104
Tajny pakt Hitler-Smetona?

19 września 1939 roku Armia Czerwona zajęła Wilno. Trzy tygodnie później sowieci przekazali miasto Republice Litewskiej

19 września 1939 roku Armia Czerwona zajęła Wilno. Trzy tygodnie później sowieci przekazali miasto Republice Litewskiej

23 sierpnia 1939 w Moskwie zawarty został układ Ribbentrop-Mołotow. Do oficjalnej umowy dołączono tajny protokół przewidujący rozbiór Polski oraz podział strefy wpływów w Europie Wschodniej. Punkt 1 tajnego protokołu stanowił: „Na wypadek przekształcenia terytorialno-politycznego obszaru należącego do państw bałtyckich (Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa), północna granica Litwy stanowiłaby zarazem granicę między strefą interesów Niemiec i ZSRR, przy czym obie strony uznają pretensje Litwy do terytorium wileńskiego”.

Przy lekturze cytowanego zapisu rodzi się pytanie: Jak to się stało, że w supertajnej umowie dwaj bezwzględni grabieżcy, nieliczący się z nikim i z niczym, postanowili uczynić podarunek terytorialny małemu, niewiele znaczącemu państwu, które nie było stroną kontraktu? Czy istniała jakaś ukryta przyczyna powodująca taki stan rzeczy?

Próbując odpowiedzieć na to pytanie warto byłoby zajrzeć do dokumentów pewnego śledztwa, toczącego się w Polsce w latach 1948-1949. Otóż w lecie 1948 roku, w ramach skoordynowanej akcji policyjnej, aresztowano na terenie całego kraju kilka tysięcy byłych żołnierzy wileńskiej AK. Wśród zatrzymanych znaleźli się trzej byli oficerowie kontrwywiadu Okręgu Wileńskiego AK, działający w utworzonej w roku 1944 specjalnej komórce zajmującej się zwalczaniem wpływów komunistycznych na tym terenie. Komórka miała kryptonim organizacyjny „Cecylia”, pochodzący od pseudonimu jej szefa Mirosława Głębockiego. Jednym z trzech zatrzymanych oficerów „Cecylii” był 32-letni wówczas podporucznik Witold Milwid. Zanim został skierowany do „Cecylii” był

Sergiusz Piasecki

Sergiusz Piasecki

członkiem Kedywu wileńskiej AK, gdzie posługiwał się pseudonimem „T-9”. To on razem z Sergiuszem Kościałkowskim ps. „Czaruś” dokonał w marcu 1943 skutecznego zamachu na redaktora wileńskiej gadzinówki Czesława Ancerewicza w kruchcie kościoła św. Katarzyny. Instruktorem członków Kedywu z ramienia Dowództwa Okręgu był znany pisarz o bujnej przeszłości Sergiusz Piasecki. Po latach na emigracji w Wielkiej Brytanii opisał akcje Kedywu wileńskiej AK w powieści „ Dla honoru organizacji”. Sportretował tam m. in. Milwida pod postacią chemika o pseudonimie „R-7”.

W dniu 1 listopada 1948 w ramach toczącego się śledztwa w sprawie działalności „Cecylii” Witold Milwid złożył do protokołu ciekawe zeznania na temat prawdopodobnego zawarcia w roku 1939 przez rządy Niemiec i Litwy tajnej umowy dotyczącej przyłączenia Wileńszczyzny do Republiki Litewskiej. Według zaprotokołowanej przez funkcjonariusza UB Adama Kujawę wersji Milwida, w roku 1942 lub 1943 dowiedział się on od Sergiusza Piaseckiego, że ówczesny administrator apostolski diecezji wileńskiej biskup Mečislovas Reinys, były minister spraw zagranicznych Litwy, przechowuje w kancelarii biskupiej albo w skarbcu katedry wileńskiej egzemplarz tajnej umowy pomiędzy

Bp Mečislovas Reinys

Bp Mečislovas Reinys

Niemcami a Litwą, zawartej w okresie przejęcia Kłajpedy przez III Rzeszę, na mocy której rząd niemiecki obiecał w możliwie najbliższej przyszłości przyłączenie Wilna do Litwy w zamian za zainstalowanie na jej terytorium niemieckich baz wojskowych. Piasecki miał się dowiedzieć o tym od Józefa Mackiewicza, który w latach 1939-1940 wydawał koncesjonowaną przez władze „Gazetę Wileńską” i z tego względu utrzymywał dobre kontakty z wieloma prominentami litewskimi.

Mackiewicz w rozmowie z Piaseckim twierdził, że o istnieniu tajnej umowy dowiedział się od samego Reinysa. Członkowie wileńskiego Kedywu AK postanowili zdobyć ten dokument. W tym celu wysłali do kancelarii biskupiej zamieszkałą w Wilnie przy ulicy Wielkiej 22/11 łączniczkę AK o imieniu Lucyna, która pod pretekstem zasięgnięcia informacji na temat kościelnego unieważnienia małżeństwa miała rozejrzeć się po pomieszczeniach. Następnie Sergiusz Piasecki miał dokonać profesjonalnego włamania do sejfu z przechowywanym dokumentem.

Plan spalił na panewce, gdyż Lucyna nie potrafiła znaleźć pretekstu, by dostać się również do prywatnego mieszkania biskupa i w tej sytuacji Piasecki nie podjął się przedsięwzięcia dalszych kroków.

Pokazowy proces członków grupy „Cecylia” odbywał się na przełomie sierpnia i września 1949 w Bydgoszczy. Wszyscy trzej podsądni zostali skazani na karę śmierci. Wyroki wykonano. Pomimo że proces był szeroko relacjonowany przez wszystkie gazety ogólnopolskie, żadna z nich nie zamieściła wzmianki na temat zeznań Milwida dotyczących paktu Hitler-Smetona. Ujawnienie ich treści z miejsca nasunęłoby skojarzenia z zapisami punktu 1 tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Mołotow. Treść tego protokołu została upubliczniona na Zachodzie w roku 1946, jednakże Związek Sowiecki do roku 1989 konsekwentnie zaprzeczał jego istnieniu. Jedynie „Gazeta Pomorska”, organ KW PZPR w Bydgoszczy, z uwagi na to, że sprawa ta wypłynęła incydentalnie w czasie rozprawy sądowej, zamieściła w dniu 24 sierpnia 1949 pełen niedomówień i zafałszowań odredakcyjny komentarz następującej treści: „Siatka wywiadowcza ustaliła, że w skarbcu katedry wileńskiej biskup katolicki Wilna Reinys przechowuje »cenny« dokument, w którym Niemcy zaciągnęli szereg zobowiązań wobec litewskiego faszystowskiego rządu Smetony. Agenci »Cecylii« próbowali ten dokument wydobyć ze skarbca katedry. Jednak na rozkaz Piaseckiego »akcja« ta została przerwana”.

W dalszej części komentarza pada twierdzenie, że Piasecki jako agent polskiego kontrwywiadu wojskowego uczynił to na rozkaz przełożonych, którzy współpracowali z hitlerowcami i nie chcieli ich kompromitować. Do roku 1946 na temat istnienia tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Mołotow wiedziały tylko kręgi przywódcze Niemiec i ZSRR oraz przedstawiciele najwyższych władz kilku innych państw, które pozyskały informacje na drodze wywiadowczej.

Władze polskie pozostawały niestety w zupełnej nieświadomości. W związku z tym nieprawdopodobne jest, aby Milwid i inni konspiratorzy z wileńskiej AK znali w roku 1942 lub 1943 treść punktu 1 tegoż protokołu. Można oczywiście założyć, że Milwid wymyślił wszystko dopiero w roku 1948, gdy już znał te ustalenia. Taki krok z jego strony byłby jednakże wielce ryzykowny. Gdyby bowiem komuniści z jakichś przyczyn zdecydowali się na nagłośnienie tej sprawy, wówczas przebywający na Zachodzie Piasecki i Mackiewicz mogliby fantazje Milwida skutecznie zdezawuować. Sergiusz Piasecki już w trakcie trwania procesu grupy „Cecylii” na łamach emigracyjnego „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” zabrał głos w sprawie innych zeznań Milwida przed bydgoskim sądem, opisywanych przez prasę ogólnopolską. Całkowicie niewiarygodne byłoby założenie, że treść omawianych zeznań podsunęli potwornie skądinąd torturowanemu Milwidowi sami funkcjonariusze UB. Gdyby to uczynili, komunistyczne media nagłośniłyby sprawę we wszystkich mediach.

W sprawie tej warto prześledzić szczegółowo wydarzenia związane z przejęciem Kraju Kłajpedzkiego przez III Rzeszę w marcu 1939. W dniu 22 marca 1939 korespondent Polskiej Agencji Telegraficznej donosił z Kowna, że dzień wcześniej wrócił z Berlina minister spraw zagranicznych Litwy Juozas Urbšys i zdał sprawozdanie z toczonych tam rozmów w sprawie Kłajpedy. Zaraz po powrocie Urbšysa poseł niemiecki w Kownie dr Zechlin wręczył władzom litewskim notę z żądaniem przekazania Kraju Kłajpedzkiego Niemcom drogą legalnej uchwały Sejmu litewskiego. Jeszcze tego samego dnia odbyła się zamknięta narada posłów na Sejm przy udziale członków rządu, a po jej zakończeniu zwołano posiedzenie rady ministrów pod przewodnictwem prezydenta Smetony. Bezpośrednio po zakończeniu tej narady odbyło się zamknięte posiedzenie Sejmu. Według uzyskanych przez dziennikarzy informacji Urbšys referował posłom, że jeśli zwrot Kłajpedy nastąpi w drodze porozumienia, Rzesza uwzględni w szerokim zakresie interesy gospodarcze Litwy. Postanowiono wysłać niezwłocznie do Berlina delegację rządową gwoli zawarcia stosownej umowy. Podpisana została już 22 marca 1939. Ze strony niemieckiej podpis złożył Joachim von Ribbentrop, natomiast w imieniu Litwy uczynili to Juozas Urbšys oraz poseł pełnomocny w Berlinie Kazys Škirpa.

Artykuł 4 umowy stanowił: „Dla wzmocnienia swej decyzji co do zapewnienia przyjaznego rozwoju stosunków między Niemcami a Litwą, obie strony zobowiązują się nie uciekać wzajemnie do stosowania przemocy ani nie popierać użycia przemocy, skierowanej przeciwko jednemu z kontrahentów przez stronę trzecią”. Ostatecznie, w dniu 30 marca 1939 litewski Sejm na specjalnym posiedzeniu poświęconym wyłącznie tej sprawie, jednomyślnie ratyfikował umowę o przekazaniu Niemcom Kłajpedy. Posiedzenie Sejmu trwało, według różnych źródeł, od 5 do 15 minut.

W dniu 28 września 1939 nastąpiła korekta tajnej umowy pomiędzy Hitlerem a Stalinem. W zamian za Lubelszczyznę i wschodnie Mazowsze ZSRR przejął protektorat nad Litwą. 10 października 1939 zawarto w Moskwie oficjalną umowę, na mocy której Litwa miała przejąć władanie nad Wileńszczyzną oraz wyrażała zgodę na utworzenie na jej terytorium baz wojskowych Armii Czerwonej.

Antanas Smetona

Antanas Smetona

W roku 1973 ukazała się w Wilnie książka „Czerwiec 1940” pióra V. Kancevičiusa. Autor opierając się na źródłach sowieckich podawał, że pod koniec roku 1939 prezydent Smetona szukał możliwości zmiany protektora. W tym celu wysłał w poufnej misji do Berlina dyrektora departamentu bezpieczeństwa A. Povilaitisa. Wysłannik Smetony spotkał się z szefem RSHA Heydrichem oraz z szefem Gestapo Müllerem. Przekazał Niemcom informacje na temat tajnych polskich organizacji działających na Wileńszczyźnie oraz na temat działalności komunistów na Litwie, popieranych przez ZSRR. Po powrocie Povilaitisa do Kowna zawarto utajnioną umowę litewsko-niemiecką o współpracy policyjnej. W związku z tymi wydarzeniami nasuwa się pytanie, czy wymierzona w Polaków i w komunistów poufna oferta wymiany usług policyjnych nie była jedynie pretekstem do skierowania przez Litwę prośby o zmianę protektora ? Czy przy tej okazji Smetona nie przypomniał Hitlerowi o jakichś utajnionych zobowiązaniach Niemiec wobec Litwy, podjętych w niedalekiej przeszłości? Późniejsze wydarzenia dowiodły, że starania Smetony stanowiły już tylko przysłowiową musztardę po obiedzie.

 

104 odpowiedzi to Tajny pakt Hitler-Smetona?

  1. monstrum mówi:

    Bardzo ciekawy materiał, nic na ten temat nie wiedziałem dotychczas i dziękuję “Kurierowi” za regularne publikowanie materiałów o historii Wilna i Litwy.

    Pozwolę sobie dodać parę słów z tematyki spokrewnionej.

    Zamieszczone pierwsze zdjęcie ukazuje oddział kawalerii Armii Czerwonej wkraczający na Plac Katedralny 19 lub 20 września 1939. A oto zdjęcie z 26 października 1939: Pierwsza dywizja armii Republiki Litewskiej pod dowództwem generała dywizji Vincasa Vytkauskasa (po roku generała-porucznika Armii Czerwonej) wkracza do Wilna, idąc ulicą Mickiewicza:

    http://www.bernardinai.lt/file/4634eec869d816bcb1c3a653812f322fb7ebeb36_article_scale.jpg

    Ewentualnych miłośników wojskowości proszę zwrócić uwagę, że już są w użyciu hełmy wzoru niemieckiego, natomiast piechota ma przytroczone do pasa przestarzałe granaty z długimi uchwytami drewnianymi z lat dwudziestych.

    We wrześniu 2009 z okazji 70. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej w Uniwersytecie Moskiewskim odbyło się seminarium z udziałem historyków z Moskwy, Petersburga i Mińska. Nadmieniono tam między innymi, że w roku 1939 ówczesny ekspert ze Sztabu Generalnego Armii Czerwonej generał-major Wiktor Owczynnikow wskazywał Stalinowi, że terenów etnicznie polskich, a zatem na zachód od linii Curzona, nie należy na obecnym etapie przyłączać do Związku Radzieckiego, bo stanie się to stałym zarzewiem wymagającym do jego stłumienia poważnych sił, o czym świadczyła historia polskich powstań w dziewiętnastym wieku, a zatem niech z Polakami najpierw uporają się Niemcy. Tak samo przypominał memoriał z czasów pierwszej wojny światowej ministerstwa spraw zagranicznych Imperium Rosyjskiego do cesarza Mikołaja Drugiego, sugerujący że po wygranej wojnie należy dać jak największą autonomię Krajowi Nadwiślańskiemu, przyłączyć do niego ziemie polskie z zaboru niemieckiego, przywracając nazwę Królestwo Polskie, ale w żadnym wypadku i w żadnej formie nie należy włączać do Imperium Rosyjskiego Galicji, gdyż z powodu nasilającego się tam czynnika zachodnio-ukraińsko-nacjonalistycznego stanie się to miną zegarową. Cesarz przyjął memoriał przychylnie, zostawiając sprawę ostatecznch granic powojennych kongresowi pokojowemu. Wracając do Owczynnikowa i roku 1939, uważał on, że czynnik narodowościowy skupiony w roku 1939 wokół stołecznego Kowna jest za słaby liczbowo, aby Związek Radziecki z nim nie poradził. Poza tym przynależność terenów Republiki Litewskiej do ZSRR zauważalnie odsunie granicę ku zachodowi od Moskwy i Leningradu. Stalin Owczynnikowa usłuchał w przypadku większej celowości Litwy niż Polski środkowej, natomiast uznał, że Ukraińcy to nie Polacy, we Lwowie mówi się tym samym językiem, co w Winnicy i Szepietówce, dlatego Galicja ma być radziecka już teraz. To, że o niebezpieczeństwie Galicji eksperci cesarzy Mikołaja, a następnie Owczynnikow, rozstrzelany pod koniec roku 1940, mieli rację, zaświadczył koniec wieku dwudziestego.

    Po czwartym rozbiorze Polski, gdy stanęła sprawa dalszego egzekwowania ustaleń Mołotowa-Ribbentropa, pierwszym krokiem Związku Radzieckiego wobec republik nadbałtyckich było przed aneksją zapewnienie sobie tam obecności wojskowej jako istotnego czynnika przekonywującego w czasie aneksji. Najłatwiej było uzyskanie tego z Republiką Litewską, gdyż z jednej strony miało się przykład sukcesu Armii Czerwonej w kampanii wrześniowej w Polsce, z drugiej przekonywującą kartą wymienną za wprowadzenie wojsk była Wileńszczyzna. Gdy Republika Litewska na to poszła i zgodziła się na wojskowe bazy radzieckie, użyto tego natychmiast jako przykładu wobec mniejszych Łotwy i Estonii, gdzie w zamian nie ofiarowywano nic.

    W opinii obecnych na seminarium historyków białoruskich, wewnątrzradziecka granica między Litewską a Białoruską Socjalistycznymi Republikami Radzieckimi ustalono w sposób przekraczający chęci Republiki Litewskiej sprzed wojny, gdyż Litewskiej SRR przekazano wszystkie tereny o zwartym zamieszkiwaniu ludności polskojęzycznej – z wyjątkiem ewidentnie białoruskiego Grodna, wobec którego, wobec Gardinas, Republika Litewska miała inne zdanie i casem gdzienigdzie ma do tej pory. Zwarte tereny polskie przekazano zaś dlatego, że Stalin uważał, że w ten sposób czynnik polski będzie tam łatwiejszy do wyrugowania, niż gdyby czynić to się miało z użyciem miękkich sercem białorusinów, na dodatek tak samo słowian, jak Polacy.

    Liczmy, że w tym ostatnim Stalin nie do końca miał rację.

  2. Jurgis mówi:

    Po tych wszystkich wywózkach,deportacjach i przesiedleniach Polaków obraz etnograficzny na Litwie przedstawia się następująco patrz mapa:
    http://wspolnotapolska.org.pl/wydarzenia/polskie-dzieci-z-litewskich-domow-dziecka-pojada-na-wakacje-do-polski/

  3. Tom z Wielkopolski mówi:

    Ostatnie zdanie to czyste spekulacje bez pokrycia w faktach.

    Autor zdecydował się pominąć całkowicie zaawansowane rozmowy z Polską na temat sojuszu wojskowego skierowanego przeciwko III Rzeszy.

    Miały one miejsce już w 1938, a szczególnie intensywne konsultacje miały odbyć się jeszcze przed utratą Kłajpedy.

    Kolejna faza to już maj 1939.

    W obu wypadkach zdecydowała niechęć zbyt szybkiego zaogniania konfliktu z Niemcami jaki na tym etapie nie koniecznie miał prowadzić do konfliktu jeszcze w 1939 roku oraz (uzasadniona) obawa II RP przed odkryciem północnej flanki Polski w razie udanego ataku Wehrmachtu przez Litwę jakiej armia była stosunkowo słaba.
    Uderzenie na wileńszczyznę mógł doprowadzić chociażby do odcięcia dróg transportowych na Łotwę przez jakiej terytorium możliwy był transport zaopatrzenia ze Skandynawii.

    We wczesnych miesiącach 1939 Litwa stawiała nadal na przewagę Aliantów w przyszłym, ewentualnym konflikcie.

    Pozdrawiam

  4. Jurgis mówi:

    # 3 Tom
    A gdzie w tym poście odniesienie
    uzasadniające taką opinię ?
    Artykuł cytuje dane historyczne z podaniem źródła.

  5. nacjonalista mówi:

    Rząd polski zamiast włazić do d..y Litwie powinien twardo bronić Polaków na Wileńszczyźnie i bezwględnie domagać się zwrotu Wileńczyzny bezprawnie okupowanej przez Litwę !!!

  6. monstrum mówi:

    Tom z Wielkopolski, nr 3

    Bynajmniej nie podważając tego, co twierdzisz, proszę tylko porównać i skomentować następujący fakt.

