39
Bandycki Dziki Zachód na Wileńszczyźnie

Białozorowszczyzna to dziś niemal pusta wieś, aczkolwiek potomkowie jej mieszkańców wciąż wracają do swojej ojcowizny i niestety, muszą ją bronić przed przybyszami Fot. Marian Paluszkiewicz
image-58881

Białozorowszczyzna to dziś niemal pusta wieś, aczkolwiek potomkowie jej mieszkańców wciąż wracają do swojej ojcowizny i niestety, muszą ją bronić przed przybyszami Fot. Marian Paluszkiewicz

W leksykonie geograficznym współczesnej Litwy — na Litwie Wschodniej, czyli na Wileńszczyźnie, zamieszkałej w większości przez mniejszość polską — ostatnio często dochodzi do grabieżczego zajmowania ziemi miejscowej ludności przez samozwańczych właścicieli, czy też tzw. farmerów.

Przed rokiem pisaliśmy już, jak w podwileńskich Bojarach złodzieje zagrabili ziemię polskiej rodzinie Kułakowskich. Dopiero po kilku latach dochodzenia sprawiedliwości w sądach Kułakowskim udało się odzyskać ojcowiznę. Kolejnych kilka lat spędzą na odbudowie gruntów zniszczonych przez buldożery niedoszłych właścicieli, czyli pospolicie — złodziei.
Nikt oczywiście Kułakowskim nie zrekompensuje ich strat, bo w przypadku miejscowych Polaków litewski wymiar sprawiedliwości aż tak daleko sprawiedliwości tej nie szuka.

Dziś przedstawiamy problem rodziny Błażewiczów, czyja ojcowizna od Bojar po drugiej stronie Wilna leży, czyli na Białozorowszczyźnie w gminie miednickiej. Przed wielu laty Leokadia Błażewicz odzyskała tu ponad 6 hektarów ziemi ojcowskiej. Z dala, bo ponad 40 km, od Wilna, gleby nie najlepsze. Wokół lasy i wymierające wsie w tych przygranicznych z Białorusią okolicach. Mimo wszystko Błażewiczowie postanowili nie wyrzekać się ojcowizny, tym bardziej, że choć nieurodzajna gleba, ale co roku jakiś grosz z unijnych dotacji wpadnie.
— Co roku deklarowałam w agencji łąkę. Kosiliśmy trawę, a siano albo sąsiadom oddawaliśmy, bo trzodę trzymają, a jak im nie trzeba było, to zwyczajnie je wywoziliśmy — opowiada nam pani Leokadia.

Anna Kadziewicz z Białozorowszczyzny opowiada, że mieszkańcy okolicznych wsi sprzeciwili się poczynaniom na ich ziemi spółki rolniczej Fot. Marian Paluszkiewicz
image-58882

Anna Kadziewicz z Białozorowszczyzny opowiada, że mieszkańcy okolicznych wsi sprzeciwili się poczynaniom na ich ziemi spółki rolniczej
Fot. Marian Paluszkiewicz

Podobne plany miała również w tym roku, tym bardziej, że wiosna choć późna była, ale pogoda sprzyjała roślinności. Niestety, dziś zamiast przed kwitnącą łąką stoimy z panią Leokadią przed kilkoma hektarami pustkowia porastającego chwastami zamiast pachnącej koniczyny.
— Zlali nam pole jakąś chemią. Żeby przypadkowo sami nie zauważylibyśmy, to nawet nie wiedzielibyśmy, kto i czym pola zatruł — opowiada nam zrozpaczona właścicielka pola. Jednak to był tylko epizod z ciągu samowoli tzw. farmerów litewskich, którzy bez wiedzy gospodarzy zniszczyli im ziemię, bo — wydaje się — w ogóle nie liczyli na to, że ktoś przeciwstawi się ich samowoli.

— Gdy pewnego razu przyjechaliśmy na pole, to zobaczyliśmy składowane na nim drewno z pobliskiego lasu. Zaczęliśmy dochodzić, kto i dlaczego wywózkę z lasu złożył na naszym polu. Okazało się, że to niejaka spółka „Euromiškas” — przynajmniej tak przedstawił się jeden z ich ludzi — wyrąbała pobliski las i składowała drewno na naszej łące. Zaczęliśmy szukać prawdy, więc obiecano nam, że drewno zostanie wywiezione, a pozostałe śmiecie zostaną sprzątnięte — opowiada nam swoje perypetia pani Leokadia. Gdy po jakimś czasie przyjechała sprawdzić, czy spółka wywiązała się ze swoich obietnic, to zamiast sprzątniętej łąki zobaczyła zgliszcza. Drwale, owszem, bierwiona wywieźli, ale resztę śmieci (gałęzie, igliwia, liście) po prostu spalili na łące, a resztę wysypali na poboczu biegnącej wzdłuż pola drogi. Na dodatek wyrwali z ziemi kopiec znaczący granicę łąki. Teraz pani Leokadia będzie musiała zwracać się do geodetów, aby na nowo oznaczyć granicę łąki.
— A to przecież kosztuje, bo dla specjalisty nie ma różnicy, czy przyjedzie wyznaczyć jeden punkt granicy, czy kilka, bo koszty są takie same — ubolewa pani Leokadia.

