3
Medycyna potrzebuje terapii wstrząsowej

Nowy rząd Butkevičiusa zapowiada reformę systemu ochrony życia           Fot. Marian Paluszkiewicz
image-54459

Nowy rząd Butkevičiusa zapowiada reformę systemu ochrony zdrowia Fot. Marian Paluszkiewicz

Nowy minister ochrony zdrowia Vytenis Andriukaitis zainicjował zmiany w systemie ochrony zdrowia. Powołując się na konstytucję twierdzi on, że obecnie funkcjonujący system opieki zdrowotnej zaprzecza p. 53 ustawy zasadniczej, która zapewnia bezpłatną opiekę zdrowotną.

Jego celem jest reanimowanie państwowych placówek medycznych i stworzenie jednakowych warunków zawierania umów z Terytorialnymi Kasami Chorych (TKCh) dla państwowych i prywatnych klinik. Poprawki ministra do ustawy o ubezpieczeniu zdrowotnym zostały przez Sejm odrzucone do ponownego rozpatrzenia, zaś media wytoczyły ciężkie działa retoryki, określając propozycje ministra „niepotrzebną rewolucją” i „powrotem do czasów sowieckich”.

Według ministra, przemiany w zakresie placówek leczniczych, zapoczątkowane przez były rząd, były niezgodne z Konstytucją i dlatego chce je od nowa rozpatrzeć. Planuje też uchronić przed prywatyzacją państwowe zasoby i zdecentralizować opiekę medyczną. Minister Andriukaitis proponuje utworzenie sieci rejonowych placówek medycznych, by nie koncentrowały się one w dwóch-trzech ośrodkach. Przykładowo mniejsze szpitale miałyby służyć jako filie większych ośrodków medycznych.

„Szpitale w całej Litwie mogą się specjalizować, współpracować; to usługi mogą przyjść bliżej pacjenta, a nie pacjent powędruje do centrum — przecież w szpitale rejonowe zainwestowano niemało pieniędzy, została stworzona wspaniała infrastruktura, współczesne sale operacyjne. Dlaczego nie można ich wykorzystać np. organizując planowe operacje w szpitalach rejonowych przy pomocy mobilnych grup chirurgów” — w komunikacie o ochronie zdrowia informuje minister.
— Jednoznacznie popieram wysiłki ministra Andriukaitisa — mówi dyrektor szpitala rejonowego w Solecznikach Zbigniew Siemienowicz. — Sytuacja w naszym szpitalu jest trudna. Leczymy ludzi, świadczymy usługi, ale odpowiedniego finansowania nie otrzymujemy. Chorych nie możemy wyrzucić i nie przyjąć do szpitala, leczymy ich na własny rachunek. Problem polega na tym, że istnieją dysproporcje w finansowaniu różnych placówek medycznych. Zwłaszcza rejonowe szpitale II stopnia są zagrożone. Jest ich na Litwie 35 bodajże. Finansowanie zostało zmniejszone, długi w szpitalu rosną. Dodatni wynik finansowy mają przychodnie, szpitale opieki, pogotowie i prywatne kliniki.

Według ministra ochrony zdrowia, zmiany wprowadzane w systemie opieki zdrowotnej przez były rząd były niezgodne z konstytucją, która zapewnia bezpłatną opiekę medyczną. Tymczasem dla nikogo nie jest tajemnicą, że nawet w państwowych szpitalach i przychodniach nagminną praktyką jest, że pacjent sam płaci za leki, kroplówki, opatrunki, badania, zabiegi, operacje…
Oczywiście może on dochodzić swoich praw i potrzebować bezpłatnych usług, ale potrzeba wiele zdrowia przede wszystkim i samozaparcia, by chory człowiek obijał progi gabinetów urzędników.
Inną sprawą jest, że kolejki do lekarzy specjalistów wydłużają się. Żeby trafić do kardiologa, neurologa, onkologa — trzeba poczekać co najmniej, miesiąc. Tymczasem ci sami lekarze z przychodni państwowych udzielają konsultacji w klinikach prywatnych i to od zaraz. Często ludzie są zmuszeni do korzystania z usług prywatnych lekarzy za ciężkie pieniądze.

