28
Okradli ich z ziemi — a prawo ich nie broni

Tragedia rodzeństwa z domu Kułakowskich, którzy w Bojarach odzyskali kilka hektarów ojcowizny, zaczęła się jeszcze w 2006 roku Fot. Marian Paluszkiewicz

Na Litwie słowo „sprawiedliwość” pochodzi chyba od słowa „sprawa”, a litewskiemu wymiarowi sprawiedliwości wydaje się, chyba że im więcej jest spraw i im dłużej one się ciągną, tym więcej w kraju jest sprawiedliwości.

Codziennie przekonuje się o tym rodzina i rodzeństwo Albina Kułakowskiego z onegdaj podwileńskich Bojarów, a dziś naszpikowanej willami nowobogackich prestiżowej stołecznej dzielnicy Bajorai. Po jednej stronie stoją oni — mali, starzy, schorowani ludzie. Z dugiej — potężna banda oszustów, duża firma, potentat bankowy i… właśnie — litewski wymiar sprawiedliwości.

Historia, a właściwie tragedia rodzeństwa z domu Kułakowskich, którzy w Bojarach odzyskali kilka hektarów ojcowizny, zaczęła się jeszcze w 2006 roku, kiedy przypadkowo dowiedzieli się, że ich ziemia została sprzedana, a jej nabywca – duża firma budowlana — zamierza tu niebawem rozpocząć budowę. I choć sprawa szybko się wyjaśniła, że rodzeństwo Kułakowskich padło ofiarą oszustów, którzy bez wiedzy właścicieli sprzedawali ziemię w prestiżowych dzielnicach Wilna, to jednak do dziś nie mogą oni odzyskać skradzionej nieruchomości i coraz bardziej obawiają się, że ziemi już nigdy nie odzyskają. Bo okazuje się, że firma, która od przestępców nabyła skradzioną ziemię oraz bank, który udzielił tej firmie kredytu hipotecznego, domagają się w sądzie uprawomocnienia umowy kupna-sprzedaży oraz zastawu hipotecznego.

Co więcej, „Swedbank”, bo o tym banku mowa, zapowiedział w sądzie, że jeśli nawet ziemia zostanie zwrócona jej pierwotnym właścicielom, to zostaną oni obciążeni długiem hipotecznym, gdyż, według prawa litewskiego, hipoteka przechodzi na właściciela.
Z kolei firma budowlana „Junesta”, która za ponad 2,5 mln litów kupiła u złodziei ziemię, zabiega w sądzie o uprawomocnieniu umowy kupna-sprzedaży. Uważa siebie za poszkodowaną. Właśnie dziś, w piątek, Wileński Sąd Okręgowy ma podjąć w tej sprawie decyzję.

„Teraz prawie niczego nie mamy… I nie wiemy, czy kiedykolwiek tę ziemię odzyskamy…” – mówi Albin Kułakowski Fot. Marian Paluszkiewicz

— Jest to jakiś nonsens! Ludziom ukradli ziemię. Śledztwo to ustaliło. Ustalono też przestępców, ale sprawa w sądzie wciąż wlecze się – oburza się prawnik Kułakowskich, Kazimieras Baranauskas. W jego przekonaniu, Kułakowscy zostali już podwójnie poszkodowani, bo najpierw złodzieje pozbawili ich własności, a teraz nie mogą tej własności odzyskać.
— To jest nienormalne — oburza się prawnik.
Pojąć, co się dzieje, nie mogą też właściciele ziemi.
— Nie rozumiem, dlaczego jesteśmy tak traktowani?! Przecież w niczym nie zawiniliśmy… Ale najpierw złodzieje, a teraz ta firma i bank chcą nam zabrać ziemię – załamuje się Albin Kułakowski. Nie może też zrozumieć, dlaczego duża firma i duży bank tak łatwo dali się nabrać złodziejom.

