2
Bezpańskie zwierzęta — odpowiedzialność ludzi

Zwierzę nie jest przedniotem, jest żywą istotą czującą ból i strach Fot. Marian Paluszkiewicz
image-53726

Zwierzę nie jest przedmiotem, jest żywą istotą czującą ból i strach Fot. Marian Paluszkiewicz

Po opublikowaniu w „Kurierze Wileńskim” 11 grudnia 2012 roku artykułu pt. „Zwierzęta też mają prawo do godnego życia” wiele osób zaintrygował temat losu zwierząt.

Nasza czytelniczka, Helena Paszun, emerytka z rejonu wileńskiego, zdecydowała się na napisanie listu do naszej redakcji. Najbardziej niepokoi ją temat utrzymywania i postępowania ludzi wobec zwierząt, zwłaszcza domowych:
— O wegetariańskim trybie życia ludzi nie ma co marzyć, to utopia. Na dobry początek należałoby choćby nauczyć ludzi prawidłowego, ludzkiego postępowania z tymi zwierzętami (osiągnąć to można tylko pod przymusem, bo inaczej nic z tego). Zdarza się, że ludzie, którzy sami nie mają co jeść, biorą kotka czy pieska, który przymiera głodem, a zwierzę z wycieńczenia zwierzę”
Pani Helena pisze, że obecnie bardzo dużo zwierząt biega po ulicach wiosek i małych miasteczek. Są to zwierzęta bezpańskie, lub te, których gospodarze są po prostu nieodpowiedzialni. Dzieci boją się iść do szkoły, osoby starsze mają strach przed wyjściem na ulicę. Uważa, że trzeba wprowadzić przymusową rejestrację psów oraz doroczną opłatę w starostwie za psa, jak też szczepionki, które musiałyby być robione wszystkim zwierzętom.

— Bardzo chciałabym, żeby samorząd rejonowy zmusił starostwa do uporządkowania sprawy związanej z bezdomnymi zwierzętami. Przecież są ustawy o zwierzętach domowych, tylko nikt ich nie przestrzega, bo nikt tego nie wymaga. Bardzo dobrze byłoby, żeby samorząd tę sprawę wziął w swoje ręce. Może ludzie wtedy pomyśleliby — zaznacza Helena Paszun.

Pani Ilona zwierzętami opiekuje się, karmi, leczy, a najważniejsze udziela im dużo uwagi i serca Fot. Marian Paluszkiewicz
image-53727

Pani Ilona zwierzętami opiekuje się, karmi, leczy, a najważniejsze udziela im dużo uwagi i serca Fot. Marian Paluszkiewicz

Tymczasem Tadeusz Buiko, kierownik Wydziału Porządku Publicznego w samorządzie rejonu wileńskiego twierdzi, że już istnieje rejestracja zwierząt agresywnych. Natomiast, żeby rejestrować wszystkie zwierzęta, trzeba mieć dodatkowe środki pieniężne. Do tego sami właściciele powinni tego chcieć, gdyż dowiedzieć się, kto jakie zwierzę trzyma, jest niemożliwe. Należałoby chodzić po każdym domu czy mieszkaniu i sprawdzać. Na razie nie ma mowy o żadnych rocznych opłatach za zwierzęta domowe.

— Otrzymujemy dużo skarg na temat bezdomnych psów i kotów. Od 2008 roku, gdy rozpoczął się kryzys, z każdym rokiem jest ich coraz więcej. Reagujemy na każdy telefon, od razu sami sprawdzamy, następnie całą informację przekazujemy do starostwa, gdzie znajdują się bezdomne zwierzęta. Na miejscu sam starosta rozwiązuje tę sprawę — dzwoni do spółki „Grinda”, która zabiera zwierzę do schroniska. Staramy się jak możemy, żeby tych zwierząt było jak najmniej. W 2011 roku mieliśmy lekarzy z Niemiec, którzy w ciągu pierwszego etapu — wiosną — i drugiego — jesienią — wykastrowali ponad 1 000 psów i kotów — mówi Tadeusz Buiko.
— W rejonie wileńskim mieszka ponad 100 000 osób i prawie wszyscy mają psa lub kota, dlatego jest trudno, a nawet niemożliwie śledzić za każdym — opowiada kierownik. — Sami ludzie są bezlitośni, nie mają serca i odpowiedzialności. Wyrzucają zwierzęta na ulicę i nie myślą o ich dalszym losie. To, że jest tyle bezdomnych psów, to wina wyłącznie właścicieli, którzy mieli zabawkę na chwilę, a gdy im się znudziła, stała się niepotrzebna.

Ilona Reklaitytė-Mezenceva, kierowniczka organizacji „SOS zwierzęta” twierdzi, że stosunek do zwierząt jest najlepszą miarą naszego człowieczeństwa. Na ogół ludzie, którzy kochają zwierzęta, lepiej odnoszą się też do ludzi, choć zdarza się i odwrotnie — osoby na co dzień okrutne i bezwzględne wobec ludzi — są „ludzkie” jedynie dla zwierząt. Często to nasi „bracia mniejsi” są dla swoich gospodarzy naprawdę najbliższymi przyjaciółmi. Co prawda, zwyczajowo mówi się, że prawdziwym przyjacielem człowieka może być tylko pies — on zawsze będzie kochał swojego pana, zawsze radośnie go powita, nigdy nie odmówi wyjścia z domu na spacer.

