6
Inwestowanie w sztukę na Litwie coraz bardziej popularne

image-42859

W wyborze dzieł sztuki ludzie najpierw się kierują zmysłem estetycznym, a potem znajomość ze sztuką kontynuują już jako bardziej wyrafinowani koneserzy sztuki Fot. Marian Paluszkiewicz

Jeżeli na Litwie inwestycje w nieruchomości, złoto czy akcje spółek nikogo nie zadziwiają, lokowanie pieniędzy w dzieła sztuki wciąż pozostają mało poznanym obszarem. Eksperci określają litewski rynek dzieł sztuki jako minimalistyczny, ale jednocześnie dodają, że to też ma swoje plusy.

Simona Makselienė, dyrektor Agencji Rynku Sztuki, zauważa tendencje ożywienia na rynku sztuki.

— Inwestycje w sztukę na Litwie stają się coraz bardziej popularne. Krąg osób stale nabywających różne dzieła sztuki stabilnie się poszerza. Choć wydawane kwoty nie dorównują najgłośniejszym na świecie aukcjom, jednak stale rosną — wyjaśnia w rozmowie z „Kurierem” dyrektor agencji od kilku lat przygotowującej aukcje dzieł sztuki.

Oczywiście, kryzys dotknął również kolekcjonerów. Jak podaje Agencja Rynku Sztuki, w 2008 r. średnia cena dzieł sprzedanych podczas aukcji wynosiła 7,4 tys. litów. W 2009 r. zmniejszyła się nawet do 2,5 tys. litów. Co prawda, już w tym roku podniosła się do 5 tys. litów.

W grudniu ub. roku odbyła się zorganizowana przez agencję 21. aukcja. Rekordową cenę zapłacono za pracę litewskiego klasyka modernizmu Leonasa Katinasa pt. „Wspomnienia z teatru”. Organizatorzy proponowali cenę wywoławczą w wysokości 7 tys. litów. W końcu sprzedano obraz za sumę 21 tys. litów. To największa kwota, jaką zapłacono na aukcjach za pracę tego artysty.

Tymczasem najdrożej w historii licytacji na Litwie sprzedano obraz Antanasa Žmuidzinavičiusa „Zgasły wulkan”. Na niego zawzięty kolekcjoner nie pożałował 67 tys. litów.

image-42860

Maciej Mieczkowski podkreśla, że na inwestycję w sztukę trzeba patrzeć długoterminowo Fot. Marian Paluszkiewicz

Pierwsza licytacja odbyła się przed pięcioma laty. Już podczas pierwszej aukcji obraz artysty Rimvidasa Jankauskasa-Kampasa został sprzedany za 17,5 tys. litów. Co prawda, wtedy ogółem sprzedano zaledwie trzy prace. A obecnie do nowych gospodarzy wędruje nawet do 40 proc. wystawionych na licytację dzieł.

Dwie aukcje sztuki — co prawda wyłącznie współczesnej — zorganizowała wileńska galeria  „Vartai”. Podczas drugiej licytacji sprzedano 300 dzieł sztuki, łącznie na sumę 34 tys. litów.

Litewski rynek sztuki dyrektor Agencji Rynku Sztuki określa jako bardzo mały, ale dodaje, że to też ma swoje dodatnie strony.

— Rynek sztuki na Litwie jest bardzo mały. Można go określić jako minimalistyczny. Ale to też ma swoje plusy. Przede wszystkim w tym, że ceny dzieł sztuki też są nieduże, w porównaniu z innymi krajami, w których rynek jest o wiele większy, przestronniejszy — akcentuje Simona Makselienė.

Znany wileński plastyk Robert Bluj uważa, że na Litwie odczuwa się brak ludzi oswojonych z tradycjami kolekcjonowania sztuki.

image-42861

Coraz więcej ludzi w dobie masowych produkcji zaczyna szukać właśnie w sztuce czegoś oryginalnego i niepowtarzalnego Fot. Marian Paluszkiewicz

— Oczywiście, są miłośnicy sztuki, są kolekcjonerzy dzieł sztuki. Ale jest to raczej nieduże grono. Myślę, że wiąże się to z tym że na Litwie po prostu brakuje ludzi wychowanych w tradycjach kolekcjonowania sztuki. Wolimy czasem kupić telewizor czy nawet naczynie za krocie. Takie inwestycje w kategorii ogólnej będą bardziej zrozumiałe. Bardziej je oceni otoczenie, na co też — nie ukrywajmy — liczymy — rozważa w rozmowie z nami artysta. Ale zaraz dodaje, że coraz więcej ludzi w dobie masowych produkcji zaczyna szukać właśnie w sztuce czegoś oryginalnego, niepowtarzalnego.