    Latem 1938 “Dar Pomorza” – Biała Fregata, statek szkolny Szkoły Morskiej w Gdyni – miał w ciągu rejsu szkolnego po Bałtyku zawinąć do Kłajpedy. W pewnym sensie przygotowywując grunt, na fregatę w Gdyni zaproszono grupę bodajże lekarzy (chociaż może inżynierów, nie pamiętam) z Kłajpedy, przebywających w tym czasie w Gdańsku. Oficerowie fregaty potrafili roztopić uprzedzenia, starszy oficer, absolwent wileńskiego Gimnazjum imienia Mickiewicza, zaintonował piosenkę w języku litewskim, i gości żegnali się bardzo serdecznie, mówiąc, że czekają na “Dar Pomorza” w Kłajpedzie. Jednak przed wyruszeniem w rejs Szkoła Morska została powiadomiona z Warszawy, że otrzymano informację od placówki RP w Kownie, obawiającej się, że pojawienie w Kłajpedzie Białej Fregaty pod białoczeroną banderą może wywołać wobec załogi reakcje będące dla niej bolesne.

    Tak też “Dar Pomorza” nie zawijając udał się do Tallinna, gdzie był nader serdecznie przyjmowany, w tym przez ówczesnego dowódcę Marynarki Estońskiej. Po czternastu miesiącach, we wrześniu 1939, być może było to jedną z przyczyn, że tenże admirał estoński, chociaż musiał wykonać polecenie rządu o internowaniu okrętu podwodnego ORP “Orzeł” wydane pod presją ambasadora Trzeciej Rzeszy, przymykał oczy, że proces rozbrajania okrętu trwa powoli, marynarze polscy mają całkowitą swobodę poruszania się. Po paru dniach (jest to historia bardzo znana) “Orzeł” uciekł z Tallinna, rozpoczynając słynną odyseę opisaną przez wielu autorów. Ponieważ mam wielki sentyment do Estonii i Estończyków, nie powstrzymam się i dodam, że dziś bohaterski ORP “Orzeł” ma w Tallinnie aż dwie tablice pamiątkowe: w pocie na nabrzeżu, gdzie stał zacumowny, oraz przy wejściu do Muzeum Morskiego, jako jedyny mający tam tablicę okręt.

    Nie zmienia faktu, że częściej bywam na Żmudzi, już nie mówiąc o Wilnie, niż w Estonii.

  7. Ali mówi:

    Tom : Rozmowy polsko-litewskie o których piszesz były prowadzone, ale do czasu oddania Kłajpedy. Niecały miesiąc później oficjalna delegacja litewska gościła w Berlinie na 50-tych urodzinach Hitlera, zorganizowanych z wielką pompą. Polski attache wojskowy w Kownie pułkownik Mitkiewicz pisał później, że o ile strona litewska jeszcze na początku roku 1939 dużo mówiła podczas rozmów dyplomatycznych na temat ewentualnego zawarcia sojuszu z Polską, to po powrocie z Berlina wódz naczelny armii litewskiej generał Rastikis oświadczył chłodno Mitkiewiczowi, że żadnego sojuszu nie będzie, bo Litwa zachowa neutralność w konflikcie polsko-niemieckim, który to konflikt już zarysował się wówczas wyraźnie na horyzoncie.
    We wrześniu 1939 armia litewska rzeczywiście nie ruszyła na Wilno, gdyż Smetona był ostrzegany kilkarotnie przez Brytyjczyków, że w razie porażki Niemiec w wojnie światowej ( Francja i Wielka Brytania formalnie już przystąpiły do wojny) wasale niemieccy będą potraktowani z całą surowością. Smetona był mądrym politykiem i nie liczył per saldo na zwycięstwo Niemiec, a w każdym razie nie był tego pewny. Moim zdaniem, grał na dwa fronty, na zasadzie ” Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”.

  8. pani mówi:

    Janie, jak Ci przypada do gustu ” element etnograficzny” uzyty bez cudzyslowia u profesoa W.???

    Juz fizycy dawno temu doszli do wniosku ze, nawet w swiecie “elemenyarnym” elementow nie ma.
    Co, prawda szukaja ich Chinczycy, przysylajac do nas pod ta nazwa przedmioty kuchenne… To co pod tym tekstem promujesz to takie gadanie wieczorkowe przy wodeczce ze sledzikiem na gazetce … (bardzo popularne bylo w czasach brezniewskich w zssrerze)

  9. Maur mówi:

    …”przy czym obie strony uznają pretensje Litwy do terytorium wileńskiego”… Kluczowe słowo PRETENSJE.
    Pretensje trzeba jakoś wyrazić by dotarły do adresata. Jest oczywiste, że w tym przypadku, ich wyrazicielem były służby ówczesnej Litwy. Ten zapis traktatowy jest tego dowodem.
    W ogóle to drobny “puzel” w układance II WŚ. Drobny lecz istotny i efektywny po dziś.
    Wielu ludzi zadaje sobie pytania czy Polska miała inną alterantywę w owym czasie niż pakty z Anglią, Francją i Rosją. Dzisiejsze nasze postrzeganie determinuje powszechny pogląd o zbordniarzach Hitlerze i Stalinie i wrodzonej niechęci do myśli o jakimkolwiek związku z jednym czy drugim. O Hitlerze wie cały świat od czasu procesu w Norymberdze. O Stalinie dowiaduje się dziś -i ten okazuje się być niedoścignionym przez wszystkie czasy ludkości.
    Ciekawe materiał jest w linkach podanych przez Jana w p.7. [Dzieki 🙂 ]
    Przyznaję się do podobnych spekulacji na użytek własny. Jakoś tak nie do końca chcę wierzyć niektórym przekazom historycznym lub wnioskom z nich wyciągniętym i uznanym za prawdę jedyną.

    Tuż przed II WŚ Hitler był uważany za poważnego polityka stojącego na czele największej potęgi ówczesnej Europy. Miejmy na uwadze, że USA wcale nie musiała przystąpić do II WŚ przeciwko Niemcom…

    Wróćmy do tematu głównego. Tych “puzli” w postaci Kłajpedy, Czechosłowacji czy Austrii było więcej. Klasyczna strategia znana już w czasach Sun Tzu (2600 lat temu). Zupełnie prawidłowe i słuszne działania Hitlera. Wzorzec z Hannibala Barkasa lub Scypiona Afrykańskiego. Ten sam mechanizm -pozyskać mniejszych jako sojuszników do wspólnego celu lub ich zniszczyć by nie połączyli się z przeciwnikiem… (Stalin dorzucił jeszcze wzorzec z Platona -likwidując tych co trafili do niewoli).
    Nie możemy więc narzekać na zły los historii czy niedotrzymanie zobowiązań przez sojuszników Możemy mieć pretensje wyłącznie do siebie, że nie potrafimy powierzyć prowadzenia spraw państwa kompetentnym ludziom…
    Bezradność wobec Polaków Wileńszczyzny, ignorowanie prze Litwę 18-letniego Traktatu wystawia dziś takie samo świadectwo jak nieudacznikom z przed II WŚ.
    Polska ma dziś możliwość skutecznego nacisku na władze Litwy wykonując tylko odpowiednie posunięcia w obrębie własnej suwerenności na terytorium własnego kraju… jeśli chce budować swoją pozycję solidnego uczestnika międzynarodowej gry interesów…

  10. -- mówi:

    Poruszony temat w artykule nie jest niczym nowym. Polacy na Litwie od “zawsze” podświadomie wiedzieli jaką rolę mają Lietuvisy do spełnienia w planach lietuviskich, niemieckich i sowieckich polityków. W planach Smetony żywioł
    lietuviskich na Wileńszczyźnie miał rolę identyfikowanie patriotycznej części społeczeństwa polskiego i wspólne likwidowanie z sowieckimi i niemieckimi najeźdźcami.
    Efektem historycznej kolaboracji LR z ZSRR i Niemcami w czasie II wojny światowej jest to, że Polacy na Litwie uważają za obrazę nazwanie ich Litwinami, mimo,że jeszcze nie tak dawno ich dziadowie mówili o sobie z dumą,że są Litwinami.

  11. Jan mówi:

    Do pani:Przepraszam,ale muszę się przyznać że nie zwróciłem na to uwagi.Wkleiłem ten link,aby zapoznać osoby które interesują się trochę sytuacją polityczną w Europie i rożnymi zagrożeniami które nas bezpośrednio dotyczą lub będą niedługo dotyczyć aby ot tak poczytały też trochę inny punkt widzenia niż ten “obiegowo-porawny”.Zauważylem też że sporo ludzi niby wykształconych i z tytułami gdy dochodzi do wymiany poglądów/zdań na tematy naszych rodaków pozostawionych na wschodzie gdzie były tereny II RP zaczyna się gubić lub pleść bzdury.W zeszłym roku był program w telewizji TVN-24 gdzie “występował”chyba vice-dyr.Ośrodka Badań Studiów Wschodnich który wypowiadając się na temat Białorusi stwierdził że tam nie ma polskich szkół.Zadzwoniłem więc na podany tel.do studia i prosiłem o sprostowanie że są dwie szkoły – w Wołkowysku i Grodnie.Myśli Pani że sprostowali?Po tygodniu zadzwoniłem i powiedziałem co myślę.Coprawda na sekretarkę,ale co moje to moje.Szczgólnie szkoła nr.8 w Wołkowysku gdzie dyr.jest Pani Halina Bułaj stoi na b.wysokim poziomie.Po prostu zajmuje się nauczaniem i są efekty.

  12. ViP mówi:

    Ileż to lat trzeba było czekać by jasno i głośno mówić o tym co miało miejsce. Litwie co i rusz należy przypominać jej skundlone postawy w tej części, jakby nie było, Europy. Litwa może być silnym państwem, może być szanowana, ale do cudzołóstwa politycznego należy się przyznać, nie skrywać. Najbardziej intymne “alkowy” też mają uszy.
    Gdyby nie szowinistyczne, nacjonalistyczne zachowania obecnych “elit” RL, nieodpowiedzialne wypowiedzi i decyzje Pani Prezydent, nadal byśmy pompowali pseudo poprawne relacje z naszą wspólną – przecież Litwą!
    Bardzo jestem ciekaw jak tę gorzką prawdę przełkną litewscy “hitorycy” i krzykacze.

  13. Jan mówi:

    do pani i nie tylko:
    Taka sobie ciekawostka.Na jakiejś podstawie jednak mogła powstać.
    http://althistory.wikia.com/wiki/Lithuanian_invasion_of_Poland_(1939)
    Można skorzystać z tłumacza.

  14. Astoria mówi:

    1. Gdyby istniał tajny pakt Hitlera ze Smetoną, to by go Alianci znaleźli po wojnie w archiwach dyplomatycznych Trzeciej Rzeszy – tam gdzie znaleźli tajny protokół dołączony do układu Ribbentrop-Mołotow. Nie znaleźli tam paktu Hitler-Smetona dlatego, że nigdy nie istniał.

    2. Trzecia Rzesza prowadziła z krajami małymi i słabymi, takimi jak Litwa, politykę otwartego dyktatu, a nie tajnych porozumień. Tajne porozumienie zawarła z mocarstwem – z ZSRR – z którym podzieliła się strefami wpływów.

    3. Sidorkiewicz pyta:

    “Jak to się stało, że w supertajnej umowie dwaj bezwzględni grabieżcy, nieliczący się z nikim i z niczym, postanowili uczynić podarunek terytorialny małemu, niewiele znaczącemu państwu, które nie było stroną kontraktu? Czy istniała jakaś ukryta przyczyna powodująca taki stan rzeczy?”

    To nie był stricte podarunek Litwie. Zgodnie z tajnym protokołem Ribbentrop-Mołotow, północna granica Litwy stawała się granicą wpływów Niemiec i ZSRR. Pozostawał problem Wileńszczyzny, do której prawo rościła sobie Litwa i która była częścią Polski. Obie strony zgodziły się, że Wileńszczyzna wejdzie w skład Litwy czyli w praktyce będzie w niemieckiej strefie wpływów. Tu należy wyjaśnić, że w czasie podpisywania paktu Ribbentrop-Mołotow nie było jasne, jaki byłby status Litwy, gdyby wojna z Polską wybuchła i zaszły zmiany terytorialne. Pakt Ribbentrop-Mołotow dotyczył sytuacji hipotetycznej. Litwa mogła w wyniku wojny Niemiec z Polską pozostać krajem częściowo suwerennym, z dołączoną Wileńszczyzną, albo mieć inny status. Nie był wtedy nawet jasny status hipotetycznie podbitej Polski. W tajnym protokole czytamy:

    “Kwestia, czy i w interesie obu uznane będzie za pożądane utrzymanie niepodległego państwa polskiego zostanie definitywnie zdecydowane dopiero w ciągu dalszego rozwoju wypadków politycznych”.

    Innymi słowy, w tajnym protokole Trzecia Rzesza i ZSRR spekulowały i hipotetycznie ustaliły, jak się podzielić łupami, gdyby wybuchła wojna i zaszła potrzeba zmian terytorialnych. Ale obie strony nie wiedziały jeszcze, że wojna w ogóle wybuchnie, kto ją wygra i jakie w praktyce będą zmiany terytorialne i status państw w ich sferach wpływów. Dopiero rozwój wypadków napisał historię. Niemcy doszli do Lublina i za Lublin przehandlowali Sowietom Litwę razem z Wileńszczyzną.

    4. Powoływanie się przez Sidorkiewicza w jego argumencie na “akcję” AK, która polegała na naiwnym planie wykradzenia z sejfu biskupa Reinysa nieistniejącego dokumentu i która nie doszła nawet do skutku, jest niepoważne.

    5. Jest zdumiewające, że Sidorkiewicz ufa “ustaleniom” prokuratorów i sędziów PRL, będąc jednocześnie świadomym, że proces akowców był politycznym morderstwem.

    6. W końcu, jest dla mnie zdumiewające, że “Kurier Wileński” publikuje i promuje takie brednie historyczne, wyzbyte logiki i przyzwoitości.

  15. Marcin mówi:

    Przede wszystkim w tytule jest znak zapytania, więc można sobie samemu wyrobić zdanie i nawet nie zgodzić się z hipotezą.

    Podstawowego faktu to nie zmienia – Republika Litewska jest do dziś dnia beneficjentem paktu Ribbentrop-Mołotow.

  16. monstrum mówi:

    Jan, nr 7 i 14

    Bardzo ciekawe odsyłacze!

    Rozważania historyczne w trybie warunkowym – co by gdyby – są, rzecz jasna, specyficzne. Trudno sobie wyobrazić, żeby społeczeństwo Drugiej Rzeczypospolitej przystało na sojusz wojskowy z Niemcami (tak samo jak z ZSRR). Nie mówiąc już o trudnej do wyobrażenia sytuacji, aby Wojsko Polskie bez oporów poszło razem z Niemcami przeciwko Francji. Sentymenty wtedy były bardzo silne, jeszcze nie zaczęło odchodzić pokolenie hallerczyków. To co twierdzi autor artykułu w pierwszym odsyłaczu, że minister Józef Beck w polityce zagranicznej państwa powinien był używać potencjonalnego zbliżenia z rządem Hitlera dla szachowania Anglii i Francji – z dystansu historycznego to zawsze łatwiej rozumować, a żadna polityka nie jest przecież całkowicie nieomylna. Poza tym nie bardzo widzę, na czym takie szachowanie miałoby polegać. Jeżeli wyobrazimy sobie, że Warszawa oświadczyłaby Paryżowi i Londynowi, że oto rozważamy możliwość sojuszu wojskowego z Hitlerem, miejcie się na baczności, myślę, że reakcje aliantów mogłyby być bardzo rożne, a nie koniecznie dla Polski korzystne. Czy, jako rękojmię zapewnienia bezpieczeństwa Polski, alianci mieliby wysłać w czasach pokoju pokaźny zespół okrętów do stałego stacjonowania w Gdyni oraz rozmieścić swoje jednostki wojskowe na terenie Polski?

    Oczywiście, że człowiek w kategoriach uczuciowych i nie tylko zastaniawia się, czy Druga Rzeczpospolita miała szanse przetrwania. Dla mnie odkrywczym a smutnym było swego czasu przeczytanie, że marszałek Piłsudski pod koniec życia w pamiętniku czy liście pisał, że uważa swoje życie za zmarnowane, bo nie zbudował państwa którego pragnął, a to które zbudował istnieje tylko cudem w istniejących układach europejskich. Jest rzeczą jasną, że w warunkach gdy na wschodzie był Stalin, a na zachodzie Hitler, przymierze z którymkolwiek z nich było brzemienne w skutki nieobliczalne. W zakresie zupełnie prywatnym myślę dla siebie, że błędem Marszałka i ówczesnych władz polskich było całkowite niepodejmowanie idei strategicznego sojuszu z Czechosłowacją, państwem o niesymbolicznej sile zbrojnej, tak samo młodym jak Polska i tak samo zainteresowanym w przetrwaniu. W połączeniu ze stabilnie dobrymi stosunkami z Rumunią, niestety jedynym sąsiadem Polski z którym miała dobre stosunki, istotnie zmieniałoby to układ sił; i być może powstrzymałoby też wyścig nieprzyjaznych sobie Rumunii i Węgier o względy Hitlera. Tak samo wielka szkoda, kiedy w roku 1938 na krótki czas zaistniała normalizacja stosunków z Republiką Litewską nie została wykorzystana przez Polskę.

    Opisana w artykule słynna parada radzieckiej techniki wojskowej pod Kijowem w roku 1935 rzeczywiście wywarła wrażenie na gościach z Zachodu. Mała uwaga techniczna – ukazywane tam ciężkie bombowce TB-3 całkiem dobrze zdawały egzamin nawet pod koniec wojny, czyli po dziesięciu latach, natomiast używanie ich jako transportowców desantowych, jak wykazała wojna, było nieskuteczne.

    Jako pewną anekdotę a propos, która nie zmniejsza warości bojowej TB-3, jedyny znany przypadek, kiedy ten samolot nawalił i upadł, przybrał postać tragikomiczną jesienią 1941, kiedy spod Moskwy na zachód, nad już okupowaną Białoruś, wyruszył nocą pojedyńczy TB-3 z plutonem spadochroniarzy na pokładzie. Problemy się rozpoczęły prawdopodobnie w czasie startu: jak się później okazało żyrokompas pokładawy wskazywał kierunek dokładnie przeciwny i samolot lecący ponad chmurami zrzucił nocny desant nie nad Białorusią, tylko za Wołgą, w okolicach Joszkar-Oły. W czasie lotu w tamtą stonę samolot już wykazywał niestabilność, natomiast w drodzę powrotnej rozbił się w lasach przyokskich nie od razu nawet zauważony. Desantowcy zaś po wylądowaniu, nie mogąc zidentyfikować terenu według mapy, następnej nocy wyruszyli w teren, w pierwszej wsi wpadli do pierwszej chatki, znaleźli tam samotną staruszkę. Według książki płk w st.sp. Igora Morozowa, który wypadek opisuje, dialog brzmiał:

    – Babciu, co to za wieś?

    Wystraszona babcia podała. Na mapie wsi o tej nazwie nie było.

    – A jak nazywa się wasza siedziba gminy?

    Podanej nazwy też nie znaleziono.

    – Babciu, a czy Niemcy we wsi są?

    – A tak, tak, w radzie kołchozu, rozpoznacie, to największy dom we wsi.

    Kolejny pech sprawił, że tamtej nocy w radzie przetrzymywano aresztowanych kilku Niemców nadwołżańskich, cywilów. Oddział desantowy zarzucił budynek granatami, wycofał się, zdążył postrzelać posterunek przy szosie, pozrywał druty elektryczne i telegraficzne i dopiero następnego dnia został dopadnięty przez wezwany oddział unieszkodliwienia NKWD (teren znajdywał się daleko poza zasięgiem lotnictwa niemieckiego i sądzono, że to jacyś wściekli dywersanci miejscowi). Wtedy sprawa wreszcie się wyjaśniła – niestety z ofiarami w ludziach z obu stron.

