13
Nowy Sejm zaprzysiężony

Do Sejmu zostało wybranych 104 mężczyzn i tylko 34 kobiety, z których aż trzy z ramienia AWPL — na zdjęciu jedna z nich, posłanka Wanda Krawczonok Fot. Marian Paluszkiewicz

Do Sejmu zostało wybranych 104 mężczyzn i tylko 34 kobiety, z których aż trzy z ramienia AWPL — na zdjęciu jedna z nich, posłanka Wanda Krawczonok Fot. Marian Paluszkiewicz

Sejm nowej kadencji 2012-2016, wyłoniony w tegorocznych wyborach, wczoraj, w piątek, został zaprzysiężony.

Przysięgę konstytucyjną miało złożyć 139 posłów ze 141, w tym 8 przedstawicieli Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, która po raz pierwszy w historii niepodległej Litwy przekroczyła 5-procentowy próg wyborczy i będzie miała swój klub parlamentarny.
Dwaj kolejni posłowie zostaną wybrani na wiosnę w jednomandatowych okręgach birżańsko-kupiskim i jeziorosko-ignalińskim, w których z powodu naruszeń prawa wyborczego anulowano wyniki tegorocznych wyborów.

Do przysięgi nie stawili się też wybrani w wyborach europosłowie Zigmantas Balčytis, Vilija Blinkevičiūtė, Waldemar Tomaszewski oraz mer rejonu solecznickiego Zdzisław Palewicz. Zrezygnowali oni z mandatu poselskiego, ale procedura nakazuje, że przyjmujący przysięgę prezes Sądu Konstytucyjnego musi ich wezwać do złożenia przysięgi. Tylko po ich rezygnacji z przysięgi wolny mandat poselski będą mogli otrzymać następni na listach kandydaci na posłów. Zostaną oni zaprzysiężeni w późniejszym terminie.
Inaugurujące nową kadencję posiedzenie Sejmu tradycyjnie odbyło się w historycznej sali Aktu 11 Marca litewskiego parlamentu. Tradycyjnie też obrady zapoczątkowała 76-letnia, toteż najstarsza posłanka Vida Marija Čigriejienė.

 Były prezydent Valdas Adamkus „nie pogardził” zaproszeniem i był obecny na zaprzysiężeniu nowego Sejmu Fot. Marian Paluszkiewicz

Były prezydent Valdas Adamkus „nie pogardził” zaproszeniem i był obecny na zaprzysiężeniu nowego Sejmu Fot. Marian Paluszkiewicz

Nietradycyjnie, bo po raz pierwszy w historii litewskiego parlamentaryzmu na sali zabrakło urzędującej prezydent Dali Grybauskaitė, która korespondencyjnie pozdrowiła nowy Sejm.
Nieobecność prezydent to konsekwencja trwającego konfliktu o strefy wpływów z formującą się po wyborach nową koalicją centrolewicową, do której w przeddzień inauguracyjnych obrad dołączyła też Akcja Wyborcza Polaków na Litwie. W tym składzie koalicja będzie miała większość konstytucyjną, co pozwoli jej skutecznie blokować weta prezydent Grybauskaitė, która od początku nie kryje swego rozczarowania, że formuje się nowa centrolewicowa koalicja i też z żalem rozstaje się z odchodzącą właśnie centroprawicą. Jednak osobiste sympatie i antypatie nie przeszkodziły prezydent pouczać przyszłych posłów być jednakowo „sprawiedliwymi wobec wszystkich”.

„Życzę nigdy nie zapomnieć słów przysięgi, szczególnie w obliczu rozterek — jaką decyzję wybrać. Od tej chwili jesteście przedstawicielami całego narodu. Wolni, równi i sprawiedliwi wobec wszystkich. Nie jest to łatwe, ale wierzę, że zobowiązujecie się świadomie i odpowiedzialnie” — napisała w liście do posłów prezydent Dalia Grybauskaitė. Jej afront wobec nowego parlamentu wywołał konsternację nie tylko wśród nowych posłów, ale też zdumienie politologów. Zdaniem politologa, a zarazem biografa prezydent, Laurasa Bielinisa, zachowanie się Grybauskaitė odpowiada jej charakterowi.

Tymczasem poprzednik Grybauskaitė. Prezydent Valdas Adamkus, który „nie pogardził” zaproszeniem i był obecny na zaprzysiężeniu nowego Sejmu, uważa, że afront prezydent wobec parlamentu jest natury psychologicznej.
— Prezydent nie znajduje w sobie sił do przekroczenia progu nieporozumienia — powiedział Adamkus, zaznaczając, że jemu nigdy, nawet przez chwilę, nie przyszłoby do głowy, żeby zignorować inauguracyjne posiedzenie parlamentu.
Niemniej, sama Grybauskaitė uważa, że jej ignorowanie parlamentu nie stanie się przeszkodą dla dalszej owocnej współpracy Urzędu Prezydenta z Sejmem.

„Liczę na konstruktywną i wspólną pracę z Sejmem” — napisała w liście prezydent.
Zgodnie z przewidywaniami politologów i polityków, nieobecność prezydent na zaprzysiężeniu posłów nie zepsuła im imprezy inauguracyjnej, która przeciągnęła się do późnego popołudnia. Po kilkugodzinnej procedurze zaprzysiężenia posłów nowy skład parlamentu przystąpił do wyborów nowych władz Sejmu. Zgodnie z ustaleniami formującej się koalicji rządzącej, na przewodniczącego Sejmu został wytypowany przedstawiciel Partii Pracy Vydas Gedvilas. Na pierwszego wiceprzewodniczącego Sejmu Partia Pracy zgłosiła kandydaturę posła Vytautasa Gapšysa, który jest jednym z głównych oskarżanych w tzw. sprawie podwójnej księgowości w Partii Pracy.

 Po raz pierwszy w historii niepodległości kraju AWPL będzie miała swoją frakcję w parlamencie Fot. Marian Paluszkiewicz

Po raz pierwszy w historii niepodległości kraju AWPL będzie miała swoją frakcję w parlamencie Fot. Marian Paluszkiewicz

Tymczasem prezydent Grybauskaitė wcześniej oświadczyła, że podejrzanych o malwersacje finansowe polityków Partii Pracy nie chce widzieć w parlamencie, jak też nie widzi samą partię w koalicji rządzącej, co też stało się początkiem konfliktu między prezydent a nową koalicją. Kolejnymi kandydatami na wiceprzewodniczących są socjaldemokraci Gediminas Kirkilas i Algirdas Sysas oraz poseł Kęstas Komskis z Partii „Porządek i Sprawiedliwość”. Kandydatem od opozycji jest konserwatywna posłanka Irena Degutienė, była przewodnicząca Sejmu.

