10
Ejszyszki — okupacja niemiecka (2)

Tragedia ejszyskich Żydów zapisała się najokrutniejszą kartą w historii niemieckiej okupacji miasteczka Fot. Marian Paluszkiewicz
image-61015

Tragedia ejszyskich Żydów zapisała się najokrutniejszą kartą w historii niemieckiej okupacji miasteczka Fot. Marian Paluszkiewicz

Na początku września 1941 r.  Niemiec kazał sołtysowi Antoniemu Masalskiemu wydzielić 10 ludzi z łopatami. Domyślano się, że czeka ich akcja trącąca zgrozą. Nie było chętnych. Antoni błagał na kolanach: „Ludzie, mnie zastrzelą!”. Więc poszli, musieli iść. Przeczuwali, że idą zakopywać ofiary mordu — znajomych Żydów, z którymi bok o bok żyli dziesiątki lat.

Nie znam losów wszystkich. Odnotuję tylko dwóch sąsiadów — Romualda Antula oraz Jana Stańczyka.
Romuald Antul miał poczucie humoru, więc wymyślał rozmaite sztuczki. Każdego ranka w gumnie młócąc cepem zboże, wygwizdywał „godzinki”, siejąc zgorszenie wśród kobiet, postrzegających to jako bezbożność. Tymczasem on wyjaśniał, że w ten sposób wychwala Najwyższego. Niedaleko kościoła u Niedźwieckich zbierali się chłopi, spędzając wieczór w grze w karty, a najchętniej — w ramsa.

Romuald postanowił odzwyczaić od tego nałogu Michała Łabowicza. W tym celu przykrył się białym prześcieradłem i czatował niedaleko dzwonnicy na Michała. Gdy ten wyszedł od Niedźwieckich i szedł w jego stronę, odczekał, aż się zrównali i podążył za nim, siejąc paniczny strach. Michał pobiegł pędem, a że nosił kłumpie na drewnianej podeszwie, unosząc nogi po bruku, czynił nie lada zgiełk. Ledwie wpadł do domu, zaryglował drzwi, a już zdyszany i blady jak płótno wykrztusił żonie, że gonił za nim duch. Żona na to miała odrzec: „To na pewno Romka”. Michał jednak nie uwierzył i potem jakiś czas wieczorami w ogóle nie wychodził z domu.

Obecnie takie żarty okrzyknięto by chuligańskim wybrykiem. Co innego w czasie wojny. Wtedy władza zajęta był wojowaniem, a chłopi, nie mając innych życiowych umileń, zabawiali się, upiększając życie sobie i bliźnim. Pewnego razu, pod osłoną nocy przenieśli stóg rąbanego drwa od Stanisława Galinia do Franciszka Masalskiego. Dowiedziawszy się o tym zdarzeniu, Leonard Reutt zapytał smutnego Stanisława, co się stało? Ten odpowiada, że okradli, przepadło drzewo. Leonard na to: „Sam widziałem, jak Franciszek nosił…”. Stał się gwałt, posypały się wyzwiska. Leonard zorganizował akcję i drzewo wróciło do chaty.

Historia ejszyskich Żydów przetrwała w pamięci dzisiejszych mieszkańców miasteczka oraz w bryłach budynków Fot. Marian Paluszkiewicz
image-61016

Historia ejszyskich Żydów przetrwała w pamięci dzisiejszych mieszkańców miasteczka oraz w bryłach budynków Fot. Marian Paluszkiewicz

Leonard Reutt — to był talent humoru. U niego nawet trzy świniaki nosiły imiona: Pietruś, Gabruś i Fruzyna. Pewnego razu jakiś „stukacz” doniósł władzy sowieckiej o anegdotach Leonarda, że nosi on wąsy i wyśmiewa się z „ojczulka narodów”. Otrzymał za to 5 lat. Odpokutował dwa lata, rąbiąc tajgę na północy Rosji. Po powrocie jednak się nie zmienił.
Po mordzie Żydów Romuald Antul już nie gwizdał „godzinek”, coś go gniotło. To był bowiem dramat niejednego Polaka. Wojna wyrwała ludzi z normalnej egzystencji, wpychając ich w środowisko mordu, gwałtu i śmierci.

Podobnie było z Janem Stańczykiem. Pracował całe życie u Żydów, dowierzano mu. Znał jidysz, służył w bożnicy. Po tragedii mordu, gdy kazano zakopywać ofiary, u biedaka nie wytrzymała psychika, człowieczy mózg nie mógł zrozumieć: po co i za co? Rozbierał się do naga i biegał po ulicy, nawet w chłody. A podczas wojny jakież mogło być leczenie? Pewnego dnia nagi przybiegał również do naszego domu.

