0
Umieć przebaczać i prosić o przebaczenie

Niełatwo jest wyciągnąć dłoń do przebaczenia Fot. archiwum
image-56002

Niełatwo jest wyciągnąć dłoń do przebaczenia Fot. archiwum

Jakież to trudne. Z pewnością nie raz i nie dwa każdy z nas z tym problemem się zetknął. Chyba wielu z nas pamięta słowa Chrystusa, który powiedział:

„Jeśli przyniosłeś swoją ofiarę przed ołtarz i przypomniałeś, że twój brat ma coś przeciwko tobie, zostaw ofiarę i najpierw pójdź i pojednaj się z bratem”.
I tu można by pomyśleć, że dotyczy to tylko osób wierzących, że niewierzący nie mają takich problemów. Nie, oni też je mają, bo kwestia przebaczenia nie jest tylko kwestią religii, ale także etyki i moralności, właśnie dlatego dotyczy ona każdego z nas. Zobaczmy, jak niektórzy z tym problemem sobie radzą.

Ronald — ks. diakon:
Przebaczenie jest jednym z elementów miłości i jest wzorem miłości Chrystusa.  Przebaczać, to znaczy częściowo zapominać o sobie. Moim zdaniem, najlepiej uczą przebaczenia dwa momenty: doświadczenie miłości Boga oraz sakrament pokuty. Osobiście, gdy muszę komuś coś wybaczyć, przypominam, jak wiele razy podczas sakramentu spowiedzi przebaczał mi Bóg. Inną inspiracją do wybaczenia jest dla mnie przypomnienie, że ja też kiedyś kogoś czymś uraziłem, a ten człowiek, zamiast nosić urazę w sercu, z pełną prostotą wyciągnął do mnie rękę, mówiąc, że przebacza.
W tych dość trudnych dla człowieka momentach (dla mnie także) bardzo pomaga sakrament pokuty. Musi być on jednak nacechowany smutkiem z powodu popełnionego zła, poczuciem winy i żalu, że kogoś się skrzywdziło.

Janusz — student:
Nie zaliczam siebie do osób wierzących, choć czasem myślę, że chyba jest jakaś siła, która rządzi Wszechświatem. Nie wierzę jednak w niebo ani w piekło bądź jakąkolwiek karę za popełnione zło. Nie znaczy to, że dobrze się z tym złem czuję.
Gdy popełnię jakieś świństwo, to czuję się fatalnie. Nawet jeśli dobrze wiem, że nie miałem racji lub źle się zachowałem, z wielkim trudem wyciągam rękę do zgody. Często próbuję to robić jakoś tak, by najmniej to „kosztowało”. Staram się jakoś przy okazji nawiązać zwykłą rozmowę, pomijając słowo „przepraszam” i jak to mi się uda, to uważam już sprawę za załatwioną.
Czy sam przyjmuję przebaczenie? Nie zawsze, zależy od wielkości zadanej rany, a jeśli przyjmuję, to muszą to być bardzo uroczyste przeprosiny.

Alfredas – inżynier:
Może dlatego, że jestem głęboko wierzący, ale gdy kogoś obrażę, mam wielkie wyrzuty sumienia, bo widzę, jak człowiek przeze mnie cierpi. Nie znaczy to jednak, że lekko przebaczam. Jest to dla mnie trudne. Może poniekąd dlatego, że w moim pojęciu, nie wystarcza zwykłego słowa „przepraszam”. Prócz tego sakramentalnego słowa staram się modlić za daną osobę. Próbuję wszystko zapomnieć i nawiązać od nowa dialog.
Jeśli mnie ktoś skrzywdził i nawet nie przeprosił, z wielkim trudem, (aczkolwiek nie zawsze) pierwszy staram się wyciągnąć do niego rękę, nawiązać kontakt. W moim pojęciu przeprosiny nigdy nie są pełne i szczere, jeśli się nie odbuduje starych kontaktów. Czasem ludzie mówią: „Wybaczyłem mu, ale nie chcę go znać”. Osobiście uważam, że w takim przypadku nie ma całkowitego przebaczenia. Przebaczenie polega na całkowitym wymazaniu z pamięci i serca tego, co się stało. I jeśli potrafię to osiągnąć, wówczas uważam, że rzeczywiście doszło do prawdziwego przebaczenia.

Jadwiga — emerytka:
Moje pojęcie przebaczenia jest nieco inne. Przebaczam i przyjmuję przebaczenie, ale bardzo często zrywam z tą osobą wszelkie kontakty. Po prostu boję się, że po tym, co między nami zaszło, nie potrafimy nadal bez konfliktów ze sobą obcować. Poza tym nie umiem wymazać zaistniałego incydentu ze swojej pamięci. Być może mam skrzywione sumienie, ale tylko w takim stopniu umiem przebaczać i nie mam z tego powodu większych wyrzutów sumienia. Poza tym rodzinie i najbliższym zawsze trudniej wybaczam niż obcym. Od swoich też szybciej oczekuję przeprosin i wybaczenia.

Zuzanna — nauczycielka:
Czasem czas przebaczenia bywa bardzo długi. Im głębsza była zadana rana, tym więcej czasu człowiek potrzebuje na przebaczenie. Jednak decyzja w tym przypadku zawsze należy do mnie. Kiedy Chrystus powiedział Piotrowi, że musi przebaczać aż 77 razy, to miał na myśli, że przebaczać należy zawsze. I nad tą myślą należy się stale zastanawiać. Najpierw muszę darować, a potem modlić się za tę osobę, która mnie zraniła. Możliwe, że nasza przyjaźń w pewnym sensie nawet się zerwie, ale zawsze winniśmy być wobec siebie życzliwi, jeden drugiemu życzyć dobra, przy spotkaniu nie odwracać się od siebie.
Jeśli sama zawinię, mam pierwsza wyciągnąć rękę do zgody (to też bardzo trudne), ale oznacza to, że być może ja nie dorosłam do przebaczenia. Ale jeśli pierwsza wyciągnęłam rękę do zgody, to nie powinnam już winą obarczać siebie, a całą resztę pozostawić Bogu. Pomimo wszystkiego powinnam się zastanowić, dlaczego nie umiem zaakceptować tego człowieka, to może we mnie tkwi przyczyna.  Może ja z takich lub innych przyczyn nie potrafię lub nie chcę zaakceptować tego człowieka, bo jest inny. Jestem zdania, że w każdym konflikcie należy najpierw siebie dobrze zbadać, bo może, wbrew pozorom, wina tkwi w moim charakterze, zachowaniu się.
Rozmawiała Julitta Tryk

Leave a Reply

Your email address will not be published.