    Zostawiając anekdoty, w opinii współczesnych historyków rosyjskich oraz co poniektórych na Zachodzie dziś wydaje się, że w latach trzydziestych Stalin odstąpił od koncepcji Trockiego o rewolucji światowej, czyli podboju przez Związek Radziecki całego świata, natomiast zdecydowanie dążył do odtworzenia dawnych granic Imperium Rosyjskiego, stąd między innymi uparte dążenie do zagarnięcia Finlandii o niewysokich wtedy (niższych wówczas, niż w mniejszej od niej Estonii) zasobach godpodarczych (w tym 25 procent kraju za kołem biegunowym). Układ Mołotowa-Ribbentropa dążenia te niemal w całości urzeczywistniał – łącznie z Besarabią (Mołdawią), co w roku 1940 było szokiem dla całkowicie wobec Niemiec sojuszniczej, bo już pod Ionem Antonescu, Rumunii. Uważając dla siebie ostatnią rzeczą jakiekolwiek usprawiedliwienie Stalina, po prostu gwoli ścisłości historycznej chcę zaznaczyć, że szczegółowe plany operacyjne akcji wobec państw zachodnich, łącznie z desantem na Londyn i Paryż – jak wykazują powoli bo powoli udostępniane archiwa – rozpoczęto opracowywać dopiero za czasów Chruszczowa, który w kręgu węższym głosił: “Nie chcesz wojny – to się przygotowywaj do wojny”.

    Postać profesora Wieczorkiewicza z drugiego odsyłacza, muszę przyznać, nie wywołuje we mnie wielkiego szacunku. Chociaż nie jest to sprawa sensu stricto przedmiotowa, wątpliwości moje budzi jego postawa w latach siedemdziesiątych. Jako młody wówczas historyk polski piszący o marynarce rosyjskiej sprzed rewolucji, w podróży do Moskwy i Leningradu przemawiał tam tak, że wywoływał wśród oficerów marynarki z Wojskowego Instytutu Historycznego oraz archiwum Admiralicji ciche uśmiechy “ale to oni w Polsce mają ideowców”. W odróżnieniu od oficerów radzieckich, którzy musieli należeć do KPZR, polski historyk cywilny do PZPR należeć nie musiał, poza tym dostęp do archiwów radzieckich bynajmniej nie wymagał deklaracji hurra-ideowych. Wiem o tym od jak najbardziej żyjącego dziś komandora Nikołaja Czerkaszyna, świetnego historyka i pisarza, który napisał między innymi jedyne dotychczas rosyjskie opracowanie o ORP “Orzeł”. Z kolei w Polsce pisanie w latach siedemdziesiątych, że w Rosyjskiej Marynarce Cesarskiej marynarzy siłą ciągnięto na msze przy ołtarzach okrętowych, wydaje się tym dziwniejsze, że poza tym, że nie jest to prawda, od tezy tej w historiografii radzieckiej odstąpiono już po śmierci Stalina. Wydaje się też całkowicie niezrozumiałym konflikt ówczesnego doktora Wieczorkiewicza z rzeczywiście wybitnym polskim historykiem morskim komandorem porucznikiem Edmundem Kosiarzem, któremu doktor Wieczorkiewicz zrobił w Związku Radzieckim taką renomę, że w świetnej monografii komandora “Pierwsza Wojna Światowa na morzu” nie znalazło się ani jednego zdjęcia z archiwów radzieckich, tylko niemieckich.

    Teza z wykrzyknikiem z wywiadu “W 1940 roku Adolf Hitler i Edward Rydz-Śmigły mogli świętować zwycięstwo na Placu Czerwonym w Moskwie!” – wywołuje wątpliwości, czy aby na pewno odpowiadałoby to racji stanu Drugiej Rzeczypospolitej. Jak wykazało doświadczenie, wojna i zagrożenie tylko wydatnie wzmocniło poparcie dla Stalina wśród Rosjan, czego nie zmieniłoby zajęcie Moskwy, natomiast nie wiem, czy zjednoczonym siłom hitlerowsko-polskim udałoby się świętować zwycięstwo również we Władywostoku.

    Dla mnie charakterystycznym był epizod z biografii generała Kazimierza Sosnkowskiego, kiedy usłyszał od kogoś z zaprzyjaźnionych oficerów z wywiadu, że panie generale, proszę zwrócić uwagę, współpracownicy Hitlera jego się nie boją, natomiast współpracownicy Stalina boją się go panicznie. Wówczas generał Sosnkowski, bo chodziło właśnie o hipotetyczne rozważanie perspektyw zbliżenia z Hitlerem, zareagował: “Jak panu nie wstyd wysuwać stąd wnioski”.

    Bardzo charakterystyczną jest dla mnie replika profesora Wieczorkiewicza “Gęba na kłódkę!” – gdyby nawet więzienia CIA rzeczywiście działały w Polsce. A dlaczego na kłódkę? Więzienia CIA nie stanowią informacji strategicznej lub dotyczącej rozwiązań obronnych, która owszem musi być poufna. Mówiąc łapidarnie – za Rusków nie na kłódkę o Katyniu, a za Jankiesów na kłódkę o więzieniach (przy całej niewspółmierności Katynia i więzień). Uważam, że pewne podstawowe zasady współczesnej demokracji są uniwersalne, o czym domyślił się swego czasu Gorbaczow, wprowadzając głasnost.

    Wreszcie odnośnik ostatni. Najpierw nie wierzyłem własnym oczom, dopiero dojrzałem, że adres internetowy tej strony sugeruje, że chodzi o tak zwaną historię alternatywną. Nie wiem, jak w Polsce, ale w Rosji i Stanach Zjednoczonych gatunek ten stał się ostatnio bardzo popularny. Nawet w opracowaniach poważnych, jak to z odnośnika (nie mówiąc już o dzikiej ilości grafomanii), trochę odnoszę wrażenie, że jestew w świecie schizofrenii. Nie zmienia to faktu, że z wielkim zainteresowaniem przeczytałem “tło historyczne”, gdzie autor wydaje się ściśle trzymać historii realnej. Jedynie dotychczas nigdy i nigdzie nie stykałem się z informacją o ostatnim hronologicznie incydencie przy Klaryszkach; szkoda, że autor nie zaznacza, czy to już wymysł, czy jeszcze nie.

    W kontekscie tym wspomnę o postaci najpierw oficera wywiadu Rosyjskiej Marynarki Cesarskiej (nadporucznik), potem oficera sił zbrojnych Republiki Litewskiej (kapitan i major), potem pracownika ministerstwa spraw zagranicznych RL Gintowta Gościełły, urodzonego w roku 1890. W roku 1939 uratował (wydatnie dopomógł) co najmniej kilka, a prawdopodobnie kilkanaście osób, w tym wojskowych i ich rodzin, uciekających z Wileńsczyzny i Grodzieńszczyzny do Republiki Litewskiej. Znalazł się wśród nich siedmioletni wówczas grodzianin, późniejszy znakomity pamiętnikarz zamieszkały w Stanach Zjednoczonych Aleksy Wodziaka. O panu Gościelle znam z jego właśnie wspomnień oraz z przedrewolucyjnych rosyjskich spisów oficerów marynarki. W wersji rosyjskiej pisze się Гинтовт Георгиевич Гостелло, po polsku oczywiście Gintowt Gościełło. Pytanie do forumowiczów litewskojęzycznych – jak będzie po litewsku? Oczywiście Gintautas, ale jak nazwisko?

  17. monstrum mówi:

    Sprostowanie
    Edmund Kosiarz jest autorem książki “Pierwsza Wojna Światowa na Bałtyku”.

  18. Jan mówi:

    monstrum:Historia alternatywna jest na tyle dobra że zaczyna budzić zainteresowanie wśród młodych.Tym samym jest szansa że zainteresują się tą prawdziwą.Zapewne strona ta o “Agresji Litwy na Polskę” nie została wymyślona przez Polaka(?)Gdyby tak było,to i przebieg wydarzeń byłby inny.
    Nigdy się już nie dowiemy przebiegu wydarzeń co by było gdyby jednak Beck i rząd II RP wyrazili zgodę na tzw.”korytarz” w zamian za “bliżej nieokreślone korzyści” oferowane przez Niemców na spotkaniach z amb.Lipskim w Berlinie w 1936 i 1938r.w Berlinie.Również nie wiadomo jak potoczyłaby się historia Europy gdybyśmy jednak przystąpili na pozostałe propozycje Hitlera.Zachód po prostu wystawił nas na “odstrzał”bez mrugnięcia oka”.Jestem pewien że przy kolejnej takiej sytuacji zrobi to samo.Traktaty czy umowy to tylko papier którymi “podpierają” sie politycy przy okazji ogłupiania mas wyborczych.
    Mnie jednak bardziej fascynuje sprawa Traktatu Ryskiego.Dlaczego to Polacy nie przystali na propozycję Rosjan i nie chcieli proponowanych ziem białoruskich aż za Mińsk w zamian za ziemię Zachodniej Ukrainy.Lwów miał i tak zostać przy RP.Z Białorusinami mieliśmy lepsze kontakty niż z Ukraińcami.Przy dobrym ukladzie i zachowaniu prawosławia na w/w terenach,ba częściowej autonomii jak na Śląsku zapewne nie mielibyśmy 5 kolumny jak na Ukrainie.Poza tym Białorusin jest mi bliższy kulturowo i mentalnie niż Ukrainiec.Szkoda też że Janusz Radziwiłł dwukrotnie odmówił przyjęcia teki min.spraw zagranicznych.W 1926r.i 1932r.gdy odszedł Zalewski.Coprawda nie był dziedzicem Nieświeża,ale Ordynatem Ołyckim.Jednak wg.mnie w polityce Becka bił na głowę.Poza tym jego koneksje w Europie były szerokie.

  19. Astoria mówi:

    @ monstrum:

    –>W zakresie zupełnie prywatnym myślę dla siebie, że błędem Marszałka i ówczesnych władz polskich było całkowite niepodejmowanie idei strategicznego sojuszu z Czechosłowacją, państwem o niesymbolicznej sile zbrojnej, tak samo młodym jak Polska i tak samo zainteresowanym w przetrwaniu.

    Piłsudski jak najbardziej podejmował próby sojuszu z Czechosłowacją i nie tylko z nią. Po I wojnie światowej był przecież głównym promotorem planu Międzymorza – federacji Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii, Białorusi, Ukrainy, Węgier, Rumunii, Jugosławii i Czechosłowacji pod polskim przywództwem. Niestety koncepcja geopolityczna Marszałka nie znalazła poparcia. Litwa i Ukraina obawiały się powrotu polskiej dominacji. Wysoko rozwinięta gospodarczo Czechosłowacja miała mrzonki, że da sobie radę sama. Z Międzymorzem walczyła Rosja Sowiecka i większość krajów zachodnich, z wyjątkiem Francji. Wydaje się też, że Polska była zbyt słaba, by rościć sobie przywództwo federacji. Ale 20 lat po staraniach Piłsudskiego, wszyscy przyszli kandydaci na członków Międzymorza padli ofiarą III Rzeszy i ZSRR.

    Choć plan Międzymorza nie został urzeczywistniony, jest on wciąż szeroko dyskutowany w kręgach teoretyków geopolityki na Zachodzie, a III Rzeczpospolita nawiązuje do niego w swojej polityce międzynarodowej. Poparcie udzielone przez RP krajom bałtyckim w ich staraniach o członkostwo w NATO i UE jest tego znamiennym przykładem. Podobnie jak promowanie przez RP Ukrainy w Europie. Jakimś zapewne też urzeczywistnieniem koncepcji Piłsudskiego jest Grupa Wyszehradzka – sojusz Polski, Węgier, Czech i Słowacji. Nic nie stoi na przeszkodzie, by dołączyły do niego Rumunia i Bułgaria i niektóre z państw byłej Jugosławi. Oczywiście Litwa jest tradycyjnie niezainteresowana jakimkolwiek sojuszem pod polskim przywództwem i nigdy też nie będzie do niego zaproszona.

  20. marek mówi:

    Polska w 1939 roku miała niewielkie pole manewru, pomiędzy dwoma totalitaryzmami. Być może jeszcze przed traktatem monachijskim można było zawrzeć sojusz z Czechosłowacją, co i tak w konfrontacji z Hitlerem gwarancji sukcesu nie dawało. Po Monachium liczenie na “zachodnich sojuszników” było iluzją. Same zaś gwarancje brytyjskie były niczym innym jak skuteczną próbą odciągnięcia Polski od sojuszu z Hitlerem.

    Dzisiaj koncepcja “Międzymorza” jest nierealna. Przede wszystkim Ukraina nie jest w stanie prowadzić przez dłuższy czas polityki niezależnej względem Moskwy, a radykalny zwrot na zachód będzie po prostu oznaczał rozpad państwa ukraińskiego. Po drugie nawet w ramach Grupy Wyszehradzkiej jest silny antagonizm węgiersko- słowacki, więc trudno się spodziewać jakiejś daleko idącej współpracy tych państw. Podobnie jest zresztą jeśli chodzi o tlący się cały czas konflikt węgiersko- rumuński.
    Polska musi sobie zdać sprawę, że nie jest w stanie samodzielnie kreować polityki międzynarodowej wymierzonej w głównych rozgrywających w Europie Środkowo- Wschodniej, tj. w Moskwę i Berlin. Wszelkie prometejskie rozróby przeciw Rosji, niepoparte realną siłą po prostu nam szkodzą. Tak samo jak wymiana ciosów na forum międzynarodowym z Niemcami, jak to było za min. Fotygi.
    Polska powinna stopniowo wzmacniać swój potencjał ekonomiczny i szukać sposobu na osłabienie faktycznej współpracy Niemiec z Rosją, poprzez swoją aktywność w instytucjach UE. Póki ta Unia jeszcze istnieje. Zresztą podstawowym założeniem polityki zagranicznej nie powinno jej robienie “przeciw komuś”. Politykę robi się dla siebie. Bez niepotrzebnego ideologicznego zacietrzewienia.

  21. monstrum mówi:

    Jan, nr 19

    Kwestią przyczyn powstałych w wyniku Traktatu Ryskiego wchodnich granic zajomował się dokładnie w tym ujęciu lat temu chyba osiem białoruski historyk z Mińska pan docent Dymitr Rogaczow. Według niego strona polska wychodziła z założenia, że należy postawić sobie pytanie w jakim wymiarze nowe państwo polskie będzie w stanie – używając określenia autora, twierdzącego, że pochodzi od Grabskiego – strawić powstałe w ciągu ponad stu lat na terenach zaboru rosyjskiego pierwiastki nie polskie, to znaczy na ile państwo będzie w stanie je repolonizować. Drugie założenie, z którego według docenta Rogaczowa wychodziła strona polska, to że ziemie Galicji wschodniej (wschodu Galicji wschodniej) są zarówno geograficznie bliższe terenom etnicznie czysto polskim oraz mają większy procent ludności mówiącej na co dzień po polsku, niż Białoruś za Mińskiem i sam Mińsk, będący już wówczas miastem większym od Lwowa, nie mówiąc o Stanisławowie i Tarnopolu razem wziętych. Jeżeli spojrzy się na mapę demograficzną II RP Romera z roku jakby nie było 1938, to widzi się, że różowy kolor polskości pozostaje w Galicji, a nawet wykraczającym poza granice polskie Podolu zauważalnie gęstszy, niż na terenie polskiej Białorusi z wyjątkiem Grodzieńszczyzny, bo na Polesiu praktycznie już żaden. Na przykład w Baranowiczach, gdzie w roku 1940 miała powstać Rozgłośnia Baranowicze Polskiego Radia, ze wspomnień niedoszłego kierownika tej placówki wiemy, że uważał wówczas, iż nadawali będą no może na Brześć. Okolicznością, którego Wojsko Polskie w roku 1920 w drodze na Kijów nie zauważyło, było to że w poaustriackiej Galicji ukraiński pierwiastek nacjonalistyczny był poważną siłą, natomiast na Białorusi stanowiska nacjonalistyczne (przeciwko Polsce i przeciwko Rosji) były prezentowane przez pojedyńcze ugrupowania, w ogóle nie mające żadnych wpływów. Z tego faktu strona polska całkowicie nie zdawała sobie sprawy. Z moich własnych obserwacji, do dziś dnia na wsi na Białorusi zachodniej można słyszeć, chociaż już od dzieci ludzi znających to z autopsji, “a ta za polskim czasam” – o wydźwięku, w którym na pewno nie ma nic nieprzyjaznego. Wśród współczesnej inteligencji mińskiej sprawa polskich aspektów białoruskiej historii przeciętnie postrzegana jest całkowicie pozaemocjonalnie i rzekłbym obojętnie: no było coś takiego, no są dziś polskie szkoły i zespoły w Grodnie, no są i co dalej? Niestety w dzisiejszym Lwowie, Stanisławowie (Iwano-Frankowsku), a nawet wołyńskich Równem, Łucku i Kowlu oraz – ku moim najgorzkim niepocieszonym żalom – na północy w Wilnie polska przeszłość to powód, aby na bardzo głębokim poziomie podświadomości odczuło się jakieś negatywne ukłucie. W dzisiejszym Lwowie istniejące tam szkoły polskie postrzegane są jako niepożądane zło konieczne.

    Pozostawiając na stronie szeroką niejednolitość poglądów w roku 1920 i 1921 po stronie władz polskich, pan docent Rogaczow właśnie w ten sposób przedstawia sprawę, niby antycypując zabrzmiałe tu pytanie.

    Zagadnieniem, którego autor w swoim opracowaniu nie porusza w ogóle, jest dlaczego przewodniczący stronie radzieckiej Karol Daniszewki tak ubiegał się o wschód Galicji wschodniej. Przyznam się, że nigdy nad tym się nie zastanawiałem i w tej chwili nic mi do głowy nie przychodzi, bo po prostu nie zajmowałem się materiałami źródłowymi w tym względzie.

    Z kolei można zadać sobie pytanie, na ile pokaźniejsza część Białorusi, a mniejsza Galicji zapewniłyby większą stabilność Drugiej Rzeczypospolitej. Wydaje mi się, że zasadniczego znaczenia w obliczu wezwań końca lat trzydziestych to by nie miało.

    Innym nasuwającym się pytaniem jest, dlaczego porównując trzy pierwiastki nie polskie stanowiące dziś realia Kresów, to znaczy, od północy poczynając, auksztocko-żmudzki (bałtowski), białoruski i ukraiński, pierwszy i trzeci mają daleko posunięte znamiona antypolskości, a białoruski nie. W pierwszym przypadku, mobilizując moją wiedzę historyczną, twierdzę, że niestety, choć zmartwi to pana profesora Venclovę z Wilna (którego szanuję, a pana profesora Landsbergisa nie), początek był położony przez dążenie Imperium Rosyjakiego za wszelką cenę do obniżenia pierwiastka polskiego tam, gdzie Powstanie Styczniowe miało siłę i wymiar co najmniej taki sam, jak w Królestwie Polskim – na Litwie. Zdając sobie sprawę, że na Litwie przy pomocy rusinów – Białorusinów – w tym względzie nic by się nie wskórało, postawiono na tych kto mówił bardziej na północ w narzeczach auksztockim i żmudzkim, nie słowian. Już się miało ciekawe i skądinąd imponujące doświadczenia erupcji zainteresowań dawnymi językiem i kulturą na terenach fińskich – w rezultacie mamy zebranie i publikację Kalewali przez Eliasza Lönnrota, oraz na terenach estońskich – pierwsze usystematyzowanie języka estońskiego i stworzenie pierwszej jego gramatyki przez Fryderyka Kreuzwalda. W latach 1870-ycg zaczęły się samoczynnie zarysowywać podobne tendencje wobec tradycji Latgalii, Semigalii i Kuronii, które tworzą dziś Łotwę. Pod tym kątem spojrzano na Litwę. O ile we wszystkich przypadkach przed chwilą wspomnianych kulturowo-etnograficzno-lingwistyczne nurty nie kierowano przeciwko komukolwiek, nawet w Finlandii wobec licznych tam wówczas Szwedów (prawie nie), to w przypadku Litwy dla interesów spokoju na zachodnich ziemiach Imperium Rosyjskiego spojrzano na śpiący potencjał w postaci dwu narodowości w dolnym dorzeczu Niemna właśnie pod tym kątem. Ja chylę – z obydwoma rękami na sercu – czoła wobec wielkiej osobowości pana Jonasa Basanavičiusa i entuzjastów wokół niego zebranych, bo mamy dziś literaturę, poezję, kulturę we współczesnym języku litewskim (a który – pod gościnną ochroną “Kuriera Wileńskiego” mam nadzieję, że nikt mnie nie zabije, bo naprawdę nie mam nic złego na myśli – lingwistycznie poprawniej byłoby nazywać go językiem auksztockim). Nie zmienia to przy tym faktu, że ten naprawdę szlachetny czyn i entuzjazm został skierowany nie z własnej woli przeciwko polskości Litwy, która to polskość z punktu widzenia panującej tam władzy imperium zanadto podskakiwała. Przy tym kategorycznie i głośno przeciwstawiam się jakimkolwiek insynuacjom o sprzedawczykowości samego pana Basanavičiusa, a zwłaszcza będących obok niego ludzi, czy temu, że byli oni czyimikolwiek agentami. Służby dbające o interesy wielkiego imperium ze swej strony dojrzały okazję, co im nie umniejsza, bo sprawnie służyły sprawom do których zostały powołane.

