5
Zawsze wierni „Piątce”: Gdybym został sam…

Zeszłoroczne spotkanie przy starym gmachu szkoły nr. 5. Tylu nas było w roku ubiegłym Fot. Jerzy Karpowicz

Jaką moc powinna posiadać wspólnota ludzi jednej szkoły, skoro z nadejściem każdej wiosny już niejednego z nich nurtuje pytanie — czy tego lata przy swej rodzimej szkole na Piaskach znów spotkamy się?

Pyta o to w swym liście do nas dziś mieszkający w Łodzi Czesław Basłyk, dzwoni jak co roku na wiosnę Weronika Wojnicz z Olsztyna z tym samym pytaniem, nie opuściła żadnego spotkania Regina Woronkówna z Pruszkowa i tym razem jedynie prosi — „dajcie znać”. Wanda Ładówna z Warszawy, Stefan Śnieżko z Olsztyna, Stanisława Kowalewska ze Szczecina też czekają na sygnał. Spotykani przy różnych okazjach wilnianie również czekają na informację.

I to jest właśnie fenomen tej naszej wileńskiej wspólnoty szkolnej. Spotkać się przy gmachu dawnej szkoły, gdzie nadal widnieje nad drzwiami wejściowymi płaskorzeźba św. Krzysztofa, stanąć do wspólnego zdjęcia, pospacerować korytarzami szkolnymi, co prawda od lat już nowego gmachu „Piątki”, zajrzeć do muzeum szkolnego, posłuchać wspomnień, najpierw w auli szkolnej, a potem przy herbatce. Tak się już utarło podczas ostatnich lat. Odbywa się ta uczta duchowa ostatniej niedzieli czerwca o godz. 15.00.
Tak też będzie tego roku.

Jednak na czym polega ta nasza niegasnąca chęć bycia razem? Tych zwłaszcza byłych uczniów, co ukończyli szkołę przed 65-50 laty. Tak, wspomnienia mają swoją moc. Wspomnienia młodości, całkiem niebeztroskiej. Bo były to lata powojenne, często o głodzie i chłodzie przemierzało się całe miasto, by dotrzeć do swej budy. Bo była jedyną polską średnią, która uczyła nie tylko twierdzeń matematycznych i zjawisk fizycznych, ale przede wszystkim uczyła wytrwania w polskości. Obecny na jednym ze spotkań ks. Tadeusz Jasiński, również absolwent „Piątki”, ale lat młodszych, powiedział, że „ciągnie was do szkoły, bo żyliście życiem duchowym”. Jakże trafne określenie.
A życie duchowe — to przecież taki dom w Kolonii Magistrackiej przy Szosie Niemenczyńskiej, gdzie każdy uczeń tej szkoły znalazł tu swoją duchową przystań, bo Pani Janina Strużanowska i jej dzieci Hanna i Jerzy, również uczniowie tej szkoły, potrafili tu stworzyć dla nich święto niczym w domu rodzinnym. To słuchanie wykładów takich niezapomnianych profesorów jak Stanisława Pietraszkiewiczówna, prawnuczka filomaty Onufrego, Aleksander Jabłoński, który nie tylko wykładał historię, nie zawsze jak wymagała sowiecka interpretacja, ale też jakże odważnie bronił na sądzie chłopaków, sądzonych za „antysowiecką działalność”, to niezwykle uroczy profesor chemii Ludwik Kuczewski, to nieco dziwaczna i wielce poczciwa panna Untenówna, która nie wyrzekła się wiary, za co była zwolniona z pracy, podobnie jak to było w przypadku wykładowczyni łaciny Salomei Sucharewiczowej. To niezapomniana dyrektor Kazimiera Likszanka, w przeszłości żołnierz legionów i AK, zwolniona z pracy dlatego, że uczniowie szkoły stanęli na wartę przy grobie Matki i Serca Syna, to polonistki Eleonora Tomaszewska czy Maria Czekotowska, to niezwykle sympatyczny nieco naiwny matematyk Bolesław Święcicki. Nie ma ich wśród nas, ale byli to ludzie niezwykli, a każdy z nich to potęga duchowości.
Dlatego też tak się chce o nich pamiętać, powspominać wydarzenia poważne i śmieszne. Chociażby o tym, jak powstawał polski ruch artystyczny, który potem stanowił podłoże dla przyszłej „Wilii”, a o tym mogą opowiedzieć jak najbardziej Zosia i Jasia Suboczówny, Czesia Ingielewicz. O tym, jakie szczyty osiągali uczniowie tej szkoły w sporcie całego kraju — to działka Staszka Krzywickiego, bo był to sportowiec znakomity, o takich rodzinach stanowiących legendę patriotycznej dzielnicy Kolonii Wileńskiej jak Kamy Malawkówny czy Heleny Hołubówny — to temat niewyczerpany. I o tym, jak Jan Pakalnis z inicjatywy najbliższych kolegów niezapomnianych wilnian — lekarza okulisty Olgierda Korzenieckiego i pedagoga Zbigniewa Rymarczyka zaczął zbierać archiwum szkolne. Dorobił się wyjątkowo bogatych zbiorów, pieczołowicie przechowywanych w domu na Zarzeczy.

Dla Pana Jana wspólnota „Piątki” jest czymś w życiu bardzo ważnym. Nadal nie może się zgodzić, z tym , że odeszli jego najbliżsi przyjaciele klasowi z promocji 1950 roku — Oleś i Zbych. Tych ludzi uczuciowo związanych z piątą szkołą dewizą było (a i jest ): „Być bohaterem przez minutę czy godzinę jest łatwiej niż w cichym heroizmie nieść naszą codzienną monotonną pracę, za którą nikt nie pochwali, która nikogo nie zainteresuje. Kto tę codzienność znosi i zostaje człowiekiem, ten jest prawdziwym Bohaterem”.
Pan Jan powiedział: „Gdybym pozostał sam spośród naszych absolwentów, to i tak przyjdę w tym wyznaczonym dniu — ostatniej niedzieli czerwca pod swoją szkołę”.
Takie uczucie podziela wielu z nas.

DO SPOTKANIA!

Szanowni absolwenci lat 1946-60 Piątej Szkoły Średniej (dziś im. J. Lelewela)!
Spotykamy się 24 czerwca 2012 roku o godz. 15.00 na podwórzu dawnej „Piątki” na Piaskach.
Chętnych przedłużyć spotkanie przy herbatce prosimy o kontakt telefoniczny w Wilnie, tel. 244 37 71 do dnia 18 czerwca.

Krystyna Adamowicz
w imieniu grupy inicjatywnej „Zawsze wierni »Piątce«”

5 odpowiedzi to Zawsze wierni „Piątce”: Gdybym został sam…

  1. jeing mówi:

    Chyba spotkać się 24 czerwca 1912 roku o godz. 15.00 nie uda się :D. No najwyżej jakaś maszyna czasu pomoże 😉 Pozdrawiam.

  2. chaim mówi:

    A panią Krystynę to wsio nazad w proszloje tianet.

  3. kukuryku mówi:

    tak żyją historią, że spotkanie w 1912 roku organizują…

  4. Jurgis mówi:

    Chętnie przyjdę na spotkanie dawnych absolwentów szkoły Tomasza Zana w Wilnie ul.Ostrobramska 29 (dawna numeracja 27)- proszę o wiadomość.

  5. Pan z Pogowian mówi:

    To ona jeszcze żyje Adamowicz?? Wieczna jak idee Lenina.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.