8
Polacy z Mołdawii w Wilnie

Część grupy Polaków z Mołdawii w redakcji „Kuriera Wileńskiego” Fot. archiwum

Część grupy Polaków z Mołdawii w redakcji „Kuriera Wileńskiego” Fot. archiwum

W tym tygodniu, dzięki Fundacji Odra-Niemen, gośćmi „Kuriera Wileńskiego”, w ramach warsztatów dziennikarskich, byli Polacy z Mołdawii, a dokładniej z Kiszyniowa i Bielc, ogółem 9 osób.

Przybyli tu, by zapoznać się z pracą dziennikarską polskiego dziennika na Litwie, z Wilnem i w ogóle życiem Polaków na Litwie. Wszystko dla nich nowe i na zupełnie inną skalę.

— W Mołdawii mieszka o wiele mniej Polaków niż na Litwie i są to przeważnie Polacy z rodzin mieszanych: mołdawskich, rumuńskich, rosyjskich, ukraińskich, ale mających polskie pochodzenie. Mówią w rodzinach przeważnie w dwóch językach, chodzą do polskich, katolickich kościołów, kultywują polskie tradycje zarówno kulturalne, jak i religijne — opowiada Aleksy Bondarczuk z Kiszyniowa, pochodzący z mieszanej rodziny, ale doskonale mówiący po polsku.

Studiuje na Państwowym Uniwersytecie Mołdawii lingwistykę. Chce wyjechać do Polski i zostać tłumaczem. Jak na młodego studenta zna już sporo języków: polski, rosyjski, rumuński, trochę angielski, a teraz wziął się za naukę francuskiego.

Tak się rozpoczął miesiąc w polskim kościele w Bielcach

Tak się rozpoczął miesiąc w polskim kościele w Bielcach Fot. archiwum

Pośród gości była Jana Pawłowska i jej siostra Dana, które ukończyły medycynę i chcą odbyć rezydenturę w Polsce. Natomiast Jan Pawłowski i jego żona Ekaterina Pawłowska jeszcze studiują medycynę w Kiszyniowie. Wszyscy oni prócz tego należą do zrzeszeń polskich. Jedne z nich działają bardziej prężnie, inne mniej, ale zainteresowanie językiem i kulturą polską jest duże.

Wszyscy też intensywnie uczą się języka polskiego. Niedawno wrócili z kursu języka polskiego w Polsce.
W Kiszyniowie są też dwie grupy nauki polskiego, w każdej po 30 osób: dla początkujących i dla tych, co potrafią się już po polsku porozumieć. Jest też we wszystkich ośrodkach polonijnych tak zwana letnia szkoła nauki języka. Na naukę chodzą nie tylko dzieci, ale niekiedy i ich rodzice, nie zawsze Polacy.

— Nauczycieli mamy z Polski i właśnie dlatego uczymy się już poprawnej mowy. Mamy też kościół, gdzie jest ksiądz Polak i w każdą niedzielę, a czasem i w tygodniu odprawiane są Msze św. w języku polskim. Po polsku też odbywa się katecheza, udziela się innych sakramentów według życzenia — dodaje Jana.
Młodym ludziom leży też na sercu założenie jakiegoś pisma czy gazety w języku polskim, (bo w Bielcach, jak twierdzi młodzież z Kiszyniowa, wychodzi miesięcznik „Jutrzenka”, a jak twierdzi młodzież z Bielc, u nich też wychodzi kwartalnik „Polonia MD”).

Goście redakcji, należący do Stowarzyszenia Medyków-Polaków w Kiszyniowie na zajęciach okazania pierwszej pomocy medycznej. Są właśnie po opatrunku urazu głowy  Fot. archiwum

Goście redakcji, należący do Stowarzyszenia Medyków-Polaków w Kiszyniowie na zajęciach okazania pierwszej pomocy medycznej. Są właśnie po opatrunku urazu głowy Fot. archiwum

Do Kiszyniowa dotarło parę jego egzemplarzy — Kiszyniów, Terespol i Komrat współpracują również z „Jutrzenką”.
Spora część młodzieży, i nie tylko, która tworzy tak zwaną Polską Wioskę w Mołdawii, co roku urządza różnego rodzaju festiwale kulturalne, na które często przychodzą nie tylko Polacy. W Kiszyniowie istnieje Polskie Towarzystwo Medyczne. Prowadzą je głównie studenci, a w programie najczęściej zajęcia bardzo powszednie, jak np. okazanie pierwszej pomocy w tym lub innym przypadku. Chodzi głównie o pierwsze fachowe posunięcia, żeby przypadkiem nie wyrządzić choremu krzywdy.