— Zależało mi na czasie i na zdrowiu, więc zwróciłam się do lekarza prywatnego. Zadzwoniłam uprzednio, przedstawiłam problem, no i zapytałam, ile będzie mnie kosztować konsultacja i badania. Lekarka poinformowała, że będę musiała zapłacić 300 litów. Po przybyciu do kliniki okazało się, że muszę wykupić preparat, potrzebny do badania, potem przyszła kolej na kolejne nadprogramowe badanie, potem na następne, aż w końcu musiałam wybulić podwójnie wyższą sumę, czyli aż 600 litów! — opowiada Katarzyna, która w ciągu jednej wizyty wydała większość swej miesięcznej płacy zarobkowej. A przecież na Litwie bardzo niewielu stać na wyłożenie takiej sumy od ręki.

Szpitale państwowe są w trudnej sytuacji finansowej Fot. Marian Paluszkiewicz
image-54460

Szpitale państwowe są w trudnej sytuacji finansowej Fot. Marian Paluszkiewicz

Czy rzeczywiście nowy minister chce zabronić lekarzom, by nie mogli jednocześnie pracować w klinice prywatnej i państwowej? Doradca ministra Janina Kumpienė mówi:
— Minister poddaje w wątpliwość, czy obowiązujące obecnie ustalenia są zgodne z Konstytucją Republiki Litewskiej. Vytenis Andriukaitis jeszcze w okresie swej bytności posłem razem z innymi posłami wystąpił do Najwyższego Sądu Konstytucyjnego z zapytaniem, czy nie ma sprzeczności z p. 53 Konstytucji RL, że państwo zapewnia bezpłatną opiekę zdrowotną. Na razie czeka na orzeczenie Sądu Konstytucyjnego.
Jak powiedziała Janina Kumpienė, minister mówił, że z szacunkiem ustosunkuje się się do każdego orzeczenia i że dopiero mając odpowiedź będzie podejmował się następnych kroków.

Minister mówi też o jednakowych zasadach pracy dla wszystkich placówek medycznych, zarówno państwowych, jak i prywatnych, by kliniki prywatne świadczyły nie tylko intratne dla siebie usługi dla rzadko pojawiających się pacjentów, ale zapewniały też opiekę ludziom starszym i ciężko chorym. Powołuje się na skargę przychodni, która nadeszła z Olity, gdzie prywatna klinika przejmowała pacjentów, zwabiając ich w porozumieniu z apteką niższymi cenami na leki.

Jak zaznaczyła doradczyni ministra, w obowiązującej obecnie ustawie o ubezpieczeniu zdrowotnym chęć zawarcia umowy z Terytorialną Kasą Chorych (TKCh) może wyrazić dowolna licencjowana lub akredytowana placówka medyczna. Środki są przydzielane według liczby mieszkańców, ich wieku, płci — z początku następuje ogólny podział pieniędzy, a dalej TKCh odpowiednio rozdzielają placówkom leczniczym — nie różnicują, ile prywatnym, ile państwowym. Pieniądze z TKCh wędrują za pacjentem, zarejestrowanym w określonej placówce medycznej. Jeżeli prywatna placówka podpisała umowę z TKCh, to usługa świadczona dla pacjenta jest opłacana przez TKCh, oczywiście prywatna placówka dodatkowo pobiera od pacjenta dopłatę; jeżeli zaś pacjent przychodzi do placówki prywatnej — a często są to na przykład gabinety stomatologiczne, które nie zawierały umowy z TKCh — to opłaca usługę całkowicie z własnej kieszeni.

Kierowniczka „Alfa Clinic” Jekaterina Tarejeva szykujące się zmiany — w rozmowie z “Kurierem” — oceniła negatywnie:
— Nasi pacjenci przyzwyczaili się do szczególnego komfortu — lekarze konsultują w ciągu 1-2 dni, zaś w ostrych przypadkach (np. gorączka) — w ciągu kilku godzin, personel jest uprzejmy i przyjazny, pacjenci mogą zadzwonić do lekarza nawet po godzinach pracy.
Przez wiele lat było popierane zakładanie prywatnych placówek dla rodzinnej opieki medycznej jako środek polepszania jakości usług dla pacjentów, dlatego trudno jest zrozumieć, dlaczego nagle postanowiono nie zostawiać pacjentom wyboru.
Jak powiedziała kierowniczka „Alfa Clinic”, gdyby inicjatywa ministra Andriukaitisa przerwania finansowania doszła do skutku, to musieliby zredukować około 10 miejsc pracy, gdyż wielu pacjentów nie zdołałoby zapłacić za leczenie, do którego są przyzwyczajeni. Jednocześnie z trudem wyobraża sobie, jak człowiek, który jest przyzwyczajony do jakości usług kliniki prywatnej, mógłby wrócić do placówki państwowej, gdzie w kolejce do lekarza trzeba czasami czekać nawet kilka miesięcy.