    Nie ukrywam, że wyłożony pogląd jest we wręcz emocjonalnej sprzeczności z tym, co dziś można słyszeć pod sklepieniami współczesnego Uniwersytetu Wileńskiego. Ja reprezentuję poglądy o 499 lat młodszego Uniwerytetu Grodzieńskiego.

    Wracając do tematu, w przypadku Ukrainy wśród przyczyn na pewno widzimy tradycje wojownicze, w tym buntownicze kozaków zaporoskich oraz i przede wszystkim późniejsze bardzo intensywne wspieranie czynników skrajnie nacjonalistycznych przez Austro-Węgry po tym, gdy zaczął się zarysowywać coraz bardziej realny przyszły konflikt z Imperium Rosyjskim. Zza grobu Austro-Węgry (skądinąd jakże piękny i liberalny wielonarodowościowy kraj) dziś mogą uznać, że w pełni osiągnęły zamierzony cel, gdyż – proszę mi wybaczyć – patalogiczna antyrosyjskość, słyszana i przejawiająca się dziś czasem (wierzę – do niedawna) we Lwowie i Stanisławowie jest stokroć silniejsza, niż istniejące tam uczucia antypolskie.

    Natomiast za czasów Imperium Rosyjskiego Białorusinów nikt nie indoktrynował, nawet – rzecz znana – za czasów stalinowskich nikt się do roku 1939 o Białoruś zachodnią z urzędu radzieckiego nie dopominał. Świadomość białoruska owszem powstała, na co między innymi bardzo zwracały uwagę jakże światłe postacie: pani Maria Konopnicka i pani Eliza Orzeszkowa, ale sama z siebie powstawała nie przeciwko komukolwiek.

    Na zakończenie – po polsku zdaje się każdy ptaszek swój ogonek chwali, a po białorusku kto o czym, a pop o boskim – wydaje mi się, że Polska wielka ma w dzisiejszych całkowicie odmiennych realiach i czasach szansę swej, jak ktoś chce, jagiellońskiej misji – w sensie wpływów kulturowych, mentalnych, a idących za tym śladem gospodarczych – o ile istotnie zmodyfikuje swoje postrzeganie i odbierania zjawiska o nazwie współczesna Białoruś. Bo w ciągu piętnastu łat niepotrzebnie napsuto już dużo, i to na pewno wymaga bardzo wyważonego, bardzo delikatnego i ze stałym podkreślaniem szacunku dla odmienności – naprawiania. Do rozwinięcia tego wniosku zachęcam w trybie samodzielnym.

  22. Jeremi Sidorkiewicz mówi:

    Nie jest moim zwyczajem wtrącanie własnych opinii do dyskusji internautów na temat mojego artykułu, ale uczynię wyjątek. Dziwi mnie nieco bardzo emocjonalne podejście internauty Astorii.
    Chciałbym zauważyć, że nigdzie nie twierdziłem kategorycznie, że tajny protokół litewsko-niemiecki był zawarty. Jest to zaznaczone w samym tytule pytajnikiem. Uważam jednak, że warto niekiedy stawiać kontrowersyjne pytania, aby przybliżyć się do prawdy.
    Najmocniejszym argumentem Astorii jest to, że Amerykanie nie opublikowali nigdy treści takiego protokołu. To prawda, ale nie można porównywać wagi tajnego protokołu zawartego pomiędzy ZSRR a Niemcami z wagą hipotetycznego tajnego protokołu pomiędzy Litwą a Niemcami. Po wojnie taki tajny protokół nie miałby dla nikogo żadnego znaczenia, bo Litwa od roku 1940 nie istniała jako państwo,a Wilno i Kłajpeda tak czy inaczej należały do ZSRR.
    Co do stalinowskiego procesu”Cecylii” to powiem w dużym skrócie, że wątek litewski nie miał w nim żadnego znaczenia. W czterech tomach sprawy zgromadzonych przez sąd wojskowy oraz dodatkowo w dwóch pomocniczych tomach prokuratorskich wątek stosunków polsko-litewskich pojawia się tylko jeden jedyny raz, właśnie w omówionych w artykule zeznaniach Milwida. Zeznania te wypełniają zaledwie połowę jednej strony protokołu. Innymi słowy, pokazowy proces grupy “Cecylii” nie miał na względzie eksponowanie propagandy antylitewskiej. W latach 1948-1949 było to komunistom niepotrzebne. Nie jest prawdą, że zaufałem “ustaleniom prokuratorów i sędziów PRL”, gdyż ani w akcie oskarżenia ani tym bardziej w sentencji oraz uzasadnieniu wyroku w sprawie “Cecylii” nie wspomniano ani słowem na temat omawianej w artykule kwestii. Morderstwo sądowe, jakim było bez wątpienia skazanie i wykonanie wyroku śmierci na członkach grupy ” Cecylii”, nie miało najmniejszego związku z rewelacjami oskarżonego Milwida na temat hipotetycznego tajnego paktu Hitler- Smetona. Nie miało również najmniejszego związku z relacjami polsko-litewskimi.
    Na koniec dodam, że czytałem materiały archiwalne dotyczące kilku tysięcy (!) stalinowskich procesów politycznych. Rozmawiałem z wieloma skazanymi na długoletnie kary więzienia,a nawet na niewykonane chociaż orzeczone kary śmierci. Także w sprawie ” Cecylii” rozmawiałem z kilkoma bezpośrednimi uczestnikami tamtych wydarzeń oraz z członkami rodzin oskarżonych. Proszę mi wierzyć, że potrafię odróżnić prawdę od stalinowskich manipulacji propagandowych i analizować bardzo krytycznie materiały z procesów politycznych.

  23. Kmicic: mówi:

    W całej polityce Polski w stosunku do Lietuvy najważniejsza jest obrona praw pozostawionych tam Rodaków . Rodaków, którzy mają pełne prawo czuć się na Wileńszczyżnie i w Wilnie , jak u siebie.
    -To jedyny priorytet , dalej długo , długo nic..
    Tylko z państwem troszczącym się o swobodny rozwój tożsamości narodowej ?Polaków i języka ojczystego -polskiego ,na całej Wileńszczyżnie i w Wilnie, możemy zacząć w poważny sposób współpracować.
    Traktowanie przez lt państwo polskiej mniejszości jest papierkiem lakmusowym wskazującym, do której cywilizacji należy LT i jej społeczeństwo i jak należy z tym pańtwem postępować.
    Znajaca lt realia młodzież polska z Wilna nie ma już złudzeń:
    “..Niestety już znaleźli się polskojęzyczni, mentalni niewolnicy i medialni promotorzy pojednania za litewskie pieniądze. Już piszą, że to niby margines, że to kibicowskie sprawy. Owszem – są kibicowskie sprawy, ale nie w tym przypadku, bo przeciw nam zjednoczyli się szowinistyczni kibice różnych klubów i skinheadzi, którzy z żadną kibicowską ekipą nie trzymają. Im chodziło nie o sprawy klubowe, ale przede wszystkim o narodowe! Wszystkim tutejszym „pojednawcom” radzę, aby poszli na kolejny mecz Polonii. Może jak dostaną po twarzy od litewskich „braci Litwinów” (o ile nie będą potrafili się obronić) to przestaną wypisywać bzdury o pojednaniu i wielokulturowości. Wielokulturowość to skończyła się tutaj w 1939 roku, nikt z Litwinów nie chce się też z nami jednać. A może „pojednawcy” polecą na skargę do służb litewskiego państwa? Od razu im podpowiem, żeby nie liczyli na ich policję. My całe szczęście nigdy na nią nie liczyliśmy dlatego nie byliśmy zaskoczeni tym, że biernie przyglądała się akcji litewskich szowinistów i bijatyce. I dobrze… damy sobie radę, tylko co w podobnej sytuacji zrobią wielcy patrioci Republiki Litewskiej?

    Trzeba walczyć za swoje, a nie błagać ich o akceptację – Litwini nigdy nas TUTAJ jako Polaków nie zaakceptują. Dostrzegam to nie tylko na przykładzie kibiców Żalgirisu i ich sojuszników. Taką samą postawę przyjmują władze tego państwa zabraniające pisać po polsku, taką samą postawę przyjmują urzędnicy okradający Polaków z ich ziemi (co jest znacznie gorsze niż parę siniaków nabitych na meczu), taką samą postawę przyjmują ci wszyscy tak zwani „zwykli, porządni Litwini”, którzy krzywią się w autobusie gdy rozmawiam po polsku. Nawet mnie to nie dziwi. Choć oficjalnie oni budują swoją tożsamość na fikcyjnych wizjach „odwiecznej stolicy”, „bałtyjskiego szczepu”, „wschodniej Litwy” to w głębi serca wiedzą że to bzdury. Stąd ich frustracja, stąd ich dążenie do wynarodowienia nas – prawowitych mieszkańców tej ziemi. Zamiast wierzyć w złudzenia o „porządnych Litwinach” i to że „większość taka nie jest” trzeba się jednoczyć i walczyć swoją tożsamość i swoje polskie sprawy..”
    – Gorzkie ? – ale to prawda..

  24. Kmicic: mówi:

    Zaproszenie na wykład: “Ponary – niepamiętana zbrodnia”
    Pan Leszek Rysak – nauczyciel, historyk, uczestnik Motocyklowego Rajdu Katyńskiego oraz współautor przewodnika historycznego Radia Warszawa wygłosi wykład na temat “Ponary – niepamiętana zbrodnia“.
    29 czerwca 2012 r. godz. 19.00
    Sanktuarium Matki Boskiej Ostrobramskiej
    04-175 Warszawa, ul. Ostrobramska 72
    sala parafialna przy kościele.
    http://www.polskiekresy.pl/index.html?act=nowoscifulldb&id=204

  25. monstrum mówi:

    Astoria, nr 21

    To chwała pamięci Marszałka za to! Wiem o bardzo szerokich jego zamiarach w okresie, gdy Polska odradzała się. Z tym że aż tak wielki zasięg planów, przekraczający tradycyjne ramy Międzymorza, bo od zatoki Botnickiej do Adriatyku, chyba nie mógł być postrzegany, jako realne. Niestety, całkowitą słuszność zamiarów Marszałka, potwierdzoną wynikami polityki Niemiec hitlerowskich i ZSRR stalinowskiego, strony ucierpiałe mają skłonne oceniać dopiero po fakcie. Z kolei zostało mi w pamięci z czasów późniejszych, to znaczy po latach 1919-1920, gdzieś wypowiedziane przez Marszałka “Ta parszywa Czechosłowacczyzna” i podobno nie raz.

    Rzeczą niekorzystną dla Polski było, że z jednej strony Druga Rzeczpospolita nie miała wystarczających sił, aby być faktycznym przywódzą potencjalnej federacji, potrafiącym walnąć w stół i pewnych rzeczy wymusić, z dugiej strony była silniejszą ze wszystkich innych o tyle, że obawiano się hegemonii. W istniejącym układzie – chociaż to jest właśnie gdybanie historyczne – wydaje mi się, że tak jak po dojściu do władzy Hitlera Marszałek powiedział ministrowi Beckowi “musisz doprowadzić do zbliżenia z Anglią”, rzec by prawdopodobnie należało “musisz doprowadzić do strategicznego zbliżenia z Czechosłowacją”. No ale było, minęło.

    Rzeczą nieporównywalnie konstruktywniejszą jest zadanie sobie pytaniy dotyczącego teraźniejszości i przyszłości. Jestem całkowicie zgodny z Markiem, że Wyszehrad jest ciałem tak samo bezużytecznym, jak bardziej na wschód, mimo stałych wlewań, GUAM (Gruzja, Ukraina, Azerbajdżan, Mołdawia). Tak samo, chociaż w innym wymiarze, absolutną mrzonką jest koncepcja przewijającego się bodaj że Trójkąta Europejskiego, będącego szczególną konstelacją Paryż – Berlin – Warszawa. Proszę tylko się nie obrazić, ale tutaj Polska za wysoko mierzy. Natomiast wydaję się, że praktyką, która jednak zdaje egzamin historyczny, jest staranie się, aby przyjaciół mieć blisko, a wrogów daleko.

    Marek, nr 22

    Zgadzam się w całym ciągu, z jednym wyjątkiem ostatniego akapitu, który minimalnie zmodyfikowałbym tak oto:

    “Polska powinna stopniowo wzmacniać swój potencjał ekonomiczny i szukać sposobu na wyciąganie jak największej korzyści z narastającej faktycznej współpracy Niemiec z Rosją – poprzez swoją aktywność w instytucjach UE i możliwie najszerszym udziale we wspópracy dwóch większych partnerów. Bo podstawowym założeniem polityki zagranicznej nie powinno być jej robienie „przeciw komuś”. Politykę robi się dla siebie. Bez niepotrzebnego ideologicznego zacietrzewienia”.

    Odnośnie sprawy jedności państwa ukraińskiego, rozwijając też nieco wątek o Ukraińcach z mojego poprzedniego wpisu, nie wiem, na ile przeciętny Polak zdaje sobie sprawę z istniejącej namiętności pomiędzy Ukrainą zachodnią, poaustriacką, a Ukrainą wschodnią: czyli Galicja versus Donbas. Poza tym, że wszędzie jest odruchowa serdeczność wobec gości (o ile na zachodzie nie mówią po rosyjsku), bieguny te reprezentują nie tylko diametralnie odmienne poglądy co do przyszłości i racji stanu Ukrainy, ale też skrajne emocje ze wschodu na zachód: “Kiedy wy wreszcie, darmozjady przeklęte, pójdziecie od nas do cieżkich diabłów, do Polaków, do Austriaków, do Amerykanów, do niepodległości, gdziekolwiek, tylko odłączcieże się wreszcie”, natomiast replika w kierunku odwrotnym brzmi: “A figę wam, my was do krwawych Moskali nie puścimy”. Dialog ten wadaje się – daj Boże – nieco wyciszać, odkąd tandem Juszczenko-Tymoszenko zrobił miejsce innym.

  26. monstrum mówi:

    Kmicic, nr 25

    Brawo! Nie milknij, proszę, Kmicicu. Przekaż wszystkim, że są ludzie również spoza Polski, którzy was jak najszczerzej popierają!

  27. Kmicic: mówi:

    do monstrum 28:
    http://www.rajdkatynski.net/index.php?option=com_content&task=view&id=208&Itemid=85
    “..Podczas tegorocznego Rajdu Katyńskiego będą zorganizowane dwa zloty motocyklowe:

    > 3 września w Ponarach pod Wilnem – “PONARY – Pamiętamy”, gdzie podczas ostatniej wojny, Niemcy wraz z ochotnikami litewskimi wymordowali 25 tysięcy polskiej młodzieży i inteligencji Wilna, oraz 70 tysięcy Żydów. Wyruszamy 1 września razem z Rajdem Katyńskim sprzed Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Komandorem jest Marcin Gałecki 48 605 621 400, mgalecki@poczta.onet.pl i do niego należy się zgłaszać… ”
    – Zaproszenie dotyczy również wszystkich motocyklistów z LT.

  28. Ali mówi:

    Monstrum : Basanowicz sprzedawczykiem rzeczywiście nie był, gdyż walczył o interesy narodowe litewskie, a nie polskie. Niemniej, przymilnie kokietować władze rosyjskie potrafił. Na łamach gazety “Nowoje Wremia” pisał : ” Interesy teraźniejszych Litwinów jako narodu nie mają nic wspólnego z patriotycznymi polskimi marzeniami. Tylko na ziemi litewskiej i W NIEPODZIELNYM ZWIĄZKU Z POTĘŻNYM PAŃSTWEM ROSYJSKIM możliwe jest odrodzenie się Litwy i jej dalszy rozwój”.
    Dodam tylko, że podkreślenia części cytatu są moje.

  29. Gość mówi:

    Niemniej prosze przeczytac o umowie jaką strona polska zawarła ze strrona litewska w zakresie przekazania Litwie kontroli nad zarządem powietrznym nad obszarem połnocnego- wschodu Polski. Umowa ma ma zaczac obowiazywac w marcu 2013 roku

    http://ec.europa.eu/transport/air/single_european_sky/doc/2012_04_17_annex_i_balticfab_conops.pdf

  30. kosmo mówi:

    Historycznyj nonsens i falsz. Pakt Smetony i Hitlera?:))) Autor nepisze nie slowa o tom ze naciszcy oferowaly Smetone w 1939 ijscz do Wilny w wrzesniu, no Smetona otkazal. Newiem z jakiej zgody Kurier przypomyna trybune niektorzych „historykow“ radzieckich i rossiskich ktory chciely i chcą, zeby bracia po unii lubelskiej konfliktowali po sej dzien.

  31. pšv mówi:

    Na delfi jakiś Siarun Czerniawski (Šarūnas Černiauskas) wszczął sracz w sprawie tego artykułu.

  32. Pingback: Kurier Wileński | Tajny pakt Hitler-Smetona? – komentarz redakcji

  33. monstrum mówi:

    Ali, nr 30

    Dziękuję, nie znałem tych słów. Pierwsze, co się nasuwa, to słowo szkoda – że docinał polskości nawet na łamach prasy. Na pewno miał dobre wyczucie ogólnych nastrojów zwierzchnich, chciał dodatkowo wzmocnić perspektywy sprawy której był orędownikiem.

    *

    Jan – jako post scriptum do zapisu 23

    Stwierdziłem, że w roku 2004 niedokładnie czytałem opracowanie docenta Rogaczowa, dociekającego powodów którymi kierowali się sygnatariusze Traktatu Ryskiego. Sięgnąłem w poniedziałek do biblioteki do tamtej pracy i oto co znalazłem.

    Autor wnosi, że strona radziecka była zainteresowana uzyskaniem części poaustriackiej Galicji wschodniej z powodu wyższego tam poziomu kultury rolnictwa i znacznie większej żyzności ziem uprawnych, niż w środkowym dorzeczu białoruskiej Berezyny, gdzie sporą część stanowiły wtedy nieużytki. Chciało się mieć bliższy wgląd w tamtejsze sposoby uprawy roli, niż całość się skolektywizuje. Poza tym pragnięto zostawić możliwie najmniejszą część Ukraińców poza Ukrainą zasadniczą, aby nie kontynuować już dobrze ponadwiekowego podziału – w celu zwężenia obszaru, który dał Petlurę, a pozostawałby poza granicami radzieckimi. Pragnięto też pozyskać pewien element nacjonalistyczny, ale na swoją stronę, dla zwalczania bardzo silnych ciągot wśród rosyjskiej inteligencji miejskiej na Ukrainie do ideałów Białej Armii, z którą miała bezpośrednią styczność i którą zasiłała przez ponad dwa lata.