— To nas można łatwo oszukać, bo nie znamy się na prawie i języka urzędowego nie znamy. Ależ tam mają prawników, tyle ludzi pracuje. Nie mogli sprawdzić, co kupują? – zastanawia się Kułakowski.
Z kolei jego prawnik wskazuje jeszcze jeden aspekt – odpowiedzialność notariuszy, którzy zatwierdzali dzień po dniu wielomilionowe transakcje dokonywane na podstawie sfałszowanych upoważnień notarialnych i dowodów osobistych. Prowadzący śledztwo prokuratorzy nie dopatrzyli się jednak uchybień w pracy notariuszy, z których przynajmniej jeden, którego nazwisko wielokrotnie figuruje w materiałach śledztwa, teoretycznie przynajmniej mógłby zwątpić w prawomocność dokonywanych transakcji.

Z materiałów śledztwa wynika bowiem, że w lutym 2006 roku, w wileńskim biurze notarialnym przy ulicy Kowieńskiej, nieustalona dotychczas kobieta, legitymując się sfałszowanym dowodem osobistym siostry Albina i Jana Kułakowskich – Benedykty Bernatowicz, na podstawie sfałszowanego upoważnienia, sprzedała niejakiemu Simonasowi Šidlauskasowi należącą do Benedykty Bernatowicz parcelę o powierzchni 1,75 ha oraz wspólną własnością należącą do Bernatowicz i jej braci — Albina i Jana Kułakowskich — ziemię we wsi Bojary o powierzchni 3,2 ha. Transakcja opiewała na sumę 2,5 mln litów.

Notariusz nie miał podejrzeń co do przedstawionych mu sfałszowanych dokumentów, jak też na słowo uwierzył, że wielomilionowa transakcja została już rozliczona. Już po trzech dniach od zatwierdzenia tej umowy, Simonas Šidlauskas (jak później wyjaśniono — podstawiona przez bandę oszustów osoba, która po prostu potrzebowała pieniędzy, więc za parę tysięcy litów zgodziła się odegrać rolę nabywcy skradzionej Kułakowskim ziemi), w innym biurze notarialnym – tym razem przy ulicy Wileńskiej – odegrał rolę sprzedawcy nabytej przed trzema dniami ziemi. Kupcem okazała się również osoba podstawiona – Ala Baranowskaja, koleżanka jednego z bandy oszustów. Po kilku dniach Baranowskaja sprzedała ziemię właśnie firmie „Junesta”, a ta w banku wzięła kredyt hipoteczny pod zastaw nabytej nieruchomości. Tak oto, okradając rodzeństwo Kułakowskich oraz oszukując firmę budowlaną i bank, no i, załóżmy, notariuszy też, złodzieje w ciągu zaledwie dwóch tygodni zgarnęli ponad 2,5 mln litów.

Śledztwo ustaliło, że szefem szajki i głównym organizatorem oszustw był syn jednego ze znanych wileńskich profesorów Laurynas Laurinčikas. Wszyscy zatrzymani w sprawie wskazywali właśnie na niego. Sam kategorycznie odpierał stawiane mu zarzuty.
Sąd jednak nie ustali już proporcji winy każdego z członków bandy, bo Laurinčikas zmarł w 2009 roku. Miał trzydzieści parę lat.


