6
Festiwal „Kwiaty Polskie” — święto wiary i patriotyzmu

Urok i mistrzostwo "Zgody" Fot. Marian Paluszkiewicz

Mamo, szybciej, szybciej! Już idą. Nie zdążymy…”. Malutki Pawełek nie może ustać na miejscu, by nie przeoczyć barwnego pochodu, który to w niedzielne południe dosłownie opromienił wszystkimi kolorami tęczy główną ulicę Niemenczyna.

Z domów wylegli wszyscy mieszkający nieopodal, a wielu dołączyło się do tego barwnego korowodu, którego trasa wiodła w stronę amfiteatru pod gołym niebem, na którym dokładnie o godzinie 13.00 rozpoczął się maraton koncertowy. Maraton występów artystycznych w ramach XIX Międzynarodowego Festiwalu Kultury Polskiej „Kwiaty Polskie”. Festiwalu, który narodził się w roku 1989 — w roku odrodzenia Litwy, kiedy to jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać nowe zespoły. Potrzebne więc było święto, by uczestnicy zespołów artystycznych mogli pokazać swój dorobek, by widz miał okazję do wzruszeń artystycznych, a wszyscy — okazję do spotkania w tej wielkiej polskiej rodzinie.

Ks. Ryszard Umański z Częstochowy Fot. Marian Paluszkiewicz

Bo, że jest to święto patriotyzmu, święto ogromnego przywiązania do swej ziemi, podkreślają tradycyjnie wszyscy goście z Macierzy, którzy w takich imprezach mieli okazję uczestniczyć.

„Kwiaty Polskie” chociaż zwiędną nie zginą, nawet burza tylko zegnie ich kształty” — tymi słowami z piosenki „Biało–czerwone kwiaty” powitał zebranych pomysłodawca i stały organizator tego festiwalu dr Jan Mincewicz.
Wyglądałoby, że musiałyby zwiędnąć, gdyż kilka lat z rzędu festiwalu nie było. Odrodził się po pięciu latach — bardziej liczny, na wyższym jeszcze poziomie i zaszczycony przez udział wielu dostojnych gości. A takimi byli: Janusz Skolimowski, ambasador RP na Litwie, Longin Komołowski, prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, Helena Miziniak, honorowy prezydent Europejskiej Unii Wspólnot Polskich w Londynie, poseł do parlamentu europejskiego Waldemar Tomaszewski, Leonard Talmont, poseł na Sejm Republiki Litewskiej, Maria Rekść, mer rejonu wileńskiego, Zdzisław Palewicz, mer rejonu solecznickiego i inni.

Barwny pochód opromienił wszystkimi kolorami tęczy główną ulicę Niemenczyna Fot. Marian Paluszkiewicz

Pierwszą część liturgiczną „Niech zstąpi Duch Twój” poprzedziła polska katolicka pieśń religijna „Boże, coś Polskę” — ten hymn uczuć patriotycznych, który to po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku konkurował z Mazurkiem Dąbrowskiego o uznanie za państwowy. I jaki inny utwór bardziej by pasował na tę okazję — okazję, kiedy to splotły się w jedno dwie najważniejsze dla każdego człowieka wartości — wiara i patriotyzm. Podkreślił i rozwinął tę myśl w wygłoszonej homilii ks. Ryszard Umański z Częstochowy, celebrans Mszy Świętej polowej, która tradycyjnie jest nieodzowną częścią składową „Kwiatów Polskich”.

Tak też było tym razem. Wypełniony po brzegi amfiteatr na ten czas przeistoczył się w ogromną świątynię, z której to popłynęły słowa naszego wielkiego już nieżyjącego rodaka — 0jca Świętego, którymi to nieco je parafrazując rozpoczął liturgię ks. Ryszard Umański przybyły z Częstochowy.

Na scenie pod otwartym niebem Fot. Marian Paluszkiewicz

„Niech zstąpi Duch Twój i odnowi tę ziemię, wileńską ziemię. Dobrze być tu z wami, gdzie czuje się wielką wiarę w Jezusa Chrystusa i wielki patriotyzm. To wielki zaszczyt celebrować Mszę Świętą na ziemi, gdzie zachowane i tak wiernie strzeżone są wartości najważniejsze dla każdego człowieka — wiara i patriotyzm” — z wielkim wzruszeniem mówił kapłan.

