35
Druga wojna polska (1)

Tutaj nie ma podziału na wiek i płeć, również dziewczyny maszerują w takt werbli Fot. autor

„Żołnierze! Druga wojna polska rozpoczęta!” — brzmiało w rozkazie Napoleona tuż przed przekroczeniem Niemna w czerwcu 1812 r. Po 200 latach historia się powtórzyła i znów od salw armatnich zadrżało Kowno.
Jednakże rozpoczęta w 2012 r. wojna jest bezkrwawym widowiskiem klubów i grup historycznych rekonstrukcji z szeregu krajów Europy, odpowiednio jak się składała Wielka Armia Napoleona. „Europa. Napoleon I w Kownie. 1812” — taką właśnie nazwę otrzymał festiwal żywej historii, wzbudził on duże zainteresowanie, widowisko obejrzało ponad 70 tys. mieszkańców Kowna i gości.
Ponad 800 osób z Francji, Polski, Rosji, Czech, Białorusi, Łotwy i Litwy, 42 kawalerzystów, 25 armat, obóz z 400 namiotów, przemarsze żołnierzy przez miasto, ćwiczenia lub po prostu żołnierskie posiłki w ciągu trzech dni ubiegłego weekendu ukazało życie w Kownie sprzed 200 laty.

Rozpoczęta w Kownie w 2012 r. wojna jest bezkrwawym widowiskiem klubów i grup historycznych rekonstrukcji z szeregu krajów Europy Fot. autor

Odtwarzanie wydarzeń historycznych jest czymś więcej niż hobby. Jest to część życia zrzeszonych w klubach rekonstrukcji, nieraz całych rodzin. Szyjąc mundury, przygotowując rynsztunek, broń, a nieraz balowe suknie i kapelusiki, zgłębiają przeszłość, aby podczas podobnych widowisk podać lekcję żywej historii. Tutaj nie ma podziału na wiek i płeć, również dziewczyny maszerują w takt werbli. Oczywiście podstawowym wydarzeniem imprezy była przeprawa armii przez Niemen i bitwa.
Rok 1812, 23 czerwca. Trzy polskie kompanie woltyżerów oraz 50 saperów na łodziach pokonały Niemen, ówczesną granicę Księstwa Warszawskiego i Rosyjskiego Imperium. Posiadając przyczółek, przystąpili do budowania mostów pontonowych i następnego dnia ruszyła mostami Grande Armée — Francuzi, Niemcy, Polacy, Włosi, Austriacy, Holendrzy, Hiszpanie…

Odtwarzając historyczne wydarzenia, zadbano również o ten szczegół — początkowo dwie łodzie wypełnione piechurami przybiły do wschodniego brzegu Niemna, a następnie ruszyła armia. Co prawda, nie stawiano już mostów pontonowych, zastąpił je pontonowy prom, który dopiero za trzecim rejsem przeprawił przez Niemen wszystkich żołnierzy. Rozkazy w językach francuskim, polskim, łotewskim i litewskim mówiły o pochodzeniu żołnierzy, a słowiański akcent w komendach niemieckich zdradził Czechów odtwarzających pułki austriackie. Tak samo, jak przed 200 laty, przeprawa obeszła się bez strat, najwyżej któryś z uczestników przemoczył nogi.

Zając! Czy doprawdy któryś z widzów ujrzał w trawie długoucha lub może chciał nawiązać do wypadku sprzed dwóch stuleci, kiedy pod konia Napoleona niespodziewanie skoczył zając i koń stając dęba, zrzucił cesarza. W 1812 roku odebrano to jako zły omen — klęskę w Rosji.

Tym razem jednak na pole walki wódz wjechał pewnie. Rolę Napoleona odegrał profesor z Sorbony Oleg Sokołow, nie tylko dobrze władający francuskim, lecz doskonale znający biografię Bonapartego, jego ulubione zwroty i ruchy.


Na wschodnim brzegu Niemna znalazła się Wielka Armia Fot. autor

Kulminacją festynu było odtworzenie bitwy pod Dziewałtowem (Deltuva), kiedy to, po 4 dniach od przeprawy, w pobliżu Wiłkomierza francuska awangarda dopadła rosyjską ariergardę gen. Kulniewa. W bitwie tej, przy stratach ponad 50 w zabitych żołnierzach z każdej strony, żadna jednak nie odniosła zdecydowanego zwycięstwa. Rosjanom udało się zorganizowanie odstąpić, przykrywając odwrót głównych sił.
Rekonstruując bitwę, postarano się przekazać sposób walki tamtej epoki. Blisko godzinę trwały zmagania — nacierała raz jedna strona, raz druga, grzmiały armaty, a szarże kawalerii zmuszały piechotę ustawiać się w czworoboki. Komentator jednak wyraźnie był po stronie Napoleona, częściej zachęcając do oklasków skierowanych Francuzom i w tym wypadku historię nieco zmieniono, kończąc batalię całkowitym rozbiciem Rosjan. Oczywiście zbliżająca się noc świętojańska, zabawy i koncerty pogodziły wszystkich.

Armia widzów i handlarzy oczekiwała tego święta. Przed dwoma stuleciami podobnie oczekiwano Napoleona — mieszczanie równych praw, chłopi zniesienia pańszczyzny, szlachta odrodzenia Rzeczypospolitej. Niestety, w podręcznikowej historii Litwy pomija się znaczenie tamtych lat, głównie mówiąc o stratach i ofiarach. Kogoś może razi Napoleońskie określenie „drugiej wojny polskiej” rozpoczętej na terytorium Litwy? A jednak wówczas na kaszkietach żołnierskich widniały i orły polskie i pogoń, a klęska w wojnie nie zniszczyła w naszych narodach wolę do walki i wolności.

Niezależnie od słów krytyki bądź odwrotnie, wojna ta wpisała Kowno do historii Europy, co doskonale potrafiły wykorzystać władze Kowna, organizując wspaniałą imprezę i promując swoje miasto.

Atakowała raz jedna strona, raz druga, grzmiały armaty, a szarże kawalerii zmuszały piechotę ustawiać się w czworoboki Fot. autor

Podobne widowiska i bitwy w roku bieżącym będą miały miejsce również w wielu miastach Rosji i Białorusi, na szlaku zwycięstw i klęsk Napoleona. Spośród wielu batalii jedna intryguje najbardziej — uważana najczęściej za ostateczną klęskę Napoleona w Rosji bądź przeciwnie — za majstersztyk taktyki wojennej, kiedy zda się z beznadziejnej sytuacji, udało się Napoleonowi uratować część swej armii i własną cesarską skórę. Chodzi więc o słynną bitwę nad Berezyną.
Zbliża się również rocznica doniosłego zwycięstwa pod Orszą. Kowno, Berezyna, Orsza … skłoniły nie tylko do podjęcia tematu historycznych wydarzeń, lecz wcześniej jeszcze do podróży na wschodnie tereny Białorusi, co pozwoliło nie tylko poczuć atmosferę historycznych miejsc, ale też porównać sposób upamiętnienia znanych batalii. Orsza i Berezyna — odmienne pod względem skutków, a przede wszystkim inaczej traktowane przez ówczesną władzę Białorusi…
Cdn.

35 odpowiedzi to Druga wojna polska (1)

  1. Wereszko mówi:

    Może się mylę ale chyba w 1812 w Kownie tylu było Litvinów co w tym samym czasie np.we Wrocławiu lub Szczecinie Polaków.