Niegdyś podwileńskie Bojary dziś są prestiżową stołeczną dzielnicą Fot. archiwum

Z materiałów śledztwa wynika, że Kułakowscy nie bylijedyną ofiarą bandy oszustów. Według podobnego schematu okradli oni i oszukali co najmniej kilka właścicieli ziemi oraz firm i banków. Na tych „transakcjach” zarobili ponad 6 mln litów, lecz pieniędzy tych śledczym nie udało się i raczej już nie uda się odzyskać. Według kompanów Laurinčikasa, z tych pieniędzy otrzymali oni zaledwie po kilka tysięcy litów. Resztę zgarnął szef. Ale te pieniądze szybko też roztrwonił – hazard, narkotyki, szalenie wystawny ślub z podejmowaniem gości w powietrzu na balonach. Jedyne co po nim zostało, to wart ponad 200 tys. litów samochód. Laurinčikas auto zapisał jednak na matkę i choć zostało one zajęte na poczet spłacenia roszczeń poszkodowanych, matka w sądzie domagała się oddania jej auta. Dlatego wszyscy nabywcy skradzionej ziemi – jedna osoba prywatna, dwie firmy i banki, które udzieliły kredytów, nie mogą raczej liczyć na odzyskanie pieniędzy od oskarżonych w sprawie.
I wbrew zasadzie, że działania bezprawne nie powodują skutków prawnych, domagają się pozostawienia im praw własności do skradzionej ludziom ziemi. W niektórych przypadkach to się udaje.
Bo — jak opowiada córka innej osoby, której banda oszustów również ukradła ziemię — musi ona teraz w sądzie sama walczyć o prawo do ziemi matki z bankami, notariuszami i komornikami.

A prawo? Niestety, nie stoi po jej stronie. Jej matkę bandyci okradli z ziemi jeszcze w 2005 roku. Starsza kobieta zmarła nie doczekawszy się sprawiedliwości. Córka również jest zrozpaczona i przestaje wierzyć w sprawiedliwość i że w litewskich sądach ją kiedykolwiek znajdzie. Boi się nawet podawać swego nazwiska, bo jak mówi, prawo jej absolutnie nie chroni, a stoi po stronie nabywców ziemi, którzy kupili ją u złodziei.
Bo najpierw sąd w sprawie karnej uchylił areszt skradzionej ziemi, a tymczasem, póki kobieta obijała progi sądów, w których w procesie cywilnym starała się o odzyskania własności po matce, nowy nabywca sprzedał ziemię kolejnemu nabywcy, ten zaś wziął kredyt hipoteczny. Później nie mógł z kredytu rozliczyć się, więc komornik ziemię zlicytował, nowy zaś nabywca nie musi już niczego obawiać się, bo litewskie prawo stanowi, że rzecz nabyta na licytacji już nie podlega restytucji prawa własności.

Podobnego przekrętu w świetle prawa, obawia się też Albin Kułakowski, który od 6 lat nie może korzystać z własnej ziemi, bo prawnie wciąż nie jest jej właścicielem, aczkolwiek swojej ziemi nigdy i nikomu nie sprzedawał.
— Trzymaliśmy gospodarstwo, krowę, prosięta i tam inne, więc ziemia była naszą żywicielką. Teraz prawie niczego nie mamy… I nie wiemy, czy kiedykolwiek tę ziemię odzyskamy – mówi nam Albin Kułakowski. Bo jak mówi, sprawa toczy się już kilka lat, a sprawiedliwości w niej wciąż brak. A i lata biorą swoje. Mężczyzna podupadł na zdrowiu. Porusza się o lasce i teraz nawet wyjazd do sądu, na kolejną rozprawę, jest dla niego sprawą nader kłopotliwą.

28 odpowiedzi to Okradli ich z ziemi — a prawo ich nie broni

  1. wioskowy mówi:

    Nad prawem litwinskim jest jeszcze prawo Boze i ludzi normalnych, szczeze wierze ze przyjdzie taki czas ze za wszystkie poniewierki i upokarzenia panstwa Kulakowskich Litwini zaplaca pelna cene. I bedzie ona nie 2,5 ml a tyle ze jekna

  2. Jurgis mówi:

    Wygląda na to,że dochodzenie swoich praw w tej nawarstwionej oszustwami sprawie będzie trwało wiele lat i właściciel może nie doczekać się orzeczenia uznającego jego tytuł prawny do własności.Ten łańcuszek oszustw powinien mieć skutki unieważnienia aktów kupna sprzedaży nie swojej własności ze skutkami podpisywania aktów
    nie z właścicielem. Osobami poszkodowanymi ze wszystkimi skutkami powinni być nabywcy,którzy nie zawarli umowy z prawowitym właścicielem ,nie zależnie w jakim czasie i w jakiej kolejności podpisywali akty kupna sprzedaży. Trudno ocenić jakie meandry prawne funkcjonują na Litwie jednak nawet ogromne koszty jako skutki kupienia nie od właściciela ponosi nabywca.