Bociany, jak i miejscowi ludzie, korzeniami wciąż tkwią na ziemi swoich przodków Fot. Marian Paluszkiewicz
image-58883

Bociany, jak i miejscowi ludzie, korzeniami wciąż tkwią na ziemi swoich przodków Fot. Marian Paluszkiewicz

Okazało się jednak, że był to dopiero początek kłopotów Błażewiczów z samowolą na ich ojcowiźnie.
— 12 maja, w niedzielę po południu wracaliśmy z kościoła i przejeżdżając obok pola zobaczyliśmy na nim traktory. Czymś opryskiwano łąkę. Traktorzyści powiedzieli, że wynajął ich właściciel — spółka „Makutiškių žemė”. Niebawem zjawił się dyrektor spółki. Przedstawił się nawet — Dmitrijus Jaruševičius. Gdy dowiedział się, że to my, a nie on, jesteśmy właścicielami łąki, zaczął namawiać, żebyśmy mu wydzierżawili albo sprzedali ziemię. Przekonywał, że i tak już żadnych dotacji z Unii nie otrzymamy, a on rzekomo miał uprawiać topinambur (słonecznik bulwiasty) na naszym polu — opowiada pani Leokadia.

Gospodarze nie zgodzili się na namowy nowo ujawnionego farmera, a zamiast podpisać z nim umowę, zadzwonili na policję. Zanim jednak funkcjonariusze dojechali na miejsce, szef spółki i wynajęte przez niego traktory zdążyli bez pośpiechu odjechać z miejsca zajścia.
— Policja przyjechała po kilku godzinach od zawiadomienia. Wysłuchała nas, ale żadnego protokołu nie spisała. Poradziła tylko, żebyśmy sprawę zgłosili na posterunek w Rudominie, albo do samorządu, który skieruje sprawę na policję — wyjaśnia właścicielka ziemi.
Pani Leokadia niezwłocznie złożyła podanie w samorządzie rejonu wileńskiego, a dla pewności później złożyła zawiadomienie na policji ws. samowoli drwali oraz dyrektora spółki rolniczej. Minął już ponad miesiąc, ale ze strony urzędów i policji — cisza. Przedstawiciele samorządu oraz starostwa obejrzeli na miejscu sytuację i teraz zajmują się wyjaśnieniem sprawy.

— Sprawa jest w toku — powiedziała nam Rita Maskajewa, specjalistka wydziału porządku publicznego administracji samorządu rejonu wileńskiego. Jak wyjaśniła, dyrektor spółki „Euromiškas” złożył pisemnie wyjaśnienie, że prace wykonywał zgodnie z prawem i podpisaną umową ze spółką „Makutiškių žemė” na oczyszczenie pól z lasu i krzewów, ale do zniszczenia pola pani Leokadii nie przyznał się. W następnym tygodniu wydział czeka na wyjaśnienia przedstawiciela spółki „Makutiškių žemė”.

Spalona ziemia — symboliczny i wymowny znak samowoli „nowych” farmerów na ziemi miejscowych Polaków Fot. Marian Paluszkiewicz
image-58884

Spalona ziemia — symboliczny i wymowny znak samowoli „nowych” farmerów na ziemi miejscowych Polaków Fot. Marian Paluszkiewicz

Policja w tej sprawie też niewiele wskórała, szuka sprawców zniszczenia pola pani Leokadii.
My również poszukaliśmy i znaleźliśmy! Ten w rozmowie z „Kurierem” wszystkiego się wypiera — żadnej właścicielki Błażewicz nie zna, o zajściu w Białozorowszczyźnie pierwszy raz słyszy i twierdzi, że nie zna faktu samowolnego opryskiwania chemikaliami czyjejkolwiek ziemi. Dmitrijus Jaruševičius nie chciał nam też wyjaśnić, skąd więc pani Błażewicz ma jego numer telefonu i numery rejestracyjne traktorów oraz jego osobówki BMW, którą przyjechał w niedzielę, 12 maja, na pole pani Leokadii?

„Dziękuję, więcej żadnych komentarzy” i dalej „bip, bip, bip” — usłyszeliśmy w słuchawce telefonu.
Mamy nadzieję, że w kontaktach z wydziałem porządku publicznego oraz policją dyrektor spółki rolnej będzie bardziej rozmowny.
Jak udało się nam też wyjaśnić, gmina miednicka, gdzie panoszy się ta spółka, już nie pierwszy raz ma do czynienia z działalnością tzw. farmerów z Makuciszek, wioski, której już nie ma, lecz pozostała ziemia po jej mieszkańcach.

W starostwie gminy opowiedzieli nam, że wcześniej spółka ta planowała wywozić na pola szlam z solecznickiej oczyszczalni ścieków.
— Nie chcieliśmy, żeby to nam tu śmierdziało! — mówi Anna Kadziewicz ze wsi Białozorowszczyzna i opowiada, że mieszkańcy gminy podpisali się pod protestem przeciwko wywożeniu ściekowego gnoju na okoliczne pola.
W starostwie gminy dodają, że sprzeciw wystosowała Szkoła Pograniczników w Miednikach oraz dyrekcja Muzeum Zamku Trockiego, którego Zamek Miednicki jest filią. Na tym sprawa z wywozem szlamu skończyła się. Mieszkańcy okolicznych wsi mają nadzieję, że na zawsze.

