0
Szarlatani od medycyny na celowniku ministerstwa

Pacjenci nie znający się na rzeczy często mylą terapię leczniczą z relaksującą<br>Fot. Marian Paluszkiewicz
image-60345

Pacjenci nie znający się na rzeczy często mylą terapię leczniczą z relaksującą
Fot. Marian Paluszkiewicz

Ministerstwo Zdrowia Litwy, we współpracy ze specjalistami z dziedziny alternatywnej medycyny, na wiosnę zamierza przygotować wniosek o reglamentowanie nietradycyjnej medycyny. Celem Ministerstwa Zdrowia oraz Izby Zdrowego Trybu Życia i Medycyny Naturalnej jest ochrona mieszkańców Litwy przed oszustami, pracującymi bez pozwolenia.

Zmagając się z chorobą ludzie często są sceptycznie nastawieni do tradycyjnych metod leczenia. Na pomoc takim osobom przychodzą różnego typu znachorzy i uzdrowiciele. W większości wypadków skuteczność metod leczenia jest wątpliwa.

Mimo to, pacjenci nie przestają wydawać majątki na terapie oraz lekarstwa uzdrawiaczy, oferujących niepewne praktyki leczenia.

Lekarz fitoterapeuta Instytutu Onkologicznego Uniwersytetu Wileńskiego, przewodniczący komitetu leczenia roślinami Izby Zdrowego Trybu Życia i Medycyny Naturalnej, Juozas Ruolia powiedział „Kurierowi”, że na całym świecie 120 państw uprawniło nietradycyjną medycynę. W skład powołanej komisji na Litwie wchodzą lekarze ponad dwudziestu gałęzi nietradycyjnej medycyny, w tym specjaliści od hirudoterapii, muzykoterapii, terapii modlitwą oraz ajurwedy.

Zdaniem fitoterapeuty, przedstawiciele medycyny alternatywnej nie powinni demonizować leczenia się sprawdzonymi metodami w szpitalach i przychodniach.

— W swojej długoletniej praktyce z przypadkami oszustwa i absurdu zetknąłem się nieraz. Sam zostałem kiedyś wysłany przez wysoko kwalifikowanego lekarza do szarlatana. Znachorka sprzedała mi pastę do zębów za 200 litów, która musiała wyleczyć gronkowiec złocisty — opowiada lekarz. — Kiedyś zostałem zaproszony ocenić metodę leczenia psią śliną. Schwyciłem się za głowę, nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć pacjentom. Oprócz komicznych sytuacji, doktor Ruolia nieraz spotkał się z dużo poważniejszymi wypadkami. Pacjenci onkologiczni niejednokrotnie nie chcieli stosować chemioterapii. Zawierzywszy oszustom, szli oni na różnego typu absurdalne metody leczenia i umierali. Żeby zapobiec takim sytuacjom, Ministerstwo Zdrowia dąży do tego, aby pojedyncze osoby oraz firmy zarejestrowały się w Izbie Zdrowego Trybu Życia i Medycyny Naturalnej.

Jasnowidze oraz bioenergoterapeuci, leczący rękoma, będą musieli zaliczyć test. W tej chwili szykowany jest egzamin, składający się z pięćdziesięciu pytań testowych. Niewykluczone, że podczas egzaminu wróżbici otrzymają polecenie wyleczyć np. pięciu pacjentów.

Jednym z najbardziej rozpowszechnionych metod leczenia wśród miłośników nietradycyjnej medycyny, jest ziołolecznictwo. Nie zawsze jednak pacjenci mają wiedzę na temat tego, jakich ziół potrzebują do całkowitego wyzdrowienia.

— Trzeba umieć odróżnić zioła lecznicze od herbatek kupowanych intuicyjnie w sklepach. Bardzo często zielarzom brakuje podstawowej wiedzy nt. działania ziół — powiedział „Kurierowi” Alfredas Maruška, wiceprezes Izby Zdrowego Trybu Życia i Medycyny Naturalnej oraz specjalista terapii manualnej ze Stowarzyszenia Lekarzy Akupunktury Litwy. Lekarz zachęca praktykujących alternatywną terapię do sformalizowania działalności. Planowane jest licencjonowanie terapeutów za pomocą odpowiednich instytucji, organizowanie szkoleń.

— Często terapeuci znają tylko jedną metodę i tylko ją stosują, niezależnie od schorzeń pacjenta. Ludzie są łatwowierni, wystarczy pójść na wykład nieznanego uzdrowiciela i tam masowo skupuje się magiczne środki od wszystkich chorób. Im bardziej tajemniczy jest guru, im mniej informacji dane jest o skuteczności metodyki leczenia, tym bardziej pacjenci skłonni są uwierzyć w możliwe cuda — kontynuuje Maruška. — Znam lekarkę, która uzdrowiła kiedyś ślepą kobietę. Naukowo niewytłumaczalne sytuacje się zdarzają, jednak musimy uważać na fałszywych cudotwórców.

Znana zielarka i autorka wielu książek o ziołach, Aušra Žvirblienė, która sama sprzedaje zioła na rynku, nieraz widziała, jak kobiety z roślinami na bazarze nie odróżniają krwawnika od ziela dziurawca. Zielarka na opakowaniach własnych ziół zawsze podaje informację o certyfikacie i dacie ważności.

— Cieszę się, że planowana jest reglamentacja naturalnej medycyny. Ochroniłoby to wielu naiwnych ludzi od większych kłopotów — mówi „Kurierowi” Aušra Žvirblienė. Wraz z wejściem w życie ustawy o alternatywnej medycynie, będą narzucone sankcje za nielegalne leczenie.

Leave a Reply

Your email address will not be published.