    Panie Szełkowski,
    “A jednak wówczas na kaszkietach żołnierskich widniały i orły polskie i pogoń, a klęska w wojnie nie zniszczyła w naszych narodach wolę do walki i wolności.”

    No nie mieszaj w głowach,zwłaszcza młodym czytelnikom.Orły były symbolem Korony a Pogoń symbolem Litwy,nie Litvy.Rzeczpospolitą tworzyły wówczas dwa narody polityczne:polski i litewski.Naród litewski był wielojęzyczny:tam rozmawiano po polsku,po rusku,po białorusku,po litevsku,żmudzku,żydowsku,ormiańsku itd.Nie upraszczaj Pan skomplikowanych zjawisk i nie siej litevskiej propagandy.

    “Kogoś może razi Napoleońskie określenie „drugiej wojny polskiej” rozpoczętej na terytorium Litwy?”

    “na terytorium Litwy”?
    Panie Szełkowski,
    a była okazja wyjaśnić czytelnikom że ówczesne nasze państwo (po Konstytucji 3 Maja)nazywane było zamiennie,raz Rzeczpospolita,raz Polska.A wszyscy mieszkańcy Rzeczypospolitej byli w ów czas powszechnie nazywani po prostu POLAKAMI.

  2. józef III mówi:

    w rzeczy samej Panie “Wereszko” ! Niedawno przeczytałem w białoruskim “ARCHE” (jeszcze wisi) artykuł – wywiad z białoruskim historykiem, ktory dowodził, że to wszystko o czym pisze p.Szełkowski i publicyści litewscy (dzisiejsi) to tak naprawdę było na Białorusi i ze Białorusini witali Napoleona w Mińsku, Wtebsku itd. Dowodzi dalej tenże, iż z poparcia cesarza na Białorusi (sic) wynikało to, że gdyby Rosja została pokonana powstałaby “niepodległa Białoruś” ! Oto ten tekst : http://arche.by/by/page/talks/11029

    Oni (Litwini i Bialorusini) w ogóle abstrahują od jakiegokolwiek wątku polskiego w epopei napoleońskiej! Białorusini twierdzą np. (inny tekst w ARCHE), że w armii cesarskiej służyło około 80 tys. Białorusinów (sic). Dla innego czasu twierdzą, że to oni (Białorusini – sic) zwyciężyli pod Grunwaldem. Zaś ąkawalerią XVII w. była “białoruska brygada Lisowczyków” – itp. itd.

  3. monstrum mówi:

    Wobec zapisu numer 1 oraz, rzecz jasna, całego artykułu, za który podziękowania Autorowi

    Wereszko! Gdzie przyjemniej tracić chwile, jak w gronie własnych rodaków? Nieprawdaż? Przecież – z nimi żyć, umierać mile wśród narodowych orszaków. Dlatego, wspólnie – dalej, bracia, idźmy śmiało za hasłem Napoleona! Czyje w polu legnie ciało, ten przeznaczeń swych dokona.

    Proszę przed pleno titulo Całością o wybaczenie, że będę bezczelnie się chwalił. Na przyszłość będę się starał, by nie za często.

    Opisany wymarsz w roku 2012 rozpoczynał się na błoniach przed zamkiem kowieńskim, co można wnieść że zdjęcia rozpoczynającego artykuł
    http://kurierwilenski.lt/2012/06/25/na-litwie-uczczono-przemarsz-napoleona/#comment
    który czytaliśmy w ubiegłym tygodniu. Szybko przeszedł do archiwum. Dlatego proszę – bezczelnie – rzucić okiem na ostatnie dwa akapity komentarza nr 8: taka mała historia, prawda z końca przygody tamtego marszu na Moskwę, z grudnia 1812. Jest to jeden z wyników dość żmudnych badań prowadzonych swego czasu między stołecznym Mińskiem a aż Walią. Tam byłem tylko jednym z, pomocniczo, tamte wyniki zostały osiągnięte przede wszystkim przez białoruskiego historyka, malarza, pisarza, poetę i muzyka pana Sergiusza Wieremiejczyka. Śnieg, noc, odwrót, sala rycerska w zamku, świeczniki, kominek, za stołem za kolacją strudzony lecz wciąż gniewny cesarz i stary litewski książe z laską.

    Z kolei jedno z najradośniejszych odkryć moich własnych przeżyłem jesienią 1995 w Narodowej Bibliotece Łotwy w Rydze – bynajmniej nic historycznego, odkrycie piosenki, ale naprawdę się ucieszyłem. Do ręki trafił wielkości książeczki do nabożeństwa wydany w Lipsku w 1845 roku nieduży śpiewnik. Tam ujrzałem pieśń polskich ochotników Napoleona w wersji pełnej, ośmiozwrotkowej. Wydania tego nie posiada Biblioteka Narodowa w Warszawie, sprawdzałem. Istniejąca w niej znakomita książka niezapomnianego dyrygenta, kompozytora, badacza i pułkownika Jerzego Kołaczkowskiego podaje tylko trzy zwrotki z anotacją, że z przekazów podobno istnieje więcej, ale nie zostały odnalezione. Na dworze stała jesień 1995, październik. W grudniu pan pułkownik po wielomiesięcznej chorobie odszedł na zawsze. Tak też od siedemnastu już lat chodzę (żyję to znaczy) z tymi zwrotkami. Parę lat temu na jednej z wypraw staraliśmy się wyśpiewać je wszystkie po polsku z Białoruskim Młodzieżowym Stowarzyszeniem Historycznym, a widoczny na zdjęciu w nadmienionym wyżej odsyłaczu pan Paweł Kałanow, w roku 1812 porucznik 17 pułku ułanów litewskich, pięknie i profesjonalnie grał nam na gitarze.

    Ale mamy właśnie początek kampanii, wymarsz. Allez, en marche! – Naprzód!

    Kolumny wojsk na drogach litewskich.

    – …Bitwa! gdzie? w której stronie? – pytają młodzieńce,
    Chwytają broń, kobiety wznoszą w niebo ręce,
    Wszyscy pewni zwycięstwa, wołają ze łzami:
    „Bóg jest z Napoleonem, Napoleon z nami!”

    O wiosno! Kto cię widział wtenczas w naszym kraju
    Pamiętna wiosno wojny, wiosno urodzaju!
    O wiosno, kto cię widział, jak byłaś kwitnąca
    Zbożami i trawami, a ludźmi błyszcząca,
    Obfita we zdarzenia, nadzieją brzemienna!
    Ja ciebie dotąd widzę, piękna maro senna!
    Urodzony w niewoli, okuty w powiciu,
    Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu.

    Należę do obozu naczelnika Kościuszki i księcia Ogińskiego w traktowaniu relacji cesarz Napoleon a sprawa Rzeczypospolitej. Zdecydowanie ciążę ku roku insurekcji 1794 niż przygód 1805-1812. Ale przecież była też tamta wiosna Wieszcza, byli pan Tadeusz z Zosią, książe Józef Poniatowski i generał Henryk Dąbrowski, było wielu a wiele, łącznie z popiersiem Napoleona w pokoju pana Ignacego Rzeckiego na Krakowskim Przedmieściu w sklepie z lalką.

