27
Zabawa wierszem Jana Rożanowskiego

Jan Rożanowski fot. Marian Paluszkiewicz
image-61010

Jan Rożanowski Fot. Marian Paluszkiewicz

Przyznaję, że na wiersze Jana Rożanowskiego natrafiłam przez przypadek, błądząc w przepastnym Internecie.

Przy jego wierszach na portalu społecznościowym znalazły się tysiące lajków („to lubię”) i moc pozytywnych komentarzy („jak to miło z ranka samego przeczytać Rożanowskiego”). Być może dlatego, że autor łamie konwencje, pisząc w gwarze wileńskiej; z ironią, a często z samoironią, mówiąc o tym, „co mu w duszy gra”…
Na spotkanie z autorem umówiłam się z niejakim trudem.
— Co ja będę opowiadał, zwykły chłop wiejski — wzbraniał się Rożanowski. — Tylu jest prawdziwych poetów, lepszych ode mnie, wartych uwagi.W podwórku jego domu na kolonii w Mieżanach (starostwo podborskie w rejonie solecznickim) panuje prawdziwa wiejska sielanka — dom się kryje za szpalerem gęstych wysokich drzew, panuje tu cisza i święty spokój. Siadamy w drewnianej altance, którą, jak się okazało, wykonał własnoręcznie sam gospodarz. Dziełem jego rąk jest też łaźnia, od początku do końca drewniana, dopatulona mchem, kryta gontem. Pod pułapem przy wejściu napis po łacinie: „Jeżeli Bóg z nami, to któż przeciwko nam”.
Poza pracą z drewnem Jana Rożanowskiego zajmuje też po trosze krajoznawstwo.

— Mieszkamy na pograniczu kultur — mówi. — Przemieszały się tu języki polski i litewski. Tuż za pobliskim laskiem rozciąga się już Dzukija, języki polski i litewski przenikają się tu wzajemnie. Dzukowie mówią np. „Łaba dziena” (jak dzień), z wyraźnym „dz” jak to Dzukowie. Zaś moi dziadkowie mówili np. „Jaka z tego nawda” — zastanawiałem się, co to jest ta nawda, potem już zrozumiałem, że to wyraz od litewskiego — „nauda” czyli korzyść. Używało się od zawsze takich wyrazów, jak świron (od lit. — svirnas), poszor (pašaras) czyli karma. Mama mówiła „milżyn” (milžinas — lit., czyli olbrzym) na kogoś dużego. Babcia zaś chodziła do lasu po raudony i miszkini.

Jan się śmieje, że jeden grzyb, a tyle różnych nazw w różnych regionach. Te raudony to po naszemu, po wileńsku, to nic innego jak podosiniaki, zaś Polacy w Polsce mówią na nie kozaki ze względu na czerwone czapeczki. I tak jest w każdej wiosce — są tu swoje wyrazy-perełki, swoje naleciałości, których inni nie rozumieją. Śmieje się, że np. absolutnie niezrozumiałym wyrazem dla Polaków z Polski jest np. „ciamcia lamcia” — odpowiednik ciamajdy.

„Choć ta kresowa potoczna mowa/w polskości miodzie jest komuś dziegciem/Tak miendzy nami —myż ruzmawiami/ po chatach głównie na dialekcie”…  — czytam w wierszu „Mowa kresowa”.
Sam Jan posługuje się piękną polszczyzną, ale przyznaje, że rodzice nigdy nie rozmawiali po warszawsku czy krakowsku, tylko — po wileńsku. Zastrzega, że nie „po prostemu”, tylko właśnie po wileńsku.
— Myślę, że nie warto odżegnywać się od mowy swych dziadów i pradziadów. Nasz dialekt północnokresowy jest piękny i ma rację bytu, tak samo jak gwara śląska, mazurska, dialekt kaszubski czy żmudzki — mówi Jan. — Poza tym nasz dialekt jest naukowo zbadany, zaś dr Halina Turska napisała prace naukowe o polszczyźnie kresowej, jak też o lituanizmach i rusycyzmach w naszym języku.

