10
Rówieśnik Powstania Styczniowego, Santy Anna i przestrzenie mórz

Kapitan marynarki — dowódca patrolowca”“Constance” ze swoimi oficerami (siedzi)
image-54968

Kapitan marynarki — dowódca patrolowca”“Constance” ze swoimi oficerami (siedzi)

„Gorące dni i noce bez snu… Trzymaj kurs, »Santy Anna«! Meksyku bramy widzę już, ozdobione w haft zielonych gór”. Kto pływał pod banderą PZŻ, Polskiego Związku Żeglarskiego, ten śpiewał tę bardzo znaną i przejmującą szantę. Natomiast nikt ze śpiewających nie wie, że ta szanta w wersji polskiej sięga swym prapoczątkiem wileńskiego Zarzecza i dnia nazajutrz po rozpoczęciu Powstania Styczniowego na Litwie.

2 lutego 1863, nazajutrz po ogłoszeniu przez Komitet Prowincjonalny Litewski rozpoczęcia powstania, mieszkającym w Wilnie Antoniemu i Aleksandrze z Obuchowiczów Waścikim rodzi się pierwsze dziecko, syn. W kościele Świętego Bartłomieja na Zarzeczu otrzymuje imię Aleksander. Jego biografia będzie miała w sobie wyraźnie coś z Józefa Konrada Korzeniowskiego: też pochodził z Kresów i też poświęcił całe życie morzu pod obcą banderą. W odróżnieniu od wielkiego pisarza nie pozna swego ojca, który w kilka miesięcy po urodzeniu syna zginie w walkach powstańczych.

Aleksander Waścicki w dniu uzyskania pierwszego stopnia oficerskiego, lato 1886
image-54969

Aleksander Waścicki w dniu uzyskania pierwszego stopnia oficerskiego, lato 1886

Bezwietrze. Bezkres tropikalnego morza. Żagle obwisły w bezruchu, słońce stoi w zenicie. Dopiero pod wieczór i w nocy pojawia się lekki wiatr. Średni trzymasztowy szkuner, jakich pływa masa po Morzu Karaibskim, zaczyna rozcinać czarną toń, posuwając się ku wymarzonemu portowi. „Ze srebra dolar w niebie jak szkło. Trzymaj kurs, »Santy Anna«!” Na pokładzie nieliczna załoga poza wachtą śpi na otwartym powietrzu lub gra w kości. Troska sternika na wachcie — niech tylko wiatr nie siądzie całkiem, niech zbliża do bram Meksyku.

W wieku około 75 lat
image-54970

W wieku około 75 lat

To rok 1880. Aleksander ma siedemnaście lat. Jego pierwszy statek nazywa się „Santa Ana”, wozi drobnicę między Nowym Orleanem, Florydą a Meksykiem. Pływa pod banderą Stanów Zjednoczonych, ale nazwę ma hiszpańską. Po hiszpańsku imię Anna pisze się przez jedno n.

Jesienią 1863, gdy zginął ojciec, matka przeniosła się z niemowlęciem do krewnych w Olkienikach pod Wilnem. Tam Olek dorastał zdany przeważnie wujowi, któremu z czasem pomagał w pracy zarządcy, wujence przy gospodarstwie, strumieniowi za miasteczkiem, obcowaniu z końmi na pastwisku, nauce. Najwięcej obcował ze starszą o osiem lat kuzynką Helcią Obuchowiczówną, która z upodobaniem troszczyła się o młodszego kuzyna. Ich wielka wzajemna sympatia przetrwa całe życie.

Patrolowiec „Constance” na jeziorze Ontario, rok 1900; jedyny okręt dowodzony przez Aleksandra WaścickiegoFinanse rodziny komplikują się. Gdy Aleksander ma lat szesnaście, z innym wujem i starszym kuzynem wyrusza do Ameryki. Tam trafia na morze, a jego wiek znajduje w harówce młodego marynarza urok przygody i egzotyki. W liście do Heleny do Olkienik pisze: „Ucieszyłabyś się widząc, jaki jestem opalony i żylasty”.

Na szkunerze „Santa Ana” załoga z upodobaniem śpiewa o Santy Annie. Czy ważne jest, że słowa wiążą się z żaglowcem, czy nawet postacią Świętej Anny Sprawiedliwej w sposób cokolwiek dziwny. Bo dosłownie z angielskiego:

O! Santy Anna walczy o sławę.
— Naprzód, Santy Anna!
Santy Anny imię słychać
Na całych równinach Meksyku.

