8
Los wileńskich mikrobusów pod znakiem zapytania

Przewoźnicy ekspresowi sprzeciwiają się planom Wilna wyniesienia ich z centrum stolicy na peryferia miasta  Fot. Marian Paluszkiewicz
image-56568

Przewoźnicy ekspresowi sprzeciwiają się planom Wilna wyniesienia ich z centrum stolicy na peryferia miasta Fot. Marian Paluszkiewicz

Obserwując toczącą się już od kilku miesięcy batalię o tzw. wileńskie mikrobusy, wielu mieszkańców stolicy zastanawia się, o co w tym wszystkim chodzi, a raczej jeździ.

Władze miasta tłumaczą, że chodzi o to, żeby prywatni przewoźnicy ekspresowi nie konkurowali z transportem publicznym, lecz go uzupełniali. Reforma transportu publicznego zakładała, że od 1 lipca przewoźnicy ekspresowi dowoziliby pasażerów z peryferii miasta do węzłów komunikacji miejskiej obsługiwanej przez autobusy i trolejbusy miejskie oraz autobusy ekspresowe. Wobec tego,od 1 lipca ekspresowe mikrobusy miałyby wynieść się z centrum miasta na linie na peryferiach.

Właściciele tych nie godzą się na takie zmiany, gdyż nie chcą stracić intratnych linii komunikacyjnych. W środę zorganizowali nawet wiec protestacyjny przed siedzibą władz miasta, gdy tamte miały głosować ws. reformy transportu publicznego. Większość radnych przegłosowała, odrzucając zmiany dotychczasowego systemu komunikacji. Chcieli sprostać oczekiwaniom przewoźników ekspresowych, jednak niekoniecznie im to wyszło, bo jak twierdzi mer Wilna Artūras Zuokas, odrzucenie zmian komunikacji miejskiej oznacza, że od 1 lipca przewoźnicy ekspresowi będą musieli w ogóle przerwać działalność.

— W umowie jest jasno napisane, że 6 miesięcy przed upływem terminu ważności umowy miasto może złożyć jej wypowiedzenie. Zostało to zrobione 31 grudnia, bo większość umów albo już wygasła, albo wygasa właśnie z dniem 1 lipca. Tymczasem środowa decyzja Rady Wilna oznacza, że nie ma szans na podpisanie nowych umów obowiązujących od 1 lipca — wyjaśnia mer Wilna.

Nie zgadzają się z nim przewoźnicy, którzy uważają, że nic nie stoi na przeszkodzie, by miasto prolongowało umowy.  Do tego jednak będzie potrzebna kolejna decyzja Rady miejskiej. Nie wiadomo jednak, czy taki projekt trafi pod obrady Rady, a jeśli i trafi, to czy znajdzie poparcie, bo na konflikcie przewoźników z magistratem swoją pieczeń chcą upiec politycy. Będący w opozycji konserwatyści stanęli po stronie rzekomo krzywdzonych właścicieli mikrobusów ekspresowych.
Przewoźników broni również namiestnik rządu na powiat wileński, który wywodzi się również z szeregów konserwatywnej opozycji. Upolitycznienie sporu może więc doprowadzić do rozprawy sądowej, a wtedy to kolegium sędziowskie będzie decydowało, która ze stron ma rację.

Wileńskie mikrobusy ekspresowe od lat obsługują pasażerów. Dzięki nim szybko można dojechać z centrum miasta do odległych tzw. dzielnic sypialnych i z powrotem. Niestety, mikrobusy, czyli potocznie „mikruszki” lub „łatwie” (od nazwy mikrobusów łotewskiej marki RAF, które wcześniej dominowały na trasach ekspresowych) są znane też z niebezpiecznej jazdy. Ich kierowcy nie zawsze wystawiają bilet za przejazd. Przewoźnicy ekspresowi, jadąc przed autobusami i trolejbusami komunikacji miejskiej „podkradają” im pasażerów, co, zdaniem władz miasta, uszczupla przychody przewoźnika samorządowego, który od lat pracuje na minusie.

W 2011 roku straty przewoźnika publicznego wyniosły ponad 180 mln litów, zaś w roku ubiegłym ponad 111 mln. Miasto przygotowało plan i chce przyciągnąć więcej pasażerów na linie obsługiwane przez przewoźnika samorządowego. Wczoraj  na konferencji prasowej mer Artūras Zuokas przedstawił właśnie założenia reformy transportu publicznego. Według niej, od 1 lipca zostanie uruchomionych 15 linii autobusów ekspresowych, które będą jeździły na podstawowych liniach z częstotliwością co 5-6 minut. Żeby udrożnić dla tych autobusów korytarze transportowe, miasto zamierza dodatkowo wyznaczyć lub dobudować kilkanaście kilometrów nowych pasów ruchu dla autobusów ekspresowych.

