek,że to pewnie Rosjanie za tym stoją itp. Nie podarowali sobie by wspomnieć,że władze litewskie mają to gdzieś i nic nie robią.
    Ich sprawa,ale jeśli następny kilkunastolatek zostanie za to,że sobie z kolegą rozmawiał na mieście po polsku pobity i np. umrze w wyniku odniesionych obrażeń,za bezpieczeństwo litewskich dzieci w Polsce nie dałbym złamanego grosza.
    Polskie władze mogą udawać,że coś robią i olewać sprawę,ale naród jest już generalnie wkurzony.
    I nawet nie na litwinów a w ogóle.Drożyzna,podwyżki cen paliw,wprowadzenie akcyzy na węgiel(a myśli sie już o tzw. podatku od deszczu)sprawia,że ludziom niewiele brakuje aby wyjść na ulice.
    Do tego jakiś karzełek zza miedzy bije naszych,choć powinien się martwić tym,że mu ludzie zwiewają za granicę.
    Osobiście sądzę,że do konfliktu z Litwą dojdzie.
    Dojdzie,bo nikt tego nie chce powstrzymać.
    Litwa robi co może żeby wpier… dostać i dostanie.
    Polska nie hamuje nastrojów.Bo czy ktoś widział aby ktokolwiek z władz zająknął się na ten temat??? Sikorski,Tusk itp???

    Oczywiście oni są ostrożni-boją sie sparzyć.
    Nie staną w obronie dopóki sie nie upewnią,że to nie była wina tamtych uczniów.Taka jest polityka.Każdy mysli zachowawczo-po pierwsze ochrona własnego tyłka,potem cała reszta.

    Komisja Europejska bardziej niż pobiciami i gnębieniem Polaków na Litwie przejmuje się Orbanem,na skale więc niewiarygodną,bo gdyby zrobiła choć 30% tego co Orbanowi Litwinom to juz byłby spokój.

    Losem Polaków w UE nikt sie nie przejmuje.Bo niby czemu?

  5. Polak ze Śląska mówi:

    “Ale heca!Litwina -mera wyrzucono z polsliego samolotu LOT”

    To mi się podoba.Tylko za co? Napisz bo u nas nikt o tym nie pisze.
    Ja bym wywalił bo jest Litwinem,ale znając naszą poprawność to pewnie wyleciał tylko za pijaństwo.

  6. Adam81w mówi:

    Bardzo fajny artykuł. Dziękuję. Myślę, że tych kontaktów łączących Polaków z Polski z Polakami z Litwy jest i będzie coraz więcej. Uważam, że nam Polakom z Polski brakuje tej kresowej polskości. Sam kresowy język polski jest przepiękny.

  7. Adam81w mówi:

    @ale ale o pobiciu Polaka na Litwie za to, że mówił w języku polskim to nie mówią…

  8. Polak ze Śląska mówi:

    “Leci od 17:00 po wszystkich litewskich programach telewizyjnych.”

    I tego im zazdroszczę.
    W Polsce w takim przypadku siedzieliby cicho w imię poprawności politycznej i poszanowania naszego największego sojusznika i przyjaciela.

    Ucznia pobito i nie leci to na wszystkich kanałach przez pół dnia.
    Skądże u nas potrzeba kilku dni,żeby się jakaś stacja telewizyjna ocknęła i przemyślała sprawę czy w ogóle warto się jakimś pobiciem Polaka zająć.W końcu biją nas wszędzie.Bicie Polaka to już nudne.Już nawet o morderstwach Polaków za granicą sie od biedy wspomina,a na zaginięcia polskich kobiet to szkoda czasu antenowego.No chyba,że to małe dziecko-bo to nośny temat,ludzie są wrażliwi na krzywdę dzieci,wtedy tak-oglądalność murowana.

  9. Polak ze Śląska mówi:

    “ale ale o pobiciu Polaka na Litwie za to, że mówił w języku polskim to nie mówią…”

    Ja nie oglądam ich tv wiec nie wiem czy mówią czy nie.Ale prawda jest taka,że Litwini sa pod tym względem znakomicie zorganizowani.

    Tam do nienawiści do Polaków nie trzeba namawiać,cały naród solidarny.Murem w jednym szeregu stoja wszyscy.
    CAŁA MACHINA PAŃSTWOWO MEDIALNA jest nakierowana na ten cel i nikt sie sądze nie wyłamuje.Przeciez na Litwie są chyba jakies media prywatne??? Państwowe muszą robic co im sie każę,prywatne w teorii nie.

    Czy jakieś prywatne litewskie media to potępiły??

    Nie zdziwię sie jak nie.Mogliby sobie wszyscy tam podac ręce.

  10. krzysztof( Bydgoszcz) mówi:

    Do 3 : Bo był pijany w sztok. Podobnie jak jego kumpel.

  11. Polak ze Śląska mówi:

    Dobrze,że nie pobił pilotów za to,że między sobą rozmawiali po polsku.

  12. tomasz mówi:

    No to po kawałku.
    Artykuł naprawdę świetny. Gratulacje dla Pana Tarasiewicza.
    Wypowiedzi Pana Jankowskiego bardzo cenne. Przy okazji pozdrawiam bo bardzo Pana Antoniego szanuję.
    Panu posłowi Narkiewiczowi sugeruję dogłębniejsze zapoznanie się z historią Polski. Ubolewa on, że zanikają wartości które kiedyś były pierwszoplanowe. Nie zanikają. Po prostu teraz inne są bardziej przydatne w codziennym życiu. Nie znaczy to jednak że tamtych nie ma. Są. I jakby znowu trzeba było to wyjdą na pierwszy plan jak kiedyś. Tak samo było w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Wtedy też starsi narzekali że “dzisiejsza młodzież” to myśli tylko o jazzie w Oazie czy balangach w Murzynku. A potem ta sama “dzisiejsza mlodzież” ginęła na barkadach Powstania Warszawskiego. Ostroznie Panie pośle z osądami. Ostrożnie. Czasy są zawsze inne a jakby takie same.
    Co do tej rodziny u której przebywała Pana córka to moim skromnym zdaniem określanie jej jako “inteligentnej i wykształconej” jest Pana zdaniem. Moim zdaniem to określenia bardzo na wyrost.
    Pan Sakson najbardziej chyba oddaje moje (właściwie nasze z żoną) doświadczenia. Faktycznie często moją obecną żonę określano jako “ruską”. Tak było. Od czasu jednak jak zaczęliśmy ze sobą “chodzić” to się skończyło. Kilka osób przekonało się że takie określenie nie mają “merytorycznego uzasadnienia” mówiąc po “warszawsku”. A po “wilniucku” że w mordę można dostać. 🙂 Z czasem jednak to stopniowo zanikało jak zaczęliśmy razem “bywać” i zaczęło budzić zainteresowanie.
    O moich przeżyciach na granicy z tamtych czasów tylko w drugą stronę też można by co nieco napisać. Choćby o tym jak toczyłem “bój” z sowiecką celniczą o to że nie zadeklarowałem złotego łańcuszka jaki miałem na szyi. To się akurat dobrze skończyło. Co zaraz budziło moją wesołość bo celniczka zapieniła się na ten łańcuszek a 100 $ co były elegancko zwinięte w stelażu plecaka to już nie znalazła. Sobie potem za tę setkę rozbijaliśmy się taksówkami po Wilnie oraz inne atrakcje młodych. 😉
    Co do materiału TVN to naprawdę wolę się nie wypowiadać. Dla mnie ciąg dalszy nakręcania atmosfery. Plus stawianie w niekorzystnym świetle DKP. Poszkodowany teraz stwierdza że musi wyjechać bo na Litwie nie ma perspektyw i musi studiować w Polsce albo w Anglii. A zanim go pobito to perspektywy miał? To chyba wystarczy bo całości omawiać mi się nie chce.

