32
Znicze na „cmentarzu uczonych”

Dotknąć historii... na „cmentarzu uczonych” w Jaszunach  Fot. Marian Paluszkiewicz
image-51672

Dotknąć historii… na „cmentarzu uczonych” w Jaszunach Fot. Marian Paluszkiewicz

W miejscu, gdzie trakt lidzki przecięty jest wstęgą rzeki Mereczanki, leżą urocze Jaszuny, miasteczko, które trwale wpisało się w historię kultury polskiej.

W parku otulony sędziwymi drzewami drzemie zabytkowy klasycystyczny pałac, pamiętający czasy świetności, zaś nieopodal na pagórku przycupnął niewielki „cmentarz uczonych”. To właśnie tutaj swą ostatnią ziemską przystań odnaleźli członkowie rodzin Balińskich i Śniadeckich.

Asfaltowa dróżka prowadzi do pięknie kutej bramy, za którą leży otoczony kamiennym murem cmentarzyk. Upływający czas szeleści tu szeptem spadających liści, to znów bezszelestnie umyka w lądujących miękko płatkach śniegu, ale cmentarz trwa. Uczniowie z polskiej szkoły w Jaszunach przychodzą tu co roku, by uczcić pamięć swego patrona Michała Balińskiego, zapalić lampkę przy grobie Jana Śniadeckiego, posprzątać liście, zapalić znicze na wszystkich grobach. „Bo chcemy dotknąć sławnej historii…” — mówią.

Za bramą na wprost wznosi się pomnik z krzyżem. Ramiona krzyża mają zdobienia w kształcie trójlistnej koniczynki. Spoczywa tu Jan Śniadecki, rektor Uniwersytetu Wileńskiego, profesor astronomii i matematyki, a zarazem geograf, filozof, psycholog, pedagog, zwierzchnik i reformator szkolnictwa.

Jak mówił Ignacy Chrzanowski w swym odczycie z okazji 100. rocznicy śmierci Jana Śniadeckiego: „Nie Mickiewicz miał słuszność, kiedy, w swoim zapale młodzieńczym i młodzieńczej pewności siebie, parodiował słowa Śniadeckiego i odmawiał mu znajomości »prawd żywych« ; słuszność miał raczej Słowacki, kiedy, na lat pięć przed śmiercią, w cichem skupieniu religijnem, pisał o nim: »Ten człowiek po upadku i wymarciu stanisławowskich czasów wziął w Polsce berło ducha i utrzymywał je aż do roku 1831 nie słowem ani czynem — ale prostą siłą, w sercu będącą — duchem, który w nim przybrał kształt brązowego posągu — i wielkością jakąś Śniadecki uczył Polskę, jak ma postępować, żeby nie zginęła; rozumiał, jak nikt inny w Polsce, że naród, choćby jego duch patriotyczny był nie wiedzieć jak bardzo rozbudzony, nie ostoi się bez kultury umysłowej w ogóle, a bez nauki w szczególności«”.

Nauczycielki Czesława Nakrewicz i  Aleksandra Kisłowska z grupką uczniów z klas 5 i 6 na cmentarzu uczonych
image-51673

Nauczycielki Czesława Nakrewicz i Aleksandra Kisłowska z grupką uczniów z klas 5 i 6 na cmentarzu uczonych Fot. Marian Paluszkiewicz

Na pomniku napis po łacinie: „Janowi Śniadeckiemu urodzonemu w Żninie koło Gniezna 29 sierpnia 1759, zm. 9 listopada 1830 st. St. W domu przez siebie wzniesionym w Jaszunach”.
Są tu też pochowani Michał Baliński (1794-1864), historyk i literat, jego żona Zofia Balińska (1798-1880), ich syn Jan Baliński (1824-1902), psychiatra, w latach 1855-1880 profesor Akademii Wojskowej w Petersburgu, Konstanty Baliński, Julia Balińska, Tomasz Łukianowicz. Ostatni pochówek miał miejsce w 1937 roku. Pochowano wtedy Gabrielę Łukaszewicz. Cmentarzyk ma powierzchnię ok. 3 arów. Jest tu co najmniej 18 oznakowanych grobów, w tym 14 z zachowanymi kamiennymi nagrobkami.