Akcja Wyborcza Polaków na Litwie, która w przeddzień inauguracyjnego posiedzenia dołączyła do formującej się koalicji, przynajmniej na razie, nie będzie miała swego wiceprzewodniczącego. W rozdaniu koalicyjnym dla AWPL przypadło jedno stanowisko ministra oraz trzy teki wiceministrów. Liderzy Akcji Wyborczej stale podkreślają, że kwestia stanowisk nie jest dla partii sprawą najważniejszą, a warunkiem wejścia do koalicji było uzgodnienie z partnerami postulatów programowych, które znajdą się w przyszłym programie nowego centrolewicowego rządu.

O ile rząd taki powstanie w ogóle, bo prezydent Dalia Grybauskaitė dotychczas nie zdradziła, czy powierzy misję formowania nowej Rady Ministrów liderowi Partii Socjaldemokratycznej Algirdasowi Butkevičiusowi.

13 odpowiedzi to Nowy Sejm zaprzysiężony

  1. Jacek z Poznania mówi:

    Gratulacje dla nowych posłów.Teraz tylko wypada tak się zachowywać by pokazać patriotyzm litewskich Polaków – pełnoprawnych obywateli swego kraju mających swobodę wyboru języka i kultury.

  2. Janusz z Krotoszyna mówi:

    Serdeczne życzenia skuteczności dla nowego Sejmu. Szczególne gratulacje dla posłów AWPL.Nieobecność Pani Prezydent co najmniej dziwna.Ale my to znamy, gdyż w polskim Sejmie w przeszłości też zdarzały się takie dąsy.

  3. Kmicic mówi:

    refleksja Wilniuka :
    Mity litewskiego nacjonalizmu
    Jeśli szukać by przypadków pojedynczych zdań, które wbrew intencjom autorów słów były później wykorzystywane na przekór ich znaczeniu, to wzorcowym przykładem byłaby kariera inwokacji polskiego poematu narodowego „Pan Tadeusz”.

    Adam Mickiewicz, uważając Litwę za „Ojczyznę swoją”, został później zinternacjonalizowany na wszystkie możliwe sposoby – pełnił już w poprzednim ustroju rolę „poety rewolucyjnego”, dziś stał się poetą właściwie beznarodowym, ewentualnie poetą co najwyżej republikańskim. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć uporczywe mówienie o „Republice”, czyli w tłumaczeniu na język polski „Rzeczypospolitej” po prostu, ewentualnie o abstrakcyjnej Republice/Rzeczypospolitej z dopełnieniem „Obojga Narodów” jako całościowej Ojczyźnie wieszcza? Do jakich narodów właściwie odwoływał się Mickiewicz, a jakie narody odwołują się do niego dzisiaj?

    W istocie rzeczy Adam Mickiewicz nie uważał się za nikogo innego jak za człowieka o polskiej tożsamości narodowej i to bez żadnych zastrzeżeń, oboczności czy uściśleń odwołujących się mitu tzw. „Rzeczypospolitej Obojga Narodów”. Piękne imię Litwy wykorzystał w poemacie jako określenie małej ojczyzny, krainy lat dzieciństwa, miejsca skąd wyrastają korzenie poety. Pełną Ojczyzną wieszcza, którą obejmował sercem i umysłem chociażby z perspektywy tułacza-emigranta, była Polska.

    Stwierdzenie, że Mickiewicz pochodził z Polski, jest kontrowane przez wielu myślących schematycznie ludzi automatyczną i niemal wyuczoną na pamięć reakcją – no przecież „Litwo, Ojczyzno moja…!”. Czy trudno jest zrozumieć fakt, iż Litwa jawiła się częścią Polski nie tylko wg udokumentowanej źródłami prawdy historycznej, ale też w samej świadomości poety? Rok 1848 to przecież ważne w życiu Mickiewicza wydarzenie – utworzenie we Włoszech Legionu Polskiego. Czy Mickiewicz, mając na uwadze ojczystą Litwę, tworzyłby taki Legion, gdyby nie uważał jej za kraj polski?

    Warto dodać, iż autor „Pana Tadeusza”, jakby samemu przewidując możliwe nieporozumienia na ten temat w przyszłości, wyjaśnił znaczenie terminu „Litwin”, którym sam się czuł, nie pozostawiając w tym względzie żadnych wątpliwości:
    „Litwin i Mazur [tutaj chodzi o Mazowszanina] bracia są;
    czyż kłócą się bracia o to, iż jednemu na imię Władysław, drugiemu Witowt?
    Nazwisko ich jedne jest: nazwisko Polaków.”
    [Adam Mickiewicz, Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego]

    Mówi się dziś wiele o „Rzeczypospolitej Obojga Narodów” – wymieniając jako „Obydwa Narody” Polaków i Litwinów. Dlaczego tylko dwóch w takim razie, skoro na tej samej skali co Litwinów umieszcza Mickiewicz też mieszkańców bezspornie polskiego aż do dziś dnia Mazowsza? Czemu nie dodać do tego kolejnych krain geograficznych i ich mieszkańców jako kolejnych narodów Rzeczypospolitej? Mnożenie ich nazw (nazwisk – powiedzielibyśmy po mickiewiczowsku) prowadzić musi do absurdu, w którym pojęciu „Polaków” można przeciwstawić nazwę każdej po kolei grupy regionalnej. Największą pod tym względem karierę z uwagi na wymienienie w inwokacji „Pana Tadeusza” i nie tylko z tego powodu, zrobiło pojęcie „Litwini”.

    Co oznaczało pojęcie Litwina?

    Litwin to mieszkaniec Litwy – powiedzielibyśmy. I jest to wytłumaczenie zupełnie poprawne, teraz jednak należy się nam wyjaśnienie, czym jest Litwa. Wedle „Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” [Warszawa, 1880-1914], który jest owocem 34-letnich badań, w tym m.in. etnograficznych, „pod nazwą Litwa rozumiemy zarówno ziemie, które są siedzibą szczepu litewskiego, jak niemniej dawne posiadłości. w. ks. litewskich, co się zjednoczyło z Polską w r. 1386 i tworzyło z nią jednę całość państwową aż do dni upadku polskiej rzplitej [gdzie jest mowa o ‘Rzeczypospolitej Obojga Narodów’?]”. Dalej czytamy: „W. ks. lit., śród prowincji rzplitej polskiej, od czasów unii 1569r., stanowiło trzecią prowincją po W. Polsce i Małej Polsce.”