    Co do mera rejonu święciańskiego Pana Vigialisa. Owszem nawalił się w samolocie. Owszem został wysadzony na lotnisku w Warszawie razem ze swoim współpracownikiem. Owszem jego nieodpowiedzialne zachowania po alkoholu są publiczną tajemnicą w rejonie. Owszem jest to też człowiek niezwykle oszczędny bo z pensji mera to już będzie chyba cztery kadencje, dorobił się całkiem sporej fortuny o czym pisały lokalne media. Owszem już jakieś dwa lata temu merem by przestał być. Nie przestał. Wsparła go jednak wtedy partia pod nazwą AWPL. Piszę o tym od razu bo zaraz i tak mi ktoś to wyciągnie. Wsparła go za koncesje. Koncesje te polegały na tym że moja teściowa poszła na wcześniejszą emeryturę i ustąpiła ze stanowiska starosty w jednej z gmin w tym rejonie. Nazywa to się oficjalnie “odzyskanie gminy dla AWPL”. Zgadza się nie była członkiem AWPL i do jej stronników też raczej nie należała. Wszelako jednak Polką była zawsze i na terenie swojej gminy jest z “dziada pradziada”. Teraz jest jej następca z poręki AWPL, zapewne człowiek szacowny – Litwin który ma związki z gminą nazwijmy to …luźne. No takie same jak ja.
    Nie tak dawno doszło chyba do jakiejś sprzeczki w gabinecie mera bo nie chciał on na temat incydentu na lotnisku rozmawiać ani z opozycyjnym radnym Panem Klipczusem ani w obecności kamer TV. Drzwi nieco ucierpiały, Pan Klipicus wyszedł z uszerbkami na odzieży, o stanie mera nic nie wiadomo.
    Obecnie koalicjantem mera Vigialisa w rejonie święciańskim jest partia AWPL.
    Pozdrowienia z rejonu święciańskiego wasz “tomasz”. 🙂

  13. Jan mówi:

    Niestety po 1989r.ani Wałęsa ani Mazowiecki oraz kolejne ekipy rządzące w RP a mające swe korzenie i wykształcenie w latach 60/70/80 ubiegłego wieku niezadbało bo może i niechciało zmienić ani podręczników do histori,ani mentalności wykładowców tegoż przedmiotu nie mówiąc już o czymś takim jak obowiązkowym wprowadzeniem do szkół historii II RP z dokładną genezą jej powstania,polityką krajową i zagraniczną.Dalej obowiązuje sowiecki schemat:co ważne dla nas i kraju wykłada się byle jak i po “łebkach”.Politycy też nie dają dobrego przykładu – brakiem znajomości histori własnego kraju nie wspominając o znajomości języków obcych,co było nie dopomyślenia za czasów II RP.

  14. zozen mówi:

    pamiętam swoją pierwszą podróż do Polski. Na granicy tłumy ludzi, lato, gorąco, sprawdzanie jedno, drugie, koszmar prawdziwy. A obok wieżyczki,drut kolczasty, uzbrojeni strażnicy. Ubiegłym latem pojechałem w te okolice rowerem – zarasta wszystko lasem, na niektóre wieżyczki można wejść i podziwiać widoki. Przekraczałem granicę kilkakrotnie i pies z kulawą nogą się nie zainteresował. Jak dla mnie duża zmiana na plus.

  15. krzysztof( Bydgoszcz) mówi:

    Tomasz : Pewnie zanim go pobito również uważał, że nie ma na Litwie perspektyw. Tylko nikt go o to nie pytał. Mam oczywiście na myśli media. A poza tym takie traumatyczne przejście dodatkowo wyzwala gorycz i żal. Zwłaszcza na gorąco i u młodego człowieka.

  16. tomasz mówi:

    do krzysztof( Bydgoszcz): Pewnie tak. Teraz jednak ma powód no i telewizja przyjechała…to wyznał.

  17. H. Lis mówi:

    Artykuł jest ahistoryczny. Dozbiorową ojczyzną naszą nie była Polska tylko Rzeczpospolita (Przenajświętsza zresztą), co się przekłada na język obcy jako commonwealth. Królestwo Polskie Było ojczyzną “mniejszą” Polaków, WKL zaś Litwinów – głównie potomków ruskojęzycznych bojarów uszlachconych i obdarowanych polskimi herbami w 1413 w Horodle. Wspólną, wielką Patria Nostra była Rzeczpospolita -wspólnota zupełnie nieunitarna, zróżnicowana co do porządku prawnego, obyczajów, zwyczajów a i samego ducha praw – sposobu ich stosowania, czy, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, implementacji.
    Mnie też przezywano ‘białorusinem’ z racji moich litewskich korzeni (Wileńszczyzna), ale to pozwoliło mi uświadomić sobie wielką pustkę, jaka powstała po zagarnięciu przez Moskali Wielkiego Księstwa. My, Litwini, zwyczajnie nie mamy swojej Litwy, nie mamy też Rzeczypospolitej, bo ta karłowata “Polska piastowska” jest rzeczpospolitą (commonwealth’em) tylko z tradycyjnej nazwy, której na zewnątrz nawet nik nie stosuje. To państwo unitarne niczym nie przypominające Rzeczypospolitej. (Pozwolam sobie porównać dzisejsze stosynki w RP z przedrozbiorowymi relacjami w księstwie siewierskim czy biskupim nyskim – to jednak zupełnie inna historia.)
    Tusk i Sikorski próbowali postpolityki, ich polityczny los jest przypieczętowany – zielona karta i domek na Florydzie – to ich czeka.
    Patriotyzm polski rodzi się na nowo i staje się co dzień mocniejszym. Jak daleko na wschód to odrodzenie sięgnie, okaże się, Drodzy Krajanie, nie na Wileńszczyźnie, ale na tak zwanej Białorusi. To jest obszar kluczowy dla możliwości odrodzenia narodów Przenajświętszej Rzeczypospolitej.
    Przestańcie proszę, myśleć kategorią Republiki Litewskiej jako spadkobierczyni WKL. Ten państwowy nowotwór nie ma z historyczną Litwą nic wspólnego. Szukajmy naszego litewskiego ducha za Lidą. Przecież jesteśmy jednym narodem, nieprawdaż?

  18. H. Lis mówi:

    Miało być “dorozbiorową” a nie “dozbiorową”. Sorry.

  19. Kmicic mówi:

    Niezaleznie od ocen historycznych warto wrocic na ziemie , do terazniejszosci. Trzeba zrecznie rozegrac szanse pojawiajaca sie w wobecnej sytuacji na LT. Konieczny maksymalnie najkorzystniejszy wynik wyborczy dla AWPL.Warto pokazywac Polakow, jako sile sprzyjajaca wolnej , nieskonfliktowanej,cywilizowanej i uczciwej LT. I pod takimi haslami powinny sie odbywac protesty polskiej spolecznosci.
    I zaden Polak , Polka, nie powinni nalezec i glosowac na inna partie niz AWPL. Wiadomo ,ze jest to jedyna sila
    broniaca praw Polakow na LT i stawiajaca opor antypolskiej koalicji ugrupowan litewskich.

  20. pani mówi:

    Polska wczesniejszego sredniowiecza – Polska dzielnicowa obecna jest nawet w zroznicowanych postawach i wartosciach internautow tego eKW. Krzysztof z Bygdoszczy czy Budzik maja inny charakter niz Polak ze Slaska. Kris i Maur dokladaja innych odcieni polskosci z pozniejszych okresow – tej wielkiej w polaczeniu z obszerna Litwa. Lubie regionalne zroznicowanie Korony. Nie tylko pejzaze gor, rownin i nadmorza tworza zroznicowane wrazenia leczi ludzie. W Warszawie pewna Egipcjanka dopytywala sie u mnie tajemnicy “rasowego zroznicowania Polakow”: “… Jak to jest ze jeden narod ma czarnowlosych i blondynow?”.

  21. Adam81w mówi:

    H.Lis ale I Rzeczpospolita to była inaczej Polska. I Rzeczpospolita składała się z Korony i Litwy. Razem te dwie części tworzyły Rzeczpospolitą czyli POLSKĘ.

  22. Kmicic mówi:

    Dla krytykantow Tomaszewskiego i AWPL
    http://www.tygodnik.lt/201205/
    Skandaliczne, dyskryminujące posunięcie

    Przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, europoseł Waldemar Tomaszewski skierował pisma do ministra łączności Eligijusa Masiulisa i ministra kultury Arunasa Gelunasa w sprawie ukarania 11 kolejarzy za używanie języka niepaństwowego. Zdaniem europosła, wymierzenie kar pieniężnych jest posunięciem dyskryminującym i skandalicznym.

  23. Tutejszy. mówi:

    Może wypowiedź posła Narkiewicza ma jakieś momenty dyskusyjne, ale nikt z poprzednich posłów (oprócz Jana Mincewicza i Waldemara Tomaszewskiego) nie był tak aktywnym i produktywnym działaczem w obronie aświaty ojczystej na Litwie. Nie można mu odmówić też dwagi i uporu, a jego wyrobienie polityczne stale wzrasta. Życzę mu wytrwałości!

  24. Tutejszy. mówi:

    Do 23. Miało być “oświaty” (nie “aświaty”) i “odwagi” (nie “dwagi”). Przepraszam.