Jak byśmy się trochę cofnęli w czasie, moglibyśmy prześledzić okruchy historii tych ludzi. W 1811 r. posiadłość Jaszuny nabył Ignacy Baliński (1756-1819), cześnik inflancki, wiceminister departamentu doraźnego Trybunału Litewskiego. Po jego śmierci w 1819 r. starszy jego syn Ignacy odziedziczył majątek Punżany — Balingródek (par. Bujwidzka), natomiast młodszy, Michał, stał się właścicielem Jaszun. Michał Baliński, wychowanek Uniwersytetu Wileńskiego, członek Towarzystwa Szubrawców, Towarzystwa Topograficznego, wraz z Joachimem Lelewelem współzałożyciel, a następnie jeden z redaktorów „Tygodnika Wileńskiego”, słynny badacz przeszłości Litwy i Polski, współautor wraz z Tymoteuszem Lipińskim „Starożytnej Polski”, był postacią znaną w pobliskim Wilnie, toteż Jaszuny stają się chętnie odwiedzaną miejscowością przez słynnych na owe czasy ludzi.

Światełko dla Jana Śniadeckiego Fot. Marian Paluszkiewicz
image-51674

Światełko dla Jana Śniadeckiego Fot. Marian Paluszkiewicz

Wzrost znaczenia Jaszun nastąpił po zbliżeniu się Balińskich ze Śniadeckimi. 14 maja 1820 r. Michał Baliński zawarł związek małżeński z Zofią Śniadecką, córką profesora Jędrzeja Śniadeckiego i bratanicą emerytowanego rektora Uniwersytetu Wileńskiego Jana Śniadeckiego. Młodzi zamieszkali po ślubie w Jaszunach. W 1824 r. ustępujący ze służby Jan Śniadecki postanowił zamieszkać w Jaszunach: „Podobała mu się okolica zdrowa, borami otoczona i żywemi krynicami obficie skropiona, sposobna do myślistwa, które lubił kiedyś namiętnie. Już w roku 1823 otworzył mi się z tą myślą, oświadczając, że chce własnym nakładem wymurować sobie wygodny i ozdobny dom w Jaszunach i zamieszkać z nami już do końca życia (…).

Profesor Podczaszyński zaproszony został zaraz do zrobienia planu (…) i w czerwcu roku 1824 zaczęto wznosić mury jego. Budowanie trwało lat cztery (…) i dopiero na świętego Jana roku 1828 Jan Śniadecki z biblioteką i całym swoim orszakiem i gospodarką przeniósł się ostatecznie z Wilna do Jaszun i zamieszkał w nowym domu. (M. Baliński „Pamiętniki o Janie Śniadeckim” t. 1, 1865 r.). Powstało tu niewielkie obserwatorium, zgromadzono ponad 3 tys. dzieł polskich z XVI-XVII w. Były to statuty, herbarze, kroniki, ponad tysiąc rękopisów, nieco później część archiwum filomatów.

Profesor Jan Śniadecki niedługo się cieszył urokami życia w Jaszunach: „pięćdziesiąt przeszło lat prac umysłowych wreście widocznie zaczęło wpływać na jego fizyczne siły, jakoż dnia 21 Listopada 1830 roku żyć przestał, przeżywszy lat siedmdziesiąt cztery (…). Zwłoki J. Śniadeckiego pogrzebane zostały na wyniosłości borem porosłej o kilkaset kroków od dworu, jako w miejscu ulubionej i codziennej niemal przechadzki jego do tego miejsca” (M. Baliński „Pamiętniki o Janie Śniadeckim”). Przez długi szereg lat, wypełnionych pracą nauczycielską w Krakowie i w Wilnie, oraz twórczością naukową w kraju i za granicą „aż do śmierci był Śniadecki budowniczym polskiej kultury umysłowej i nauki polskiej, której sztandar wzniósł i trzymał tak wysoko, jak nikt inny ze współczesnych, — był jednym z najlepszych nauczycieli swojego narodu, jakich Polska miała przez wszystkie wieki swego istnienia” (I. Chrzanowski).

