2
Chłodne noce bezdomnych Wilnian

Oprócz osób przychodzących na noc lub kilka, w noclegowni przy ul. Kojelavičiaus sporo ludzi mieszka stale Fot. Marian Paluszkiewicz
image-54430

Oprócz osób przychodzących na noc lub kilka, w noclegowni przy ul. Kojelavičiaus sporo ludzi mieszka stale Fot. Marian Paluszkiewicz

„Po długim dniu pracy zmęczeni ludzie wracają do domu i narzekają, że ciężko żyć. Ale ot tak poskarżysz się bliskiej osobie, zjesz smaczną kolację, wyśpisz się w ciepłym łóżku i już jest lżej. Ja nie mam komu skarżyć się i śpię w cudzym łóżku. Bo swego nie mam, jak też własnego dachu nad głową” ― ze smutkiem mówi 68-letni Waldemar.

Podczas gdy siarczyste mrozy skuwają Wilno, bardzo wyraźnie widać, jak wiele w mieście jest osób, które nie mają gdzie się schować przed atakami zimy. Chcąc nieco ogrzać się, więcej niż zwykle bezdomnych jeździ w transporcie publicznym, zanim kontrolerzy albo kierowcy ich nie wypędzą. Sporo grzeje się w supermarketach, skąd ich wypędza ochrona.

Najwyraźniej zaś rosnącą liczbę ludzi bezdomnych widzą pracownicy stołecznych noclegowni, które zimą bywają przepełnione.
― W ubiegłą noc u nas tuliło się około 80 osób. Przyjmujemy wszystkich potrzebujących, chociaż miejsc mamy tylko 60. Nie można przecież pozwolić, żeby ludzie marzli na ulicy ― powiedziała „Kurierowi” Janina Kulienė, kierowniczka filii wileńskiej noclegowni przy ul. Kojelavičiaus 50. ― W ubiegłą zimę, gdy temperatura za oknem spadała do minus 30 stopni, do nas przybyło rekordowo dużo ― aż 100 ― bezdomnych.
Janina Kulienė zaznaczyła, że ci ludzie, dla których nie wystarcza łóżek, śpią na materacach lub po prostu na podłodze. Nikt się nie skarży, bo nawet takie warunki noclegu są znacznie lepsze niż spędzenie nocy na zewnątrz. Każdemu przychodzącemu oprócz miejsca na spanie i możliwości skorzystania z toalety, prysznicu i kuchenki, należy się też posiłek (kotlet, dwie kromki chleba, herbata, rosół).

― Niektórzy przychodzą sami, kogoś przywozi policja, służby socjalne, karetki pogotowia albo znajomi ― mówi Kulienė, dodając, że podczas ponad 14 lat pracy zauważyła zmiany kontyngentu zwracających się do noclegowni ludzi. ― Teraz mamy do czynienia ze znacznie większą liczbą osób niepełnosprawnych. Nadal mężczyzn przychodzi więcej niż kobiet. Jednak stopniowo liczba kobiet także wzrasta.
Rozmówczyni twierdzi, że większość przebywających w noclegowni osób ma problemy z alkoholem lub psychiką. Ubolewa jednocześnie, że pracownikom socjalnym bardzo trudno motywować takie osoby do zmienienia trybu życia.
― Są też tacy, których życie bardzo skrzywdziło, jednak oni nadal starają się nie tracić nadziei ― zaznacza Kulienė, podając przykład jednego z nowych „klientów” noclegowni. ― Przeżył trudny rozwód, stracił i żonę, i pracę, nie ma więcej dokąd pójść. Mężczyzna nie pije, nie pali. Już znalazł pracę, teraz czeka na pierwszą wypłatę. Na razie mieszka u nas, ale jestem pewna, że poradzi sobie i wkrótce znajdzie lepszy dach nad głową.

Ostatnio do noclegowni zwraca się coraz więcej osób niepełnosprawnych Fot. Marian Paluszkiewicz
image-54431

Ostatnio do noclegowni zwraca się coraz więcej osób niepełnosprawnych Fot. Marian Paluszkiewicz

Oprócz osób, przychodzących na noc lub kilka, w noclegowni przy ul. Kojelavičiaus sporo ludzi mieszka stale. Za pokój płacą symboliczną sumę. Co prawda, nie należą się dla nich posiłki, jednak mając swoje skromne dochody, kupują jedzenie w pobliskim supermarkecie.
― Płacę 70 litów miesięcznie, pozostałą emeryturę wydaję na jedzenie. Warunki tutaj są dosyć dobre, pokoje ciepłe i jest z kim porozmawiać ― mówi jedna ze stałych mieszkanek noclegowni, dzieląca około 12 metrów kwadratowych z jeszcze trzema kobietami. ― Jestem tutaj ponad rok, od śmierci męża. Nie byłam „wpisana” do jego mieszkania, nie mam krewnych, więc nie miałam więcej gdzie pójść. Nie o takiej starości człowiek marzy, jednak łóżko w tym pomieszczeniu to najlepsze, na co teraz mnie stać.

