7
Smak chleba emigranta

W poszukiwaniu godziwego życia Litwę opuściło już pół miliona obywateli Fot. Marian Paluszkiewicz
image-59829

W poszukiwaniu godziwego życia Litwę opuściło już pół miliona obywateli Fot. Marian Paluszkiewicz

Lepszego życia i szczęścia szuka się od zawsze i to pod każdą szerokością geograficzną. W tym celu często się wyjeżdża w świat w poszukiwaniu godziwych zarobków, zmiany otoczenia, zapewnienia lepszego poziomu życia, bo ponoć wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma… Czy wyjazdy „za chlebem” do innego kraju czynią ludzi szczęśliwszymi? Niekoniecznie.

Jak wynika z badań brytyjskich socjologów Uniwersytetu w Leicester, większość emigrantów zmieniając kraj zamieszkania, nie odczuwa wzrostu satysfakcji z życia. Badania przeprowadzone przez prof. Davida Bartrama zostały opublikowane w lipcowym miesięczniku „Migration Studies”. Na podstawie 42 tysięcy ankiet analizowano, czy przeniesienie się do innego kraju może przynieść szczęście.

„Emigrantom z Europy Wschodniej przeniesienie się do Europy Zachodniej szczęścia nie przyniosło. W istocie badania wykazały, że wzrost dochodów nie zawsze jest źródłem szczęścia dla ludzi. Przenosząc się do bogatszego kraju emigranci, otrzymują większe dochody, ale nawet w takim przypadku w obcym kraju może się obniżyć ich położenie socjalne. A status socjalny czasami przesądza o odczuwaniu szczęścia bardziej niż otrzymywane dochody”.

Bogusław Grużewski, dyrektor Instytutu Pracy i Badań Społecznych, uważa, że te badania nie są bezpodstawne, gdyż obce społeczeństwa (do Wielkiej Brytanii, do Niemiec, do krajów skandynawskich wyjechało już pół miliona obywateli Litwy) nie są tak bardzo otwarte i żeby się czuć pełnowartościowym obywatelem, potrzebna jest tak naprawdę dłuższa integracja.
— Okres 5, a nawet 10 lat jest tak naprawdę jeszcze niedostateczny do głębokiej integracji z obcym społeczeństwem. Dzieci i owszem, jeżeli zostaną na emigracji, będą się czuły komfortowo, jeżeli z czasem zdobędą odpowiednie zawody oraz dochody i będą miały zapewniony odpowiedni poziom życia materialnego. Emigrant, moim zdaniem, zawsze przeżywa mniejszy poziom satysfakcji ogólnej, czy tzw. szczęścia. Wysoki zarobek jest okupiony ciężką pracą — czasami po 12 godzin dziennie, czasami jest to praca nocna, do tego dochodzi zmęczenie, brak czasu wolnego, życia duchowego, towarzyskiego, brak samorealizacji — na emigracji trudniej o pełnowartościowe życie. Dochód materialny i pozycja społeczna to nie wszystko – powiedział dla „Kuriera” Bogusław Grużewski.

Dainius Urbonas wyjechał z Litwy jeszcze na początku fali emigracyjnej, mieszka w Londynie już od 15 lat. Jest właścicielem własnej, prosperującej firmy, ma dobre zarobki, od 5 lat mieszka z nim w Londynie także rodzina — ściągnął żonę i córkę do siebie. Wracać nie ma zamiaru — na Litwie jest, jak mówi, „zbyt mały rynek”. Gdy prosimy opowiedzieć go o swym życiu, cieszy się, że nie musi już żyć w ścisku i tłoku razem z innymi emigrantami, tylko ma na wyłączność duży wynajmowany domek (3 salony) nieopodal lotniska w Heathrow. No i jest nieludzko zapracowany. Czy jest szczęśliwy?

— Cieszę się, jeżeli mam pół dnia wolnego — już jestem szczęśliwy. Urządziłem się ostatnio dodatkowo do pracy w nocną zmianę na lotnisku w Heathrow, przy taśmociągu, a w dzień pracuję na siebie. Spałem dziś 5 godz. Wrócić? Nie mam do czego. Córka jest zadowolona, ma tu przyjaciół, chodzi dodatkowo do szkółki sobotniej, jeszcze na zajęcia z matematyki, dobrze sobie radzi, widzę, że się rozwija. Chociaż przyznaję, że mam zbyt dużo pracy, od wielu lat nie spędzam wspólnie z rodziną czasu – mówi dla nas Dainius Urbonas.

Czyżby rodzice płacą pewną cenę, żeby zapewnić dobre życie dzieciom?
— Często tak jest — mówi Bogusław Grużewski. — Mam przyjaciół, którzy w obcym społeczeństwie właśnie przeżywali pewne odtrącenie, żyli z poczuciem niepełnej satysfakcji, ale mówili, że zostając na stałe w obcym kraju, poświęcają się dla dzieci i ich lepszego życia.