    Dlatego –

    Panowie! Wereszko żwawy, Józefie Trzeci szczodry, Kmicicu wnikliwy, wszyscy kto rzadziej lub częściej, ale gości w naszej wspólnej historii – Wam dedykuję zamieszczenie poniższej pieśni. Autentycznie cieszę się, że pierwsze trafienie jej pełnego tekstu do internetu oraz z dużym prawdopodobieństwem w ogóle pierwsze publiczne ukazanie się po roku 1845 następuje na łamach „Kuriera Wileńskiego”. Zatem – aller! –

    *

    PIEŚŃ POLSKICH OCHOTNIKÓ NAPOLEONA

    Gdzie przyjemniej tracić chwile
    Jak w gronie własnych rodaków?
    Z nimi żyć, umierać mile
    Wśród narodowych orszaków!

    Refren:
    Dalej, bracia, idźmy śmiało
    Za hasłem Napoleona,
    Czyje w polu legnie ciało
    Ten przeznaczeń swych dokona.

    Niechaj z orłami cesarza
    I nasz Biały Orzeł wzleci,
    Pierzchnie przed nim horda wraża,
    Wszak zwycięstwa gwiazda świeci.

    Refren
    Dalej, bracia, idźmy śmiało…

    Świat poruszył się ospały –
    Drżą w postrachu dumne cary.
    Czeka na nas trud niemały –
    Idźmy, bracia, pod sztandary.

    Refren
    Dalej, bracia, idźmy śmiało…

    Wiatr co powiał znad Sekwany
    Już kołysze polskie łany.
    Kraj przebudza się kochany,
    Nie daremne będą rany.

    Refren
    Dalej, bracia, idźmy śmiało…

    Wszak nie więcej sześć stóp ziémi
    Człek po śmierci swej zajmuje.
    Narówni umrze z drugimi,
    Komu świat trumnę zbuduje.

    Refren
    Dalej, bracia, idźmy śmiało…

    Lepiej gdy bracia garść piasku
    Na me oczy rzucać muszą.
    Bez żadnego mnichów wrzasku,
    Tylko westchną za mą duszę.

    Refren
    Dalej, bracia, idźmy śmiało…

    Noc otuli pole krwawe,
    Gwiazdy firmanent rozświecą
    I żołnierskie dusze prawe
    Ku biebiosom lekko wzlecą.

    Refren
    Dalej, bracia, idźmy śmiało…

    Braci poległych imiona
    Nie zapomni lud nad Wisłą.
    Kto przeżyje ten w ramiona
    Padnie Polsce niezawisłej.

    Refren
    Dalej, bracia, idźmy śmiało…

    *

    Zatem na tę okoliczność –
    – Niech żyje cesarz, vive l’empereur! Ale nade wszystko –
    – Vive la Pologne, vive la Lituanie!
    – Niech żyje Polska, niech żyje Litwa!
    – Вiват Лiтве, вiват Польшчы!
    – Tegyvuoja Lietuva, tegyvuoja Lenkija!

  4. Wereszko mówi:

    Zawsze mnie zastanawiał ten rok 1812.Oto upłynęło zaledwie paręnaście lat od dramatu jakim był upadek Rzpospolitej.I oto przychodzi Napoleon,jest szansa na masowy zryw zbrojny w celu odbudowania dawnej Ojczyzny.Ale takiego zrywu NIE MA.Dlaczego? Tu jest chyba jakieś drugie dno tej historii.Skoro masowego zrywu nie było a więc może też nie było masowej CHĘCI do odbudowania d.Rzpospolitej? Może ówczesne elity krajowe wcale nie chciały wyzwolenia się spod Rosji? Może już każdy z nich uwił sobie ciepłe gniazdko i żył spokojnie pod carską władzą nie gorzej niż przedtem i wcale nie marzył o zmianie?

  5. józef III mówi:

    dziękuję szanowny Panie “monstrum” ;
    PS. jaka to mogła być melodia ?

  6. ? mówi:

    moze dlatego:
    ” Tadeusz Kościuszko i Józef Pawlikowski, widząc wykorzystywanie Polaków, opublikowali w 1800 r. program polityczny, który zakładał przede wszystkim walkę o wolność i suwerenność. Program został skonfiskowany przez policję francuską.”

  7. pani mówi:

    Dzieki, jeden z wielu pytajnikow, czy pytaj_nic_k_ow.

    Przed kilkoma laty, w czasie bumu porzyczkowobudowlanego, na jednej z takich budowli w Wilnie na prawym brzegu Wilii znaleziono masowe groby zolnierzy armii napoleonskiej.
    Media litewskie zrobili z tego szybka sensacje, ktora usluznie przetlumaczono Francuzom. Ostatni podniesli wielka wrzawe. Zabronili Litwinom badac szczatki. Zorganizowali wlasna ekspedycje ekspert\cka z Antropologami fizycznymi na czele.
    Gdy po wspolnych ogledzinach szczotkow zolnierzy okazalo sie, ze w wiekszosci to osoby z podbitych przez N. terenow Srodkowej Europy {!??? tak glosil komunikat oficjalny} zmarle z glodu, wycieczenia i chorob zakaznych, Francuzi cichutko umyli rece i zmyli sie sami.
    W RL, zas wydano, co najmniej, kilka set tysiecy na glorifikacje N. i jego wojen.
    ps. Z szacunkiem do osob wlasnym sumptem zaangazowanym do rekonstrukcji historycznych, od historykow profesjonalistow zyjacych na koszt tych i innych podatnikow trzeba domagac sie Prawdy, Istotnej Prawdy [czyli Istiny!, (jak pieknie to prastare wspolne slowianskie slowko)] i Tylko Prawdy.

    Urojenia sa przyjemne …,
    Lecz, gdy one sa masowe,
    Wbrew realiom przyziemnym,
    To, az nadto sa niezdrowe
    I totalnie niebezpieczne.

  8. MH mówi:

    Tak trochę z innej beczki – Napoleon nie był niskim człowiekim. A tak go przedstawiają chyba we wszystkich filmach. W tamych czasach był wysokim – 169cm.

  9. kjb/kjb/mnkb jk/ mówi:

    MH
    tak w butach na 10 cm obcasach.

  10. MH mówi:

    @kjb/kjb/mnkb jk/
    Będzie ci głupio jak sprawdzisz i popatrzysz co napisała(e)ś.
    Więc lepiej nie sprawdzaj i żyj w ciemnocie historycznej.

  11. monstrum mówi:

    Wereszko, nr 4

    Dla mnie swego czasu dało powód do myślenia to, że Nocą Listopadową w marszu na Arsenał z Łazienek podchorążowie wręcz błagali aż trzech przygodnie napotkanych po kolei generałów o przyjęcie nad nimi i powstaniem dowództwa, z nich dwóch, Stanisława Trębickiego i Jana Maurycego Haukego, z rozpaczy zastrzelili, bo żaden nie chciał. Dalszych dwóch generałów Królewstwa Kongresowego tej samy nocy zginęło, bo starali się obronić przed powstańcami Arsenał. Wszyscy pięciu walczyli względnie niedawno za Napoleona. W Nocy Listopadowej jestem jednak po stronie podchorążych.

    Mowa cesarza Napoleona do licznych zebranych w danym mu na rezydencję Pałacu Biskupim, najlepszym w Wilnie, nie zachowała się, nie stenagrafowano, ale są relacje. Wywołała lekką konsternację. Nic a nic w niej nie było o tak gorąco oczekiwanej niepodległości. Tylko – że zrobiliście na mnie wielkie wrażenie swoim przyjęciem, za nami przyszłość, potrzebuję waszych żołnierzy, potrzebuję podatków, jestescie wzorcem dla Europy, ja i ona was cenimy, radzę wam rządzić w Wilnie tak a tak.

