0
Czeka nas referendalna jesień

Jeśli referenda odbędą się razem z wyborami, to niewątpliwie zwiększy to frekwencję podczas wyborów Fot. Marian Paluszkiewicz

Jeśli referenda odbędą się razem z wyborami, to niewątpliwie zwiększy to frekwencję podczas wyborów Fot. Marian Paluszkiewicz

Litwie daleko jest do Szwajcarii pod każdym względem. Ale w tym roku pojawiła się szansa, że będziemy lepsi przynajmniej pod względem liczby przeprowadzonych referendów w ciągu jednego roku. Na Litwie powstały bowiem aż cztery inicjatywy referendalne. Ich grupy inicjatywne muszą zebrać każda co najmniej po 300 tys. podpisów obywateli, żeby te referenda odbyły się. Najbliżej celu są przeciwnicy budowy elektrowni atomowej, którym niebawem upływa termin wyznaczony na zbieranie podpisów. Natomiast inicjatorzy zmniejszenia konstytucyjnej liczby 300 tys. potrzebnych dla ogłoszenia referendum oraz pomysłodawcy referendum ws. możliwości odebrania mandatu posłowi, który opuszcza partię z ramienia której został wybrany, bądź z tej partii został wyrzucony, są dopiero na samym początku. Pośrodku są zwolennicy zmniejszenia liczby posłów, ograniczenia do dwóch liczby kadencji dla jednej osoby, przedłużenia kadencji parlamentu o jeden rok i przeniesienie wyborów parlamentarnych z jesiennego terminu na wiosnę.

Jeśli wszystkim inicjatywnym grupom uda się do połowy sierpnia zebrać wymaganą liczbę podpisów, to niewykluczone, że razem z jesiennymi wyborami parlamentarnymi, niczym Szwajcarzy litewscy wyborcy będą mogli decydować o proponowanych kwestiach referendalnych. Przed tym jednak Sejm powinien przyjąć odpowiednią uchwałę w odpowiednim czasie ws. ogłoszenia referendum. Dla możliwości przeprowadzenia referendów razem z wyborami parlamentarnymi taki termin upływa właśnie w połowie sierpnia.

Przewodniczący Głównej Komisji Wyborczej Zenonas Vaigauskas uważa, że jeśli grupom inicjatywnym uda się zebrać podpisy i referenda odbędą się razem z wyborami, to niewątpliwie zwiększy to frekwencję podczas wyborów.

— Ewentualne duże zainteresowanie obywateli kwestiami referendalnymi niewątpliwie zwiększy frekwencję wyborów parlamentarnych. Ale kluczowym słowem tu jest „jeśli” — jeśli grupom inicjatywnym uda się zebrać wymaganą liczbę podpisów — zauważa Zenonas Vaigauskas.

Tymczasem politolodzy i socjolodzy zauważają, że (znowuż) jeśli referenda nakręcą frekwencję na wybory parlamentarne, to ich wyniki mogą co najmniej odbiegać od dzisiejszych prognoz, a być może nawet zaskoczyć faworytów sondaży przedwyborczych. Dlatego, jak twierdzą niektórzy obserwatorzy, nastąpił właśnie wysyp inicjatyw referendalnych, żeby przez większą ich liczbę pomniejszyć znaczenie samej instytucji referendum, bo człowiek w końcu pogubi się i w ogóle zrezygnuje z pójścia na wybory. A w takim przypadku, w opinii socjologów, rosną szanse wyborcze tzw. partii tradycyjnych, które mają swój tzw. żelazny elektorat.

Na razie jednak nie wiadomo, czy wszystkie inicjatywy referendalne zakończą się powodzeniem, bo wciąż nie wiadomo, jak grupom inicjatywnym powodzi się w zbieraniu podpisów.

— Na razie nie mamy konkretnej liczby podpisów — mówi nam były rzecznik prezydent Dali Grybauskaitė, a obecnie prezes Instytutu Zielonej Polityki, Linas Balsys, jeden z inicjatorów referendum ws. budowy elektrowni atomowej. Inicjatorzy tego referendum tłumaczą, że podpisy zbierane są przez wiele grup, instytucji i partii, toteż na razie trudno jest wstępnie podliczyć, ile podpisów już zostało zebranych. Tę inicjatywę referendalną wspierają, między innymi Partia Socjaldemokratów Algirdasa Butkevičiusa, Akcja Wyborcza Polaków na Litwie Waldemara Tomaszewskiego, Partia Chłopów i Zielonych Ramūnasa Karbauskisa oraz Partia Chrześcijańska Gediminasa Vagnoriusa i inne organizacje. Inicjatorzy tego referendum są więc pewni, że uda się im przekroczyć wymagany próg podpisów. Pewni tej pewności przedstawiciele Partii Chrześcijańskiej już zarejestrowali w Sejmie projekt postanowienia o zwołaniu w okresie letniej kanikuły nadzwyczajnej sesji parlamentarnej dla głosowania w sprawie ogłoszenia „atomowego” referendum wraz z wyborami parlamentarnymi. Proponuje się posiedzenie zwołać w połowie lipca, bo do tego czasu grupa inicjatywna powinna zakończyć zbieranie podpisów, zaś GKW je zweryfikować.

Nie wiadomo też, ile podpisów udało się zebrać inicjatorom referendum w sprawie zmniejszenia liczby posłów z obecnej 141 do 101. Inicjatorzy — ruch społeczny TAIP mera Wilna Artūrasa Zuokasa. Wstępne pierwsze wyniki zbierania podpisów inicjatorzy „parlamentarnego” referendum obiecują przedstawić w przyszłym tygodniu, kiedy zostaną podsumowane wyniki pierwszego miesiąca akcji, która potrwa do początku sierpnia.

Tymczasem inicjatorzy kolejnych referendów — ws. pozbawienia mandatu poselskiego niewiernych partiom posłów oraz ws. zmniejszenia wymaganej liczby 300 tys. podpisów stoją dopiero na starcie, bo nie wiadomo na razie, czy decyzja GKW w sprawie ich inicjatyw będzie pozytywna. Wiadomo natomiast, że karać krnąbrnych i nieposłusznych posłów pozbawiając ich mandatu poselskiego chce Partia Pracy Wiktora Uspaskicha. Z kolei inicjatorem referendum w sprawie podpisów jest bliżej nieokreślona grupa inicjatywna. Na razie żadne z ugrupowań nie zdradza, że stoi za tą grupą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.