4
Do wicia palm potrzeba światła w duszy…

Każda śliczna, tradycyjna wałeczkowa (ukazuje na nią Janina Norkūnienė), oraz stojące obok. Pierwsza z prawej, (dwumetrowa, jeszcze w opakowaniu) podarowana została papieżowi Franciszkowi Fot. Marian Paluszkiewicz
image-56193

Każda śliczna, tradycyjna wałeczkowa (ukazuje na nią Janina Norkūnienė), oraz stojące obok. Pierwsza z prawej, (dwumetrowa, jeszcze w opakowaniu) podarowana została papieżowi Franciszkowi Fot. Marian Paluszkiewicz

Mietliczka w miarę rozpęknięta, suchotnik, krwawnik, tymotka i inne kwiaty i trawy przyniosły przed kilkoma dniami do Stolicy Apostolskiej zapach pól podwileńskich. Ziemi ubogiej potem zroszonej. Ziemi, na której od wieków powstawały te miniaturowe kobierce z suszonych traw, kwiatów.

Taką palmę, co prawda, nieco odmienną od tradycyjnych wałeczków- ruszczycówek — z ornamentem litewskiej flagi państwowej — zawiozła w prezencie nowo wybranemu papieżowi Franciszkowi prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė. To dzieło palmiarki z Ciechanowiszek Teresy Michalkiewicz, dla której było to wielkie wyzwanie twórcze, a jednocześnie wielka radość — uwicie palmy dla Ojca Świętego.
Zresztą taka podwileńska palma, symbol Niedzieli Palmowej, jak też święta kaziukowego, nie pierwszy raz trafia do Watykanu. Przed z górą dwudziestu laty palmę wileńską wręczył Wielkiemu Rodakowi — Janowi Pawłowi II ówczesny redaktor „Kuriera Wileńskiego” Zbigniew Balcewicz.
Podwileńskie palmy są rozproszone po świecie. Można je spotkać w całej Europie, Stanach Zjednoczonych, Australii, Brazylii, Peru.

Historycy i etnografowie dotychczas się spierają, w jakiej wsi uwite były najpierw, ale jedni i drudzy są zgodni co do tego, że miejscem narodzin palm jest na pewno Wileńszczyzna.
„Zagłębiem” palmowym zawsze była i pozostaje podwileńska wieś Krawczuny, gdzie prawie w każdym domu panie od pokoleń parają się wiciem palm. Palmy powstają w okolicznych Giruliach, Płacieniszkach, Sałatach, Nowosiołkach, Wilkieliszkach, Ciechanowiszkach i innych wsiach.
Ciechanowiszki posunęły się nie tylko do wicia palm. Założono tu też zespół „Cicha Nowinka”, członkinie którego nie tylko śpiewają pieśni związane z wiciem palm, ale prezentują cały proces powstania tego unikalnego dzieła sztuki.

Kierowniczka, założycielka „Cichej Nowinki” etnograf Janina Norkūnienė o palmach mogłaby opowiedzieć bardzo dużo, gdyby tylko potrafiła przedłużyć dobę. Tyle przecież ma do zrobienia. Oprócz „Cichej Nowinki” od czternastu lat sprawuje też obowiązki kierownika tej Izby, w której to życie kipi przez okrągły rok. Tu przeprowadzane są lekcje pokazowe nie tylko dla dzieci, ale też dorosłych. Aby trafić na takie pokazowe lekcje, trzeba się zawczasu zapisać. Chętnych jest dużo.

Palmy pani Łucji Naus nie pomylisz z innymi, w ostatnich latach wykorzystuje do nich len Fot. Marian Paluszkiewicz
image-56194

Palmy pani Łucji Naus nie pomylisz z innymi, w ostatnich latach wykorzystuje do nich len Fot. Marian Paluszkiewicz

W dniu, kiedyśmy odwiedzili Ciechanowiszki, oczekiwano tu na grupę studentów z Wrocławia. Kontakty Uniwersytetu Wrocławskiego z tym regionem trwają 18 lat. W ciągu kilku dni goście z Polski mają możliwość zapoznania się nie tylko z tradycją wicia palm, ale też obrzędami, daniami, ba, nawet kosmetykami naturalnymi tu wytwarzanymi — bo takie zadania (użytkowe) stawia wyżej wymieniona Izba. Między innymi jedyna tego rodzaju na Litwie.

