15
Ejszyszki — okupacja niemiecka (1)

W Ejszyszkach żywa jest pamięć o latach nimieckiej okupacji Fot. Marian Paluszkiewicz
image-60907

W Ejszyszkach żywa jest pamięć o latach nimieckiej okupacji Fot. Marian Paluszkiewicz

Dramat, którego uczestnikami są Polacy, Niemcy i Rosjanie, ma zadawnioną przeszłość. Już w 1797 roku Rosja, Prusy i Austria podpisały tajną klauzulę do aktów rozbioru Rzeczypospolitej głoszącą, że „…po zaszłej już śmierci tego ciała politycznego żaden z trzech dworów nie użyje nigdy w tytule na wieczne czasy nazwy Królestwa Polskiego, które odtąd zniesione zostaje”.

Półtora wieku później, już w innych realiach politycznych, pomiędzy ZSRR i Niemcami został uzgodniony nowy plan rozbioru Polski. Po podpisaniu przez Ribbentropa i Mołotowa paktu o nieagresji zostały stworzone przesłanki do rozpętania II wojny światowej. Za jej wybuch odpowiedzialność ponoszą właśnie ZSRR i Niemcy.
W dniu 1 września 1939 roku wojska niemieckie z lądu, morza i powietrza zaatakowały Polskę. Do ataku zmobilizowano 72 wielkie jednostki operacyjne o łącznej liczbie 1 516 000 żołnierzy, podczas gdy stan bojowy polski wynosił 39 dywizje, liczące 686 690 żołnierzy.

Straty Polski w 1939 roku — to ponad 100 tys. poległych żołnierzy i oficerów. Do niewoli niemieckiej trafiło 400 tys. Polaków, do sowieckiej 250 tys. Do Rumunii, Węgier, Litwy i Łotwy wycofało się 85 tys. Polaków.
Kiedy Polska toczyła krwawą walkę z Niemcami, 17 września 1939 roku agresor sowiecki podstępnie zaatakował Polskę łamiąc wobec niej następujące umowy:
Traktat Pokojowy podpisany w Rydze między Polską i ZSRR 18 marca 1921 roku;
Układ z dnia 9 lutego 1919 roku;

Pakt o nieagresji miedzy Polską i ZSRR, podpisano 25 lipca 1932 roku;
Protokół z dnia 5 maja 1934 roku, prolongujący pakt o nieagresji do dnia 31 grudnia 1945 roku;
Konwencję podpisaną w Londynie 3 lipca 1933 roku o nieagresji, która określa ją następująco: „Agresja — to także wdarcie się na terytorium jednej ze stron wojsk strony drugiej. Żadne względy natury politycznej lub militarnej, gospodarczej nie może być usprawiedliwieniem aktu agresji”.
Pierwsza okupacja sowiecka Wileńszczyzny, w tym mojej rodzimej ziemi ejszyskiej trwała prawie dwa lata, choć początkowo formalnie odbywała się pod kuratelą administracji litewskiej. Przerwał ją najazd nazistowskich Niemców na ZSRR w połowie 1941 roku, jednak na miejsce sowieckiego wtedy przyszedł okupant niemiecki.

W niedzielę, 22 czerwca 1941 roku, o godz. 4 rano Niemcy III Rzeszy rozpoczęli operację pod kryptonimem „Barbarossa”. W planach Hitlera miał to być „Blitzkrieg”, tj. w parę miesięcy zawojować ZSRR. Fuhrer nazwał operację na cześć uwielbianego niemieckiego władcy Fryderyka I „Barbarossą”.

W dzień złamania układów Ribbentrop – Mołotow sowieckie pociągi i statki jeszcze wiozły do Niemiec zboże, benzynę, strategiczne materiały, metale… Owszem, szpiedzy, jak np. Richard Sorge, uprzedzali Stalina o zdradzie Hitlera, nazywając nawet dzień rozpoczęcia wojny, lecz ten ślepo wierzył w deklaracje swego kumpla. W dzień napaści Niemców dziesiątki tysięcy wagonów, statków deportowało nieszczęsnych „zakluczonnych” przez NKWD na Syberię, północ Rosji, do Kazachstanu. Kolej Transsyberyjska była zapchana wagonami z deportowanymi. Ten fakt i tego konsekwencje kiedyś historycy naświetlą, podając, kto podstawił nogę Stalinowi.