    Zryw i entuzjam nie były małe, odwrotnie. Polska i Litwa dały Napoleonowi łącznie prawie sto tysięcy żołnierzy i Polacy i Litwini zajmowali drugie miejsce po Francuzach w połączonej armii. Chociaż jeżeli podzielimy to przez liczbę mieszkańców ziem dawnej Rzeczypospolitej w granicach 1772 to spadniemy na miejsce dalsze w porównaniu z małymi księstwami niemieckimi. Nie zajmowałem się dokładnie kampaniami napoleońskimi, nie wiem jak powszechnie podzielała polska i litewska szlachta i włościanie nastroje bohaterów „Pana Tadeusza”.

    Książe Michał Kleofas Ogiński mając za sobą doświadczenie jednego z najbardziej cenionych dyplomatów króla Stanisława Augusta i po upadku insurekcji kościuszkowskiej intensywnie krążący – na własne środki, zadłużając się – po całej Europie aż do Stambułu w gorącym porywie poszukiwania dróg wskrzeszenia Rzeczypospolitej, już w lutym 1798 po dwóch pierwszych spotkaniach i rozmowach z Napoleonem wyrobił sobie niedwuznaczne zdanie, że nie tędy droga. Myślę, że wśród osób myślących w Polsce, na Litwie i w emigracji nie tylko on i Kościuszko postrzegali zjawisko Napoleona porównywalnie. Zresztą nie tylko lata 1812 i 1813 wykazały, że mieli pełną rację. W latach 1850-ych historyk i polityk francuski Ludwik Adolf Thiers, skądinąd zasłużony i uznany, przy tym jako historyk entuzjasta cesarza Napoleona, w którejś książce, pisząc o Bitwie Narodów i jej wpływie na kulturę Europy, podsumowuje wierność przysiędze cesarzowi do beznadziejnej ostatniej chwili, jako jedynych sojuszników, pułków polskich, kosztującej księcia Józefa Poniatowskiego fal Białej Elstery, stwierdza dla historii, skutecznie, bo potem po dziewięćdziesięciu latach Churchill sprarafrazuje, że Polacy potrafią pięknie umierać, ale nie potrafią żyć. Rozwinięte to zostaje jakoś tak (pisze to Francuz o najwierniejszym, co przyznaje, sojuszniku), że dziwi, że VIII korpus polski wolał umierać dla obcego cesarza, niż żyć dla własnego kraju. Właśnie o tym bardzo myślałem, kiedy w Lipsku przy żółtawym obelisku z piaskowska sięgającego mi czubkiem może ramion a niewidocznym wśród kiosków na niedużym placu, pod którym od dawna spływa puszczona do rury półwyschła Biała Elstera, kładłem bukiet. Napis w języku niemieckim i łamanym polskim (był rok 1989, może teraz lepiej) głosił, że tu 19 października 1813 zginął marszałek Napoleona Józef Poniatowski, polski bohater. Kwiaty spoczęły praktycznie na chodniku, bo nawet trawy przy kamieniu nie było.

    Przy moim potężnym szacunku i podziwie dla osobowości księcia Józefa jestem też świadom słów Tadeusza Kościuszki z jego listu z pierwszych lat nadeszłego dziewiętnastego wieku, że przy Zieleńcach księciu zabrakło wyczucia militarnego (tak oceniał mimo zwycięstwa), teraz zabraknie politycznego (czy międzynarodowego, tam jakieś słowo łaciną, nie pamiętam).

    Dziś rudno powiedzieć jak mogli myśleć tamci Polacy i Litwini we dworkach i na niwie którzy nie poszli za ochotnikami Napoleona (przy całej niewątpliwej znakomitości ich pieśni, postawy i nadziei). Może gdzieś przemówiło wyczucie realizmu.

    Król Stanisław August druzgocąco nie utrzymał Rzeczypospolitej, niemniej położył istonte i wymierne podwaliny kulturowe. Rozumowanie o ich znaczeniu dla utrzymywania polskości w dalszych 123 latach jest powszechnie znane. Ciekawym i cennym może być spojrzenie pod tym samym kątem na spuściznę napoleońskiego zrywu narodu. Na pewno wzmocnił i swoiście uformował emocjonalną polskość; nie zostawił jekiegokolwiek wymiernego analogu stanisławowskiej architektury i sztuki. Taka właśnie analiza stanowiła zamysł mojego ojczyma, historyka, dla nowej książki. Najkrócej rzecz ujmując, Łazienki króla Stasia uważał za cenniejsze. Niestety, zabrać się nie zdążył. W tamtych latach, przekraczając dwudziestkę, byłem intensywnie gotów sięgać po szablę, nawet dzidę, i – dalej, bracia, idźmy śmiało za hasłem Napoleona, już! No bo jak? Ojczym wskazywał, że w znacznie większym stopniu warto, jeżeli już, myśleć o szabli Kościuszki. Po dziesięcioleciach, między innymi po wystarczająco szerokim poznaniu wielopłaszczyznowej postaci księcia Michała Kleofasa i, powiedzmy, innych rzeczy, całkowicie się zgadzam.

  12. monstrum mówi:

    Józef III, nr 5
    Zawszem do usług.
    Oto śpiew:
    http://bognalewtakb.dt.pl/mp/legiony/ochot.mp3
    Są to trzy zwtrotki znalezione i wydane przez pana pułkownika Jerzego Kołaczkowskiego, kierownika Centralnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego w latach siedemdziesiątych. Jego zasługi dla zachowania nam polskich pieśni patriotycznych uważam za wybitne. Właśnie dzięki niemu i jego nagraniom mam na tych pieśniach ciężkiego hop-la.

    *

    Znak Zapytania, nr 6
    Świetnie! O to właśnie chodzi. I skąd cytat, skoro códzysłów? Nie wiedziałem o konfiskacie przez policję francuzką! Czy chodzi “Czy Polacy mogą się wybić na niepodległość”, bo też z roku 1800? Tam poza wolnością i suwerennością duży nacisk jest położony na to, co dziś nazwalibyśmy postępem społecznym.

    *

    Pani, nr 7
    Bardzo ciekawe! Czy Pani wie, co się stało z odkrytymi szczątkami, gdzie zostały pochowane? W jakich latach mniej więcej to odkrycie nastąpiło?

  13. ? mówi:

    Tak,chodzi o „Czy Polacy mogą się wybić na niepodległość”.

    Jesze ciekawy tekst z Rzepy:
    W Tylży sprawa polska była ważna, ale nie najważniejsza. W trudnej grze Napoleon chciał osłabić Prusy, a zarazem wciągnąć Rosję do walki z Anglią i jej handlem.Polacy przydawali się do nacisku – Rosjanie (a pośrednio i Austriacy) musieli pamiętać, że mają u siebie skłonną do buntu polską szlachtę. Wiemy, że cesarz kusił też wcześniej Prusaków zwrotem Warszawy w zamian za oddzielny pokój. Czy ofiarował też zabór pruski carowi? Jeśli tak, to raczej w ramach dyplomatycznej prowokacji. Pamiętajmy, że mimo plotek na petersburskim dworze i starań bliskiego dawniej carowi księcia Adama Czartoryskiego stosunek Aleksandra I do państwa polskiego był niezmiennie niechętny. Zaś Napoleon dostrzegał korzyści z utworzenia bastionu obserwacyjnego nad Bugiem, Wisłą oraz Niemnem i do niego należała inicjatywa. Długo dyskutowano nad obszarem i nazwą państewka. Śmieszna, wedle ówczesnych listów cara nazwa – Księstwo Warszawskie, to także wynik kompromisu. Rosja zgadzała się na jego powstanie pod warunkiem wykreślenia słowa Polska.