— Straszne, co się teraz dzieje — z każdym rokiem coraz więcej zwierząt trafia do nas albo włóczy się po ulicach szukając coś do jedzenia. Co miesiąc mamy około 120 nowych mieszkańców. Teraz ludzie masowo wyjeżdżają za granicę, zwierzęta zostają bezdomne. Na wsi natomiast ludzie starsi umierają, a ich podopieczni zostają bez opieki, bo nikt ich nie chce. Ludzie są także bardzo nieodpowiedzialni. Kupują zwierzę i dopóki piesek lub kotek jest mały, bawią się, cieszą się ich obecnością. Potem, gdy podrośnie, zaczynają się problemy — trzeba wyprowadzić na spacer, nakarmić. A po co? Lepiej wywieźć do lasu — i problem z głowy. Dlatego i mamy na ulicach tyle bezdomnych zwierząt — mówi „Kurierowi” Ilona Reklaitytė-Mezenceva.

Kierowniczka twierdzi, że bezdomne psy i koty to bardzo poważny problem, który trzeba rozwiązać. Na razie tworzy się różne projekty, żeby zmniejszyć liczbę bezdomnych zwierząt. W ubiegłym roku lekarze z Rumunii  bezpłatnie robili sterylizację zwierząt na Litwie. Organizacja „SOS zwierzęta” w najbliższej przyszłości zamierza otworzyć gabinet, gdzie inwalidzi, emeryci i osoby biedniejsze będą mogli bezpłatnie wysterylizować swoje zwierzę. W ten sposób będzie można zapobiec ich rozmnażaniu się. Sami ludzie muszą najpierw bardzo dobrze zastanowić się przed podjęciem decyzji o trzymaniu psa lub kota. Zwraca się ona do każdego osobiście z prośbą o okazanie serca i zrozumienia dla tych małych istotek, które w niczym nie są winne. To tylko wina samych ludzi, że włóczą się one bez opieki, a nie wina władzy, czy kryzysu. One nie potrzebują dużo, wystarczy podzielić się resztkami ze stołu i okazać trochę ciepła domowego.

Reklaitytė-Mezenceva zaznacza, że niektórzy wręcz mówią, że wolą zwierzęta od ludzi, bo zwierzęta są szczere, nie są podstępne i zakłamane — i jeśli się cieszą na czyjś widok, boją się kogoś lub reagują złością — robią to naturalnie, a nie z wyrachowania. Prawie każdego człowieka potrafi rozczulić zwierzak, który przyjdzie się przytulić albo wyżebrać pieszczotę. Ona nie rozumie te osoby, które oddają swoich domowników do schroniska. Zdarzają się różne sytuacje w życiu, ale gdyby zwierzęta trafiałyby do schroniska, lub jeszcze gorzej włóczyłyby się po ulicach tylko z powodu jakiejś tragedii życiowej, byłoby ich naprawdę o wiele, wiele mniej. Jej każdy piesek, kotek, który trafia pod jej opiekę od razu staje się bliskim przyjacielem. Ona zwierzętami opiekuje się, karmi, leczy, a najważniejsze udziela im dużo uwagi i serca.

— Po prostu kocham psy i koty. Mogę szczerze powiedzieć, że są to moi najbliżsi przyjaciele. Nie mam rodziny, ale nie czuję się samotna, bo mam właśnie moje zwierzęta — 12 kotów i trzy psy. Każdy z nich ma imię i każdy jest inny. Żyję tylko ze swojej emerytury, otrzymuję 1 100 litów, z tego na jedzenie dla zwierząt oddaję 300 litów miesięcznie, płacę też za mieszkanie. Za resztę kupuję lekarstwo i jedzenie dla siebie. Nie żałuję ani centa, który wydaję na ich utrzymanie. Wszystkie zwierzęta znalazłam na ulicy, porzucone przez ich gospodarzy — mówiła Janina Daniłowa z rejonu wileńskiego. Bezdomni są zarówno ludzie, jak i zwierzęta. Niestety, w przeciwieństwie do ludzi, którzy mogą nieraz odmienić swój los, zwierzaki nie mają nic do powiedzenia — często lądują na ulicy, nawet zimą, bo już się komuś znudziły, są niepotrzebne i niechciane — dodała.

Z każdym rokiem coraz więcej zwierząt trafia do schronisk Fot. Marian Paluszkiewicz
image-53728

Z każdym rokiem coraz więcej zwierząt trafia do schronisk Fot. Marian Paluszkiewicz

Rozmówczyni mówi, że zwierzę nie jest przedmiotem, jest żywą istotą czującą i ból, i strach, i rozpacz rozstania — ale także i radość, i spokój. Nasze człowieczeństwo mierzy się przede wszystkim współczuciem, zrozumieniem i tolerancją dla innych — tak uczy nas nie tylko nasza wiara, ale podpowiada zwykłe ludzkie uczucie. Gdyby ludzie mieli serce, to nie tylko nie przybywałoby zwierząt bezdomnych, ale i te, które nie mają gdzie żyć, znalazłyby swoje miejsce.