    Dla podsumowania tej części posłużmy się jeszcze raz „Słownikiem…”: „Akt ten [koronacja Jagiełły], zespalając dynastyę litewską z Polską, jednoczy, kojarzy plemiona i ziemie tworzące w.ks. lit. z Polską i jest zarazem zamknięciem dziejów L. jako odrębnego państwa.” Wydawałoby się, że uwieńczeniem tego procesu była unia lubelska z 1569 roku, o której czytamy: „[…]jest akt unii lubelskiej, zawartej w lipcu 1569 r. L. odtąd staje się składową cząstką rzplitej; ziemie dawnej Polski dla odróżnienia nazywają się „koroną”. ” Powstaje więc Rzeczpospolita Polska składająca się z Korony i Litwy, chociaż tak naprawdę ich odrębność zniesiono już 5 lat wcześniej:

    „Zygmunt August w r. 1564 na sejmie walnym w Warszawie, zaniechawszy wszelkiej dziedzicznej sukcesji na w. xięstwo Litewskie, dobrowolnie Rzeczypospolitej, sławnej koronie polskiej odstępuje, i wyrzeka się na wieczne czasy — tak, iż już te państwa nie są dwa ciała, a jedna rzeczpospolita z tych narodów spojona.” (A. Przeździecki, Podole, Wołyń, Ukraina. Obrazy miejsc i czasów, Wilno 1841; zaczerpnięto z HARVARD COLLEGE LIBRARY). Oczywiście widać tutaj pojęcie „obojga narodów”, ale nie świadczy ono o niczym innym, jak o istnieniu dwóch narodów politycznych wśród szlachty – stąd naród szlachecki Korony i naród szlachecki Litwy, stąd też występowały urzędy koronne i urzędy litewskie (a nie: polskie i litewskie!).

    W końcu – dlatego też faktyczną stolicą Polski była (i jest przecież formalnie do dziś) Warszawa – leżąca w połowie drogi między stolicą Korony – Krakowem, a stolicą Litwy – Wilnem. Razem ich narody tworzyły szlachecki naród polski, który był nosicielem polskiej tożsamości narodowej.

    Szczep litewski

    W Rzeczypospolitej Polskiej mieszkało, rzecz jasna, wiele etnosów, których świadomość narodowa nie istniała w sensie politycznym. Narodem w tamte czasy jawiła się szlachta. Autorzy „Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” zgłębili temat i wyjaśniają zagadnienie. W tym też czasie nie niepokojony przez nikogo bałtycki lud Litwinów żył w zachodnich częściach Wielkiego Księstwa Litewskiego, nie odgrywając żadnej kulturowej ani politycznej roli, tak jak i lud wiejski w innym częściach Polski, w tym również Korony. Autorzy „Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” zbadali ich losy, wyjaśniając później: „[Ryngold] drogą podboju […] rozszerza granice swego państwa poza granice szczepu litewskiego.” Dalej opisują fakty o podboju Mendoga w kierunku południowym: „Maluczki co do liczby i co do potęgi ludek, ludek przytem pogański, obarczał przewagą i dawał miano swe obszernym ziemiom i ludom chrześcijańskim.”
    Teraz najważniejszy fragment tłumaczący, czemu określenie Litwina dotyczyło tak wielu stanów, etnosów i grup:
    „Odtąd miano Litwina zaczyna służyć nie tylko ludowi litewskiemu, ale każdemu z mieszkańców państwa Giedyminowego.”
    Litwini padają więc „ofiarą” własnych podbojów i od tej pory schodzą ze sceny dziejowej. Ich władca i bojarowie rutenizują się po ogarnięciu podbojami Rusi tak, że sam Jagiełło w momencie przyjęcia Korony Polskiej i „zamknięcia dziejów Litwy jako osobnego państwa” jest ruskojęzyczny. Mówiło się jeszcze wówczas, że „Litwa kwitniet rusinoju”, a „Polszcza kwitniet łacinoju”, co oznacza, że przed dobrowolnym chrztem Litwy z rąk polskich – co samych Litwinów uratowało przed wyeksterminowaniem przez Krzyżaków pod tym samym pretekstem – zdążyła być ona jeszcze krajem prawosławnym. Dlatego również statuty litewskie pisano w języku ruskim, aż zastąpił go oficjalnie w charakterze języka kancelaryjnego w 1699 roku język polski, chociaż de facto w użyciu zastąpił go dużo wcześniej. Jak czytamy:
    „Język urzędowy litewsko-ruski, który, jak wiadomo, był językiem oddawna martwym, językiem pisma jedynie, utrzymywanym był jeszcze pewien czas w prawie dlatego, że przyjaciele tradycji za ta pamiątka obstawali, lecz życie rzeczywiste przecie brało górę” [„Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich”]

    Zaś co do języka litewskiego, to zgodnie z prawdą autorzy „Słownika…” piszą, iż „ani jednego dokumentu urzędowego po litewsku nie widzi historia.” Wielkie Księstwo Litewskie polonizuje się więc, będąc wcześniej w swej istocie ruskim, a nie bałtyckim,litewskim.

    W tym momencie nie może być już dla nikogo dziwnym fakt, że – jak pisał w polskim tygodniku Robert Daniłowicz – określenie Litwin przestało być desygnatem przynależności etnicznej, a sama Litwa była uważana za jedną z polskich dzielnic, jak Pomorze czy Mazowsze. [Narodów pomieszanie, POLITYKA, nr 51, (2787), 18 grudnia 2010]. Nie jest to tak naprawdę nic odkrywczego w kontekście tego, co stwierdził już dawno temu Mickiewicz, jest jednak pewnym wstępem do opisu tego, w jakiej sytuacji znajdowała się wówczas Polska i czym była właściwie litewskość jeszcze w czasach zaborów.

    Tożsamość „litewska” rewanżem za powstanie styczniowe

    Przegrane powstanie roku 1863, ostatecznie upadłe w 1864, było punktem kulminacyjnym w życiu spokojnego szczepu litewskiego. Co się stało z ludem, który jeszcze w 1864 roku wg litewskiego historyka L. Kondratisa potrafił iść do walki z hasłem „busime lenkais valais! [będziemy wolnymi Polakami!]”? Ludem, który wraz ze szlachtą potrafił zebrać się licznie w 1861 na manifestacji jedności ziem polskich, która miała miejsce na moście w Kownie, gdzie Niemen rozdzielał marionetkowe „Królestwo Polskie” od Ziem Zabranych?