  3. pani mówi:

    Wilenscy Polacy maja swoich prawnikow – ZPPL, czyli Zwiazek Polakow Prawnikow Litwy.
    To oni mogli by fachowo i pozytecznie dla poszkodowanych, spolecznosci polskiej i litewskiej, RL, RP i wlasnej profesjonalnej godnosci i doskonalosci rozne tu wykazane aspekty postepowan i casus’y
    KOMENTOWAC i, moze nawet, ku wlasnej chwale – wykazac niewykorzystane sciezki mozliwej naprawy sytuacji.
    Lub, co przed WYBORAMI do Seimas’u ARCYWAZNE – zaproponowac rozwiazania legislacyjne zapobiegajace takim masowym oszustwom, w ktorych instytucje i panstwo traca dobre imie i wiarygodnosc. Zaproponowac sciezki legislacyjne odszkodowan za poniesione straty materialne i moralne.
    Wyborcy obywatele napewno docenili by taka aktywnosc i wybierali by takich prawnikow w kazdej obranej przez ostatnich dzialalnosci: badz stricte prawniczej badz sejmowej.

  4. Kmicic mówi:

    Strasburg i Luksemburg.A do tego czasu nagłaśniać gdzie się da.

  5. Wołodyjowski mówi:

    Zgłaszajcie się do kmicica, on we wszystkim jest najlepszym znawcą i prawnikiem. A najbardziej w przekrętach. Jak tam z litewskim biznesikiem, Panie? He, he.

  6. Kowieńczyk mówi:

    Należy zmienić język urzędowy ..

  7. pani mówi:

    Kmicicu, naglasniac trzeba kompetentnie. czyli, z doglebnym rozeznaniem – wowczas sa szanse na pozytywny odwrot tej i mnostwa innych identycznych spraw.

  8. Maur mówi:

    Mhm… aż przykro czytać.
    Co ja tu widzę?
    Prawo stanowi- jeżeli do dokonania czynności prawnej wymagana jest forma szczególna to czynność prawna bez zachowania wymaganej formy jest nieważna. Wykonywanie czynności przez pełnomocnika wymaga zachowania tej samej formy.
    W tej sprawie to znaczy: jeżeli do sprzedaży ziemi wymagana wymagana jest forma aktu notarialnego to pełnomocnictwo też wymaga aktu notarialnego. Notariusz wystawiając pełnomocnictwo ma obowiązek sprawdzić -za to bierze sporą kasę – czy pełnomocnictwo jest prawdziwe. Tzn. że nie przyjdzie parę „słupów” i wystawi sobie pełnomocnictwo do zawierania dowolnej transakcji. W przypadku obrotu ziemią do udzielenia pełnomocnictwa notariusz też sam sprawdza wpisy w księgach wieczystych. Po to jest to zawód zaufania publicznego i po to uznaje się taki sam status Ksiąg Wieczystych i Hipoteki.