Nie zgadzam się z interpretacją Jana Marka Chodakiewicza i wywodami Jaffy Eliach, która to dzięki właśnie Polakom została przy życiu, aczkolwiek dziś wydaje się, o tym nie pamięta. O wydarzeniach przed „likwidacją getta” Jan Marek Chodakiewicz pisze: „Następnego dnia nastąpiła selekcja. Zabrano mężczyzn, w tym przywódców społeczności wraz z rabinem Rozowskim. Odeskortowano ich za miasto w grupach i rozstrzelano”.
Według Eliach: „…jedną grupę mężczyzn pod eskortą litewską zawieźli na miejsce mordu furmankami Polacy”.

Błędnie Jaffa Eliach opisuje, że „około 700 Żydów uciekło z okolicznych sztetli, z Olkienik oraz z samych Ejszyszek tuż przed masakrą” (Zmikrofilmowana kopia raportu dostępna jest w United States Holocaust Memoriał Museum Archive, Washington). Wszyscy, z którymi miałem kontakt, twierdzą, że zbiegło około 40 Żydów do znajomych Polaków, z którymi mieli dobre stosunki w czasach Polski.

Z rozkazu niemieckiego okupanta na ludność spadły kary za niewypełnienie obowiązku dostawy przymusowego kontyngentu żywnościowego i inne kary, np. za niestawianie się do robót przymusowych.
Na Jurydyce mieszkał szewc Antoni Soroko. Był to człowiek wesoły, z humorem. Jako małemu jeszcze dziecku bardzo mi imponował, gdyż miał kanarka, który — gdy Antoni robił buty — siedział mu na ramieniu. Wyjeżdżając do Wilna, by zdobyć skóry i inne szewskie materiały, wziął pud mąki na sprzedaż. Tam zatrzymali go Niemcy, zrewidowali, a ponieważ nie miał kwitów, że zdał kontyngent — rozstrzelali. Okoliczna ludność, cała Jurydyka z żalem uczestniczyła w pogrzebie niewinnego Polaka, który nie posiadał ziemi i nie miał nakazu na podatki.

Pirciupis — w okresie sowieckim zakłamane fakty historyczne używano na pożytek ideologii komunistycznych władz Fot.archiwum
image-61017

Pirciupis — w okresie sowieckim zakłamane fakty historyczne używano na pożytek ideologii komunistycznych władz Fot.archiwum

W czasie, gdy na wschodnim froncie Niemcy ponieśli dotkliwe klęski, front potrzebował nowego „mięsa”, a i na okupowanych terytoriach coraz bardziej Niemcom dokuczał sprzeciw i partyzantka. Hitler powoływał do wojska coraz to nowe i starsze roczniki.
Niemcy zaczęli przymusową brankę na roboty do Rzeszy ludności z okupowanych krajów. Deportacja na roboty dotyczyła przede wszystkim młodzieży, jak też aresztowanych za udział w konspiracji.

Pod koniec 1943 roku (trudno ustalić dzień) w niedzielę po nabożeństwie, pod kościół w Ejszyszkach podjechały brezentem kryte ciężarówki z eskortą motocyklistów. Wychodzących  kościoła ludzi, przeważnie młodszych, zapędzano do ciężarówek. Pamiętam młodą dziewczynę z książeczką do nabożeństwa w ręku. Krewni, znajomi nie mogli wiedzieć, gdzie się podziali bliscy. Zakrystian Stefan Smykowski, Antoni i Józef Niedźwiedzcy, Bronek i Bogdan Załuscy schowali się na chórze kościoła, między sufitem i podłogą, gdzie urządzony był specjalny schowek.

Schwytano mojego brata Norberta. Naznaczony został do obszarnika, na miejsce powołanych do wojska synów. Uciekł z kolegą niedoli i jakiś czas chowali się w lasach Lotaryngii. Żandarmeria złapała i zostali osądzeni na śmierć. Przed rozstrzałem umieszczono ich w piwnicy. Mieli łyżkę i za noc wydłubali parę kamieni. Uciekli, lecz pozostali na terytorium Francji. Po wojnie brat powrócił do domu. NKWD aresztowało go. Bez sądu i wyroku został wywieziony na Sybir do kopalń węgla w Workucie. Tylko po śmierci „ojca narodów” wrócił do domu, lecz potem wyjechał do Polski. Zamieszkał w Policach koło Szczecina.