— Konsumpcja tak daleko się posunęła, że tyle rzeczy się produkuje i wszystko jest takie podobne do siebie, takie jednakowe. Dlatego ludzie zaczynają się doszukiwać czegoś oryginalnego, jedynego w swoim rodzaju. Tego często szukają i znajdują w dziełach sztuki — uważa Bluj.

Jak mówi, często w wyborze dzieł sztuki ludzie najpierw się kierują zmysłem estetycznym, a potem znajomość ze sztuką kontynuują już jako bardziej wyrafinowani koneserzy sztuki, doszukujący się w pracach artystów również treści intelektualnych, które ze sobą niosą. Z czasem również jako kolekcjonerzy.

Jak zaznacza Robert Bluj, jeśli chcemy kupić obraz malarza mającego imię, znanego na arenie międzynarodowej, trzeba liczyć się z wydatkiem rzędu od 1000 euro wzwyż.

Maciej Mieczkowski, zastępca dyrektora polskiej galerii artystycznej w Wilnie „Znad Wilii”, jest przekonany, że inwestycje w sztukę się opłacają.

— Jeszcze przed kryzysem zauważyłem, że do galerii przychodzili ludzie i kupowali nietanie obrazy. W cenie wyższej niż średnia krajowa. Wtedy jeszcze sobie pomyślałem, że pewnie inwestują, bo wiedzą, że kiedyś to mogą sprzedać i dobrze na tym zarobić —  mówi Mieczkowski.

Podkreśla jednak, że na taką inwestycję trzeba patrzeć długoterminowo, czyli trzeba się liczyć z tym, że obraz się tak szybko nie sprzedaje, jakbyśmy tego chcieli, ale podkreśla, że bez wątpienia inwestować warto.

— Jak jest naprawdę ciekawe dzieło dobrego autora i zwłaszcza jeśli ten autor potem już niczego nie namaluje, to takie obrazy zyskują na wartości — zaznacza.

Jest jednak przekonany, że trzeba kupować przede wszystkim obrazy, które się podobają.
— Rekomendowałbym kolekcjonować tylko te obrazy, które się podobają. Bo to my na nie patrzymy. Jeżeli jest nieciekawy — to po co go mieć… Przeważać musi zmysł estetyczny. Przecież każdy z nas posiada jakieś obrazy i myślę, że niewielu by się chciało z nimi rozstawać dla pieniędzy. Raczej w skrajnych wypadkach — uważa Mieczkowski.

Jeśli chodzi o dobór obrazów w galerii „Znad Wilii”, mówi, że starają się balansować pomiędzy jakością, ceną i gustem.

— Musimy balansować pomiędzy możliwością sprzedania i tym, żeby te dzieła były dobre. Trudno mówić o tym, czy się obraz będzie dobrze sprzedawał, bo czasem cenione obrazy nie cieszą się popularnością. Ale zrobiłem taki wniosek dla siebie — że każdy obraz ma swego klienta — jest przekonany i przytacza przykład, kiedy to jesienią ub. roku do galerii zawitał słynny amerykański aktor i reżyser John Malkovich i kupił obraz pewnego wileńskiego autora, który przez dłuższy okres nikogo nie zainteresował…

W dziełach sztuki — zdaniem ekspertów — warto ulokować część oszczędności, bo ich cena nie zależy od wydarzeń gospodarczych ani politycznych, ale jest trwała. Simona Makselienė obala również mit, że inwestowanie w sztukę kojarzyć się musi wyłącznie z czymś elitarnym i trudno dostępnym.