Nic więc dziwnego, że po tak pięknych słowach wielu uczestników, szczególnie starszego pokolenia, ocierało łzy, nie oparli się wzruszeniu nawet młodzi, co prawda udając, że to krople deszczyku, który na chwilę zawitał do Niemenczyna — zwilżyły ich twarze.

Deszczyk, na szczęście chwilowy, nie przestraszył ani uczestników święta, ani widzów — trochę co prawda scenę zmoczył, tym niemniej z wielkim entuzjazmem rozpoczęła się druga część festiwalu — artystyczna — opatrzona nazwą „Biało–czerwone kwiaty”. Ten utwór wykonały połączone chóry wraz z solistą Janem Mincewiczem. Ano, zadziwił pan Jan zapewne nie jednego, bo chyba po raz pierwszy wystąpił także w tej roli. Wystąpił bardzo dobrze. Wielu twórców ludowych, którzy swoje stoiska z wyrobami nieopodal sceny mieli, porzucili je na chwilę i przyszli zobaczyć, kto ten utwór wykonuje.

Korowód taneczny zapełnil plac Fot. Marian Paluszkiewicz

Bo i jakiż by to był festiwal bez kiermaszu, bez tych cudeniek, które to wytwarzają twórcy ludowi, dla których rękodzielnictwo, tak jak dla artystów piosenka, taniec — jest nieodłączną częścią ich życia. Na kiermasz przybyli twórcy, których nazwiska są dla wielu bardzo dobrze znane, a ich prace od dawna podziwiane, jak też nowi — którzy na tak poważnym święcie mieli okazję zaprezentować się po raz pierwszy.

Stanisław Kaplewski, Władysław Ławrynowicz są stałymi uczestnikami prawie wszystkich pokazów. Cieszyli się, że po pięciu latach mieli okazję wystawić swe obrazy także na „Kwiatach Polskich”. Między innymi ich prace można obecnie obejrzeć także w muzeum w Borejkowszczyźnie, a 8 czerwca Stowarzyszenie Plastyków Polskich „Elipsa” zaprasza wszystkich do Domu Polskiego na obszerną retrospektywę działalności wielu plastyków polskich. Wycinanki, rzeźby, obrazy, wyroby na szkle ręcznie malowane — czy wszystko to wymienisz. Bo kiermasz jest też okazją, by można nie tylko gotowe wyroby obejrzeć, ale też zobaczyć, jak powstają. Właśnie taką szkołę tkactwa demonstrowała Lucyna Żdanowicz, która sztukę tkactwa poznała już w dojrzałym wieku. Tak samo jak garncarstwa. „Tak się doskonale ułożyło, moja praca w Muzeum Etnograficznym w Niemenczynie, no i ta pomoc przyjaciół z Polski, którzy kursy zorganizowali oraz nam krosna podarowali” — mówi pani Lusia.

Znany już na całym świecie zespół taneczny z Londynu „Karolinka”Fot. Marian Paluszkiewicz

Jakże się chciało do każdego stoiska podejść, wyroby obejrzeć, miodu, który to prezentowali i sprzedawali pszczelarze rejonu wileńskiego, pod kierownictwem Mariana Rynkiewicza — spróbować. Ale przecież obok na scenie wirowały pary i zmieniały się melodie oraz zespoły.

O piękny wystrój sceny zadbała twórczyni z Glinciszek Margarita Czekolis. Trzy tygodnie wycinała te piękne wycinanki, które niby żywcem przyniesione kwiaty z ziemi łowickiej, „uwiły” ten 28– metrowy pas, który otoczył całą scenę.

Upiększyły ją również biało–czerwone balony, które wraz z rozpoczęciem święta uniosły się do góry. Niektóre zawisły na wiekowych sosnach — tym samym jeszcze bardziej przyczyniły się do i tak świątecznego wystroju.
Zrelacjonować popisy zespołów nie sposób. Nie sposób wyróżnić jakikolwiek zespół, bo wiadomo przecież, ile wysiłku musieli włożyć, by wystąpić na tak poważnej imprezie, jaką tradycyjnie jest Międzynarodowy Festiwal Kultury Polskiej „Kwiaty Polskie”. W tegorocznym, XIX, wzięło udział ponad 1 000 uczestników, występy których widz mógł obejrzeć zarówno w połączonych, jak też w pojedyńczych, poszczególnych numerach.