Sam zaś Michał Baliński był człowiekiem wesołego humoru, który nie odstępował go w rozmaitych nawet przygodach i przeciwnościach życia. Ostatnią z jego rozleglejszych prac jest „Dawna Akademia Wileńska, próba jej historii od założenia w 1579 r., do ostatecznego jej przekształcenia w r. 1803”, wydana w Petersburgu.
Na parę tygodni przed śmiercią jeszcze się krzątał około ukończenia „Pamiętników Jana Śniadeckiego”. „Oracz Boży, skonał oparty na pługu”, jak rzewnie wyraził się korespondent z Wilna do „Gazety Warszawskiej” (Leon Rogalski „Tygodnik Ilustrowany” 18-30 stycznia 1864 r.). Zmarł 3 stycznia 1864 r. w Wilnie, pogrzebany został w Jaszunach.

Na przypałacowym cmentarzu znajduje się grób Jana Balińskiego, syna Michała i Zofii Balińskich. Urodził się 23 maja 1827 r. w Jaszunach. W 1842 r. ukończył z wyróżnieniem gimnazjum klasyczne w Warszawie, następnie wyjechał do Petersburga i podjął studia medyczne na Cesarskiej Akademii Medyko-Chirurgicznej. W 1846 ukończył studia z celującymi wynikami i nagrodzony złotym medalem. Uzyskał tytuł doktora medycyny na podstawie dysertacji Conspectus historicus in febris doctrinam, nieogłoszonej drukiem. W 1857, po utworzeniu katedry psychiatrii (pierwszej w Rosji!), rozpoczął wykładanie tego przedmiotu. Były to pierwsze wykłady o podobnej tematyce w Rosji. To wydarzenie wspomina jeden ze studentów: „To było nowością nie tylko w ówczesnej Rosji, lecz również w uniwersytetach europejskich, a nawet amerykańskich, gdzie wykłady i studia psychiatrii nie były konieczne”.

W latach 1860-1876 był pierwszym profesorem psychiatrii i założycielem kliniki psychiatrycznej Akademii Medycznej w Sankt Petersburgu. Uczestniczył też w projektowaniu szpitali psychiatrycznych, m. in. w podwarszawskich Tworkach, Kazaniu, Charkowie.
Po śmierci Jana Balińskiego w szufladzie jego stolika znaleziono kartkę napisaną po łacinie: „Tu spoczywa Iwan Balinskij, syn Michaiła i Sofii w latach 1827-1902 przyjaciel i sługa ludzi niespełna rozumu”. Członkowie rodziny zmarłego zrozumieli, iż jego życzeniem jest, by umieścić te słowa na pomniku. Na życzenie zmarłego ciało jego zostało przewiezione z Petersburga do rodzinnej posiadłości w Jaszunach, na pomniku wypisano dokładnie wyżej przytoczone słowa z kartki po łacinie: „Mente insanorium amicus et servus”.

„O kraju mój, Jaszuny moje” — pisał Stanisław Baliński. Urodzony w Jaszunach 12 maja 1861 r, zmarł w Wilnie 12 lutego 1898 roku. Na grobie jego na cmentarzyku przypałacowym przetrwał napis: „Jam jest Zmartwychwstanie i Żywot, kto w mię wierzy, choćby umarł, żyw będzie”.
Na grobie Zofii Balińskiej — córki i chluby Jędrzeja Śniadeckiego — wykuty tekst: „Nie płaczcie, albowiem poszła odpocząć”. Zofia dożyła osiemdziesiątki, zmarła w 1880 r. Na nagrobku Konstantego Balińskiego inskrypcja: „Błogosławieni, którzy umarli w Panu, odpoczynek mają po pracy”. Obok kamienie nagrobne Marynci Balińskiej (1906-1909), Marii z Balińskich Falewiczowej (1875-1923), Stefanii z Kostrowiczowskich Balińskiej (zm. 10 grud. 1916 r. mając 72 lata). Inne napisy są nieczytelne…

Czas i ludzka głupota zrobiły swoje: jeżeli w czasie I wojny światowej pałac został nie tknięty, to dzieła zniszczenia dokonali miejscowi wandale ze wsi Gaj: w 1939 r porąbano meble, obrazy, lustra, piece, posadzki, globusy Śniadeckiego, podarto na strzępy książki i rękopisy, powybijano szyby w oknach. Park został wycięty, groby sprofanowane (za: R. Aftanazy „Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej”). Ostatni właściciele Jaszun — Anna i Aleksander Sołtanowie w 1939 r. wraz z dziećmi Jerzym, Karolem, Krystyną i Hubertem — zostali skazani na wygnanie.
Po II wojnie światowej pałac był użytkowany przez miejscowy kołchoz. W 1978 r. budynek poddano restauracji, od połowy lat 90. XX w. pałac jest opuszczony i nieużytkowany. Należy obecnie do samorządu rejonu solecznickiego.