W niedzielę po nieszporach powracaliśmy z mamą z kościoła, gdy nad Ejszyszkami pojawił się samolot, pierwszy zresztą, jaki widziałem w życiu. Jakiś czas krążył nad miasteczkiem, aż zrzucił trzy bomby. Spadły na posadzoną przez Horodków kapustę niedaleko mostku nad Wersoką. A że to była niedziela, na polu, na szczęście, nie było nikogo. Już w poniedziałek, 23 czerwca 1941 roku od strony Oran do Ejszyszek wkroczyli Niemcy: kolumna motocyklowa z karabinami maszynowymi, za nimi — opancerzone samochody z żołnierzami, czołgi. Otoczono szkołę na Jurzdyce, której budowę zakończono przed samą drugą wojną światową. Ulokowano w niej „ostkomendaturę” a na dachu ustawiono wieżę obserwacyjną.

Początkowo narodowo-socjalistyczna władza nie uciskała srodze Polaków. Tylko co niektórych włościan i zagrodowych wieśniaków z furmankami razem z Żydami zapędzono do robót publicznych przy remoncie dróg. Z biegiem czasu na robotach tych zostawiono wyłącznie samych Żydów. W Ejszyszkach zaczęto wprowadzać niemieckie porządki. Zarządzający komendanturą nakazał w wyznaczony dzień zebranie mężczyzn. Gdy się zgromadzili, przez tłumacza kazał wybrać sołtysa. Ktoś z tłumu, możliwie dla żartu, nazwał Antoniego Masalskiego, mającego pociąg do kierowania. Niemiec nakazał wystąpić.

Ejszyskie cmentarze są świadkami tragicznych wydarzeń okresu II wojny światowej Fot. Marian Paluszkiewicz
image-60908

Ejszyskie cmentarze są świadkami tragicznych wydarzeń okresu II wojny światowej Fot. Marian Paluszkiewicz

Popatrzył na Antoniego i powiedział: „Gut!”, co oznaczało, że zatwierdza. Z biegiem lat uświadomiłem, jak piekielna to była powinność. Za niewypełnienie nakazu — pod ścianę… U Niemców więzienia nie było w odróżnieniu od litewskiej policji tzw. saugumy, która również w Ejszyszkach stacjonowała. W byłej poczcie z okratowanymi oknami urządzili więzienie. Komendantem policji był Astrauskas, jego zastępcą — Jonas Rudzinskis. Litewscy nacjonaliści nie byli jedynymi, którzy mieli nadzieję zyskać na współpracy z III Rzeszą. Podobnie myślała część białoruskich działaczy narodowych. Z biegiem czasu i jedni, i drudzy rozczarowali sięw swoich nadziejach , gdyż Niemcy nie mieli w planach przyznania niepodległości ani Litwie, ani Białorusi.
Do pełnienia władzy przysłano dwóch volksdeutschów, znających język polski. Całą władzę nadzorował obersturmfuhrer SS Gamann, Ślązak z pochodzenia, który biegle mówił po polsku.

Dla podtrzymania porządku zorganizowano Judenrat (radę żydowską) na czele z rabinem Szymonem Rozowskim. Niemcy wymusili na członkach Judenratu wypłacanie kontrybucji.
Miał on też przydzielać mężczyzn do przymusowych robót. Niemcy zatrudniali Żydów przy remoncie i utrzymywaniu w porządku dróg Grodno – Wilno i Ejszyszki – Orany. Drogi były żwirowane, więc podążające tędy na wschód czołgi i inny ciężki sprzęt robił wyboje i jamy, które ciągle trzeba było „łatać”. Władze niemieckie nakazały Żydom noszenie na piersiach i plecach po lewej stronie żółtych łat z literą „J” (Jude — Żyd). Zakazano im chodzenia po chodnikach. Litewska policja w dzień i w nocy przeprowadzała na nich obławy, rabując co cenniejsze rzeczy. Z kolei niemieccy strażnicy, pilnujący pracujących Żydów, dręczyli swe ofiary coraz wymyślniejszymi szykanami. Do roboty i z powrotem Gamann kazał im chodzić szeregami i śpiewać: „Nasz Hitler złoty/Nauczył nas roboty/Bo jak był Śmigły Rydz/To nie umieli nic.”
Kto tego nie czynił, był szczuty psami.