  25. kris mówi:

    Niem mam z Kresami nic wspólnego, ale wpojoni mi, że Litwa i Polska to jedno ciało, chwilowo tylko rozdarte. Jeden z pierwzych wierszyków, którego mama mnie nauczyła to : Litwo Ojczyzno moja… Przeczytałem post H. Lisa i serce mi urosło

  26. Jurgis mówi:

    Nawiązując do tematu tego artykułu S.Tarasiewicza można też przyjrzeć się tematowi z drugiej strony.Bo trzeba też pamiętać o spojrzeniu na ojczyznę pokolenia tych wypędzonych ze swoich stron, którzy sercem zostali na Wileńszczyźnie.Są oni rozsypani w różnych miejscach Kraju i Świata,często wracali osobiście a zawsze myślami pielęgnując w sercu to co im było najdroższe, czując się jak emigranci. Wyrosło następne pokolenie w Polsce,które nie zawsze wie i rozumie te sprawy, które dla nich są już historią.
    Są też tacy co rozumieją, czują ,działają i sprawy Wilniuków są im bliskie tak jak sprawy własnej ojczyzny.

  27. Czytelnik mówi:

    Artykul jest bardzo aktualny,szkoda ze napisano oraz prawie ze nikt nie napisal jaka wiec jest Polska dzisiaj blizka lub daleka.Wiadomo wszystko zalezy jak to oceniac,bo jezeli wedlug mozliwosci odwiedzania,to bardzo blizka,bo zadnej granicy i wiz,ktore kiedys wielu odstraszalo do odwiedzania.Dzisiaj gdy tego niema te wzajemne odwiedzanie nie tylko nie wzroslo ale sie zmniejszylo,co potwierdzily i badania,tylko nie wskazuja badania,co jest powodem tego,ze nawet krewni nie chca wzajemnie sie odwiedzac.Co do ogolnych spraw,to juz nie raz pisano,ze brakuje tu na Kresach przede wszystkim informacji,czyli telewizji,prasy,stalych odwiedzin zespolow artystycznych i t.d.

  28. Kmicic mówi:

    do Jurgis 26:
    Bardzo ważne jest , by miłością do kresowej Małej Ojczyzny zarazić synów i wnuczki starszych emigrantów , do których i Ty się zaliczasz.
    – To nie jest łatwe w dzisiejszym świecie, ale możliwe i zgodne z modą i panująca tendencją..
    Kultura , wartości , które przynoszą kresy Polsce, są bezcenne.
    Już Marszałek mawiał ,że co najlepsze w RP , to z kresów.

  29. zozen mówi:

    dla mnie Polska jest krajem bliskim, lubię go zwiedzać,odpoczywać, mam tam krewnych i znajomych. Ale moim krajem – ojczyzną jest jednak Litwa. Z całym jej dobrodziejstwem i dlatego strasznie mnie wkurzają propozycje zarzucania czapkami czy rozjechania czołgami.
    Co do odwiedzin – po prostu w Polsce stare pokolenie, szczególnie mocno związane z Litwą, już powoli odchodzi, a młodzi takiego sentymentu już nie mają, ich miejscem jest Polska. Normalny stan rzeczy.

  30. Sceptyk mówi:

    Pan Antoni Jankowski bardzo pięknie i wzruszająco mówi w powyższym artykule o swoim patriotyzmie, za co notabene był niejednokrotnie nagradzany przez polskie władze. Ale…w szkole, w której był dyrektorem, a jego małżonka polonistką, były klasy polskie i rosyjskie. Otóż dzieci państwa Jankowskich uczyły się w klasach rosyjskich.
    Nie rozumiem takiego patriotyzmu.

  31. Felix mówi:

    Litewski sąd uznał, że znak swastyki odnosi się nie tylko do symboliki nazistowskich Niemiec, ale nawiązuje też do dziedzictwa historycznego Litwy. – Propagowanie tego symbolu nie jest karalne – brzmi decyzja sądu, rozpatrującego sprawę plakatów ze swastyką użytych na pochodzie.
    http://www.tvn24.pl/-1,1732948,0,1,litwa-swastyka–to-nasze-dziedzictwo,wiadomosc.html

  32. polovirus mówi:

    Wielki szacunek do postu H. Lisa. Generalnie wątpię, aby pojęcie Rzeczpospolitej było rozumiane przez większość w takich kategoriach, jak to przedstawia Pan Lis. Twierdzę, że po tych nieszczęściach, które dotknęli Rzeczpospolitą, brak na dzień dzisiejszy mądrości narodu, jak również elit po obu stronach, aby powrócić do tego wielkiego osiągnięcia.

  33. Tried mówi:

    Jestem przeciwnikiem tzw. polityki jagiellońskiej i budowaniu namiastki lub wręcz recydywy I Rzeczypospolitej. O ile na wschód od polskich granic są patrioci WKL zainteresowani jego reinkarnacją, winni szukać porozumienia wewnątrz tego tworu bez udziału Polski. Jest to scenariusz o tyle prawdopodobny, że obecne państwa na wschodzie nie mają głębszej podbudowy historyczno-tożsamościowej a nawet językowej. Polska winna odizolować się od tych procesów, mających po części charakter destruktywny, natomiast skoncentrować się na wspieraniu żywiołu polskiego na tych terenach, pomagając miejscowym Polakom w awansie społecznym i ekonomicznym.

  34. unkas mówi:

    Było już? O pobiciu fajny reportaż w TVN24
    http://www.tvn24.pl/2497717,28377,0,0,1,wideo.html

  35. pani mówi:

    Dziś świat daje mozliwości szybkiego tworzenia struktur intrapaństwowych.Po roku pobytu na tym forum jestem zwolenniczką pojętych okolicach polskich europejskich podmiotow prawnych zrzeszajacych nas na płaszczyznach różnorodnych interesow. Zrzeszajmy sie!

  36. B. mówi:

    Do pani, post 35
    Przepraszam, czego jest pani zwolenniczką?

  37. Kmicic mówi:

    do 31:
    Za chwilę szacowne sądy na LT dojdą do wniosku ,że również sierp i młot są znakami pierwszych Lietuvisów zajmujących się rolnictwem i kowalstwem.Identycznie to tłumaczyli Hitler i Stalin.Nie darmo na wiecyki lt faszystów dojeżdżają honorowo faszyści z Niemiec.

  38. pani mówi:

    Do B. Dziękuję, za to dobre pytanie. Jestem zwolenniczka roznorodnych zrzeszeń Polaków świata. polaków Litwy i orony. Tyle powinno byLo być pod tekstem tym. Szeroko pojęte miały być NASZE INTERESY. A o jakie okolicy mi chodzilo o g. 19 teraz nie wiem. Sorry lecz śmiesznie wyszło. A miało być rzeczowo. I patetycznie.

  39. pani mówi:

    Polaków Litwy i Korony.

  40. Budzik mówi:

    Polak ze Śląska
    Nie ze wszystkim tezami, które przedstawiłeś zgadzam się. Jednak fragment Twojego postu (pozwól proszę, że zacytuję)
    …”Polska nie hamuje nastrojów”…
    jest cholernie trafiony (klasyczna dziesiątka na strzelnicy)…
    Polska nie hamuje nastrojów. To jest fakt. Nikt nie komentuje, nikt nie łagodzi swoimi wypowiedziami tego co ma miejsce na Litwie, bądź dzieje się przy aktywnym udziale Litwinów.
    Jedynie Tomasz, nasz forumowy Kolega jak dobry ale także srogi Ojciec kieruje naszymi emocjami aby te nie ewoluowały w gniew.
    Ma Tomasz dużo racji w tym co robi. Gniew, który może pojawić się wobec tego, czego jesteśmy świadkami może być niebezpieczny.
    Tym samym przyznaję rację Tomaszowi. Chłodź proszę nasze emocje. Opiekuj się nami abyśmy nie dostali jakiejś dziwnej “gorączki” w efekcie faktów które doświadczamy będąc ich komentatorami

  41. WAZNE mówi:

    Reportaż TVN o pobiciu 16-letniego Daniela z napisami w języku angielskim.