    Carat, stosując odwieczną zasadę divide et impera postanowił odłączyć zamieszkujący głównie Żmudź (gdzie miejscowa szlachta również znała litewski) lud, który niebezpiecznie zaczynał się utożsamiać z polskością. W 1867 roku władze rosyjskie utworzyły w Mariampolu litewskojęzyczne gimnazjum, a w 1864 roku zezwolono na otwarcie litewskiego seminarium duchownego. Wyszła stamtąd rozagitowana inteligencja, nie wyłączając duchowieństwa:
    Pavojuj motina-tėvynė;
    Ateina audra iš pietų!
    Tai lenkas, išgama tautų.
    [W niebezpieczeństwie ojczyzna-matka; Burza idzie z południa! To Polak, zwyrodniały naród.]

    Pisał te słowa ksiądz (!) Jonas Mačilus, znany szerzej jako Maironis., jeden z patriarchów tzw. „litewskiego odrodzenia narodowego”. Co też uczynili spokojnym dotychczas Litwinom Polacy, którzy sami troszczyli się o zachowanie ich ludowej tradycji, jak np. Kraszewski czy Orzeszkowa i to w sytuacji, gdy ci sami Litwini w niemieckich wówczas Prusach ulegali germanizacji? Ile pieniędzy wydawał carat na swoich agentów w tzw. „litewskim odrodzeniu narodowym” i jak wysoko dotarli tam jego agenci? „Po owocach ich poznacie” – a owoce były rzeczywiście obfite, gdyż niewielki (200-300 tysięcy ludzi) do niedawna etnos stał się zawziętym wyznawcą nie tylko ideologii, która wbrew wszelkim historycznym faktom zawłaszczała całą tradycję Wielkiego Księstwa Litewskiego z nazwą włącznie, ale też zdołał wygenerować niespotykany nawet jak na młode nacjonalizmy szowinizm, którego ostrze było skierowane w wiadomą stronę. Przy okazji dokonywano ujednolicenia języka litewskiego – spisanego po latach jego występowania jedynie wśród prostego ludu (wyłączając wydawane przez Polaków i Niemców książki w tym języku). Pozbyto się oczywiście słów pochodzenia polskiego (w zamian za to wprowadzono wiele neologizmów, które na własną rękę wymyślił Jonas Jablonskis), a na początku XX wieku usunięto jednostronnie kojarzone z polskim dwuznaki „sz” i „cz”, zastąpiono je literami „š” i „č”, które zaczerpnięto z… czeskiego. Słowa „patriarchy litewskiego odrodzenia”, Jonasa Basanoviciusa aż nadto wyjaśniają, skąd inspirowany był ten ruch:
    „Interesy teraźniejszych Litwinów jako narodu nie mają nic wspólnego z patriotycznymi polskimi marzeniami. Tylko na ziemi litewskiej i w niepodzielnym związku z potężnym państwem rosyjskim możliwe jest odrodzenie się Litwy i jej dalszy rozwój.”
    Czy dziwić może w ogóle kogokolwiek fakt, iż słowa te opublikowano w 1883 na łamach ukazującej się s Petersburgu gazety „Nowoje Wremja”?
    W ten oto sposób projekt ideologiczny, jakim była narodowa tożsamość litewska, mógł zacząć rościć sobie prawa do bycia owocem naturalnego procesu historycznego i to rościć sobie cudzym kosztem.

    Od Boptów do Ponar. Od Sąjudisu do…?

    Po prawie całkowitym zniszczeniu przez carat polskości na Żmudzi – tej istniejącej od dawna wśród szlachty, jak i tej wówczas powoli się rodzącej wśród ludu – litewski ruch nacjonalistyczny kontynuował to dzieło na całkowicie niemal polskiej Kowienszczyźnie. Ułatwiło im to zadanie posiadanie od 1918 swojego państwa utworzonego przez uzależnioną od Niemców Tarybę. Chętnie wspierały ją okupacyjne wojska niemieckie, które wygrały na froncie wschodnim I wojnę światową. Oblicze państwa, które konsekwentnie z nacjonalistyczną ideologią wyznawaną przez członków Taryby przybrało nazwę „Republika Litewska” było w zasadzie z góry jasne. Próbkę umiejętności dało ono w 1918 w Boptach na Kowienszczyźnie, gdzie uzbrojone przez Niemców wojska Taryby spacyfikowały miejscową polską ludność, która domagała się po rozbiorach powrotu tych ziem do Rzeczypospolitej Polskiej. Nie doczekała się ona znikąd pomocy ze względu na pewne złudzenia panujące w kręgach polityków polskich co do Litwinów. Oczekująca pomocy od Macierzy i wiernie trwająca przy polskości przez lata zaborów ludność została pozostawiona sama sobie. Jej intuicja co do zamiarów i rozwoju nacjonalizmu litewskiego była trafna. Całkowita depolonizacja polskiego wówczas kraju, Laudy (czyli Kowienszczyzny) metodą administracyjnych szykan, zakazów, cenzury polskiej prasy, a także pogromów (z czego najsłynniejszy to napad na procesję Polaków w 1937 roku wychodzących z kościoła św. Trójcy w Kownie) doprowadziły do błyskawicznego zaniku polskości na tych terenach, gdzie przecież jeszcze pod okupacyjną władzą niemiecką w 1918 Polacy ze względu na swoją liczebność potrafili wygrać wybory samorządowe do Rady Miejskiej Kowna – wedle litewskiego historyka L. Kondratisa na podstawie ich wyników można policzyć, że stanowili 43% ludności miasta, natomiast późniejszy dowodzący armii litewskiej, gen. Żukauskas, pisał w pamiętnikach o Kownie jako mieście ówcześnie polsko-żydowskim. W przypływie szczerości nawet zapiekły nacjonalista litewski (‘litewski’ już w tym nowym – niehistorycznym znaczeniu) Augustinas Voldemaras przyznał, iż wówczas nawet Kraków był bardziej litewski niż Kown.

    Do absurdu dochodziło przy lituanizacji nazwisk. Postanowiono „odwrócić” procesy historyczne i oryginalne polskie nazwiska najpierw rutenizowano, a potem w tej formie lituanizowano. Kuriozum tego rozwiązania wydaje się być dziś zabawne, ale jak czułby się każdy z nas, gdyby jakakolwiek struktura dobierała mu się do nazwiska – przymiotu przekazywanego z pokolenia na pokolenie, z ojca na syna? Koniec końców odmawiano Polakom w Republice Litewskiej nawet miana Polaków, wyciągając z kapelusza niczym legendę o żelaznym wilku twierdzenia o „spolonizowanych Litwinach”.