    Tylżycki twór zawiódł polskie nadzieje. Szlachta współdziałała od końca 1806 roku z Francuzami, a utworzona w styczniu 1807 r. Komisja Rządząca tworzyła polskie wojsko i administrację, licząc na odbudowę Rzeczypospolitej. Tymczasem powstać miało „jedynie” owo Księstwo, bez nazwy Polska i z królem saskim jako władcą. Do tego Rosja otrzymała w rekompensacie (za co? – pytano) pruski dotąd Białystok z okręgiem. Postrzegano to źle, podobnie jak pozostawienie w Prusach katolickiej Warmii oraz ważnej ekonomicznie dolnej Wisły.

    „Przykrego doznaliśmy wrażenia przy podpisaniu pokoju w Tylży” – pisał w liście oficer gwardii Napoleona hr. Tomasz Łubieński, choć politykę francuską popierał. Dla mniej chętnego francuskim porządkom Kajetana Koźmiana „zawód gorących pragnień i obszernych i niecierpliwych nadziei, przez utworzenie traktatem tylżyckim Księstwa Warszawskiego w miejsce spodziewanej Polski, zdziwił, zasmucił i oburzył kołysane ufnością w słowa Napoleona Polaków umysły”. Oburzenie wyrażali nawet wojskowi. Niektórzy, jak rodzina Ostrowskich, określali traktat wręcz jako „czwarty niejako podział nieszczęśliwej Polski, pokrzywdzonej z ręki samego dobroczyńcy i wskrzesiciela jej ułamku”. Trzeba było jednak polubić ten ułamek, skoro innego nikt nie proponował.

  14. monstrum mówi:

    ?, nr 13

    Dzięki, bardzo interesujące! Jak się nazywa książka czy praca profesora Krzysztofa Rzepy do której się odwołujesz? Sprawdziłem w katalogach internetowych – nie ma nic tego autora w bibliotekach Moskwy i Mińska. Będę musiał zaczekać, aż zagoszczę w Warszawie.

    Pięć czy siedem lat temu jedyny dziś żyjący biograf księcia Michała Kleofasa Ogińskiego (od strony hostorycznej, nie muzycznej) białoruski historyk pan Sergiusz Wieremiejczyk potrzebował dla swoich prac – rzecz nie odosobniona – pieniędzy. Jako wieloletni kustosz majątku księstwa Marii i Michała Kleofasa w Zalesiu corocznie miał tam wiele wycieczek i za którymś razem goszczący wykładowca z Sorbony nadmienił, że możnaby spróbować zwrócić się do Fundacji Napoleona, gdyż postać Ogińskiego nie jest historykom francuskim nieznana. Potem w rozmowie ze mną pan Sergiusz ustosunkowywał się do tego w ten sposób, że spuścizna księcia Michała nie będzie podpierała się – dosłownie – kulami [do chodzenia] Napoleona.

    Odnośnie cesarza Aleksandra Pierwszego traktowanie jego stosunku do sprawy polskiej pozostaje szerokie i wymaga dalszych badań i analiz – jak zresztą całość jego życia, polityki i powiązań. Od dłuższego czasu jestem zanurzony w – jak mówimy w zaprzyjaźnionym gronie – oginianie, czy oginistyce. Zwróciłem uwagę na następującą rzecz – stosunek do cesarza Ogińskiego. Jeszcze przed śmiercią Pawła Pierwszego, ojca Aleksandra, książe Adam Czartoryski intensywnie namawia księcia Michała do zaniechania emigracji i powrotu, bo cesarewicz Aleksander, przyszły cesarz, wydaje się być postacią wielce obiecującą i lepiej będzie jeżeli dla wspólnej wielkiej sprawy będzie przy nim ich dwóch. Książe Michał Ogiński powraca, radykalnie rozbudowuje Zalesie, tworząc z niego pulsujący ośrodek kultury, zostaje senatorem przy dworze w Petersburgu. Rok po Tylży przedkłada cesarzowi własny dogłębnie opracowany memoriał o reaktywacji, stopniowej autonomizacji i rozwoju Wielkiego Księstwa Litewskiego jako części składowej Imperium Rosyjskiego, które z czasem może zwiększać swoje wpływy na Księstwo Warszawskie, armia którego obecnie jest przy Napoleonie. (Przy okazji – Aleksander dlatego kategorycznie sprzeciwiał się słowu Polska dla odrodzonego tworu co miał pozostawać pod wpływem cesarskiej Francji, aby nie było wrażenia, że Napoleon tak czy inaczej, ale wskrzesił Polskę). Memoriał został przyjęty przychylnie, przy tym cesarz stwierdzał, że z oczywistych powodów obecnie głównym jego priorytetem są stosunki Rosja – Europa – Cesarstwo Francuskie, ale idea jest bezwzględnie warta dalszych prac, gdyż pokój i rozwój, nie powstania i wojny są potrzebne.

    Książe Michał w swej niewyczerpalnej energii świeci przykładem z Zalesia – mamy rozwój terenu, lokalne szkolnictwo i lecznictwo, współpraca z Uniwersytetem Wileńskim, oczywiście też muzyka i sztuka. W tle – motyw cichy a przewodni – my, spadkobiercy i budowniczowie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Napoleon z Korony stworzył okruch o nazwie Księstwo, u nas będziemy mieli całość ziem i oficjalnie Wielkie Księstwo. Ten tok rozumowy widzimy w memoriale. Słowo tylko w umyśle i modlitwach – Rzeczpospolita.

    Wielce ostre doświadczenie lat 1812 i 1813 istotnie zmieniają u cesarza Aleksandra jego postrzeganie sprawy polskiej czy litewskiej, bo to wtedy jednak wciąż to samo. Delikatnie napominany o memoriale 1807 roku wykazuje jednoznaczny brak zainteresowiania. W ciągu następnych dziesięciu lat książe Michał bardzo powoli ale przestaje widzieć sens w swoim angażowaniu się w aktywną politykę, gdyż niemożliwość realizacji koncepcji jego memoriału przyprawiają jedynie o gorycz. Na szczęście jego aktywność – nazwijmy dziś – pozytywistyczna sprawia, że Zalesie zyskuje miano Aten Północnych daleko poza granicami Litwy, Polski i Rosji, tam widzimy przyjeżdżających muzyków z Francji, Niemiec i Włoch. Wreszcie, w tym z powodów zdrowotnych, w roku 1822 pan na Zelsiu opuszcza nizinne lasy i łąki nad Wilią i odjeżdża do Florencji – na zawsze opuszcza Litwę. Właśnie tam, we Florencji, w żaden sposób nie pozostając zależny od względów cesarza Aleksandra ani Rosji, w swoich absolutnie fascynujących czterotomowych “Pamiętnikach Michała Kleofasa Ogińskiego o Polsce i Polakach od roku 1788 aż do końca roku 1815” nadmienia, że w dobie Kongresu Wiedeńskiego nikt z realnych graczy na arenie europejskiej nie robił tyle dla Polski i Polaków, co cesarz Aleksander. Rzeczywiście, nieco wgłębiałem się w to. Przebijał opór nie tylko państw koalicji, ale nawet swojego młodszego brata wielkiego księcia Konstantego, który miał zostać dożywotnym namiestnikiem w Warszawie. Staranie się pozyskać jak największe terytoria dla Królestwa Kongresowego można logicznie wytłumaczyć tym, że przecież chodziło o ziemie dla korony rosyjskiej. Ale Królestwo uzyskało też własną konstytucję, sejm, armię, walutę, wyłączny polski język urzędowy. W Petersburgu znalazły się pieniądze dla Uniwersytetu Warszawskiego oraz – poza Królestwem Kongresowym – Uniwersytetu Wileńskiego, dzięki czemu mamy dziś spuściznę po jego ówczesnym rektorze Joachimie Lelewelu taką jaka jest. W korespondencji z bratem Konstantym cesarz nadmienia, że niech ci twoi polscy generałowie mają mundury napoleońskie, serce napoleońskie, ale głowę i działalność oddaną nam.