W regionie leżącym przy szczelnie strzeżonej granicy z Białorusią, nieskażona ziemia jest bowiem ich największym bogactwem. Pracy tu nie ma żadnej. Najbliżej zatrudnienie można znaleźć 50 km stąd w Wilnie. Ale problem z dojazdem. Bo do niektórych wsi dojeżdża tylko szkolny autobus. W wakacje żaden. Dlatego ci, którzy tu jeszcze zostają, muszą samodzielnie zadbać prawie o wszystko.
— Hodujemy krowy, konie, prosiaki, kury, gęsie, króliki, słowem wszystko. Swoje też owoce i warzywa. Opał z pobliskiego lasu — mówi Anna Kadziewicz, która z mężem na rencie inwalidzkiej wychowują siedmioro dzieci. Starszy syn znalazł właśnie pracę. Też w Wilnie, w hurtowni jednej z litewskich sieci handlowych. Mówi, że najtrudniej pracować w nocną zmianę, ale taką chce, bo wtedy więcej zarobi. Starsza córka właśnie skończyła szkołę. Zastanawia się, co dalej. Na razie trudno o plany.

Dzisiejsze oblicze Białozorowszczyzny — kiedyś gęsto zaludnionej wsi, dziś niemal wymarłej Fot. Marian Paluszkiewicz
image-58885

Dzisiejsze oblicze Białozorowszczyzny — kiedyś gęsto zaludnionej wsi, dziś niemal wymarłej Fot. Marian Paluszkiewicz

— Trzeba iść dalej uczyć się — podpowiada matka.
Rodzina Kadziewiczów jest jedną z trzech rodzin, które tu pozostają. Reszta — kilkanaście domów — albo patrzą ślepiami pustych okien na okoliczne pola, albo służą potomkom ich właścicieli za dacze.
— Przyjeżdżają tu w weekendy, albo rzadziej — mówi pani Leokadia.
O prawie wymarłym życiu we wsi świadczy zarośnięty trzciną wiejski staw — dawniej kąpielisko miejscowej dziatwy i miejsce schadzki wiejskich wędkarzy.
Miejscowi mówią, że wieś czeka los miejscowego cmentarza, do którego droga już dawno porosła trawą po pas, bo jak zauważa pani Leokadia, ostatni pochówek na cmentarzu był przed dziesięcioma laty.

Mimo to, dla miejscowej ludności wciąż pozostaje największym bogactwem, dlatego każdemu zamachowi na to bogactwo przeciwstawią się najmocniej jak tylko potrafią. A że potrafią, świadczy też historia. Gdy przed kilkunastu laty miejscowi walczyli o zwrot ojcowizny i rodzinnych lasów, powiedziano im, że lasu nie ma, bo wszystko należy do nadleśnictwa.

— Jednak pewnego dnia usłyszeliśmy, że ktoś wypiłowuje nasze drzewa. Poszliśmy całą wsią. Okazało się, że jakaś brygada z Kowna tnie drzewo na zlecenie „właściciela lasu” również stamtąd — opowiada pani Leokadia. Jak mówi, mieszkańcy dosłownie rzucili się na piły łańcuchowe i powstrzymali wycięcie lasu.
„Po tym proteście bardzo szybko również dla miejscowych znalazł się wolny las i został w pilnym trybie zwrócony byłym właścicielom” — mówi Leokadia Błażewicz. Nie zamierza też popuścić samowoli dokonanej na jej ziemi. Wciąż cierpliwie czeka na wynik pracy samorządowego wydziału porządku publicznego oraz policji.

FUNDACJA POMOŻE

Pomoc prawną Leokadii Błażewicz zaproponowała Europejska Fundacja Praw Człowieka.
Prawniczka Fundacji, Ewelina Baliko, powiedziała „Kurierowi”, że Fundacja niezwłocznie podejmie się interwencji w urzędach i policji ws. wyjaśnienia sytuacji, a po otrzymaniu stamtąd odpowiedzi będzie stale monitorowała ze strony prawnej przebieg dochodzenia.

39 odpowiedzi to Bandycki Dziki Zachód na Wileńszczyźnie

  1. Kmicic mówi:

    Poprzez Strasburg taka sprawa będzie kosztowała winowajców kilkaset tys. euro. Warto powalczyć dla Państwa Błażewiczów. Ważny też jest przykład.

  2. Andrzej mówi:

    Litwini złodzieje kradną Polakom ich własną ziemię – trzeba głośno krzyczeć

  3. Jurgis mówi:

    Taka sytuacja ma posmak mafijny.Nic nikt nie wie,nikt nie widział,nikt nic nie pamięta.Nie ma śladów zgłoszenia przestępstwa ani niczego na piśmie.Jedyna droga to przez EFHR.
    Powstaje pytanie dla czego nie działa prawo i dla czego wszystko w trybie interwencji lub zażaleń.

  4. wilga mówi:

    Ktoś musi pomóc litewski Polakom!
    Lituva jako państwo powinna zapłacić duże odszkodowania,to może zaprzestano by takich praktyk?

