13
100-lecie Wileńskiego Teatru na Pohulance

Skoro w roku 1912 Polacy wileńscy zbudowali ten gmach, to mogą się ubiegać o jego zwrot    Fot. Marian Paluszkiewicz
image-53814

Skoro w roku 1912 Polacy wileńscy zbudowali ten gmach, to mogą się ubiegać o jego zwrot Fot. Marian Paluszkiewicz

Już dawno widownia Wileńskiego Teatru na Pohulance nie była tak szczelnie wypełniona, jak w piątek, 4 stycznia. Nie lada nadarzyła się ku temu okazja — inauguracja obchodów 100-lecia tego teatru — otworzył swe podwoje 12 października 1913 roku. Mecenat nad obchodami tej ważnej dla polskiej społeczności Wilna daty objął europoseł, przewodniczący AWPL, Waldemar Tomaszewski.

Dwa wileńskie teatry amatorskie przyszykowały na inauguracyjny wieczór swoje spektakle: Studio Teatralne premierę sztuki Ireneusza Iredyńskiego „Kreacja” w reżyserii Lilji Kiejzik, natomiast Teatr Polski dał prapremierę komedii Inki Dowlasz „Pułapki miłości” w reżyserii Ireny Litwinowicz i autorki sztuki.
Przed rozpoczęciem przedstawień wystąpił Waldemar Tomaszewski.
Mówiąc o stuleciu teatru, przypomniał bardzo istotny fakt z jego dziejów:
— Ten gmach wznieśli Polacy częściowo ze składek i darowizn. Od początku mieścił się tu Teatr Polski na Pohulance.
Jak wiadomo, do 1926 roku budynek należał do spółki firmowo-komandytowej Korwin-Milewski, Bohdanowicz, Zawadzki i S-ka w Wilnie.
9 września 1927 r. drogą notarialną został przekazany miastu z warunkiem koniecznym, podkreślonym w akcie darowizny czarnym drukiem: „Gmach Teatru ma służyć, zgodnie z wolą ofiarodawców, dla przedstawień scenicznych, odczytów, wykładów, zebrań i zgromadzeń przeprowadzanych wyłącznie w języku polskim”.

Obecni na sali gorąco oklaskiwali przemówienie europosła. Dały się słyszeć entuzjastyczne okrzyki: „Dziękujemy za wybory!”, „Zwróćmy nasz teatr!”, „Ten gmach musi być nasz!”.
Waldemar Tomaszewski odpowiedział w ten oto sposób:
— Skoro w roku 1912 Polacy wileńscy zbudowali ten gmach, w 2012 r. — wygrali wybory parlamentarne i teraz mają w Sejmie RL więcej posłów, a w rządzie Litwy swego ministra i czterech wiceministrów, ponadto grupę radnych w Radzie samorządu miasta Wilna, to mogą się ubiegać o zwrot budynku Teatru Polskiego na Pohulance.
Warto podkreślić, że prawie wszyscy nowo wybrani posłowie oraz członkowie rządu RL również byli obecni tego wieczoru w teatrze.
I oto kurtyna poszła w górę. Na scenie ubogi malarz pracuje nad malowaniem kopii obrazów znakomitych mistrzów. Nazywa się Jan Nowak. Nie jest ani znany, ani sławny. Ma problemy z psychiką. Rolę Nowaka gra Witold Rudzianiec, uzdolniony aktor Studia Teatralnego, który ma poza sobą sporo udanych ról.

