1
Przeciągająca się zima opóźnia wiosenny siew

Rolnicy tego roku wyjadą na pole trochę późniejFot. Marian Paluszkiewicz
image-56533

Rolnicy tego roku wyjadą na pole trochę później Fot. Marian Paluszkiewicz

Przyjście wiosny tego roku się opóźnia. Początek kwietnia sypnął dla żartu śniegiem, w podwórkach stanęły wielkanocne zajączki ze śniegu, ale ta wyjątkowa wiosna niezbyt cieszy rolników.

Naturalny porządek rzeczy został naruszony, aura niestety czyni przeszkody w rozpoczęciu pierwszych prac w polu. Ziemia cierpliwie czeka na orkę, na przyjęcie nasion. Zwłaszcza że w poprzednich latach pierwsze zabiegi wokół siania i sadzenia już nabierały rozpędu.

— Czy nie ucierpią w tym roku zboża ozime? — pytamy rolnika Ryszarda Szostaka z rejonu solecznickiego, który posiada 60 ha ziemi, zasianych żytem, a skrywających się jeszcze pod grubą pierzyną śniegu.
— Zboże nie powinno raczej ucierpieć — mówi — zobaczymy, jak zejdzie śnieg. Zazwyczaj już przed 15 kwietnia miałem zasiane i owies, i jęczmień, także gryka już była zasiana. No i kartofelka już była posadzona. Chociaż jeżeli będzie ciepło i sucho, może jeszcze zdążę w tym swoim terminie.

Nie obawia się przeciągającej się zimy także inny właściciel gospodarstwa rolniczego z rejonu solecznickiego Czesław Moroz:

— Musimy trochę przystosować się do przyrody. Trudno powiedzieć, jak będzie dalej. Jeżeli śnieg zacznie topnieć zbyt szybko, istnieje ryzyko powodzi, wtedy zboże wymoknie. Nie wiemy, czy nie spadnie nowy śnieg. Nie wiadomo, ile poleży stary. Ale jeżeli będzie ciepło (a grunt nie jest mocno zmarznięty), to ziemia wodę szybko przyjmie. Wielkiej tragedii, myślę, być nie powinno. Tylko z wiosennym siewem trzeba będzie pośpieszyć, szybko zasiać pszenicę, rzepak wiosenny, jęczmień, kukurydzę.

Uprawy na parapetach mają się najlepiej Fot. Marian Paluszkiewicz
image-56534

Uprawy na parapetach mają się najlepiej Fot. Marian Paluszkiewicz

Czesław Moroz, rolnik z Małych Solecznik, ma zamiar zasiać tradycyjnie około tysiąca hektarów. Już właściwie jest przygotowany do siewu: przegląd techniki jest zrobiony, nawet części zamienne są przyszykowane, także nawozy. Poza pracą na roli zajmuje się też hodowlą trzody chlewnej — ma ponad 4 tysiące świń. Poza tym w gospodarstwie przydaje się młyn, suszarnie do zboża, linie do produkcji pasz kombinowanych. Własnoręcznie wyhodowane zboże ze swego pola wędruje do spiżarni, gdzie jest przerabiane na pasze dla trzody. Z własnego gospodarstwa mała fabryczka produkuje pasze, w których kupne są tylko witaminy i soja.

— Jestem spokojny. Z siewem zdążymy. Gotowość numer jeden! — żartuje Czesław Moroz.

W sklepach natomiast cieszą już oko nowalijki: rzodkiewki, pomidory, ogórki, sałata, szczypior, także kapusta i marchew. Niektóre są wyhodowane w litewskich cieplarniach, ale większość pochodzi z importu. Właściciel gospodarstwa „Evaldo daržovės” w rejonie solecznickim Evaldas Masevičius, który specjalizuje się wyłącznie w hodowli sałaty, przyznaje, że przeciągająca się zima psuje trochę mu szyki.
— Ale jeżeli będziesz narzekać, będzie jeszcze gorzej. Dlatego nie narzekam. Owszem, większe są wydatki na ogrzewanie szklarni, a i roślinki cierpią. Planowaliśmy około 10 kwietnia rozpoczęcie pracy w polu, ale przyjdzie jeszcze z tym poczekać — mówi rolnik z rejonu solecznickiego.

Tymczasem uprawy na parapetach mają się jak najlepiej. Miłośnicy własnych przydomowych ogródków, chrupiących ogóreczków z grządki i soczystych pachnących pomidorów już powierzyli ziemi nasionka, które cieszą oko pierwszymi wschodami. Wilnianka B. ma przy domu trzy foliowe cieplarnie, hoduje teraz w domu na wszystkich możliwych parapetach ulubione pomidory. Sianie pomidorów w tym roku też się przesunęło w czasie:
— Ze względu na przeciągającą się zimę siałyśmy pomidory później, w połowie marca. Wysadzanie do cieplarni też się opóźni. Mam nadzieję, że lato nie zawiedzie i zbiory będą jak zawsze obfite — mówi amatorka domowych warzyw.

Jedna odpowiedź do Przeciągająca się zima opóźnia wiosenny siew

  1. Astoria mówi:

    Zastanawia, czy w artykule chodzi o pogodę, czy o pochwalenie się zamożnymi rolnikami? Jeśli o to drugie, to trzeba przyznać, że 1000 ha i 4000 świń Czesława Moroza robi wrażenie. Takie gospodarstwo otrzyma samych dotacji unijnych z pół miliona euro rocznie plus, oczywiście, zysk własny.

    Z drugiej strony, Moroz jest raczej wyjątkiem w kraju, gdzie 80% gospodarstw rolnych nie przekracza 10 ha. To podobne rozdrobnienie do polskiego. O ile jednak Polska musiała pójść drogą rozdrobnienia, ponieważ odziedziczyła po komunie rolnictwo w większości prywatne, Litwa miała kołchozy i mogła pójść drogą Czech, które ziemi popaństwowej nie rodrobniły, przez co mają dziś rolnictwo wydajniejsze od polskiego i litewskiego.

Leave a Reply

Your email address will not be published.