18
Marian Paluszkiewicz. Fotoreporter z duszą artysty

Marian Paluszkiewicz podczas dobierania prac na wystawę Fot. Brygita Łapszewicz

Marian Paluszkiewicz podczas dobierania prac na wystawę Fot. Brygita Łapszewicz

Kłębiące się nad dzwonnicą wileńską chmury rozświetla słońce, które „wcisnęło się” między stare wileńskie budowle — symbole naszego grodu, który nie zważając na lata, wieki, przemiany — jest ciepły, przytulny i tak bliski.

Dla wielu. W tym też dla autora tej nadzwyczaj artystycznej pracy fotograficznej — jednej z ponad siedemdziesięciu, które można obecnie obejrzeć w wileńskim Domu Kultury Polskiej na pierwszej wystawie autorskiej znanego na Litwie fotoreportera Mariana Paluszkiewicza, naszego kolegi redakcyjnego, w pokazie fotograficznym pt. „Litwa w obiektywie Mariana Paluszkiewicza”.
Piszemy pierwszej, bo autorskiej, chociaż faktycznie już kilka razy wystawiał swe prace wraz z innymi polskimi fotografikami pracującymi na Litwie.

Liczbą wystaw nie zadziwi, ale nie ma bodajże żadnego Polaka na Litwie, który by się nie zetknął z jego pracami, pracami będącymi udokumentowaniem codziennego życia Litwy, ludzi, rzemiosł artystycznych itd. itp.
Jest świetnym obserwatorem. Potrafi zauważyć to, czego wielu z nas, niestety, nie widzi. Widzi urok starego bierwiona, na którym się zatrzymała kropla deszczu — jak ta łza za przeszłością, czasami tak bezmyślnie poprzez zburzenie utraconą.
Widzi piękno Wileńszczyzny w jej kiermaszach, nie tylko tych kaziukowych, na których to można dostrzec czasami jakże już dziś zabytkowe do niedawna wyplatane ręcznie kosze wiklinowe. Takie, jakie to pleciono prawie w każdej wsi. Widzi piękno w straganach rynku Kalwaryjskiego, „słyszy” grajka ludowego, który przycupnął ze swym akordeonem w Szydłowie…

Ale dla niego najładniejszy obraz wsi podwileńskiej tkwi na pewno w rodzinnych Stanowiszczach, co to niedaleko Turgiel leżą. I jak tylko trasa reporterska wiedzie w te strony, stara się choć na chwilę wstąpić do murowanego domku tuż pod laskiem, by samotnie mieszkającą dziś mamę ucałować.
Na szczęście ziemia rodzinna nie leży odłogiem. Brat uprawia, on z rodziną też pomaga. Więc nic dziwnego, że oglądając zaorany ugór na zdjęciu Mariana odnosi się wrażenie, że pachnie on ziemią.

Kiedy się zaczął interesować fotografiką, dokładnie nie pamięta, ale kiedy już jako uczeń klasy X zaczął uczęszczać do kółka fotograficznego, jakie utworzono w Szkole Średniej w Turgielach, do której chodził — był doświadczonym na tle początkujących, miał już aparat „Smena 8M”, no i sporą wiedzę o tej dziedzinie. Znał doskonale swój sprzęt i dobrze wiedział, co z nim zrobić. Jak działa światło, jaka ma być kompozycja, no i jak się zdjęcia wywołuje. Bo przecież były to czasy fotografii czarno-białej, czyli analogowej.
Ten pierwszy aparat pozostał u niego we wspomnieniach jako chyba najdroższy prezent w jego życiu. Jak na owe czasy był to wydatek dla rolnika dosyć spory. Może tam ktoś z wiejskich i podśmiewał po cichu, że nie oszczędzają, że zadowolili zachciankę dziecka. Rodzice wiedzieli, jak chłopak do tego się garnie, a on docenił ten dar, bo wiedział i wie, że rodzice dali nie tylko pieniądze, ale i rąbek własnego serca.

Zbierał wiedzę do swej młodej głowy, skąd tylko mógł: z radia, gazet, czasopism. I szykował się do zrealizowania swego marzenia. Zostania… operatorem filmowym. Ale doskonale wiedział, że taki zawód można zdobyć tylko w Moskwie. Napisał nawet list z zapytaniem o warunki przyjęcia do Wszechzwiązkowego Instytutu Kinematografii, który na owe czasy był najbardziej prestiżową uczelnią w całym Związku. Owszem, odpowiedź otrzymał, ale wtedy zrozumiał, że nie wytrzyma konkurencji — on, nikomu nieznany chłopak z Wileńszczyzny, bez znajomości, protekcji, ze swym skromnym aparatem fotograficznym.