 Scena ze spektaklu „Kreacja”        Fot. archiwum
image-53815

Scena ze spektaklu „Kreacja” Fot. archiwum

Autor sztuki Ireneusz Iredyński (1939-1985) mieszkał w Krakowie i Warszawie. Tworzył w latach wczesnego socjalizmu w Polsce. Nie był rozumiany i aprobowany. Sam niejednokrotnie podkreślał, że pisze o przemocy moralnej nad jednostką, o tym, co później zostało nazwane „zniewoleniem umysłu”. „Kreację” napisał Iredyński w 1984 r.
Otóż przed Janem Nowakiem zjawia się taka osobowość, która kreuje zdolnego malarza na bezmyślną postać i nazywa ją „Nikt”. Tajemniczy marszand, czyli handlarz dziełami sztuki przedstawia się jako „Pan”. W jego roli dobrze się spisał Robert Alukonis. Ten „Pan” wymaga malowania coraz to nowych dzieł, za pieniądze faktycznie kupuje duszę malarza i jego przyjaciółki Gosi, czyniąc ją swoją kochanką. Gosia przedstawiona przez Agnieszkę Śnieżko jest pełna kobiecości, a jednocześnie rozterki z powodu zdrady ukochanego malarza. Finał sztuki jest tragiczny. „Nikt” wykreowany przez „Pana” uśmierca go, jakby zwiastując swoje odrodzenie.

Bardziej optymistyczny i lekki w odbiorze był spektakl „Pułapki miłości” zrealizowany przez Wileński Teatr Polski kilka miesięcy temu. Inka Dowlasz, współczesna reżyser ze sporym doświadczeniem oraz autorka wielu sztuk teatralnych napisała: „Łatwo sobie wyobrazić, że w różnych miejscach świata, na szczególnym rodzaju gleby powstawały i powstają — jak rośliny — sztuki teatralne”. Tak to z owej „gleby” obserwacji, zadziwień, a także zachwytu i wyobraźni powstała sztuka „Pułapki miłości”, której akcja toczy się wokół miłości starszego pana (świetna rola Mieczysława Dwilewicza) do młodej rozwódki Oli, pewnie zagranej przez Inesę Starkowską. Zresztą we wszystkie postacie wcielili się znani aktorzy tego teatru jak Danuta Sosnowska, pełne pogodnego humoru Danuta Sielicka i Renata Szymanel oraz sugestywna, pełna emocji Bożena Simonavičiutė. Również Rafał Pieślak jako Rudolf wypadł przekonująco.  A jakże wspaniałym był sceniczny synek rozwódki Oli, zagrany przez Kubusia Andruszkiewicza. Dzieci to zaiste wspaniali aktorzy.
W sumie wileńscy widzowie mieli tego wieczoru wiele satysfakcji. Obchody stulecia Polskiego Teatru na Pohulance zostały pięknie zainaugurowane.

13 odpowiedzi to 100-lecie Wileńskiego Teatru na Pohulance

  1. Czytelnik mówi:

    Ubiegac się o zwrot gmachu teatru trzeba,ale powažnie trzeba zastanowic się co ma w nim byc,oczywiscie spektakle,ale amatorskie zespoly nie utrzymają go,więc trzeba myslec o powstaniu zawodowego teatru,czyžby dzisiaj ,tak jak przed wojną nie da się sprowadzic aktorow z Polski,a z czasem będziemy mieli swojich.Oczywiscie možna przeprowadzac tu inne imprezy.

  2. miejscowy mówi:

    Jenak ponownie zgaszam swoją propozycję do omówienia. Ten teatr był zbudowanym wyłącznie z polskich składek i jak notarialnie zapisano dla społeczności polskiej Wilna. Wiadomo czasy się zmieniają jak i historia Wilna. Ale faktu nie zmienia jeden fakt Polacy tutaj w Wilnie i na okół są wciąż największą mniejszością narodową pozbawioną zawodowej twórczości teatralnej. Dla mnie to jest sztucznie dziwne, dlaczego ten teatr po odzyskaniu niepodległości został całkowicie przekazany w ręce mniejszości rosyjskiej? Szanuję teatr rosyjski on jest naprawdę mocnym – to fakt, bo sam byłem na niejednym spektaklu rosyjskim na obecnej Pohulance. Tylko kosztem jednych nieda się załatwić innych – dlatego apeluję, aby ten teatr w dniach dzisiejszych został polsko-rosyjskim, czyli teatrem mniejszości narodowych, przede wszystkim polskiej i rosyjskiej (tak jak rosyjski teatr został po odzyskaniu niepodległosci wyburzonym).