    Nie mogą nas dziwić szykany administracyjne Republiki Litewskiej wobec osób narodowości polskiej, jeśli weźmiemy pod uwagę po prostu przeszłość. Historia magistra vitae Est – historia nauczycielką życia. Kiedy ustały represje wobec Polaków na Kowienszczyźnie? Kiedy nie było tam już Polaków. A kiedy ustaną represje wobec Polaków na Wilenszczyźnie?

    Marcin Antokol

  4. Kmicic mówi:

    na temat :

    Wybory to dopiero początek

    „Zwyciężyć i spocząć na laurach to klęska”
    Józef Piłsudski

    Wszyscy cieszymy się wynikiem wyborczym Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Mobilizacja polskiej ludności Wileńszczyzny sprawiła, że możliwości działania polskiej partii w ramach systemu politycznego wzrosły. Ważne jednak by pamiętać, że wyborczy wynik to dopiero początek a nie koniec drogi, która wiedzie nas do zwycięstwa.

    W niedzielno-poniedziałkową noc na bieżąco obserwowałem stronę państwowej komisji wyborczej. Sondaże exit polls tradycyjnie zaniżyły wynik AWPL podając, wkrótce po zamknięciu lokali wyborczych, że polska partia uzyskała tylko 4,8% głosów. Przewodniczący Waldemar Tomaszewski od razu zaczął uspokajać, że sondaże dla AWPL zawsze są zaniżone – w poprzednich wyborach były zaniżone w stosunku do prawdziwego wyniku wyborów o około 0,7%. Miał rację. Wraz z podliczaniem kolejnych głosów napływających z okręgów wyborczych poparcie dla Akcji rosło. Największe było zaraz po północy – 6,16%, gdy podliczono większość gmin zamieszkanych przez Polaków. Potem wraz z napływem głosów z okręgów litewskich spadało, by ostatecznie zatrzymać się na poziomie 5,83% głosów poparcia

    Taki jest ostateczny wynik co przekłada się na 5 mandatów uzyskanych w wyborach proporcjonalnych. Kolejny zdobył w okręgu jednomandatowym (wileńsko-solecznickim) Leonard Talmont. Innych sześciu kandydatów AWPL powalczy o miejsca w parlamencie w okręgach jednomandatowych, przy czym troje z nich wygrało pierwszą turę, o troje zajęło w niej drugie miejsce. 28 października w okręgu szeszkińskim wystartuje Zbigniew Maciejewski, w justyniskim Zofia Matarewicz, nowowilejskim Tadeusz Andrzejewski, orańsko–ejszyskim Zdzisław Palewicz, szyrwincko–wileńskim Rita Tamašunienė, a w wileńsko–trockim Jarosław Narkiewicz. Oznacza to, że najprawdopodobniej powstanie polska frakcja (potrzeba 7 posłów), która wobec rozdrobnienia parlamentu i skomplikowanego układu partyjnego może mieć nawet szanse na wejście do koalicji rządowej. Jednak pierwsza wymiana zdań między zwycięskimi politykami daje do rozumienia, że Waldemar Tomaszewski liczy się raczej z możliwością pozostania w opozycji.

    Długi marsz Tomaszewskiego

    Oczywiście niedzielny wynik AWPL to ogromny sukces. Jest to uwieńczenie długiego marszu, jak udanego przypomina wynik Akcji z 2000 roku kiedy to uzyskała zaledwie 1,85% poparcia i tylko 2 deputowanych w okręgach jednomandatowych. Potem konsekwentnie uzyskiwała coraz lepsze wyniki. Jest to oczywiście skutek pracy wszystkich działaczy i ochotników działających na rzecz partii, ale w sposób szczególny osobista zasługa jej lidera Waldemara Tomaszewskiego. AWPL wyciągnęły do góry, a polskiej ludności dały wiarę w sukces tej partii, wybory prezydenckie i wybory do Parlamentu Europejskiego, kiedy to kampania wyborcza opierała się w dużej mierze na osobie lidera. Tomaszewski okazał się charyzmatycznym politykiem, zdolnym do znalezienia sobie trwałego miejsca w medialnych dyskusjach na Litwie, ale także w Koronie czy nawet w Brukseli, gdzie nagłaśniał nasze sprawy.

    Podkreślić trzeba, że również niedawna kampania wyborcza była jego osobistym pomysłem. Także jej ostatnie tygodnie w których przewodniczący postawił na łagodzenie języka oraz koalicję nie tylko z Rosjanami ale i z Litewską Partią Ludową Prunskusa. Mimo, że przez wcześniejsze miesiące Tomaszewski zajmował bardziej radykalne stanowisko, otwarcie wspierając wielką społeczną kampanię przeciw nowej ustawie oświatowej. Ustawa poruszyła polskie masy Kraju Wileńskiego w zeszłym roku a fala protestu wezbrała jeszcze bardziej wiosną. Co prawda przewodniczący AWPL główne role w kierowaniu tą falą pozostawił liderom społecznym z Forum Rodziców ale mimo wszystko był politycznym rzecznikiem kampanii protestacyjnej.

    Tymczasem w ciągu kilku tygodni Waldemar Tomaszewski z rzecznika radykalnego sprzeciwu i autora stwierdzenia, że w Kraju Wileńskim to Litwini powinni integrować się z polską wspólnotą, a nie na odwrót, przemienił się w zwolennika kompromisu i koalicji z litewskimi partiami. Padała nawet propozycja zmiany nazwy AWPL i przekształcania jej z partii narodowo-polskiej i regionalnej na kolejną zwykłą partię ogólnorepublikańską. Wśród działaczy partyjnych echem odbiła się sprawa wrześniowej konwencji wyborczej AWPL, w czasie której kierownictwo uciszyło zgromadzonych delegatów, gdy ci, starym zwyczajem, zaczęli śpiewać „Rotę”. Czyżby obawiało się, że zrobi się zbyt narodowo?

    Wkrótce po ogłoszeniu wyniku wyborów zwolennicy „kompromisu”, „łagodzenia” wszelkiego rodzaju ugodowcy, ogłosili że sukces wyborczy jest właśnie skutkiem przyjętej w ostatnich tygodniach przez Tomaszewskiego ugodowej retoryki i nastawienia. Czy faktycznie tak jest? Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba szczegółowo zanalizować wyniki w poszczególnych okręgach i gminach.