Zbigniew Siemienowicz Fot. Marian Paluszkiewicz
image-54461

Zbigniew Siemienowicz Fot. Marian Paluszkiewicz

— Przecież według ustawy o prawach pacjenta i zadośćuczynieniu za wyrządzoną krzywdę na zdrowiu pacjent sam może wybrać, w której placówce opieki zdrowotnej chce się leczyć. Każda osoba z ubezpieczeniem socjalnym ma prawo otrzymać bezpłatne usługi opieki zdrowotnej, kompensowane z Funduszu Obowiązkowego Ubezpieczenia Zdrowotnego. Czy po wcieleniu w życie nowej reformy nie zostaną naruszone prawa pacjenta? — pyta Jekaterina Tarejeva.
Tak, a propos praw pacjenta mała dygresja. Jak opowiada mieszkaniec Wilna Grzegorz, jego matka trafiła na pogotowie w wileńskich Lazdynai ze złamaniem ręki.
— Akcja wyglądała jak w amerykańskich filmach — na izbie przyjęć zaopiekowano się nią ekspresowo, zdjęcie rentgenowskie, diagnoza, gips — wszystko bez zarzutu. Mama się kurowała przez dwa tygodnie w domu, gdy raptem ni stąd ni zowąd zadzwoniono do niej z kliniki prywatnej z uprzejmym zapytaniem, czy by nie chciała zbadać się pod kątem osteoporozy. Mama na to, że owszem, że właśnie złamała rękę, na co padła odpowiedź: „A my wiemy”. Jak się ma w tym przypadku prawo pacjenta do nieujawniania danych osobowych?

Czego się obawiają placówki prywatne?
— Zdziwiło mnie to, że tyle emocji jest wokół nowego projektu, bo każdy, kto weźmie do rąk aktualny rozkaz ministra i poprzednią wersję zawierania umów z TKCh, nie zobaczy żadnych zmian, być może wyniesienie tych zmian na poziom ustawodawczy budzi taki niepokój, że akt prawny z wyższego poziomu bardziej zobowiązuje. Naprawdę dotychczasowy tryb zawierania umów z TKCh nie jest zmieniony — mówi Janina Kumpienė.
Co boli placówki państwowe?
— Średni wiek lekarzy wynosi 58 lat. Młodzi specjaliści mają małe zarobki oraz niejasne perspektywy. Boją się zatrudnienia w szpitalach rejonowych, które za jakiś czas mogą okazać się zamknięte. Wielu ucieka za granicę, wielu zwabiają prywatne kliniki. Ogólnie brakuje lekarzy, połowa specjalistów przyjeżdża do nas z Wilna — mówi Zbigniew Siemienowicz, dyrektor szpitala w Solecznikach.

25_szpital_3.tif:

25_szpital_2.tif:

25_szpital_1.tif:

3 odpowiedzi to Medycyna potrzebuje terapii wstrząsowej

  1. Lubomir mówi:

    Nic tylko życzyć powodzenia panu ministrowi. Reformy czy raczej pseudo-reformy służby zdrowia w państwach euro-amerykańskich, robione są jak gdyby na rozkaz z berlińskiej centrali i jak gdyby wg wskazań doktora Mengele. Po każdej kolejnej reformie następuje likwidacja kolejnych placówek leczniczych i przychodzi kolejna fala odejść i emigracji lekarzy i pielęgniarek. Kolejki pacjentów do lekarzy specjalistów i terminy oczekiwania na operacje – wydłużają się jeszcze bardziej. Czego jak czego, ale leczenia nie da się ustawiać globalnie. Do tego trzeba być na miejscu i głęboko ludzkim sercem czuć potrzeby zwyczajnych obywateli.

  2. dobrze mówi:

    W systemie gospodarki rynkowej zdrowie jest towarem. Zdrowie (towar) kupi ten kto ma pieniadze – osobnik prywatny, spolki ubezpieczeniowe…Zdrowie jest towarem popytnym i na rynku kosztuje coraz drozej. Dobre zdrowie jeszcze nie oznacza, ze zycie jest szczesliwe i bedzie dlugie

  3. Tutejszy. mówi:

    Bezpłatne leczenie na Litwie stało się zbyt drogie dla emerytów, a po 70 latach życia już za wiele zabiegów trzeba płacić (bo po co tak długo żyjesz?). Panie Boże, Ty widzisz i nie grzmisz!

Leave a Reply

Your email address will not be published.