— Okropnie mi żal tych bezpańskich zwierząt — mówi mieszkanka rejonu wileńskiego. — Są wychudzone, mają zniszczoną sierść, często są chore albo kalekie po wypadkach. Bywa, że są nieufne wobec ludzi, bo doznały od nich wiele krzywdy. Zwierzęta nie są agresywne, agresję wzbudzają w nich ludzie. Zdarza się, że biorą małego psa, który oczywiście potem wyrasta i przeszkadza domownikom. Zaczynają go kopać, bić. Pies robi się agresywny, więc gospodarz bez żadnych wyrzutów sumienia bierze go do samochodu i wywozi do lasu.

Kobieta tuląc małego kotka do siebie mówi, że zwierzętom nie trzeba wiele — potrafią być bardzo wdzięczne za strawę, za pogłaskanie i okazanie serca, że często nawet chcielibyśmy widzieć choćby ułamek tej wdzięczności u naszych bliskich — ludzi. Wbrew wielu powierzchownym opiniom, psy i koty potrzebują oprócz jedzenia także człowieka, jego bliskości, jego dobra i potrafią za to odpłacić z nawiązką. Niestety nie każdy umie okazać bliskość, miłość ludziom bliskim, a o zwierzętach już nawet nie ma co mówić. Niektórzy te małe istotki uważają za przedmiot, który można wziąć pocieszyć się nim, a następnie odstawić.

— Miałam kota, przez trzy lata karmiłam go. Kupiłam nową kanapę, a on całą mi ją podrapał, gdy to zobaczyłam, wściekłam się. Ukarałam go — przez tydzień nie wpuszczałam do domu. Następnie ze stołu ściągał jedzenie, myszy nie łapał, nie miałam z niego żadnej korzyści, a same kłopoty. Chciałam go komuś oddać, ale nikt nie chciał, przyjechał akurat syn — wsadziliśmy kota do bagażnika, syn wywiózł i wypuścił go w sąsiedniej wsi, na pewno gdzieś się włóczy — mówi pani Regina.
Nie rozumie ludzi, którzy wydają pieniądze na weterynarzy, witaminy czy na fryzjerów dla zwierząt. Ona uważa, że to ludzka przesada. Zwierzę powinno przynosić pożytek i powinno mieć swoje miejsce. Są osoby, które same nie zjedzą, a nakarmią psa czy kota, ona tych ludzi nie rozumie. Jak mówi trzeba pamiętać, że człowiek powinien być najważniejszy. Uważa, że powinno być schronisko, gdzie można oddać swoje zwierzę, gdy już nie chce go mieć.

 

2 odpowiedzi to Bezpańskie zwierzęta — odpowiedzialność ludzi

  1. Maria mówi:

    Madry ten Rebus, nic ..bezplatnie!
    W Karolinkach biega tych takich “niczyich” duzych psow.ze strasznie nawet do nich podejsc..Kazdego ranka odprowadzamy swoje dzieci do szkol,przedszkoli, bo naprawde jest strasznie…To jeden problem..
    A drugie, ze gospodarze swoich pieskow, “zalatwiaja” swoje psy na chodniku kolo szkol, przedszkoli,domow i nikt tego nie zbiera..Slyszalam,ze w Samorzadzie, sa ludzie i nawet maja samochody, ktorzy powinni dbac o porzadek….Widzialam, kilka razy przejezdzajace samochody, a w nich elegancko ubrani “chlopcy”, tylko,ze oni strone” tych “kupek” roznoszonych po mieszkaniach, nie zwracaja zadnej uwagi, jak i Policje, to tez nie ciekawi….Zebyschoc raz ktos z gospodarzy milosnikow psow,zaplacil mandacik, to by tego nie bylo, pozbierali by “po sobie” napewno! A tak czlapiemy to g-..no do naszych domow, bo strach tez zwrocic uwage komus z tych psich gospodarzy,bo oni sa gorsi od swoich wychowankow!!!!

  2. Rebus mówi:

    Tez jestem obeznany z samotnymi zwierzakami. Dokarmiam pieska i kotka, ktorych sie pozbyli ich wlasciciele. Piesek pomaga w strozowstwie gospodarki, a kotek jest na etacie kierownika kurnika.Dla ciekawskich podam, ze pies zwie sie Mops, a kot Marusin i tym imieniem bylo tak. Jakas swolocz wyrzucila kota pod nasze domy i sasiedzi nazwali ja Marusia, a pozniej okazalo sie, ze to jest KOT, wic nazwalismy go MARUSIN. Tak i zyje wsrod naszych gospodarstw, dokarmiamy tego Marusina.

Leave a Reply

Your email address will not be published.