8
(Nie)właściwa interpretacja wypowiedzi ministra

Chociaż wypowiedź ministra Ažubalisa okazała się źle zinterpretowana, to jednak interpretacja ta nie odbiega od stanowiska prezydent Grybauskaitė, która stale broni reżimu Łukaszenki Fot. Marian Paluszkiewicz

Chociaż wypowiedź ministra Ažubalisa okazała się źle zinterpretowana, to jednak interpretacja ta nie odbiega od stanowiska prezydent Grybauskaitė, która stale broni reżimu Łukaszenki Fot. Marian Paluszkiewicz

Litwa coraz bardziej wchodzi w dyskurs wspólnej polityki zagranicznej Unii Europejskiej w jej relacjach z Białorusią, a ostatnio również z Ukrainą. Gdy Bruksela, głównie za sprawą Berlina i Warszawy, chce bardziej stanowczo naciskać ma białoruską dyktaturę, w relacjach z Kijowem o dyktaturze zaczyna mówić, decydenci litewskiej polityki zagranicznej bardziej stanowczo zaczynają bronić reżimów w Mińsku i Kijowie, często otwarcie stając po stronie tamtejszych władz. Czasami nawet zbyt otwarcie. Wczoraj minister spraw zagranicznych Audronius Ažubalis musiał tłumaczyć się opinii publicznej z ostrej swej wypowiedzi o białoruskiej opozycji, która — jak się okazało — wcale nie była wypowiedzią ministra.

Agencja BNS w poniedziałek podała, że minister w wywiadzie dla centrum „Carnegie Europe” ostro skrytykował wspieranie przez Zachód białoruskich sił antyreżimowych, a białoruskiej opozycji zarzucił brak jedności i klarownej perspektywy działań.

„Minister spraw zagranicznych Audronius Ažubalis twierdzi, że jest już zmęczony staraniami wspierania białoruskiej opozycji i proponuje utworzenie alternatywnego wobec Mińska centrum sił. — W rzeczy samej jestem zmęczony planami wspierania białoruskiej opozycji. Opozycja jest zróżnicowana. Nie ma ona jakiejkolwiek jasnej postawy, jak się należy przygotować do następnych wyborów — podała w poniedziałek agencja BNS zaznaczając, że adresatem wypowiedzi ministra było centrum „Carnegie Europe”.

Dziś, w specjalnym oświadczeniu MSZ, minister Ažubalis prostuje doniesienie agencyjne, zarzucając BNS, że jego wypowiedź została źle zinterpretowana. Jak zauważa się w oświadczeniu, minister nie wypowiadał się przeciwko wspieraniu opozycji, lecz przeciwko dużej ilości planów, które jak na razie nie dają namacalnych wyników.

„Zarówno ja osobiście, jak też kierowane przeze mnie Ministerstwo Spraw Zagranicznych pracowaliśmy i nadal pracujemy czyniąc maksymalne starania, żeby procesy demokratyczne na Białorusi stały się nieodwracalne — czy to dotyczy współpracy w tym zakresie ze społeczeństwem obywatelskim, czy z opozycją, czy też wspólnej w tym zakresie pracy z naszymi partnerami międzynarodowymi” — w swoim oświadczeniu tłumaczy się minister.

Tymczasem poseł Mečislovas Zasčiurinskas z grupy parlamentarnej „Za demokratyczną Białoruś” uważa, że na Litwie czasami przesadza się nie tylko w mówieniu o wspieraniu białoruskiej opozycji, ale również we wspieraniu jej.

— Wszystko zależy od tego, co uważamy za to „wsparcie”. Bo jeśli mówimy o dyktowaniu warunków władzom białoruskim, czy też o wspieraniu finansowym opozycji, to nie tędy droga. Musimy Białorusinów wspierać przede wszystkim swoim przykładem, żeby oni widzieli alternatywę, ale w każdym bądź razie wybór należy do nich — mówi „Kurierowi” poseł Zasčiurinskas. Zauważa też, że białoruskie społeczeństwo jest „nawet nie w połowie drogi” do społeczeństwa demokratycznego, dlatego czeka je jeszcze długa droga.

— My zaś możemy jedynie swoim przykładam wspierać swoich sąsiadów — mówi poseł. Jego zdaniem, najlepszym wsparciem dla procesów demokratycznych na Białorusi byłoby zniesienie — nawet jednostronnej — wiz dla Białorusinów.

Zasčiurinskas, który jak zaznacza, nie jest od wielkiej polityki, szczerze ma też zastrzeżenia wobec białoruskiej opozycji.

— Co najmniej nie rozumiem zachowania się opozycji, która zamiast jednego, dwóch wspólnych kandydatów w wyborach prezydenckich wystawia aż dziewięciu — zauważa poseł.

Szczere też i nie zawsze dyplomatyczne zastrzeżenia wobec białoruskiej opozycji ma również prezydent Dalia Grybauskaitė, która w swoim czasie bez nadinterpretacji mediów otwarcie krytykowała białoruską opozycję i broniła reżimu Łukaszenki.

Według doniesienia „Reutersa”, w listopadzie 2010 r., podczas zamkniętego spotkania z ambasadorami krajów UE prezydent Grybauskaitė miała oświadczyć, że „prezydent Łukaszenka jest gwarantem gospodarczej i politycznej stabilności Białorusi oraz gwarantem jej niepodległości”.

„Opozycja jest niepoważna i nie ma żadnych szans. A. Łukaszenka mógłby wygrać 99 procentami, ale wygra 75 procentami, żeby dogodzić Unii Europejskiej” — „Reuters” cytował wypowiedź Grybauskaitė. Urząd prezydenta nie skomentował wtedy doniesień agencyjnych, ale też im nie zaprzeczył. Tymczasem rok później prezydent Grybauskaitė już otwarcie oburzała się na białoruskich dysydentów, że potrafią jedynie żebrać pieniądze i że są wspierani przez Moskwę.