  42. Budzik mówi:

    Orzeczenie sądu w Kłajpedzie świadczy o tym, że cywilizacja litewskich Bałtów ma pierwszeństwo nie tylko wobec kultu solarnego Słowian ale także wobec cywilizacji indyjskiej opartej na sanskrycie:))))
    “Bagno” ma większe znaczenie aniżeli “Metropolia”…
    Cuda się dzieją jak Babcię kocham:)))

  43. bobi mówi:

    I Rzeczpospolita umarła i koniec! Obecna ma swe źródła w micie sarmackim i romantycznym, a współczesna polszczyzna została spisana między Wilnem a Kijowem i ten szlachecki produkt został przyjęty i obowiązujący pomimo tego że szlachta wyginęła a Polska jest bardziej włościańska. Józef Mackiewicz pisał że Polska to jest we Lwowie, Wilnie i Kijowie, a Warszawa i Kraków to żydowskie miasta. Mówienie o Polakach ze wschodnich kresów że to “ruscy” jest nie do przyjęcie, a często zdarza się to i zdarzało zakładam że z ignorancji (choć może po trochu z komunistycznej propagandy – miejsce urodzenia w dowodzie ZSSR, a trochę z poczucia nieuzasadnionej wyższości – jak się patrzy na poczciwych kmiotków Kargula i Pawlaka to co można pomyśleć), a czy dzisiejsi Koroniarze znają choć jednego profesora z Uniwersytetu Wileńskiego który jest np wymalowany na sklepieniu w księgarni przyuniwersyteckiej oczywiście z podpisem w języku urzędowym (choć wątpię że znali ten “chłopski dialekt”) albo z Politechniki Lwowskiej (podpowiem jeden był premierem w międzywojniu). Myślę że pokolenie wykarmione papką z GW… nie do końca zdaje sobie sprawę z tego jaka tradycja i praca pokoleń została wytworzone na kresach Najjaśniejszej

  44. Budzik mówi:

    Bobi 42
    Widziałem puste miejsca po polskich inskrypcjach zanim pojawiły się litewskie. Polskich inskrypcji nie widziałem, nie widziałem także litewskich.
    Nie mniej zastanawiałem się – o co tu chodzi? Dziś już wiem.
    Tymczasem mit polski jagiellońskiej jest jak widzę powielany. Tymczasem nie ma problemu z polskością postpiastowską:) Jej sensem jest “czubek własnego nosa” oraz praca “na własny użytek we własnym imieniu”. To jest nasza tradycja a nie “wschodnie” mrzonki oraz upadłe marzenia.
    Dla jasności dodam, że los “tamtejszych” Polaków powinien pozostać naszą “racją stanu” i nie powinien oznaczać mniej niż los Polaków przykładowo z Województwa Lubelskiego

  45. czarek mówi:

    “slowo ojczyzna dla litewskich Polakow definiuje Mickiewicz ” Kto dla litewskich Polakow definiuje slowo kraj ? ,panstwo ? Na pewno ludzie znaja swa przeszlosc :ta odlegla i ta najnowsza . M/w orietuja sie w terazniejszosci.To ciagle walka o przetrwanie . I co dalej ? Ten artykul tez powinien miec taki tytul. Prawie w co drugim wpisie w gazecie lub na Forum mozna znalesc to pytanie .
    Polacy na Litwie maja swoje szkolnictwo ,organizacje w ktorych moga sie grupowac ,partie polityczna na ktora moga glosowac . Czego im brakuje ? Przypuszczam ze brakuje Proroka,Ideologa ,Wizjonera aby mogl odpowiedziec na pytanie “co dalej “

  46. bobi mówi:

    Mnie nie chodzi o jakieś mrzonki i triumfalny powrót ze Szczerbcem Chrobrego do Kijowa bo obecnie jest to poza zasięgiem i nie ma po co, tylko o to żeby ludzie sobie uświadomili skąd i z czego wyszli, kto był przed nimi, bo wyrzekając się tej tradycji i spuścizny dobrowolnie się ćwiartujemy a nie mam pewności że będzie drugi św Stanisław żeby Polska cała mogła stać się jednością. Na kresach jest ponad 700 lat naszego istnienia może w różnej konfiguracji ale jednak, to bruk na lwowskiej ulicy krzyczy po polsku bo ludzie już nie potrafią i tej prawdy żaden kozacki watażka nie zmieni.
    Do rodaków na Wileńszczyźnie, współobywateli możecie załatwić tylko w jeden sposób – ekonomicznie (jak Wielkopolanie Prusaków w XIX w – oni też żyli na kresach)zakładać przedsiębiorstwa, bogacić się i nie pracować na państwowym

  47. Pankracy mówi:

    @unkas

    “Było już? O pobiciu fajny reportaż w TVN24
    http://www.tvn24.pl/2497717,28377,0,0,1,wideo.html

    W reportażu przewija się to samo, co również niekedy widać i na tym forum, tj. jakiś strach Polaków z Wileńszczyzny przed reakcją nowo-Litwinów na język polski. Bo im ktoś w trolejbusie czy urzędzie zwróci uwagę, że np. tu jest Litwa i trzeba rozmawiać po litewsku.

    To nie mają/macie Polacy – za przeproszeniem – języka w gębie, aby powiedzieć że Litwa owszem i jest, ale ja jestem Polakiem i we własnym gronie będę mówił w moim języku ojczystym? Jak się im “postawi” i odpowie ze trzy lub cztery razy, to później nie będą próbować.

  48. tomasz mówi:

    do Budzik 40: Z tym “Ojcem” to może nie przesadzajmy. 🙂
    Co do reszty to się podpisuję. Dodam że nie oznacza to jakiejś specjalnej miłości dla sprawców nakręcania antypolskich nastrojów ani tym bardziej ich popierania. Co lubią czasem niektórzy sugerować. Tylko dokładnie o to o czym piszesz. Gniew może być niebezpieczny bo odbiera rozum. Zaślepia. W efekcie często prowadzi do tego że przegrywa się choć ma się wszelkie dane aby wygrać. Wie to każdy kto uprawiał jakiekolwiek sztuki walki (czy sport), grywa w karty czy szachy albo…po prostu zna troszkę życie.
    Dziękuję ci.

  49. pani mówi:

    Bobi i Budziku, Acziu! Wyprowadzacie temat zaznaczony w tytule na wŁaściwe tory. Podtrzymajmy ile się da ow dwuniciowy wątek – polskiego dziedzictwa piastowskiego i giedyminowiczowego, w polskiej historiograficznej tradycji bardziej znanego jako jagielloński.
    Musimy to zrozumieć tak jak o naukowym dyskursie historycznym wolał myśleć wielki historyk, Litwin i Polak – Aleksandr Geysztor. Otoż on pisał – że cała sztuka historyczna polega na tym by zrozumieć jak kształtują się społeczne struktury i jak JEDNA struktura przechodzi, przekształaca się W INNĄ. Już w piastowskich czasach były tworzone koligacje w dzielnicowej ówczesnej Polsce. Ówczesne napady Litwinów po destrukcjach w polskich twierdzach przykładały się na baltyjskich zamczyskach do marzeń o lepszym bycie.

  50. Pin Gwin mówi:

    Zgadzam sie z Budzikiem.

  51. pani mówi:

    Polska. Z dystansu wileńskiego Polska piastowska jest widoczna jeśli ją oglądać ponad Mazowszem i omorzem. Wielkopolska jest dla nas najmniej znana a jest kluczem samego sedna Polski. To tu w najczyszcztszej postaci struktury pliemienne słowianskich Polan przekształcały się w państwo. Germański Zywioł jako jaskrawie inny nie zaciemnia lecz , właśnie, kontrastuje, podkreśla te dziejowe procesy.

  52. Kmicic mówi:

    do Budzik 43:
    Zgadzam się- “..los „tamtejszych” Polaków powinien pozostać naszą „racją stanu” i nie powinien oznaczać mniej niż los Polaków przykładowo z Województwa Lubelskiego”.- Dodał bym nawet – powinniśmy się bardziej o nich troszczyć niż o mogących sobie samych poradzić Koroniarzy.

  53. Tried mówi:

    Należy zauważyć, że w okresie międzywojnia podobne problemy związane ze zwartymi skupiskami ludności niemieckojęzycznej na terenie nowopowstałych państw miały Niemcy i Austria. Wybrana wówczas przez nich droga zjednoczenia okazała się fiaskiem i klęską w II wojnie światowej. Cały okres powojenny to repatriowanie Niemców z Europy Wschodniej do ojczyzny, czyli odejście od poprzednich koncepcji. Do dzisiaj na większą skalę z kwestią tą borykają się Węgrzy. Polska w obecnym kształcie terytorialnym i etnicznym powinna maksymalnie wykorzystać możliwości płynące z tego położenia i na nowo zdefiniować własną tożsamość. Koncentrując się na rozwoju własnej kultury w oparciu o kultury terenów obecnie zajmowanych twórczo je przekształcając. Polacy ze wschodu, zwłaszcza z Litwy Środkowej powinni się w te procesy włączyć włączając swój dorobek do dorobku ogólnopolskiego. Tylko synteza naszego dziedzictwa będzie mogła stać się orężem polskości w Europie w tym i na Wschodzie.

