3
Ratownicy z ulgą żegnają lato…

„Jako ratownik pracuję już 36 lat i z każdym rokiem widzę, jak ludzie obojętnieją wobec siebie” — mówi Jonas Slavinskas	Fot. Marian Paluszkiewicz

„Jako ratownik pracuję już 36 lat i z każdym rokiem widzę, jak ludzie obojętnieją wobec siebie” — mówi Jonas Slavinskas Fot. Marian Paluszkiewicz

Oficjalnie sezon letni zostanie pożegnany 15 września. Ale już teraz wileńscy ratownicy cieszą się, że był bardzo udany. Dzięki ich pracy i oddaniu zostały uratowane 24 osoby, w tym 11 — dzieci.

— Ten sezon już prawie minął, na szczęście bez większych niespodzianek, nie było żadnych ekstremalnych zmian. Praca ratownika jest bardzo ciężka, w upalne dni pracują nie licząc godzin pracy. Nie każdy może oddać się w całości swojemu zawodowi, to musi być powołanie — powiedział Albertas Baranauskas, kierownik służby ratowniczej i nadzorowania plaż spółki „Grinda”.

Zdaniem kierownika, ludzie są bardzo nieodpowiedzialni, dlatego dochodzi do różnych nieszczęść. Jak mówi, gdyby każdy zastanawiał się nad każdym swoim krokiem, to nieszczęśliwych wypadków byłoby o połowę mniej. Często dzieci do wody wchodzą bez opieki dorosłych, bez kamizelek ratunkowych, a wiadomo, wyobraźnia dziecka jest bardzo szeroka i chce wypróbować wszystkiego.

— Największą plagą dzisiejszej młodzieży i osób dorosłych, a nawet osób starszych jest alkohol, no i oczywiście późniejsze konsekwencje, które za sobą niesie jego spożycie. Nietrzeźwi ludzie są nierozsądni, uważają, że mogą wszystko robić. Sądzą, że właśnie do nich świat należy i wtedy robią różne głupstwa. Z każdym rokiem napoje wyskokowe są coraz bardziej popularne na plażach, są nawet sprzedawane na miejscu… — mówi Baranauskas.

— Jako ratownik pracuję już 36 lat, ale z każdym rokiem widzę, jacy ludzie robią się obojętni wobec siebie. Nie mają szacunku ani do osób starszych, ani do dzieci. Mam już prawie 60 lat, ale za każdym razem podchodząc do młodzieży, muszę zastanowić się nad każdym słowem, ponieważ mogę za to drogo zapłacić — opowiada Jonas Slavinskas, ratownik z wileńskich Zielonych Jezior. Notabene, podkreśla, że chociaż ma już 60 lat, duchowo czuje się na 45, a fizycznie nawet na 25 lat.

Jego zdaniem, dzisiejsza młodzież, a nawet osoby dorosłe są bardzo agresywne. Najczęściej problemy są rozwiązywane za pomocą rąk lub wulgarnych słów. Nie docierają do nich żadne argumenty, do wody wchodzą pijani, skaczą z mostku. Na motocyklach wodnych nie przestrzegają wskazanej prędkości, nie widzą nikogo poza sobą. Przez to kaleczą się sami i kaleczą innych.

Ten rok już prawie minął, na szczęście bez większych niespodzianek, nie było żadnych ekstremalnych zmian Fot. Marian Paluszkiewicz

Ten rok już prawie minął, na szczęście bez większych niespodzianek, nie było żadnych ekstremalnych zmian Fot. Marian Paluszkiewicz

Takie „zabawy” często mają bardzo smutny koniec. No, a wtedy wszystkie pretensje są do ratownika. Ponieważ właśnie on jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo na plaży, a to, że na jego prośby i upomnienia nikt nie reaguje, nie bierze się pod uwagę.
— Kiedyś ludzie bali się mandatów, ponieważ była dyżurna „milicja”, która za każde wykroczenie karała. Jeżeli ktoś chciał wypić, robił to ukradkiem, gdzieś cichutko za drzewem. Mogłem do każdego podejść i uprzedzić, zazwyczaj ludzie słuchali moich rad. Do wody pijani nie wchodzili, śledzili za każdym wypowiadanym słowem. Dla wczasowiczów byłem autorytetem, miałem władzę na swojej plaży. Szanowali mnie za mój trud i oddanie się… — opowiada Slavinskas.