„Gdy rozmawiasz albo słyszysz, o czym rozmawiają niektórzy przedstawiciele opozycji, to najczęściej nie słychać, że ich priorytetem i celem jest Białoruś niezależna. Tego prawie nie słyszymy. Słyszymy najczęściej, że potrzeba więcej pieniędzy oraz że Rosja w zasadzie jest przyjacielem — we wrześniu 2011 roku mówiła prezydent Dalia Grybauskaitė, która przez miński reżim jest często nazywana „prawdziwym przyjacielem prezydenta Łukaszenki”.

Tymczasem niektórzy litewscy analitycy podkreślają, że „przyjaźń” litewskiej prezydent wobec białoruskich władz jest podyktowana interesami litewskiego biznesu, który od kilku lat intensywnie inwestuje za południowo-wschodnią granicą.

Ta sama sytuacja generuje stanowisko litewskiej prezydent wobec władz na Ukrainie, gdzie litewski kapitał ma również rozległe interesy. Wczoraj prezydent oświadczyła, że Unia powinna nabrać się cierpliwości i kontynuować politykę wciągnięcia Ukrainy w obszar interesów europejskich.

8 odpowiedzi to (Nie)właściwa interpretacja wypowiedzi ministra

  1. laik mówi:

    jaki kraj tacy politycy (ha ha ha ha)

  2. Wereszko mówi:

    „przyjaźń” litewskiej prezydent wobec białoruskich władz jest podyktowana interesami litewskiego biznesu”.

    A czym jest podyktowana przyjażń niemiecko-rosyjska? albo amerykańsko-chińska? itd. Nie interesami niemieckiego,rosyjskiego,amerykańskiego,chińskiego biznesu? Tzw. Zachodowi nie przeszkadzało “łamanie praw człowieka” w Chinach w czasie Olimpiady,ale przeszkadza nagle traktowanie pięknej Julii na Ukrainie w przeddzień Euro? Czysta hipokryzja!

  3. Jan mówi:

    Fajna “trójca”.Powinni razem rządzić.

  4. Astoria mówi:

    Skoro – jak wynika z niedawnego badania opinii publicznej -większość obywateli Litwy preferuje dyktaturę od demokracji, to nie powinno dziwić, że polityka zagraniczna Litwy to odzwierciedla.

  5. Zagłoba mówi:

    Grybauskaitė: “Łukaszenka jest gwarantem gospodarczej i politycznej stabilności Białorusi oraz gwarantem jej niepodległości.”
    Pani prezydent czyni i wygaduje takie głupoty, że właściwie już nic nie dziwi. Pełniona funkcja zdecydowanie przekracza jej możliwości intelektualne i “talenty” polityczne.

  6. Wereszko mówi:

    Zagłoba
    “Grybauskaitė:„Łukaszenka jest gwarantem gospodarczej i politycznej stabilności Białorusi oraz gwarantem jej niepodległości.”

    Ta cała białoruska opozycja to są przeważnie jacyś socjaliści,komuniści,socjaldemokraci,euroentuzjaści itp.lewactwo. Nie daj Boże żeby oni doszli tam do władzy.Nie życzę tego Białorusinom.Raz dwa sprzedadzą BY w ręce globalistów i będzie taki sam bajzel jak w RP.

  7. Wereszko mówi:

    Astoria:
    “większość obywateli Litwy preferuje dyktaturę od demokracji, to nie powinno dziwić, że…”

    Jeśli WIĘKSZOŚĆ preferuje tzn. że preferuje DEMOKRATYCZNIE,czyż nie? Jeśli większość zdecyduje że woli dyktaturę od demokracji, to mamy tam wysłać “bratnią pomoc” i zdusić demokrację?

  8. Astoria mówi:

    @ Wereszko:

    Mieliśmy już dyskusję w tym temacie, więc jeszcze raz powtórzę, że istotą demokracji nie jest preferencja większości czy tzw. “wola ludu”. Gdy większość gwałci prawa mniejszości, to nie jest to demokracja, ale jej przeciwieństwo – tyrania. Gdyby – czysto hipotetycznie – większość na Litwie zdecydowała, że należy wymordować polską lub cygańską mniejszość, to każda demokracja na kuli ziemskiej miałaby moralne prawo i obowiązek do tego niedopuścić.

    Demokracja jest techniką rządzenia, której celem jest wyłonienie reprezentantów obywateli z pomocą najprzeróżniejszych metod. Ci reprezentanci otrzymują mandat do sprawowania władzy, gdyż w dużych społecznościach niemożliwym jest bezpośrednie rządzenie przez wszystkich – sposobem np. permanentnego referendum w każdej sprawie.

    Demokracje dają obywatelom głos w wyborach, ale bronią się przez nieodpowiedzialnym głosem “motłochu”. Np. w USA to nie większość wyborców decyduje o wyborze prezydenta, ale Kolegium Elektorów, które nie musi zgodzić się z opinią większości. O wyborze Busha na prezydenta w roku 2000 zdecydował wręcz w kontrowersyjnej decyzji Sąd Najwyższy, a nie wyborcy. W systemie angielskim zwycięża ten, który zdobywa największą liczbę głosów – co w praktyce może znaczyć, że do Parlamentu wejdzie ktoś, na kogo głosowało tylko 10% wyborców, a 90% na innych kandydatów, z których żaden nie uzyskał więcej głosów od zwycięzcy. Czy taki zwycięzca reprezentuje “wolę ludu” z 10-procentowym mandatem?

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.