    Tu mamy więc sprawę prostą i łatwą -w sensie prawnym. Notariusz NIE MOŻE NIEWIEDZIEĆ, dać się wprowadzić w błąd lub UWIERZYĆ NA SŁOWO. To może tylko hochsztapler będący w zmowie z innymi, którzy używają „wytrycha prawnego” zamiast norm prawnych.
    Niby ziemi ukraść nie można. W normalnym kraju…
    Co można w tej sprawie zrobić?
    Można pójść do notariusza i napisać testament. Dysponując dokumentami potwierdzającymi prawo do ziemi i nieruchomości -DOKUMENTAMI PIERWOTNYMI- nadal zachowuje się prawo do swobodnego dysponowania swoją własnością. Nie przecież potwierdzenia otrzymania zapłaty za rzekomą sprzedaż ziemi prawowitemu właścicielowi ani jego upoważnienia dla innej osoby o przekazaniu dyspozycji co do nieruchomości.
    W testamencie wskazać spadkobierców według własnego uznania – tu uwaga aby to zrobić w zgodzie z prawem naturalnym – oraz dodać jeszcze jednego spadkobiercę -SKARB PAŃSTWA POLSKIEGO jako spadkobiercę np. 1%, 2% czy 5% lub 10%.
    Tak sporządzony Testament przekazujemy wszystkim spadkobiercom. Jeden egzemplarz zanosimy do ambasady RP w Wilnie i na swoim egzemplarzu prosimy o pieczęć potwierdzającą jego przyjęcie.
    W tym przypadku mamy spokojne sumienie, że nasi spadkobiercy nie zostaną okradzeni z przysługującego im dziedzictwa.
    Obecnie swoboda dysponowania tą ziemią jest ograniczona poprzez wpisy w hipotece. Nie wiadomo ile ta sprawa potrwa i ilu kolejnych oszustów w ten proceder się włączy. Prawo, nawet litewskie, może sobie być jakie chce. Ale musi być zgodne z miedzynarodowymi normami prawa. Nawet to co zostało zlicytowane prze komornika jest do odwrócenia. Sprawą państwa już jest wyjaśnienie czy i komornik uczestniczył w tym procederze by swoim udziałem ostatecznie zatwierdzić nieodwracalność działań. W zasadzie na Wileńszczyźnie każdy przypadek obrotu ziemią należy uznać za szczególnie wrażliwy i podlegający szczegolnej kontroli państwa.
    Jest szansa, że władze RL uporają się z tą sprawą kryminalną do czasu otwarcia spadku.
    Publikacja takiego testamentu znacznie przyspieszyłaby uporządkowanie spraw tego rodzaju…

  9. ted mówi:

    Porownywanie Litwy do Azji,to obraza dla …Azji.

  10. LT-PL mówi:

    Sprawiedliwości na Litwie nie dojdziesz, bo na krzywdzie Polaków i ich ziemi uwłaszczyła się cała litewska polityczno- naukowa wierchuszka.

  11. Gintar mówi:

    Ukradzione obrazy w swiecie cywilizowanego prawa, zawsze wracajo do wlasciciela i strate ponosi ten kto ostatni obraz nabyl, jezeli nie moga dojsc kto go ukradl. Z ziemio i z domami bez dyskusyj powinno byc tak samo! Ciekawie jaka decyzje podejmie dzisiaj sond!

  12. pani mówi:

    > Maur, Lipiec 20, 2012 at 11:27

    Swietnie, Maurze! Jestes w stanie stoczyc walke z naszymi oszustami!
    nie jeden raz na tym forum czytajac twoje posty stwierdzilam – to jest autententyczny Litwin.
    Taka osoba potrzebna nam na czele zrzeszenia wlascicieli gruntow!
    Glosowala bym na Ciebie.

  13. Adam81w mówi:

    Przecież to jest jakaś kpina. W głowie mi się nie mieści choć znam państwo bałtolitewskie (to jest kpina). Krzywda Polaków musi sie skończyć.

  14. Wawa mówi:

    Jednak Litwa to dzicz.

  15. Tadi mówi:

    Gdy się czyta o takim wielopiętrowym krętactwie i oszustwach, przysłowiowy scyzoryk sam się w kieszeni otwiera. Najbardziej żal okradzionych i pokrzywdzonych faktycznych właścicieli skradzionej ziemi, bezradnych wobec zawiłości lietuviskiego prawa i pazerności złodziei.

  16. Maur mówi:

    @12, Droga Pani,
    Na odległość to ja mogę co najwyżej radą służyć.
    Twoje słowa odbieram jako komplement i doprawdy mam wątpliwości czy zasłużony.