Goście z Mołdawii zasmakowali w cepelinach  Fot. archiwum

Goście z Mołdawii zasmakowali w cepelinach Fot. archiwum

O wiele większym i prężniejszym ośrodkiem polonijnym są Bielce. Mieszka tu około 2 tys. Polaków i choć nie ma tu tak wielu organizacji polonijnych, to życie polonijne w tych placówkach jest bardziej ożywione. Warto zaznaczyć, że Bielce są bardzo wielonarodowościowe, bo zamieszkuje je ponad 60 narodowości i wszyscy jakoś ze sobą żyją w zgodzie.

A jeśli chodzi o odrodzenie polskości, tu wszystko się rozpoczęło od Domu Parafialnego, w którym zamieszkały siostry zakonne. Zaczęły się one opiekować biednymi dziećmi, powstał „Caritas”. Potem — kościół.
— Odrodzenie się polskości w naszym mieście w dużej mierze zawdzięczamy Senatowi RP, księdzu Jackowi, polskim organizacjom, które nas wspierały finansowo, poszczególnym sponsorom. Pierwszy raz obudziła się we mnie nutka polskości, gdy uczestniczyłem we Mszy św. po polsku. Właśnie wtedy mnie na dobre „wzięło” — mówi Wadim Dubczak, dziennikarz kwartalnika „Polonia MD”.

Minęło jeszcze trochę czasu i — również przy pomocy z Polski — powstał Dom Polski. Wszystko się właściwie kręci wokół Domu Polskiego i kościoła. Przy kościele działa „Caritas”, duszpasterstwo nauczycieli, prowadzi się pracę z dziećmi i młodzieżą.

Festiwal „Polska Wiosna w Mołdawii”  Fot. archiwum

Festiwal „Polska Wiosna w Mołdawii” Fot. archiwum

W Domu Polskim jest 7 działających grup, w których  uczą języka polskiego, tradycji narodowych przodków. Istnieje też Stowarzyszenie Medyków, zespół wokalny „Jaskółki” oraz taneczny — „Krokus”. Bo dobrze zasiane ziarno zawsze — wcześniej, czy później — zaowocuje dobrym plonem. Niekiedy się mówi, że dziś wielu młodych ludzi w większości przypadków interesuje kariera, pieniądze. Okazuje się, że daleko nie zawsze tak jest.

A wszystko zaczęło się u każdego z nich w rodzinnym domu, gdy to babcia lub mama uczyła pacierza po polsku, po polsku kreśliła znak Krzyża św., gdy dzieci wychodziły z domu. Bo tak w rzeczywistości w rodzinie to matka bywa pierwszą kapłanką, która uczy się przeżegnać, modlitwy „Aniele Stróżu”, pacierza, pierwszego słowa w ojczystym języku.

— My też chcemy znać swoje pochodzenie, znać język ojczysty, zwyczaje i tradycje naszych dziadów i pradziadów. Bez tego człowiek jest po prostu nikim — zdecydowanie deklaruje Dana Pawłowska z Kiszyniowa, a koleżanki i koledzy zgodnie potwierdzają jej zdanie.

8 odpowiedzi to Polacy z Mołdawii w Wilnie

  1. józef III mówi:

    bardzo ładnie Państwo Gosiewscy !

  2. Adam81w mówi:

    Bardzo mnie cieszą takie artykuły. Pozdrawiam rodaków z Mołdawii.

  3. Narodowiec mówi:

    Polacy muszą się trzymać razem niezależnie gdzie są.

  4. Maur mówi:

    Swiat jest jednak mały. Znacznie mniejszy niż nam się wydaje.
    Cieszy rozkwit POLSKOŚCI w Mołdawii.

    Pozdrawiam Rodaków z Mołdawii.
    Szukając śladów polskich w Mołdawii obejrzyjcie gmach Opery ( albo filharmonii -był muzykiem) Narodowej w Kiszyniowie. Spójrzcie czyje imię nosi. Znajdziecie nazwisko “Wilniuka” i z całą pewnością Polaka. Przy okazji delegata Mołdawii na negocjacje z ZSRR o uznaniu wolności tego kraju w okresie przemian demokratycznych tej części Europy 20 lat temu.

  5. tatar mówi:

    Język polski może uzyskać status regionalnego. Przynajmniej w części Żytomierszczyzny i w okolicach przygranicznych Mościsk

    Po tym, gdy miasteczko Berehowe na Zakarpaciu nadało status języka regionalnego węgierskiemu, działacze polskich organizacji na Ukrainie myślą o podobnym wywyższeniu naszego języka. Choć w większości Ukraińców nowa ustawa o językach budzi emocje ze względu na spory o rolę rosyjskiego i strach przed rusyfikacją wschodu kraju, mniejszości narodowe patrzą na nią ze swojej perspektywy.