Jeden z akcentów przemarszu Fot. Marian Paluszkiewicz

Niewątpliwie widz szczególnie oczekiwał na występ gości, którzy dla niemenczynian mieli okazję w przededniu festiwalu zaprezentować swój dorobek. W sobotę w Ośrodku Kultury w Niemenczynie wystąpiły zagraniczne zespoły — laureat wielu festiwali i konkursów międzynarodowych — taneczny zespół „Białe Skrzydła” z Mołodeczna oraz z Grodna chór „Sursum Corda”. No i znany już na całym świecie zespół taneczny z Londynu „Karolinka”. Wczoraj kolektywy z Białorusi miały także koncert w Domu Kultury Polskiej w Wilnie.

„Karolinka” musiała odjechać tuż po występie w Niemenczynie do kraju.

— Oczywiście, że wielka szkoda, że tak szybko odjeżdżamy z Litwy — powiedziała „Kurierowi” kierownik tego zespołu Jolanta Kutereba. — Sądzę jednak, że było to nasze pierwsze, ale nie ostatnie spotkanie z widzem wileńskim.
„Karolinka” ma już bogaty życiorys. Narodziła się w parafii Croydon Cryustal Palace w Londynie przed 34 laty. I w roku przyszłym obchodzić będzie już swe 35–lecie.

Z dumą niesiony emblemat szkoły Fot. Marian Paluszkiewicz

Założycielką tego zespołu była mama pani Jolanty — pani Maura, o życiu której, jak też jej męża Bronisława — tylko osobne książki pisać. Losy Polaków–Sybiraków wiodły poprzez różne kraje. Spotkali się i poznali w Londynie. Tu założyli rodzinę, doczekali dzieci, a po latach powodowani tęsknotą za wszystkim co polskie narodziła się „Karolinka” prezentująca tańce narodowe.

Odwiedzili wiele krajów. Na Litwę przybyli pierwszy raz, dzięki kontaktom osobistym z kierownikiem „Wileńszczyzny”, którego poznała pani Maura. A zespoły „Karolinka” i „Wileńszczyzna” zaprzyjaźniły się w Rzeszowie na Światowym Festiwalu Polonijnych Zespołów Folklorystycznych.

Ileż to takich kontaktów rodzi się także podczas takich świąt artystycznych. Niewątpliwie tak też było w Niemenczynie, na festiwalu, którego głównym organizatorem był reprezentacyjny zespół pieśni i tańca „Wileńszczyzna”, który zaprezentował m. in. występ tańców „weteranów” no i ich dzieci — występujących w „Perle” czy też „Jutrzence”.
Grupka dziewcząt, jak się później okazało, uczennice Niemenczyńskiej Szkoły Muzycznej, z zachwytem oglądała tańce maluchów.

„My będziemy śpiewać — mamy swój chór, który między innymi zdobył w rejonie wileńskim pierwszą kategorię — z dumą mówiły niemenczynianki, uczące się na co dzień w różnych szkołach i klasach tego miasta. Łączącym czynnikiem dla nich jest muzyka, poprzez którą bardzo dobrze się rozumieją i przyjaźnią.

Pani Leonarda Rabowicz, dawna wilnianka, obecnie mieszkająca w Niemenczynie, nie mogła ukryć zachwytu z popisów zespołów. „Szczególnie spodobały mi się tańce. Kiedyś w młodości byłam, jak to się mówiło, lekka do tańca, ale czasy były nie te. Zespołów polskich nie było. A teraz takie bogactwo talentów” — mówiła rozmówczyni.
Cieszy się, że festiwal ożył po pięciu latach. Dla niej to nie tylko doznania artystyczne, ale też spotkanie z koleżanką, która przyjechała także do Niemenczyna na festiwal.
A Ignacy Pieślak z Puczkałówki w niedzielę do Niemenczyna przyjechał swym zaprzęgiem konnym. Drugi raz przyjeżdża na taki festiwal w roli woźnicy — na swym Żoriku nie tylko dzieci powozi, ale też dorośli lubią sobie na wozie się przejechać.