    Od siebie dodam, że z tym ostatnim zadaniem młoda władza radziecka w latach dwudziestych dobrze sobie poradziła i bez Galicjan, niezwykle silnie promując wszelką ukraińskość kontra biało-staro-rosyjskość.

  34. Astoria mówi:

    @ Jeremi Sidorkiewicz:

    –>Najmocniejszym argumentem Astorii jest to, że Amerykanie nie opublikowali nigdy treści takiego protokołu. To prawda, ale nie można porównywać wagi tajnego protokołu zawartego pomiędzy ZSRR a Niemcami z wagą hipotetycznego tajnego protokołu pomiędzy Litwą a Niemcami. Po wojnie taki tajny protokół nie miałby dla nikogo żadnego znaczenia, bo Litwa od roku 1940 nie istniała jako państwo,a Wilno i Kłajpeda tak czy inaczej należały do ZSRR.

    Jeśli dobrze rozumiem Pana argument, to poszlaką wskazującą na istnienie tajnego paktu Hitler-Smetona jest to, że Amerykanie nie opublikowaliby takiego hipotetycznego dokumentu dlatego, żę nie miałby on dla nikogo żadnego znaczenia. Pan ma jakieś dowody na to, że Amerykanie ukrywają dokumenty pochodzące z archiwów III Rzeszy dlatego, że nie mają one dla nikogo żadnego znaczenia? Czy Pan rzeczywiście uważa swoją argumentację za logiczną i realistyczną? Moim zdaniem, Pana argument nie jest ani logiczny ani realistyczny, ale jest wyssaną z palca sofistyką.

  35. grzech mówi:

    Witam rodaków na Litwie. Na stronę Kuriera wszedłem przypadkowo.
    Jest w Polsce strona http://www.nowyekran.pl, w której jak mało gdzie panuje wolność słowa i wypowiedzi.
    Czytając jeden artykuł w komentarzach zauważyłem Wasz artykuł o tajnym pakcie Hitler – Smetona.
    Muszę przyznać, że zaskoczyło mnie to jak wiele ostatnio wypowiedzi na sprawy naszych dziejów.
    Bardzo chciałbym byście i w Polsce zaistnieli (mówię o kraju co zwie się Polską ale nie jest wolną Polską i nie rządzą nami Polacy). Takie artykuły są niezbędne dla nas jako prześladowanych na własnych ziemiach. Mówię tu o nauczaniu historii i języka polskiego. Obcina się lekcje, obniża poziom, cenzuruje się i zeszmaca historyków badających i piszących prawdę, dąży się do likwidacji IPN-u (dzięki któremu np wiemy, że Wałęsa był agentem).
    To świadczy o tym, że jesteśmy planowo niszczeni i sprowadzani do poziomu bydła (przynieś podaj pozamiataj- czyli tylko parobków).
    Jak widzicie nie tylko was prześladują.
    Nie dajcie się! Tacy jak ja są z was dumni że dbacie o polskość po takim wyniszczeniu jakie przyniosły lata 1795-1918 i 1939-do dziś. Że jesteście.

    proszę się zapoznać z inną sprawą ale i związaną z Litwą:
    też ciekawy artykuł odkłamujący nasze dzieje
    http://lazacylazarz.nowyekran.pl/post/55860,janusz-radziwill-bohater-rzeczypospolitej
    i zapraszam do Nowego Ekranu

  36. Łupaszka mówi:

    Jerzy Dąmbrowski”Łupaszka”– zapomniany kresowy zagończyk.
    Wyjątkowość postawy i dokonań Jerzego Dąmbrowskiego sprawiła, że ten sam pseudonim – „Łupaszka” (którego używał walcząc z bolszewikami w latach 1919/1920) – przyjął kilka lat później mjr Zygmunt Szendzielarz z Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej, kiedy w 1943 r. obejmował dowództwo nad resztkami podstępnie wymordowanego przez Sowietów nad jeziorem Narocz oddziału AK por. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”.

    http://www.polskiekresy.info/index.php?option=com_content&view=article&id=932:jerzy-dambrowski-zagoczyk&catid=115:historia&Itemid=507

  37. Maur mówi:

    …”Nie ma narodu, nawet wśród najbardziej kulturalnych, który by nie miał jakiejś sobie tylko właściwej wady. Wada ta jest poddawana krytyce przez sąsiądów – w imię zabezpieczenia ich interesów lub wskutek współzawodnictwa. Zaszczytnym obowiązkiem wykształconego człowieka jest prostować lub przynajmniej osłabiać krytyczne sądy, skierowane przeciw wadom swego narodu.Pozyskuje się wwtedy głośne imię istoty wyjątkowej i takie zrzucenie z siebie pietna wady narodowej jest tym więcej cenione, im bardziej było nieoczekiwane”…

  38. Wereszko mówi:

    Łupaszka
    A widziałeś komiks “Łupaszka”?
    http://komiks.nast.pl/nowosci/10571/Lupaszka-w-komiksie/

  39. Adam81w mówi:

    Dziękuję panie Jeremi. Bardzo ciekawy tekst. Nic o tym nie wiedziałem.

  40. Wereszko mówi:

    Łupaszka
    Dzięki! teraz wiem dlaczego komuna pozwoliła nakręcić film o Hubalu.

  41. monstrum mówi:

    Łupaszka, nr 38 i nr 41

    Dzięki rzeczywiście wielkie a nieskończone – za wskazanie artykułu na stronie “Polskie Kresy info” oraz autentycznie znakomitego filmu dokumentalnego; podziwiam między innymi piękny przejmujący nastrój filmu i równie pięknie dobrane krajobrazy jako plener. Znakomity film! – twierdzę tak, bo dosyć dużo oglądam historycznych filmów dokumentalnych. Minimalne sprostowanie – w czase wojny 1919-1920 Michał Tuchaczewski nie był marszałkiem, gdyż takiego stopnia wówczas w Armii Czerwonej nie było, był tak zwanym komandarmem, czyli dowódcą armii, ale to nie stopień wojskowy, bo nawet ich jeszcze Armia Czerwona nie używała, tylko funkcja. To jednak absolutna drobnostka.

    Do szanownych Łupaszki, Wereszki i rzecz jasna innych:

    1. Ukazujące się na początku filmu oraz ze trzy razy w jego trakcie kolorowe kadry z oddziałem kawalerii polskiej w mundurach całkowicie wymieszanych – bo widzimy i furażerkę z partyzancką biało-czerwoną wstążką, i czapkę z roku 1918, i przez sekundę chyba dwóch żołnierzy piechoty niemieckiej z czasów drugiej wojny światowej – co to według Panów jest?

    2. Cudowne, jakże cudowne kadry dokumentalne m.in. z ulicą Wielką i w oddali wieżą Świętojańską w Wilnie z lat dwudziestych!!

    3. Film jest z roku 2009 i podaje, że miejsce i czas zgonu podpułkownika Jerzego Dąbrowskiego nie jest znany, natomiast dziś w Wikipedii czytamy, że “został skazany na karę śmierci i stracony w więzieniu w Mińsku w nocy z 16 na 17 grudnia 1940, po straszliwych torturach”. Tam też czytamy, że opuścił tereny nadbiebrzańskie i przedostał się do Republiki Litewskiej już w grudniu 1939 z powodu choroby.

    4. Wydaje mi się poza wszystkim innym, że czyn zbrojny majora Henryka Dobrzańskiego “Hubala” i jego oddziału stanowi jakże godną i bohaterską stronę w historii polskiego oręża i ruchu oporu. Film fabularny “Hubal” Bohdana Poręby z roku 1973 ze znakomitą kreacją Ryszarda Filipskiego w roli głównej uważam za dzieło wybitne. Pamiętam, z jakim wzruszeniem szli ówcześni warszawiacy do kina, aby w kolorze i w pięknej akcji patrzeć na mundury wojskowe Drugiej Rzeczypospolitej.

  42. Wereszko mówi:

    monstrum
    Ok,ale Hubal to mały pikuś wobec Łupaszki!a mimo to wszyscy wiedzieliśmy,po tym filmie, kim jest Hubal a nie mieliśmy pojęcia że istniał taki heros jak Łupaszka.

  43. monstrum mówi:

    Wereszko, nr 46
    Pomijając długość okresu działania i jego zasięg, czy określenie mały pikuś jest aby na pewno najlepsze wobec uznanego bohatera, pamięć o którym jest szeroko pielęgnowana przez społeczeństwo?

  44. Wereszko mówi:

    monstrum
    Społeczeństwo współcześnie “szeroko pielęgnuje” pamięć o tych TYLKO bohaterach których pokazują mu w mediach.Łupaszki przez lata,do dzisiaj,w mediach nie było i dlatego bohaterem jest Hubal,a Łupaszka,w zbiorowej świadomości, nie istnieje.I to MIMO istnienia rzekomo wolnej Polski od 1989 roku.

    Rzeczywiście,określenie “mały pikuś” wobec Hubala jest niefortunne ale to był taki skrót językowy…

  45. monstrum mówi:

    Wereszko, nr 47

    I na tym właśnie polega zadanie i cel entuzjastów, aby informacja i pamięć o postaciach i wydarzeniach historycznych trafiała do świadomości społecznej, w tym do mediów. Z uznaniem i satysfakcją należy powitać fakt, że inicjatywy te przejmują formy instytucjonalne, w danym wypadku – wnikliwą pracę badawczą i popularyzatorką Instytutu Pamięci Narodowej. Z ogromnym zadowoleniem i wdzięcznością reaguję na dzielenie się wiedzą, w tym poprzez podawanie odsyłaczy, przez uczestników forów Kuriera. Dzięki internaucie Łupaszce dowiedziałem się o Jerzym i Władysławie Dąbrowskich, bo dotychczas pseudonim Łupaszka kojarzył mi się wyłącznie z majorem Zygmuntem Szendzielarzem.

    Do żołnierzy drugiej wojny światowej, w tym żołnierzy ruchu oporu, mam szacunek i sentyment bezgraniczny i nader emocjonalny. Uważam za szczęście, że osobiście znałem i serdecznie się przyjaźniłem, będąc młodszym o półtora pokolenia, z bojowniczką AK Okręgu Wileńskiego, która w okupowanym przez hitlerowców Wilnie działała w grupie ratowania Żydów, a latem 1945 roku uratowała życie Polakowi z Grodzieńszczyzny, nielegalnie wywożąc go do nowej Polski. Historia ta jest w internecie rosyjskojęzycznym, artykuł miesięcznika “Nowa Polska”. Nazywała się pani Maria Piotrowska, od roku 1994 spoczywa na cmentarzu prawosławnym na Woli w Warszawie.

    Historię niezamierzonej a nader szczególnej partyzantki, bardziej walki o przetrwanie, na terenach, które po 17 września 1939 znalazły się na głębokich tyłach Armii Czerwonej – w lasach pod Łunińcem i Dawidgródkiem na Polesiu, opisuje bardzo ciekawy pamiętnikarz, który lata powojenne spędził w Kanadzie, pan Aleksy Wodziaka w opowiadaniu “Szeregowy Rabinowicz nie złoży broni”. W latach 70-ych poznał obywatela USA, który w stopniu szeregowego Wojska Polskiego był we wrześniu 1939 w tamtej grupie. Było ich cztery osoby, trzech żołnierzy i zawiadowca stacji, dobrze pamiętam ich nazwiska: kapral Marian Waliszewski, starszy szeregowy Jan Buraczek i szeregowy Mojżesz Rabinowicz oraz kolejarz Alojzy Kudziel. Kapral, dowódca patrolu, postać już w pewnym wieku, który za coś został zdegradowany ze starszego sierżanta do szeregowego i w roku 1939 powoli awansował znowu, gdy patrol zdał sobie sprawę, że wkroczyła Armia Czerwona i stracono wszelką łączność, oświadczył, że broni nie złoży i tegoż radził swoim dwom podwładnym. Potem dołączył do nich uciekający z aresztu NKWD zawiadowca stacji Dawidgródek – ze strzelbą pożyczoną od leśniczego. Jedynym większym wyczynem czwórki było odbicie kilku aresztowanych osób we wsi z zabiciem dwóch funckonariuszy NKWD. Walczyli, nie zdejmując mundurów, w tym pan Kudziel w mundurze kolejarskim. Kapral Marian Waliszewski to taki mini-Hubal kresowy kontra przybyła władza radziecka. Gdy po ponad miesiącu, w drugiej połowie października, wreszcie wpadnięto na ich trop, pan Rabinowicz, ratując się, stracił wszelki kontakt z resztą, przeżył, a po wojnie znalazł się w USA. Szukał współtowarzyszy przez Czerwony Krzyż. Jan Buraczek w stopniu kaprala zginął w szeregach Pierwszej Armii Wojska Polskiego na początku 1945 w walkach o Wał Pomorski. Alojzy Kudziel zmarł w szpitalu więziennym w październiku 1939. Po Marianie Waliszewskim ślad wszelki zaginął.

    Co się tyczy majora Hubala, do niego mam powód mieć stosunek szczególny. O nim dowiedziałem się z filmu “Hubal”. W roku 1975 film ten wszedł na ekrany radzieckie z anonsem “film o polskich partyzantach”. Według mojego scenariusza powstał piętnastominutowy epizod w programie jednego z moskiewskich teatrów młodzieżowych z okazji rocznicy zwycięstwa – epizod o polskim majorze Hubalu. Kleiliśmy z tektury i malowaliśmy rogatywki, z tektury były patki, a gwiazdki na naramiennikach – srebrne oficerskie wojsk inżynieryjnych Armii Radzieckiej. Mundury oczywiście stylizowane. Byłoby dziwne, gdybym pozwolił komu innemu wziąć rolę majora Hubala.

  46. Wereszko mówi:

    monstrum
    Na początek,wybacz:”która w okupowanym przez hitlerowców Wilnie działała w grupie…”
    Wilno okupowali NIEMCY a nie jacyś hitlerowcy,naziści czy inni faszyści.Po prostu NIEMCY.

    “Do żołnierzy drugiej wojny światowej, w tym żołnierzy ruchu oporu, mam szacunek…”
    Różne były “ruchy oporu”.Byli żołnierze AK lojalni wobec Rządu Polskiego na Uchodźtwie,byli też tzw.partyzanci AL, tego legalnego polskiego rządu nieuznający,a uznający władzę Moskwy,czyli zwykli zdrajcy. Do jednych mam szacunek,do drugich pogardę.

    “przybyła władza radziecka.”
    Nie radziecka lecz SOWIECKA.

    Hubal walczył tylko z Niemcami – więc był po 1945 do zaakceptowania,gorzej z Łupaszką,ten dawał popalić Sowietom,więc trzeba było go zamilczeć. I tak z ekranu szedł w lud przekaz:”Polacy walczyli tylko z Niemcami,Sowieci byli naszymi przyjaciółmi.” Taki przekaz szedł też np. z “4 pancernych i psa”.Krótko mówiąc:Cała historia po 1945 jest do napisania OD NOWA!

  47. Łupaszka mówi:

    Dla mjr-a Zygmunta Szendzielarza ppłk Jerzy Dąmbrowski był wzorem do naśladowania , stąd przybrany przez Niego pseudonim “Łupaszko”.

    Ppłk. Jerzemu Dąmbrowskiemu ( Łupaszce ) poświęcił książkę ś.p. prof.Tomasz Strzembosz „Saga o Łupaszce ppłk. Jerzym Dąmbrowskim”, którą mógł oficjalnie pisać dopiero po 1989r.

    …Chłopcy ! Ojczyzna ! Bolszewicy ! – “taka” ich mać… Trójkami , w prawo, stępa marsz !

    Tymi słowami rtm. Jerzy Dąmbrowski herbu Junosza swój ochotniczy kawaleryjski oddział iście pospolitego ruszenia, złożonego z ziemian i drobnej szlachty – zagrzewał do boju przeciw bolszewikom próbującym panoszyć się w 1919 roku na Wileńszczyźnie.

    Zagrzewał i dowodził skutecznie osiągając wkrótce sławę Zagończyka godnego następcę kresowych rycerzy. “Łupaszko” “Żorż” wśród towarzyszy broni i Wilnian cieszył się sympatią i popularnością, zarówno dla dość szczególnej urody jak i błyskotliwej inteligencji oraz walorów towarzyskich zwyczajnych w tamtych czasach i środowisku.

    Mimo wieku i nie najlepszego zdrowia w 1939 znów wsiada na koń, by na czele 110 pułku ułanów stanąć przeciw bolszewickiemu najazdowi. Znów pod jego komendę ciągną kresowi ochotnicy- ci z lat 19-20 lub ich synowie.
    Zastępcą ppłk. Jerzego Dąmbrowskiego był mjr “Hubal” – Henryk Dobrzański. Niepokorne, kawaleryjskie natury lgną do siebie…

    Pozdrawiam serdecznie.

    P.S.
    Mój ś.p.dziadek był podkomendnym ppłk.Jerzego Dąmbrowskiego “Łupaszki” z okresu Samoobrony Wileńskiej i 13-tego Pułku Ułanów Wileńskich (1918-1921r.)

  48. Łupaszka mówi:

    O majorze “Łupaszko” …

  49. Wereszko mówi:

    Łupaszka
    Obejrzałem,ogromne dzięki!

  50. monstrum mówi:

    Wereszko, nr 49

    ++…gorzej z Łupaszką, ten dawał popalić Sowietom, więc trzeba było go zamilczeć.++

    I na tym właśnie polega pozytyw trwającego na naszych oczach postępu, że pewne opory, przemilczenia, fałsze odchodzą do przeszłości. Niejednokrotnie byłem na cmentarzu-mauzoleum w Katyniu i raz w Miednoje, gdzie dziś mamy napisy dwujęzyczne i ulotki-przewodniki w języku polskim mówiące o tym kim były i z czyich rąk zginęły spoczywający tam ofiary polskie i rosyjskie. Dzięki znakomitej dużej monografii profesora Czesława Grzelaka “Kresy w czerwieni 1939” zwiedzaliśmy z członkami Białoruskiego Młodzieżowego Stowarzyszenia Historycznego 17 września 2009 Dzisnę i Leonpol na ziemi naddźwińskiej, gdzie 70 lat wcześniej na najdalszym północno-wschodnim krańcu Drugiej Rzeczypospolitej załoga strażnicy Korpusu Ochrony Pogranicza o mocy niecałego plutonu piechoty poległa w całości, broniąc się do wczesnych godzin popołudniowych 17 września i związując batalion Armii Czerwonej. Wszystko to przecież było nie do pomyślenia jeszcze lat temu trzydzieści. Nie jest przecież rzeczą nieznaną, że w ciągu dziesięcioleci zespół zjawisk symbolizowanych przez datę 17.IX.1939 był z powodu tabu ideologicznego źródłem głębokich napięć o wysokim potencjale negatywnym. Po raz kolejny głoszę, że ukazywanie i wspólne aktywne pamiętanie spraw, które kiedyś dzieliły w sposób bolesny, jest silnym i mądrym czynnikiem łączącym. Zgadzam się, że historia powinna być o ile nie w całości napisana na nowo, to stale wzbodzacana przez nowe badania, analizy, porównywania, a przynajmniej odideologizowana.

    ++Różne były „ruchy oporu”. Byli żołnierze AK lojalni wobec Rządu Polskiego na Uchodźtwie, byli też tzw. partyzanci AL, tego legalnego polskiego rządu nieuznający, a uznający władzę Moskwy, czyli zwykli zdrajcy. Do jednych mam szacunek, do drugich pogardę.++

    Stosunek do zjawisk i postaci historycznych każdy człowiek ma własny. Osobiście znałem blisko kilku kombatantów AK, których podziwiam, nie znałem żadnego weterana AL. Długo natomiast kontaktowałem, przede wszystkim z ramienia harcerskiego, z przemiłym kresowiakiem urodzonym w Wołkowysku, w czasie naszej znajomości pułkownikiem w stanie spoczynku Czesławem Bielejewskim, weteranem Pierwszej Dywizji imienia Tadeusza Kościuszki, który kończył wojnę w Berlinie, a nam ukazywał się w mundurze ze złocistem otokiem na czapce i wykazywał zadziwiającą otwartość wobec młodzieży. Dla mnie obcowanie z kombatantami wojny to przede wszystkim uczucie nie dającej się ująć w słowa przepotężnej wdzięczności, że dzięki Nim ja nie zaznałem Ich Trudu. Przypadek wyrzucenia zawartości kontenera na śmiecie przy pomniku bojowników AL przy dzisięjszym rondzie de Gaulle’a w Warszawie paręnaście lat temu, poza tym że wywołuje moje potępienie, wydaje się o tyle nie trafny, że błędność idei którym tamci ludzi służyli wykazała sama historia.