Pierwsze wiersze zaczął układać jeszcze w szkole w Tietiańcach, gdzie jak zaznacza, mimo sowieckich czasów miał świetnych polonistów — Janinę Kuryło i Hieronima Dowgiałło.
— Wymagali od nas bezwzględnie, żebyśmy rozmawiali poprawnie po polsku nawet na przerwach. Pani Kuryło kładła nacisk na to, żebyśmy w tej masie rusycyzmów dbali o czystość polszczyzny, byśmy pamiętali o potrzebie jej zachowania. Pan Dowgiałło świetnie uczył literatury — z początku tłumaczył różne terminy, pojęcia, potem przystępowaliśmy do pracy z tekstem literackim — wspomina Jan Rożanowski.

To właśnie pan Dowgiałło zadał na lekcji napisanie wiersza. Jak mówi Jan, kiedy ułożył wiersz i pokazał dla polonisty, ten zapytał, kto to napisał. Nie uwierzył w autorstwo ucznia.
— Po tym wydarzeniu długo już wierszy nie pisałem — śmieje się Jan Rożanowski. — Teraz piszę dla zabawy, dla żartu. Lubię czasami coś wyśmiać — najczęściej sam siebie. Postanowiłem wierszować w gwarze. Gwarą wileńską pisze np. Wincuk z Pustaszyszek w „Kurierze”, ale prozą. Ja postanowiłem tekściki zrymować. Ot, takie tam króciutkie wierszyki, żeby się człowiek nie zmęczył myśleniem.

Jak mówi Jan Rożanowski, tematy rodzą się same z siebie, bardzo różne, mówi, że sam nie wie, skąd się to bierze, często rymy przychodzą po prostu w trakcie codziennej pracy. Wśród wierszy znalazł się „Wileński epos narodowy”, ale i „Oda do cepelinów”, jest erotyk „Miendzy nami” i „Katechizm Pulaka z Wilni”, a nawet „Maczanka” doczekała hymnu pochwalnego na swoją cześć:
„Ni maczanka to była, a bajka!/Kindziuk przy niej — statysta na planie./W czym jej sekret,/ czy w tych swojskich jajkach?/Czy w prawdziwej wiuskowej śmietanie? (…)”

Na początku zamieścił w internecie jeden, drugi utwór, wyglądało, że ludziom się spodobało. Potem się zaczął zastanawiać, kto te wiersze czyta, rzucił hasło w Internecie i się okazało, że 80 proc. internautów to ludzie z Wileńszczyzny, którzy z różnych przyczyn okazali się poza granicami Litwy.
— Ludzie chyba tęsknią za swojską gwarą, za lekką prostą formą wiersza. Z własnego doświadczenia, po dłuższym pobycie w Polsce, wiem, że te ciągoty do swojej gawędy, do gwary zostają. No i ludzie mają serdecznie dość polityki.

 „…Ni rzucim wonskich tych uliczek,/gdzie drogi jest nam każdy kamień,/ni mami polskich tu tabliczek,/bo my na pamieńć Wilna znami”.
Jeżeli pisze o historii i skomplikowanych stosunkach polsko-litewskich, to też robi to na wesoło. Zresztą takich „upolitycznionych” wierszy ma mało, tylko dwa, napisał je, jak mówi, „ku pojednaniu”:
„(…) Minie jak wiosenna chandra/pomysł wszczęcia tutaj wojen./Vilnius yra musu bendras!/Wilno moja jest i twoja!”