    Szanse ma Dołbysz w obwodzie żytomierskim (przed wojną Marchlewsk) – jeden z deputowanych do parlamentu w Kijowie już złożył wniosek w tej sprawie. Może się udać również w kilkunastu wsiach blisko polskiej granicy. Znacznie trudniej byłoby w Berdyczowie. Wprawdzie nieoficjalnie Polacy stanowią tam 15 – 25 proc. ludności, ale oficjalnie – tylko kilka. A dla uznania języka za regionalny potrzeba, by posługiwało się nim co najmniej 10 proc. mieszkańców.

    – W naszym mieście polskiego uczy się około 200 osób, dzieci i dorosłych. Dopóki nie powstanie polska szkoła z prawdziwego zdarzenia, będzie bardzo trudno – mówi „Rz” Larysa Wermińska, szefowa miejscowego oddziału Związku Polaków.

    Zdaniem ukraińskich ekspertów postulat nadania polskiemu statusu regionalnego nie wzbudzi entuzjazmu przeciwników prezydenta Wiktora Janukowycza. – Nie dlatego, że to język polski, lecz dlatego, że ustawę językową zgłosili i poparli jego współpracownicy – mówi „Rz” Askold Jeromin, wiceszef lwowskiej gazety „Wysoki Zamek”.

    Jeden z deputowanych już złożył wniosek, by w mieście Dołbysz nasz język stał się regionalnym

    Sprawa polskiego nie wzbudziłaby jednak takich kontrowersji jak węgierskiego w obwodzie zakarpackim. Region ten, dążący do autonomii, był oskarżany o „separatyzm”, a poważne zastrzeżenia Kijowa wzbudziła decyzja Budapesztu o uproszczeniu zasad przyznawania obywatelstwa Węgrom z zagranicy. Z okazji tej skorzystało tysiące miejscowych Węgrów.

    Szef Instytutu Polityki Otwartej w Kijowie Jewhen Petrenko twierdzi, że decyzje w sprawie języka polskiego będą też blokować ukraińscy zwolennicy Kremla.

    – Niektórzy przedstawiciele Moskwy otwarcie mówią, że Polska wywiera zbyt duży wpływ na Ukrainę. A gdyby jeszcze w niektórych regionach miejscowi Polacy, którzy mentalnie są bliscy Ukraińcom, dostali przywileje językowe, mogliby łatwiej forsować zbliżenie z Polską. Dla Ukraińców stworzyłoby się nowe „okno na Zachód”, a tego Rosja nie chce – podkreślił w rozmowie z „Rz” ukraiński politolog.
    Rzeczpospolita

  6. Jaromir1000 mówi:

    Trzymajcie się rodacy w Mołdawii.

  7. Kapsztad mówi:

    Jedno zastrzeżenie: Mołdawia nie nadaje się na odrębne samodzielne państwo,ponieważ jest częścią państwa rumuńskiego.Odrębne państwo Mołdawia leży wyłącznie w interesie Rosji.Jeśli jednak Mołdawia włączona zostałaby w granice Rumunii,tak jak to było do końca drugiej wojny światowej to zawali się tzw.układ jałtański,potwierdzony helsińską zasadą niezmienności granic w Europie.Dlatego Rosja robi co może,aby utrzymać szantażem przy życiu niepodległą Mołdawię,okupując tzw.republikę naddniestrzańską,która jest taką samą pułapką dla Kiszyniowa,jak Krym dla Kijowa.Moskwa rozumie,że przejęcie Mołdawii przez Rumunię uruchomi żądania Finlandii do Karelii i regionu Petsamo(ros.Peczenga),zaostrzą się nieprzerwane roszczenia Estonii i Łotwy wobec Rosji oraz wystąpienia Węgier wobec Rumunii i Ukrainy czego nie można będzie już zatrzymać.

  8. Kapsztad mówi:

    Mołdawia dzisiejsza z językiem rumuńskim jako językiem urzędowym w państwie to innego rodzaju Litwa Środkowa wobec Rzeczypospolitej,zatem twór nie do utrzymania na dłuższą metę.Wyobraźmy sobie np.Wileńszczyznę z urzędowym językiem polskim i graniczącą z Rzeczypospolitą.Długo utrzymałaby się poza Polską taka Wileńska Republika?W Mołdawii sowiet na łbie stawał aby podkreślać odrębność”narodu mołdawskiego”od Rumunii i kazał pisać w języku rumuńskim grażdanką,co miało wskazywać na istnienie odrębnego języka mołdawskiego.Dziś wszyscy się z tego śmieją,ale dla Rumunów był to przejaw ruskiego imperializmu pod szyldem CCCP.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.