O! Santy Anna ma drewnianą nogę.
— Naprzód, Santy Anna!
Używa jej do gry w cribbage
Wszędzie na równinach Meksyku.

Patrolowiec „Constance” na jeziorze Ontario, rok 1900; jedyny okręt dowodzony przez Aleksandra Waścickiego
image-54971

Patrolowiec „Constance” na jeziorze Ontario, rok 1900; jedyny okręt dowodzony przez Aleksandra Waścickiego

Cribbage to gra z użyciem kart oraz drewnianych patyków, posuwanych po specjalnie podziurkowanej desce. Santy Anna zaś… Dopiero później Aleksander dowie się o meksykańskim generale Antonio Lopezie de Santa Anna (1794-1876), zwanym onegdaj Napoleonem Ameryki Centralnej. Walczył najpierw po stronie hiszpańskiej przeciwko niepodległości Meksyku, następnie przekonał się do idei niepodległościowych i walczył o nie, jedenastokrotnie był wybierany i parę razy obalany jako prezydent powstającego państwa meksykańskiego. W angielskim hiszpańskie słowo Santa przeszło w Santy.

Trzymasztowy szkuner z końca XIX wieku w Zatoce Meksykańskiej; tak mogła wyglądać „Santa Ana”
image-54972

Trzymasztowy szkuner z końca XIX wieku w Zatoce Meksykańskiej; tak mogła wyglądać „Santa Ana”

Z Morza Karaibskiego Aleksander trafia do Kanady, wstępuje do brytyjskiego koledżu morskiego. Kanada jest wówczas dominium Wielkiej Brytanii. Kończy w stopniu podporucznika. Pływa na okręcie hydrograficznym, udającym się na północ do cieśniny Hudsona i nawet pod Grenlandię. W listach do Olkienik opisuje służbę, góry lodowe, wieloryby. W roku 1895 już jako kapitan dostaje pierwsze dowództwo: patrolowcem na Wielkich Jeziorach. Uwielbia swój okręt, pisze o nim w listach i pamiętniku. Wydaje artykuł z hydrografii Wielkich Jezior. Ale pociągają oceany i nieznane lądy. Opuszcza marynarkę wojenną, przenosi się do handlowej, pływa na parowcu do portów Chile i Australii. Pamiętnik dostaje tytuł „Kocham wielkie przestrzenie”.

Pierwsza wojna światowa to znów marynarka wojenna. Po jej zakończeniu w stopniu komandora-porucznika schodzi na ląd, osiedla się w Saint John’s, stolicy Nowej Fundlandii, tam pracuje w zarządzie portu. W roku 1923 odwiedza Wilno i Olkieniki w odrodzonej Polsce, o którą walczył i zginął w Powstaniu Styczniowym jego ojciec. Po czterdziestu czterech latach znów widzi Helenę. Dla jej wnuków tłumaczy na polski „Santy Annę”.

Przylądek Cape Spear w Nowej Fundlandii
image-54973

Przylądek Cape Spear w Nowej Fundlandii

Jeden z wnuków nazywa się Józef Łuszczewski. Dla niego cioteczny dziadek staje się początkiem drogi, która zaprowadzi go w roku 1940 na pokładzie niszczyciela ORP „Grom” do norweskiego fiordu Ofot, nad którym leży Narwik. Młody podoficer słynie wśród kolegów z powiedzenia „kocham wielkie przestrzenie”. Na wojnie miał przy sobie polskie tłumaczenie „Santy Anny”, jedyny istniejący rękopis otrzymany w dzieciństwie. Wraz z nim i zbombardowanym „Gromem” odchodzi na wieczną wachtę 4 maja 1940 w dniach walk o Narwik. Znany dziś żeglarzom polski tekst „Santy Anna” jest dziełem dwóch warszawskich poetów z lat 1970.

Aleksander Waścicki żył lat osiemdziesiąt. Jego wieczna wachta rozpoczęła się 28 lipca 1943. W odległości około dziesięciu mil od Saint John’s znajduje się przylądek Cape Spear, najdalej wysunięty na wschód skrawek lądu obu Ameryk. Stoi na nim słynna latarnia morska, którą pan Aleksander jako pracownik zarządu portu czasem wizytował. Lubił pozostać tam przez dłuższy czas, mając przed sobą Atlantyk, jego potęgę i bezkres wielkich przestrzeni. Stamtąd miał też najbliżej do bram Meksyku i Morza Karaibskiego — swojej młodości. Oraz do Wilna i Olkienik — swojej ojczyzny.