Jonas jest doświadczonym ratownikiem. Jak mówi, przez tyle lat widział wiele. Ze smutkiem przyznaje, że dzisiejsze pokolenie nikogo i niczego się nie boi. Z każdym rokiem coraz bardziej jest to widoczne. Ludzie nie przestrzegają żadnych przepisów. Przy każdej plaży jest napis „Śmiecić nie wolno” lub „Wejście z psem wzbronione”. A pies na plaży to nie nowość, należy przynajmniej posprzątać po swoim pupilu. Niestety, prawie nikt nie przestrzega żadnych przepisów. O tym świadczą plaże pełne śmieci, biegające bez nadzoru psy. Brak kultury w miejscach publicznych świadczy o braku kultury w domu, podkreślił ratownik z Zielonych Jezior.

— Zdarza się nawet, że młode rodziny z małymi dziećmi lub osoby starsze opuszczają plażę nie z powodu pogody, tylko z powodu chuligaństwa młodzieży. Przecież ona zazwyczaj bawi się przy alkoholu i hałaśliwie. Plaża wtedy wygląda jak bar lub dyskoteka. Często też sami wczasowicze na to pozwalają. W tym roku kilka razy próbowałem  uspokoić takich imprezowiczów. I o ironio — to mnie zwracano uwagę, że mam ich zostawić w spokoju — opowiada ratownik.
Ludzie starają się unikać wszelkich problemów, po prostu przymykają oczy na wszystkie przykrości. Najważniejsze, aby to ich nie dotyczyło, a co się dzieje obok, to już nie ich problem.

Zdaniem Slavinskasa, technika z każdym rokiem jest coraz bardziej nowoczesna, ratownicy są bardziej wyszkoleni, ale niestety nieszczęściom nie zawsze udaje się zapobiec. Zazwyczaj ludzie są sami sobie winni. Piwo, wódka, a potem wielki skok do wody — to jest najpoważniejszą i najczęstszą przyczyną wszelkiego rodzaju nieszczęść.
Policja nie zagląda na plaże, wszystko jest na głowie ratowników, którzy za  niskie wynagrodzenie — miesięcznie około 1 000 Lt — ratują życie tonącego, narażając własne. Niekiedy pracują nie tylko jako ratownicy, ale po nocnych imprezach i jako lekarze.
Ci, którzy ratownikami są przez wiele lat, pracy mają i w zimie. Wtedy sprzątają plaże, wywożą śmieci. Naprawiają wszystko to, co zostało zniszczone przez okres letni.

3 odpowiedzi to Ratownicy z ulgą żegnają lato…

  1. Józef mówi:

    >1. @Ziuk, Sierpień 25, 2012 at 18:56 –

    CYTAT Z BLOGU ZAKOŃCZONE PYTANIEM:

    “w latach 1988-1991. Litwini swoją nielojalność wobec Związku Sowieckiego, który opuścili z naruszeniem sowieckiej konstytucji, tłumaczyli niepisanymi prawami narodu narodu i człowieka, łamanymi przez to państwo. A czy te prawa posiadają tylko Litwini?”

    DOBRE PYTANIE!

    Bitwa pod Grunwaldem W 1410, -lub (jak kto woli) Tanenbergiem w 1914r. nic nie rozstrzygnęły, -LECZ CZTERY LATA PÓŹNIEJ PO TEJ CHRONOLOGICZNE PIERWSZEJ NA SOBORZE W KONSTANCJI (1414-1418) ZA ZASŁUGĄ PAWŁA WŁODKOWICA SFORMUŁOWANO NA SOBORZE W KONSTANCJI PRAWA NARODÓW DO SAMOSTANOWIENIA. Jak pisze (F. Koneczny, “Święci w dziejach Narodu Polskiego”) „I tak pozyskała sobie Polska sympatie soboru i uznanie dla swego stanowiska, że polityka ma podlegać moralności tak samo, jak życie prywatne (a czego nie uznawała nigdy cywilizacja bizantyńska, także szerząca się w Niemczech).”
    http://circ.nowyekran.pl/post/30476,jak-polacy-narod-wybrany-uratowali-cywilizacje-chrzescijanska

    TAMŻE:

    „Delegacje polskie wjechały do Konstancji uroczyście dnia 29 stycznia 1415 r. w 800 koni. Spotkali się starzy znajomi z młodych lat, z uniwersytetu w Padwie, biskup poznański Laskarz i Paweł Brudzewski, tymczasem już rektor uniwersytetu krakowskiego, a w Konstancji spotkali dawnego swego profesora padewskiego. Był nim Zarabelli, słynny znawca prawa kościelnego, już kardynał, a na soborze przewodniczący komisji do stosunków polsko-krzyżackich. Przyjechał też bł. Izajasz, jako przedstawiciel polskiej prowincji w delegacji od Augustianów.