  5. Jan mówi:

    Jednym slowem panstwo kryje zlodzieji.Dobry przyklad przed litewska prezydencja.
    Warto wyslac na otwarcie 1.07.tej zalosnej prezydentury list do UE z zapytaniem czy tak naprawde to panstwo czy organizacja mafijna.

  6. Lubomir mówi:

    Skoro my Polacy jesteśmy tak otwarci i przyjmujemy oddział armii niemieckiej d/s wojny elektronicznej, by rozgościli się w stolicy Pomorza Zachodniego, w Szczecinie. Skoro jesteśmy tak gościnni, że w Kołobrzegu na tymże Pomorzu Zachodnim pozwalamy niemieckim partyjniakom zorganizować sobie Parteitag swojej SPD, to może Litwini pozwolą nam na rozlokowanie oddziałów Wojska Polskiego, by polscy żołnierze jako obserwatorzy NATO doglądali przestrzegania umów międzynarodowych przez Wilno?. Wojsko Polskie powinno występować z nowymi, pożytecznymi inicjatywami. Bo przecież trudno uznać za pożyteczną inicjatywę decyzję Wojska Polskiego o likwidacji Pomorskiego Okręgu Wojskowego czy Śląskiego Okręgu Wojskowego. Czyżby liczono na parasol ochronny Bundeswehry?. To myślenie antypolskie a nie polskie. Myślenie polskie musi troszczyć się o stan polskości.

  7. marek mówi:

    Lubomir:
    Lietuvisi nie pozwolą. Oni się śmieją z naszej pobłażliwości.

  8. Lubomir mówi:

    Re: Kmicic. Panie Kmicic myślę, że trzeba zabiegać we wszystkich zakątkach Europy i świata, by zawiązały się takie organizacje polskie: jak Światowy Kongres Polaków, Europejski Kongres Polaków, Światowa Liga Obrońców Polskości i Języka Polskiego. Takie gremia też mogłyby wpływać na niektóre lokalne decyzje. Wszyscy musimy wyzwalać aktywność Polaków. To z pewnością przerosłoby zarówno niemieckich agentów, jak i innych antypolskich sabotażystów m.in. neoszaulisów.

  9. Jaroslaw mówi:

    Ręce opadają gdy się czyta takie historie. Ludzie ci będąc pod okupacja, pod pojałtańskim zaborem nie mogą się bronić, bo gdzie pójdą? Do okupanta i złodzieja co ich ciągle, w sposób ewidentnie bezczelny ignoruje? A gdzie Polska? Dopóki Polską rządzić będą komuniści nazywani dzisiaj „socjaldemokratami” , żydzi z pozmienianymi na „ski” nazwiskami, i inna post okrągłostołowa hołota tacy ludzie dalej będą cierpieć. Jedyna nadzieja w Ruchu Narodowym bo już nie ma na kogo w tym kraju głosować.

  10. Astoria mówi:

    Można tylko ubolewać, z jaką łatwością redaktor Tarasiewicz wpuszcza w maliny czytelników, komentujących wyżej: nic a nic z manipulacji redaktora nie zrozumieli. Pozorując rzetelne śledztwo dziennikarskie w sprawie ważnej dla Polaków (a w istocie całkiem błachej), Tarasiewicz załatwia dwie swoje sprawy: tradycyjnie dolewa oliwy do ognia w konflikcie polsko-litewskim (innymi słowy, prowokuje waśnie na tle narodowym) oraz krytykuje nielubianą przez niego AWPL.

    1. Zacznijmy od AWPL. Redaktor jest w tym trudnym położeniu, że będąc nieprzejednanym wrogiem politycznym Tomaszewskiego i AWPL pisuje dla gazety, która jest nieprzejednanym wielbicielem Tomaszewskiego i AWPL. Rodzi to konflikt przekonań z potrzebą zarabiania na chleb, który zmusza redaktora do samocenzury i ograniczania jawnej krytyki. Partii i Wodzowi dostaje się od niego okazjonalnie i w taki sposób, jak w tym artykule: delikatnie i nie wprost. Oto krzywdzeni przez firmy litewskie polscy rolnicy szukają w samorządzie kontrolowanym przez AWPL pomocy i jej tam nie otrzymują. Cóż to za okropny samorząd, który własnych ludzi nie broni przed okrutnym najazdem litewskim na polską ojcowiznę! Problem w tym, że krytyka jest nieuzasadniona, bo sprawa jest błacha, ma charakter huligański i leży w kompetencji policji, a nie samorządu.

    2. Tarasiewicz portretuje huligańskie poczynania dwóch firm litewskich na nieużytku rolnym Błażewiczów jako napaść na polską ziemię. Jest to całkiem wyimaginowane. Sprawa ma co prawda charakter przestępstwa i nadaje się do wyjaśnienia przez policję, ponieważ firmy nie uzyskały zgody od Błażewiczów na wykorzystanie ich łąki, ale strat rolniczych tam nie było żadnych, ponieważ Błażewiczowie nie prowadzą żadnej działalności rolniczej.

