0
Magia wielkanocnych pisanek

 Laima Garbulytė prezentuje swe mini arcydzieła Fot. Marian Paluszkiewicz
image-56398

Laima Garbulytė prezentuje swe mini arcydzieła Fot. Marian Paluszkiewicz

Święta można lubić lub nie. Rozpędzeni, zagonieni w codzienności, przytłamszeni rutyną, wszyscy chyba wierzymy w wyjątkowość okresu świątecznego i oczekujemy od świąt czegoś niezwykłego, szczególnego. 

Wierzymy, że wysiłek włożony w przygotowanie świąt okupi się nie zmęczeniem i wyczerpaniem, lecz że sprzątanie, wietrzenie, trzepanie, walka z zaległym kurzem, gotowanie, pieczenie i sto dwadzieścia innych czynności ma znaczenie głębsze i zaowocuje jakimś nagłym przebłyskiem świadomości. Wszystkie czynności wykonywane w tym okresie nabierają innego, głębszego wymiaru. Szorowanie domu, przygotowanie przysmaków na stół wielkanocny, poświęcenie pokarmu — to swego rodzaju obrzędy, które zaklinają szarą rzeczywistość, mają przybliżyć nam kontakt z innym światem, aż — stanie się cud i nasze chaotyczne życie stanie się lepsze, pełne ładu i porządku, bardziej sensowne…

Tym bardziej, że za oknem przyroda, widzialny znak Stwórcy,  już daje znaki, że oto staje się nowe życie: ogrom ciepła i światła leje się z góry na wszystkich bez wyjątku (w tym też jest jakaś pociecha); pierwsza nieśmiała trawka, nawet kałuże, w których przegląda się Niebo — świadczą, że staje się cud odrodzenia. To jest ta magia świąt, na którą się czeka.

„W czasie wiosennych świąt dominowało w obrzędowej symbolice jajo. Bywa ono białe, malowane, czy inaczej zdobione. Badania etnograficzne i archeologiczne wskazują, że wszędzie gdzie żyją ludzie, jajo stało się uniwersalnym symbolem. Cała magia dobrego początku sięga po ten właśnie znak. Jajo bowiem wyobrażało życie. Było jego kwintesencją i potencją.  W widoczny dla człowieka sposób życie to wyłaniało się z kulistej zwyczajnej skorupki, z jej nieruchomego wnętrza. Zawiera więc w sobie początkowo nieprzeniknioną tajemnicę, która pozostaje nie wyjaśniona, wyjawia jednak oczekiwany finał”. (Anna Zadrożyńska „Powtarzać czas początku”)

Takie woskowe słoneczko jest wynikiem kunsztu i precyzji wykonawcy Fot. Marian Paluszkiewicz
image-56399

Takie woskowe słoneczko jest wynikiem kunsztu i precyzji wykonawcy Fot. Marian Paluszkiewicz

W oczekiwaniu na wielką radość poranka wielkanocnego, dawnym zwyczajem malujemy jajka. Bo przecież na Święta Wielkanocne nie może zabraknąć tego najważniejszego symbolu… Każda rodzina ma własne zwyczaje, najczęściej maluje się jajka w łusce cebulowej na piękny ciemnoczerwony kolor. Włożone do pończoszki jajko z mocno przyciśniętym listkiem lub gałązką, stanowi tajemnicę — jakiż wzorek odbije się po umalowaniu? Można też umalować w farbach chemicznych, takie jajka wyglądają kolorowo, ale, niestety, nie nadają się już do jedzenia. Dalej już zależy od inwencji: dzieciarnia okleja nalepkami, starsi mogą się pokusić o wydrapanie wzorków, można też naoliwić z lekka, by pięknie błyszczały.

Niektóre pisanki stanowią miniaturowe dzieła sztuki.
Wilnianka Nela Mongin szykuje się do Świąt Wielkanocnych już od dawna. Przygotowuje wiele pisanek, którymi potem obdarowuje swych najbliższych przyjaciół i znajomych. Są to pisanki szczególne, nie dość, że uprzednio zostały umalowane tradycyjnie, w łusce od cebuli, ale następnie pani Nela maluje na jajkach wzorki. Powstają tak zwane „drapanki” — pisanki z wydrapanym wzorkiem.
— Dla mnie jest to swego rodzaju lek, sposób na samoleczenie. Na chorobę można zachorować, ale można ją też pokonać, trzeba tylko w to mocno uwierzyć. Znam takie przykłady z życia, gdy wiara pomogła ludziom uleczyć się z chorób, nawet bardzo ciężkich. Taka robótka ma leczniczą moc, każdy tylko musi znaleźć swoją własną pracę. Trzeba spróbować — namalować jajeczka, poskrobać, posiedzieć, wejść w to. Może fantazjuję, a może i nie — uśmiecha się pełna wigoru pani Nela.