Wracając do kontrowersyjnych stwierdzeń Jana Marka Chodakiewicza, chciałbym zweryfikować opisywaną w jego pracy pacyfikację wsi Pirciupis. Chodakiewicz pisze: „Na przykład, po zabiciu przez partyzantów sowieckich dwóch Niemców pod wsią Pirciupis niemiecka policja spacyfikowała tę miejscowość 3 czerwca 1944 roku. Rozstrzelano i spalono żywcem 117 mieszkańców, Polaków i Litwinów”.
To twierdzenie jest w zupełności błędne. Latem 1959 roku w 15. rocznicę tragedii pirciupskiej, była organizowana propagandowa wrzawa wokół tych wydarzeń. Zapoczątkował ją dziennikarz, wydając broszurę o Pirciupisie. Temat o niemieckiej zbrodni podchwyciła partyjna propaganda Litwy, a potem i Moskwy.

Rzeźbiarz Gediminas Jokūbonis odnalazł w Dargużach kobietę-model o nazwisku Urbielionis i z jej wizerunku tworzył rzeźbę, która została nazwana „Matką” w żałobie. Najpierw ulepił ją z gliny, potem wyrzeźbił z kamienia. Jego praca otrzymała leninowską premię w wysokości 10 tys. rubli. Na tamte czasy były to duże pieniądze. Wówczas pracowałem w remontowo-budowlanej „kontorze” w Ejszyszkach.

Naczelnikiem był Algis Urbonavičius, a brygadzistą w Pirciupisie Leonard Reutt. Byłem przydzielony jako pomoc fizyczna przy ustawieniu rzeźby „Matki”. Potem pomalowałem zieloną farbą ogrodzenie otaczającego miejsce gumien, gdzie były spalone ofiary mordu. A ponieważ dzień był upalny, pracowałem w krótkich spodenkach. Raptem przyjechała „pobieda” i z samochodu wysiadł niewysoki wąsaty jegomość i krzyknął do mnie: „Co tu świecisz tyłkiem, straszysz kobiety, nakładaj portki!”. Chciałem coś rzec, lecz mój kolega powiedział: „Cicho bądź, to Sniečkus”.

Antanas Sniečkus, pierwszy sekretarz Kompartii Litwy, kazał, by w ciągu 10 dni wszystkie wokół chaty pokryte strzechą pokryć łupkiem. To była miła i wesoła robota. Łupku w sprzedaży jeszcze nie było. Ludności nie tłumaczono, że to nakaz Sniečkusa. A tu zadarmo zrywają słomę i kryją łupkiem. Wtedy gospodarze robili fajne obiady, zakrapiane „krzakówką” (której w tamte czasy jeszcze nie próbowałem smaku). Ludzie opowiadali więc o całym zajściu w Pirciupisie.

Wieś jest położona na skrzyżowaniu dróg Wilno-Grodno i Wilno-Olkienniki. Wieś absolutnie litewska i żyła biednie, ponieważ ziemia piaszczysta, nieurodzajna, tylko wokół las, więc jagody i grzyby. Miejscowi więc często dopuszczali się napadów rabunkowych na wojskowych. Rozbrajali i grabili najpierw żołnierzy polskich w 1939 roku, potem odstępujących czerwonogwardzistów w 1941 roku. W 1944 roku zaczęli napadać też na wycofujących się Niemców.

Nieżadna więc niemiecka policja, jak twierdzono, a regularna niemiecka jednostka dokonała pacyfikacji wsi. Okrążyli wieś, zapędzili wszystkich z kobietami i dziećmi do gumien i zapalili je zapalającymi kulami.
Parę ludzi pozostało przy życiu, którzy byli w lesie albo w polu. Potem był nakręcony propagandowy film o mordzie pirciupskim, który niewiele ma wspólnego z prawdą tamtych wydarzeń.

Wybudowano domy dla pozostałych przy życiu lub ich krewnych oraz piękną szkołę-muzeum. Z ogromną pompą otwarto muzeum i rzeźbę „Matki”. Wtedy pierwszy raz po wojnie na Litwę przyjechali Litwini z zagranicy: Argentyny, Brazylii, Anglii, USA, lecz im nie pozwolono spotkać się z krewnymi. Pełno było ochroniarzy i KGB w cywilu. Bardzo niewielu przybyłym pozwolono pozostać na Litwie. Opowiadano, że otrzymali nowe mieszkania, dobrze opłacaną pracę w fabryce wierteł w Wilnie.