TRZYMAJ KURS, SANTY ANNA

Gorące dnie i noce bez snu,
— Trzymaj kurs, Santy Anna!
Meksyku bramy widzę już
Ozdobione w haft zielonych wzgórz.

I widzę, nie wiem, który już raz,
— Trzymaj kurs, Santy Anna!
Jak wschodzi nad zachodem dnia
Księżyc — perła meksykańskich gór.

Ze srebra dolar w niebie jak szkło.
— Trzymaj kurs, Santy Anna!
U krzywych szyb pulquerii noc
Sączy światła kolorowych lamp.

W cynowym kubku, szarym od plam,
— Trzymaj kurs, Santy Anna!
Z agawy wódka, gorzki smak,
Jak natrętnie kołująca ćma.

Słowa Bogusław Choiński
i Marek Dragan
——————————-

Julian Bielski
Fot. ze zbiorów Muzeum Morskiego w Halifax
Niniejszy artykuł powstał dzięki życzliwej pomocy kapitan Margaret Morris, oficera public relations Marynarki Kanadyjskiej z Saint John’s, oraz Rachel Naylor, prawnuczki Aleksandra Waścickiego.

10 odpowiedzi to Rówieśnik Powstania Styczniowego, Santy Anna i przestrzenie mórz

  1. dobrze mówi:

    piekny tekst, budujacy pozytek z naszej historii, ze wspanialych, szlachetnych, ambitnych zyciorysow

  2. taki z Siczy mówi:

    Gratuluje, panie autor a=m 🙂 .Ja teraz nie w domu,ale kiedy wruce znajdu dla pana foto z Niemirowa u nas w Ukrainie gdzie narodzilsie Jozef Konrad Korzeniowski,tam memiorialna deska.

  3. Kmicic mówi:

    Polska szkoła i kultura żeglarska słynie na świecie. Jest też kużnią charakterów.
    Warto zjawisko szant w Polsce przenieść na Wileńszczyznę. W Krakowie 21-24 lutego odbędzie się największy festiwal szantowy w Europie i największe wydarzenie kulturalne w podwawelskim grodzie.Warto przyjechać, zapraszam… W tym roku ideą przewodnią festiwalu jest Bałtyckie Morze .. http://www.shanties.pl/pl/index.php – wideo
    Po dziesiątkach festiwali na terenie całej Polski,surowych eliminacjach konkursowych , krakowskie szanty są uważane w środowisku żeglarskim za Mistrzostwa Polski.

  4. monstrum mówi:

    Dobrze, nr 1

    Tak się składa, że mogę dziękować w imieniu autora tekstu. Toteż dzięki serdeczne. Postać Aleksandra Waścickiego i osób z nim związanych jest tak ciekawa i barwna, że zasługuje na większe opracowanie. Wystarczy wspomnieć chociażby, że pojął za małżonkę wnuczkę uczestnika Powstania Listopadowego, której uratował życie z tonącego statku na Atlantyku. I tak dalej. Z kolei wielką i, powiedziałbym, urzekącą przygodą było natrafienie na ślad tych ludzi, powstałe kontakty i wynikłe stąd ścieżki i spotkania w Nowej Fundlandii.

    *

    taki z Siczy, nr 2

    Witam serdecznie i dziękuję serdecznie! Będę czekał. Nie wiedziałem o tej tablicy, a nade wszystko nie byłem w Niemirowie. Przy tym wydaje mi się, że Józef Konrad Korzeniowski urodził się w Berdyczowie pod Żytomierzem, które to okolice aż do czasów pierwszej wojny światowej pozostawały daleko wysuniętym na wschód ośrodkiem kultury polskiej. Co do a=m, mogę tylko dodać, że А и Б сидели на трубе. 😉

  5. monstrum mówi:

    Hej-ha, kolejkę nalej,
    Hej-ha, kielichy wznieśmy,
    To zrobi doskonale
    Morskim opowieściom.
    Kto chce to niechaj słucha,
    Kto nie chce niech nie słucha,
    Balsamem są dla ucha
    Morskie opowieści!

    Dzięki za podany odsyłacz. Nic nie wiedziałem o imprezie krakowskiej. Ciekawe, że dla szant wybrano Kraków, nie zaś Wybrzeże. Dzięki wielkie za zaproszenie. Oj, daleko jest Wawel od Kremla… Obawiam się, że w tak krótkim już terminie nie uda mi się tam trafić. Ale na wszelki wypadek niech mi wolno będzie prosić o kontakt. julianbielski@interia.pl

    Co do aktywnego pamiętania polskich tradycji morskich w Wilnie jestem czterema kończynami za. Wszak ilu wspaniałych ludzi morza pochodzi z ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego, w tym z Wilna, poczynając od założyciela pierwszej w Rzeczypospolitej szkoły dla żeglarzy w Nieświeżu księcia Karola Radziwiłła Panie Kochanku do największego po Józefie Konradzie Korzeniowskim polskego marynisty kapitna żeglugi wielkiej Karola Olgierda Borchardta, absolwenta Gimnazjum Mickiewicza wówczas przy Dominikańskiej.

