2
Łowca meteorytów z Ejszyszek

„Każdy kamień ma swą historię, swoje życie” — mówi pan Marian Sałabuda Fot. Marian Paluszkiewicz
image-58651

„Każdy kamień ma swą historię, swoje życie” — mówi pan Marian Sałabuda Fot. Marian Paluszkiewicz

W tym samym dniu, kiedy w Czelabińsku spadł olbrzymi meteoryt i setki ludzi zostało rannych, w rosyjskim serwisie Avito.ru pojawiło się ogłoszenie: „Sprzedam meteoryt czelabiński, świeży”.

W tym też dniu rosyjskie władze zaczęły apelować do mieszkańców Uralu, by nie podchodzili i nie dotykali fragmentów skalnych, które spadły z kosmosu.
Na Litwie na szczęście nie doszło do upadku takiego meteorytu. Co bynajmniej nie oznacza, że nie spadają na naszą krainę.

A jak są meteoryty, to są też ich poszukiwacze.  Jedni szukają z powodu podejścia naukowego do tej sprawy, drudzy dla pieniędzy, a jeszcze istnieje trzecia kategoria — by zrealizować marzenie: po prostu go znaleźć. I nie jest to takie łatwe, jak się postronnemu wydaje, biorąc pod uwagą, że w ciągu ostatnich stu lat, jak powiedział znany wileński astronom Kazimierz Czernis, na Litwie były tylko trzy takie wypadki — w roku 1908, 1929 i 1933.

– Prawdopodobnie tyle też spadnie w XXI wieku. Większej szkody nie zrobiły, nastraszyły tylko swymi płonącym widokiem. Ludzie potem, owszem, odłamki zbierali – mówi naukowiec.
To zdanie naukowca, ale na Litwie jest grupa ludzi, która „widzi” częste ich spadanie i wyrusza, jak tylko ma czas na poszukiwanie. Wśród nich jest dzisiejszy nasz rozmówca Marian Sałabuda.
– Przyzwyczaiłem się, że ludzie patrzą na mnie z podejrzliwością. Wielu nawet niedwuznacznie mówiło, bym w głowę się puknął, bo szukam tego, czego nie ma — mówi pan Marian.

Jest na pewno znaną osobistością w Ejszyszkach, w których od lat z rodziną mieszka i prowadzi swój biznes. Większość ludzi wie o jego pasji — o tych wymarzonych meteorytach, które szuka i których, jak mówi Sałabuda, dotąd nie znalazł. Właśnie dotąd, bo wierzy, że jednak taki dzień kiedykolwiek nastąpi i wtedy będzie mógł udowodnić — a jednak meteoryty na Litwę spadają.

Trzeba było wiele wysiłku włożyć, aby tu się zadomowił bocian Fot. Marian Paluszkiewicz
image-58652

Trzeba było wiele wysiłku włożyć, aby tu się zadomowił bocian Fot. Marian Paluszkiewicz

Dziś może o nich na pewno wykłady wygłaszać, bo jest to dla niego tak miły temat, któremu poświęca cały wolny czas. A tego czasu nigdy nie jest za dużo, jak się popatrzy na tak wypucowany i z taką miłością zbudowany dom (ileż to pracy włożył sam gospodarz), na każdy szczegół, który ten dom otacza. I który ma jeszcze jednego „gospodarza” — wspaniałego bociana mającego swe gniazdo na zabudowaniu gospodarskim.

– Ileż to trudu włożyłem, aby go zwabić do siebie. I gniazdo mu sporządziłem, które umocowałem na tym mocnym metalowym słupie, i nawet nauczyłem się klekotać, zanim zamieszkał u mnie na stałe — mówi Sałabuda.
Na posesji pana Mariana sporo kamieni. Z kamieni zrobiony został balkon, basen, kamienie upiększają teren. Bo kamienie, jak magnes wabiły go zawsze od dzieciństwa.
Ale, jak mówi nasz rozmówca, do nauki go nie ciągnęło, ale do pracy — to zawsze jak siebie pamięta.
Urodzony na Białorusi, w rejonie woronowskim od wczesnego dzieciństwa wciągnął się do pracy. Nie dlatego, aby mu czegoś brakowało, ale widział, jak rodzice pracowali, więc dzieci chciały w miarę sił im pomóc.

– Zaczęliśmy wraz ze starszym o rok bratem Zbysławem od hodowli królików, których mieliśmy ponad 300. Nie tylko je hodowaliśmy, ale też sami robiliśmy klatki. Sami też sprzedawaliśmy na Litwie. Słowem imaliśmy się wszystkiego. Ojciec był kowalem, to i mu pomagaliśmy. Mając 17 lat, miałem prawo jazdy na wszystkie rodzaje pojazdów „postarzałem” nawet o rok – z uśmiechem mówi pan Marian.
Jak za chwilę się dowiem, to żadna praca nie jest mu obca.