    W tym kontekscie zastanawia mnie, dlaczego książe Michał Kleofas w roku 1822 odjechał. Czy przeważyły względy zdrowotne? Jednak już miał 57 lat i zaczynał powoli potrzebować łóżka, chociaż przez całe życia dotychczas miał siły i zdrowie do pozazdroszczenia. Czy nie mógł się pogodzić, że Rzeczpospolita jednak odeszła do sfery abstrakcji? Czy po prostu polityka cesarza Aleksandra na ziemiach polskich i litewskich, jaka zaistniała na Kongresie Wiedeńskim, stopniowo erodowała. Bo jednak w 1823 przymknięto Filaretów i Filomatów. Dalekosiężność strat dla wszystkich, w tym dla Rosji, tego absurdalnego i karygodnego zaprzepaszczenia wybitnego potencjału intelektu i energii odczuwana jest w pewnym sensie do dziś. Ale to już całkiem inna historia.

    Wniosek oczywisty – starajmy się maksymalnie wyciągać wnioski, we wszystkim zresztą.

  15. pani mówi:

    >monstum :http://zebra.15min.lt/lt/laisvalaikis/ivairenybes/lietuva-garsina-rupestis-napoleono-kariu-kapaviete-48818.html

    haslo napoleono kariu kapaviete – jest wiecej. Z dokladniejszym tlumaczeniem bardziej interesujacych fragmentow [niz komputerowe] sluze pomoca

  16. monstrum mówi:

    Pani, nr 15
    Serdecznie dziękuję. Więc to już dzisięć lat temu. Są teraz na cmentarzu Antokolskim. Bywam tam od czasu do czasu gdy jestem w Wilnie, gdyż zajduje się na tym cmentarzu ciekawy grobowiec książąt Ogińskich.

  17. Anonymous mówi:

    z rzepy- z rzeczpospolitej(rp.pl) …

  18. monstrum mówi:

    Anonim, nr 17
    Czy można prosić o odsyłacz z adresem internetowym strony? Wybrałemm w google “Krzysztof Rzepa Napoleon gazeta Rzeczpospolita”, następnie pierwsze cytpwane zdanie z wpisu nr 13 – google jak najbardziej wydaje rezultat, ale gdy naciskam otwiera się strony główna “Rzeczpospolitej” gdzie nie ma śladu poszukiwanego artykułu. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, gdzie i co blokuje się.

  19. pani mówi:

    > monstrum, Lipiec 8, 2012 at 02:20

    Uwazam ze powinnismy uczcic miejsce znalezienia masowego pochowka tych zolnierzy, co najmniej, takim obeliskiem, jaki opisujesz w Niemczech. To nie tylko litewska sprawa. To wciaz aktualne – dla narodow srodkowej Europy.
    Starsze osoby z pokolenia moich rodzicow (ich blizcy krewni) podobnie sasiadowali w Wilnie z domem Oginskich. Nieuporzadkowane urywki wspomnien przynosza mi fragmenty ich gawed o tej familii.
    Bardziej wiarygodna ich rekonstrukcja, wymagala by troche wiecej gruntu. Moze to wazne? Moze udalo by sie polatane nici uporzadkowac w przydatne klebki???
    A tak, jeszcze raz pozdrawiam.
    Lacze sie tez do wyznania Maura – ratujesz tu nas od zastoju umyslow.

  20. pani mówi:

    polatane nici – poplatane …

  21. replika mówi:

    monstrum :
    Nie przeceniałbym altruizmu Aleksandra I-ego wobec Polaków.Chciał dla Rosji jak najwięcej ziem polsko-litewskich z ich zasobami i potencjałem.Ponieważ ciągoty profrancuskie były w Polsce silne,chciał pozyskać Polaków dając im dużą autonomie,jeszcze większa,niż na krótko dał Napoleon.Poza tym rozbicie organizacji wileńskiej romantyzującej młodzieży chyba nie miało znaczenia globalnego.

  22. Kmicic mówi:

    do Pani 21:

    Znaleziono mnóstwo szczątków żołnierzy armii Napoleona na skarpie przy budowie dzielnicy mieszkaniowej (po lt Żirmuny). Niektóre z bloków powstały dosłownie na tym kilkupiętrowym “cmentarzysku”. Powinien tam powstać wielki obelisk, z napisami w języku polskim , – większość szczątków to Polacy walczący o niepodległość Rzeczypospolitej.

  23. pani mówi:

    Kmicic pisze “…większość szczątków to Polacy walczący o niepodległość Rzeczypospolitej.” Tez tak mysle, lecz takze mysle, ze zaden cudzoziemny wodz nie jest wart tych tysiecy ofiar

  24. Paweł1 mówi:

    Do poczytania o odkryciu szczątków żołnierzy Napoleona w Wilnie.
    http://odkrywca.pl/napoleonskie-zbiorowe-mogily-w-wilnie-,678823.html

  25. monstrum mówi:

    Pani, nr 19

    Jeżeli to może być podane na otwartym forum – gdzie mieszkali Pani rodzice w Wilnie, że obok domu Ogińskich? Moja dotychczasowa wiedza jest taka, że pałac Ogińskich mieści się przy ulicy Końskiej (mamy w nim obecnie Teatr Młodzieżowy). Poza tym na początku dziewiętnastego wieku do Ogińskich należał nieduży pałac mieszczący się w rozwidleniu ulicy Mostowej i zaułka Świętojerskiego(wychodzi elewacjami bocznymi na wskazane ulicę i zaułek, fasadą jest zwrócony w kierunku katedry). Tu właśnie w roku 1826 w ciągu kilku miesięcy po ślubie z hrabim Karolem Załuskim mieszkała najstarsza i najbardziej znana (pianistka i kompozytor) z całego sześciorga rodzeństwa, córka księcia Michała Kleofasa Ogińskiego Amelia (pra-prababcia niezwykłego człowieka, pianisty i kompozytora brytyjskiego Iwo Załuskiego, którego w swych wylewnych zapisach parokrotnie już wspominałem).