Swietłana Kudriawcewa: „Szczęście dla mnie to rodzina, stabilność, także dobrobyt“  Fot. archiwum
image-59830

Swietłana Kudriawcewa: „Szczęście dla mnie to rodzina, stabilność, także dobrobyt“ Fot. archiwum

Odczuwanie poziomu szczęścia może zależeć od tego, od jakiego poziomu życia „odbija” emigrant i w jakie otoczenie trafia. Trudno jest się pogodzić z obniżeniem statusu socjalnego.

— Kiedy wyjeżdżamy do obcego kraju, jesteśmy zwykłymi robotnikami, wykonujemy „gorsze” prace — trudno jest otrzymać pracę zgodną ze swymi kwalifikacjami. Wielu emigrantów z wyższym wykształceniem nie może przeskoczyć bariery przyjęcia za pełnoprawnego mieszkańca — mówi nam Swietłana Kudriawcewa, mieszkająca w Anglii od 3 lat. Jest przykładem osoby, która mimo początkowych trudności znalazła pracę zgodną ze swym wykształceniem i kwalifikacjami.

Swietłana Kudriawcewa jest nauczycielką informatyki, ma 37 lat, wyjechała na wakacje do siostry w Anglii i już tam została. Na początku pobytu znalazła pracę w fabryce — w ciągu tygodnia zarabiała tyle, ile w ciągu miesiąca w szkole.

— Pracować nie jest trudno, jestem do tego przyzwyczajona, większym problemem dla mnie była bariera językowa.  Kiedy straciłam pracę w fabryce, giełda pracy umożliwiła mi kurs językowy. Złożyłam egzaminy na uniwersytet, szukałam możliwości potwierdzenia swych kwalifikacji, chciałam pracować w zawodzie i obracać się w nowym środowisku językowym. Potem była praktyka w szkole w Sheffield — tam zaproponowano mi pracę po tym, jak zaczęłam wdrażać system komputerowy do nauczania na odległość. Ludzie w szkole są życzliwi, dobroduszni, ale nie czuję się pełnoprawnym nauczycielem — jest jeszcze bariera językowa, nie mogę przekazać dokładnie swych myśli. Ale wdrażając swój system, pomagając angielskim nauczycielom pracować z nim, obcuję z nimi, oni formułują poprawne zdania, poprawiają mnie, a ja koryguję swe wypowiedzi — jest dobrze. Najważniejsze to rozmawiać – mówi Swietłana.

Bogusław Grużewski Fot. Marian Paluszkiewicz
image-59831

Bogusław Grużewski Fot. Marian Paluszkiewicz

Jak mówi, po 3-letnim pobycie w Anglii emigrant zostaje pełnoprawnym mieszkańcem — ma prawo do zniżki na mieszkanie, na naukę, na zasiłek dla dziecka. Otrzymała już potwierdzenie swych kwalifikacji oraz wyższego wykształcenia, które otrzymała na Litwie. W szkole angielskiej dostała już możliwość pracy jako nauczyciela. Wdraża tu swój projekt, wykorzystując system pracy z uczniami na odległość oraz nowy sposób oceniania pracy uczniów.

— Ja? Szczęście? — dla mnie szczęście to gdy obok jest bliska osoba, gdy możesz założyć rodzinę — mówi Swietłana. — Tak się stało, że przeżywam teraz etap, gdy spotkałam bliską osobę, gdy mogę założyć rodzinę. On jest Anglikiem, akceptuje mnie taką, jaką jestem — to już jest dla mnie szczęście. Szczęście dla mnie to rodzina, stabilność, także dobrobyt. No i praca, która daje zadowolenie. Lubię Anglię. Jeżeli na Litwie ciągle myślałam o pieniądzach i oszczędzaniu, jak przeżyć do kolejnej wypłaty, to tutaj pomaga państwo. Jeżeli nie otrzymuję minimalnych dochodów — pomaga mi państwo. Tu nie myślę o pieniądzach. Wystarcza mi. Tu można marzyć i budować przyszłość. Proponowano mi pracę na Litwie, ale nie widzę siebie w tym kraju. Mam tu dużą rodzinę, oczywiście przyjeżdżam w odwiedziny, pomagam rodzicom materialnie. O powrocie nie myślę. Jestem szczęśliwa, że mój już 13-letni syn otrzymuje angielskie wykształcenie.

— Szczęście to kategoria subiektywna — mówi Bogusław Grużewski. — Więc bezpośrednio wysokość płacy czy pozycja zawodowa nie zawsze kompensuje potrzeby konkretnej osoby — stosunków z ludźmi, z otoczeniem, potrzeb kulturowych. Emigranci z Europy Wschodniej mają życie kulturowe, społeczne znacznie bogatsze, aniżeli z krajów mniej rozwiniętych, dlatego w tym wypadku pieniądze i zarobki nie kompensują im tej puli elementów i wartości, które składają się na poczucie szczęścia.