A potem – wojsko. Tu zdarzył się mu wypadek i do rodzinnych stron powrócił z legitymacją inwalidzką:
– Lekarze nie wróżyli mi nic dobrego, ale powiedziałem sobie, nie mogę się poddać i siebie żałować. Wszak całe życie przede mną. Praca musi mnie wyleczyć.
W Ejszyszkach mieszkała jego siostra i tu się zaczepił. Ale nie na długo, zawsze chciał być samodzielny, dlatego kiedy tylko wydzielono mu parcelę pod budowę,  zaczął wznosić właśnie ten dom, do którego wprowadził przyszłą żonę. Tu się urodziły ich córki – Karina i Brygita.
Żona pochodząca też z Białorusi w chwili, kiedy z Marianem brali ślub, w Ejszyszkach pracowała jako fryzjerka.

– Początkowo Teresa trochę się opierała. Ale ja byłem stanowczy! – wspomina ze śmiechem pan Marian.
Jak za chwilę będziemy mieli okazję się przekonać, nasz rozmówca jest osobą, która konsekwentnie dąży do każdego wyznaczonego celu.
Teraz jego celem są meteoryty.

„Ja słyszę, jak padają meteoryty! Dlatego je szukam” — z entuzjazmem mówi nasz rozmówca Fot. Marian Paluszkiewicz
image-58653

„Ja słyszę, jak padają meteoryty! Dlatego je szukam” — z entuzjazmem mówi nasz rozmówca Fot. Marian Paluszkiewicz

— Jedni ludzie w ogóle nie wiedzą co takiego, drudzy wyobrażają sobie, że znalezienie meteorytu to żaden problem – opowiada. – A tymczasem jest to bardzo trudne i wymaga cierpliwości.
W ziemi obok meteorytów znajduje się mnóstwo metalowych śmieci, które wykrywa sprzęt poszukiwaczy: gwoździe, podkowy, monety, rozmaite blachy i folie to tylko niektóre znaleziska.
A znaleźć tego kosmicznego gościa nie jest na pewno łatwym zadaniem.

Muszą go ocenić specjaliści, ponieważ trzeba być doskonałym znawcą, by go odróżnić na podstawie cech charakterystycznych, o których pan Marian nam za chwilę opowie. Czyli, powierzchnia meteorytów może być pokryta skorupą powstałą w czasie przelotu przez ziemską atmosferę. Zwykle jest czarna i matowa, czasem brązowa. Z upływem czasu na powierzchni może pojawić się kolor rdzawy z różnymi odcieniami.

Meteoryty są zwykle cięższe niż ziemskie kamienie o podobnej wielkości. Jest to spowodowane zawartością żelaza lub jego związków.
Posiadają też zdolność przyciągania magnesu. Oj, aż w głowie od tej wyliczanki się kręci, więc kierujemy naszą rozmowę w inną stronę, a mianowicie ileż to taki meteoryt może kosztować.
— Bardzo różnie. Skromne lity i całe fortuny — odpowiada Sałabuda.

Gdyby skład meteorytu wskazałby, że pochodzi on np. z Marsa, jego cena skoczyłaby błyskawicznie. Za wartościowe znaleziska można dostać kilkaset dolarów — mówi poszukiwacz meteorytów.
A my z kolei przypominamy, iż najdroższym znaleziskiem tego typu była skała księżycowa o nazwie „Dar al Gani 1052” znaleziona w Libii w roku 1998. W 2012 roku na aukcji w USA sprzedano ją za 330 tysięcy dolarów.

No, ale na Litwie takich cennych znalezisk nie zanotowano.
Na razie jak żartobliwie zaznacza pan Marian:
– Może ja właśnie będę tym szczęściarzem. Pieniądze, owszem, każdemu by się przydały, ale ja chcę udowodnić sobie i innym, że na naszym terenie ich kratery istnieją. Że „śpią” tu meteoryty, które same siebie zasypują po spadnięciu na ziemię. Najważniejsze to wierzyć i mieć marzenie – mówi na zakończenie naszej rozmowy łowca meteorytów z Ejszyszek.

2 odpowiedzi to Łowca meteorytów z Ejszyszek

  1. Czytelnik mówi:

    raczej, Łowca nieboszczykow w Ejszyszkach! 😀

  2. Połaniec mówi:

    Woronowo, woronowski?????
    11 czerwca 1929 roku nazwę gminy zmieniono na Werenów. Obwieszczenie Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 5 czerwca 1929r. w sprawie zmiany nazwy gminy Woronowo w powiecie lidzkim w województwie nowogródzkiem (M.P. z 1929r. Nr 132, poz. 326).

    Określenie Woronowo jest rusycyzmem!!!

Leave a Reply

Your email address will not be published.