Janina Norkūnienė wraz z palmiarką Ireną Jodko w tym dniu szykowały się także do lekcji pokazowej wicia palm dla uczniów jednej ze szkół. A za niespełna tydzień oczekiwał ich wyjazd do stolicy Polski, gdzie to „palmy wileńskie i ozdoby wielkanocne” od dnia wczorajszego, czyli 22 marca, są eksponowane i sprzedawane na tradycyjnym kiermaszu w Domu Polonii w Warszawie.
My natomiast tu na miejscu mamy okazję porozmawiać z Ireną Jodko, która, jak się okazuje, nauczyła się wicia palm od swej babci Weroniki Wiszniewskiej.

„Babia robiła bardzo różne palmy — wałeczki, płaskie. Doskonale pamiętam, kiedy jeszcze jako małe dziecko woziliśmy przed Niedzielą Palmową palmy do Wilna. Na sprzedaż. Pamiętam, kiedy to ten przeogromny kosz- gigant, w którym ustawialiśmy palmy, lokowaliśmy na traktor, na którym dojeżdżaliśmy prawie do Zwierzyńca. Dalej traktor nie mógł jechać, więc musieliśmy palmy przetransportowywać partiami w trolejbusach i autobusach miejskich. Pasażerowie pewnie nas by klęli, że z racji na nasze obładowanie mają niewygodę, ale ten zapach kwiatów polnych wplecionych w palmy, te ich barwy sprawiały, że ludzie byli wobec nas przychylni i bardzo często pytali, jak je robimy. Z czego? Jak długo trwa wicie jednej palmy?” — przypomina pani Irena.

Janina Norkūnienė wraz z palmiarką już trzeciego pokolenia Ireną Jodko szykują się do lekcji pokazowej wicia palm dla uczniów jednej ze szkół Fot. Marian Paluszkiewicz
image-56195

Janina Norkūnienė wraz z palmiarką już trzeciego pokolenia Ireną Jodko szykują się do lekcji pokazowej wicia palm dla uczniów jednej ze szkół Fot. Marian Paluszkiewicz

Kiedyś po mietliczkę na jezioro Wileńskie i pobliskie łąki dzieci chodziły, dziś je kołem (kijem) nie zapędzisz — mówią zgodnie palmiarki. A tego zielska, żeby stworzyć prawdziwą palmę, trzeba nazbierać i nasuszyć bardzo dużo. Różnorodnego. Muszą być: suchotnik, krwawnik, dziurawiec, tymotka, chmiel, wrotycz, kocanki piaskowe (żółcaki), drżączka średnia (łezki Matki Boskiej), śmierdziucha i inne trawy. Po niektóre drobne kwiatki, jak powiadają palmiarki, najlepiej wybierać się przed świętym Janem i o świcie, wtedy są najdorodniejsze.
Najprawdziwsze wileńskie palmy, znane daleko poza granicami Litwy, to tzw. „wałeczki”, najbardziej cenione przez Ferdynanda Ruszczyca, który je opisywał i malował. Plecione z suchotników naturalnych i farbowanych. Niestety, są coraz rzadziej spotykane, gdyż wymagają dużo zielska, jeszcze więcej cierpliwości i pracy. Obecnie wije się palmy o innych kształtach: „brzuszki”, „rumianki”, „ptasie piórka”, „astry” i „grzybki”. W ciągu ostatnich dziesięciu-dwudziestu lat pojawiło się wiele nowych kształtów palm.
Palmy wałeczkowe, jak mówi Janina Norkūnienė, wiją dziś jedynie palmiarki w starszym wieku oraz ich bezpośrednie spadkobierczynie. Są to Jadwiga Kunicka z Krawczun, Felicja Zenowicz i jej córka Leokadia Niewierowicz z Płacieniszek.
Palmy w kształcie wieńca określane jako „płaskie staromodne” tworzą: Konstancja Kotlarz, mieszkająca we wsi Wilkieliszki, Stanisława Tylingo z Ciechanowiszek i in.