Szacuje się, że będzie to kosztowało około 2,5 mln litów, a prace mają być skończone do 1 lipca. Tymczasem do głównych linii komunikacyjnych obsługiwanych przez autobusy ekspresowe pasażerów mają dowozić autobusy i trolejbusy miejskie oraz właśnie prywatni przewoźnicy ekspresowi. Całość systemu ma też integrować jedyny system e-biletu komunikacji miejskiej.
Tymczasem po środowej decyzji stołecznej Rady nie wiadomo, czy te plany teraz zostaną zrealizowane i jaki system transportu miejskiego będzie działał po 1 lipca.

8 odpowiedzi to Los wileńskich mikrobusów pod znakiem zapytania

  1. andrzej mówi:

    Zuokas mówi o dobrych chęciach , ale po co uczynił pasażerom takie świństwo , jak zmiana rejsu mikrobusu 5 , aby pasażerowie utkwili w korku na Mostowej i Wróblewskiego ? Może teraz tam jest lepiej , bo ruch zmniejszył się z powodu remontu którejś z ulic przy Katedrze , ale prze kilkoma miesiącami straciłem tam masę czasu , a ulica Kalwaryjska w tym czasie była całkowicie przejezdna i bardziej popularna , niż jakieś odludzie na Rybakach .

  2. Czytelnik mówi:

    Jezeli cena biletu bedzie jednakowa jaka wiec roznica gdzie te mikruszki beda jezdzic,tym bardziej jezeli na peryferiach,dowazac ludzi z przedmiescia do tych ekspresowych autobusow,to calkiem slusznie, nie beda przeszkadzalu ruchowi w centrum.

  3. andrzej mówi:

    A kto obecnie z nich korzysta , marsjanie ? Nikomu one nie przeszkadzają i skoro z nich korzysta się , to są ludziom potrzebne . Dawno mineły te czasy , kiedy mikroautobusy jeździły bezczelnie , czując się panami dróg , teraz jeżdżą szybko , ale poprawnie . Najbardziej przeszkadzają w ruchu samochody prywatne . Najpierw niech Zuokas przedstawi dokładny plan całego ruchu , bo jak na razie wiadomo tylko o likwidacji rejsów , już wiele zlikwidował , nie dając nic w zamian , chce dalej likwidować , podając tylko jakieś mgliste obietnice .

  4. trrrrr mówi:

    Tarasiewicz to widać odrabia na Zuokasa i TAIP.
    “Marszrutki” zwyciężą!!!

  5. walter mówi:

    Zgadzam sie z andrzejem – niech najpierw Zuokas stworzy ten swoj idealny transport publiczny, a wtedy likwiduje marszrutki, bo teraz bedzie tak jak z biletami elektronicznymi, wsiadaniem przez przednie dzrwi itp. Najpierw zrobim – potem pomyslimy-reforme wyrzucimydo smietnika, a najbardziej cierpia ludzie.

  6. andrzej mówi:

    … większość radnych … przecież oni nawet z bliska nie widzieli transportu publicznego . … podkradają ? , ja mam bilet miesięczny , czyli Zuokas opłacony z góry , korzystam z “mikruszki” , czy prywatnego autobusu , kiedy śpieszę , lub potrzebuję pewnej wygody , tak , jak i większość innych pasażerów . Nie cierpię konserwatystów , ale oni , w tym wypadku , postawili na lepszą kartę .

  7. Czytelnik mówi:

    Wiadomo mikruszki jako male więcej manewru mają,ale dužo jest naruszen,bo jak to mowi się podkrajają drogę innym,zatrzymują się na každym kroku ,co takže przeszkadza, są male,latwo policzyc wiele trzeba mikruszek zamiast jednego autobusu,więc są nie ekonomiczne ,jak i te same taksowki.Do tego caly transport wstrzymują korki na skrzyžowaniach,co jest największą biedą,ze do dzisiaj nie rozwiązany ten problem.Osobny pas dla autobusow možliwie jest dobrym pomyslem,ale žeby go stworzyc potrzebne są duže pieniądze,oraz czas,ale nie dwa miesiące,jak to chce zrobic Zuokas,szkoda ze tylko Zuokas,bo więcej jak widac nikt niema nic do powiedzenia,dlatego taki porządek i jest

  8. andrzej mówi:

    Najpierw trzeba stworzyć warunki , a potem niszczyć to , co już jest i to , co ludziom potrzebne . Zukas nie dba o ludzi tylko o jakieś własne interesy .

Leave a Reply

Your email address will not be published.