    Temat tego artykułu, powracjający co jakiś czas, jest bulwersujący. Nie potrafię przejść obok takich spraw obojętnie -choć mnie nie dotyczą bezpośrednio. Osobom starszym znacznie trudniej prowadzić batalie prawne we wrogim środowisku. Stąd i ten pomysł aby c.d. batali powierzyć spadkobiercom.

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  17. pani mówi:

    > Maur, Lipiec 23, 2012 at 12:33

    Szacun. Naprawde tacyroztropni Litwini Polacy sa nam tu potrzebni.
    Miales zamiar przyjeczhac z corka do ojczystych stron i odwiedzic byly krolewski trakt. Nie wiem jak ci poszlo z realizacja tych zamiarow. A czekam no Twoje wrazenia u komentarze.

  18. Maur mówi:

    @ 17, Pani;
    Tak, miałem w planie i nadal mam. Łącznie z odwiedzinami u naszego wrażliwego poety „Ursusa”.
    Tyle, że „życie” jest brutalne i nie liczy się z ludzkimi planami. Rok szkolny (i mój i córki) skończył się z końcem czerwca. Wszelką dobrą pogodę chcę wykorzystać do konserwacji i zmodernizowania mojej sieci internetowej by nadać jej możliwości dalszego samorozwoju po wakacjach.
    Może uda mi się wygospodarować tydzień pod koniec sierpnia?
    Doprawdy trudno dziś takie plany uważać za pewne.

  19. pani mówi:

    > Maur pisze: „…Wszelką dobrą pogodę chcę wykorzystać do konserwacji i zmodernizowania mojej sieci internetowej by nadać jej możliwości dalszego samorozwoju po wakacjach.”
    Czy nie zimowa pogoda nie pasuje do rozwoju twojej sieci internetowej?
    Zlituj sie nad dziecmi! Rzucaj wszystko i wyjezdzaj na letnie pogody na wies.

  20. Romek mówi:

    ciężki macie żywot na tej Litwie a i w koronie nie jest lekko ,trzymajcie się bracia ,jeszcze dla nas zaświeci słoneczko pozdro z Sosnowca

  21. Zdziec - bez PI mówi:

    Takie numery tylko na Litwie i w dawnych sowieckich demoludach.
    Wierzę, że to końcówka Litwy, niebawem WCHŁONIE JĄ KTOŚ WIEKSZY, BOGATSZY, SPRYTNIEJSZY.

  22. józef III mówi:

    a w Polsce ? nawet nie słychać 19 – tym projekcie ustawy reprywatyzacyjnej. Lemingi postanowiły ukraść Wszystko !

  23. Maur mówi:

    @ 23, józef III;
    Pozostawiając lemingów ich naturze -warto zastanowić się -czy w Polsce potrzebna jest ustawa reprywatyzacyjna?
    Wydaje mi się, że obowiązujące regulacje prawne w sposób wystarczający regulują te kwestie.
    Być może jest tu nieco bałaganu „w prawie”. Nie mniej posiadający tytuły własności lub ich spadkowbiercy odzyskali i wciąż odzyskują nieruchomości.
    Ostatnio HGW żaliła się, że coraz większe kwoty budżetu W-wy musi przeznaczać na koszty zwrotu mienia.