Ta praca jest dla niej przyjemnością, daje satysfakcję. Radość niesie także obdarowywanie innych — wszystkie własnoręcznie wykonane „drapanki” rozdała znajomym. Trafiły też one do Muzeum Etnografii w Niemenczynie.

Praca nad jednym jajkiem zabiera czasami nawet pół dnia. Wyczarowuje gwiazdki, kwiaty, gałązki, koronkowe ornamenty. Do drapania służy chirurgiczny skalpel, owinięty miedzianym drucikiem, żeby nie pokaleczyć palców. Liczy się tylko ostra końcówka.

Ninel Mongin wykonuje „drapanki” Fot. Marian Paluszkiewicz
image-56400

Ninel Mongin wykonuje „drapanki” Fot. Marian Paluszkiewicz

Jak to się zaczęło? Zwyczajnie, z podpatrzenia.
— Trafiłam na przedwojenne jeszcze polskie czasopismo, w którym był artykuł o pisankach i kraszankach, z ilustracjami, pięknymi wzorami. Bardzo mi się spodobało, więc postanowiłam spróbować. Moim bliskim również się spodobało, więc zaczęłam malować dla przyjemności.

Owszem, potrzeba tu wiele cierpliwości, trochę umiejętności plastycznych, wiele precyzji. Zresztą ręka sama czuje, ile można przycisnąć.
Na zakończenie rozmowy dostaję śliczną „drapankę”. Czuję się wyróżniona, dziękuję. Żegnam się z wielkim żalem (czas goni!), urzeczona osobowością i niezwykłymi losami tej Pani. Oraz oczywiście zachwycona przepięknymi „drapankami”, z których żadna „dwa razy się nie zdarza”.

Laima Garbulytė jest autorką nieco innych pisanek. Jest słynną litewską mistrzynią ludową. Jej pisanki, malowane woskiem, znajdują się w zbiorach Muzeum Narodowego w Wilnie, także w Muzeum Etnografii w Niemenczynie; wiele  pisanek trafiło na wystawy dzieł ludowych za granicą — w Niemczech, Francji, Australii. Prywatni kolekcjonerzy dotychczas przysyłają jej kartki świąteczne z podziękowaniami. Na co dzień zaś prowadzi w Gimnazjum w Pogirach zajęcia pozalekcyjne, na których uczniowie zgłębiają tajniki twórczości ludowej. Otoczona wianuszkiem uczniów pokazuje, jak malować woskiem na pisankach, uczy wszystkich chętnych wicia palm wielkanocnych, pokazuje, jak się robi z kolorowych nici plecione pasy na uproszczonych krosnach-tabliczkach.

Jedna z pisanek pani Laimy „za najdrobniejszy wzorek” znalazła się w Księdze Rekordów Litwy: zostały na niej policzone wszystkie maciupeńkie kropeczki i kreseczki. Na jednym średniej wielkości jaju naliczono 425 kropek i 364 kreski — przy liczeniu trzeba było się mocno namęczyć, bo rachunek ciągle się mylił, a wzorek „uciekał”. Jako świadectwo rekordowej pisanki — dyplom na ścianie w klasie.

Pani Laima nie obmyśla wzoru zawczasu, chociaż niektórzy mistrzowie lubią ołóweczkiem zaznaczyć przyszły wzór. Gdy zwiedzała wystawy twórców ludowych za granicą, niektórzy artyści dziwili się, że nie maluje nigdy zarysu chociażby przyszłego wzoru.
— Żadnych tu cudów nie ma, po prostu robisz i tyle — lapidarnie określa twórczy proces tworzenia pani Laima. — Biorę jajko do rąk i kręcę, maluję dookoła.

Zaczarowuje rzeczywistość. Kreseczki, kropeczki tworzą śliczne wzory — tradycyjne motywy roślinne, słońca, kwiaty, pasemka. Każda pisanka jest małym dziełem sztuki, wyjątkowym, bo nie ma powtarzającego się wzoru.

