0
Strażacy ostrzegają: Zima to czas pożarów!

O tej porze roku najczęstszą przyczyną pożarów jest niewłaściwa eksploatacja urządzeń grzewczych, elektrycznych lub gazowych   Fot. Marian Paluszkiewicz
image-54732

O tej porze roku najczęstszą przyczyną pożarów jest niewłaściwa eksploatacja urządzeń grzewczych, elektrycznych lub gazowych Fot. Marian Paluszkiewicz

Weekendy są najpracowitsze dla strażaków-ratowników. Dlatego apelują do wszystkich mieszkańców o zachowanie ostrożności i przestrzeganie zasad bezpieczeństwa oraz zdrowego rozsądku przy ogrzewaniu swoich domów i mieszkań. Przed zbliżającym się kolejnym, zimowym weekendem przypominają, że ,,złodziej zostawi ściany, a ogień zmiecie wszystko”.

— Tylko w styczniu br. nasi strażacy na całej Litwie ugasili 855 pożarów. 20 ludzi w wyniku tego „cichego niebezpieczeństwa” zginęło, a 30 osób doznało znacznych obrażeń. W ubiegłym roku o tej samej porze odnotowano 754 pożarów, 14 osób zginęło, a 24 doznało obrażeń. Najwyższy czas, aby ludzie z tej zatrważającej statystyki wyciągnęli wnioski — powiedział w rozmowie z „Kurierem” Vladas Rakštelis, rzecznik prasowy Departamentu Ochrony Przeciwpożarowej i Ratunkowej.

Jak mówi, o tej porze roku najczęstszą przyczyną pożarów jest niewłaściwa eksploatacja urządzeń grzewczych, elektrycznych lub gazowych. Do pożaru dochodzi często na skutek przeciążenia instalacji elektrycznej. Zimą zużywa się więcej prądu, dogrzewa się mieszkania piecykami elektrycznymi. Częstą przyczyną jest także beztroskie pozostawienie włączonych urządzeń elektrycznych nieprzystosowanych do całodobowej pracy. Ludzie często są po prostu nieodpowiedzialni, zwłaszcza ci, którzy nadużywają alkoholu. Nieostrożnie obchodzą się z ogniem otwartym. Palą papierosy w łóżku, często zasypiają pijani, co powoduje pożar.

— Ludzie sami muszą zatroszczyć się o swoje mienie. Należy bardzo ostrożnie obchodzić się z ogniem, sprawdzić instalacje, czy są dobrze zabezpieczone. Jeżeli używamy piecyka, należy z niego korzystać zgodnie z instrukcją. Nigdy nie wolno wychodzić z domu, jeżeli pali się w piecu, lub zostawiać włączony piecyk elektryczny. Warto też zainstalować w pomieszczeniu czujniki na dym, ponieważ częste są też przypadki zaczadzenia. Najważniejsze to odpowiedzialność i uwaga, wtedy na pewno tych pożarów będzie mniej — powiedział Vladas Rakštelis.

Zaznaczył, że pożarów jest bardzo dużo i strażacy czasami nie zdążają z przybyciem na czas. Częstym powodem opóźnień są nieprzejezdne drogi, zwłaszcza na wsi. W mieście przeszkadzają zaparkowane niewłaściwie samochody. A jedną z najważniejszych przyczyn jest brak zawodowców. Obecnie brakuje nawet kilkuset strażaków. Ekipy są niepełne, a gdy jest pożar, każda minuta jest ważna. Gdyby było więcej strażaków, zagasić ogień można byłoby szybciej, a przez to uratować mienie i nawet może czyjeś życie. Ale ten szlachetny zawód młodzieży nie kusi, a starsze pokolenie powoli odchodzi na emeryturę. Zawód strażaka jest mało opłacalny. Np. początkujący strażak-ratownik miesięcznie zarabia 1 000-1 200 litów. A praca jest bardzo niebezpieczna i odpowiedzialna.  Wybierają ją tylko osoby oddane i odważne, a ich niestety jest coraz mniej.

W rejonie wileńskim koło wsi Barkiszki w lutym ub. r. doszczętnie spłonął dom 5-osobowej rodziny. Z pogorzeliska nie było już co wynosić. Spalił się dom i budynki gospodarcze. Nie udało się też uratować bydła. Teraz rodzina potrzebuje niemal wszystkiego…
— Zapach dymu czuję do dziś dnia. To była zima, w domu nie było zbyt ciepło. Mąż postanowił włączyć elektryczny grzejnik. 4-letnia córka po wyjściu z łazienki na grzejnik rzuciła ręcznik, tego nikt nie zauważył. Stał w przedpokoju. Około północy poczułam dym, na szczęście jeszcze oglądałam telewizję. Obudziłam męża, zaczęliśmy od razu wynosić dzieci! Z tych nerwów nie mogliśmy pozbierać się. A czas mijał nieubłaganie. Na moich oczach ogień pożerał naszą wieloletnią pracę. Gdy wybiegliśmy na ulicę, do domu już nie mogliśmy wrócić, ogień ogarnął wszystko… — opowiada kobieta.

Vladas Rakštelis Fot. Marian Paluszkiewicz
image-54733

Vladas Rakštelis Fot. Marian Paluszkiewicz

Z pomocą przybiegli sąsiedzi, straż pożarna jechała około 40 minut. Gdyby strażacy przyjechali wcześniej, na pewno udałoby się uratować chociaż trochę mienia.
Tymczasem strażak-ratownik z wileńskiej jednostki w Nowej Wilejce powiedział nam, że robią wszystko co w ich mocy, a czasami nawet więcej. Zapewnia, że przyjeżdżają na miejsce pożaru tak szybko, jak tylko mogą. Niestety, jak twierdzi, nie są bogami, chociaż w niektórych sytuacjach chcieliby nim być.

— Ludzie nie mają racji, gdy narzekają, że przyjechaliśmy za późno, albo że niezbyt staraliśmy się przy gaszeniu. Zapewniam, że wszyscy, którzy pracują w tym zawodzie, mają swoje rodziny, domy, mienie i wiedzą, jak to boli, jeżeli coś tracisz. Pracujemy z oddaniem, niestety, nie zawsze udaje się wszystko zrobić tak jak się chce. Nasz zawód jest bardzo trudny, w ciągu 30-letniej pracy w tym zawodzie ogień pochłonął dwóch moich bliskich przyjaciół — powiedział strażak.

Do tej pracy, a właściwie służby, trzeba się urodzić. Same chęci nie wystarczą. Do zadań strażaków, oprócz standardowego, czyli gaszenia pożarów, należą różne rodzaje ratownictwa. Strażacy niosą pomoc w sytuacjach kryzysowych na ziemi, lądzie, pod wodą.
W jego rodzinie ten zawód przechodzi z ojca na syna. Widział, z jakim oddaniem pracował jego ojciec. Jak mocno przeżywał za każde nieuratowane życie… Matka nie chciała, żeby syn poszedł w ślady ojca, ponieważ wiedziała, jak się żyje z tym zawodem i jaki on jest niebezpieczny.
„Jeżeli już jesteś strażakiem-ratownikiem, to musisz nim być nie tylko w dni pracy!” — mówią podopieczni św. Floriana, swego patrona.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.