    3. Przeciwnie, Błażewiczowie udają rolników w celu dojenia Unii z dotacji. Dojenie polega na tym, że na nieużytku (na łące) koszą trawę, co formalnie dowodzi ich działalności rolniczej, po czym muszą się tej skoszonej trawy jakoś pozbyć. Sami nie mają z siana pożytku, ponieważ nie są rolnikami. Nie mogą siana sprzedać, bo na Litwie jest nadmiar siana koszonego z nieużytków dla unijnych dotacji. Nie mogą siana nawet oddać komuś za darmo, bo nikt siana w okolicy nie potrzebuje, zapewne mając problemy z pozbyciem się własnego siana. Błażewiczowie nie mogą też siana spalić, ponieważ palenie siana jest nielegalne. Jedyne co im zostaje to wyrzucić gdzieś siano, tak, by nikt tego nie widział. Prawdopodobnie wyrzucali siano do tego właśnie lasu, który potem firma litewska czyściła (również z ich siana).

    4. Cały więc ten cyrk rozdmuchany przez Tarasiewicza i kontynuowany przez EFHR może mieć smutne konsekwencje dla Błażewiczów. Jeśli rzeczywiście wyrzucali siano do lasu, powodując zagrożenie pożarowe, to właściciel lasu może ich zaskarżyć do sądu za nielegalne zaśmiecanie mu lasu. Co jeszcze przykrzejsze, jeśli urzędnicy unijni dowiedzą się, że Błażewiczowie wyrzucają siano, czyli nie prowadzą pożytecznej działalności rolniczej, to mogą stracić unijne dotacje.

    5. Na miejscu Błażewiczów zrezygnowałbym z pomocy redaktora Tarasiewicza, EFHR, samorządu, a nawet policji…i raczej cicho siedział, bo im bardziej ta sprawa będzie rozdmuchana, tym więcej mogą na tym stracić.

    6. Dziwi mnie, że redaktor Tarasiewicz wykorzystuje naiwnych Błażewiczów w swoich politycznych i ideologicznych rozgrywkach, oddając im niedźwiedzią przysługę. Dziwi mnie, że gazeta na to pozwala.

  11. ladychapel mówi:

    Każdy kij ma dwa końce lub też są dwie strony medalu – można by napisać… Napiszę coś na temat gościnności Polaków i Litwinów z perspektywy uczestnika spływu kajakowego. Otóż zdecydowanie bezpieczniej jest spływać rzekami czy innymi drogami wodnymi w rejonie Ignaliny na przykład niż w rejonie solecznickim. A dlaczego? Dlatego, że w rejonie ignalińskim chcąc zatrzymać się na chwilę, dłuższą chwilę, czy nawet na noc, na jakimś brzegu, można to uczynić bez obaw. W rejonie solecznickim natomiast spotkało mnie ostre, chamskie i agresywne przepędzenie przez rozczochranego właściciela z “jego” brzegu, i nie ważne było, że byliśmy zmęczeni, czy przemoknięci. To tak na marginesie jak może wyglądać ten dziki wschód dla kogoś, kto zawita tu np. z Polski.
    Pozdrawiam.

  12. Jacek mówi:

    Trzeba walczyc o prorzadnosc. Dobrze, ze EFHR sie tym zajelo. Mam nadzieje, ze odzyska odszkodowanie od winowajcow!

  13. Lubomir mówi:

    Polscy kawalerzyści zmotoryzowani – harleyowcy powinni zacząć odwiedzać takie opuszczone przez Boga i Polskę miejscowości. Może warkot motorów zmusiłby do myślenia miejscowych geszefciarzy i pospolitych złodziei. To żadni bohaterowie.

  14. Rysio mówi:

    W sytuacji, kiedy nie można liczyć na struktury państwowe, Polacy na Litwie powinni tworzyć własną samoobronę.

  15. Wereszko mówi:

    @ Jarosław
    Rządząca Banda Czworga (PO,PiS,SLD,PSL) zrobi wszystko żeby Ruch Narodowy nie zaistniał na scenie jako poważna siła polityczna. Już obserwujemy różne zabiegi służb w celu jego zastopowania.

  16. Kmicic mówi:

    do 11:
    A moja grupa kajakarzy z Macierzy bardzo chwali sobie gościnność ziemi solecznickiej.
    Rajd Katyński także.

  17. Kmicic mówi:

    do internautów:
    astoria broni lt mafiozów bagatelizując nie tylko to, ale i wiele podobnych przestępstw.
    astoria , jak to często u niego bywa, z autora artykułu ujawniającego lt grabieże(wiele lat to już trwa)próbuje robić ,,winowajcę,,.
    – Podobnie , jak próbuje (prawdziwie po lt)zastraszyć=zniechęcić poszkodowanych do uzyskania należnych odszkodowań i ukarania winnych.
    Wyobrażmy sobie, gdyby tak Polacy w podobny sposób najechali zagrabione włości rodzinki Landsbergisa,- to dopiero byłby szum.

