6
Wileński zegar, który nie wskazuje minut…

Tarcza zegara dzwonnicy Katedry Wileńskiej, według starych tradycji, ma tylko jedną wskazówkę Fot. Marian Paluszkiewicz
image-53562

Tarcza zegara dzwonnicy Katedry Wileńskiej, według starych tradycji, ma tylko jedną wskazówkę
Fot. Marian Paluszkiewicz

„10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2…” — już wkrótce świat znowu będzie liczył ostatnie sekundy starego roku. Tymczasem wskazówka najstarszego zegara na Litwie, od wieków znajdującego się na dzwonnicy Katedry Wileńskiej, zatrzyma się przy cyfrze 12, podczas gdy dzwony uroczyście będą biły pierwsze chwile 2013 roku.
Na tarczy tego unikalnego zegara nie uda się jednak zaobserwować, jak jedna po drugiej zmieniają się sekundy i minuty.
— Tarcza zegara, według starych tradycji, zawiera tylko jedną wskazówkę. Czasomierze kiedyś nie były bardzo dokładne i wskazywały tylko godziny. Zresztą sami ludzie nie potrzebowali wiedzieć ani minut, ani tym bardziej sekund. Przecież tempo życia było zupełnie inne.

Ludzie nie śpieszyli tylko po to, aby śpieszyć i „zdążyć wszystko na świecie”, jak my teraz robimy — mówi nam Romualdas Sprangauskas, od lat doglądający zegara najsłynniejszej dzwonnicy Litwy.
Ludzie spoglądający na tarczę z nietypową wskazówką często nie rozumieją, która godzina jest na zegarze. Sądzą, że dolna część wskazówki, kończąca się półksiężycem, to wskazówka minutowa.

Tarcze zegara zostały wymienione w końcu 2005 roku  Fot. Marian Paluszkiewicz
image-53563

Tarcze zegara zostały wymienione w końcu 2005 roku Fot. Marian Paluszkiewicz

—  Dlatego przechodnie zwykle myślą, że zegar jest po prostu zepsuty. W rzeczywistości zaś mechanizm, chociaż bardzo stary, działa znakomicie. Należy po prostu uważnie przypatrzeć się, w jakim miejscu jest ostrze strzałki i wszystko będzie jasne —  tłumaczy Sprangauskas.
Z dzwonnicą jest związane praktycznie całe życie tego mężczyzny, który nie tylko opiekuje się katedralnym zegarem, ale również z zawodu jest zegarmistrzem. Ciekawe to, że Romualdas Sprangauskas odziedziczył swój obowiązek doglądania tego czasomierza.

—  Od roku 1950 tym zegarem opiekował się mój ojciec. Często przychodziłem tutaj razem z nim, a gdy byłem w 8 klasie, już mu pomagałem w remontach tego starego mechanizmu. Sam zostałem dozorcą zegara w latach 80. —  opowiada Sprangauskas, sprytnie wspinając się po zaśnieżonych, dosyć śliskich i stromych drewnianych schodach, prowadzących na samą górę dzwonnicy. —  Początkowo była to baszta obronna Zamku Dolnego. Dzwonnicę w baszcie umieszczono na początku XV wieku, a zegar pojawił się tutaj w drugiej połowie XVII wieku.

W 1965 roku dzwonnica została wyremontowana, zaczęło tam działać wileńskie biuro turystyczne. W 1989 roku dzwonnicę poświęcono i zwrócono wierzącym. Obecnie na pierwszych dwóch piętrach, gdzie maleńkie okienka są oszklone, są pomieszczenia, z których czasami korzysta organizacja charytatywna „Caritas” dla przechowywania darów ofiarowanych dla osób potrzebujących. Czasami też tam odbywają się próby katedralnego chóru albo imprezy dla dzieci. Jednak, jak podkreśla pan Romualdas, bywa to rzadko i tylko w ciepłą porę roku, ponieważ pomieszczenia nie są ogrzewane.

Dzwonnicę w byłej baszcie Zamku Dolnego umieszczono na początku XV wieku  Fot. Marian Paluszkiewicz
image-53564

Dzwonnicę w byłej baszcie Zamku Dolnego umieszczono na początku XV wieku Fot. Marian Paluszkiewicz

Okna kolejnych pięter dzwonnicy nie są oszklone, więc z powodu wiatru i śniegu wspinać się w górę jest coraz trudniej, a schody są coraz bardziej strome. Na samej górze, na wysokości mniej więcej 50 metrów, znajduje się zegar i dzwony, brzmiące co kwadrans, aby mieszkańcy pamiętali o tym, że czas nie stoi na miejscu, chociaż mija niezauważalnie.
—  Wydaje się, że zupełnie niedawno przywitałem tutaj wschód słońca po balu maturalnym. A w tym roku minęło już 30 lat po ukończeniu szkoły… —  z nostalgią wspomina Romualdas Sprangauskas. —  Z tej okazji zaprosiłem tutaj moich kolegów z klasy, aby zobaczyć Wilno pod trochę innym kątem. Byli zachwyceni, przecież nie każdego dnia jest okazja, by obejrzeć dzwonnicę ze środka, bo wycieczki tutaj nie są organizowane.