Cmentarz uczonych w Jaszunach jest dziś przykładem licznych cmentarzy rodzinnych na dawnych Kresach. W 2000 r. przedstawiciele Żnińskiego Towarzystwa Kulturalnego ustawili na pomniku Jana Śniadeckiego (urodzonego w Żninie) krzyż. W 2004 r. cmentarzyk został poddany renowacji, odnowiono nagrobki, zniszczone płyty zamieniono na nowe, zaasfaltowano podjazd i parking, wejście zabezpieczono kutą bramą, na murze umieszczono płytę pamiątkową.

SŁYNNI GOŚCIE JASZUN

W latach dwudziestych XIX w. do Jaszun wedle wspomnień współczesnych „ciągnęło, co tylko było w kraju znakomitego z postaci tej epoki”. Bawili tu ks. Stanisław Jundziłł, biskup wileński ks. Jędrzej Benedykt Kłągiewicz, astronom Piotr Sławiński, proboszcz z pobliskich Turgiel, słynny dziedzic Pawłowa ks. Paweł  Brzostowski, matka Juliusza Słowackiego Salomea Becu. Przyjeżdżali także młodzi: Juliusz Słowacki, zakochany bez wzajemności w Ludwice Śniadeckiej, córce prof. Jędrzeja Śniadeckiego; Tomasz Zan, Antoni Edward Odyniec, Józef Mianowski; sąsiad z Bolcienik, mąż Maryli Wereszczakówny Wawrzyniec Puttkamer. Pałac był miejscem spotkań wybitnej inteligencji. Przyjeżdżał tutaj często Joachim Lelewel, tu powstała idea założenia tzw. „Towarzystwa Szubrawców”. Często w Jaszunach bywał Ignacy Domeyko, młody wówczas znawca minerałów, należący do Filomatów. Kwitło życie towarzyskie, organizowano słynne łowy, spraszano mnóstwo gości, dyskutowano, aranżowano wieczory poetyckie.

32 odpowiedzi to Znicze na „cmentarzu uczonych”

  1. pop art mówi:

    W Jaszunach jeno cmentarz jest świadkiem niegdysiejszej świetności tego skrawka wspólnej Ojczyzny i wielkich Polaków, Europejczyków. Obok pałac jak marniał tak marnieje , od dziesiątek lat. Nie ma bata na konserwatora zabytków, ani na litewską władzę, co by wymyśliła coś konkretnego. Swego czasu Ojciec Tadeusz R. zamierzał pałac kupić. Słyszał że 5 procent i nawet się zdeklasrował. Okazało się że pięć procent to może dołożyć Litwa do rekonstrukcji. Pomysł Ojca z TRWAM upadł, za drogo!

  2. tyle informacji mówi:

    strasznie długi ten artykuł,

  3. schlange mówi:

    pop art kom. nr. 1
    a to ciekawe co piszesz, tylko, że bez konkretów to wygląda to mi jakoś tak nijak. Jak plotki przekupek na jarmarku tak mi wygląda ten twój komentarz.

  4. pop art mówi:

    do schlange
    Proszę zatem przedstaw i swoją WIZJĘ i historię tego obiektu, który jest solą w oku Litwinów!
    Wszystkiego Dobrego.

  5. schlange mówi:

    pop art kom. nr. 4
    oczywiście, że nie chodzi mi o wizję i historię obiektu. Chodzi mi o fakt dotyczący, jak to pisałeś we wcześniejszym swoim komentarzu, przedsięwzięć finansowych dotyczących tegoż obiektu, a jak to pisałeś, rzekomo prowadzonych przez chyba osobę duchowną(podałeś, że to ojciec) którą wymieniłeś z imienia, sprytnie, jak przystało w dobie ochrony danych osobowych – skracając nazwisko do pierwszej litery. Oto mi właśnie chodziło: podaj konkrety tegoż faktu, bo tu rzucasz cyferkami, dodając jakieś fakty, które są luźnie skomponowane.
    Dziękuję za życzenia – również tego samego: Wszystkiego Dobrego!