  18. Gabi mówi:

    Naprawde, ktos slusznie zauwazyl staje sie za dosc rozdmuchiwania konfliktu polsko-litewskiego. Polacy sa aktywni w zyciu Litwy tylko tam gdzie jest mowa o polskosci, tak to jest wazne, ale niestety juz nie najwazniejsze. Teraz w sejmie sa rozpatrywane poprawki do ustawy o ochronie dziecka (juz za miesiac lub dwa zostana przyjete), ktore przyczynia sie do rozbijania rodzin i obierania dzieci z normalnych rodzin. Dlaczego polska prasa o tym nic nie pisze, czy AWPL dziala cos w tym temacie. Na ile wiem Jozef Kwiatkowski jest wlasnie w komitecie ochrony socjalnej i pracy, ktory rozpatruje te poprawki: http://www3.lrs.lt/pls/inter3/dokpaieska.showdoc_l?p_id=443938, http://www3.lrs.lt/pls/inter3/dokpaieska.showdoc_p?p_id=443881. Papiez Jan Pawel II przestrzegal spoleczenstwo przed ideologia gender, a teraz zasiewa sie te ziarno zla na Litwie. Prosze napisac w tym temacie chociaz jeden artykul, bo Polacy na Litwie sa tak skoncentrowani na problemie polskich szkol nie widza prawdziwego zagrozenia wobec ich dzieci.

  19. Nota bene mówi:

    Jeśli kryptoantypolak Astoria nie widzi w tym wypadku problemu, tym bardziej trzeba się przyjrzeć

  20. Jan mówi:

    Astoria: Pkt.2 Twego wywodu – mieszkajac w USA wiesz ze gdyby taka sprawa wynikla tam,to wlasciciele tej ziemi/posiadlosci mogliby zastrzelic intruzow w obronie swej wlasnosci.
    Swiat z daleka wyglada zupelnie inaczej niz nam sie wydaje.
    Pkt.3 Dyrektywa UE mowi o obsianiu ziemi rolnej lub nieuzytkow.Nie mowi co rolnik ma dalej z nia robic.Problem polega na nowelizacji przepisow rolnych w UE,ale to godzi w interesy Francji,Niemiec,Holandii czy Angli.
    Dojenie UE to aparat urzedniczy rozbudowany do niespotykanych rozmiarow oraz brak kontroli nad ich poczynaniami.

  21. marek mówi:

    Kmicic:
    Czytając post Astorii nie tyle zaskoczyła mnie jego pokrętna argumentacja, bo do tego zdążył juz nas przyzwyczaić, ile… dwa poważne błędy ortograficzne, które doprawdy nie przystoją osobie aspirujacej, do tzw. “elity”.
    Myślę, że to wynik przemęczenia, a zapewne też i pośpiechu. Widać musi tyrać na akord w tej trudnej walce na odcinku zwalczania nacjonalizmu na Wileńszczyźnie. Dodajmy POLSKIEGO nacjonalizmu.

  22. Kmicic mówi:

    do marek 21;
    Dla nie do końca zorientowanych. Marek z przekąsem napisał,,Astoria..Widać musi tyrać na akord w tej trudnej walce na odcinku zwalczania nacjonalizmu na Wileńszczyźnie. Dodajmy POLSKIEGO nacjonalizmu.,,
    Na Wileńszczyżnie nie spotyka się polskich nacjonalistów. Są natomiast obrońcy własnej tożsamości narodowej i kulturowej przed skrajnie antypolskim, ,agresywnym trwającym nieprzerwanie od 21 lat faszyzującym nacjonalizmem lt.
    Dodam obrońcy wyjątkowo pokojowo usposobieni, czego zdają się nie doceniać ani lt , ani polskie, ani europejskie władze.

  23. Astoria mówi:

    @ Jan:

    –>mieszkajac w USA wiesz ze gdyby taka sprawa wynikla tam,to wlasciciele tej ziemi/posiadlosci mogliby zastrzelic intruzow w obronie swej wlasnosci.

    Chyba opierasz swoją znajomość prawa amerykańskiego na hollywoodzkich westernach czyli rozrywce. Obrona musi być proporcjonalna do zagrożenia. Gdybyś zabił kogoś na swojej ziemi za to, że składa tam drewno albo kopie dół bez twojego pozwolenia, to każdy sąd by to najpewniej zakwalifikował jako morderstwo z premedytacją, z możliwą karą śmierci, w zależności od stanu.

    –>Swiat z daleka wyglada zupelnie inaczej niz nam sie wydaje.

    Czasem to daje szerszą perspektywę. A do szczegółów mam mikroskop.

    –>Dyrektywa UE mowi o obsianiu ziemi rolnej lub nieuzytkow.Nie mowi co rolnik ma dalej z nia robic.

    Niczego nie sięją: trawa sama rośnie. Dlatego muszą ją skosić, żeby pokazać działalność rolniczą. Robią to miliony ludzi w UE. W Polsce przy haniebnie niskich emeryturach KRUSowych, dopłata unijna to zasiłek na przetrwanie. To rodzaj zapomogi unijnej dla ratowania wsi, pod przykrywką wspomagania rolnictwa.

    –>Dojenie UE to aparat urzedniczy rozbudowany do niespotykanych rozmiarow oraz brak kontroli nad ich poczynaniami.

    To mit. Unia zatrudnia mniej urzędników od Berlina. W Holandii jeden urzędnik państwowy przypada na 133 obywateli. W Unii jeden urzędnik przypada na 20000 obywateli UE. Administracja federalna USA zatrudnia 40 razy więcej urzędników od Unii.

  24. Albert mówi:

    Nie trzeba szukac polityki tam, gdzie jej nie ma. Takich chamow jest pelno i wsrod Litwinow, i wsrod Polakow. Biadolenie nic nie da, trzeba dzialac. Cieszę się, ze sprawą zajmie się prawnik. “Przycisnąc” policję, choc raczej Ekologiczną Policję, ocenic szkodę, wyrządzoną przyrodzie, powodztwo cywilne wniesione wraz ze sprawą karną, tylko tak trzeba.