    Natomiast na Antokolu, na tak zwanym cmentarzu Słonecznym, spoczywa kilkoro książąt Ogińskich, najstarszy z nich Mikołaj, (właśnie ich grobowiec odwiedzam) z tak zwanej linii witebskiej Ogińskich, genealogicznie ubocznej (Michał Kleofas i Amelia należeli do linii głównej, wygasłej na wnukach Michała Kleofasa). Ogińscy spoczywający na Antokolu żyli mniej więcej w połowie dziewiętnastego wieku, ale nie wiem gdzie mieszkali w Wilnie. Jedyne co wiem, to na pewno nie w żadnym z dwóch wspomnianych budynków. (Obecne nazwy ulic w języku litewskim: Końska – Arklių g., Mostowa – Tilto g. zaułek Świętojerski – Liauksmino g.).

    Wielkie dzięki za słowa uznania. Zawsze je doceniam. Absolutnie nie stawiałem oczywiście sobie celu wobec czyichkolwiek umysłów, ale jeżeli do czegokolwiek się przydaję to się cieszę. Bardziej akurat miałem na uwadze umysł własny, gdyż w czasie choroby zaszły pewne problemy z moją pamięcią i teraz poprzez swą tu pisaninę staram się umysł własny ćwiczyć i przeciwdziałać ano właśnie zastojowi. Dziękuję za serdeczne słowo.

    nr 23 – całkowicie się zgadzam z myślą w nim wyrażoną.

    *

    Replika, nr 21

    Zgadzam się. Dla postaci cesarza Aleksandra Pierwszego nie mam żadnego stosunku emocjonalnego, w tym aby go gloryfikować. Jedynie odnotowałem dla siebie, że pod koniec życia książe Ogiński pisze o nim ogólnie raczej pozytywnie, chociaż wydawałoby się, że raczej nie miał powodów. Odnoszę to na konto ogólnego obiektywizmu i realizmu księcia Michała Kleofasa, które charakteryzowały całe jego życie.

    W ostatnich latach do postaci cesarza Aleksandra nastąpił pewien wzrost uwagi wśród historyków rosyjskich. Pomijając do tej pory definitywnie nie wyjaśnione pytanie, czy nie imitował własnej śmierci i nie umarł po wielu latach jako pustelnik pod Tomskiem na Syberii (bo jest rzeczą udowodnioną, że zamach na jego ojca Pawła Pierwszego, udany, nie odbył się bez jego wiedzy), obecnie dyskutowane jest czy nie zanadto angażował się w sprawy europejskie. Część rosyjskich historyków uważa, że uczestnictwo Rosji w wojnach napoleońskich nie było jej potrzebne, a to co po nich uzyskała nie okazało się wspołmierne ze skalą jej udziału w zwycięstwie nad Napoleonem. Stawiane jest pytanie jak dalece cesarz Aleksander ulegał całkowicie zakulisowym manewrom Anglii.

    Co do filaretów i filomatów też się zgadzam. Istotnie, wymiar wydarzenia jako takiego był w sumie mały. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę dalsze losy młodych filaretów i filomatów, ich talenty i energię, które sięgnęły aż Ameryki Południowej w postaci inżynierii i budownictwa czy wybrzeży Morza Śródziemnego w postaci badań przyrodniczych, to można wcale gorzko pożałować, że potencjał tamten i oddanie zostały rozproszone, zamiast, będąc razem, pomnażać dorobek ziem ojczystych.

  26. monstrum mówi:

    Paweł1, nr 24
    Niezwykle interesujące, przeogromne dzięki! Gdyby nie internauci “Kuriera Wileńskiego”, nadal nic bym nie wiedział o tych grobach i całym wydarzeniu.

  27. kos mówi:

    Świetnie, że w Kurierze ukazują się ciekawe materiały dotyczące naszej historii, a internauci je uzupełniają własnymi komentarzami. Niesie to więcej informacji, z czego też można skorzystać.

  28. monstrum mówi:

    Kos, nr 27

    Rzeczywiście. Człowiek dowiaduje się ciekawych rzeczy.

    Przejąłem się obrazem opisanym w artykule z odsyłacza Pawła1: zima, przygotowania do obrony Wilna przez całkowicie wycieńczoną armię, użycie rowów artyleryjskich ostatecznie dla wielotysięcznego pochówku. Przypomniało się wydarzenie realne, które trafiło jako epizod do opowieści Honoriusza de Balzaca “Pułkownik Chabert”. W bitwie przy Iławie Pruskiej w Prusach 7-8 lutego 1807 (jedna z największych bitew wojen napoleońskich, ponad dwanaście tysięcy zabitych z obu stron, jej rezultatem stał się pokój i układ z Tylży) pułkownik Wielkiej Armii Hiacynt Chabert ranny i nieprzytomny zostaje pochowany w grobie zbiorowym. Powietrze między wykrzywionymi na mrozie ciałami ratuje go i mimo rany nadludzkim wysiłkiem wydobywa się, gdy armia już odeszła. Wynikiem staje szereg w sumie smutnych wydarzeń.

    Z pamiętników pisarza wiemy, że posłużył się wydarzeniem realnym, chociaż nazwisko bohatera zostało zmieniono. Istotnie podobno chłopi pruscy przez kilka miesięcy przywracali do życia niedoszłego nieboszczyka.

    7-8 lutego 2007 w Iławie Pruskiej, dziś Bagrationowsku w obwodzie Kaliningradzkiem, odbywały się duże uroczystości upamiętniające, w tym dwudniowa akcja rekonstrukcyjną. Miało między innymi miejsce przekazanie szczególnego daru. Poinformowano, że niecały rok wcześniej przy pracach budowlanych natrafiono na dotychczas nieznany grób żołnierzy francuskich, ponad pięćset zabitych. Jednym z nielicznych przedmiotów ujawniających osobę była srebrna papierośnica z inkrustowanym nazwiskim Schubert. W czasie uroczystości wręczono ten oczyszczony kawałek metalu obecnemu konsulowi francuskiemu w Kaliningradzie dla przekazania Muzeum Balzaca we Francji.

    Przy okazji: jeżeli komumolwiek się przytrafi, koniecznie obejrzyjcie film francuski z roku 1994 “Pułkownik Chabert” (Le Colonel Chabert) z Gerardem Depardieu i Fanny Ardant w rolach głównych. Wszak to para wybitna. Nastrój balzakowy też jest całkowicie odtworzony. W krótko, ale przejmująco ukazanej zimowej bitwie przy Iławie Pruskiej rolę kawaleri – umundurowani jeźdźcy i konie – gra zespół polski.

  29. pani mówi:

    Przez Pawla, podany link grzecznie lecz w sumie poprawnie i w pelni oddaje historie odnalezienia cial zolnierzy Napoleona. Dobre tlumaczenie toku badania calej sprawy. Dr Jankauskas z Jankowskich wykonal wiele zmudnych laboratoryjnych prac. Litwini podaja antropologicznym badaniom wiele szczatkow odnajdywanych przez archeologow. Takie bio;ogoczne i fizyczne badania w odczuciu ardheologow dodaja historii naukowosci.
    Czasami, jednak,ehistoria potrzebuje wyrazu w monumentalnej sztuce wizualnej. Odkryty w Wilnie fakt masowej zaglady, zbiorowej meczenskiej smierci, wydaje mi sie, potrzebuje wspolczesnej rzezby na miejscu odkrycia.