    Mężem pani Marii Piotrowskiej, opisasnej przeze mnie w nr 48 bojowniczki AK z Wilna, był członkiem przedwojennego KPP, co nie przeszkadzało mu razem z żoną ratować w okupowanym Wilnie życie Żydom, z tym że do AK nie należał. Po wojnie nie wstąpił do PPR, ale za przedwojenną przynależność partyjną spędził lata 1948-1955 nad Morzem Białym w obozie, przez co do końca życia co lata przebywał jakiś czas w sanatorium chorych na płuca pod Otwockiem. Przed aresztem należał do tej absolutnie unikalnej polskiej kohorty która po pracy do nocy odbudowywała Warszawę, a gdy w głośnikach rozbrumiewała muzyka to zapamiętale tańczyła na oczyszczanych jezdniach z nadmiaru zapału, radości i entuzjazmu, że żyjemy i Polska jest i stolica będzie. Pani Maria była tam oczywiście tak samo, przez jej dłonie szły tamte cegły. Oboje pracowali w admininstracji Polskiej Akademii Nauk. O odbudowywaniu Warszawy i co się wtedy czuło znam właśnie od nich. W długich dyskusjach zadarzających się przy herbacie w przeuroczym mieszkaniu przy Wareckiej nie zgadzałem się z pewnymi poglądami wyrażanymi przez pana Antoniego, ale pamiętam wielką kulturę i życzliwość z jaką przedstawiał swoje racje.

    ++Wilno okupowali NIEMCY a nie jacyś hitlerowcy, naziści czy inni faszyści. Po prostu NIEMCY.++

    Niestety, były to Niemcy pod władzą właśnie nie jakichś tam hitlerowców, nazystów czy innych faszystów. Na tym polega tragedia w historii Niemiec, tak samo jak tragedią w historii Rosji jest stalinizm i rewolucja październikowa. Pod tym względem od Niemców Rosja może się uczyć i powoli posuwa się torem zrozumienia tamtej tragedii i wyciągnięcia z niej wniosków.

    ++Nie radziecka lecz SOWIECKA++

    Mógłbym po prostu zadać pytanie na czym polega istota różnicy. Nie wycofuję tego pytania, ale przypomina mi się inna historia lingwistyczna. Swego czasu postać, która na dzisiejszej Ukrainie po 1991 roku zajęła miejsce jakie na Ukrainie sprzed 1991 roku zajmował Lenin, ukraiński poeta narodowy Taras Szewczenko, w swoich utworach pisał o wielu rzeczach które działy się na Ukrainie i w swoim najbardziej znanym i kanonicznym utworze “Testament” prosi na koniec, aby pochowano go na ojczystej Ukrainie pośród stepu szerokiego. I tak też było aż do czasów nastania prezydenta Juszczenki, kiedy bez zmieniania oryginałów Szewczenki ustawowo wprowadzono do języka ukraińskiego formę “w Ukrainie” uzasadniając, że zwrot “na Ukrainie” jest wyrazem ohydnej moskalsko-komunistycznej zniewagi wobec ukraińskiego poczucia godności narodowej, bo moskalo-komuchy właśnie w tym znieważaniu znajdują największą słodycz. Co więcej, w ramach – jak można by przypuszczać – dawania przykładu nieingerencji w sprawy wewnętrzne suwerennego państwa, szły w bardzo rożnorodnej formie żądania wobec niedawnego okupanta o identycznej zmianie normy języka rosyjskiego. Stawiano tę sprawę na każdym kolejnym posiedzeniu dwustronnej komisji międzyparlamentarnej, szeroko pisano w częściu prasy ukraińskiej ciążącej ku nastrojom galicyjskim, demaskując krwawy reżim imperializmu rosyjski. W Kijowie przed bramą ambasady, gdzie zmieniono “na” na “w” w napisie ukraińskim, ale po rosyjsku pozostawało “Ambasada Federacji Rosyjskiej na Ukrainie”, układały się w śpiworach głodujące, a zatem nie zbyt głośne postacie walczące o prawdę przyimkową, a symultanicznie w Moskwie na Arbacie takie same postacie w tym samym celu leżały i głodowały przed drzwiami z napisem “Ośrodek kultury ukraińskiej w Moskwie”, finansowany w całości przez Ministerstwo Kultury Rosji. We Lwowie oblano benzyną i podpalono w nocy pomnik Puszkina na terenie ogrodzonym konsulatu rosyjskiego, następnego dnia zaś skandowano przed ogrodzeniem “my mieszkamy w Ukrainie, a krwawy Moskal niech idzie na …”, już nie powiem na co, w rosyjkim i ukraińskim w tym zwrocie niecenzuralnym właśnie używa się przyimka “na”. Potem w Kijowie i Lwowie, we Lwowie pod sztandarami Stefana Bandery i orkiestrą dętą i nagłaśnianiem przez telewizję, był marsz zwycięstwa nad znienawidzonym okupantem przed bramami jego ambasady i konsulatu, na których zmieniono “na” na “w”. Protesty te z tym akurat żądaniem osłabły, gdy w prasie rosyjskiej też obok “na” stało się pojawiać “w”. Przez kilka miesięcy czytałem na forach ukraińskich entuzjastyczne wypowiedzi i wzajemne gratulacje, że jakże fajnie wdeptano krwawych okupantów ryjem w błoto. Z początku czekałem, kiedy Polska używająca w swym języku tego samego przyimka również zostanie zaproszona do chorowodu. W słowackim i czeskim jest zresztą tak samo. Ale widocznie intensywność uczuć wobec Rosji przewyższa wszystkie inne razem wzięte. Proszę mi wierzyć, jestem na ćwierć Ukraińcem z Podola, bywam tam, mam rodzinę również w Kijowie, gdzie bywam częściej bo bliżej, mogę dużo i szczerze mówić o poezji i tradycjach ukraińskich, recytować wiersze, jestem rozkochany w ukraińskim śpiewie wielogłosowym i niezrównanym brzmieniu prawdziwej bandury, tak samo w Huculszczyźnie, jej folklorze, legendach, wysokich połoninach i czerwonych pasach. Nie zmienia to jednak faktu, że na przejawiającą się czasem ukraińską barwność mam dość sprecyzowany pogląd. Dlatego nie nalegam na postawionym na początku pytaniu; tylko jeżeli odpowiedź wzbudza zainteresowanie.

    Absolutnie serdecznie pozdrawiam i naprawdę cenię ciekawą dyskusję.

  51. Wereszko mówi:

    monstrum
    “Na tym polega tragedia w historii Niemiec, tak samo jak tragedią w historii Rosji jest stalinizm i rewolucja październikowa.”
    Niestety nie! Różnica polega na tym że reżim hitlerowski skierowany był przede wszystkim na niszczenie INNYCH nacji,poza tym Adolf miał przez cały czas pełne poparcie swojego narodu.W CCCP było inaczej:reżim sowiecki niszczył przede wszystkim naród własny,rosyjski.Lenin i Stalin wykończyli miliony Rosjan.Hitler wykończył głównie miliony z INNYCH narodów.

    Radziecka czy sowiecka?
    “Mógłbym po prostu zadać pytanie na czym polega istota różnicy.”
    Czuję się trochę dziwnie bo nie myślałem że w tak zacnym towarzystwie będę wyjaśniać sprawy tak oczywiste.Otóż słowo “radziecki” zostało wprowadzone do j.polskiego po 1945.Przed wojną mówiło się “sowiecki”,tak jak na całym świecie.Komuna po 1945 wycofała się ze słowa “sowiecki” bo Polakom kojarzyło się zbyt negatywnie.Pamiętam z dzieciństwa “Kraj Rad” – jako dziecko myślałem wtedy:Kraj Rad czyli Kraj Rad-osny.
    Krótko mówiąc:robio z nami co chco!

  52. monstrum mówi:

    Łupaszka, nr 50 i 51

    Dziękuję ogromnie! Będę na pewno pamiętał o wskazanej książce profesora Tomasza Strzębosza, gdy będę w Polsce.

    Lata odradzania się niepodległości Polski mają dla mnie coś unikalnie fascynującego – z powodu ogólnego nastroju i aury epoki oraz osobowości i dążeń tamtych ludzi. Zwłaszcza na Kresach. Zwłaszcza na Wileńszczyźnie. Dosyć dużo słyszałem opowiadań o Wilnie międzywojennym i akowskim, nie miałem natomiast niestety okazji słuchać o okresie wcześniejszym, czasach zarania niepodległości, czasach Samoobrony Wileńskiej, od osób które pamiętałyby go z wrażeń osobistych, a dziś z nich nie pozostało już nikogo. O ile jest to temat do otwartego forum, jak się nazywał świętej pamięci Dziadek? Ze swej strony odwzajemnię, że mój świętej pamięci Ojczym, urodzony w Kijowie, był w kampanii wrześniowej starszym pilotem podchorążym lotnictwa WP, następnie w ZWZ i AK i porucznikiem w Powstaniu Warszawskim; nie nadmienię tu jednak nazwiska, gdyż to dosyć znany historyk-warsawianista.

    Co się tyczy filmu, przede wszystkim, z czapką z głowy –

    Cześć Ich Pamięci!

    Bardzo się podobał, dobrze że wzrusza. Nie zdawałem sobie sprawy, że Instytut Pamięci Narodowej prowadzi takie programy w TVP. Szkoda, że napisy końcowe okazały się ucięte i nie wiem kto jest zdolnym reżyserem-dokumentalistą.

    Tak samo jak w filmie o Łupaszce-Dąbrowskim widzimy piękne sekwencje nie dokumentalne, tym razem z życia oddziału partyzanckiego. Pytanie powtórne – co to jest? Czy fragmenty filmu fabularnego, a jeżeli tak to jakiego??!! Czy kadry z rekonstrukcji historycznej? Czy specjalnie nagrane sceny dla filmu dokumentalnego?

    Przypomniały się słowa Marszałka, że nie stawia się pomników tam gdzie brat strzelał do brata. Słusznie. Ale krzyże i tablice nadgrobne być powinny i są. Dobrze to znam, jak ścieżki pielęgnowania historii prowadzą na cmentarze. W gronie przyjaciół dosyć aktywnie prowadzę krajoznawstwo historyczne na ziemiach litewskich na Białorusi. Te krzyże – 1863, 1914, 1920, 1939, 1944…

    O Jezu…

    …Z czujnym słuchem, z bacznym okiem
    Spieszmy się w tajnym obrzędzie,
    Z cichym pieniem, wolnym krokiem.

    Wszak nie nucim po kolędzie,
    Nucimy piosnkę żałoby.
    Nie do dworu z nowym rokiem,
    Ze łzami idziem – na groby.

    Z młodymi historykami z Mińska i Grodna mamy na jesieni doroczne Dziady Litewskie każdy raz gdzie indziej.

    W filmie oraz w ogóle w badaniach i tropieniu losów w czasach wojny domowej, czym zajmuję się w historii Rosji, ogromne wrażenie robi młódź inteligencka walcząca o sprawę i zachowująca urok młodości w warunkach tragicznie beznadziejnych – tutaj łupaszkowcy kontra berlingowcy. Wydaje się że głównym przesłaniem pracy badawczo-popularyzatorskiej, w tym filmu, jest, że pamiętajmy i składajmy hołd i czyńmy wnioski, aby za wszelką cenę nigdy czegoś podobnego więcej.

    Jeszcze raz serdeczne dzięki i proszę koniecznie dzielić się wszystkim ciekawym.

    Pozdrawiam – a skoro o naturach kawaleryjskich mowa – rękojęścią szabli pod daszek czapki ostrzem do góry.

  53. monstrum mówi:

    Wereszko, nr 54

    Istonie, zgroza stalinizmu i rewolucji październikowej jest nieidentyczna ze zgrozą hitleryzmu, przy tym chyba nie byłoby zasadnym nawet pytanie która jest gorsza, bo obie nieludzkie.

    Jak będzie się okazja, na przykład w bibliotece, proszę otworzyć polski atlas Romera z lat trzydziestych, gdzie widzimy za wschód od Polski napis ZSRR.

  54. Łupaszka mówi:

    W Samoobronie Wileńskiej pod dowództwem braci Jerzego i Władysława Dąmbrowskich służyli Józef i Stanisław Mackiewicz ( znani pisarze), ksiądz Walerian Meysztowicz przyjaciel bł.Jana Pawła II-go,Tomasz Zan ( prawnuk Tomasza Zana Promienistego, przyjaciela Adama Mickiewicza ), Jan Kalenkiewicz ojciec Macieja (założyciela formacji „Cichociemnych”), Eustachy hr.Sapiecha, Jan hr.Tyszkiewicz, książę Włodzimierz Czetwertyński był również z nimi rotmistrz Witold Pilecki ( jako harcerz ).

    Samoobrona Wileńska była pospolitym ruszeniem na samym początku liczyła około 500 zagończyków, w tym 200 na koniach, pod dowództwem Jerzego i Władysława Dąmbrowskich.
    Oddział przeszedł kilkuset kilometrową trasę w warunkach mroźnej zimy, “rajd” z Białej Waki do Brześcia ( początek 1919 r.) Na trasie staczał potyczki z regularną armią czerwoną i niemiecką. W czasie “rajdu” ppłk. Jerzy Dąmbrowski (Łupaszka) „ośmieszał” armię czerwoną i niemiecką.

    “Rajd” zakończyli zdobyciem Brześcia , który był okupowany przez Niemców.W Brześciu weszli rzeczywiście w skład Armii Polskiej.

    Ksiądz Walerian Meysztowicz opisał to jako połączenie ostatniego pospolitego ruszenia Wielkiego Księstwa Litewskiego z Koroną…

    Pozdrawiam serdecznie !

  55. monstrum mówi:

    Łupaszka, nr 57

    Coś przepięknego. Można powiedzieć, że wtedy, po upływie stu lat od młodości Mickiewicza, Wilno znów dało olśniewającą plejadę, jak za czasów promienistych filaretów-filomatów. Nie byłem świadom, że Wilno 1918 było tak bogate w postacie. Czy te wydarzenia o których właśnie przeczytałem, na przykład zimowy marsz na Brześć, są spisane i wydane w postaci wspomnień uczestników? Rozumiem, że istnieje książka księdza Waleriana Meysztowicza.

    Pospolite ruszenie na Litwie, wielki Boże… Ostatnimi laty siedzę pod tym względem o ponad stulecie wcześniej, bo jest rok 1794, 16 kwietnia w Szawlach po wielogodzinnej ostrej naradzie w kwaterze dowództwa Pierwszej Brygady Kawalerii Narodowej Wielkiego Księstwa Litewskiego – scena na film barwny – zostaje proklamowany “Akt odrodzenia Wielkiego Księstwa Litewskiego i powstania w niemże”, biskup szawelski jego eminencja Filip Jojdziałło błogosławia czyn. Po kilkunastu dniach na podupadającym zamku rodzinnym w Mołodecznie absolutnie urocza i chyża postać w wieku lat dwudziestu ośmiu, powstawszy od poloneza na klawikordzie, zostaje generałem-majorem pospolitego ruszenia Wielkiego Księstwa Litewskiego, z własnych włościan i znajomych odrazu tworzy dwa bataliony, w liście pisze – styl z epoki – “całe swoje życie, wszystkie pomysły i zamiary składam niczemu innemu tylko dobru umiłowanej ojczyzny”, w korespondencji oficjalnej i prywatnej podpisuje się i nakazuje siebie tytułować nie książe, tylko obywatel – citoyen – Michał Kleofas Ogiński. Po trzech i pół miesiącach ma pod sobą już prawie dwa pułki z którymi rusza oblegać i, in spe, zdobywać Dynaburg. Śladami tamtego litewskiego pospolitego ruszenia i jego dowódcy o osobowości według mnie zupełnie fenomenalnej peregrynujemy ostatnimi laty między Berezyną, gdzie bój przy Wiszniewie, a Dźwiną, gdzie oblężenie Dynaburga, a na zwiedzanych po drodze salach nieraz tańczymy w kostiumach polonezy, walce i menuety kompozytora, trafiając na antenę telewizji białoruskiej.

    Już poniosło mnie.

    Zdjęcie – z majątku kompozytora w Zalesiu pod Mołodecznem, słowa na kamieniu wyrył on sam; ilustracje te już pokazywałem na forum KW niedawno:
    http://www.ljplus.ru/img4/s/t/stary_kresowiak/Cieniom-Kosciuszki-01.JPG

    Wierzymy, że na miarę i zadania wieku XXI też stanowimy litewskie pospolite ruszenie.

    Wzajemne serdeczne pozdrowienia.

  56. Budzik mówi:

    Kapelusze z głów!
    Radość z jaką czytam takie posty udziela się także w pracy:)
    Dziękuję

  57. monstrum mówi:

    Budzik, nr 59
    Dzięki – z kapeluszem wzajemnym. Po to jest Wilno i po to ma swego Kuriera Wileńskiego. A że siedzę na długim zwolnieniu lekarskim, czas mam, toteż proszę mi wybaczyć nieskromność, bo kontynuacja nastroju tematu oraz drogi księcia Michała Kleofasa –
    http://kurierwilenski.lt/2012/06/25/na-litwie-uczczono-przemarsz-napoleona/#comment
    pod numerem 7.

  58. Wereszko mówi:

    mostrum
    A propos “radziecki” czy “sowiecki” to polecam tekst M.Chodakiewicza:
    http://chodakiewicz.salon24.pl/132872,wglad-w-zniewolony-umysl-sowiecki-czy-radziecki
    “Używać słowa „radziecki” to tak, jak pisać o 17 września 1939 roku czy 22 lipca 1944 roku jako o dacie wyzwolenia.”

  59. Wereszko mówi:

    monstrum
    A jeszcze co na ten temat sądzi prof.Miodek?
    http://www.wykop.pl/link/1168641/prof-miodek-zwiazek-radziecki-czy-sowiecki/
    Na marginesie:J.Miodek był zarejestrowany przez SB jako TW “Jam”,z jego teczek przetrwały tylko okładki,niestety.

  60. Łupaszka mówi:

    “1918 r.- Grudniowy, brudny śnieg na placu na Łukiszkach w Wilnie. Przed gmachem sądów , na tle dominikańskich murów Św.Jakuba kilkuset konnych w podwójnym szeregu.
    Każdy inaczej ubrany, inaczej uzbrojony, niedobrane konie, siodła. Przed nimi osadza na zadzie pięknego kasztana Jerzy Dąmbrowski.
    I wali przemówienie w czterech słowach : “Chłopcy! Ojczyzna! Bolszewicy! Takichmać !” – “Od prawego trójkami -stępa-marsz”.

    (ks.Walerian Meysztowicz ,Poszło z dymem …wyd.III Londyn 1986, s.144,145) z książki “Saga o “Łupaszce” ppłk.Jerzym Dąmbrowskim” ,autor Tomasz Strzembosz.

    Pozdrawiam.

  61. Wereszko mówi:

    Łupaszka
    „Chłopcy! Ojczyzna! Bolszewicy! Takichmać !”
    Lepszego przemówienia nie słyszałem!

  62. Łupaszka mówi:

    “Takichmać” delikatnie mówiąc…

    Pozdrawiam serdecznie.

