3
Aleksander Jagiellończyk i Wilno (2)

Aleksander Jagiellończyk zmarł 19 sierpnia 1506 roku bezpotomnie w wieku 45 lat w Wilnie, został pochowany w katedrze wileńskliej Fot. Marian Paluszkiewicz

Prawdopodobnie w lecie 1497 księżna zaszła w ciążę, która jednak zakończyła się poronieniem. W maju 1500 księżna poważnie zachorowała, przypuszczalnie chorobę spowodowało kolejne poronienie.

Po śmierci w 1501 r. brata Aleksandra, króla polskiego Jana Olbrachta, książę Aleksander przyjechał do Krakowa na koronację, Helena zaś przebywała w Wilnie. Kościół katolicki nie wyraził zgody na koronację Heleny, która była odmiennego wyznania. Przyjęła jednak oficjalnie tytuł królowej. W czasie wojny z Moskwą wielokrotnie pomagała Aleksandrowi w negocjacjach ze swoim ojcem, prosząc go listownie o zaniechanie najazdów na Litwę. W mężu widziała największe wsparcie i zrozumienie, opiekując się nim, gdy zachorował wiosną 1506 roku w Wilnie. W 1506 r. Tatarzy doszli aż pod Lidę, wtedy chory Aleksander wyjechał do Lidy, by z tamtego zamku obserwować bitwę, która rozegrała się 5 sierpnia 1506 roku pod Kleckiem. Tatarzy zostali tam  rozbici przez Litwinów i odstąpili od dalszego marszu na Wilno.

Już bardzo chorego króla Aleksandra przywieziono do Wilna, Helena nie odstępowała go na krok aż do zamku w Wilnie. Tam leżał opuszczony przez lekarzy i panów litewskich, jedynie żona czuwała przy nim. Zmarł 19 sierpnia 1506 roku bezpotomnie w wieku 45 lat w Wilnie, został pochowany w katedrze wileńskiej. Zwłoki Aleksandra Jagiellończyka — wbrew woli zmarłego wyrażonej w testamencie — nie zostały wywiezione z Wilna. Fakt ten został upamiętniony przez współczesnego monarsze kronikarza: „Oto ten jedyny król Polski, który spoczywa na ziemi litewskiej”.

Przed najazdem moskiewskim w 1655 roku trumna ze zwłokami króla Aleksandra została zamurowana i przez długi czas nikt nie wiedział, gdzie się znajduje. Dopiero gdy powodzią w kwietniu 1931 roku zagrożona była katedra, woda podchodziła do fundamentów i mogła zalać podziemia, ówczesny konserwator zabytków województwa wileńskiego i nowogródzkiego dr Stanisław Lorentz (1899-1991) porozumiał się z wojewodą Zygmuntem Beczkowiczem (1887-1985) i z arcybiskupem Romualdem Jałbrzychowskim (1876-1955) i biskupem Kazimierzem Michalkiewiczem (1865-1940) i w wyniku tych rozmów postanowiono utworzyć Społeczny Komitet Ratowania Bazyliki. Wkrótce pod kierunkiem prof. Juliusza Kłosa (1881-1933) rozpoczęto badania podziemi katedry.

Helena zmarła bezpotomnie w wieku trzydziestu siedmiu lat i została pochowana w cerkwi Przeczystej Boburodzicy w Wilnie Fot. Marian Paluszkiewicz

„Badania rozpoczęto w początku sierpnia 1931 roku — pisze Lorentz — od kaplicy św. Kazimierza, gdzie w czasie powodzi zapadła się posadzka. Zbadano też wszystkie znane krypty i korytarze podziemne i stwierdzono, że marki gipsowe — założone przez nas w roku 1930 — pękły, co niewątpliwie świadczyło o ruchu fundamentów. W toku badań w kaplicy św. Kazimierza pod mensą ołtarzową (główna część ołtarza w formie płyty lub skrzyni — M. J.)  odnaleziono dwie puszki ze stopu cyny i ołowiu, zawierające serce i wnętrzności króla Władysława IV (1595-1648), złożone tu 28 czerwca 1648 roku. Ciało króla, zmarłego w Mereczu, przewieziono na Wawel. Liczne wycięte w puszkach otwory wskazywały, że widocznie w czasie najazdu wojsk moskiewskich w siedem lat po śmierci króla miejsce złożenia szczątków królewskich zostało odkryte i zrabowane, a w puszkach poszukiwano kosztowności. O natrafieniu na puszki ze szczątkami króla zawiadomili zaraz robotnicy, Roboty wstrzymano, zawiadomiono mnie (S. Lorentza — M. J.), ks. Sawickiego, członków komisji historyczno-artystycznej. Gdy stanęliśmy nad otworem i dałem polecenia wydobycia puszek z gruzu — pisze S. Lorentz — nagle profesor Marian Morelowski (1884-1963), zachowujący się często ekscentrycznie, zawołał:

„Nie, ks. prałat musi poświęcić narzędzia, którymi będzie się wyjmować szczątki królewskie”. Ksiądz Sawicki, dość zafrasowany, polecił z zakrystii przynieść wodę święconą i kropidło. Staliśmy uroczyście nad otworem w tej drażliwej sytuacji. Gdy ksiądz Sawicki dopełnił aktu poświęcenia, robotnicy zaczęli rozbijać gruz wokół puszek. Ale coś narzędzia im nie pasowały, więc je odrzucili, schwytali inne i puszki wydobyli. Tak to jednak niepoświęcone łomy i łopaty dotknęły królewskich puszek.

Następnie badano podziemia pod murami bocznymi i pod kaplicami i pod nawą główną. Lorentz pisze, że do tych podziemi nie było dostępu od końca XVIII wieku, ponieważ podczas przebudowy katedry architekt Wawrzyniec Gucewicz (1753-1798) kazał zasypać i zamurować otwory wejściowe do podziemi. „Pod nawą główną — wspomina Lorentz — odkryto szereg pojedynczych krypt, niełączących się ze sobą, kryjących mnóstwo bezimiennych kości”.  Dalsze prace w katedrze doprowadziły do odnalezienia nieznanej krypty pod nawą główną w pobliżu prezbiterium, po prawej stronie nawy. „W dniu 20 września — pisze Lorentz — odczyszczono z gruzu schodki prowadzące w dół do krypty. Z powodu późnej pory postanowiliśmy zamurowane wejście do krypty przebić następnego dnia rano. 21 września zaraz po  ósmej przyszedł do mnie do Oddziału Sztuki w Województwie Peksza (Jan Peksza, 1897-1956, inżynier architekt M. J.) i z tajemniczą miną powiedział, że rano odbił jedną z cegieł w zamurowanym wejściu do krypty, zaświecił wewnątrz elektryczną latarką i zobaczył koronę — a więc to jest krypta z grobami królów. Kazałem mu natychmiast zawiadomić profesora Kłosa, a sam poszedłem do wojewody Beczkowicza. Ten zaraz zatelefonował do Warszawy.

Ja poszedłem do katedry, posłałem po biskupa Michalkiewicza i prałata Sawickiego. Bardzo szybko zawiadomieni znaleźli się w katedrze. Poleciliśmy rozbić ściankę, którą zamurowane było wejście, i weszliśmy do krypty, niewielkiego sklepionego pomieszczenia gotyckiego, nietynkowanego, z czerwonej cegły. W okropnym stanie znajdował się grobowiec królewski! Woda i tu poczyniła straszliwe spustoszenia. W nieładzie i w mule leżały kości króla Aleksandra Jagiellończyka i królowej Elżbiety, pierwszej żony króla Zygmunta Augusta, z mułu wyłaniała się czaszka królewska w koronie, na wilgotnej drewnianej belce leżał miecz złamany i przeżarty przez rdzę. Tylko szczątki królowej Barbary Radziwiłłówny, zasypane w trumnie popiołem i wapnem, zachowały się we względnie lepszym stanie”.

Po odnalezieniu szczątków króla Aleksandra Jagiellończyka, królowej Elżbiety i Barbary Radziwiłłówny pojawiło się w prasie wileńskiej, krakowskiej i warszawskiej wiele artykułów. O Aleksandrze Jagiellończyku tak pisał Mieczysław Limanowski w krakowskim „Ilustrowanym Kurierze Codziennym” z 26 listopada 1931 roku: „Przed nami kości króla Aleksandra w błocie, w mazi czarnej, wilgotnej, na którą składa się wszystko, co jest rezultatem gnicia, butwienia trumny, ciała, wszelkich tkanin, które kiedyś ubierały ciało. Konserwator dr Lorentz i profesor Reicher wdziewają na ręce gumowe rękawiczki, aby móc bezkarnie grzebać w tym błocie i wybierać kości. Wniesiono tace drewniane obite blachą i wielką ilość białej ligniny, która zastępuje watę. Spoglądamy przed się, jak czaszka królewska daje się bez oporu podnieść. Grzęzła w wielkiej mazi, nie związana z posadzką głębiej ukrytą przez żadne nacieki wapienne. Wszystkie kości są luźne, mogą być także wyjęte.
Wstrząsający, niezwykły jest obraz w tej krypcie, gdy w jarzącym się świetle dwóch lamp elektrycznych czerwone ręce zanurzają się w maź czarną i wymacują każdą jej cząstkę, chcąc natrafić na kości lub przedmioty trwalsze. Z szukaniem równolegle idzie praca rysowania. Z czaszki zdjęto koronę królewską. Tuż pod czaszką znalazły się dwa pierścionki ze złota […]. Znowu spoglądamy na pracę czerwonych rąk w gumowych rękawiczkach.