  30. Tadek mówi:

    Do MH: Uwaga kjb była słuszna. Napoleon to konus, mmiał tylko 159 cm. Małych u władzy było sporo:
    Aleksande Macedoński – 150 cm,
    Karol Wielki – 150 cm,
    Ludwik XIV – 156 cm,
    Włodzimierz Lenin – 164 cm,
    Benito Musolini – 160 cm,
    Franco- 157 cm,
    Adolf Hitler – 157 cm,
    Józef Stalin – 164 cm
    Mikołaj Jeżow – 152 cm.
    A to bardziej wyrośnięci:
    Maximus Trak (172-238 r.) – 240 cm
    Iwan Groźny – 178,
    Piotr I – 204 cm,
    Aleksander I – 204 cm,
    Mikołaj II – 174 cm,
    Charles de Gaulle – 196 cm,
    Włodzimierz Putin – 170 cm.

  31. monstrum mówi:

    Tadek, nr 31

    Ciekawe zainteresowanie. Nigdy, przyznaję, nie zastanawiałem się nad wzrostem postaci historycznych, chociaż o co poniektórych zachowały się przekazy i opisy. Zauważalnie niewysokiego wzrostu był między innymi marszałek Aleksander Suworow.

    Z przytoczonej tablicy polemizowałbym ze wzrostem ostatniego rosyjskiego cesarza Mikołaja Drugiego. Ponieważ jest to postać niezwykle szeroko opisana i masowo fotografowana, wiadomo, że wysokiego wzrostu nie był. Różnił się tym od swojego ojca o pokaźnej budowie w każdym wymiarze cesarza Aleksandra Trzeciego. Na zdjęciu – cesarz Mikołaj ze swoim stryjem wielkim księciem Mikołajem Mikołajewiczem Romanowem, naczelnym dowódcą armii rosyjskiej na początku pierwszej wojny światowej; widzimy obu w mundurach polowych. Wielki książe był akurat wzrostu słusznego.

    http://www.sovsekretno.ru/app/image/2004/06/19/040528145657b.jpg

  32. monstrum mówi:

    Post scriptum do tematu balzakowskiego, nr 28

    Spostrzegłem, że jednak trochę mi jeszcze uwaga czasem rozjeżdża się, daletego winien jestem pewnego uściślenia do zapisu nr 28.

    Z pamiętników Honoriusza de Balzaca wiemy, że jako pierwowzorem do postaci pułkownika Chaberta posłużył się losem oficera armii francuskiej Schuberta, który przeżył omyłkowe pogrzebanie żywcem w bitwie przy Iławie Pruskiej. Kiedy pod miastem tym, dziś Bagrationiwskiem, (przy okazji – Iława w województwie Warmińsko-Mazurskim miała dawną nazwę Iławy Niemieckiej: Deutsch Eylau versus Preußisch Eylau, a obie leżały w granicach Prus) w roku 2006 wykryto duży grób zbiorowy żołnierzy armii napoleońskiej i rozpoczęto prace archeologiczne, powiadomiono konsulat francuski w Kaliningradzie. Unikalnie odkrytą srebrną papierośnicę z nazwiskiem Schubert skojarzono w konsulacie z opowieścią i pamiętnikiem Balzaca, dlatego decyzją strony rosyjskiej trafiła do jego muzeum w Paryżu.

    A skoro pułkownik Hiacynt Chabert został jeszcze raz wspomniany –

    http://www.amazon.co.uk/gp/product/images/B00004CR52/ref=dp_image_0?ie=UTF8&n=573398&s=video

    http://asset0.torrentino.com/covers/000/600/124/original.jpg?1283316799

    http://www.google.ru/imgres?q=le+colonel+chabert&um=1&hl=ru&newwindow=1&sa=N&biw=1024&bih=568&tbm=isch&tbnid=09AL8VAMERWYOM:&imgrefurl=http://melodrama-online.com/istoricheskaya-melodrama/5026-polkovnik-shaber-le-colonel-chabert-1994.html&docid=HNxLeSzwpKHe9M&itg=1&imgurl=http://melodrama-online.com/uploads/posts/2011-11/1321684194_1369694.jpg&w=1024&h=782&ei=h5b8T4H-JsmM4gT_ltSIBw&zoom=1

    ALE NADE WSZYSTKO – bitwa w ruchu i muzyce –

    http://www.youtube.com/watch?v=slaNADrdPMA

    *

    Natomiast dla chętnych poświęcenia godziny i czterdziestu siedmiu minut w nieśpiesznej wolnej chwili (z dubbingiem rosyjskim, co w tym akurat audytorium prawdopodobnie będzie preferowane od oryginału francuskiego) (a pierwsze trzy i pół minuty to scena ogromnego pochówku pobitewnego, która właśnie stanęła mi w pamięci po przeczytaniu opisu gigantycznego grzebania żołnierzy Wielkiej Armii w artykule z odsyłacza w nr 24):

    http://kinopod.ru/video.html?id=4040

    Honoriusz de Balzac (1799-1850)
    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/d1/HBalzac.jpg
    Opowieść “Pułkownik Chabert” wyszła drukiem w roku 1835.

  33. marek mówi:

    Wereszko 4
    “Zawsze mnie zastanawiał ten rok 1812.Oto upłynęło zaledwie paręnaście lat od dramatu jakim był upadek Rzpospolitej.I oto przychodzi Napoleon,jest szansa na masowy zryw zbrojny w celu odbudowania dawnej Ojczyzny.Ale takiego zrywu NIE MA”

    Dobre pytanie. Być może, jak to już wyżej napisano, mieszkańcy WKL większe nadzieje wiązali z Rosją niż Francją. Faktem jest, że na mapy Europy Królestwo Polskie wróciło nie dzięki Napoleonowi, ale dzięki Aleksandrowi. Jakie było, to było, ale dawało możliwości rozwoju ekonomicznego i kulturalnego Narodu. Paradoksalnie, ale Traktat Wiedeński nie był katastrofą dla Polaków. Nie można zapomnieć, że trzymając się do końca Napoleona byliśmy w obozie przegranych. To, że wyszliśmy po przegranej wojnie z większymi prawami niż tymi, które mieliśmy przed początkiem wojen napoleońskich jest sukcesem osiągniętym przez te osoby, które postawiły na Rosję (ks. Adam Czartoryski). I nie ma tu znaczenia, że car grał na wzmocnienie Rosji domagając się maksymalnego poszerzenia granic Kongresówki. Po prostu w tym punkcie nasze interesy były zbieżne.

  34. taki z Siczy mówi:

    monstrum
    “Przy moim potężnym szacunku i podziwie dla osobowości księcia Józefa jestem też świadom słów Tadeusza Kościuszki z jego listu z pierwszych lat nadeszłego dziewiętnastego wieku, że przy Zieleńcach księciu zabrakło wyczucia militarnego (tak oceniał mimo zwycięstwa), teraz zabraknie politycznego (czy międzynarodowego, tam jakieś słowo łaciną, nie pamiętam).” ->
    W Zielenciach w Chmielnickej obłasci(wojewodstwe)w Ukrainie jest kamień z memorialną deską po-ukrainski i polski o bitwie pod Zielenciami,i tam też o Poniatowskim.Ona była otwarta kilka lat nazad.

  35. Wereszko mówi:

    marek
    Profesorowie Łojek,Wieczorkiewicz mówili że historię, ostatnich (conajmniej)200 lat, należy napisać całkowicie od nowa.A ja dodam że od nowa należy też napisać historię ostatnich 20 lat od 1989.
    Nie ma niczego takiego jak FAKTY historyczne,jest NARRACJA historyczna.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.