Czyli, atrakcji było dla każdego. Ale niewątpliwie największą radością był ten liczny udział naszych rodzimych zespołów, zdolnych dyrygentów, którymi byli kierownicy zespołów, które były najlepiej przygotowane do święta.
Wszystko jednak co dobre musi się skończyć. A zakończył się festiwal już w godzinach wieczornych. Uwieńczyła go część „Polacy to jedna rodzina”, podczas której widz mógł się delektować Mazurem ze „Strasznego Dworu”, który zaprezentował zespół „Zgoda”, finałową polką — wykonaną przez połączone zespoły taneczne, no i nieśmiertelnymi już na naszej ziemi utworami „Jak długo w sercach naszych” oraz „Polacy to jedna rodzina”.

Podziękowania dla zespołów, wszystkich uczestników. No i sponsorom, dzięki którym „Kwiaty Polskie” zakwitły ponownie w Niemenczynie. Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska”, samorządowi rejonu wileńskiego, który obok zespołu „Wileńszczyzna” był głównym organizatorem festiwalu.

— Mamo, a czy ty mi kupisz taki piękny strój, jaki ma mój starszy kolega Staszek — prosi poznany przed świętem czteroletni Pawełek.

— Jak pójdziesz za kilka lat do szkoły, to może zaczniesz się uczyć tańca w naszej „Perełce”. Wtedy to i strój dostaniesz, i sam w przyszłości na takim festiwalu wystąpisz — odpowiada z nadzieją w głosie jego mama…

 

6 odpowiedzi to Festiwal „Kwiaty Polskie” — święto wiary i patriotyzmu

  1. tamty mówi:

    Niezmiernie sie ciesze, ze Kwiaty Polskie ponownie powrocily na Wilenszczyzne!

  2. Zbyś mówi:

    Można było przez Internet oglądać koncert na żywo.Wspaniale było zobaczyć,usłyszeć tyle fajnych zespołów.
    Brawo organizatorzy,brawo dla Pana Jana Mincewicza

  3. Introligator mówi:

    Dodam, że pogoda okazała się nader łaskawą. Jadąc na festiwal, jeszcze kilka kilometrów od Niemenczyna lało jak diabli, kiedy wjeżdżałem do miasteczka, na rozpoczęcie koncertu, tam tylko pokapywało i wkrótce i te opady ustały, w zasadzie przez cały kilkugodzinny koncert nie padało – można było w spokoju obejrzeć występy, a w przerwie zjeść np. szaszłyka, czy napić się piwa (to dla niezmotoryzowanych). Bardzo fajna impreza – publika dopisała, a repertuar artystów bardzo zróżnicowany i urozmaicony – mnie szczególnie spodobał się zespół bodajże z Mołodeczna na Białousi (o nazwie o ile dobrze pamiętam: „Białe Skrzydła”), który brawurowo wykonał m.in. taniec cygański, ale było też sporo innych fajnych w tym nawet jedna orkiestra, występująca z grupą taneczną (zdaje się, że z Podbrodzia). Ogólnie bardzo OK – wysiedzieliśmy z naszą „ekipą rodzinną” do samego końca, bo mimo, iż koncert lekko się przedłużył, to warto było go obejrzeć.

  4. Marian mówi:

    Piękna relacja z pięknymi zdjęciami. Cieszę się, że mogłem na żywo oglądać tę piękną, praktycznie całodzienną imprezę, lekko skropioną deszczykiem majowym. Cieszy mnie, że tylu ludzi mocno się poczuwa do swojej polskości, ma potrzebę bycia razem i że polskie zespoły tu i ówdzie rosną niczym te przysłowiowe grzyby po deszczu. Wielkie brawa wszystkim uczestnikom, a w szczególności dla szanownego Pana Jana Mincewicza. Bez niego nie byłoby ani Kwiatów Polskich, ani naszej kochanej “Wileńszczyzny”, ani wielu innych tak bardzo potrzebnych nam rzeczy. Serdeczne mu dzięki, niech żyje nam 100 lat!

  5. sharp mówi:

    Dziewczyny to mamy najpiękniejsze na świecie.
    Łabasy wam tylko popatrzeć !!!

Leave a Reply

Your email address will not be published.