  6. Maur mówi:

    Cóże po perłach między wieprze rzuconych?…

  7. pop art mówi:

    Do SCHLANGE. Mój Szanowny, masz tak blisko do pani Starosty w Jaszunach. Skoro interesują Ciebie fakty, Ona wie wszystko na ten temat!
    Co tam w Twojej szkole? Dzięki za pamięc o cmentarzyku. To Twoje hobby i puklerz Twojej POLSKOŚCI. GRATULACJE!

  8. Paweł1 mówi:

    Maur a może wiesz co mówią Niemcy o polskiej „opiece” nad ich dziedzictwem narodowym na Warmii i Mazurach / zamkach, pałacach, starych karczmach, cmentarzach /. Pewnie też o perłach i świniach.

    Wspomnę tylko o dwu pałacach, chyba największych z tych jeszcze istniejących. Sztynort, siedziba rodu von Lehndorff, wielu z nich zapisało się w historii Polski, bywali dyplomatami w służbie królów polskich, Henryk von Lehndorff, był długoletnim przyjacielem Ignacego Krasickiego. Ostatni z właścicieli Sztynortu porucznik.Heinrich Lehndorf
    brał udział w antyhitlerowskim spisku zakończonym nieudanym zamachem Stauffenberga. Został stracony, a rodzina trafiła do obozu koncentracyjnego
    http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,12142731,Niemcy_i_Francuzi_sprzataja_park_palacu_w_Sztynorcie.html

    Pałac rodu szlacheckiego von Dönhoffów w Drogoszach. Barokowa budowla, była imponująca i stała się największą rodową rezydencją na Mazurach oraz jedną z największych w całych Prusach Wschodnich. Polska gałąź von Dönhoffów, to wielce zasłużony dla Polski ród.
    http://foto.moon.pl/zdjecie/107277/tytul/Palac-w-Drogoszach

  9. KK mówi:

    Ładnie Pani pisze, Pani Anio. Chociaż są drobne błędy – Jerzy Karol to jeden, ten sam młody Sołtan; Stefania w ogóle z Kostrowickich…
    Ale dziękuję. W tym za promo szkoły. Pozdrawiam pana T. z foto i wierzę, że on i inni “chcą dotknąć sławnej historii…”

  10. ... mówi:

    to Pop Art
    Mylisz się w odgadywaniu autorów wpisów. I samo to odgadywanie jest takie marne, nieregulaminowe i… litewskie w złym słowa znaczeniu.

  11. schlange mówi:

    pop art
    ano właśnie, chyba mnie z kimś pomyliłeś. Chociaż może to nie pomyłka, lecz lekkie przekomarzanie.
    Gościu, wkurzyłeś mnie, bo pod takim ciekawym artykułem, opowiadającym o dziejach skrawka Kresów, zamieściłeś komentarz z cyferkami i faktami powiązanymi ze znaną i szanowaną w Koronie osobą duchowną.
    Brzydko gościu, oj brzydko.

  12. Maur mówi:

    Ad 8, Paweł1;