    Jedną z niepisanych ról państwa jest rola gangstera…

  24. józef III mówi:

    Szanowny Panie „Maur” – Polska jest jedynym (sic !)państwem post., które poza ułomną ustawą o mieniu zabużańskim (20 % rekompensanty) w ogóle nie uregulowała skutków ograbienia właścicieli. Proszę sobie wyobrazić, że nadal skutkują : dekret o tzw. reformie rolnej (mimo, że dotyczył gruntów 50 ha w Polsce centralnej a dzisiejsze, tzw. gosp. rodzinne to ustawowo : do 300 ha a latyfundia post – ZSL – owców to tysiące ha i … jest to normalne, legalne), ustawa PKWN o przejęciu zakładów zatrudniających powyżej 50 prac., ustawy o przejęciu aptek, statków rzecznych, lasów prywatnych (za wyj. tzw. chłopskich tj. ok 18 % areału), obiektów dworskich, gruntów leśnych w Bieszcadach, młynów – no i oczywiście dekret Bieruta o gruntach warszawskich. Stow. poszkodowanych występują od ponad 20 lat o możliwe formy rekompensat : mienie zamienne, częściowa rekompensata it. w wys. 50 % wartości utraconej i zwrot w naturze gdzie własność jest państwowa lub gminna. Efekt : ‚0’.
    To o czym Pan pisze to nieruchomości miejskie poza Warszawą. Te, nigdy nie były znacjonalizowane ale uniemożliwiano zarząd nimi.
    PS. komuniści za Bieruta wypłacili odszkodowania wszystkim (sic) właścicielom posiadajacym obyw. państw Zachodnich. III RP odmawia w zupełności jakiejś formy zadośćuczynienia swoim obywatelom.

  25. Pingback: Their land has been stolen – and the law does not protect them | media.efhr.eu

  26. Maur mówi:

    Szanowny Panie „józef`ie III”, – bez wątpienia ma Pan rację. Dodam do tego jeszcze – do dziś obowiązuje dekret Stalina o organizacji administracji w krajach demoludów. Ma się dobrze i co więcej -jest twórczo rozwijany. Ten o rozproszeniu kompetencji po możliwie dużej liczbie urzędów administracji publicznej. Bez znaczenia tu -samorządowej czy państwowej.
    W tej kwestii istnieje dość spory bałagan prawny. Ten bałagan powiększa dodatkowo kwestia zmiany granic państwa i utrata ponad 2x większej powierzchni na wschodzie niż zyskano na pólnocy i zachodzie oraz, jak przypuszczam, odwrotna relacja w wartości obiektów.
    Idąc dalej widzimy i dziś przypadki pojawiania się „spadkobierców” i łatwe odzyskiwanie nieruchomości, nawet i takie za które już raz wypłacono odszkodowanie. Zdaje się, że USA otrzymała już dawno odszkodowanie za swoich „starszych w wierze braci”. Zdaje się, że państwa aliantów nad wyraz ochoczo obdzielały swoim obywatelstwem polskich przedwojennych posiadaczy – i w ich imieniu regulowały prawo do odszkodowań. To by potwierdzało przyczyny „wyparowania” przedwojennych rezerw NBP – zdeponowanych we Francji a potem w WB.
    Z pozostałymi w RP jest szereg innych komplikacji. Nastąpiło gigantyczne przemieszczenie ludności. I fala, tuż po wojnie, została w sporej części uwłaszczona na drobiazgach -do których prawo zachowali co najmniej spadkobiercy wceśniejszych właścicieli. Potem było tylko gorzej. A teraz to już zupełnie nie do rozwikłania.
    Dlatego wspomniałem o gangsterskiej roli państwa – kto potrafi je zmusić ten otrzyma rekompensatę. Nawet nienależną.
    Oczywistością będą głosy protestu: dlaczego społeczeństwo ma ponosić kolejne ciężary? itd…

    Czy mamy z czego pokryć zobowiązania państwa by te kwestie uregulować?
    Moim zdaniem tak. Mamy ziemię i mamy lasy. Na ziemiach zdobytych. Ziemia jest w większości dzierżawiona, lasy państwowe. O lasy poniesie się jazgot wszelkich eko-idiotów, eko-terrorystów po samych leśników, którym udało się utworzyć swoje państwo w państwie.

    Zbyt wielu uwłaszczyło się na cudzym, zarówno w słusznej jak i niesłusznej wierze, by ten problem dało się bezboleśnie rozwiązać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.