  54. pani mówi:

    Małopolska (i południowo-wschodnie pogranicze). Tam obok Słowianie (Słowacy, Czesi, Ruś Kijowska i inne). To skomplikowany “kociół” dzieje którego objąć intelektualnym wzrokiem probującym wniknąć w zawiłości pogmatwanych struktur wydają się bajecznie barwne. Dla mnie osobiście, jednak, blizkie są na poziomie emocjonalnym, duchowym (mistycznym). Nie myślę że familia odziedziczona po ojcowskiej linii została przodkom poprostu przypisana. Widzę w twarzach (kształtach czaszki) tam i tu wspólne cechy, rdzeń nazwisk w topografii i, nareszcie, mistyka uczuć przy okazji wizji lokalnych. To jest niepowtarzalne! Tak jak z Polski pierwszemu, drugiemu pokoleniu chce sie wracać na łitwę tak mi – w tereny którymi przodkowie przez wieki wędrowali w stronę Wilna.

  55. Kmicic mówi:

    do pani:
    Został przetarty(z wieloma ulgami) szlak dla masowych(!) wyjazdów dla dzieci i młodzieży z polskich szkół na Wileńszczyżnie. Od Biskupina począwszy (również świetna zabawa), Kruszwicę,Gniezno(zaprzyjażnione rycerstwo), Poznań, poprzez Jasną Górę , Wieliczkę , Kraków, w polskie Tatry(głowna atrakcja- na LT gór nie ma),- na Świętym Krzyżu,Sulejówku,Żelazowej Woli i Muzeum Powstania Warszawskiego kończąc.Właśnie Wielkopolska i Małopolska(!) to najbardziej nasycone polską historią rejony Macierzy.
    ps.
    “Wielokulturowość” Polski jest też bardzo odczuwalna na jej terenach piastowskich. Wiem coś o tym mając ojca z Gniezna, a matkę z Mazowsza-Kujaw- Małopolski.Wychowując się w bogactwie mozaik tych kilku kultur , tym łatwiej i bardziej jestem w stanie docenić wartość polskiej kultury znad Wilii i Niemna.

  56. Senbuvis mówi:

    Polska jako państwo to tylko niewielki kawałek czasu w dziejach Wileńszczyzny. Bo najpierw Wielkie Księstwo Litewskie, potem Wielkie księstwo Litewskie połączone unią z Koroną Polską, potem carska Rosja. 1922 – 1939 Rzeczpospolita Polska. Tylko tyle czy aż tyle? A od 1939 Litwa, Rosja sowiecka, Niemcy, Rosja sowiecka, Litwa. Mignęła ta Polska i zgasła. Polacy na Wileńszczyźnie czyli u siebie są od setek lat. Ale Polacy nie zawsze oznaczają Polskę. Bo Polacy na Wileńszczyźnie oznaczają przede wszystkim Wielkie Księstwo Litewskie. Oczywiście to z czasów Unii a nie te sprzed czy po.

  57. Tried mówi:

    do Senbuvis :55
    nie gniewaj się ale egzaltacja WKL jako bytu od Polski niezależnego to tylko mitologia i magia nazw. Co prawda formalnie byt taki funkcjonował aż do Konstytucji 3 Maja ale i administracyjnie posiadał wiele odrębności, to kulturowo, społecznie i ekonomicznie stanowił część Wielkiej Polski określanej jako Rzeczpospolita.

  58. Kmicic mówi:

    do Senbuvis 55:
    Faktem jest ,że Polskość Wilna i Lwowa miały decydujący wpływ na rozwój polskiej państwowości, polskiego narodu i przetrwanie jego kultury.Wilno dało Polce co najmniej tyle samo co W-wa.
    To tutaj promieniowało najjaśniej światełko Polskości w pozbawionym nadziei , czarnym okresie RP.
    ps.
    do Lt; w tych rozważaniach nie ma nic “antylitewskiego”

  59. Senbuvis mówi:

    Tried – Rzeczpospolita Obojga Narodów (Abiejų Tautų Respublika) to nie Rzeczpospolita Polska, takie pojęcia trzeba umieć rozróżniać, z resztą twierdzeń nie potrafię polemizować więc wybacz.

    Kmicic – ja nie piszę o wpływie Wilna czy Lwowa, ja piszę o przynależności państwowej czyli otym, do czego mogą tęskinić Polacy z Wileńszczyzny. Tak często przywołujesz tu Laudę. A czy wiesz, jaki kraj jej mieszkańcy uważali za swoją ojczyznę i jakie opinie wyrażali o fakcie włączenia Wilna do RP? Bo wg mnie to co innego być patriotą-Polakiem czyli traktować WKL jako swoją ojczyznę a co innego być patriotą Polski czyli traktować Polskę jako swoją ojczyznę.

  60. Kmicic mówi:

    do Senbuvis 58:
    Akurat trochę poznałem współczesną Laudę. i jednego jestem pewny, ludność tam żyjąca nie powinna spotykać się z ŻADNYMI przeszkodami w kultywowaniu swojej Polskości,- mówię tu o przedszkolach, oświacie,ogólnej antypolskiej atmosferze.
    Znasz z pewnością metody antypolskiego terroru(!), jakie stosowały władze LT Kowieńskiej w międzywojniu ? Teraz mamy do tych “metod” nawrót.
    Więc po co te Twoje zabawy w stawanie po stronie lt ciemiężycieli ?
    Chcesz sprowokować dyskusję ?
    Chcesz tłumaczyć notorycznego przestepcę atakując ofiarę?
    Sam stanąłbym w obronie praw Lt gdyby to Polakom było dobrze , a Lt spotykali by się na każdym kroku z dyskryminacją. Jest akurat odwrotnie, więc ?
    Oczywistym jest ,że polska mniejszość na LT ma 200% prawo do swobodnego rozwoju i kultywowania swojej tożsamości i kultury, również w Kownie, Kłajpedzie i w Kiejdanach.

  61. Tutejszy. mówi:

    Do 30.Sceptyk. “Słyszałeś dzwon, ale nie wiesz, gdzie on”. Jankowski nie był dyrektorem szkoły, lecz dyrektorem polskiej szkoły-internatu dla dzieci pozostających bez opieki rodziców. Naturalnie, że swoich dzieci tam umieścić nie miał prawa. A w szkole ogólnokształcącej w Podbrodziu na początku lat 70-tych polskich początkowych klas nie było, tylko rosyjskie i litewskie. Po przejeździe do Solecznik zmieniać język nauczania w klasach starszych już nie miało sensu. Ale ważne jest, że jego dzieci i wnukowie są porządnymi Polakami. Chyba to główne.

  62. Anonymous mówi:

    Rzeczpospolita Obojga Narodów – Czy tej nazwy nie wymyślił Jasienica? ;D

  63. Senbuvis mówi:

    Kmicic – ja o patriotyźmie (spójrz na tytuł artykułu) a ty o prawach mniejszości czyli zupełnie nie otym, co japiszę. I jeszcze wkładasz w moje usta to, czego absolutnie nigdy w życiu bym nie napisał. Wstydu nie masz.
    Dla mieszkańców Laudy ojczyzną było Wielkie Księstwo Litewskie a nie Polska – chyba doskonale tę prawdę znasz, nie?
    A jakie prawa im przysługują? Takie, jakie sobie wywalczą przy naszej pomocy. Bo na dobrowolne przyzwolenie ze strony litewskiej bym raczej nie liczył.

  64. Tried mówi:

    do Anonim i 61 i Senbuvis 58

    Anonim masz rację: RON to słowotwór Jasienicy,umniejszający znaczenie pojęcia Rzeczpospolita Polska co jak widać oddziaływuje na Senbuvisa.
    Współczesna Litwa w żadnej mierze nie czerpie z dorobku WKL począwszy od Unii w Krewie bo przeczyłoby to jej antypolskiemu założeniu. Jej ideolodzy wolą szukać swojego uzasadnienia w pogańskich bożkach i np. swastykach jak ostatnio orzekł litewski sąd.

  65. Tried mówi:

    i żeby była jasność. Nikomu nie odmawiam prawa do poczucia związków z WKL. Natomiast w moim odczuciu skutkować to musi zerwaniem więzi z Litwą współczesną, która dorobek WKL kwestionuje, atawizując go do czasów przed unią z Polską. Najbliżej tradycji WKL jest Białoruś o ile usunęlibyśmy z niej naleciałości poradzieckie.