    Nasz rektor ułożył na sobór umyślnie dwie książki (po łacinie); jedną o “granicach władzy papieskiej i cesarskiej względem niewiernych” i drugą specjalną o “wojnach Polaków z Krzyżakami”. Treść tych dzieł miała wywołać niebawem zdumienie całej Europy. Dla bł. Izajasza Bonera niespodzianką nie była, bo w Krakowie latami całymi omawiano to zagadnienie między uczonymi, jakby wprowadzić moralność do polityki europejskiej, czego Krzyżacy byli główną przeszkodą.

    Przeciw powszechnemu mniemaniu jakoby ziemia pogańska była “niczyja”; a zatem może ją sobie zagarnąć kto chce – wystąpił nasz rektor bardzo ostro. Również odrzucał rozpowszechnione mniemanie, jakoby godziło się przymuszać pogan do chrztu prześladowaniem i wojną. Doprawdy, dziś trudno nam uwierzyć, że przez całe pokolenia nie widziano nic niewłaściwego w nawracaniu mieczem! Ależ to islam zaleca takie nawracanie i twierdzi, że “giaur” (znaczy: pies niewierny) jest od tego, żeby był podnóżkiem wyznawców Mahometa; Żydzi też uważają za bliźnich tylko swych współwyznawców!

    Paweł z Brudzewa wystąpił z twierdzeniem, że wobec pogan obowiązują takie same prawidła uczciwości, jak wobec chrześcijan. Ziemia pogańska jest ich własnością, nie wolno jej rabować, pogan nie wolno tępić, do chrztu nie wolna zmuszać; od nawracania są misje, ale nie wojsko; ani cesarz, ani papież nie mają prawa szafować ziemią pogańską; a więc nieważne są wszystkie nadania, udzielane Krzyżakom. Główna zaś “teza” (tj. twierdzenie) Brudzewskiego brzmiała: “wiara nie ma być z przymusu”. Wyrazy te miały stać się hasłem dalszych dziejów Polski. A co do stosunków z Krzyżakami, zaczynał rektor swoje wywody od razu od słów: “Przyjęli Polacy do siebie Krzyżaków, żeby im tarczą byli, a oni zamienili się w drapieżców”.”

    ZACHODOWI WSCHODOWI I NEOPOGANOM WYDAJE SIĘ ŻE MYŚL I CZYN PAWŁA WŁODKOWIC ZA Z BRUDZENIA HERBU DOŁĘGA, SĄ PRZEŻYTKIEM A JEDNAK SĄ JEGO APOLOGECI I TO POZA POLSKĄ I LITWĄ!:

    „Loïc Chollet
    PAWEŁ WŁODKOWIC – MYŚLICIEL WSPÓŁCZESNOŚCI
    Paweł Włodkowic jest centralną postacią historii polskiej myśli politycznej. Odegrał on dużą rolę we wprowadzeniu tolerancji religijnej w XVI – wiecznej Polsce, która była tak podziwiana przez otwarte umysły z całej Europy, a poza tym brał udział w tworzeniu nowego prawa międzynarodowego opartego na niezależności suwerennych krajów, a nie wyłącznie na koncepcji chrześcijaństwa. Jego idee mogły mieć wpływ na intelektualistów z całej Europy, gdyż zaprezentował je podczas soboru w Konstancji (1414-1418), który był jednym z najważniejszych spotkań politycznych, religijnych i intelektualnych naszej historii. O tym właśnie erudycie zdecydowałem się napisać pracę magisterską na Uniwersytecie Neuchâtel, w zachodniej Szwajcarii. Mimo tego, że jest to postać ważna w historii europejskiej myśli, Paweł Włodkowic pozostaje raczej mało znany poza Polską. Przygotowując materiały pragnąłem rzucić nieco światła na tego prawnika, aby czytelnicy w Szwajcarii mogli poznać jego wartościowe idee. Chciałem też pokazać, że współczesna myśl europejska, obejmująca wolność i demokrację, została zrodzona zarówno na Zachodzie jak i na Wschodzie naszego kontynentu. Zbyt wielu ludzi Zachodu słabo zna rolę Polski i Litwy w naszej wspólnej historii.”
    http://unine.academia.edu/Lo%C3%AFcChollet/Papers/1329592/Pawel_Wlodkowic_-_mysliciel_wspolczesnosci

