3
Druga wojna polska (4)

Berezyna — świadek tragicznych listopadowych dni 1812 roku Fot. autor
image-48786

Berezyna — świadek tragicznych listopadowych dni 1812 roku Fot. autor

Berezyna — świadek tragicznych listopadowych dni 1812 roku. Okrzyki, lament i rozkazy słyszało się w różnych językach. Walki trwały po obu brzegach rzeki, a nawet na mostach, pomiędzy swoich, o miejsce, o szansę na życie. Jedni myśleli wyłącznie o sobie, inni natomiast, posłuszni rozkazom stanęli do boju. Wśród drugich były polskie pułki.  

W tym czasie, kiedy Napoleon z gwardią był na drugim brzegu Berezyny, a Victor z trudem powstrzymywał przed mostami atakujących Rosjan, powstało nowe zagrożenie. Po prawej stronie, w górę rzeki, zbliżały się siły gen. Cziczagowa, w celu zamknięcia pułapki z innej strony. Do powstrzymania Rosjan pod wsią Stachowo rzucono korpus Oudinota, który stoczył kolejny krwawy bój w tej batalii. 28 listopada stało się decydującym dniem walk, toczonych jednocześnie po obu stronach rzeki.

Pod Stachowem walczyła zbieranina z różnych formacji zdolnych do walki — ogółem ok. 9 tys., gdzie około 60 proc. wojsk walczących za cesarza stanowili żołnierze Księstwa Warszawskiego, głównie z V korpusu ks. Józefa Poniatowskiego.
„…Trzymaliśmy prawe skrzydło linii bojowej i nosa wytknąć na gościniec nie dopuściliśmy Rosjanom, którzy wszakże nie ustąpili z placu, póki na swoim skrzydle prawym, od kirasjerów francuskich ruszeni z pozycji, a przez polska piechotę złamani bagnetem, nie musieli ze znaczną w jeńcach cofnąć się stratą”. Zanotował później oficer 8 pułku piechoty Marcin Smarzewski.

Bój był niezwykle zażarty i krwawy. Podkreślają to straty wśród zwykłego żołnierza i dowództwa. Postrzelonego w bok Oudinota zastąpił Ney, a dowództwo V polskim korpusem zmieniało się niejednokrotnie. Gen. Józefowi Zajączkowi odłamek granatu zdruzgotał kolano, kiedy osobiście prowadził do ataku piechotę. Przekazał dowództwo gen. Dąbrowskiemu, ale on nie zdążył zostać wodzem korpusu, ponieważ był już postrzelony w brzuch i dłoń. Przejął więc gen. Kniaziewicz, ale niebawem ranny zmuszony był oddać dowództwo gen. Izydorowi Krasińskiemu, który rany doczekał się trochę później. Dopiero zapadający zmrok położył koniec toczonej w wysokim sosnowym lesie bitwie przy własnych stratach 3 tys. żołnierzy.
Jeszcze w czasie bitwy pod Stachowem Napoleon skierował drogą na Wilno resztki korpusów Davouta, Junota i ks. Eugeniusza. Wywołało to fatalne wrażenie wśród żołnierzy polskich, którzy wzięli na siebie główny ciężar zmagań z Rosjanami.
Dąbrowski swą relację o walkach nad Berezyną kończy gorzkim stwierdzeniem:
„Tymczasem cesarz z gwardią i resztą wojska francuskiego puścił się traktem wileńskim, walczących tylko Polaków za sobą zostawując”.

Nieduży pomnik w kształcie pękniętego stylizowanego krzyża. Władza francuska dba o powtórny pochówek, nie dociekając czy byli ci ludzie obywatelami Francji, czy innych krajów Europy Fot. autor
image-48787

Nieduży pomnik w kształcie pękniętego stylizowanego krzyża. Władza francuska dba o powtórny pochówek, nie dociekając czy byli ci ludzie obywatelami Francji, czy innych krajów Europy Fot. autor

W Stachowie jednakże pomnika brak. Może dlatego, że skuteczny opór tam nie pozwolił zamknąć w potrzasku Napoleona ani zdobyć bogate trofea, ani zgarnąć tłumy jeńców. Jeżeli kiedyś nad Berezyną ma stanąć także polski pomnik, koniecznie na dzierżawionej „polskoj ziemle”, właśnie Stachów jest najlepszym do tego miejscem, zwłaszcza że prawy brzeg Berezyny Polacy bronili także w 1919 i 1920 roku.
Bitwa nad Berezyną miała być całkowitą klęską Napoleona. Tymczasem dla wielu historyków i wojskowych jest majstersztykiem. Dysponując wycieńczoną marszem, chłodem i głodem armią, najpierw zmylił przeciwnika, pozorując przeprawę na południu od Borysowa, a następnie walcząc jednocześnie po obu brzegach rzeki, wyrwał się z kleszczy, ratując ok. 47 tys. żołnierzy swojej armii. Bohaterem w bitwie okazał się każdy, który walczył, ale największa chwała należy się saperom. Pozbawieni prawie wszystkich narzędzi i materiałów, mosty sklecili z rozebranych chat chłopskich.