  25. Witold mówi:

    “…w przypadku miejscowych Polaków litewski wymiar sprawiedliwości aż tak daleko sprawiedliwości tej nie szuka” – to smutne, ale niestety prawdziwe stwierdzenie. Już wiele razy widzieliśmy, jak sądy skwapliwie orzekają przeciw Polakom, na przykład zasądzając kary finansowe za podwójne nadpisy informacyjne. Nawet ostatnio, tuż przed orzeczeniem sądu, Grybauskaitė swoim wystąpieniem w sejmie wskazała sędziom “właściwe zrozumienie” w sprawie ulg maturalnych, to i orzeczenie nie mogło być inne.

  26. Jan mówi:

    Astoria:Ze wzgledu na sprawy rodzinne musialem byc w Alabamie w Sun City.Tam wlasnie dowiedzialem sie co to wlasnosc prywatna.Po pierwsze:Nikt tam bez zezwolenia wlascicieli nie odwazylby sie na ich ziemi cokolwiek skladowac.Po drugie:Gdyby nawet hipotetycznie do tego doszlo,to adwokat z takiej firmy zrobilby “zebrakow”.A i uzycie broni tez wchodzi w rachube.

    Ponad 60tys.urzednikow oraz asystentow to malo?Komisja Rolnictwa pracujaca pod dyktando Niemiec,Francji i Angli.Z drugiej strony obrona UE i brak egzekwofania wytycznych co do przekazywania ustalonego min.czyli 2% PKB na obronnosc poszczegolnych panstw,a teraz jest propozycja na 3%.

    Zauwazylem ze ostatnio Ci lepiej idzie z “mikroskopem” jak horyzontem.

  27. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    w artykule o bezczelnym zachowaniu się tzw farmerów, Astoria doszukuje się nawet krytyki AWPL! Ciekawe… chyba widzi już to co chce zobaczyć. Ale jego głównym celem jest zniechęcić nas do walki o swoje, Astoria sugeruje nawet, że można sobie narobić tym problemów. Jasne jak słońce po czyjej jest stronie, a określenie “antypolak” w odniesieniu do jego osoby wcale nie jest przesadzone.

  28. Astoria mówi:

    @ Jan:

    –>Ze wzgledu na sprawy rodzinne musialem byc w Alabamie w Sun City.

    Jak dotarłeś do miasta, którego nie ma w Alabamie?

    –>Nikt tam bez zezwolenia wlascicieli nie odwazylby sie na ich ziemi cokolwiek skladowac.

    Nielegalne wyrzucanie śmieci do czyjegoś lasu, na czyjeś pole, przy drodze, na ziemi prywatnej i komunalnej, w biały dzień i w nocy jest narodowym sportem Amerykanów. Wystarczy wstukać w Google “illegal dumping”, żeby się przekonać o skali tego zjawiska.

    –>Gdyby nawet hipotetycznie do tego doszlo,to adwokat z takiej firmy zrobilby „zebrakow”.A i uzycie broni tez wchodzi w rachube.

    Mity. Żeby proces się opłacił, musiałyby być poważne straty. W przeciwnym razie żaden adwokat nie weźmie sprawy, która może się skończyć na zwykle niewysokiej grzywnie. Użycie broni musi być proporcjonalne do zagrożenia, aby było usprawiedliwione i niekaralne. W przypadku Błażewiczów nie widać strat, poza estetycznymi. Spalona trawa odrasta, nawet szybciej od niespalonej.

    –>Ponad 60tys.urzednikow oraz asystentow to malo?

    Bardzo mało, zważywszy, że Unię zamieszkuje pół miliarda ludzi. W samej tylko Polsce jest pół miliona urzędników. W ciągu dwuletnich rządów PiS przybyło ich 50 tys., czyli mniej więcej tylu, ilu zatrudnia Unia ogółem:

    http://wyborcza.pl/1,76842,9070148,Polska_urzedem_stoi.html

    @ Kazimierz Kransztadzki:

    Więcej argumentów, mniej demagogii. Polecam to również twojej ulubionej partii, którą bezkrytycznie popierasz z feudalną wręcz czołobitnością, mimo że jej politycy wykańczają polską oświatę i rujnują gospodarczo polskie rejony. Trudno zrozumieć twoje motywy, jeśli zależy ci na silnej polskiej oświacie i polskim dobrobycie, ale nie zamierzam ich dociekać.

    Jak mnie musisz przezywać, to przynajmniej poprawnie: anty-Polak. Na przyszłość polecam podobne epitety w odniesieniu do mnie, w poprawnym zapisie: eks-Polak, quasi-Polak, pseudo-Polak, niby-Polak. W odniesieniu do siebie powinieneś używać następujących superlatywów: arcy-Polak, super-Polak, hiper-Polak, ultra-Polak. To są wszyscy tacy, którzy w miejscu mózgu mają biało-czerwoną flagę.