  2. Józef mówi:

    UZUPEŁNIENIE:

    Feliks Koneczny – “Święci w dziejach Narodu Polskiego”

    ZAKOŃCZENIE SUKCESEM
    POLSKIEJ MYŚLI

    “Od inflanckiej strony wrzała wojna z Zakonem. Król Władysław Jagiełło nie doczekał się jej końca. Zmarł dnia 1 czerwca 1434 r. dożywszy 82 lat. Wojna trwała dalej, zakończona zwycięstwem wojsk polsko-litewskich, odniesionym 1 września 1435 r. pod Wiłkomierzem na Żmudzi, tak świetnym, iż współcześni nazywali tę bitwę drugim Grunwaldem.
    Zwyciężyli nareszcie ci, którzy głosili moralność w polityce, samorząd stanów i prawo narodu do stanowienia o własnym państwie.

    ……………………………..

    Idea narodowa powstała najwcześniej z całej Europy w Polsce.

    Zakończmy ten rozdział ciekawym przykładem z dziejów Francji i Anglii, jak brak zrozumienia dla idei narodowej stał się przyczyną śmierci męczeńskiej wielkiej świętej.

    Przez sto i czternaście lat trwała tam wojna, dlatego że niegdyś w r. 1328 król angielski wymyślił sobie roszczenia do korony francuskiej. Duchowieństwo uczone obu krajów badało genealogie, dokumenty, układy, kroniki, prawa francuskie i angielskie, lecz nikomu się nie przyśniło osądzać sprawy według zasady narodowej, że dla Anglików jest Anglia, a Francja dla Francuzów. Zasada narodowa została tam jakby objawiona w r. 1429, istnym cudem Bożym.

    W roku tym zgłosiła się do służby wojennej na rzecz Francji osiemnastoletnia dziewczyna wiejska, Joanna d’Arc, córka drobnego szlachetki z małego folwarczku we wsi Domremy (na granicy prowincji Szampanii i Lotaryngii). Wzywały ją do tego kroku cudowne głosy “z góry” (jak mawiała), więc po długim namyśle i po licznych przykrościach dotarła w lutym 1429 r. na dwór króla francuskiego, Karola VII, jeszcze nie koronowanego, a stawiła się w męskiej zbroi żołnierskiej. Z wielkim trudem wykołatała nieduży oddział wojska i przedarła się zwycięsko do obleganego miasta Orleanu (od czego ma przydomek “Dziewicy Orleańskiej”). Okazała zdumiewające talenty wodza. Wygrywała bitwy w polu, a wreszcie w lipcu 1429 wprowadziła Karola do miasta koronacyjnego królów francuskich, do Reims, i zaraz nazajutrz odbyła się koronacja w jej obecności.
    Nie spoczywała, zapowiadając, że Anglików całkiem z Francji wypędzi. Powodziło się jej orężowi, ale zaczęło to budzić zazdrość w wodzach królewskich i w samym królu. Nie dopomagano jej należycie, a nawet robiono na złość. W maju 1430 znalazłszy się (pod Compięgne) z nieznacznym hufcem wobec dużej armii angielskiej dostała się do niewoli. Król, który jej zawdzięczał koronę, nie ruszył palcem, żeby ją wykupić z niewoli lub odbić.
    Długo trzeba by spisywać przykrości, upokorzenia i męczarnie, jakich zaznała w niewoli angielskiej. Chodziło o to, żeby przed wojskiem angielskim stłumić domysły, że Dziewica Orleańska działała z woli Bożej i z Bożą pomocą. Dostojnicy angielscy oskarżyli ją więc o czary. Wierzono wtenczas powszechnie w czary! Znaleziono powolnych sędziów i znawców i po farsie procesowej spalano ją na stosie w mieście francuskim Rouen dnia 30 maja 1431 r. Dopiero w r. 1450 zarządził Karol VII rewizję procesu, a na miejscu, gdzie Anglicy ułożyli stos, wystawił jej pomnik. Około roku 1860 wszczęto starania o kanonizację. Proces kanonizacyjny trwał długo, przerywał się kilkakrotnie, ba “adwokat szatana” znajdował coraz nowe argumenty. Aż dopiero za naszych czasów nastąpiła kanonizacja i odtąd rocznica Dziewicy Orleańskiej stanowi święto religijne i narodowe katolików francuskich.
    Kościół ogłosiwszy Joannę d’Arc świętą, uświęcił zarazem hasło patriotyzmu narodowego, zgodnego z religią. „

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.