„Jaka ofiara tych ludzi. Dziś naprawiają, jutro z przeziębienia febra, a w parę godzin i śmierć” — rzekł przekraczający most oficer Maciej Rybiński w stronę pracujących w lodowatej wodzie saperów.
Niespodziewanie z wody odpowiedziano mu po polsku: „Tak, ale tu idzie, żeby armia przeszła”.
Batalia odbyła się przed niemalże 200 laty. Świadczą o niej dzisiaj pamiętniki, pomniki, historie, obrazy, groby, skarby…
— Też złota szukacie? — pytaniem, na moje zapytanie o śladach bitwy i mogiłach żołnierzy, odpowiedział krzątający się za płotem w Studziance starszy mężczyzna po uprzednim obrzuceniu nas badawczym spojrzeniem.

– Tak, tutaj dużo się walczyło. W 1812, w 1919-1920 i w 1944 roku – i z pewnym zamyśleniem dodał – naszyje i z Napoleonem szli, i przeciw niemu, a wielu i Hitlera witało.
Nieoczekiwana szczerość, informacja stanowczo niepodręcznikowa, a zasłyszana i z pewnością przekazywana w rodzinie szeptem, daje możliwość inaczej spojrzeć na zawiłości historii i losów tego kraju.

Z Napoleonem na Rosję ruszyło niemało szlachty Wielkiego Księstwa Litewskiego, a jednocześnie szereg w tej wojnie było po stronie cara. W 1941 r., w armii niemieckiej niejeden widział zbawienie przed stalinizmem. W dowolnym wypadku każda wojna przynosiła cierpienia.
— A złota szukają… Czy znajdują? Nikt tego rozumie się nie powie. Coś jednak musiało się trafić, skoro milicja ostatnio goni „czarnych tropicieli”. I aresztować może. W swoim czasie, koryto rzeki pogłębiano, tak nam władza mówiła, ale to też poszukiwania były, gdyż barki nigdy Berezyną nie ruszyły.

We wrześniu bieżącego roku zjadą się nad Berezyną w Studziance członkowie klubów i grup historycznych rekonstrukcji z wielu europejskich państw Fot. autor
image-48788

We wrześniu bieżącego roku zjadą się nad Berezyną w Studziance członkowie klubów i grup historycznych rekonstrukcji z wielu europejskich państw Fot. autor

O złocie krążą legendy i nic dziwnego, że niemal każdy obcy we wsi odbierany jest jako poszukiwacz skarbów. Nie udało się nam przekonać miejscowych, że nie skarbów szukamy, a celem jest poznanie historii i odtworzenie w wyobraźni bitwy. Wnuczek tego gospodarza na pożegnanie z tajemniczym uśmiechem wypalił: „życzymy złoto odnaleźć!”.
O złocie jednak więcej legend niż prawdy. Natomiast niemalże każdego roku budowlańcy trafiają na pojedyncze groby bądź masowe mogiły żołnierzy i cywilów.
Idąc we wskazanym kierunku, znaleźliśmy się na wiejskim cmentarzu, a obok ujrzeliśmy nowy z niedużym pomnikiem w kształcie pękniętego stylizowanego krzyża. Napisy w językach białoruskim i francuskim informowały o pochówku żołnierzy i cywilów Wielkiej Armii z okresu rosyjskiej kampanii 1812 r. Władza francuska dba o powtórny pochówek, nie dociekając czy byli ci ludzie obywatelami Francji, czy innych krajów Europy.

Większość specjalistów zgadza się obecnie, że Wielka Armia straciła w ciągu tych trzech dni na obu brzegach rzeki około 25 tysięcy ludzi (w tym aż 10 tysięcy maruderów niebiorących udziału w walkach).
Straty rosyjskie poniesione wyłącznie w bitwach wyniosły około 15 tys. żołnierzy. W różnych językach w 1812 r. brzmiały okrzyki i nawoływania, a teraz są we wspólnych bezimiennych grobach.

We wrześniu bieżącego roku zjadą się nad Berezyną w Studziance członkowie klubów i grup historycznych rekonstrukcji z wielu europejskich państw, będzie dużo widzów, media, władze Borysowa, a może i wyżej postawione osoby. Oczekiwać można wspaniałego widowiska, z pewnością nie gorszego niż w Kownie. Zresztą będzie podobnie – przeprawa na drugi brzeg i bitwa. Cieszy, że dawne krwawe wydarzenia dzisiaj potrafią ludzi łączyć i odbierać je można bez wrogich emocji — tylko jako widowisko i wydarzenie historyczne.
Tak będzie się działo nad Berezyną w 2012 r. Całkowicie odwrotnie obchodzone są na Białorusi rocznice zwycięstwa pod Orszą.

Odc. ostatni
Początek w nr 130

3 odpowiedzi to Druga wojna polska (4)

  1. totem mówi:

    Wspaniałe połączenie przeszłości i dnia współczesnego w miejscu historycznym. Dobrze się czyta.

  2. Zbyszko mówi:

    Na Antokolu swego czasu mówiło się o Francuzach pochowanych we wzgórku na rogu Sapieżyńskiej i Antokolskiej, tam gdzie była figura św. Weroniki. Po drugiej stronie Antokolskiej, na terenie wokół domu Wiłejszysa, znajdowano w piwnicach elementy sprzętu wojskowego z czasów napoleońskich.

  3. andys mówi:

    A tak swoją drogą, warto wyjasnić, skad w rekach Wielkiej ARmii było tak duzo złota i drogocenności?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.