Warto zaznaczyć, że liczba ludzi w stołecznych noclegowniach nie równa się liczbie bezdomnych. Niektórzy znachodzą sobie inne schroniska.
― Po długim dniu pracy zmęczeni ludzie wracają do domu i narzekają, że ciężko jest żyć. To normalne, bo życie rzeczywiście nie jest łatwe. Ale ot tak poskarżysz się bliskiej osobie, zjesz smaczną kolację, wyśpisz się w ciepłym łóżku i już jest lżej. Ja nie mam komu skarżyć się i śpię w cudzym łóżku. Bo swego nie mam, jak też własnego dachu nad głową ― ze smutkiem mówi 68-letni Waldemar z Wilna.
Od 3 lat mężczyzna pracuje jako stróż „letniego domu” u bogatych gospodarzy. Wypłaty emeryta nie otrzymuje, jednak ma dach nad głową i docenia fakt, że jest komuś potrzebny.

Janina Kulienė Fot. Marian Paluszkiewicz
image-54432

Janina Kulienė Fot. Marian Paluszkiewicz

― Gospodarze zjawiają się tutaj przeważnie w ciepłą porę roku. To dobrzy ludzie, oni dla mnie są bardziej potrzebni niż ja dla nich. Zaproponowali mi pracę, gdy straciłem mieszkanie. Sam jestem winien, bo wszystko stało się przez wódkę. Oni dali mi drugą szansę, ale pod warunkiem, że rzucę pić ― tłumaczy nam Waldemar. ― Mieszkam teraz w malutkim pokoiku w piwnicy. Palę w kotle, aby w domu nie pojawiła się wilgoć. Jeżeli trzeba, to coś naprawiam, odśnieżam powierzchnię dookoła domu.

Mężczyzna nie musi płacić za elektryczność i wodę. Twierdzi, że prawie 800 litów emerytury mu wystarcza, aby kupować jedzenie i liczne czasopisma z krzyżówkami, przy których spędza zimowe wieczory. Waldemar zapewnia, że jest bardzo zadowolony z warunków, w których mieszka. Dodaje jednak, że psychologicznie najtrudniej znosi się nie brak dachu nad głową, a poczucie samotności. A przecież ma córkę… Nie kontaktuje zaś z nią od lat.

― Nie byłem dobrym ojcem, więc nie ma prawa prosić córkę o pomoc. Teraz ona ma dobrą pracę, mieszka w Anglii. Cieszę się, że osiągnęła coś w życiu, bo miała na to mało szans, ja w niczym nie pomogłem. Ona nie wie, jak ja żyję. Nie chcę wtrącać się w jej życie ― mówi Waldemar. ― Moje noce czasem bywają bardzo chłodne. Nie z powodu mrozów za oknem, ale dlatego, że razem nie ma bliskiej duszy…

2 odpowiedzi to Chłodne noce bezdomnych Wilnian

  1. jednak mówi:

    Ja wszystko rozumiem i takze staram sie zrozu iec tych tak nazywanych bezdomnych.Ale mam jedno pytanie,przeciez kiedys wszyscy mieli mieszkania i dlaczegos je stracili.Dlaczego teraz nie maja tych miszkan?dlaczego musza nocowac w noclegowbni?O co tu jednak chodzi?

  2. jednak mówi:

    I jeszcze.Jak jest tak zimno to z przyjemnscia wpuscilabym kogos do cieplego jednak korytarza.I co z tego.Zrana korytarz jest zasikany,a kto sprzatnie?Ja tez mnie.Ja moge wpuscic ale pod warunkiem ze bedzie porzadek.I jednak wszyscy mieli te mieszkania skad sa ci bezdomni?To nie sa ludzie zbyt mlodzi a znaczy sa z tak zwanych radziekich czasow.Jednak wtedy mieli te mieszkania

Leave a Reply

Your email address will not be published.