Pewnej soboty, czyli w szabat, jakichś 10 uzbrojonych Niemców z psami kazali się stawić wszystkim Żydom. Zostali szeregami zagnani nad rzeczkę Wersokę, gdzie ustawieni na kolanach zostali zmuszeni przez Gamanna jeść trawę. Potem mieli skakać jeden przez drugiego, a kto chciał tego unikać, był szczuty psami. Po wymuszonym napiciu się wody w rzeczce pędzono ich do miasteczka pod śpiew: „Nasz Hitler złoty…”.
Kiedy po latach analizuję to zajście, dochodzę do wniosku, że to chyba nie był wymysł lokalnego „władcy”, lecz odgórna wskazówka w sposób psychiczny wykończyć człowieka, upokorzyć, zabić w nim człowieczeństwo przed zaplanowanym mordem.

W Ejszyszkach-Jurzdyce były dwa obszerne, w dobrym stanie gumna — Stanisława Mickiewicza oraz Stanisława i Marii Wasilewskich, które Niemcy nakazali zwolnić i wyczyścić. Pod zbrojną eskortą litewskich „szaulisów” z Olkiennik, Koleśnik, Butrymańc i okolicy do tych gumien zwieziono i osadzono całe rodziny Żydów. Nocami pijani Litwini urządzali orgie, gwałcili co piękniejsze Żydówki.

Gumna te znajdowały się około 50 metrów od naszego domu. Oświetlenia w nocy nie pozwolono, a i też nie było czym. Z gumien donosił się płacz dzieci, szlochy kobiet, zawodzenia starców. Po paru dniach ojciec poszedł do ochroniarzy Litwinów, by wybadać sytuację, w jakiej znaleźli się ci nieszczęśnicy. Dowiedział się, że Żydzi mają parę worków mąki. Za wódkę wyprosił u strażaków pozwolenie, żeby mógł upiec z mąki chleb dla więzionych. Litwini pozwolili więc opuścić miejsce uwięzienia czterem kobietom, pozostawiając wprawdzie w gumnach ich dzieci, co miało powodować, by mające wypiekać chleb nie uciekły. Pięć wypieków w ciągu doby spowodowało, że nawet piec nie wytrzymał — pękł. Po przekupieniu strażników paroma butelkami gorzałki Żydzi mogli też brać wodę ze studni.

Grzegorz Koszczuk Fot. Marian Paluszkiewicz
image-60909

Grzegorz Koszczuk Fot. Marian Paluszkiewicz

Po tygodniu więzionych Żydów przewieziono do urządzanego w centrum Ejszyszek getta. Ogrodzono część ulic, gdzie były dwie żydowskie szkoły, między nimi synagoga oraz tzw. koński rynek. Najpierw Niemcy i rządzący Litwini zebrali kontyngent inwalidów oraz umysłowo i psychicznie chorych. Było takich osób wielu, co było skutkiem zawierania małżeństw z bliskiego pokrewieństwa, naznaczonych genetycznymi więzami krwi. Wówczas bowiem herezją trąciło, żeby Żydzi stawali na ślubnym kobiercu z tzw. gojami, czyli nie Żydami. Zebrali oprawcy wszystkich nieszczęśliwców, zapakowali do ciężarówek, wywieźli i rozstrzelali w niewiadomym miejscu.

Sensacyjnym zdarzeniem w końcu sierpnia 1941 roku, miesiąc przed rozpoczęciem mordu Żydów w Ejszyszkach, było przybycie krytej brezentem ciężarówki z eskortą SS-manów Gestapo. Wywiad niemiecki wywąchał, że w miasteczku zamieszkuje bliska rodzina Lazara Mojsiewicza Kaganowicza — członka Politbiuro WKP(b) — ministra kolei ZSRR.

Załadowano całą rodzinę i wywieziono w stronę Wilna. Domyśleli się Żydzi, że Niemcy mieli za cel wymianę z ZSRR wysokiej rangi Niemca na rodzinę Lazara Kaganowicza. O dalszych losach wywiezionych nie było żadnej informacji.

Na początku września Niemiec kazał sołtysowi Antoniemu Masalskiemu wydzielić 10 ludzi z łopatami. Domyślano się, że czeka ich akcja trącąca zgrozą. Nie było chętnych. Antoni błagał na kolanach: „Ludzie, mnie zastrzelą!”. Więc poszli, musieli iść. Przeczuwali, że idą zakopywać ofiary mordu — znajomych Żydów, z którymi bok o bok żyli dziesiątki lat.
Nie znam losów wszystkich. Odnotuję tylko dwóch sąsiadów — Romualda Antula oraz Jana Stańczyka.