    1. Ten artykuł jest perłą. ( 🙂 )
    2. Wieloznaczność mojego sformułowania miała i ten motyw, i nawet wiodący. Tu nacja jest sprawą wtórną, wszak wieprze narodowości nie mają. Choć skutek jaki powodują na jednego “hodowcę” wskazuje. Owego ze wschodu, któremu mentalność “sovietską” udało się skutecznie rozpropagować daleko na zachód od swojego matecznika.
    Od dzieciaka, kilkuletniego zaledwie, z wielkim bólem obserwowałem ruinowanie wszelakich dworków na Ziemiach Zdobytych na zachodzie i północy Polski. Jeden szczególnie mi się podobał pałac. A to z racj jego kompletnego zorganizowania, parku pieknego z wieloma egzotycznymi gatunkami drzew, sporego stawu rybnego, sadu i boiska do tenisa czy krykieta. Perełka jednym słowem. Pasąc tam krowy z rówieśnikami obiecalismy sobie kupic go po dorośnięciu. Był pusty choc dobrze zachowany. Woda, własna studnia, generator EE -którego nikt nie umiał uruchomić, parkiety i terakota włoska. Kilka kondygnacji, balkonów i 2 ganki z akradami pozwalały nam fantazjować o dawnych czasach do woli. Ustrój polityczny nas w żaden sposób nie dotyczył. Tak nam dzieciakom się zdawało. Gdy jednak dorosłym tam zajrzałem jedynie ruinę zastałem. Podobnie było w wielu sąsiednich wioskach. Sam wiele lat w innej wiosce też lat kilka w innym “dworze” mieszkałem – ten ostał się po dzień dzisiejszy. Mogę powiedzieć dziś -skutki polityki minionego (słusznie) ustroju. Ale znam wiele innych przypadków, z odwrotnym skutkiem. Znam dobrze zachowane dwory i pałace. Znam dobre relacje z potomkami byłych właścicieli. Tu, gdzie “Wilniuków” więcej w ekspatriacji trafiło. Widać ich wielowiekowa tolerancja dla wielonarodowej kultury i poszanowanie cudzej własności pozytywny ślad zostawiły.
    Znam Sztynort.Szwagier po drugiej stronie przesmyku, od Węgorzewa “Starą Kuźnię” zbudował.Była więc okazja kilka razy oklicę zwiedzić.
    Rodów niemieckich w Polsce było wiele. W czasach II WŚ wielu z nich dokonywało odmiennych – nie mniej dramatycznych- wyborów. Na Litwie też ich nie brakowało. W Butrymancach przy kościele jest cmentarzyk rodziny Houwaltów. Co z ich pałacu w Nowych Rakliszkach, z kilometr na północ od Butrymańców, zostało można zobaczyć na Google Earth. Mieli i drugi dwór. Stary. W Starych Rakliszkach -tam zarządca mieszkał, mój familiant przy okazji.
    Houwaltowie stanęli po stronie RP w początkach II WŚ przypłacając śmiercią w Katyniu jednego ze swoich. Potem jednak wybrali opcję na przetrwanie i ewakuwali się przed “oswobodzicielską” Armią Czerwoną. Ostani z tej gałęzi rodu zakończył karierę (i żywot zapewne) w poprzedniej dekadzie. Z korespondencji z jego sekretarzem wiem, że mieszkał gdzieś w Koenigswinter. był emerytowanym ambasadorem Niemiec w Hondurasie czy Nikaragui.
    Ot …burzymy przeszłości ołtarze sami niezdolni wspanialszych wznieść…
    Taki już skutek czerwonej zarazy pleniącej się po świecie.

  13. pop art mówi:

    To SCHLANGE:
    Sorry, faktycznie pomyliłem Ciebie z kimś bardzo znanym i szanowanym w Jaszunach. Co do znanej i szanowanej osoby w Koronie – o której Ty myślisz i ja wiem, to zdania sa podzielone, tak jak i Kościół Katolicki w Koronie. Sama jestem ciekawa która “frakcja” ma wiecej członków. Najważniejsze, by przed Bogiem wszyscy byli równi, nawet ten znany i szanowany ( w/g Ciebie)w Koronie zakonnik. Przepraszam jeszcze raz i pozdrawiam, Ciebie.

  14. schlange mówi:

    pop art
    ba pomyłki się zdarzają.
    Tylko dlaczego ciągle kurczowo trzymasz się powiązań tegoż Zakonnika z Jaszunami?
    A tak się składa, że ja jestem sympatykiem tego Zakonnika, podziwiam Jego charyzmę, energię dzięki której powstało tak wiele pożytecznych dla społeczeństwa w Koronie dzieł.
    Co ciekawe, wielokrotnie, wtedy kiedy przypisuje się Jemu utworzenie tych dzieł, zaprzecza, że to nie On.
    Owszem zaplecze jest ważne, ale zmysł przywódczy jest najważniejszy.