— Oburzyłem się, kiedy kibice „Lecha” Poznań wołali pod Ostrą Bramą „Jesteśmy u siebie” — ciągnie dalej Jan Rożanowski. — My przecież nie jedziemy do Poznania i nie twierdzimy, że to nasze tereny. Gdybym wydawał takie okrzyki w Poznaniu, zabraliby mnie do „wariatkowa” od razu. Moim zdaniem, jest to zwaśnianie narodów.
Oburzające jest też, gdy padają hasła „Litwa dla Litwinów” — dobrze, ale niech będzie Litwa dla wszystkich Litwinów, spadkobierców WKL — nie tylko lietuvisów, ale też Polaków, Rosjan, Karaimów, Tatarów.

Zdaje sobie sprawę z tego, że ma swoich zarówno zwolenników, jak i przeciwników, nieraz otrzymał wiele krytyki pod swoim adresem. „Wilenska mowa!/w niej pierwsze słowa/na świat przyszedłszy ja usłyszałem…/Śpiewno gawendo dzieci me bendo/także zaciongać jak sam Marszałek”.
— Posądzano mnie o łamanie polszczyzny, wtrącanie obcych słów. Tak się zastanawiam słysząc tę krytykę: czy to właściwie ja połamałem ten literacki język polski na Wileńszczyźnie? — mówi.

Z okazji Dnia Niepodległości Polski

Poprawniejsza z mowy zawsze,
zagraniczna, ale swojska…
Polski my ni zapomniawszy,
droga sercam naszym Polska.
Choć my tu w ojczystej chacie
i pałuczki bierzem w litach,
pamientami — nasza Macierz
to Rzecz Polska pospolita.
Ona miawszy triumf, klenski,
sprzymierzeńców znawszy zdrada…
Cob ni Ziuk nasz podwilenski,
dziś ni mielib o czym gadać.
Dzielo nas dosłownie mili,
mamy wspólne niebo prawie.
Żeb my Wilni ni lubili,
wszystkie bylib już w
Warszawie.
Płyniem swojej życi nurtem,
o powszednim myślonc chlebie,
Polsce pójdziem pomóc hurtem,
jak ta znajdzie sie w potrzebie.
Jak Jej bendo gryźć „sabaki”,
my z odsieczo raz na przełaj…!
Pokond w Wilni son Pulaki,
licz, że Polska nie zginęła.

Wszystko mienia sie …Wczoraj gorzkie ze mnie dziecie
dzisiaj — w dobrym stanie antyk.
Wszystko mienia sie w tym świecie,
ni ma żadnej w nim konstanty.
Gorszy dzień jest i dzień lepszy,
raz wyszczyżam sie, raz płacza…
Nawet gwiazdy — ja spostrzegłszy — świeco każda noc inaczej.
Raz czym wyżej — innym
razem
nam zależy być czym głembiej…
Demba cień mnie był oazo…
Ni ma śladu już po dembie.
Już ni tak, tylko inaczej
refren zaciongam w piusence.
Pies tak samo ni zaskacze
na mój widok nigdy wiencej.
Nas i uczuć naszych stany
mienion sie w każdziutkiej chwili.
Dobry Bóg wymyślił zmiany,
żeby my sie ni nudzili.
Kulorami sie przeplata,
życia, wije sie jak żmija…
Żal mnie tylko tego lata,
które bezpowrotnie mija.
Bywa że pudobne plotki,
ale różnym celom służo.
Nawet identyczne zwrotki
nigdy sie już nie puwtórzo.
Już za rok ni znajda cienia —
ktoś spiłował domb moj tamty…
Wszystko sie w tym życiu
mienia, ni ma żadnej
w nim konstanty.