  3. józef III mówi:

    Vivat Polonia ! E viva d’Arte !

  4. pani mówi:

    Nie rozumiem: “…który ma poza sobą sporo …” ?
    Jak to mozliwe?

  5. ... mówi:

    recenzja, że płakać się chce…

  6. ... mówi:

    prapremiera…. no ku… mać, jaka prapremiera!

  7. Lubomir mówi:

    Skoro wzorcowo układa się polsko-rosyjska współpraca pomiędzy Województwem Warmińsko-Mazurskim a d. Województwem Królewieckim, to czemu nie można byłoby rozwijać podobnej współpracy na terenie Teatru na Pohulance?. Przy odrobinie dobrej woli wszystko jest możliwe. Nie wszyscy Rosjanie to kryminaliści czy degeneraci.

  8. do czytelnika mówi:

    panie, dlaczego mamy sprowadzać aktorów z Polski skoro mamy swoich zawodowych, w tychże teatrach. Niech kilku ale to już coś. Można wystawiać sztuki małoobsadowe ( na początek). A utrzymać teatr nawet ze 100 aktorami zawodowymi się nie da, musi być finansowanie z państwa, inaczej się nieda. Zawodowy czy amator jest aktorem a trzeba ogromnej forsy by utrzymać teatr i cały personel.

  9. Antoni Rekel mówi:

    Panie i Panowie. Uważam, że początkowy potencjał na zawodową trupę mamy wśród swoich wileńskich. Natomiast trzeba by RP jakoś to obgadała z RL i coś tam w swoich budżecikach wydobyli na utrzymanie…
    P.S.
    w artykule na pl.delfi przeczytałem info, że kiedyś p. Irena Litwinowicz miała nawet etat, czyli korzeń był wpuszczony i nic z tego. Przegapiła to…(ładni puwidzjawszy).
    Ale warto spróbować ten sam system zakorzenienia się znowy na Pohulance. (tyle że, już z Inną Osobą i inną organizacją niż poprzednia)

  10. Tadeusz mówi:

    Patronat nad obchodami objął przewodniczący AWPL Tomaszewski, a na inauguracji obchodów było wiele ważnych postaci polskiego życia politycznego, społecznego i rzecz jasna kulturalnego. To dodaje powagi i stosownej rangi obchodom 100 lecia Teatru na Pohulance. Gdyby tak jeszcze była uszanowana wola ofiarodawców, by ten Teatr służył szerokiej promocji polskiego języka i kultury, a nie tylko sporadycznym wydarzeniom jak jest obecnie.

  11. Stanisław mówi:

    Koniecznie wystawić (sprowadzić z Warszawy) “Halkę Wileńską” – w czasach gdy teatr ten powstał bywało, że działały na Pohulance 2 zespoły na 1 scenie…

  12. Stanisław mówi:

    “Halka Wileńska” (z 1848 r.)

  13. Kmicic mówi:

    Myślę o tym , by sprowadzić do Wilna krakowski Teatr Stu z Wyzwoleniem Wyspiańskiego. Wspaniały spektakl, aktualny i dla Polaków i dla Litwinów.
    I bardzo atrakcyjny dla młodzieży (!). Prawdziwe wydarzenie teatralne,intelektualne,plastyczne i muzyczne w RP:
    http://www.tvp.pl/krakow/aktualnosci/kulturalne/nocna-premiera-wyzwolenia/9491380
    ps.
    W 1925r. jako Konrad na deskach Teatru na Pohulance/Reduty wystąpił sam mistrz Osterwa.

Leave a Reply

Your email address will not be published.