0
Wędkarze stąpają po cienkim lodzie

Wędkarze słyną ze swego zamiłowania do ryzyka oraz niechęci podporządkowania się zakazom               Fot. Marian Paluszkiewicz
image-56367

Wędkarze słyną ze swego zamiłowania do ryzyka oraz niechęci podporządkowania się zakazom Fot. Marian Paluszkiewicz

Zima wreszcie ma się ku końcowi, słońce już coraz mocniej grzeje i dzień jest coraz dłuższy, ale wędkarskie hobby ciągnie tych najodważniejszych na ostatni już lód. Co prawda, ten lód jest już kruchy i wyjątkowo niebezpieczny.

— Mimo apeli strażaków wciąż wielu rybaków łowi na lodzie. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że z nadejściem wiosny łowienie ryb na lodzie staje się coraz bardziej niebezpieczne. Mimo że zima jeszcze nie wycofała się, a warstwa lodowa nadal trzyma się mocno. Ostatni lód jest wyjątkowo niebezpieczny — o wiele bardziej niż pierwszy — powiedział w rozmowie z „Kurierem” Vladas Rakštelis, rzecznik prasowy Departamentu Ochrony Przeciwpożarowej oraz Ratunkowej.

Jak tłumaczy – „decyduje o tym jego struktura zmieniająca się podczas coraz dłuższych i intensywniejszych odwilży. Tafla lodu pozostaje jeszcze pewien czas gruba, ale nasiąka wodą jak gąbka, robiąc się znacznie mniej wytrzymała. Dlatego lód może być gruby, ale słaby”.
W tym roku strażacy z wody wyciągnęli 13 topielców, a około 10 udało się uratować. Ratownicy zdecydowanie doradzają zrezygnowania z łowienia ryb na lodzie.
— Wiadomo, że wędkarze słyną ze swego zamiłowania do ryzyka oraz niechęci podporządkowania się zakazom. Łowić ryby pod koniec zimy na lodzie jest bardzo niebezpiecznie, ale jeżeli już się decydujemy na to ryzyko, to musimy to robić z głową — mówi przedstawiciel Zarządu Straży Pożarnej Powiatu Wileńskiego Artūras Vaišnoras.

Najczęstszą przyczyną wypadków na lodzie jest nieumiejętność racjonalnej oceny bezpieczeństwa i wytrzymałości lodu. Bezpieczna granica grubości lodu to 12 centymetrów. Lód mocny o grubości 10 cm utrzyma dwoje ludzi stojących bez ruchu, 20 cm jest w stanie utrzymać samochody osobowe. Należy także pamiętać, że nie tylko grubość lodu decyduje o jego wytrzymałości. Lód mocniejszy jest na jeziorach, natomiast na rzekach jest słabszy.

— Na lód należy wchodzić bezpiecznie, rozważnie i z głową. Nigdy nie wolno łowić ryby samotnie, ponieważ w razie nieszczęścia można liczyć na czyjąś pomoc. Należy ze sobą mieć długi kij, a także linę, żeby w razie potrzeby podać tonącemu. Są też specjalne kombinezony, które nie pozwalają utonąć. Jeżeli już wpadłeś do wody, to będziesz na niej się trzymać, nie pójdziesz na dno — radzi przedstawiciel Zarządu Straży Pożarnej Powiatu Wileńskiego.
Artūras Vaišnoras ostrzega, że przez ryby wędkarze narażają nie tylko siebie, ale i ludzi, którzy przychodzą im z pomocą.
Zapalony wędkarz Tadeusz Tankielun od 20 lat łowi praktycznie 12 miesięcy w roku. Wędkarstwo zaczął traktować jako swego rodzaju rytuał, uzależnił się od bycia poza domem, od słońca, od deszczu, od zimnego wiatru. Tadeusz nigdy nie wejdzie na lód, jeżeli ma chociaż najmniejsze obawy, że nie jest on dostatecznie mocny. Przestrzega wszystkich zasad bezpiecznego łowienia ryb na lodzie. Mężczyzna uważa, że wielu doświadczonych wędkarzy jest tak pewnych tego, że o lodzie i jego kaprysach wiedzą wszystko, że zostają często ofiarą własnej głupoty.

— Trzeba być przede wszystkim odpowiedzialnym. Dwa lata temu przez głupotę omal nie straciłem najlepszego przyjaciela, który razem ze mną już 15 lat jeździ na ryby. To były pierwsze dnie marca, w dzień temperatura była na plusie, tymczasem w nocy dochodziło nawet do minus dziesięciu. Poszliśmy na podlodowe łowienie ryb — opowiada Tadeusz.

Nasz rozmówca nie wszedł na lód mimo namowy przyjaciela. Łowił ryby na brzegu jeziora, ponieważ widział, że chociaż lód był gruby, ale słaby. Po kilku godzinach nagle usłyszał krzyk przyjaciela, który zaczął tonąć. Załamał się pod nim lód. Mimo wszelkich starań nie udało się wyciągnąć tonącego, ponieważ lód zaczął pękać i nie pozwalał zbliżyć się do tonącego. Jedyne, co Tadeusz mógł zrobić, to rzucić przyjacielowi linę, za pomocą której ten utrzymywał się na powierzchni wody i wezwać pomoc. Do przerębli, w której znajdował się jeszcze przytomny, wyziębiony człowiek, szybko przybyli strażacy, którzy wyciągnęli go na brzeg. Następnie mężczyzna trafił do szpitala, gdzie przez tydzień przebywał pod opieką medyczną z powodu odmrożeń oraz bardzo niebezpiecznego zapalenia płuc. Szybka reakcja Tadeusza i strażaków pozwoliły uratować życie człowieka — syna, ojca, męża. Niestety, nie wszyscy mają tyle szczęścia…
Honorata Adamowicz

Leave a Reply

Your email address will not be published.