    Sukces dzięki Polakom

    Wyniki ukazują wyraźnie, że AWPL uzyskała swoje głosy tam gdzie zawsze – w rejonach zamieszkanych w większości przez Polaków: w dzielnicach Wilna a szczególnie w najliczniej zamieszkiwanej przez nas Nowej Wilejce (23,57%), w okręgu wileńsko-solecznickim (66,96%), wileńsko-trockim (37,49%), szyrwincko-wileńskim (30,62%), orańsko-ejszyskim (24,09%), trocko-elektrańskim (14,12%) i malacko-święciańskim (12,52%). Poza nimi można było liczyć tylko na wsparcie pewnej części Rosjan z Kłajpedy, Wisagini i innych rejonów, co zresztą jest kontynuacją trwającego już od dłuższego czasu sojuszu z reprezentantami społeczności rosyjskiej, także doświadczającej dyskryminacyjnego charakteru obecnego reżimu politycznego. Zaznaczyć jednak trzeba, że większość Rosjan zagłosowała na inne partie. Zajmująca 7 miejsce na liście AWPL szefowa Sojuszu Rosyjskiego Irina Rozova uzyskała 6898 głosów co nie jest wielkim sukcesem, biorąc po uwagę, że miała być ona czołowym reprezentantem tej społeczności, ściągającym wszystkie rosyjskie głosy, z szansą na wejście do parlamentu. Tak się nie stało, choć te głosy się z pewnością przydały, ale warto pamiętać, że ogółem Akcję poparło prawie 80 tysięcy głosujących, można więc przypuszczać kto przede wszystkim głosował na listę numer 7 – Polacy.

    Próżno szukać danych potwierdzających fakt znaczącego poparcia AWPL przez jakieś znaczące grupy społeczności litewskiej – czy to grupy regionalne, czy społeczne, czy polityczne. Elektorat litewski raczej nadal izolował się do inicjatywy wyborczej w której dominowali Polacy. Bardzo dobrze ukazują to wyniki w sztucznych okręgach wyborczych, które zgodnie z dyskryminacyjnym charakterem państwa litewskiego, łączyły w sobie gminy z różnych rejonów, o różnej większości narodowej. Dotyczy to okręgów: malacko-święciańskiego, orańsko-ejszyskiego, szyrwincko-wileńskiego, trocko-eletreńskiego. Wyniki w pojedynczych komisjach odwzorowują dokładnie to czy na terenie mieszka większość, bądź znaczna liczba Polaków (gdzie znacząco wyższe poparcie notowała AWPL) lub to czy są zamieszkiwane przez Litwinów (gdzie AWPL nie miała poparcia prawie w ogóle). Różnice są wręcz kolosalne – na przykład w okręgu orańsko-ejszyskim w gminach zamieszkałych przez Polaków AWPL otrzymała poparcie w granicach 66%-86% (tylko w jednej było 56,49%). W gminach tego samego okręgu zamieszkałych przez Litwinów poparcie dla AWPL w jednej gminie wyniosło 5,49% (Widzieniańskiej), w pozostałych nie przekraczało 2%. Co daje do myślenia: aż w 19 gminach okręgu orańsko-ejszyskiego zamieszkałych przez Litwinów AWPL nie dostała ani jednego głosu! Podobnie było w pozostałych wymienionych okręgach. Zasada jest więc taka: część Polaków w swojej naiwności popiera jeszcze litewskie partie, natomiast żadni, lub prawie żadni Litwini nie głosują na partię tworzoną przez Polaków. Ugodowe gesty w żaden sposób na nie podziałały na nich w tych wyborach.

    Przy okazji wyniki w wyżej wspomnianych okręgach jeszcze raz udowodniły w sposób bardzo wyraźny dyskryminacyjny charakter litewskiego reżimu. Litewskie władze ustalając okręgi wyborcze okrajają historyczną Wileńszczyznę z gmin zamieszkałych przez Polaków przyłączając je do całych czysto litewskich okręgów, w morzu których usiłuje się utopić głosy z polskich gmin.

    AWPL swój sukces zawdzięcza nie litewskim głosom przyciągniętym rzekomo przez ugodową postawę Tomaszewskiego w ostatnich tygodniach kampanii. Sukces ten polegał na mobilizacji Polaków, którzy brali udział w głosowaniu chętniej niż Litwini. To ukazuje nam frekwencja, która w okręgach z większością polską była wyższa niż w okręgach czysto litewskich. W okręgu szyrwincko-wileńskim osiągnęła 59,86%, w wileńsko-solecznickim 57,73%, a w kilku dzielnicach Wilna gdzie Akcja otrzymywała po kilkanaście procent poparcia frekwencja wahała się od 55 do 59%. Natomiast średnia krajowa frekwencja sięgnęła tylko 52,86% i nawet w Kownie była niższa niż w polskich okręgach.

    Nasuwa się pytanie: czy Polaków Kraju Wileńskiego pchnęło do urn wyborczych (nieistniejące) ugodowe nastawienie Litwinów, czy raczej nasilenie dyskryminacyjnych praktyk ze strony państwa litewskiego, czego doświadczyli w ostatnich miesiącach, oraz wiara w to że można się im przeciwstawić? Każdy kto pamięta o uczniowskim strajku sprzed roku, o wielkich manifestacjach z września i marca, o kampanii obywatelskiego nieposłuszeństwa nauczycieli w polskich szkołach nie będzie mieć trudności aby odpowiedzieć sobie na to pytanie. Od jesieni zeszłego roku Polacy wychodzili na ulice w liczbach największych od 20 lat nie na pikniki zgody z „braćmi Litwinami”. Wyprowadził nas na ulice kolejny jaskrawy przejaw dyskryminacji, potencjalnie bardzo groźny, wymierzony w przyszłość naszej narodowej wspólnoty, wymierzony w świadomość narodową najmłodszych z nas. Wówczas zmobilizowaliśmy się do głośnych protestów, w niedzielę zmobilizowaliśmy się do buntu poprzez głosowanie.