Dziurkowane wydmuszki prześwitują, nakrapiane indycze jaja w szklanym wazonie, z gałązką świeżych seledynowych listków przypominają, że idzie wiosna.
— Wykonuję pisanki od 1973 r. Zafascynowała mnie pewna babcia na Żmudzi. Malowała ona na początku jajka na jasny pastelowy kolor, następnie nanosiła wzorek woskiem. Byłam urzeczona. Spróbowałam sama i spodobało mi się, też zaczęłam malować woskiem. Zdarzały się czasy trudne, kiedy nie można było dostać wosku, ale się umawiałam z pszczelarzami i dostawałam wosk.

Przy tej pracy nie ma szybkiego rezultatu. Malowanie woskiem wymaga cierpliwości, skrupulatności, natchnienia i… czasu.
— Zawsze muszę się skupić przy malowaniu. Chociaż to zależy od charakteru może, niektórzy potrafią robić na drutach, nie odrywając oczu od telewizora, ja natomiast bardzo potrzebuję skupienia. Przy bardziej złożonym wzorze potrzebuję około dwóch godzin skupienia wyłącznie na tej czynności. Potrzebne jest też natchnienie. Czasami chodzę, próbuję malować i nie idzie mi. Nie ma natchnienia i już.

Szczerze przyznaję, umawiając się na spotkanie, spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Myślałam, że zobaczę magiczne lanie wosku i powstające na jajkach abstrakcyjne wzory, tymczasem to, co ujrzałam, przerosło moje oczekiwania. Na moich oczach powstawał subtelny, delikatny wzorek wykonany z perfekcyjną precyzją. Moja próba pomalowania wydmuszki wypada w porównaniu z małym arcydziełem pani Laimy raczej blado.

 Wzór na każdej „drapance” jest niepowtarzalny Fot. Marian Paluszkiewicz
image-56401

Wzór na każdej „drapance” jest niepowtarzalny Fot. Marian Paluszkiewicz

Misterium odbywa się banalnie — na płycie elektrycznej czekały już na nas dwie prozaiczne puszki konserwowe (ich zaletą jest cienkie dno i dobre przewodnictwo cieplne) z ciemnobrązowym podgrzanym płynem. Jak się okazuje, tak ciemnego koloru nabiera listek białego uprzednio wosku.

Rysik do nanoszenia wzoru Laima Garbulytė wykonała sama: jest to zwykły patyczek, do którego została wkłuta igiełka z tępą końcówką. Ma takich „narzędzi” kilka. Jeden posiada na wyłączność, należy tylko do niej, ma go już od 20 lat. Zostajemy wtajemniczeni w proces tworzenia, w tajniki powstawania wzoru: skorupka jajka musi być ogrzana ciepłem rąk, inaczej wosk nie przylega. Wosk również musi być podgrzany do określonej temperatury — nie może być za gorący, bo inaczej będzie skapywał; nie może też być za zimny, bo się będzie ciągnął. Wystarczy umoczyć igiełkę do roztopionego wosku i pociągnąć wzorek. Może na początku będzie to trochę nieporadne, ale z całą pewnością jest to kojące zajęcie.

— Malowanie pisanek jest dobrym sposobem na wyciszenie się, uspokojenie. Jest to wspaniały relaks — mówi Laima Garbulytė.

STAROPOLSKIE OBYCZAJE

W niezwykłym okresie Świąt Wielkanocnych podstawowym symbolem staje się jajo: malowane, pisane, kraszone, skrobane, oklejane, pokrywane woskiem… To one są podstawowymi rekwizytami w życiu rodzinnym. Pierwsze pisanki, według staropolskich obyczajów, należało ofiarować najbliższym, najczęściej chrześniakom. Jeżeli ktoś miał dużo chrzestnych dzieci, wtedy malowano jaja na kopy.  Rzadko się zdarzało, by przychodząc do czyjegoś domu nie zostać obdarowanym kolorowymi jajami.
Był też zwyczaj, że chłopcy dziewczynom, a dziewczyny chłopcom właśnie pisanki darowywali w dowód sympatii. Otrzymać od kogoś dar w takiej postaci oznaczało cieszyć się życzliwością tej osoby.  Nierzadko od pisankowych podarunków zaczynały się zaloty.
Bywały też zabawy w pisanki. Znano je jeszcze w XIX wieku. Zabawa polegała na toczeniu jajek, żeby pisanki się zderzyły. Wtedy stłuczone jajko przechodziło na własność posiadacza „silniejszej” pisanki.

Leave a Reply

Your email address will not be published.