    Ahoj!

  6. monstrum mówi:

    Poprzedni wpis z Ahoj do Ciebie, mości Kmicicu, rzecz jasna jest adresowany.

  7. Anonymous mówi:

    do monstrum 7:
    Tak to już jest ,że im bardziej coś niedostępne tym większym cieszy się powodzeniem. Przykład: rugowanie Polskości na LT powoduje większą integrację i determinację polskiej mniejszości.
    Podobnie jest z żeglarstwem w Krakowie. Mieszkańcy podwawelskiego rodu już nawet domagają się dostępu Krakowa do morza 🙂
    A tak serio, to wychowanie poprzez żeglarstwo b. sprzyja rozwojowi młodego człowieka,buduje charakter , zaradność w każdej sytuacji, umiejętność pracy w grupie , solidność,.. i umiejętność świetnego zorganizowania swojego czasu …i cieszenia się z życia.
    ps.
    Przesyłam link z pozdrowieniami z pokładu Pogorii od moich przyjaciół:

    http://www.youtube.com/watch?v=HjKv6HrQWsA

    Skontaktuję się.

  8. monstrum mówi:

    Anonim, nr.7

    Co do wychowywania młodzieży przez żeglarstwo to zgadzam się z każdym słowem i zdaniem które Anonim był łaskaw na ten temat wypowiedzieć. Stopień żeglarza PZŻ uzyskałem na Dąbiu w wieku lat piętnastu; już jako kształcący byłem w HOMie, Harcerskim Ośrodku Morskim, tamże. Dzięki za pozdrowienia z “Pogorii” na youtube. Nie znam tej piosenki, pod banderą PZŻ ostatni raz byłem w 1990 roku. Ciekawe, czy na video pojawia się kapitan Krzysztof Baranowski, przecież zmienił się bardzo, ja natomiast ostani raz widziałem go na oczy jako kapitana właśnie “Pogorii” w Gdyni w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych.

    Odwzajemnić się pragnę jedną z najbardziej popularnych rosyjskich pieśni żeglarskich, nie jest to sensu stricto szanta, ma w sobie wyraźne nutki pirackie, powstała do najlepszej według mnie ekranizacji “Wyspy Skarbów” (a widziałem dobrych kilka), ZSRR 1971, w reżyserii Eugeniusza Fridmana, koprodukcja Studia Filmów dla Dzieci i Młodzieży imienia Gorkiego oraz Litewskiego Studia Filmowego. Żeglarze rosyjscy śpiewają tę piosenkę z wielkim upodobaniem do dnia dzisiejszego. Widoczną “Hispaniolę”, znakomitą replikę szkuneru z połowy XVIII wieku, zbudowano specjalnie dla filmu, do dziś stoi do zwiedzania w Jałcie na Krymie. Widzimy też kilku znanych aktorów litewskich.

    http://www.youtube.com/watch?v=6vjJQFMluGo

    Chętnie czekam na kontakt.

  9. taki z Siczy mówi:

    monstrum,i prawda w Berdyczowie,tak w Wikipedii,ale w Niemirowie (co pod Lwowem) jest memorialna tablica jakomus polskomu marynarzowi i zdaje sie pisarzowi.

  10. Kmicic mówi:

    do monstrum 8:
    post 7 jest ode mnie.

    Na szantach w Krakowie będzie też występował zespół z Rosji(odsyłam do programu festiwalu ).

    ps.
    Zachodniopomorskie słynie z profesjonalnego szkolenia żeglarzy, – widocznie krew przybyłych tu Wilniuków dała o sobie znać.
    Swoje pierwsze kroki pod żaglami(poza Mazurami) stawiałem blisko Dąbia, w sławnej(zasłużenie wtedy) Akademii Żeglarstwa w Trzebieży. Potem Gdynia w CWM …i w świat. Pogoria (miałem przyjemność ją krótko prowadzić) lata teraz po Środziemnym pod różnymi kapitanami, a kpt.Krzysztof Baranowski zaokrętował się bliżej Chopina.

    pozdrawiam

Leave a Reply

Your email address will not be published.