  63. Łupaszka mówi:

    Historia tamtych lat, nie tak znowu odległych, rzutuje na czasy współczesne. To wtedy ukształtowały się elity prosowieckie, które wpływają na Polskę również dzisiaj. Z elitami II Rzeczpospolitej nie mają one nic wspólnego. To zupełnie inna kategoria ludzi. Wystarczy porównać generałów – Augusta Emila Fieldorfa “Nila” i Jaruzelskiego Wojciecha. Pierwszy, to polski generał, patriota, który wybrał śmierć zamiast zdrady. Drugi – generał z sowieckiego nadania, Polskę i polskość przez całe życie zwalczający. Dzisiaj racje obu stron przedstawiane są jako równoważne, a zdradę i słabość nazywa się mądrością i realizmem. To zakłamywanie historii budzi sprzeciw i wymaga zdecydowanej reakcji. Nasza historia heroiczna powinna być Polakom przywrócona, bo w niej są i nasze korzenie, i nasza tożsamość.

  64. monstrum mówi:

    Łupaszka, nr 63

    Wielkie dzięki! Zapisałem obie książki – księdza Meysztowicza i profesora Strzembosza. Na pewno będą w Bibliotece Narodowej. Dzięki za próbkę cytatową.

    Nr 66
    Sądzę, że byłoby ciekawym tematem do zbadania w jaki sposób u zarania niepodległości Polski ukształtowały się elity współczesne i co konkretnie z tamtych czasów jest w nich dziś postrzegalne. Czy są na ten temat poglądy.

    Wielkie wrażenie zrobił na mnie film fabularny 2009 roku “Generał Nil” pana Ryszarda Bugajskiego z wybitną według mnie rolą Olgierda Łukaszewicza. Przy okazji – na stronie http://www.polskiekresy.pl/ w winietce widzimy od lewej generała (w mundurze pułkownika) Emila Fieldorfa i majora Henryka Dobrzańskiego. Kim jest postać trzecia w generalskich szlifach? Napisałem do administracji strony, odpowiedzi wciąż nie ma.

    Na odgłos tematu zasadniczego, w tym delikatnie mówiąc tak ich mać, pragnę podzielić się refleksją o czymś, co w pewnym sensie wyrobiło moje postrzeganie otoczenia, a być może współbrzmi z nadmienionym tematem kształtowania się elit.

    Już wspominałem, nie sądzę że niepotrzebnie, o swoim nieżyjącym Ojczymie. Pochodził z Kijowa, we wrześniu 1939 jako podchorąży lotnictwa latał na samolocie łącznikowych, został zestrzelony przez własną artylerię PL koło Brześcia, przeżył w twierdzy brzeskiej wkroczenie dwóch armii, uniknął Kozielska i Katynia, bo w ostatnich godzinach wydano mu papiery szeregowego i ubrano w mundur zielony, dalej były ZWZ i AK, Powstanie Warszawskie, obóz w Murnau, znów mundur polski lotniczy i kilkanaście miesięcy w Anglii, powrót do kraju, praca w dziale kultury władz miejskich w Łodzi, areszt i śledstwo, zwolnienie, długa praca w Ministerstwie Kultury w Warszawie, wykłady, pisanie książek, bardzo szeroka praca z młodzieżą, przede wszystkim z ZHP, zainicjowanie i prowadzenie audycji radiowej o tematyce krajoznawczo-historycznej, rola króla Zygmunta III w cyklu audycji TVP dla szkół “Nasza Warszawa”, Krzyż Oficerski Polonia Restituta i Warszawski Krzyż Powstańczy. Jako żonę miał Rosjankę. W roku 1980 i 1981, tak samo jak przed tym i potem, był słyszany w radiu, a jako król Zygmunt widywany w telewizji, miał jednoznaczny stosunek do strajków, uczestniczył w rozmowach na ten temat ze strajkującym związkiem zawodowym, wtedy też przyszedł na adres domowy list w nader uprzejmej formie inwokacyjno-stylistycznej, że jeżeli nadal nie zechce bojkotować komunistycznego radia i telewizji to będzie miał konsekwencje, natomiast jako typowy sprzedawczyk targowicki ile wziął rubli sowieckich (rok 1981) za przemyt rosyjskiej – dalej, mimo dworskiej formy listu, następowało niecenzuralne określenie mojej Mamy. Niżej nie było podpisu, za to widniała zniekształcona kotwica Polski Walczącej, zniekształcona przez dorysowanie podkręcomego ogonka w lewej górnej części symbolu, tak że litery PW stawały się SW. Wspominam o tym osobistym przeżyciu po to, żeby wskazać, że określone poglądy i przekonania co do elit czy, ujmijmy szerzej, postaw ludzkich, ich kształtowania się i zasadności istnienia nie zawsze wydają mi się w pełni jednoznaczne i raczej skłaniają ku przeświadczeniu, że różnice nie zawsze są warte dążeń ujednolicania na siłę, bardziej natomiast uznania ich za dobry punkt wyjścia do analizy, a następnie poszukiwania syntezy. W tym nurcie nie wydaje mi się, żeby ludzie o życiorysie mojego Ojczyma w swojej pracy, celem której było uczestniczenie w ogólnie rozumianym rozwóju polskiej kultury, odczuwali, że działają w warunkach zwalczania polskości. Odwrotnie – właśnie polskość i Polska była tym, czemu służyli. Ich przykład sprawia, że zgadzam się całkowicie z tym, że, jak właśnie przeczytałem, “zakłamywanie historii budzi sprzeciw i wymaga zdecydowanej reakcji”. Dokładnie. A jeszcze bardziej, cytuję, “Nasza historia heroiczna powinna być Polakom przywrócona, bo w niej są i nasze korzenie, i nasza tożsamość”. Z całą pewnością tak. Toteż działajmy razem w tym kierunku. Viribus unitis et in pluribus unum – wspólnym wysiłkiem i w różnorodności jedność.

    Wzajemnie szczerze pozdrawiam.

  65. monstrum mówi:

    Wereszko, nr 61

    Ciekawy artykuł. Przypomina się dokładnie Twe zdanie, że a to ci inteligenci umieją dzielić sobie włosy na czworo.

    nr 62
    Wypowiedź profesora Miodka już zauważalnie sensowniejsza, z większością się zgadzam, zwłaszcza z tym co mówi na koniec.

    A teraz już na zupełnie poważnie, ze stuprocentowym zaciekawieniem, powiedzmy akademickim, a może czczym: skąd taka kopalnia wiedzy o Urzędzie Bezpieczeństwa i Slużbie Bezpieczeństwa?

  66. monstrum mówi:

    Post scriptum do 68, Wereszko
    Co oznacza skrót TW?

  67. Wereszko mówi:

    monstrum
    TW oznacza Tajny Współpracownik.Informacje które podaję są powszechnie dostępne w internecie.

  68. monstrum mówi:

    Wereszko,

    Jako pewne rozwinięcie tematu stosunków sowiecko-radzieckich – zastanawia zwiewna lekkość z jaką używane są przez profesora Miodka i pana Chodakiewicza oba argumenty: polska forma przedwojenna oraz tak jak w innych krajach. Bo razi niesolidność czy lenistwo. Otóż poza wspomnianym atlasem polskim z lat trzydziestych gdzie widzimy czarno na jasnozielonym napis ZSRR, można spojrzeć dla przykładu na podpisany 30 lipca 1941 w Londynie przez generała Sikorskiego i ambasadora Majskiego dokument o nazwie “Układ pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a ZSRR”, nie ZSRS. To jest wobec argumentu pierwszego. Wobec drugiego – w pięciu językach europejskich, od północy po kolei fińskim, łotewskim, litewskim, białoruskim i ukraińskim – należących do grup językowych: ugrofińskiej, bałtyckiej i słowiańkiej – nazwa “Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich” zawiera dla odpowiedniego członu słowo o rdzeniu “rada” w danym języku; dla przykładu, wybór nie dziwny, we współczesnym litewskim mamy “Tarybų Socialistinių Respublikų Sąjunga”, gdzie słowo “taryba” oznacza “rada”, a przy tym o nosicielach tego języka, tak samo jak o Finach na przykład, nie sądzimy, że – porównaj wpis nr 61 – 17 września 1939 czy 30 listopada 1939, rozpoczęcie Wojny Zimowej, uważają za wyzwolenie.

    Ciekawym jest przypadek ukraiński. Tam patriotyzm lingwistyczny skoncentrował się na przyimkach, o czym pisałem w nr 53. Natomiast kiedy nie kto inny tylko nowodemokrata rosyjski wszechobecny pan Władimir Bukowski bywający w Polsce i znośnie mówiący po polsku, którego można zobaczyć na przykład w dwóch omawianych ostatnio filmach Lecha Kowalskiego, a który swego czasu energicznie poparł z Moskwy walkę demokratów ukraińskich o słuszne “w” z totalitarnym “na”, miał on nieostrożność nadmienić w Kijowie, że wolna Polska już zrzuciła jarzmo przyimka “radziecki” i oto ma “sowiecki”, i dlaczegoby Ukrainie nie umocnić demokracji jeszcze bardziej, usłyszał zaś na to, że Ukrainie Polska to może sobie tam, natomiast wolna Ukraina nie będzie używała totalitarnego “sowećkyj” jak to u Moskali tylko swojego narodowego “radianśkyj”.

    Ponieważ wątek schodzi w tonację żartów, a chcąc mówić poważnie, uważam, że słusznie mówi pan profesor Miodek, acz ma tę skazę, że był zarejestrowany w SB jako TW “Skam” na okładce teczki, że słowo “radziecki” jest dziś w Polsce bardziej neutralne, niż “sowiecki”. W moim przypadku ja nie w gimnastyce narodowo-lingwistycznej tylko w życiu realnym do tego stopnia nie akceptowałem systemu radzieckiego, że w sumie dwadzieścia pięć lat mieszkałem poza krajem, a wróciłem tylko do Nowej Rosji. Natomiast uważam, że zwłaszcza w dyskusjach warto stać na gruncie emocjonalnie neutralnym po to, aby aspekt emocjonalny nie rzutował na sprawy merytoryczne, nie przeszkadzał po prostu – pod warunkiem, że rzeczywiście chodzi o analizę tych spraw, a nie o uzewnętrznianie emocji. W przypadku sowieckim mnie to akurat nie razi, w odróżnieniu na przykład od kliki Putina jak to inny internauta niedawno paradował, to znaczy nie tyle razi, co wyrabia pogląd na poziom dyskutanta. Przy tym, jeżeli coś pomaga w dowartościowawyniu się, to czemu nie. Szanuję każde przezwyczajenie i każdy pogląd, w tym sowiecki. Z tym że dla siebie nie widzę potrzeby wskazywać komukolwiek jak należy mówić, natomiast sposób mówienia innego naprawdę mi nie przeszkadza.

  69. Wereszko mówi:

    monstrum
    “profesor Miodek, acz ma tę skazę, że był zarejestrowany w SB jako TW „Skam” na okładce teczki”

    Mylisz się.Teczka osobowa TW “Jam”,owszem,”zniknęła” ale zachowały się inne dokumenty.Wpisz w google: “jan miodek tajny współpracownik” i poczytaj sobie więcej.Odwagi!

  70. monstrum mówi:

    Wereszko, nr 73

    Na życzenie “Odwagi!” myślałem, że będą tam jakieś sprawy horrendalne. Wpisałem, wywołałem, przeczytałem kilka. Między innymi dwa tytuły: “Grzegorz Braun powtarza: Jan Miodek był agentem SB” oraz “Jan Miodek wygrywa w sądzie z Grzegorzem Braunem”. W przypadku akurat profesora Miodka, którego postać przecież nie ja tu do dyskusji przywoływałem, jest mi jego biografia całkowicie obojętna. Skoro istnieje mniemanie, że był postacią negatywną, to po co do niego się odwoływać? Ogólnie odczuwane przeze mnie, bez urazów, gorączkowe polowanie na czarownice jest czymś, co mnie jakoś nigdy nie fascynowało i nawet nie zastanawiało. Z kolei w przypadku tego typu aktywności prowadzonej na szczeblu państwowym nasuwają one przypuszczenia, czy nie są inicjowane dla odciągania uwagi społecznej od spraw merytorycznie istnotniejszych, ale w danym momencie niewygodnych.

  71. Wereszko mówi:

    monstrum
    “nasuwają one przypuszczenia, czy nie są inicjowane dla odciągania uwagi społecznej od spraw merytorycznie istnotniejszych, ale w danym momencie niewygodnych.”
    Poczytaj:
    http://lustronauki.wordpress.com/2009/08/20/krzysztof-skubiszewski/
    TW Skubiszewski jako minister RP,negocjujący b.ważne układy z RFN, mógł być szantażowany przez służby obcych państw a więc realizować ICH interesy a nie Polski.Czy mówienie o tym to “odciąganie uwagi społecznej od spraw merytorycznie istotniejszych”? Uważam wprost przeciwnie:NIEmówienie o tym jest takim odciąganiem od spraw naprawdę istotnych dla bezpieczeństwa Państwa.

    “gorączkowe polowanie na czarownice jest czymś, co mnie jakoś nigdy nie fascynowało.”
    Mnie też to nie podnieca.Staram się jedynie nie odrzucać oczywistych faktów.Spokojne dociekanie prawdy nie jest wg mnie “gorączkowym polowaniem na czarownice”.

  72. monstrum mówi:

    Wereszko, nr 75

    Przeczytałem. Przede wszystkim też uważam, że ++Spokojne dociekanie prawdy nie jest wg mnie „gorączkowym polowaniem na czarownice”++. Jedyne co wzbudziło moje odczucie pewnej gorączkowości w tym akurat dialogu to to że w sporej ilości przypadków omawianych osób główny akcent jest kładziony przede wszystkim na ich współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Ale chętnie gorączkowość cofam.

    Zupełnie nie interesowałem się nigdy sprawami działalności służb bezpieczeństwa. Ciekawe byłoby porównać w jaki sposób analogiczne ciała organizują zbieranie informacji w krajach innych. Muszą mieć na to jakieś środki – czy nie podobne?

    W jakim stopniu w przypadku Skubiszewskiego jego działalność na czele MSZ była zależna od czynników wpływania zza granicy? Sądze że może to być na przykład temat na pracę doktorską. Ogólnie nie mam żadnego stosunku do tamtych ludzi – Mazowiecki, Balcerowicz itd. Nie podoba mi się lub bardzo nie podoba, kiedy ktoś rażąco zmienia swoje deklarowane postawy tak, by odpowiadać nowej modzie lub nowej władzy z wymierną korzyścią dla siebie kosztem innych. Fakt istnienia systemów i organów bezpieczeństwa państwowego wydaje mi się rzeczą nie tylko normalną, ale pożądaną. Mają sporą poufność pracy – to oczywiste. Ważne, żeby nie było nadużyć – jak we wszystkim zresztą.

    Ciekawym wydaje mi się pytanie czy gromadzone są materiały i prowadzone dociekania o formach zbierania informacji przez dzisiejsze organa bezpieczeństwa publicznego Polski, kto z współpracowników niejawnych z nimi ma kontakt, w jakiej formie, za jakie wynagrodzenie, oraz – w jaki sposób swoje interesy zabezpieczają w Polsce, wobec jej przejścia do nowej strefy wpływów, organa bezpieczeństwa z Brukseli i Stanów Zjednoczonych, w tym CIA. Czy badane są uzależnienia działania polityków i osób publicznych Polski przez od czynników wpływu zza granicy, w jakim stopniu na przykład polityka zagraniczna Polski prowadzona jest w ramach tego co jej z Brukseli zezwolą, czy istnieje jakiś program lustracji dzisiejszych działaczy pod tym względem, jak głęboko, na przykład czy wobec postaci jak profesor Miodek też badane jest potencjalne powiązanie ze służbami bezpieczeństwa publicznego III RP i CIA, jak zaawansowane są dociekania, czy istnieje na ten temat strona lustracyjna w internecie. Czy widziałeś o tym w internecie coś ciekawego?

  73. Wereszko mówi:

    monstrum
    “Czy widziałeś o tym w internecie coś ciekawego?”

    Z internetu możesz dowiedzieć się że np.większość ministrów spraw zagranicznych III RP to byli współpracownicy sowieckiej KGB:

    1989-93 Skubiszewski TW Kosk
    1993-95 Olechowski TW Must
    1995-87 Rosati TW Buyer
    1997-2000 Geremek TW zarejestrowany w ZSKO
    2001-05 Cimoszewicz TW Carex
    2005 Rotfeld TW Ralf

    “W jakim stopniu w przypadku Skubiszewskiego jego działalność na czele MSZ była zależna od czynników wpływania zza granicy? Sądze że może to być na przykład temat na pracę doktorską.”
    Niestety,nie będzie bo Kiszczak(zapewne na polecenie Jaruzelskiego) za milczącym przyzwoleniem “pierwszego niekomunistycznego premiera” Mazowieckiego spalił większość akt bezpieki.Dlatego mamy tylko “okładki”.I dlatego od 1989 roku nie przystępuję do spowiedzi ,bo nie wiem czy w konfesjonale nie siedzi ksiądz-agent SB który nadal jest sterowany przez swego oficera prowadzącego.

  74. monstrum mówi:

    Wereszko, nr 76

    Wobec tak znacznego przesiąknięcia resortu spraw zagranicznych RP przez agentów służb bezpieczeństwa ZSRR czy coś należy robić?

    Czy coś należy robić czy jest robione dla zapobiegania wpływom CIA na politykę RP oraz czy są prowadzone lustracje obywateli RP dla ujawienia i zapobiegania ich współpracy z dzisiejszymi krajowymi służbami bezpieczeństwa publicznego?

  75. Wereszko mówi:

    monstrum
    Nie wiem czy zauważyłeś ale CCCP to jest państwo niedemokratyczne,totalitarne.USA to,jak by nie było,demokracja.Wybieraj:do USA czy CCCP?

  76. Anonim mówi:

    Wereszko, nr 78
    Wybierać do którego nie muszę, bo jedno z dwóch nie istnieje. Wobec właśnie demokracji w USA i chyba też w RP czy istnieje system lustrowania, przeciwdziałania i zapobiegania posiadaniu tajnych współpracowników przez krajowe służby bezpieczeństwa publicznego oraz sposoby walki z tym, że władze polskie mają tyle do powiedzenia o swoim kraju co im zza granicy pozwolą?

  77. monstrum mówi:

    Wereszko, nr 78
    Wybierać do którego nie muszę, bo jedno nie istnieje. Ale właśnie że jakby nie było demokracja w USA i chyba w RP też, czy istnieje program i system lustracji, przeciwdziałania i zapobiegania wypadkom posiadania przez krajowe służby bezpieczeństwa publicznego tajnych współpracowników oraz w jaki sposób zabezpiecza się żeby polityka państwa nie wyglądała, że robi się tylko to co zza granicy przyzwolą?

  78. monstrum mówi:

    Wyjaśnienie techniczne. Zaspis połknął się, a kiedy napisałem po raz drugi, okazało się że poprzedni jednak przeszedł, ale nie wiem dlaczego jako Anonim.

  79. Wereszko mówi:

    monstrum
    “Wobec tak znacznego przesiąknięcia resortu spraw zagranicznych RP przez agentów służb bezpieczeństwa ZSRR czy coś należy robić?”

    Należało po 1989 zastosować “opcję zerową” – zlikwidować wszystkie tajne służby i powołać nowe,tak jak zrobiono to np.w Czechach.

    Na inne pytania które mnożysz jak grzyby po deszczu – już mi się nie chce odpowiadać.

    Do spotkania przy innej okazji.

  80. monstrum mówi:

    Wereszko
    Do zobaczenia znów.

  81. monstrum mówi:

    Łupaszka, Wereszko

    Jeżeli tu jeszcze zajrzycie – z mojej strony w ramach dzielenia się ciekawym – film, w którym ostanie brzmiące słowa to:

    – Niech żyje Łupaszka!!

    film, o którym dotychczas nie wiedziałem, a trafiłem błądząc po internetowych ścieżkach-śladach łupaszkowych po naszych tu rozmowach. Odsyłacz i temat ten jest bardziej na Dzień Zaduszny. Ale po cóż czekać? Jest to pełnometrażowy film fabularny, nader ostro tragiczny, ale według mnie bezwzględnie warty obejrzenia, gdybyście go jeszcze nie oglądali. Wybitna praca reżyserska i aktorska. Po czymś takim to znaleźć, nie leniąc się, czas, iść do kościoła (a w cerkwi postawić świecę) i tam przed obrazami Zbawiciela i Jego Matki klęknąć i modlić się w intencji pokoju tamtych odeszłych dusz, oraz – o pokój w duszach żyjących, o pokój i pamięć, nie nienawiść, o pokój oraz robienie wszystkiego, co w naszej mocy, aby nigdy więcej.