Krążyła też anegdotka, a możliwie i tak było naprawdę. Odjeżdżający z Argentyny Litwini umówili się z pozostającymi, by zmylić cenzurę, wysłać zdjęcia. Jeżeli życie dobre i żyć można – to fotografuj stojąc. Jeżeli „pół biedy”, to zdjęcie siedzące. Przybysze z emigracji fotografowali się na leżąco. A przecież takie były sowieckie realia.
Koniec wojny. Zbliżający się front wschodni z całą zgrozą przewalił się przez Wileńszczyznę. Dzięki Opatrzności Bożej Ejszyszki jednak ucierpiały w niedużym stopniu.

Grzegorz Koszczuk

10 odpowiedzi to Ejszyszki — okupacja niemiecka (2)

  1. schlange mówi:

    Panie Grzegorzu
    dziękuję Pani za historię Ejszyszek piórem malowanych. Dziękuję Panu bardzo, dziękuję również za to, że Pani nie zraża się komentarzami negatywnymi pod Pana wspomnieniami i pisze te perły z Kresów.
    Bóg Zapłać!!!

  2. Gintar mówi:

    Ja tez Panu Koszczukowi bardzo dziekuje za opowiesci i prosze jeszcze wiecej pisac w takim samym stylu. Historja i genealogia – to nie tylko archiva, to tez opowiadania.
    Znalem wiele osob o ktorych pan pisze. Byli juz staruszkami jak roslem w Ejszyszkach, ale pamientam ich.
    Z opowiadan w rodzinie, mowiono ze moj pradziadek Wladyslaw Masalski pzed wojno byl wojtem (soltysem). A tak jak polityk musial z kazdym wypic, to w koncu spil sie na starosc 😀 Czy pan Koszczuk cos o nim slyszal, o ojcu tylko dwoch corek – Jadwigi, co wyszla za Niemejko, i Bronislawy co za Wilbika? Napisac prosze do mnie na gintar@yahoo.com
    Ale przypuszczam ze Pan Koszczuk moze nie miec komputera, a wiec moze ktos z redakcii wydrukuje te komentarze i mu zaniesie.

  3. Połaniec mówi:

    Wielkie dzięki! Czekamy na ciąg dalszy tych jakże interesujących wspomnień!

  4. schlange mówi:

    Panie Grzegorzu!!!
    czy Pan wie jakie Pan swoimi artykułami poruszył struny wspomnień Ejszyszkan! – i nie tylko!!! wszystkich Kresowiaków i Koroniarzy!
    – Gintar – bardzo Tobie dziękuję za Twoje komentarze, wierzę już, że Polskie tchnienie jest ponad granicami wytyczonymi przez polityków, bez względu kim są ci politycy i do czego zmierzają.
    Gintar jeszcze raz bardzo Ci dziękuję!!!

  5. Wereszko mówi:

    @ schlange, Wrzesień 30, 2013 at 16:59 –
    “czy Pan wie jakie Pan swoimi artykułami poruszył struny wspomnień Ejszyszkan! – i nie tylko!!! wszystkich Kresowiaków i Koroniarzy!”

    Nie tylko Ejszyszkan,Kresowiaków,Koroniarzy ale i wszystkich Europejczyków,świat cały,a nawet Wszechświat! 🙂

  6. schlange mówi:

    Wereszko
    dobrze się czujesz?

  7. Wereszko mówi:

    @ schlange
    Dobrze.A dlaczego pytasz?

  8. schlange mówi:

    Panie Grzegorzu!!!
    ja szary zwykły Koroniarz czekam na dalszy ciąg Pana wspomnień!!!
    Pana wspomnienia, są jak balsam wśród udręk codziennych, są ukojeniem wśród odmętów spotykanych na drodze życia.

  9. Wereszko mówi:

    @ schlange
    Coś z tobą chyba nie tak? Takie np.słowa “Okrążyli wieś, zapędzili wszystkich z kobietami i dziećmi do gumien i zapalili je zapalającymi kulami” albo “Bez sądu i wyroku został wywieziony na Sybir do kopalń węgla w Workucie” to dla ciebie “balsam” i “ukojenie”?

  10. schlange mówi:

    Wereszko
    w porównaniu z twoimi wypocinami …

Leave a Reply

Your email address will not be published.