  29. Asteroida mówi:

    Nasz forumowy cudak Astoria to mądrala a nie mędrzec, nadęty bufon i prowokator a nie silący się na obiektywizm komentator.
    Jeszcze jedno panie narcyzie – ja akurat wolę takich, którzy “w miejscu mózgu mają biało-czerwoną flagę” od tych, którzy jak Astoria w miejscu mózgu mają pustkę albo co najwyżej trociny. A biało-czerwoną flagę najchętniej by wsadzili, wzorem swojego idola Kuby W., w psią kupę.

  30. Kmicic mówi:

    do Kazimierz Kransztadzki 27:
    Wydaje mi się ,że antypolski(fakt) astoria już wyczerpał swoje wszystkie możliwości i przeszedł do obrazy internautów, polskiego narodu i polskich barw.
    Dosyć dobrze sprawdzał się schemat ,- idiotyczne zarzuty astorii i kilka odpowiedzi naszych internautów w ramach zaznajomienia bliżej z tematem nowych , zaglądających tu internautów.Ale uważam ,że ten schemat już wyczerpał swoje możliwości z powodu coraz bardziej prymitywnych,nachalnie powtarzających się i nudnych jego ,,wymądrzań,,
    ps.
    Przygotujcie się do protestów.
    Serdecznie pozdrawiam.

  31. Astoria mówi:

    @ Asteroida:

    –>Nasz forumowy cudak Astoria to mądrala a nie mędrzec, nadęty bufon i prowokator a nie silący się na obiektywizm komentator.
    Jeszcze jedno panie narcyzie – ja akurat wolę takich, którzy „w miejscu mózgu mają biało-czerwoną flagę” od tych, którzy jak Astoria w miejscu mózgu mają pustkę albo co najwyżej trociny. A biało-czerwoną flagę najchętniej by wsadzili, wzorem swojego idola Kuby W., w psią kupę.

    Nie przypuszczałem, że Pan tak szybko i na ochotnika potwierdzi celność mojego spostrzeżenia.

  32. Astoria mówi:

    @ Asteroida:

    –>Nasz forumowy cudak Astoria to mądrala a nie mędrzec, nadęty bufon i prowokator a nie silący się na obiektywizm komentator.
    Jeszcze jedno panie narcyzie – ja akurat wolę takich, którzy „w miejscu mózgu mają biało-czerwoną flagę” od tych, którzy jak Astoria w miejscu mózgu mają pustkę albo co najwyżej trociny. A biało-czerwoną flagę najchętniej by wsadzili, wzorem swojego idola Kuby W., w psią kupę.

    Nie sądziłem, że Pan tak szybko i na ochotnika potwierdzi celność mojego spostrzeżenia.

  33. Jan mówi:

    Astoria: Masz racje,ale to moja wina ze ostatnio “lykam”wyrazy,literki.Po prostu szyciej mysle niz pisze.
    Mialo byc:Bylem Sun City,Alabama Awe.Arizona.Co nie zmienia faktu ze rowniez rozmawiajac z rodzina tam na temat wlasnosci odnoszono sie tam jak “do swietosci”.
    Zostaje przy swojej opcji spojrzenia na Litwe i AWPL gdzie Tomaszewski gra pierwsze skrzypce co jak na razie wychodzi im na +.
    Czytajac twe ostatnie posty to odnosze wrazenie ze slucham wypowiedzi pouczajace narod polski p.Brzezinskiego co dobre a co zle dla RP.Tyle ze on jako doradca i analityk niczym madrym nie zablysnal.

  34. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    do Kmicic: teraz w końcu Astoria przynajmniej pokazuje swoją prawdziwą twarz. Wcześniej przemycał swoje antypolskie przemyślenia pod płaszczykiem niby “dobrych” rad dla Polaków na Litwie.

  35. Wereszko mówi:

    Astoria napisał: “To są wszyscy tacy, którzy w miejscu mózgu mają biało-czerwoną flagę.”

    Dziwię się wszystkim,którzy po czymś takim,jeszcze chcą z taką *** rozmawiać!

  36. Kmicic mówi:

    do Kazimierz Kransztadzki 34:
    I przez niektórych uważany był za ,,autorytet,,.Okazało się ,że to antyautorytet, szydło wyszło z worka.

  37. ted mówi:

    Tyle rabanu o Astorie!-kiedyś jadałem bardzo smaczną soljankę w Astorii,doprawdy nie wiem o co chodzi,tym bardziej,że Astorii jużnie ma.

  38. do ladychapel mówi:

    następnim razem podruzoj po rejonie solecznickim z bialo czerwoną flagą, moze nie będą dla ciebie tacy agresywni?:)

    do Astoria:

    Brawo, Astoria!

  39. Obserwator z Polski mówi:

    To ewidentne naruszanie praw i mienia obywateli polskich na Litwie, czyli tez obywateli Unii Europejskiej. Takie problemy nalerzy zgłaszać jako petycje do Europarlamentu. Internetowa strona to: http://www.europarl.europa.eu To jest główna strona, nastepnie wybiera się język polski i dalej do wniosku, jak napisać petycję. Musicie szukać ludzi z komputerem. Powinni pomóc. Jestem z wami. To co robia Lietuvusi to haniebne, podłe postepowanie. Możecie też próbować szukać pomocy u Rzecznika Praw Obywatelskich na: http://www.rpo.gov.pl Powodzenia rodacy

Leave a Reply

Your email address will not be published.