Jak za chwilę się dowiemy z wykładu dyrektorki Izby palm, w latach 60. we wsi Miedziakole Maria Stankiewicz zaczęła wić palmy rózeczkowe. A teraz tradycję matki kontynuuje jej synowa Zofia, jak też inne palmiarki.
Będąc w Ciechanowiszkach mamy okazję wysłuchać nie tylko arcyciekawej lekcji o plamach, ale też je obejrzeć tu, w Izbie, na czynnej wystawie, która teoretycznie jest stałą, ale praktycznie wciąż się uzupełnia o nowe palmy. Pomysły stale się rodzą, a i moda na palmy się zmienia.
— Oto na przykład w latach 70. — mówi Norkūnienė — rozpowszechniły się palmy figuralne. Rozłożyste, splecione z poszczególnych elementów nazywane „grzybkami”, „bombkami”, „rumiankami”, „drzewkami”, „całusami”, „sękaczami”…
I nic dziwnego, że do wykonania palm wileńskich wykorzystuje się około 150 gatunków roślin, zarówno dziko rosnących, jak też tych hodowanych w ogródkach.

Palmiarkę Łucję Naus zaskakujemy niespodzianie. Bez uprzedniego umówienia. Nawet nie jesteśmy pewni, czy trafiliśmy właściwie. Ale kiedy tylko otwieramy drzwi werandy, wiemy, że na pewno tu. Trawy, kwiaty — całe stosy suszonego tworzywa.
— To już ostatki, szkoda, że nie przyjechaliście wcześniej, przed Kaziukiem — mówi gospodyni. — Co ładniejsze palmy już wyprzedałam. Zresztą od kilku już lat przyjeżdża do mnie kobieta z Kowna, która skupuje moje palmy i na Kaziuku w swoim mieście sprzedaje. Pewnie, że ja taniej sprzedaję, ona zarobi. Ale mam w domu chorą mamę, sama nie mam czasu na sprzedaż. Do Warszawy też nie pojadę przed Palmową, jak moje sąsiadki palmiarki z Ciechanowiszek z tej również przyczyny — dodaje pani Łucja.
Ale jak za chwilę powie — dopóki będzie mogła, będzie wić palmy. Bo to dla niej relaks, radość tworzenia, potrzeba serca.
„Inna sprawa, że palmę też nie każdy dzień uwijesz, bo na sercu powinno być jasno i światło, wtedy wychodzą najładniejsze palmy” — mówi palmiarka.
Palmy pani Łucji nie pomylisz z innymi, w ostatnich latach wykorzystuje do nich len. Te drżące delikatne „łezki” lnu są tak dekoracyjne, że nie dziwię się, iż rozchodzą się prosto z domu.

Etnograf Janina Norkūnienė o palmach może opowiedzieć bardzo dużo. Jest też autorką edycji o plamach, która się ukazała w roku 2010 Fot. Marian Paluszkiewicz
image-56196

Etnograf Janina Norkūnienė o palmach może opowiedzieć bardzo dużo. Jest też autorką edycji o plamach, która się ukazała w roku 2010 Fot. Marian Paluszkiewicz

Zresztą prawie wszystkie palmiarki eksponowały i sprzedawały palmy w Polsce — w Warszawie, Łomży i innych miastach.
„Ale wie pani i na Litwie palmy dobrze się rozchodzą. Mało nam zostaje do następnego sezonu — mówi Jodko. — Szkoda tylko, że w mojej rodzinie, gdzie palmy wiły babcia Weronika Wiszniewska, mama Teresa Jasińska — ani córka, ani syn nie chcą tego robić. Bo to ciężka praca. Gdyby człowiek tego nie lubił, na pewno nigdy by nie zasiadł do wicia palm”.
Podobnie powie też etnograf Janina Norkūnienė, propagatorka tego wyjątkowego rzemiosła ludowego na Litwie i za granicą.