— Nie, nie trzeba posiadać jakichś ogromnych kwot pieniężnych, żeby zacząć tego rodzaju inwestycje. Można zacząć gromadzić kolekcję od produkowanych seryjnie dzieł sztuki na papierze — grafikę, fotografię, akwarele, pastele. Są one w porównaniu tańsze. Nie zważając na to, że to pełnoprawne autorskie dzieła sztuki. Na pytanie, jakie dzieła zawsze się cenią, są popularne, odpowiada, że niezmiennie cieszy się popytem klasyka, która na stale weszła w historię sztuki.

Co decyduje o cenie dzieł sztuki? Makselienė jako główny czynnik wymienia popularność i imię autora. Jak mówi, liczy się też przede wszystkim wartość artystyczna i historia sprzedaży danego dzieła. Jedną z decydujących roli odgrywa również czynnik rzadkości.


Zmienny rynek dzieł sztuki

Inwestując w dzieła sztuki, trudno jest robić prognozy, kiedy taka inwestycja się opłaci. Oczywiście, wartość dzieł bardzo znanych twórców może wzrosnąć i po miesiącu, ale i ta zasada nie zawsze działa na zmiennym rynku dzieł sztuki. Jednym z najgłośniejszych tego dowodem jest namalowany przez Vincenta van Gogha w 1890 r. obraz  „Pola”. Na aukcji w listopadzie 2007 r. zamierzano go sprzedać za 28-35 mln USD. Ale wywołujący dużo emocji obraz nikogo nie zainteresował i nie został sprzedany.

Tymczasem na rynku dzieł sztuki jest ogromna liczba przykładów sukcesu. Na przykład namalowany przez Andy’ego Warhola portret Elizabeth Taylor „Liz”, który w 2001 r. aktor Hugh Grant nabył za 3,6 mln USD, w roku 2007 przez dom aukcyjny „Christie’s” został sprzedany za 23,5 mln USD. Kolejnym przykładem jest Damien Hirst, angielski artysta awangardowy, którego dzieła są sprzedawane za miliony euro, choć krytycy wątpią w ich wartość artystyczną. Artysta ten stale jest krytykowany przez krytyków sztuki, jednak ze swoich prac ma ogromne dochody.


Najdroższe dzieła litewskich autorów

„Zgasły wulkan” (Antanas Žmuidzinavičius) — 67 tys. Lt
„Miasto bajek księcia” (Kazys Šimonis) — 45 tys. Lt
„Martwa natura z owocami” (Tymonas Niesiolovskis) — 39 tys. Lt.
„Pasterz u wrót bajki” (Kazys Šimonis) — 34 tys. Lt.
„Magni Ducatus Lithuaniae caeterarumque regionum illi adiacentium exacta descriptio” (Mikalojus Kristupas Radvila Našlaitėlis) — 33 tys. Lt
„Bogini Jūratė” (Kazys Šimonis) — 30 tys. Lt
„Palūšė” (Jonas Čeponis) — 26 tys. Lt
„Wspomnienia z teatru” (Leonas Katinas) — 21 tys. Lt
„Bez nazwy” (Rimvidas Jankauskas-Kampas) — 17,5 tys. Lt
„Zagroda” (Bronius Murinas) — 17 tys. Lt

6 odpowiedzi to Inwestowanie w sztukę na Litwie coraz bardziej popularne

  1. chaim mówi:

    No i jakie dzielo sztuki pani Edyta sobie wybrala? Bo na zdjęciu to wygląda zadumana silnie:)

    P.S. Ladne osoby muszą miec wyrafinowane poczucie estetyki. Wierzę ze wybor pani Edyty byl trafny.

  2. Anonim mówi:

    Znani litewscy malarze Tymon Niesiołowski i Mikołaj Krzysztof Radziwiłł „Sierotka” to się chyba w grobie przewracają…

  3. schlange mówi:

    chaim – jaka był odpowiedź …?

  4. chaim mówi:

    Czekam. Taka to nasza męska dola nieszczęsliwa….

  5. schlange mówi:

    chaim – otóż to właśnie …

  6. Kmicic: mówi:

    Galeria Znad Wilii(jedyna polska galeria w Wilnie) jest cennym ośrodkiem życia artystycznego i intelektualnego . Mieści się w pięknym miejscu na wileńskiej starówce, każdy polski turysta powinien tam zajrzeć.- Obowiązkowo 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.