Profesor Reicher i dr Sylwanowicz mają białe kitle, jak w prosektorium, dr Lorentz ten swój szary kitel, gdyby brata pogrzebowego w czasie pogrzebu. Któż jeszcze był przy trumnie, jeśli nie Helena Joanówna z Iwana Wasylewicza krwi, carówna, która tej godziny żałobnej przy mężu ostatni także swój obowiązek spełniała, do trumny kładąc znaki mogące przeciwdziałać nieszczęściu po jedenastu latach wspólnego życia. Wśród śpiewów łacińskich nie dała za wygraną pokłonom oraz zabobonom, które kazały jej na pewno dodać do rekwizytów sakralnych dwa bliźniacze pierścionki zauszniki, aby tylko zatrzymać duchy złe, gdyby nadal chciały mieszać się w zagrobowe życie Aleksandra […]”.
31 sierpnia 1933 roku w Katedrze odbyła się uroczystość przeniesienia szczątków Aleksandra Jagiellończyka, królowej Elżbiety, Barbary Radziwiłłówny i serca króla Władysława IV do prowizorycznego mauzoleum, urządzonego w kaplicy Niepokalanego Poczęcia NMP, dawnej kaplicy królewskiej, a w 1936 roku trumny ze szczątkami królewskimi przeniesiono do podziemi katedry, gdzie znajdują się do dnia dzisiejszego.

Po śmierci męża w 1506 w Wilnie, Helena nadal pomagała w polepszeniu napiętych stosunków z Moskwą. W 1511 próbowała wyjechać do Moskwy, jednak nie zgodził się na to jej szwagier, Zygmunt I Stary. Potajemna próba opuszczenia polski została udaremniona przez kanclerza wielkiego litewskiego Mikołaja Radziwiłła. Była podejrzewana o spiskowanie na rzecz brata, wielkiego księcia moskiewskiego Wasyla III. Zmarła bezpotomnie w wieku trzydziestu siedmiu lat i została pochowana w cerkwi Przeczystej Bogurodzicy w Wilnie. Wiele źródeł i współczesnych relacji podaje, jakoby została otruta, zaś sprawcami tej zbrodni mieli być Radziwiłłowie. Pozostawiła po sobie 40 000 dukatów, które w znacznej mierze zebrała podczas pobytu na Litwie.

3 odpowiedzi to Aleksander Jagiellończyk i Wilno (2)

  1. mohort mówi:

    BĄDŹCIE MOBILNI REDAKCJO
    Wklejam za “Dziennikiem”

    “Skandal na Litwie. Grób z sercem Piłsudskiego zbezczeszczony
    2012-06-18 | Ostatnia aktualizacja: 14:08 |

    Marszałek Józef Piłsudski / AP

    Płyta przykrywająca grób, w którym – na wileńskim cmentarzu na Rossie – pochowane jest serce marszałka Józefa Piłsudskiego i jego matka, została pomazana farbą. Akt wandalizmu potępił sam premier Litwy Andrius Kubilius.”

  2. kjb/kjb/mnkb jk/ mówi:

    O czasach, gdy Litwini budzili grozę. Trudno w to uwierzyć, ale z Litwinami stoczyliśmy więcej wojen niż z Rosjanami i Niemcami razem wziętymi. Dzicy i waleczni sąsiedzi najechali nas ponad 50 razy – artykuł znanego historyka profesora Andrzeja Romanowskiego.
    Źródło: Gazeta Wyborcza

  3. Jurgis mówi:

    Fascynujący opis odkrycia grobów królewskich po powodzi w Wilnie w 1931.Było to wydarzenie które nabrało wielkiego rozgłosu, wszyscy Polacy się tym interesowali i o którym wtenczas i potem wszyscy mówili w Wilnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.