  66. Senbuvis mówi:

    Traktat Narewski z 1704 roku (oczywiście tylko fragment):

    “Tedy jako Najjaśniejszy i Najdzierżawniejszy August Wtóry z Bożej Łaski król Polski, wielki książę litewski, ruski, pruski, mazowiecki, żmudzki, wołyński, podolski, inflancki i innych a dziedziczny książę saski i elektor. Jego królewskie Wieliczestwo i cała Rzeczpospolita Obojga Narodów tak Najprześwietniejszy i Najdzierżawniejszy wielki hospodar car i wielki kniaź Piotr Aleksiejewicz, wszystkiej Wielkiej i Małej i Białej Rusi…”

    Oczywiście używano wtedy także nazwy Rzeczpospolita Polska, ale żeby twierdzić, że to Jasienica jest autorem nazwy RON to … pozostawię bez komentarza?

  67. Senbuvis mówi:

    Tried – i jeszcze dla jasności powiedz, w którym miejscu ja twierdzę, że współczesna Litwa jest spadkobierczynią WKL?

  68. pani mówi:

    Dla spagkobierców WKL zwyczajowo było ważne dwuczłonowe dziedzictwo. Oni pisali “… ziemli otcziznyje i matieriznyje …” . Z tąd przeniesienie się przykł. Radziwiłłów do Polski i, dalej, na Zachód. Z tych że zasobów czerpali oni podwladny kapitał ludzki. Chłopów kupowali w Polsce, wymieniali a i przewozili z jednych posiadłości do drugich. Wierbowali też w podróżach mieszczan i drobną szlachtę na swoje usługi w niezliczonych litewskich i ruskich posiadłosciah. Kmicic poprawnie pisze o pochodzeniu swojej mamy wymieniajac 3 regiony.Migracja zawsze była i będzie aż do końca świata a, może, i dłużej. Więc – każdy może mieć swoje oczyzny i macierzy. I w pęłnym, współczesnym rozumieniu widzimy że każdy osobnik może znać i mieć parę ojczyzn (macierzy) i kilka małych ojczyzn (macierzy)./// Kmicicu, niepowtarzalna bazowa trasa dla Polaków. Trzeba ofertę rozszerzyć o odbiorców z innych grupp wiekowych. Osobiście zauważyłam parę, kilka miejsc o które tylko marzę, które mam do zaliczenia …

  69. Tried mówi:

    do 66:

    RON nie była nazwą państwa, używał jej jako nazwy Jasienica, być może faktycznie zapożyczając z powołanych przez Ciebie źródeł. Nie zmienia to faktu ciągłości państwowej z obecną R.P. I o ile dla Ciebie Litwa współczesna nie jest spadkobiercą WKL to konsekwentnie Litwa Środkowa winna mieć o wiele więcej wspólnego z Polską niż z krajem w granicach którego obecnie się znajduje.

    Cały ten (i wcześniejsze) wywód odnosi się do Twojego sformułowania jakoby wileńszczyzna z Polską dzieliła tylko okres międzywojnia.
    🙂
    Pax między chrześciejany …

  70. marek mówi:

    Polska bliska, czy daleka? Pytanie bardziej do tych co mieszkają na Kresach.

    Odwracając to pytanie, Polacy kresowi, dla nas w Polsce, bliscy czy dalecy? Nie ma jednej odpowiedzi.
    Co siódmy Polak pochodzi z Kresów, ale to niczego nie determinuje. Tak, ci co się na Kresach urodzili, dla nich tamte tereny często jawią się jako utracona ojczyzna. Ale Ci co się tam urodzili, pomijając emigrację po 1990 roku, to osoby w najlepszym razie sześćdziesięcioletnie. Pokolenie wymierające. Młodzi takich sentymentów raczej nie mają.
    Ale to jest całkiem naturalne, bo nie o sentyment tu chodzi, tu chodzi o wiedzę pozwalającą docenić cały dorobek kresowy, który tkwi w istocie polskości. Nie można bowiem zrozumieć polskiej kultury, tradycji, czy dziejów, bez zrozumienia czym były Kresy.
    Problem w tym, że w komunizmie, zajmowanie się oficjalnie problematyką Kresów, było traktowane jako działania wymierzone w sojusz z Sowietami. Dlatego publiczna debata o czym były i są Kresy, była w praktyce niemożliwa. Tak doszło do przerwania pokoleniowej ciągłości afirmowania “Ziem Zabranych”.
    Niewiele też zmieniło się po upadku komunizmu. Tym razem ton zaczęły nadawać środowiska, które zainteresowanie Kresami traktowały jako “rewizjonizm i nacjonalizm”. Albo też takie, które w myśl różnego rodzaju mgławicowych sojuszy antyrosyjskich tłumiły podnoszenie problematyki kresowej, żeby “nie drażnić” naszych “strategicznych partnerów”. Efekt jest taki, że na temat Polaków na Kresach przeciętny Polak wie bardzo niewiele. To stąd biorą się właśnie incydenty, typu nazywanie Polaków kresowych “ruskimi”, bądź “Litwinami”, czy “Białorusinami”.
    Dopiero teraz, i to zwłaszcza w stosunku do Polaków na Litwie doszło do przełamania niewiedzy. Ich problemy są w dużej znane, choć oczywiście nie stoi za tym jakaś ugruntowana wiedza. Ale sympatia już tak.

    Co moim zdaniem powinno się uczynić, aby Kresy i Polacy kresowi stali się częścią naszej świadomości.
    Po pierwsze uważam, że powinno się w RP wprowadzić “Dzień pamięci o Kresach”. Jeden symboliczny dzień w roku w którym taka problematyka stałaby pierwszoplanowa.
    Po drugie koniecznością jest powołanie Muzeum Kresów Wschodnich, które dokumentowałoby historię i dorobek cywilizacyjny tych terenów i grup etnicznych, które tam zamieszkiwały. Muzeum powinno także umożliwić eksponowanie dorobku Polaków, którzy dalej mieszkają na Wschodzie. Myślę że powinno ono znaleźć się nie jak były przymiarki we Wrocławiu (swoją drogą chyba pomysł zarzucono), ale bliżej Kresów, np. w Białymstoku. Byłoby to nie tylko uzasadnione historycznie, ale też taka placówka nobilitowałaby samo miasto. Mogła by stać się jego wizytówką.
    Po trzecie należałoby nadać status państwowej placówki naukowej Instytutowi Kresów Rzeczpospolitej. Powinien on stać się placówką badającą nie tylko przeszłość, ale i teraźniejszość Kresów. Powinien stać się placówką w której miejsce znaleźliby polscy naukowcy z Kresów.
    Po czwarte trzeba odejść od pokazywania Polaków z Kresów jako biednych i prześladowanych mieszkańców dziwnych dyktatorskich, czy szowinistycznych państw. Trzeba pokazywać sukcesy Polaków z Kresów, trzeba pokazać, że tamta polskość, chociaż mająca inne doświadczenia, chociaż często posługująca się inną polszczyzną niż ta warszawska, albo i nawet polszczyzną nie władająca, jest ważną częścią naszego dziedzictwa narodowego. Na tym obszarze wiele mogłyby uczynić media, w tym niezbędna moim zdaniem Telewizja “Wileńszczyzna”.

    Pytanie skąd na to wziąć pieniądze. Wbrew pozorom nie są to wydatki niemożliwe do udźwignięcia przez państwo, czy samorządy. Ostatecznie wiele więcej pieniędzy wydajemy na głupoty. Pytanie czy będzie wola polityczna i czy to z punktu widzenia kalkulacji politycznych będzie się opłacać. Moim zdaniem tak.

  71. ZUND mówi:

    tak wyszlo : my miszkalismy w Kazachstanie iodwiedzalismy Rodzicow w KRAKOWIE, z 1970 roku, NIKT nas nie nazywal “ruski” wszystcy byli uprzejmi, bywalo pytali “Panstwo z WILNA czy z LWOWA …P.S.W MACIERZY PRZYJETO mowic “rosjanie” przyczym polityka?tym bardziej slowianska narodowosc?!

  72. Senbuvis mówi:

    Tytuł “Polska bliska czy daleka?” odnosi się do Polski. A Polska to państwo. W państwie polskim Wileńszczyzna była tylko 17 lat. Czy nam się to podoba czy nie. Tożsamość Wilniuków, a ogólnie Polaków mieszkających na terenach byłego WKL, kształtowana była przez te 17 lat ale i przez lata wcześniejsze i późniejsze. Stą moje, nie bezpodstawne twierdzenia, że spora część Polaków uważa za swoją ojczyznę WKL a nie Polskę, która zaświeciła tylko na moment w dziejach Wileńszczyzny, a na Laudzie nigdy, i zgasła.
    Marku – ja nie mówię o dorobku, o wkładzie itd. ja mówię o przynależności państwowej. I z autopsji wiem, że dla wielu Polaków z Wileńszczyzny Litwa jest duzo bliższa niż Polska. Może nawet dla większości. I gdyby tylko Litwini nie traktowali ich po macoszemu, a czasem nawet jak okupanci, to mieliby z nich wiernych i oddanych obywateli, nie szukających w Polsce oparcia i pomocy.