  15. Paweł1 mówi:

    Maur 12
    „wszak wieprze narodowości nie mają”. To właśnie chciałem powiedzieć i to dobrze, że jest trochę tych którzy to rozumieją. Naoglądałem się, a przy okazji nasłuchałem i do rana pewnie mógłbym opowiadać o losach tych, którzy po wojnie trafili na Warmię i Mazury, bądź nie mogli stamtąd wyjechać, bo mieli np. polsko brzmiące nazwiska. Jedno wielkie nieszczęście, którego przecież sami sobie nie zgotowali.

  16. Paweł1 mówi:

    Schlange 14
    Aż sprawdziłem gdzie mieszkasz. Okazuje się, że Korona to wieś w woj. lubelskim w gminie Dębowa Kłoda.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Korona_(wojew%C3%B3dztwo_lubelskie)
    Nie chcę obrażać Twoich uczuć religijnych, ale zakonnik pisze się z małej litery.

  17. pop art mówi:

    Do Schlange ( węża w tłum. z niem.)
    ———————————–
    Szanowny i ja jestem praktykującym Katolikiem. Tej naszej Wiary nie biorę ślepo. Kościołem jesteśmy My wszystcy i mamy prawo do oceny nauki Kościoła głoszonej porzez tych którzy mają święcania, ale nie zawsze Boże powołanie. Wiem, że bez kasy to i kościoł nie wytrzyma. Wszystko kosztuje. Czy wiesz jak załatwiono pomysłodawcę budowy sankturaium w Licheniu? (ks. Marian Makulski) Odebrano mu prawa budowniczego i zamknięto w psychuszce dla dychownych pod Krakowem. Zrobił zbyt wiele, a pieniądze pobudziły wyobraźnie klerykalnych decydentów. Wiem jakie dzieła tworzy Ojciec Tadeusz, wiem, że w/g Niego wszystko pod prąd elit tzw. politycznych w Koronie. Zakonnik ślubuje jednak ubóstwo i posłuszeństwo, nie jątrzy, nie dzieli, nie pomawia. W naszej wierze jest powiedziane …nadstaw drugi policzek. Ten kaznodzieja nie potrafi życ inaczej. Pamiętasz jak nazwał śp. panią prezydentową M. Kaczyńską?
    Tezy inwestycji prokatolickich prowadzone i wygłaszane przez ww uważam za mocno przesadne. Zauważ też, że władzę kto ma? Ten ją ma, kto ma media. Hier ist Hund begraben ( to z niemiecka , pod Twój nick).
    Ściskam Ciebie , szczerze i po bratersku. Prawda zwycięży. To Chrystus pogonił handlarzy ze świątyni. Tak też będzie i w tym przypadku, aczkolwiek młyny kościelne mielą bardzo powoli, ale dokładnie. Nie rozwalajmy zatem naszej Wiary!

  18. schlange mówi:

    Paweł1
    my chyba już wymienialiśmy poglądy na forum KW. Delikatnie wtedy nie było.

    pop art
    właściwie od Twojego pierwszego komentarza pod tym artykułem, piszesz ciągle w tym samym sensie.
    No nie obrażaj się tak bardzo, chciałem zobaczyć ile talentów w sobie nosisz. Widzę, że jesteś rozwinięty lingwistycznie.

  19. schlange mówi:

    i tak sens ostatnich komentarzy zboczył od głównego nurtu wytyczonego przez ten artykuł.
    Dobrze, że są na Kresach tacy działacze społeczni, tacy pedagodzy i młodzież, którzy nie dają zapomnieć o tym co było kiedyś.
    Dobro zasiane tymi czynami w młode serca, może przynieść korzystny plon.

  20. schlange mówi:

    pop art
    jeszcze raz przeczytałem Twoje komentarze.
    Jesteś bardzo związany emocjonalnie z Jaszunami. Teraz już zrozumiałem. Tylko nie potrzebnie dotykałeś Ojca Tadeusza, to mnie rozjuszyło.
    Jak sam wiesz – pomyłki się zdarzają …

  21. pop art mówi:

    Do Schlange
    puk, puk, nie te drzwi! A co do o. Tadeusza to daj sobie spokój, szkoda i zdrowia i nerwów. Służby SB – PRL specjalnie dały mu paszport by na czas Stanu Wojennego mieć spokój z tym księdzem. O czym to świadczy?
    Bądź zdrów!