Cząstka Wilna widzianego przez naszego fotoreportera–artystę Fot. Marian Paluszkiewicz

Cząstka Wilna widzianego przez naszego fotoreportera–artystę Fot. Marian Paluszkiewicz

Spasował. Ale na wsi nie został. Po zdobyciu matury przyjechał do Wilna i jako szesnastoletni chłopak (bo do szkoły poszedł jako sześciolatek) rozpoczął pracę w Projektowo-Konstrukcyjnym Biurze Meblowym przy ulicy Smoleńskiej. Pracował w laboratorium w charakterze asystenta operatora filmowego — szykował foldery o meblach.
A potem służba wojskowa. 12 tysięcy kilometrów od Wilna, na Dalekim Wschodzie, trzy kilometry od granicy chińskiej.
Kiedy czasami w redakcji zaczyna się dyskusja o tych latach niby niepotrzebnie spędzonych — Marian nigdy nie narzeka i zawsze mówi: „Dla każdego mężczyzny taka szkoła jest konieczna”. A że było to tak daleko, no to czasy były takie. Tam, w wojsku, dał się poznać również jako fotografik.
Po powrocie do Wilna zaczął pracować na budowach, w charakterze tynkarza. Jak sam mówi, z najzwyklejszej racji — trzeba było myśleć o życiu, jak zarobić na mieszkanie, no i na rodzinę.
A ta dla niego — żona Danuta, jak też trójka dzieci: Andrzej, Sławek, Jola — zawsze była i jest bardzo ważna.
Niby na pierwszy rzut oka surowy i wymagający do dzieci — takie wrażenie odniesie człowiek, kto go nie zna. Ale my, pracujący obok, wiemy, jaką miłością obdarza każdego członka swojej rodziny, jak dbał, by dzieci naukę ukończyły, zawody zdobyły.

Andrzej już własną rodzinę założył, Sławek jeszcze jest z rodzicami, no, a najmłodsza pupilka Jola — obecnie studiuje na polonistyce  Uniwersytetu Warszawskiego.
Jest bardzo wymagający i względem siebie. Żartujemy, że wracając z każdego prawie zadania redakcyjnego mówi sakramentalne: „Nic nie mam”. A po chwili zadziwia nas widokami, które utrwalił swoim aparatem, które zauważył będąc obok nas. Na przykład tego prezentowanego na wystawie portretu rolnika — prawdziwego gospodarza z taką czcią i taką oszczędnością krającego na skromne kawałeczki, jak ten opłatek, duży bochen razowca.
A te kontrasty supernowoczesnego obserwatorium i niedużej cieplarni pod folią, gumowych opon na cmentarzu wiejskim, współczesnej kobiety wiodącej kozę…
72 utwory fotograficzne. Jaki to mały skrawek jego pracy. Ile w ciągu życia zrobił zdjęć? Dokładnie nie wie, ale tylko na dyskach ma zapisanych… 300 tysięcy!

A gdzież jeszcze jego fotografia analogowa, te wyprawy śladami Sienkiewiczowskiego „Potopu”, kiedy to wraz z koleżanką redakcyjną Alwidą Bajor przewędrował całą Litwę — od Birż do Bałtyku. I całą Laudę. A to tylko jedna wyprawa z wielu.
Każdy z nas, dziennikarzy, zawdzięcza mu także sukces swego reportażu, wywiadu, szkicu, bo udane zdjęcie jest nie mniej ważne od tekstu.
Ileż to razy podsuwa nam temat, bo wie, co ludzi interesuje, czym żyją, bo przecież nie ma miejscowości, nie ma szkoły, szczególnie na Wileńszczyźnie, której by ze swym aparatem nie odwiedził. Od lat już cyfrowym, który m. in. miał jako pierwszy fotoreporter na Litwie, wzbudzając zainteresowanie i podziw kolegów z innych wydań.