    Wielu z nas szło właśnie z taką ideą żeby głosować na Polaków a nie kolejną litewską partię. Wielu z nas kierowało się przede wszystkim myślą o nadrzędnym interesie wspólnoty narodowej – o tych wszystkich kwestiach, które wiążą się z możliwością zachowania, pielęgnowania, publicznego wyrażania i promowania swojej tożsamości narodowej. Na tyle na ile obserwowałem uważnie swoich polskich sąsiadów to poszli oni do komisji wyborczych właśnie z takim przekonaniem co do znaczenia głosów które oddali. To była ich rebelia, bunt, tylko przy pomocy kartek wyborczych ale jednak bunt. Jestem człowiekiem młodym i ten buntowniczy błysk widziałem także w oczach ludzi młodych, moich rówieśników, którzy oddali swoje głosy na listę numer 7, a którzy często do tej pory pozostawali politycznie bierni. Nigdy tak wielu moich kolegów nie poszło do lokali wyborczych jak właśnie 14 października 2012 roku

    Potrzeba ruchu społecznego

    Ważne aby politycy AWPL trafnie rozpoznali nastroje swojego ludu i nie słuchali izolowanych głosów zawodowych ugodowców. Idea tworzenia kolejnej partii dla wszystkich jest złudzeniem, bo jak wie każdy marketingowiec, to co jest dla wszystkich jest tak naprawdę dla nikogo. Lider AWPL musi więc pamiętać, co przyniosło sukces jemu i jego partii. Przyniosło go to, że partia owa w otwarty i wyraźny sposób zajęła stanowisko w konflikcie narzucanym polskiej społeczności przez litewskie władze – stanowisko obrońcy narodowych interesów tej społeczności. Stąd wzięło się poparcie i w ogóle sens istnienia AWPL na scenie politycznej litewskiej republiki.

    Podkreślanie tego jest to tym ważniejsze, że przywództwo polskiej partii właśnie wchodzi w nieznaną mu do tej pory przestrzeń – do politycznej pierwszej ligi republiki, gdzie toczy się już gra o najwyższą władzę w państwie. A jak wiadomo władza demoralizuje. Taki jest już paradoks polityki, że dzisiejszy sukces, w razie mylnego rozpoznania jego źródeł i rozpoczęcia błędnych działań na tej podstawie, może prowadzić do przyszłej klęski. Prowadząc skomplikowane gry w zamkniętych salonach władzy, łatwo oderwać się od społecznej bazy. Niebezpieczeństwo to wzrasta jeszcze bardziej gdy partyjni działacze wysokich i niskich szczebli wnikają coraz bardziej w biurokratyczne struktury państwa. Biurokratyczne struktury charakteryzują się bowiem tym, że tworzą zamknięty świat, izolowany ścianami zadrukowanego papieru od codziennego życia ludzi, ich dążeń i potrzeb. Biurokrację łączą ze zwykłymi obywatelami głównie nadzorujący biurokratów a wybierani przez obywateli politycy. Dlatego tak ważnym jest aby politycy i partie nie ulegali złudzeniom, nie odrywali się od realiów, czyli od swojej społecznej bazy

    Oczywiście dobrze rozumiemy taktyczne wymogi gry dla partii parlamentarnej w obecnych uwarunkowaniach, gdy w nowym parlamencie, który będzie składać się prawdopodobnie z siedmiu frakcji, ruszą rozmowy i przetargi o to kto zasiądzie w rządzie a kto w opozycji. Dlatego trudno oczekiwać w tej chwili ostrych manifestów od posłów AWPL, wprost przeciwnie – „ciszej będziesz, dalej zajedziesz” jak głosi stare rosyjskie przysłowie. Od parlamentarnej partii, szczególnie jeśli jej przedstawiciele wejdą do rządu, oczekujemy działania i wyników, nie mówienia. Jednak aby partia mogła działać prawidłowo niezbędny będzie głos społeczny, który w zdecydowany sposób będzie stawiał postulaty polskiej ludności Wileńszczyzny i dostarczy uzasadnienia dla zdecydowanej postawy partii. Dlatego wszyscy powinniśmy zrozumieć, że nasze zadanie nie kończy się wraz z wrzuceniem kartki do wyborczej urny. Głos społeczny Polaków Wileńszczyzny musi być słyszalny każdego dnia. Ma to być głos, który z jednej strony zakreśli warunki brzegowe i zadania dla wybranych przez nas polityków, a z drugiej strony będzie dla nich argumentem w przetargach z litewskimi partiami w stawianiu twardych postulatów („bo tego wymaga od nas elektorat”).

    Jednak aby ten głos był donośny i słyszalny musi go wydawać zorganizowany naród. Mogą to być albo zwykli członkowie partii, o ile liderzy faktycznie zechcieliby przekształcić ją z organizacji typowo wyborczej w ruch społeczny. A może ze względu na obiektywne polityczne ograniczenia dla działaczy partyjnych lepiej byłoby aby ten oddolny ruch naciskający i na AWPL, i w ten sposób na elity litewskie, był po prostu siecią polskich organizacji społecznych, przedstawiających realne postulaty ze swoich szczegółowych dziedzin, a przede wszystkim występujących solidarnie i zdecydowanie na rzecz polskich interesów ogólnonarodowych. Bo to one przede wszystkim pchnęły nas w niedzielę do urn. Teoretycznie ta ławica organizacji już istnieje. Wystarczy przejść przez korytarze Domu Kultury Polskiej – ile tam drzwi, ile tabliczek z nazwami kolejnych społecznych inicjatyw. Niestety wszyscy wiemy, że realny zasięg oddziaływania tych organizacji nie jest zbyt wielki, a już z pewnością trudno nazwać je masowymi. Są całe sektory społeczne do zagospodarowania, szczególnie młodzież. Charakterystyczne, że w czasie kampanii sprzeciwu wobec dyskryminacyjnej ustawy oświatowej główną rolę odgrywało spontanicznie powołane w grudniu roku 2010 i sformalizowane w 2011, Forum Rodziców Szkół Polskich. Ta oddolna obywatelska inicjatywa okazała się zdolna do długotrwałej mobilizacji działań kilku tysięcy ludzi. Jest to pewien wzór, który wszyscy powinniśmy wcielać w życie na wszelkich płaszczyznach życia społecznego, na których na co dzień funkcjonujemy.