W katedralnej dzwonnicy mężczyzna nie raz obchodził też inne ważne okazje, takie jak urodziny bliskich czy Nowy Rok.
—  Pomieszczenia nie są ogrzewane, więc Nowy Rok przy tym zegarze witałem tylko jeden raz. Ale z szampanem i dobrym nastrojem! Zamarzłem okropnie, ale tamtego wieczoru nigdy nie zapomnę! —  śmieje się rozmówca.
Stary zegar, od wieków spoglądający z góry na toczące się życie mieszkańców i zmieniające się miasto, mógłby opowiedzieć wiele ciekawych historii.

Obserwował codzienne życie ludzi, ich święta i tragedie, był świadkiem najważniejszych wydarzeń historycznych.
—  Co prawda tarcze zegara są nowe, zostały wymienione w końcu 2005 roku. Jednak sam mechanizm pochodzi z drugiej połowy XVII wieku i rzeczywiście obserwował ogromny kawał dramatycznej i ciekawej historii naszej stolicy —  zaznacza Romualdas Sprangauskas.
Wymienione zostały nie tylko stare tarcze. Niemiecka firma zainstalowała w dzwonnicy nowoczesny system, który automatycznie reguluje pracę zegara. Rozmówca także wspomina, że niemieccy pracownicy, którzy zajmowali się automatyzacją zegara, bardzo dziwili się, że w Wilnie tak długo utrzymała się tradycja ręcznego uruchamiania potężnego czasomierza.

Zanim zegar został zmodernizowany, Sprangauskas co drugi dzień musiał wchodzić na górę dzwonnicy, aby w sposób ręczny nakręcać stary mechanizm. Obecnie zegarmistrz sprawdza system średnio raz na miesiąc. Mężczyzna nie powinien nawet regulować zegara podczas przechodzenia na czas letni i zimowy —  proces odbywa się automatycznie, za pomocą sygnału z Niemiec.
Elementem katedralnej dzwonnicy, tak samo ważnym, jak zegar, jest 6 nowych dzwonów, które w maju 2002 roku miastu podarowało arcybiskupstwo kolońskie w Niemczech.
—  Według starej tradycji każdy dzwon otrzymał imię, symboliczny znak oraz wpis po łacinie —  mówi nam Romualdas Sprangauskas, wskazując na największy dzwon.— Waży on aż 2 595 kg. Jest poświęcony Joachimowi —  patronowi kardynałowi Joachimowi Meisnerowi, który właśnie sprezentował dzwony.

Według starej tradycji każdy dzwon otrzymał imię, symboliczny znak oraz wpis po łacinie  Fot. Marian Paluszkiewicz
image-53565

Według starej tradycji każdy dzwon otrzymał imię, symboliczny znak oraz wpis po łacinie Fot. Marian Paluszkiewicz

Drugi dzwon został nazwany na cześć św. Kazimierza. Trzeci nosi imię patrona Wileńskiej Katedry —  św. Stanisława. Czwarty został poświęcony św. Helenie, a piąty—  św. Annie, matce Najświętszej Maryi Panny. Szósty, najmniejszy dzwon o wadze 464 kg — „Jurgis Matulaitis” — nazwano na cześć błogosławionego biskupa. Wygrawerowany na nim wpis był mottem biskupa — „Vince malu min bono” czyli „Zło zwyciężaj dobrem”.

Wielu zwykłych mieszkańców, codziennie przechodzących po Placu Katedralnym, nie rozumie specyficznych zasad działania starodawnego zegara i krytykuje go za niedokładność. Są jednak tacy, którzy cenią zegar właśnie z powodu jego unikalności.

—  Dla mnie zupełnie nieważne, jakie godziny on pokazuje. Po prostu cieszę się, że mamy w Wilnie taki kilkuwiekowy mechanizm — mówi nam 21-letnia Rasa, studentka wydziału filozofii Uniwersytetu Wileńskiego. — Dla mojej starszej siostry to miejsce ma osobiste, szczególne znaczenie. O północy, podczas spotykania 2009 roku, właśnie pod tą tarczą otrzymała od swego chłopaka propozycję wyjścia za mąż. A skoro minutowej wskazówki na zegarze nie ma, mogę obiektywnie stwierdzić, że czas w tamtej chwili dla zakochanych po prostu zatrzymał się…

6 odpowiedzi to Wileński zegar, który nie wskazuje minut…

  1. Adam81w mówi:

    Spełnienia marzeń w roku 2013 dla wszystkich Polaków na Litwie!