Czasami wraca wspomnieniami do tego okresu, kiedy to na ulicy wileńskiej przypadkowo spotkał swego kolegę z Technikum Technologi, które ukończył między innymi z wyróżnieniem. Czyli, Tadeusza Ważniewicza, który pracował u nas, w jedynej polskiej gazecie, i ten mu powiedział: „Jest wolne miejsce fotoreportera, spróbuj”.
Pokazał kilka prac naczelnemu „Kuriera”. Od razu został przyjęty. Naczelny zauważył, że jest nie tylko świetnym fachowcem, ale że posiada duszę artystyczną, dzięki czemu w jego fotografiach doskonale widać to, co chce przekazać odbiorcy, umie wyrazić swoje odczucia i emocje. A to potrafi tylko człowiek, który się urodził z talentem.
Od tego też dnia — poprzez codzienną pracę — prezentuje je najwierniejszemu odbiorcy — czytelnikowi „Kuriera Wileńskiego”.
Helena Gładkowska

18 odpowiedzi to Marian Paluszkiewicz. Fotoreporter z duszą artysty

  1. pani mówi:

    O, tak. az plakac, lazy nawraca.

  2. Kmicic mówi:

    Cała Wileńszczyzna może być dumna z takiego mistrza foto,- kronikarza wszystkiego co Wilniukom nie jest obce..I do tego jest bardzo skromnym i miłym człowiekiem.
    Serdecznie pozdrawiam

  3. Jagoda mówi:

    Tak trzymać Panie Marianie! Wiele sukcesów nie tylko w życiu zawodowym, ale też i prywatnym!
    Świetny materiał!!!

  4. ... mówi:

    Pani Heleno, panski artykul jak zawsze doprowadza do lez, w tym lepszym oczywiscie znaczeniu :)Gratuluje!!!
    Panie MArianie 😀 a raczej zwykle, Marianie jak najwiecej zdjec, jak najwiecej satysfakcji z pracy, jak najwiecej niewygasajacego entuzjazmu… 🙂

  5. Pawel Kobak mówi:

    Jan Długosz XX-XXI wieku. Kronikarz Wilenszczyzny.
    Do tego przesympatyczny czlowiek. Burczymucha, ale przesympatyczny.

  6. Pawel Kobak mówi:

    Swietny material o wspanialym czlowieku i fachowcy.

  7. Wereszko mówi:

    Jaka szkoda że my,czytelnicy wersji elektronicznej KW,nie mamy możliwości zobaczyć zdjęcia z tej wystawy,musimy wierzyć na słowo autorce tekstu.Ciekawe w czym tu problem?

    Do Autorki tekstu:
    Nie jestem specjalnym purystą językowym ale:

    “Ale dla niego najładniejszy obraz wsi…”
    “Więc nic dziwnego, że…”
    “Bo przecież były to czasy fotografii czarno-białej…”
    “Ale doskonale wiedział, że…”
    “Czyli, Tadeusza Ważniewicza, który pracował…”

    Nikt Pani nie powiedział że w języku polskim NIGDY nie rozpoczynamy zdania od “ale”,”więc”,”czyli”,”bo” ?
    A może jednak ja się mylę? Może Pani pisze słynną gwarą wileńską?

  8. pani mówi:

    Lzy nawraca Helena Gladkowska, piszac ta gwara okolowilenska. Wereszko, wiesz ze tak jest.
    Mamy nawet forumowiczow ale, Ali i tak dalej.
    Chyba Paluszkiewicz ma jubileusz.
    Sponssorzy zafundowali mu, a on zaprosil kolegow na poczestunek.
    I wszystko wywszlo tak po swojsku, po wilensku, po naszemu: ale, bo …
    Natomiast wiec i czyli to juz koroniarskie nalecialosci, a ze nie na wlasciwym miejscu – to tylko skutek migracyjny.

  9. Katarzyna mówi:

    Lubie Paluszkiewicza, ale tekst o nim to tragedia pod kazdym wzgledem: jezykowym, stylistycznym, gramatycznym. Cos okropnego. A zdjecie?! Czy Paluszkiewicz nie mogl sam sobie zrobic zdjecia? Szanowni koledzy redakcyjni Paluszkiewicza mogli sie bardziej postarac. Fotoreporter z niego dobry i zasluguje na lepsze i bardziej poprawne jezykowo artykuly o nim.

  10. Pawel Kobak mówi:

    Komentarz usunięty. [1]

  11. Wereszko mówi:

    @Paweł Kobak
    Już cię lubię! 🙂
    A propos:w eleganckiej Jewropie nie pisze się wulgarnie “fragment usunięty” lecz subtelnie “idź w 3,14!” [1]

    @Katarzyna
    Wycofuję swoje krytyczne uwagi o tekście p.Gładkowskiej.Ona po prostu pisze w słynnej,podziwianej na całym świecie,cudownej gwarze wileńskiej.
    Przepraszam Pawła Kobaka,że tego od razu nie zauważyłem. 🙂

    Ciekaw jestem czy p.Gładkowska ukończyła jakąś szkołę polską na Wileńszczyżnie i KTO ją uczył języka polskiego?