Grzegorz Koszczuk
Cdn. w kolejnym magazynowym wydaniu

15 odpowiedzi to Ejszyszki — okupacja niemiecka (1)

  1. Stanisław mówi:

    Bardzo dziękuję Ci Grzegorzu za pięknie opisane wspomnienia z okresu ostatniej wojny w Ejszyszkach, skąd pochodziła moja ukochana Matka – Marcjanna z.d. Bielak. Wspomnienia odmłodziły mnie, kiedy to o latach szczenięcych sprawiałem dużo kłopotów Matce. Matka na ślubie w Żukłańcach poślubiła szlachcica herbu Pomian – Ostromeckigo, i przenieśli się do Wilna, pozbywając się dóbr w Łosośnie Wielkiej. Rodzice po wojnie, po wypędzeniu, po tułaczcie dożyli we Wrocłaiu i są pochowaniu w grobowcu rodzinnym przy ul. Grabiszyńskiej. Pozdrowienia dla Kuriera Wileńskiego śle Stanisław.

  2. ted mówi:

    Przejmujące wspomnienia,dziękuję.Zdrowia życzę Panu Grzegorzowi.

  3. Henryk mówi:

    Chce Grzesiu powiedziać,że gumnów S.Mickiewicza i Wasilewskich jeszce do 1949 r.na Jurzdyce nie było.Ony żyli do tej pory około lasu Pięciszek

  4. Maur mówi:

    Od kiedy przeczytałem ten artykuł, nie daje mi spokoju pewna myśl. O tym “pasieniu” Żydów nad Wersoką opowiadał mi ojciec. Opowiadał to tak jakby był naocznym świadkiem. Tylko jak mógł być świadkiem ca 5-latek?
    No ale słyszałem to od Niego. Czytając te wspomnienia natychmiast pamięć przywołała opowieść ojca.

    Ejszyszki to było lokalne centrum. Zapewne ludzie z okolic przyjeżdżali tu na targ czy inne zakupy. Ciekawe jak z tym było w czas wojny?…

  5. Połaniec mówi:

    Ejszyszki – miasteczko wielonarodowościowe, gdzie od wieków żyli Polacy, Litwini, Rosjanie, Białorusini, Cyganie, Żydzi, Tatarzy. Bogactwo kultur i religii potwierdzało istnienie w Ejszyszkach dwóch kościołów, trzech synagog i cerkwi prawosławnej. Okolice Ejszyszek to także mozaika własności: dobra magnackie, szlacheckie, kościelne, oraz zaścianki i okolice należące do drobnej szlachty. Pod Ejszyszkami mieszkali niegdyś przedstawiciele 16 rodów szlacheckich. Pomimo zawiłych dziejów, Ejszyszki pozostają nadal w świadomości Polaków, Żydów, Litwinów bardzo typowym miasteczkiem kresowym. W czym tkwi swoisty fenomen tego miasteczka?
    Dlaczego w dalszym ciągu Ejszyszki pozostają polskie najbardziej z polskich miast!

  6. ursus mówi:

    Ejszyszki

    Szumią drzewa pochylone
    tak, że aż za serce wzięło.
    Przez to miasto po koronę
    jechał niegdyś kniaź Jagiełło.

    Wązka rzeczka czystą wodą
    miasto z Jurzdyką rozgradza.
    Nowogródzki wojewoda
    tu przed wojną sięgał władzą.

    Mury kościół okalają,
    a dzwonnica jak w Krakowie.
    Staruszkowie pamiętają –
    był tu kiedyś lidzki powiat.

    Uczą polskich słów pacierzy
    przykościelne tutaj mniszki…
    Na krawędzi Litwy leży
    miasto przodków mych – Ejszyszki.

    Ziemia dziadów dla nas święta,
    jest historią ona kuta –
    Bruk ejszyszski wciąż pamięta
    stuk kopyta wojsk Narbutta.

    Stąd pochodził Rapalonis,
    który piśmiennictwo krzewił.
    Rzeczypospolitej bronił
    tu porucznik Borysewicz.

    Krew niewinnych Żydów tutaj
    strumieniami popłynęła…
    Po dziś dzień tu słychać nutę
    do słów Jeszcze nie zginęła…

  7. schlange mówi:

    Bardzo cieszę się, że Pan Grzegorz pisze wspomnienia i to jakie wspomnienia! – obiektywne, z realizmem wydarzeń.
    Szczęść Boże w dalszym pisaniu Panie Grzegorzu!
    Czekam na następne wspomnienia!