Liczba osób zajmujących się palmiarstwem stale się zmienia. Dwa lata temu w swej edycji „Żywa historia wileńskiej palmy” autorka podała, że w tych wsiach podwileńskich zarejestrowano 295 osób, które wiły bądź wiją palmy (w tym 271 kobiet i 24 mężczyzn) wraz z palmiarkami wywodzącymi się z tych stron, ale mieszkającymi obecnie w Wilnie.

Z twórczością wielu, jak nadmieniliśmy powyżej, mamy okazję zapoznać się na stałej wystawie czynnej w Ciechanowiszkach, gdzie eksponowane są różne rodzaje plam.
Ale największą „salą ekspozycyjną” bywają dwa dni w roku — święto Kaziukowe oraz Niedziela Palmowa, bo właśnie wtedy każdy z nas może nacieszyć wzrok tymi niepowtarzalnymi kobiercami z roślin i traw utkanymi.

Jak mówi pani Janina, do święcenia są przeznaczone raczej palmy nieduże (do 30 cm), tym niemniej jest to doskonała okazja, by obejrzeć i kupić palmę. Jeżeli się uda — tę tradycyjną ruszczycówkę, czy też nowoczesną, ale jakże fantazyjną. Kto co woli. Ale każda jakże śliczna i ciepła, stworzona przez twórczynię, która — jak mówią zgodnie wszystkie palmiarki — wije najładniejszą, kiedy jest światło w duszy.
Tym światłem wplecionym w unikalne twory sztuki utalentowane palmiarki Wileńszczyzny chcą się podzielić z każdym z nas.

4 odpowiedzi to Do wicia palm potrzeba światła w duszy…

  1. Kmicic mówi:

    Myślę, że to dobry pomysł by taką specjalnie uwitą palmę przez polskie palmiarki, od Polaków na LT ,wręczył Waldemar Tomaszewski w czasie audiencji u Papieża.

  2. Kapsztad mówi:

    Kmicic,
    Twoja inicjatywa jest godna poparcia.Waldek powinien pojechać z taką wileńską palmą do papieża Franciszka.

  3. Łupaszka mówi:

    NIEDZIELA MĘKI PAŃSKIEJ
    NIEDZIELA PALMOWA ….

    PALMA – symbol Chrystusa niosącego Nadzieję….

    “Będziemy w tłumie, który wita Jezusa jadącego na osiołku i będziemy wołali “Hosanna!”.

    …….PRZED NAMI WIELKI
    TYDZIEŃ…….
    Będziemy przez ten tydzień przeżywali
    chwile wielkich wzruszeń i gorących porywów,
    gdyż liturgia jest piękna i dramatyczna….
    Ale w poranek Niedzieli Palmowej
    powinniśmy przede wszystkim
    obudzić swoją wiarę.
    Tylko wiara może zrozumieć rzeczywistość,
    którą celebruje liturgia……

    Wiara to gwiazda przewodnia
    Co świeci w mrokach żywiołu
    Ona wśród troski codziennej
    W sercu jak jasność tkwi złota
    I choćbyś co dzień wypijał
    Goryczy i żółci czarę
    Nikt Cię nie złamie nie zegnie
    Dopóki w sercu masz wiarę …….

    http://www.youtube.com/watch?v=pWDk61nSjHo

    P.S.
    Kmicic
    Kapsztad
    Popieram !!!

  4. dobrze mówi:

    autentycznosc tworcza autochtonow Wilenszczyzny przyznaja i Litwini, ale autentycznosci jezykowej polskojezycznych autochtonow to juz nie

Leave a Reply

Your email address will not be published.