  2. Marek i Jacek, Białystok mówi:

    Wszystkim rodakom na Wileńszczyźnie składamy najserdeczniejsze życzenia zdrowia, pomyślnosci i wytrwałości w Nowym 2013 Roku, oby Ojczyzna zawsze o was pamiętała.

  3. Kaziuk mówi:

    Zegar z tylko jedną wskazówka (godzinową) na wieży Katedry Wileńskiej nie jest unikalnym egzemplarzem w skali Europy. Taki sam zegar występuje na wieży głównego kościoła katolickiego (Münster) w niemieckim Freiburgu.

    Do czasu I. wojny światowej ludzie w swoim życiu w małym stopniu posługiwali się dokaładnym czasem. Powstałe w XiX wieku duże zakłady produkcyjne – zamiast zegarów – posługiwały się syreną, które dawała różne sygnały. Pierwszy sygnał był na pół godziny przed rozpoczęciem pracy i oznaczał, że czas wychodzić z domu do pracy. Drugi sygnał (innego rodzaju) oznaczał moment rozpoczęcia pracy. Podobnie były sygnały na pół godziny przed zakończeniem zmiany/pracy i na zakończenie zmiany/pracy. W wiekach wcześniejszych moment rozpoczęcia pracy i jej zakończenia określano za pomocą położenia słońca na niebie. Mówi o tym piosenka ludowa:

    Zachdźże słoneczko, skoro masz zachodzić, bo mnie nogi bolą po tym polu chodzić.

    Pozdrawiam wszystkich Rodaków na Litwie. Wszystkiego dobrego w tym nowym roku!

  4. Józef mówi:

    >5.@Kaziuk, Styczeń 1, 2013 at 21:29 – “W wiekach wcześniejszych moment rozpoczęcia pracy i jej zakończenia określano za pomocą położenia słońca na niebie. Mówi o tym piosenka ludowa: “Zachdźże słoneczko, skoro masz zachodzić, bo mnie nogi bolą po tym polu chodzić.””

    Kaziuk, przypomniał mi słynny zegar z jedną wskazówką z inskrypcją “Czas ucieka wieczność czeka” na ścianie kościoła p/w Najświętszej Maryi Panny w Wadowicach vis a’vis okien “Lolka”, czyli młodego Karola Wojtyły.

    Nawet tę p/Kaziuka zacytowaną ludową piosenkę zaśpiewał Jan Paweł II podczas spotkania w całości z młodymi Ukraińcami.

    STAŁO SIĘ TO NA Ukrainie … 23-27 czerwiec 2001 … – Młodzież gromadziła się na placu przed greckokatolicką cerkwią narodzenia najświętszej Bogurodzicy. w strugach deszczu… -kilkadziesiąt tysięcy młodych oczekiwało już od południa ojca świętego na lwowskim osiedlu Sychów.

    Około 18.00 na Sychowie entuzjastycznie witany papież wygłaszał pouczającą homilię , którą przerywał m. in. stwierdzeniem :”Gdy deszcz pada to dzieci rosną”, a w pewnym momencie, -gdy młodzi zaczęli już zmoknięci odchodzić z placu… -ku uciesze zgromadzonych zaśpiewał:

    Nie lij dyscu, nie lij, bo cie tu nie trzeba.
    Obejdz lasy, gory, obejdz lasy, gory,obejdz lasy gory,
    zawroc sie do nieba..” .

    Młodzi szaleli ze szczęścia. Papież żartował, pozdrawiał ich. Na zakończenie powiedział m. in.: “Papież was zawsze kocha i patrzy na was jak na nowe ziarno nadziei. Z miłością modlę się za was i z całego serca błogosławię”. Młodzi długo trwającymi okrzykami wyznawali w różnych językach “My kochamy Ojca Świętego”. Wzruszony atmosferą papież obejrzał występy młodych tancerzy. Były tańce ukraińskie, huculskie i lwowskie sztajerki. Nie wiedzieć kiedy, w tej atmosferze radości i ulewa przeszła. Na koniec papież zaśpiewał: ”

    „Bandoska”
    Zachodź że słoneczko
    skoro masz zachodzić
    bo mnie nogi bolą
    po tym polu chodzić
    Nogi bolą chodzić
    ręce bolą robić
    zachodź że słoneczko
    skoro masz zachodzić
    Gdybyś ty, słoneczko
    na zarobku było
    tobyś ty, słoneczko
    prędzej zachodziło

    . I znowu aplauz, i znowu okrzyki. W tej radosnej atmosferze sam niezmiernie wzruszony odjechał do swojej siedziby w cerkwi pw. Św. Jura” http://www.cerkiew.net.pl/Wiadomosci/wiadomoscjedna.php?polaczenie=wiad_1238743364&cerkiew=cerkiew

    A tak śpiewał Papież Jan Paweł II podczas spotkania z młodzieżą w Japonii 23 lutego 1981 roku: http://www.youtube.com/watch?v=KajTXhPUqCM

Leave a Reply

Your email address will not be published.