  8. Maur mówi:

    Ad ursus, 6;

    Piękny poemat. I w porę i na temat.

    Dawno Ciebie tu nie było. Zajrzyj częściej.
    Przy okazji: jak klikniesz na “nick” Połańca dokopiesz się do swojego przodka …bakałarza w Puszczy… na urzędzie królewskim. Miłej lektury.

    Ad Połaniec, 5;
    Miło i Ciebie tu widzieć. Ze stroną Solecznik jestem na bieżąco i widzę ogrom pracy tam wkładanej.
    Przy okazji DZIĘKUJĘ za przeniesienie do historii moich kilku fotek.

  9. ursus mówi:

    Do Maur: Dzięki za informację! Rzeczą wielce prawdopodobną jest, że tamten bakałarz był moim dalekim przodkiem, gdyż nazwisko mam bardzo rzadkie, a fundamenty po moich przodkach, których jeszcze kojarzę są na samym obrzeżu Rudnickiej Puszczy. Zaglądam tu czasem, tylko jakoś “Litwinów” tu nie widzę. A goście z Korony czasem od rzeczy mocno piszą i nieraz na poziom Garszwy czy Smetony wpadają. Niezbyt to ciekawa czytanka wychodzi. Pozdrawiam!

  10. Wereszko mówi:

    @ ted, Wrzesień 21, 2013 at 22:08 –
    “Przejmujące wspomnienia…”

    Połowa tego artykułu to nie są żadne wspomnienia,lecz przepisane skądinąd informacje o II wojnie.
    Czy p.Grzegorz osobiście np. widział jak “W dzień złamania układów Ribbentrop – Mołotow sowieckie pociągi i statki jeszcze wiozły do Niemiec zboże, benzynę, strategiczne materiały, metale”?
    “Wywiad niemiecki wywąchał, że w miasteczku zamieszkuje bliska rodzina Lazara Mojsiewicza Kaganowicza…” Skąd pan Grzegorz wiedział co “wywąchał” niemiecki wywiad?

  11. schlange mówi:

    Wereszko
    jeszcze raz napiszę: twoje komentarze świadczą o tobie, że jesteś cynik.

  12. Wereszko mówi:

    @ schlange, Wrzesień 25, 2013 at 11:32
    Stwierdzam jedynie fakty: ten artykuł to w sporej części przepisane info skądinąd a nie wspomnienia. Zaprzeczysz?

  13. schlange mówi:

    Panie Grzegorzu
    dla mnie Koroniarza, Pana wspomnienia przybliżają nie znaną historię Kresów, taką historię, którą u nas w Koronie dziadkowie opowiadali nam o historii Korony wnukom przed wielu laty temu, a my słuchaliśmy z wypiekami na twarzy. Była to historia nie kłamana, widziana oczami naszych dziadków, nie taką, którą można było wyuczyć się w szkole z książek, w dodatku z książek kłamliwych. Bardzo się cieszę, że Pan, Panie Grzegorzu dzieli się taką właśnie historią – autentyczną, nie kłamaną i obiektywną z młodym pokoleniem, bo tylko na obiektywizmie i prawdzie wyrośnie szlachetne pokolenie szanujące innych ludzi, pozbawione chwastów cynizmu i zakłamania, tylko taka historia wyda pokolenie budujące trwałe wartości.

  14. Wereszko mówi:

    Pan Grzegorz Koszczuk pisze “wspomnienia” o okupacji sowieckiej,niemieckiej. A okupacja LIETUVISKA Wileńszczyzny? Nic nie pamięta? Nie było?

  15. Ali mówi:

    Wątek dotyczący rodziny Kaganowicza jest ciekawy. Łazar Kaganowicz urodził się na Ukrainie, w kijowskiej guberni i wiele lat na Ukrainie mieszkał. Niemniej końcówka jego nazwiska “wicz” wskazuje, że rodzina prawdopodobnie przeniosła się na Ukrainę z terenów dawnego WKL. Stąd zapewne owe Ejszyszki. Jest to historia przypominająca losy rodziny obecnego prezydenta Ukrainy Janukowicza, która również wywochodzi się z terenów WKL.
    Ciekawy jestem, czy coś więcej na temat przodków i dalszych krewnych Kaganowicza wiadomo ?

Leave a Reply

Your email address will not be published.