  73. pani mówi:

    Marku, Instytut Kresow jeśli taki juz istnieje, powinien być placówka naukowa. A jego filie powinny być w centrach historycznych tych kresów. W Wilnie jak najszybciej! Z powodu rożnic językowych pisanych źródeł historycznych a obecnie panującej historiografii. Nawet jeśli władze wciąż nie będą chciały zwrócić budowli polskich społeczności można negocjować finansowe odszkodowania na sprzedawane obecnie tanio obiekty lub zamiane na inne obciążające teraz zadłużony wileński samorząd. Archiwa butwieja. A i tak ile ich utracono w pożogach, pożarach i docelowych zniszczeniach. Dzieci sie globalizują i pamięć o unikatowym tu polskim dziedzictwie zanika. Przeciez ono ma światową, czy jak modnie mówić, globalną wartość.

  74. hmm mówi:

    “dla wielu Polaków z Wileńszczyzny Litwa jest duzo bliższa niż Polska”

    Nie jestem tego taki pewien. Już w 1917 roku działał w Wilnie litewski parlament, a w 1918 powołano rząd w Kownie.
    W tym czasie nie zauważono wielkiego poparcia dla tych litewskich inicjatyw na Wileńszczyźnie, wręcz przeciwnie zaczęły powstawać ośrodki polskie, które przekształcały się w siły zbrojne, mające na celu zajęcie tych ziem i przyłączenie do Polski nie do Litwy.

  75. pani mówi:

    WKL ojczyzna, Korona Polska macierz, Litwa – macierzą, Polska ojczyzną, BialoruS ojczyzną, Polska macierzą, Czarna Ruś [już zapomnina] Omacierzą, Polska – ojczyzną, ziemia Lucka, ziemia Lwowska, …Lubelska … – ludie mogą tak pamiętać!

  76. ZUND mówi:

    Jakby tam ni bylo ,a POLAK I W Arabskich Emiratach -POLAK !

  77. hmm mówi:

    Myślę,patrząc wstecz, dla Polaków z Litwy takich jak na przykład Mickiewicz, nazwa Litwa czy Polska były nazwami tożsamymi.

  78. Jurgis mówi:

    Spojrzenie odwrotne trochę retro pt. WILNO BLISKIE CZY DALEKIE?
    W późnych latach sześćdziesiątych uchylono żelaznej kurtyny i dopuszczono ograniczony ruch turystyczny na Litwę. Do tego czasu tylko nieliczni wyjeżdżający służbowo do Sajuzamogli używając sprytu lub zażyłości wymsknąć się do Wilna lub w rejon swoich opuszczonych stron trochę, ryzykując swoją samowolą .Pierwsze wycieczki zbiorowe były na trasie Warszawa-Wilno-Leningrad i z powrotem pozwoliły wrócić i zobaczyć swoje rodzinne strony po dwudziestu kilku latach. Wzruszenia były ogromne wjazd na dworzec Wileński i rozpoznanie „wodokaczki”, parowozowni „Depo”, oraz kładki nad torami miedzy ul.Kolejową a ul.Targową w stronę na Szkaplerne.
    Dworzec odbudowany w stylu socrealizmu .Na ul.Gościnnej w stronę ul.Szopena zamiast drewnianego kina zbudowanego przez Niemców hotel „Gintaras” obecnie „Panorama”, w dół ul.Sadową te same domy ,te same drzwi i bramy, napisy ”listy” na zachowanych miejscach do wrzucania listów a na ulicy studzienki z napisami Magistrat mst Wilna. Na ulicy słychać język rosyjski i polski. W Hotelu czujna i wszystko widząca „etażowa”. Wyprawa poza Wilno wymaga pozwolenia, ale większość
    ryzykuje i jedzie ” do siebie”. Większość miasta taka jak pozostawiona w 1945,trochę uprzątniętych wyburzonych działaniami domów. Przerażający obraz kościołów zmienionych na skład ,z powybijanymi oknami .W Katedrze „Galeria Obrazów” – z zachowanymi metryczkami polskich zbiorów ,w kość. św Anny muzyka świecka z magnetofonu .W dom Braci Jabłkowskich „Uniwermag” z pustymi pułkami i straszną odzieżą. Na ulicach sprzedaż z beczki kwasu chlebowego.
    Nie będę dalej rozwlekał opisu miasta .Po dwóch nocach wycieczka jedzie do Leningradu, znaczna cześć uczestników którzy po raz pierwszy mogli wrócić do Wilna, zostaje i dołącza do powracąjącej przez Wilno za trzy dni wycieczki Leningradu
    Pilotka wycieczki ma kłopot bo to nie legalne a w Leningradzie nie ma jak wytłumaczyć że połowa uczestników która została w Wilnie nie zgłasza się do Hotelu .W drodze powrotnej ci co zostali dołączają – na peronie uściski żegnających i głośny płacz rozstania.
    Tak wyglądały pierwszy powroty. Nie wiem czy te wspomnienia moje kogoś zainteresują. Tamte pokolenie i tamte czasy odchodzą a ci których to mogłoby zainteresować do internetu nie zaglądają.

  79. Bodek mówi:

    Jurgis: pewnie, że zainteresują. Świetny opis, dzięki.

  80. marek mówi:

    pani:

    Instytut już istnieje, ale jako stowarzyszenie. Tymczasem wydaje mi się, że powinna to być placówka naukowa, finansowana z budżetu państwa. Oczywiście w dalszej kolejności można byłoby pomyśleć o tworzeniu jej filii, np. w Wilnie.

    senbuvis:

    Widzę, że mnie zapraszasz do dyskusji. 🙂
    Myślę tak: dzisiejsza Republika Litewska ma mniej więcej tyle samo z WKL, co FYROM z Macedonią z czasów Filipa Macedońskiego.

  81. wielki brat mówi:

    Co bliższe Polska czy Litwa. To zależy nie tylko od naszej mentalności, ale może jeszcze więcej od państwa. Co nam daje Litwa? Dookoła korupcja, kradzież, egoizm urzędników, chamstwo, żadnej wizji państwa na przyszłość, nie mówiąc o stosunku do innych narodowości i kultur. Czy możemy być dumni z takiego państwa, nazywać go miłą ojczyzną, która otwarcie nam nam wypomina że my jesteśmy piątą kołona i najlepiej byłoby żeby stąd wynieśli by się. Całkiem co innego Polska. Wy może tam u siebie tego nie odczuwacie, ale my bardzo uważnie śledzimy wszystkie działanie Polski na międzynarodowej arenie, szczególnie w gospodarce, i naprawdę jesteśmy dumni z Was. Bardzo chciał by być także dumny z Litwy, ale niestety władze Litwy nie dają na to szansy.

  82. Senbuvis mówi:

    hmmm – ci, co tworzyli samoobronę wileńską, to mieliby teraz po ok. 110 lat i więcej – a ja piszę o czasie teraźniejszym:)

  83. Kmicic mówi:

    do jurgis 77:
    Zorganizuj jakąś grupkę na 17-go marca w W-wie. Być może i wydarzy się coś wcześniej.
    Do zobaczenia.
    Serdecznie pozdrawiam.
    ps.
    Powalczymy o rozwój tej “wizytówki Polskości” na LT.

  84. hmm mówi:

    Senbuvis: Mój błąd trzeba było wskazać cały Twój komentarz.

  85. Senbuivs mówi:

    marek – nie tak zupełnie, ale masz sporo racji. Ja bym to stwierdzenie zawęził do Wileńszczyzny – tyle Wileńszczyzna ma wspólnego z Litwą ile obecna Macedonia z tamtą, grecką Macedonią. Ale reakcja nowych Greków na nazwę “Macedonia” jest jeszcze gorsza niż nowych Litwinów na nazwę “Wileńszczyzna”:)

  86. Senbuivs mówi:

    hmmm – ja napisałem o sporej części Polaków a nie o wszystkich. Bo byli też tacy, którzy nie wyobrażali sobie, żeby Wilno nie było polskie. Moje myśli kierowały się raczej ku Laudzie i reszcie tzw. Litwy kowieńskiej, gdzie Polaków było ok. 200 tysięcy w granicach tej Litwy.
    Ciekawe byłyby wyniki teraz prowadzonych badań, czy marzy się Polakom powrót Wileńszczyzny do Polski czy raczej marzy im się pozostanie w Litwie, która uszanuje ich odrębność. Ja, na podstawie moich doświadczeń jestem przekonany, że wybraliby w wiekszości to drugie.