  22. schlange mówi:

    pop art
    a tak, pomyłki się zdarzają.

    A to ciekawe, bo w Koronie był czas, nie tak dawno wstecz, kiedy szermowano teczkami i wtedy to, co zostało napisane ręką oficera SB było ,,świętością”. Wyciągano przy tym po kolei tzw. tajnych współpracowników SB, jakby to oni rzekomo byli twórczą podstawą ówczesnego systemu.
    Przy czym najbardziej winny był ten, kto starał bronić swojej czci i honoru, przed przypisaniem owego tytułu tajnego współpracownika.

    Tobie równie życzę zdrowia, wszak mamy już jesień, a już prawie puka zima.

    A tak na marginesie, ciekawie ułożył się sens komentarzy. Od pracy Siłaczek i Judymów Kresów z młodzieżą, pielęgnujących pamięć tego co minęło i sięganie po głębokie pokłady wrażliwości młodzieży, by ocalić w nich to co dobre, by ich uwrażliwić właśnie na to co wartościowe.
    Ciekawe sprawy.

  23. pop art mówi:

    Do Schlange

    Podzielam Twoją uwagę zawartą w drugiej części @22.
    Dyrektor Szkoły z polskim językiem nauczania w Jaszunach Pan Kazimierz Karpicz, Jego personel dydaktyczny są szczególnie wrażliwi na polskie ślady na obecnej ziemi litewskiej. To dobrze, to służy obu Narodom i kulturze Europejskiej. Miłego dnia!

  24. schlange mówi:

    pop art
    sarkazm? – czy coś więcej?
    Do nie dawna to ja miałem być według Ciebie owym dyrektorem, lecz okazało się pomyłką.
    Widzisz to przez pryzmat, nie zrozum mnie źle, co już się zdarzało – ja noszę okulary, czyli soczewki, a Ty widzisz przez pryzmat. Załamane światło w pryzmacie wychodzi z drugiej strony w barwach tęczy, lecz jest to światło pod innym kontem tzn. załamane.
    Pozdrawiam serdecznie!

  25. schlange mówi:

    admin
    proszę już Ciebie w tej chwili. Jest czas na przeczytanie mojego komentarz o nr. 24. Zdjęcie go z tapety, może spowodować tak jak było z moim komentarzem pod innym artykułem, że straci on sens, w przypadku np. zamieszczenia komentarza przez innego użytkownika. Chodzi mi o dobro tegoż artykułu i zrozumienia sensu polemiki toczonej pomiędzy ,,pop art” a mną.
    Dziękuję z góry za zrozumienie.
    Pozdrawiam Ciebie admin gorąco bo mamy wszak już prawie zimę. W Koronie był pierwszy śnieg 2 tyg. temu. Stopniał, było w miarę ciepło, gdzie nie gdzie leci mżawka. Spokojnej nocy.

  26. pop art mówi:

    Do Schlange
    Litwie i nam Polakom potrzeba kolorów. Szarość rzeczywistości tylko pogłębia istniejace “podziały” i …. złe odbieranie obrazów dających szanse na lepszą jakość. Miłego Dnia

  27. schlange mówi:

    pop art
    wreszcie zrobiło się cieplutko. Czekałem trochę na tę nutkę i przyznam się, że spodziewałem się tej pozytywnej reakcji.
    Dobrze, że tak się stało.
    Również miłego dnia i Wszystkiego Dobrego!

  28. pop art mówi:

    Do Schlange
    Każde dziecko donoszone – jest inteligentne ! Dobrej jesieni, łagodnej zimy i wreszcie WIOSNY, nam wszystkim!

  29. schlange mówi:

    pop art
    każde dziecko jest wartością największą.
    Chrońmy życie: http://www.pro-life.pl

  30. Wereszko mówi:

    pop art
    schlange
    Nie przesadzajcie z tymi grzecznościami bo robi się trochę niesmaczne…

  31. schlange mówi:

    Wereszko
    tak?

  32. pop art mówi:

    Do Wereszko
    … a Ty chcesz aby się jajcami obrzucać? pzdr

Leave a Reply

Your email address will not be published.