    Reżyseria Natalia Koryncka-Gruz
    W roli głównej Karolina Kominek-Skuratowicz, studentka Krakowskiej PWST, po raz pierwszy na ekranie

    Film “Inka 1946 – ja jedna zginę”

    http://www.youtube.com/watch?v=i0DQwxUVTv8&NR=1&feature=endscreen

    CZEŚĆ ICH PAMIĘCI

    * * *

    Broszura o Niej

    http://www.elknet.pl/~annatertel/inka/Inka-broszura.pdf

    Pamięć o Nich

    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/29/Danuta_Siedzik_Memorial_Plaque.JPG

    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b0/Danuta_Siedzik%C3%B3wna_Memorial_Sopot.JPG

    http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Memorial_Grave_Danuta_Siedzik%C3%B3wna_Gda%C5%84sk.JPG&filetimestamp=20090605190927

    http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Memorial_Plaque_AK_Gdansk.JPG&filetimestamp=20090605191347

    * * *

    CZEŚĆ ICH PAMIĘCI

  82. Wereszko mówi:

    monstrum
    Co powiedziałby sowiecki jenerał Jaruzelskij Ince? Co mogłaby powiedzieć Inka Jaruzelskiemu?

  83. monstrum mówi:

    Wereszko, nr 85

    Pierwsze pytanie: w czasie trwania wojny, gdyby się spotkali, prawdopodobnie że walczę o Polskę. Po zakończeniu wojny – że służę Polsce. Drugie pytanie: prawdopodobnie powiedziałaby, że służysz czemuś, co na polskiej ziemi jest mi całkowicie obce.

    Dla mnie pytaniem bardziej przejmującym jest co by powiedziały sobie córka generała Fieldorfa “Nila” pani Maria Fieldorf-Czarska i następujące dwie osoby: prokurator Helena Wolińska-Brus która wniosła o powieszenie generała i sędzina Maria Gurowska-Sand która go skazała. Dwie ostatnie, w najgorszych latach stalinizmu w Polsce będąc jak najbardziej w ponurym owczesnym systemie eliminowania inaczej myślących, z czasem przeszły proces przefarbowania się, a z tych dwóch pierwsza ostatnie równo czterdzieści lat swego życia spędziła aż w Oksfordzie. Wieloletnie ubiegania się pani Fieldorf-Czarskiej o wymiar sprawiedliwości wobec sprawców mordu na jej ojcu nie doprowadził do ukarania. Osoby jak te dwie nadmienione, jak ukazany w filmie śledczy Stawicki – tych ludzi osądzam i potępiam kategorycznie i jednoznacznie, bo mordowali niewinnych albo w pełnej świadomości, że są niewinni, albo z własnej woli i w dążeniu do korzyści własnych dali się zaczadzić. W przypadku dwóch de facto morderczyń generała Fieldorfa to potem oczywiście przefarbowały się.

    Starając się uniknąć szerszej polemiki, próbuję w miarę krótko wyłożyć swój sposób rozumowania i postrzegania zjawisk. Może dwa przykłady. Michał Gorbaczow był głową tego samego państwa, ZSRR, które powstało z absolutnej kilkudziesięciomilionowej gehenny mordów rewolucji październikowej, wojny domowej i gułagu. Nie uważam, że powinien być z tą gehenną utożsamiany, gdyż nie brał w niej udziału i zrobił bardzo dużo aby z tamtą przeszłością skutecznie porwać. W historii chrześcijaństwa były katownie i stosy. Nie uważam, że dziś z tego powodu ostracyzmowi powinni być z tego powodu poddawani głowy konfesji chrześcijańskich.

    Jakoś tak mniej więcej.

    *

    Łupaszka

    Dzięki. Bardzo dobra kompozycja audiowizualna, przejmująca muzyka. Ciekawe byłoby dowiedzieć czyja i co to za utwór.

    *

    Panowie.

    W takim razie, gdybyście dotychczas nie widzieli, jeszcze dwa bardzo dobre według mnie historyczne filmy fabularne o zbliżonej tematyce. W ogóle uważam, że fabularna kinematografia historyczna jest niezwykle cenna dla przybliżania, przeżywania i tą drogą zapamiętywania historii i wyciągania z niej wniosków.

    Tu, gdy pamiętamy Tych, czyjej pamięci chcemy składać hołd, niech najważniejszą naszą myślą będzie, że mamy robić w miarę możliwiści wszystko aby nigdy czegoś takiego więcej, a te wszystkie przepaści w humanizmie powodowane były przede wszystkim nienawiścią w najróżniejszych formach. Dlatego przezwyciężajmy, leczmy i zwalczajmy nienawiść.

    “Śmierć rotmistrza Pileckiego”
    http://www.youtube.com/watch?v=S7zKSiSm784&feature=related
    Widzimy w tym filmie między innymi jedną z najczarniejszych postaci okresu stalinizmu w Polsce Józefa Różańskiego (Goldberga) – przesłuchuje Witolda Pileckiego

    “Pseudonim Anoda”
    http://www.youtube.com/watch?v=MFrOaD69R9Y&feature=related
    film o ostatnich miesiącach życia (1948/1949) Janф Rodowiczф “Anodzie”, bojownikа Szarych Szeregów i AK, uczestnika Powstania Warszawskiego

  84. monstrum mówi:

    Sprostowanie do 87
    Czemuś wlazły litery rosyjskie. Dwie ostatnie linijki w poprzednim zapisie –

    film o ostatnich miesiącach życia (1948/1949) Jana Rodowicza „Anody”, bojownikа Szarych Szeregów i AK, uczestnika Powstania Warszawskiego

  85. Łupaszka mówi:

    Raport z niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau (Oświęcim)autorstwa Witolda Pileckiego.

    http://www.polandpolska.org/dokumenty/witold/raport-witolda-1945.htm

    koniec Raportu…

    …Lecz to jeszcze nie wszystko… Zbyt widocznym stało się teraz powszechne jakieś krętactwo. Biła wyraźnie w oczy jakaś praca niszcząca nad zatarciem granicy pomiędzy prawdą a fałszem. Prawda stała się tak rozciągliwa, że naciągano ją, przysłaniając wszystko, co ukryć było wygodniej. Skrzętnie zatarto granicę pomiędzy uczciwością a zwykłym krętactwem.

    Nie to jest ważne, co napisałem dotychczas na tych kilkudziesięciu stronach, szczególnie dla tych, co będą je czytać li tylko jako sensację, lecz tutaj chciałbym pisać tak wielkimi literami, jakich nie ma, niestety, w maszynowym piśmie, żeby te wszystkie głowy, co pod pięknym przedziałkiem mają wewnątrz przysłowiową wodę i matkom chyba tylko mogą dziękować za dobrze sklepione czaszki, że owa woda im z głów nie wycieka – niech się trochę zastanowią głębiej nad własnym życiem, niech się rozejrzą po ludziach i zaczną walkę od siebie, ze zwykłym fałszem, zakłamaniem, interesem podtasowanym sprytnie pod idee, prawdę, a nawet wielką sprawę.

    P.S.
    Rotmistrz Witold Pilecki 8 maja 1947r. został aresztowany.W areszcie był torturowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. W trakcie ostatniego, jak się później okazało, widzenia z żoną, wyznał jej w tym kontekście: “Oświęcim to była igraszka”.

  86. monstrum mówi:

    Łupaszka, nr 89

    Dzięki. Bardzo ciekawe, przeczytałem w całości.

    W roku 1984 w grupie dziennikarzy byłem w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau i w pewnej chwili, będąc w zachowanych wnętrzach budynku mieszkalnego w obozie oświęcimskim, usłyszałem od stojącego tuż obok mnie dziennikarza TASS cicho a beznaniętnie wypowiedziane słowa: “Gdybyśmy mieli takie warunki…” Na moje pytające spojrzenie odpowiedział, że za młodu przeżył gułag.

  87. Wereszko mówi:

    monstrum
    Wyobraź sobie:
    Znam kobietę,ma dziś ok. 85 lat,która jako dziecko była wywieziona z rodziną, przez Sowietów do Kazachstanu,przeżyli koszmar,ona cudem przeżyła. Dzisiaj jest zagorzałą komunistką,głosuje na SLD.Rozmawiałem z nią.Mówi że “Lenin chciał dobrze,tylko Stalin wszystko zepsuł”.
    No cóż,zostaje tylko czekać…
    Znasz coś takiego jak “syndrom sztokholmski”?

  88. monstrum mówi:

    Wereszko, nr 91

    Znam coś takiego, taki syndrom.

    Przez to, że Lenin chciał dobrze, tylko Stalin wszystko zepsuł – przechodziliśmy. Z takiego poglądu między innymi startował w swej młodości pisarskiej Aleksander Sołżenicyn. Ale akurat jego czterotomowy “Archipełag Gułag” stał się dla mnie chronologicznie pierwszą z czytanych książek ukazujących bardzo szeroko i poglądowo gehennę mordów, przemocy i kłamstwa inicjowanych przez Lenina od samego początku (nie jest to powieść fabularna, tylko olbrzymie literackie studium historyczne).

    Osobiście przez dłuższy czas znałem członka przedwojennej KPP, wilnianina, który wraz z żoną, członkiem AK, ratował w Wilnie w czasie wojny Żydów. Po wojnie spędził za członkostwo w rozwiązanej przez stalinowską Międzynarodówkę spędził lata 1948-1955 nad Morzem Białym. Po wojnie już nie należał ani do PPR, ani PZPR, niemniej w rozmowach ze mną – był to człowiek autentycznie wielkiej kultury osobistej i wiedzy – trzymał się poglądów zauważalnie bardziej w lewo od moich.

    Z obywatweli ZSRR miałem okazję blisko obcować z kilkoma osobami, którzy przeszli gułag. Akurat z nich nikt syndromu sztokholmskiego nie wykazywał. Ale niestety znałem co najmniej dwie osoby które straciły kogoś z najbliższych w gułagu ale w czasach Gorbaczowa a potem Jelcyna oświadczały, że nie ma Stalina na tych zdrajców. Ponad siedemdziesiąt lat systemu radzieckiego w Rosji jednak zostawiły spore deformacje w mentalności zbiorowej.

  89. Wereszko mówi:

    monstrum
    “Z obywatweli ZSRR miałem okazję blisko obcować z kilkoma osobami, którzy przeszli gułag.”

    Kilka lat temu byłem na BY akurat w rocznicę Wyzwolenia Białorusi czyli 1944.Rozmawiałem z synem sybiraka,łagiernika.Razem byliśmy na festynie ku czci Łukaszenki (jako gość musiałem) i gierojom otczestwiennoj wajny.On klaskał z entuzjazmem,tak mi się przynajmniej zdawało.Potem dopiero powiedział mi że klaskał bo chce mieć święty spokój.A było to w 2002 roku.
    Opowiadał mi że jego ojciec,po powrocie z łagru,nic nie mówił!Dopiero przed śmiercią opowiedział synowi kilka detali swego łagiernego życia.

  90. monstrum mówi:

    Wereszko, nr 93

    Rzeczywiście, te kilka osób które znałem a które przeszły gułag, praktycznie nic nie mówiły, nie opowiadały o tamtych swoich przeżyciach. Można to zrozumieć, nie chciały wracać pamięcią. Sądzę, że psychologicznie łatwiej było skupienie w sobie sam na sam i – jeżeli czuło się potrzebę – rzucenie owych obrazów i przeżyć na papier. W ten sposób powstała niezliczona ilość wspomnień, artykułów, książek. Najbardziej pod tym względem znanym autorem jest oczywiście Aleksander Sołżenicyn, chociaż tematyka łagrowa bynajmniej nie stanowi głównego nurtu jego ogromnej spuścizny literackiej. Zupełnie innym a bardzo ciekawym autorem, dzięki któremu mamy szeroki psychologicznie, obyczajowo i krajobrazowo obraz łagrowej codzienności, był Warłam Szałamow. Spod jego pióra wyszedł też specyficzny gatunek poezji – ponad pięćdziesiąt wierszy które tworzył TAM i po powrocie na podstawie tamtych wspomnień. Najbardziej znana książka Warłama Szałomowa “Opowiadania kołymskie” ma tłumaczenie i wydanie polskie.

    Z mojej bezpośredniej rodziny przez represje stalinowskie przeszły dwie osoby. Młodszy brat mojego dziadka z Moskwy był aresztowany na początku 1940. Przed tym po studiach został nadporucznikiem rezerwy. Kiedy jesienią 1941 sytuacja na froncie niemieckim stawała się katastrofalna, jak wielu innych został zwolniony i skierowany na front. Zginął w obronie Moskwy tejże zimy.

    Wiosną 1949 mój dalszy kuzyn na kilka tygodni przed maturą został w wieku lat osiemnastu aresztowany i zesłany do gułagu, skąd wrócił po uniewinnieniu w roku 1955, natomiast po dalszych trzynastu latach w wieku lat trzydziestu siedmiu zmarł. Z nim rzadko widywaliśmy się, natomiast zostawił po sobie kilka opowiadań. Niestety, jako utwory literackie nie podobają mi się, są typowym przykładem tego co Sołżenicyn kiedyś nazwał egzystencjonalizmem epoki radzieckiej. Natomiast nie z opowiadań tylko od wdowy po nim wiedziałem, że gdy wyładowywano więźniów po dwutygodniowym transporcie w wagonach towarowych, po czym mieli jeszcze kilka dni marszu do obozu, zauważył nazwę stacji Buszulej. Z niej też po sześciu latach wyruszał, już pociągiem osonowym, w drogę powrotną.

    Kilkanaście lat temu byłem w delegacji na Syberii w Kraju Zabajkalskim. Lecieliśmy z Moskwy do Czyty, prawie siedem godzin lotu, potem podróż dalsze 450 kilometrów samochodem. Zbliżając się do celu przecinaliśmy Wielką Trasę Transsyberyjską: przejazd kolejowy, szlaban, mały budynek stacji. Na peronie nieco w oddali przeczytałem napis: Buszulej. Otóż nie spodziewałbym się przed tym, że może to być dla mnie przeżycie mrożące. Znajdowałem się w gronie miłych kolegów z pracy, mieliśmy bardzo sympatyczne przyjęcie i rozpoczęcie prac w Czycie, po raz pierwszy miałem zobaczyć tajgę (dokładniej – jej zauważalnie przerzędzające się obrzeże, na tamtych terenach rozpoczynają się południowo-syberyjskie lasostepy). A jednak.

  91. Łupaszka mówi:

    http://www.youtube.com/watch?v=-vsSgdg0XL4

    P.S.
    … a myśmy szli i szli dziesiątkowani… i wciąż idziemy znów do Niepodległej.

  92. Danka mówi:

    Do szanownego Łupaszki, książki pana profesora Strzembosza nie warto czytać. Pan profesor zapomniał sprawdzić akta Władysława Dąbrowskiego, później tłumaczył, że nie mógł ich znaleźć Wszystko co napisał o Jerzym Dąmbrowskim a co dotyczy wojny z bolszewikami to legenda. Większość z tego co pan profesor przypisuje Jerzemu dokonał jego młodszy brat Władysław, np. w walkach na ul Wroniej Jerzy nawet nie uczestniczył.Organizatorem pododdziałów, jazdy w Wilnie był rotmistrz Władysław Dąbrowski, później z własnej inicjatywy rotmistrz Władysław Dąbrowski przyjął dowodzenie nad wszystkimi wojskami walczącymi w Wilnie. To rotmistrz Władysław Dąbrowski wyprowadził część samoobrony z Wilma i przedarł się z nimi do Brześcia. Obecnie historycy twierdzą, że Władysław to tylko formalny dowódca,nie można już ignorować akt, a w rzeczywistości dowodził Jerzy, czemu więc Łupaszka nie przyjął dowodzenia, przecież w swojej głównej karci ewidencyjnej pisze, że rotmistrzem został w marcu 1917 a Władysław rotmistrzem został w październiku 1917 dowódcą więc powinien być Jerzy ale nie był. Może ktoś mi to wytłumaczy, czyżby Jerzy bał się odpowiedzialności a może był kłamczuchem, przypisującym sobie zasługi brata.Nie bez przyczyny przez cały okres międzywojenny opowiadał o swoich wojennych wyczynach, wielu z wspominających zna je właśnie z tych opowieści, a nie dlatego, że sami byli uczestnikami. Jakoś nikt nie pisze o bezkompromisowej walce Władysława.Dopiero w książce Pana profesora Lecha Wyszczelskiego “Wojna Polsko Rosyjska 1919-1920” bracia są postawieni na właściwych miejscach

  93. Łupaszka mówi:

    “Wy,Koroniarze, macie śmieszną naturę .Kiedy jadących drogą napadnie pies natarczywym i hałaśliwym ujadaniem, bierze was zaraz ochota, aby wyskoczyć z pojazdu ,stanąć na czworakach i zacząć mu się odszczekiwać.My, w Wileńszczyźnie ,pozwalamy psu szczekać,bo taka już jego psia natura, ale nie przerywamy przez jego psie szczekanie podróży i bez wojny z psami spokojnie jedziemy do naszego celu.Wam zdaje się na przeszczekaniu psa ,na wygraniu wojny z byle parszywym szczeniakiem bardziej zależy niż na szybkim dojechaniu do celu podróży” powiedział Marszałek Józef Piłsudski , cytat z książki “Księga myśli Józefa Piłsudskiego”.

  94. andys mówi:

    “Przy lekturze cytowanego zapisu rodzi się pytanie: Jak to się stało, że w supertajnej umowie dwaj bezwzględni grabieżcy, nieliczący się z nikim i z niczym, postanowili uczynić podarunek terytorialny małemu, niewiele znaczącemu państwu, które nie było stroną kontraktu? Czy istniała jakaś ukryta przyczyna powodująca taki stan rzeczy?”
    Co do Hitlera – nie wiem, Stalin natomiast zrobił to z przyzwyczajenia. To oczywiście żart, może nie najwyższej próby..
    Przy okazji jednak – może warto zastanowić się jaką Europę Wschodnia zostawił po sobie Stalin? Wydaje mi się, że warto zrobić to z perspektywy dnia dzisiejszego. Dzisiaj aspiracje narodowe wszystkich narodów są spełnione – wszyscy mamy swoje niezalezne państwa, terytoria tych państw są etniczne. Przedstawiony wyzej poglad nie jest modny, ale, moim zdaniem, w głebi duszy akceptujemy go. Oczywiscie pozostały urazy, ambicje, nieporozumienia, kompleksy itd. Nie sadzę, aby były to problemy natury zasadniczej dla naszych narodów, mało kto zdecydowałby sie dzisiaj walczyc z bronią w reku – tak myslę. Przyzwyczailismy sie do istniejacych granic, wszystkie one maja uzasadnienie historyczne (dla Polski to państwo Piastów). Jeszcze jedna sprawa – myslę, że np. Litewska SRR to jednak nie to samo co gubernia wileńska.

  95. pani mówi:

    > Danka, Lipiec 18, 2012 at 10:59

    Gleboki uklon.W tej wypowiedzi dalo sie wyczuc godnosc fachowca historyka. Gleboka pokore wobec warsztatu. W rezultacie – tknelo prawdziwym niezaklamanym w swoim zaklamaniu zyciem.

  96. pani mówi:

    Watki- zyciorysy TW sa potrzebne wlasnie z tego powodu: pokazuja zaklamanie zycia w hierarchicznych spoleczenstwach.
    Czesto bywa iz wlasnie slodkie, kompaniejskie, lubiane osoby sa TW.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.