    Każdy może sobie mówić po polsku jak mu tam w duszy gra,nic mi do tego,ale czy każdy musi pisać artykuły do polskiej gazety?

  12. Budzik mówi:

    Niegdyś poznałem osobę blisko związaną z Janem Bułhakiem. Usłyszałem wiele o tym jak mistrz uprawiał fotografię.
    Jeden rodzaj fotografii dawał prestiż, zaś inny przyjemność.
    O ile prestiżowo jest utrwalać architekturę, o tyle euforycznie można fotografować zwykłych ludzi.
    Kto pamięta, ile emocji na tym forum zajęło nam komentowanie fotografii idącego człowieka na budynku Samorządu Rejonu Wileńskiego:)
    Spieraliśmy się o to co “panek” nie niesie w koszyku:)
    W koszyku widziano różne rzeczy, także o ile dobrze pamiętam widziano KRÓLIKI:)
    To jest dopiero sztuka fotografii: wywołać emocje ukazując połączenie ludzi z architekturą, nie dopowiadając całej treści o danej, utrwalonej chwili.

  13. Budzik mówi:

    Panie Marianie,
    jako osoba nie znająca się na profesjonalnej fotografii wolałbym uchwycić w kadrze nachylenie wieży katedralnej.
    Posługując się sztuczkami znanymi fotografom chciałbym pokazać taką jej krzywiznę, która wykracza poza percepcję oka ludzkiego.
    To dopiero była by fotografia!
    Kolumny katedry na pierwszy planie są genialne, natomiast słońce kojarzy mi się z “łapaniem słoneczka” w ramach fotografii ślubnej pomiędzy ustami symulujących pocałunek nowożeńców

  14. Maur mówi:

    Panu Marianowi gratulacje i życzenia wszelkiej pomyślności.

    …poznaliśmy się osobiście niemal równo 2 lata temu.Pierwszy raz spotkaliśmy się na Rossie i drugi raz kilka dni później w Butrymańcach. Byłem w towarzystwie jednego z ostatnich kombatantów Wileńszczyzny, mojego wujka. Mam kilka zdjęć autorstwa bohatera tego artykułu. Wszystkie z uroczystości patriotycznych.

    Znajomość z fotoreporterem jest z natury swojej jednostronną. On poznaje wielu ludzi i szanse na zapamiętanie ich są niewielkie. Natomiast w druga stronę jest inaczej. Wielu widzi efekty jego pracy i nazwisko autora pozostaje w ich pamięci.

  15. ViP mówi:

    Marian, gdyby budować Polskę, miłość zagubioną do niej, to robisz to DOSKONALE. Gratulacje.
    Fotografie w przeciwieństwie do politykierów – nie kłamią!

  16. Wereszko mówi:

    ViP
    “Fotografie w przeciwieństwie do politykierów – nie kłamią!”

    Różnie bywa,oj różnie.Przykład:Fotografie przedstawiające prezydenta L.Kaczyńskiego w polskojęzycznych mediach przed 10 IV 2010.Kłamały czy nie?
    A fotografie kobiet we współczesnych kolorowych pismach? Przedstawiają prawdę o kobiecie?
    Przykłady można by mnożyć i mnożyć…

  17. pani mówi:

    A prosze ilu lubi tego Cygano Polaka Turgielsjiego.
    Tyle roznych tu juz o nim kontrowersji a … wszystko prawda.
    Mysle, ze asy internetu mogliby na ta okazje wyciagnac linki do swoich ulubionych fotek MP z ulotnego Zycia.

  18. “Od lat już cyfrowym, który m. in. miał jako pierwszy fotoreporter na Litwie, wzbudzając zainteresowanie
    i podziw kolegów z innych wydań.”

    To była jedna z ważnych decyzji z 1998 r. – zlikwidowania przez “Kurier Wileński” pracowni fotochemicznej i przejście na cyfrówkę. Oszałamiające zdjęcia Mariana Paluszkiewicza z 1998 r. potwierdziły, że decyzja była słuszna. Jaka szkoda, że nie zobaczę tej wystawy…

    SP, Warszawa

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.