  87. Budzik mówi:

    Pani 50
    Wielkopolska jest niezwykle interesująca, nie tylko jako ziemie Polan, kolebka Państwa Polskiego z rozsianymi zabytkami których zwiedzanie ma swoim programie obowiązkowym każda wycieczka szkolna.
    Wielkopolanie szczycą się swoją przedsiębiorczością, rzetelnym podejściem do pracy, oszczędnością itd. Wprawdzie są oceniani dosyć “srogo” przez mieszkańców pozostałych Województw ale zapewne dzieje się to z zazdrości:))) Zwykle Wielkopolanin uchodzi za entuzjastę jedzenia kartofli (stąd niemiły przydomek “pyra”), osobę hiperoszczędną a wręcz skąpą, pracowitą a zarazem strasznie zawziętą. Jak w każdym uprzedzeniu jest jak mniemam także w tych opiniach ziarnko prawdy:)

  88. Budzik mówi:

    Kmicic 51
    Ja też się zgadzam z tym co napisałeś

  89. Budzik mówi:

    Senbuvis 71
    Prezentujesz z pewnością ciekawy pogląd. Tymczasem dla jasności sytuacji dobrze jest uprościć aparaturę pojęciową poprzez zapożyczenie na użytek rozmowy i wzajemnego zrozumienia.
    Ważnymi określeniami dla określenia przynależności kulturowej oraz państwowej są niemieckie zwroty “Heimat” oraz “Vaterland”:) O ile co do znaczenia zwrotu “Vaterland” nie ma wątpliwości o tyle znaczenie sowa “Heimat” jest nieco bardziej złożone. “Heimat” w wolnym tłumaczeniu to “mała ojczyzna”, czyli to co znajduje się w naszym najbliższym otoczeniu a co jednocześnie jest dla nas mentalnie i kulturowo bardzo bliskie. Taka “mała ojczyzna” może obejmować cały powiat, kilka miejscowości, jedną ulicę, czy wreszcie pojedyncza (tę naszą posesję). Na terenie “małej ojczyzny” czujemy się dobrze, jesteśmy “u siebie”, praktykujemy swoje zwyczaje, przyzwyczajenia, posługujemy się swoim językiem. Taki “Heimat – mała ojczyzna” może znajdować się wszędzie: w Brazylii, na Morawach, Wielkopolsce, Litwie, czy Orawie. Tylko od nas zależy czy ten “Heimat” mentalnie będzie nosił znamiona polskości, czy też nie. To jest nasz osobisty (często niełatwy) wybór.
    Prawda jest taka, że Polska jako “mała ojczyzna” możne znajdować się gdziekolwiek jesteśmy, ponieważ jest takie mentalne zapotrzebowanie, bo tak chcemy

  90. marek mówi:

    Budzik
    “Wprawdzie są oceniani dosyć „srogo” przez mieszkańców pozostałych Województw…”

    Ja nie spotkałem się w Małopolsce z jakimiś negatywnymi stereotypami na temat Wielkopolan. Zresztą co do “oszczędności”, to nie jest to nam cecha obca.

  91. Senbuvis mówi:

    Budzik – piszesz, przynajmniej dla mnie, oczywiste oczywistości. Tylko, że to nie jest dyskusja:)

  92. Budzik mówi:

    Marek 89
    Jeśli o “oszczędności” krakowsko – poznańskiej piszesz, to brakuje już do trio oszczędności szkockiej:)

  93. Budzik mówi:

    Senbuvis 90
    Jeśli to jest “oczywista oczywistość” a zarazem brak w nim “paliwa” do dyskusji, to jestem całkowicie spokojny, wręcz zrelaksowany:)

  94. pani mówi:

    Marku, bardzo dobra widomość ” …Instytut już istnieje, ale jako stowarzyszenie. Tymczasem wydaje mi się, że powinna to być placówka naukowa,…” Napisz o tym instytucie nieco szerzej. A najważniejsze, napisz jakie twoje z nim relacje. Myślę że jako stowarzyszenie społeczne Instytut ma swoje walory.Można go zarejestrować już teraz w Wilnie.
    podobnie przepisy nasze obecnie temu sprzyjają. A i AWPL w samorządzie. Znajdziemy lokal i w stołecznym mieście Wilnie będzie siedziba. W Wilnie siedziby chcą mieć także inne społeczno-historyczne instytuty. Jestem zwolenniczka rejestracji takich instytucji w Wilnie. Dla nas to było by prawdziwe Odrodzenie. !!!

  95. pani mówi:

    Budziku te wszystkie walory “Wielkopolanie szczycą się swoją przedsiębiorczością, rzetelnym podejściem do pracy, oszczędnością itd. ” – są tu w rossypce. …przedsiębiorczość …- posowiecka zabiła rzetelne podejście do pracy. W powszchnym odbiorze to rzeczy nie do pogodzenia. !?!? Z rzetelnym podejściem tu wylecisz i z biznesu i z pracy. Oszczędność w orbicie ru nowobogackich wpływów jest wyśmiewana. Zwłaszcza wśród naszych Polaków [ulegają rosyjskości m.in. w ten sposób]. Jak mogę promuję i propaguję tu oszczędność i z tego powodu najbliższa i dalsza rodzina, znajomi Polacy myślą i mOwią że jestem niespełna rozumu, wariatką, nieprawdziwą Polką czy …Litwinką. W tej sytuacji mOwię – “Tak jestem Litwinką.” Więc, dobrze by było gdy by te wielkopolskie wartości zaistniały by u nas JAKO PRAWDZIWE POLSKIE. W Poznaniu w Domu Polonii istniaLa kiedyś komurka heraldyczna. MiaLam nawiązć z nia kontakt. I jeszcze jedna sprawka została mi w Poznaniu, pośrednio związana z tymi wartościami, z tym wpływem euro mieszczańskiej kultury na jej szersze kręgi. Strasznie cierpie z powodu zagubienia tych wartości. Dwie ostatnie z wymienionych przez ciebie jeszcze niedawno byLy uznawanymi walorami i tu. Ojcec je posiadał.

  96. Kmicic mówi:

    do Pani:
    Trzeba przyznać oszczędnym Poznaniakom ,że pobili ogólnopolski rekord przy kweście na rzecz Narodowej Mekropolii na Rossie.
    Na Wileńszczyznę nie szczędzą grosza.

  97. Kmicic mówi:

    do Pani:
    Tez jestem przekonany ,że rejestrowanie w Wilnie wszelkich aktywnych(!) instytucji z Macierzy byłoby odrodzeniem dla Wileńszczyzny.

  98. hmm mówi:

    co do Traktatu Narewskiego z 1704 roku, to też jest napisane:
    “Wszem wobec i każdemu z osobna, komu o tym wiedzieć należy. Ponieważ całemu Chrześcijaństwu dobrze to jest wiadomo jako in antecessum Korona Szwedzka, bez żadnego sprawiedliwego pretekstu upatrzywszy porę i pogodę, kiedy Rzeczpospolita Polska i Monarchia Moskiewska trudnościami i wojnami implikowane były pod ten czas swoich szukała korzyści.”

    Traktat wieczystej przyjaźni między Rosją a Rzecząpospolitą 24 lutego 1768
    “W imię Świętej nierozdzielnej Trójcy. Lubo między Najjaśniejszą Rzecząpospolitą Polską, i Imperium całej Rosji, trwa szczęśliwie według traktatu roku 1686 wieczny pokój”
    i strona tytulowa traktatu
    http://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Plik:Traktat_gwarancyjny_1768.PNG&filetimestamp=20070302122817

  99. pani mówi:

    96.Kmicic, Styczeń 30, 2012 at 20:59 –

    do Pani:
    Trzeba przyznać oszczędnym Poznaniakom ,że pobili ogólnopolski rekord przy kweście na rzecz Narodowej Mekropolii na Rossie.
    Na Wileńszczyznę nie szczędzą grosza.- Chwalebne. Myslę ze obecnie zasili Poznań potomkowie repatryantów z Zielonogórskiego i inn. Tam wielu rodaków i krewnych otrzymało przytułek po wojnie. Przypuszczam że pokolenia wnuczęte w Poznaniu studiowali i pracowali.// Kmicicu barszo się cieszę też że podzielasz moje wizje o odrodzeniu polskości w naszym mieście stołecznym i jego okolicach. To budujące! Napawa nadzieją że pomożesz.

  100. Senbuvis mówi:

    hmm – w poście 66 napisałem przecież:
    “Oczywiście używano wtedy także nazwy Rzeczpospolita Polska, ale żeby twierdzić, że to Jasienica jest autorem nazwy RON to … pozostawię bez komentarza”

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.