Komentarze polonistów

Dr Teresa Dalecka z Centrum Polonistycznego Uniwersytetu Wileńskiego:
„Może poezja Rożanowskiego jest potrzebna dla określonego kręgu odbiorców, ale z pewnością w koneserach wzbudzi pewien niesmak. W kręgu przyjaciół przy piwie poczytać te wiersze i traktować je jako żart — owszem, można. Ale nie mogą być one absolutnie traktowane jako poważna twórczość.
Prawdziwa poezja ma różne funkcje — jedną z nich jest uwrażliwianie odbiorcy. Te wiersze, które czytałam, nie uwrażliwiają — miejscami były rubaszne i budziły mój niesmak. Jeżeli przeczyta je jakiś młody umysł, jeszcze nieukształtowany — to może się spodobać — bo to śmieszne, zabawne, lekko ironiczne itd. Ale może to skutkować tym, że poważniejsza poezja, która niesie ważne treści, dla młodego odbiorcy wyda się nudna, nieciekawa i odpychająca.
Można tymi wierszami bawić się we własnym kręgu, ale nie jestem w stanie tym się zachwycać, nie bierze mnie to za serce. Poza tym nie wiem, kto je czyta, ale dla odbiorcy z Polski co trzecie słowo jest niezrozumiałe — mam właśnie teraz gości z Polski, którzy nie rozumieją rusycyzmów, od których roi się w wierszach”.
Dr Irena Masojć, dyrektor Katedry Filologii Polskiej i Dydaktyki Litewskiego Uniwerytetu Edukologicznego:
„Wiersze J. Rożanowskiego, które są dostępne w Internecie, to z pewnością dobry materiał na folklor wileński, który może świetnie bawić, o czym zresztą świadczą wpisy internautów. Folklor jednak funkcjonuje głównie w postaci mówionej, a nie pisanej.
Polszczyzna jak każdy język narodowy ma wiele odmian: odmianę standardową, odmiany terytorialne — dialekty i gwary (te dwa pojęcia różnią się swoim zasięgiem terytorialnym  — dialekt obejmuje większe terytorium, na którym w użyciu są różne gwary) oraz odmiany środowiskowe — slangi, czyli gwary środowiskowe, wyróżniające się pewnym zasobem odrębnego słownictwa i ekspresywnością, np. slang młodzieżowy. Język, którym posługują się twórcy strony internetowej „Pulaki z Wilni” jest zjawiskiem pogranicznym, mieszanym: najbardziej nawiązuje do slangu, lecz poza osobliwym, a właściwie typowym dla Wileńszczyzny, słownictwem wykorzystuje też tradycyjne gwarowe formy gramatyczne, np. (ja) „miał dwójka”, a nawet fonetyczne, np. „Pulaki, przeboji”. Dialekty i slangi są to odmiany, które mają tylko postać mówioną, ich zapis stanowi swojego rodzaju ewenement, np. słynny utwór E. Redlińskiego „Konopielka”. Ich elementy wykorzystuje się w literaturze w celu stylizacji, głównie w dialogach w celu charakterystyki bohatera. Pojawienie się literatury i tekstów publicystycznych, pisanych w całości dialektem, jak się dzieje współcześnie na Śląsku, sygnalizuje, że chce on aspirować do roli odrębnego języka. Takich aspiracji nie mają chyba ani autorzy strony internetowej „Pulaki z Wilni”, ani J. Rożanowski. Ich celem jest typowa dla slangu zabawa językiem, która i spotyka się z akceptacją większości czytelników.
Co w tym zaskakuje i niepokoi językoznawcę? Forma pisana tych tekstów. W odmianie pisanej występuje tylko język standardowy. Jego pisownia opiera się na tradycji i nie zawsze odzwierciedla wymowę, np. pisze się „nad Solczą”, choć Polak z kraju mówi „nad Solczou”, pisze się „Faceboook”, choć wszyscy czytają to jako „fejsbuk”. Stosowanie zapisu fonetycznego (jak się słyszy, tak się pisze) jest świadomym łamaniem konwencji. Byłoby to wybaczalne, gdyby nie niosło ze sobą szkody. Negatywne konsekwencje mogą być takie, że młodzi czytelnicy mogą niewłaściwie odczytać tę intencję.
Tymczasem należy uświadamiać sobie, że to, co dopuszczalne jest w języku mówionym, nie jest do przyjęcia w języku pisanym. I to głównie bulwersuje i wzbudza niepokój polonistów.

