0
Szpitale na Litwie toną w długach

Publiczne szpitale nadal toną w długach Fot. Marian Paluszkiewicz
image-60749

Publiczne szpitale nadal toną w długach Fot. Marian Paluszkiewicz

Zamiast lepiej, jest coraz gorzej. Publiczne szpitale nadal toną w długach. Kolejne niezależne audyty służby zdrowia potwierdzają dramatyczną sytuację.

Szpitale publiczne są niedoinwestowane, a na przyjęcie na oddział pacjenci muszą czekać znacznie dłużej niż przed kilkoma laty. Te problemy w głównej mierze powstają za sprawą niedoinwestowania. Eksperci zauważają, że niższym przychodom w publicznych lecznicach towarzyszy równoczesny wzrost kosztów.

Vytenis Andriukaitis, minister ochrony zdrowia, sytuację szpitali określa jako bardzo trudną, ale nie dramatyczną.
— Ciągle zastanawiamy się, jak wyciągać państwowe szpitale z dziury budżetowej. Odbywają się dyskusje na ten temat, bardzo dokładnie rozpatrujemy sytuację finansową każdej placówki. Zostały już pobrane pieniądze z Funduszu Rezerwowego, na razie rozważamy, jak najkorzystniej przydzielić te pieniądze placówkom. Mamy także przewidziany cały pakiet decyzji, jak przebrnąć przez ten ciężki okres — powiedział „Kurierowi” Vytenis Andriukaitis, minister ochrony zdrowia.

Minister zapewnia, że żadna publiczna placówka medyczna nie zostanie zamknięta. Najważniejszą przyczyną tej sytuacji jest głównie brak zapłaty za tzw. nadwykonania prac. Szpitale wykonują więcej świadczeń medycznych niż wynika z kontraktu. Nie jest to sytuacja nowa. Tak było prawie zawsze.
— Zapewniam, że żadna medyczna placówka nie zbankrutuje. Finansowanie placówek medycznych dzisiaj jest bardzo napięte, ale będziemy się starać na różne sposoby, żeby jak najbardziej polepszyć sytuację finansową placówek medycznych — powiedział nam Vytenis Andriukaitis.
Żadnym szpitalom ani przychodniom nie grozi bankructwo.

— Nie jest prawdą, że grozi bankructwo. Po prostu teraz mamy ciężką sytuację finansową. W 2012 roku z Funduszu Rezerwowego szpitalom wydzielono ponad 300 mln litów, w tym roku tylko 145 mln litów. Czyli to nie jest tragiczna sytuacja, z której nie byłoby możliwości wybrnąć — powiedziała nam Lina Bušinskaitė, rzecznik prasowy Państwowej Kasy Chorych przy Ministerstwie Ochrony Zdrowia.

Według danych z 30 czerwca 2013 roku straty działalności placówek leczniczych wynoszą 79,3 mln litów.
— W najgorszej sytuacji znajdują się szpitale państwowe. W tym roku państwowe szpitale miały prawie 35 mln litów strat, w ubiegłym zaś roku straty za ten sam okres wynosiły 25 mln litów. Ujemny bilans finansowy szpitali uniwersyteckich w lipcu ubiegłego roku wynosił 6,2 mln litów, zaś w lipcu br. wynosił już 17,6 mln litów. Straty szpitali regionowych zwiększyły się z 7,5 mln litów do 8,7 mln, zaś rejonowych — od 10,6 mln do 13 mln litów —powiedziała nam Lina Bušinskaitė.

Vytenis Andriukaitis Fot. Marian Paluszkiewicz
image-60750

Vytenis Andriukaitis Fot. Marian Paluszkiewicz

W najlepszej sytuacji finansowej znajdują się polikliniki w mieście, chociaż sytuacja ich ostatnio też się pogorszyła. Prywatne kliniki mają bilans dodatni.

— Wszystkie szpitale Litwy są zadłużone, nie ma tu wyjątku. Usługi medyczne są oceniane w punktach, a każda usługa ma swoją liczbę punktów. Kiedyś, gdy sytuacja w kraju była dobra, jeden punkt równał się litowi, no i ceny były inne. Dzisiaj, gdy sytuacja jest ciężka, punkt równa się 0,89 lita. Widzimy więc, że jeżeli przedtem operacja oceniała się np. na 2 tys. punktów, szpital otrzymywał 2 tys. litów, dzisiaj za taką operację otrzyma już tylko 1 780 litów — powiedział „Kurierowi” dyrektor szpitala rejonowego w Solecznikach Zbigniew Siemienowicz.

— Natomiast potok chorych jest bardzo wielki, jesteśmy — tłumaczy dyrektor — zmuszeni przyjmować pacjentów. Państwowa Kasa Chorych nie rekompensuje tych pieniędzy, ale po prostu cena punktu staje się jeszcze niższa. Czyli de facto szpitale za jeden punkt otrzymują już tylko 0,74 lita.
Każdego roku państwo wydziela określoną sumę pieniędzy i jeżeli szpital ją przekracza, państwo nie rekompensuje tej sumy, a po prostu szpital pogrąża się w długach. W tym roku szpitale także nie dostaną pieniędzy za dodatkowe prace.

— Jeżeli chory zwraca się do szpitala, musimy go hospitalizować, bo inaczej zaczynają się awantury, no i oczywiście dla nas najważniejsze jest zdrowie naszego pacjenta. Obecnie w niektórych szpitalach pacjenci już stoją w kolejkach, żeby trafić na oddział. Z każdym rokiem od państwa otrzymujemy coraz mniej pieniędzy, a wydatki rosną. Wypłaty minimalne wzrosły, więc na pensje pracownikom wydajemy więcej pieniędzy, do tego zdrożała benzyna, wszystkie usługi. Każdy zapewne też wie, jak wzrosły ceny na leki — powiedział nam dyrektor szpitala rejonowego w Solecznikach.

Leave a Reply

Your email address will not be published.