0
Kosztowne usługi pomagierów posłów na Sejm litewski

Za plecami posłów stoi prawdziwa armia — prawie 500 ich asystentów, którzy co roku kosztują podatnika prawie 12 mln litów… Fot. Marian Paluszkiewicz

Nawet 2 mln litów – tyle, według kancelarii Sejmu, może kosztować rekompensata za niewykorzystane urlopy dla asystentów posłów na Sejm. Niektórzy z nich w ciągu kadencji obecnego Sejmu ani razu nie brali urlopów.
Wiceprzewodnicząca parlamentu patronująca pracę sejmowej kancelarii, Virginija Baltraitienė, mówi, że w okresie letniej kanikuły w Sejmie trudno spotkać nie tylko posłów, ale też i ich asystentów, więc podejrzewa, że pomocnicy parlamentarzystów urlopują nieoficjalnie, żeby na koniec kadencji otrzymać rekompensatę za niewykorzystane urlopy. Jak donoszą media, w niektórych przypadkach kancelaria Sejmu będzie musiała zapłacić nawet po 10 tys. litów za nieurlopujących asystentów posłów na Sejm.
Wiceprzewodnicząca Virginija Baltraitienė przyznaje, że tych pieniędzy nie przewidziano w tegorocznym budżecie parlamentu, toteż kancelaria będzie musiała dokonać cięć innych wydatków, bo nie wypłacić zaległe za urlopy pracodawca, czyli kancelaria, nie może.

Ale też nie może zmusić asystentów do pójścia na urlopy, bo są oni urzędnikami politycznego zaufania posłów i tylko posłowie mogą zmusić ich do corocznego odpoczynku. Jak twierdzi Baltraitienė, posłowie przekonują ją, że nie mogą zmusić swoich asystentów, żeby brali urlopy, bo ci zwyczajnie ich nie chcą. Z kolei asystenci przekonują wiceprzewodniczącą, że to właśnie posłowie odmawiają im urlopów, bo rzekomo muszą pracować.

— Tylko gdzie oni wszyscy pracują? – zastanawia się wiceprzewodnicząca Sejmu, bo jak twierdzi, po zakończeniu sesji parlamentarnej Sejm pustoszeje i trudno zobaczyć w nim samych posłów i ich asystentów. Virginija Baltraitienė nie wyklucza, że być może istnieje jakaś zmowa między asystentami i ich przełożonymi w sprawie urlopów, a nawet w sprawie podziału między sobą przyszłej rekompensaty za niewykorzystane urlopy.

Jak ustalił dziennik „Lietuvos rytas” największym „pracoholikiem” jest asystent posła Aleksandra Sacharuka – Lesław Hejbowicz, który ma niewykorzystanych aż 124 dni urlopu. Po 2-3 miesiące zaległych urlopów mają też sejmowi pomagierzy posłów Ony Valiukevičiūtė, Sauliusa Bucevičiusa, Mildy Petrauskienė, Valentinasa Mazuronisa, Valerijusa Simulikasa, Kęstasa Komskisa, Jurgisa Razmy, Almantasa Petkusa, Laimontasa Diniusa, Valdemarasa Valkiūnasa i Sauliusa Stomy. Ich pomocnicy po zakończeniu kadencji parlamentu będą mogli liczyć na pokaźną rekompensatę nie tylko za zaległe dni urlopowe, ale też należną rekompensatę równą wynagrodzeniu za jeden miesiąc.

Miesięczne wynagrodzenie urzędnicze asystentów posłów na Sejm wynosi od 2 350 do 2 550 litów brutto. Do tej sumy dochodzi też dodatek ponad 70 litów miesięcznie za każde 3 lata pracy urzędniczej. Każdy z obecnych 139 posłów na Sejm ma do obsadzenia trzy etaty asystentów, aczkolwiek niektórzy parlamentarzyści dzielą etaty na części i mają nawet po 5 i więcej asystentów. Inni posłowie natomiast kumulują etaty albo dzielą się asystentami, zatrudniając na pełny lub częściowy etat jedną osobę.
Według danych kancelarii Sejmu, na etatach asystentów posłów na Sejm zatrudnionych jest około 480 osób, ale ta liczba niemal codziennie się zmienia, bo — jak mówią urzędnicy kancelarii Sejmu — wśród pomocników posłów jest duża rotacja, więc niemal codziennie są zwalniane jedne osoby a na ich miejsce zatrudniane inne. Na pełnych etatach teoretycznie powinny być zatrudnione 425 osoby. Taka armia osobistych sekretarzy posłów kosztuje podatnika prawie 12 mln litów co rok i około 48 mln litów w ciągu czteroletniej kadencji.

Tylko posłowie mogą zmusić swoich asystentów do pójścia na urlop Fot. Marian Paluszkiewicz

Częste też są przypadki, kiedy asystenci posłów prowadzą swój biznes albo są zatrudnieni w firmach. Takie dorabianie wymaga jednak zgody specjalnej komisji sejmowej, która ustala czy praca poza parlamentem nie grozi konfliktem interesów z pracą na stanowisku w Sejmie.
Jak wynika z danych kancelarii Sejmu, większość asystentów posłów ma wyższe wykształcenie, aczkolwiek kilkadziesiąt osób takim wykształceniem pochwalić się nie może.
Pracą osobistego sekretarza posła nie gardzą również byli parlamentarzyści, ponieważ na etatach pomocników zatrudnionych jest kilkunastu eksposłów.

Posłowie wcześniejszych kadencji obchodzili się pomocą tylko jednego asystenta i to najczęściej tylko posłowie wybrani w okręgach jednomandatowych. I choć od dawna toczy się dyskusja o przywróceniu wcześniejszej reglamentacji zatrudnienia pomocników parlamentarzystów, to jednak nikt z polityków dotąd nie ośmielił się wyjść z taką inicjatywą. Próbę zmniejszenia liczby sekretarzy posłów obecnie podejmuje inicjatywa referendalna, która proponuje zmniejszenie do jednego etatów asystenckich.

Leave a Reply

Your email address will not be published.