    Czego oczekuję od AWPL i czego jak sądzę oczekują od niej nadzwyczaj zmobilizowani wyborcy głosujący na nią 14 października? Sądzę że tego, czego domagamy się od lat, a co od lat jest odrzucane przez dyskryminujące nas władze – podstawowych praw narodowych: własnych polskich nazwisk, publicznego używania języka polskiego w naszym kraju, zwrotu ziemi przodków, obrony i rozwoju szkolnictwa (zmiany ustawy) i polskich instytucji kultury. Chyba już czas sformułować to w szerszy projekt generalnej reformy instytucjonalnej państwa – jego decentralizacji ze szczególnym uwzględnieniem specyfiki Kraju Wileńskiego. To właśnie te potrzeby powołały do życia AWPL. Zatem niech pozostanie ona tym czym zawsze była i niech wykorzystuje swoją wzmocnioną pozycję dla przybliżenia rozstrzygnięcia tych kwestii, które od ponad 20 lat czekają na rozstrzygnięcie. Akcja ma jeszcze dużo głosów do zdobycia – przecież według spisu jest nas litewskiej republice 6,6%, a naprawdę pewnie jeszcze więcej. Jest o kogo walczyć. Traktowanie sukcesu wyborczego AWPL jako wstępu do ugody z Litwinami, to owo „spoczęcie na laurach” przed którym przestrzega nas Marszałek Piłsudski w motto tego artykułu. Ten sukces to kolejny etap walki o nasze prawa!

    Jan Tarnawa

  5. Oleniszki mówi:

    Ostatnio staram się poznać powody, tego, że niektórzy litewscy kapłani kościoła katolickiego byli (opowieści rodziców) i są antypolscy nawet łamiąc Boskie przykazania.
    http://pbc.biaman.pl/Content/14014/ks3615.pdf
    “Ksiądz Dauksza pracą swoją chciał ugruntować Iitwinów
    w wierze katolickiej, którą wyznawcy nauki Lutra zwalczali,
    posiłkując się właśnie®mową litewską.”
    Jak wynika ze źródeł historycznych to duchowni katoliccy byli pierwszymi twórcami świadomości narodowej Litwinów i nie była ona skierowana przeciw Polakom.

    Moim zdaniem antypolskość to dzieło zaborców którzy wykorzystali ten proces by skłócić nasze narody.

    Nie jestem politologie ale wydaje mi się że, AWPL staje przed historyczna szansą odegrania ważnej roli w naszych narodach jako Akcja Wyborcza Polaków i Litwinów, czyli Partia Dwojga Narodów.

    Postulaty narodowe AWPL nie godzą w uczciwych Litwinów.
    Postulaty gospodarcze, ekonomiczne, moralne społeczne są postulatami uczciwych ludzi niezależnie od pochodzenia narodowego.

    Niebezpieczne dla AWPL może być udział w rządzie i uzyskania teki ministra resortu z góry skazanego na porażkę.

  6. pop art mówi:

    Jeżeli przez całą nową kadencje frakcja polska w Sejmasie wykaże sie roztropnoscią, aktywnością, złozy kilka rozsądnych projektów pro społecznych ( bez zwględu na narodowość), jej akcje znacznie wzrosną. Wzrosnie także szacunek u Ludzi przeorientowanych przez litewski “pijar”.

  7. Maur mówi:

    Na Litwie jest nowa władza. Jaka bedzie -czas pokaże. Warto jednak zauważyć poważną odmienność światopoglądową nowo wybranej władzy.
    U progu jej startu warto adresować do niej słowa gratulacji i zyczenie powodzenia w zamierzeniach.
    Powodzenia na miarę możliwości tej władzy jak i na miarę oczekiwań Narodów Litwę dzisiejszą stanowiących.
    Co niniejszym czynię.

  8. Tadeusz mówi:

    To jest naprawdę marsz w górę godny podziwu. Wynik AWPL w 2000 roku niecałe 2 procent, a w 2012 już prawie 6! To musi robić wrażenie, szczególnie na tych, którzy na AWPL stale złorzeczą. Tymczasem teraz mamy ósemkę posłów, udział w koalicji, ministra, wiceministrów…
    Pozostaje życzyć – powodzenia!

  9. Ja mówi:

    “Jej afront wobec nowego parlamentu wywołał konsternację nie tylko wśród nowych posłów, ale też zdumienie politologów”

    No proszę, a mnie nie zaskoczył. Pani prezydent już wielokrotnie udowodniła, że potrafi pokłócić się z każdym i o wszystko. Najpierw obraziła się na ministra spraw zagranicznych w rządzie Kubiliusa i wymusiła jego dymisję, potem obraziła się na “spekulantów” i groziła kontrolą cen, jak za komuny, potem obraziła się na Polskę i nie przyjechała na obchody święta niepodległości, a teraz obraziła się na nowy sejm i nie wzięła udziału w inauguracji obrad. Taki charakter.

    do Kmicic: czy mógłbyś nie wklejać na forum całych artykułów, dłuższych niż komentowany tekst? Wystarczy link i parę zdań “zajawki”.

  10. Piotrek Trybunalski mówi:

    nawet jeśli takie zachowanie odpowiada charakterowi pani Grybauskaite, to postępując w ten sposób pokazała swój brak profesjonalizmu, a takie “wpadki” głowie państwa po prostu nie mogą się przytrafiać.
    A przedstawicielom AWPL jeszcze raz gratuluję i życzę owocnej pracy w sejmie, mama nadzieję, że dzięki nieobecności m.in. Songaily, ta praca będzie przebiegała w przyjaźniejszych warunkach niż w poprzedniej kadencji.

  11. Kapsztad mówi:

    Ciekawe,czy mniej więcej za pół roku będziemy zadowoleni z pracy naszych posłów w litewskim Sejmie?

  12. dobrze mówi:

    do Kapsztad:
    car z kaizerem mieli dobrze funkcjonujacy aparat wywrotowy po to aby zniszczyc mozliwosc odrodzenia RP Obojga Narodow od wewnatrz, lapami najgorszej ciemnoty “litewskojezycznej”(zinkevic, lansberg…to kontynuacja dalekosieznych celow wtedy zaplanowanych), my zas probujemy przeciwstawic sie premitywna maszyna wyborcza tomaszewskiego. Jezeli jest on dobry do “dialogu” z garsva, to za slaba ma substancje szara aby znow postawic na nogi nasza spolecznosc. A moze i pojsc sladami swego mentora maciejkianca, jak tylko zabranie mu pieniedzy.

  13. Piotrek Trybunalski mówi:

    do dobrze: dialogu z Garszwą nie da się prowadzić czy tak czy siak, bo jego umysł zalewa nienawiść do wszystkiego co polskie, a AWPL potrafi się dogadać z litewskimi partiami, czego dowodem jest obecna koalicja. PS prymitywna maszyna wyborcza już dawno by się wypaliła, a AWPL z wyborów na wybory radzi sobie coraz lepiej. Jest to efekt ciężkiej pracy na rzecz obywateli- to zostało docenione. Ty jak widać powtarzasz swoje utarte regułki nijak mające się do rzeczywistości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.