7 odpowiedzi to Smak chleba emigranta

  1. piotr mówi:

    ludzie chcą być ludźmi ,a nie bydłem jak nas widzą panowie!
    Praca za 800 lt., to absurd I znęcanie się nad młodymi i kobietami, nie jesteśmy rabami i nie będziemy imi! w dannym państwie dobrze się żyje jak głosi
    propaganda biurokracii i przedstwicieliom klanów to jest dorobek demokracii zachodniej! i dlatego panowie tak chcą importować
    tanią si

  2. piotr mówi:

    łą roboczą z Azii bo oni tam zarabiają w dobę 1-go doliara,a tutaj im chcą placič w miesiąc 800 lt. dla nich to osiągnęcia materjalne dla nas to głód i degradacja jak obywatelia! my za te 22-a lata jeśmy warci honorowego,
    obywatelskiego szacunku niż rabstwo
    moralne i ponirzeń!

  3. MH mówi:

    15 lat, prosperująca firma i wynajmuje mieszkanie? I to koło Heathrow?
    My po 15 latach mieliśmy własny dom w Stanmore. OK, za pożyczkę ale w porównaniu do zarobków to nie była duża.

  4. Astoria mówi:

    Te ciągłe narzekania Litwinów (podobnie jak Polaków) na poziom życia są niezasadne, a związana z tym emigracja często zupełnie pozbawiona sensu ekonomicznego. Największym wydatkiem mieszkańca Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych jest mieszkanie. Jeśli nowojorczyk wydaje połowę tego co zarobi na mieszkanie, to mieści się w normie. Nawet gdy kupi własny dom, to podatki od nieruchomości są astronomicznie wysokie, bo z nich opłacane są szkoły, szpitale, policja, etc. Słowem, Amerykanin, czy wynajmuje, czy posiada mieszkanie, musi na nie wydawać stale masę pieniędzy. Blisko 60% Niemców nie posiada własnego lokum i wynajmuje, co słono kosztuje. Na Litwie natomiast jedynie 3% mieszkańców wynajmuje mieszkania, 90% posiada własne, a 7% mieszka za darmo (Wikipedia). Podatki od nieruchomości na Litwie są bardzo niskie, co w sumie sprawia, że Litwin wydaje na mieszkanie relatywnie mniej od Niemca, Anglika i Amerykanina, mimo że mniej zarabia. Ceny żywności na Litwie są najniższe spośród krajów bałtyckich i są jednymi z najniższych w Europie. Na co więc Litwini narzekają i czego szukają za granicą? Aha, ogrzewanie jest drogie, więc zapewne głównym motywem emigracji jest szukanie taniego ogrzewania w Londynie?

    Wróciłem właśnie z Polski, gdzie 70% mieszkańców posiada własne lokum, które, gdy jest spłacone, niewiele kosztuje. Moi rodzice na przykład za własnościowe mieszkanie, które lata temu nabyli za grosze od państwa polskiego, płacą miesięcznie 300 zł (plus rachunki za gaz, prąd, etc.), co stanowi mniej niż 10% ich wcale niewysokich emerytur. Żywność w Polsce jest szokująco tania (najtańsza w Europie, jak podaje Eurostat) i znakomitej jakości. Moi rodzice mają też całkiem dobrą opiekę lekarską (choć trzeba czekać w kolejkach, a bez kolejki za marny grosz – w porównaniu do np. USA – mogą się leczyć prywatnie). Podróżują też komunikacją miejską w Krakowie zupełnie za darmo i, oczywiście, też narzekają, jak przystało na Polaków.

  5. tak sobie czytam i myślę mówi:

    Astoria, Lipiec 26,- co inne go mieć a co innego móc utrzymać-wszyscy liczą ze jak masz mieszkanie to jesteś kull-gufno prawda-mieszkanie jest w bloku lub kamienicy którą trzeba umieć utzymać- a każdy myśli-moja chata skraja. Ja mam mieszkanie w po niemieckiej kamienicy 120 m2 warte jedynie jakieś 220 tysiecy i to nie każdy jest w stanie takie mieszkanie kupić-bo trzeba jest mieć za co utrzymaćw okreslonym komforcie budowlanym-ogrzać przewietrzyc nie zawilgocic.Pisze PAN zę kupili za grosze-może i grosze ale teraz trzeba grubych tysięcy żeby tą kamienicę remontować-dachy,piwnice,klatki schodowe-schody-okna wszystkie zcęści wspólne.PRZEJAWIA PAN IŚCIE POLSKI PUNKT WIDZENIA TYPOWEGO FORNALA KTÓRY ŻYJE W INNYM FORMACIE ZE ŚWIADOMOŚCIĄ WCALE NIE ODERWANĄ OD RZECZYWISTOSCI WYDAWAĆ BY SIĘ MOGŁO TEJ PRZESZŁEJ ZAGUBIONEJ.

  6. Astoria mówi:

    @ tak sobie czytam i myślę:

    Co w tym nadzwyczajnego, że mieszkańcy kamienicy muszą płacić za jej remont? Kto ma płacić – Marsjanie? Jak Panu niewygodnie w 120 m2, to co za problem zamieszkać w 30 m2, z lepszą klatką schodową?

  7. tak sobie czytam i myślę mówi:

    Astoria, Lipiec 31- Ja o zupie PAN o dupie)))))))))))))

Leave a Reply

Your email address will not be published.