27 odpowiedzi to Zabawa wierszem Jana Rożanowskiego

  1. Gintar mówi:

    Edytorow to jest pelno i za para litow odjedytowac mogo po Warszawsku.
    Bendzie i na to czas jezeli jakies wydawnitstwo opublikowac zachce i autora nie obdzieli.
    Ale wlasnie zywy jezyk gwary Wilenskiej to jest to, co blizkie serdcu. Poezja to nie instrukcja do komputera.

  2. Gintar mówi:

    W Ejszyszkach po polsku rozmawiają, tylko kto przyjezdza z okolic – z Tawsiunow czy z jakich Dejnowy to jeszcze to po prostemu gada. A to blizej do bialoruskiego niz do polskiego. Dla tego im bylo latwiej zpolsczcyc sie niz litwinom. Ale i w Ejszyszkach nie wypada nawet gadac czysto po polsku – powiedzo ze wymandrza sie, pana zgrywa.

  3. Gintar mówi:

    Czy moglaby Dr Teresa Dalecka dla nas Wilniukow dac przyklady “poważniejszej poezji, która niesie ważne treści”. Czy to “Pan Tadeusz”? Ale tam pelno nalacialosci “tutejszych”. I co tam az tak “waznego”? “Litwo – ojczyzna moja…” A jezeli ktos tak mowi, to czy nie mozna go nazwac Litwinem, jak ktos sie nazywa “Slazakiem” 😀

  4. Adam81w mówi:

    Mimo wszystko dla mnie to pozytywna postać. Lubie go czytać jak i Wincuka.

  5. Adam81w mówi:

    Mickiewicz był Litwinem czyli Polakiem a Ślązak jest Ślązakiem czyli Polakiem.

  6. marek mówi:

    Nie bardzo rozumiem tego: “My przecież nie jedziemy do Poznania i nie twierdzimy, że to nasze tereny. Gdybym wydawał takie okrzyki w Poznaniu, zabraliby mnie do „wariatkowa”…
    Zapraszam Pana Rożanowskiego do Krakowa. Niech stanie na Rynku i niech krzyknie, ze jest u siebie… Mogę sie z nim założyć, ze nikt go do Kobierzyna (lokalne wariatkowo) wieźć nie będzie.

    Skoro kibice Lecha czuli się w Wilnie jak u siebie, a powiedzmy mieli ku temu jakieś obiektywne podstawy, to ich dobre prawo o tym mówić. Czy to już jest “zwaśnianie narodów”?

  7. Gintar mówi:

    Przypuszczam ze Jan mial na mysli okrzyki typu “Poznan nasza – Litewska, jestesmy u siebie, a nie w gosciach”…
    Wiersze Jana na tyle wesole, ciekawe i przyciagajace, ze po ich czytaniu “poważniejsza poezja, która niesie ważne treści, dla młodego odbiorcy wyda się nudna, nieciekawa i odpychająca” jak przyznala w tym artykule sama Dr Teresa Dalecka z Centrum Polonistycznego Uniwersytetu Wileńskiego.
    Musi przeciaz byc i gwara zapisywana w jakiejs formie pisemnej, a nie tylko na video. 😀

  8. do marek mówi:

    Poznaniacy tak tu w Wilnie są u siebie jak górale na Kaszubach. Wilno należy do spadkobiercow WXL, a Poznaniacy takimi nigdy nie byli
    Zajrzyjmy do historii: Wilno zawsze znajdowało się na Litwie,było stolicą WXL, nawet jak należało do II RP to i tak leżało w Litwie Środkowej. Jakim cudem wielkopolanie tu mogą być u siebie??? Wilniucy owszem są na swoim.

  9. Maur mówi:

    Najpierw gratulacje i podziękowania Pani Annie Peszko za świetny artykuł.

    Pan Rożanowski Jan jest wielce skromnym człowiekiem. To postawa ludzi szlachetnych i budzi szacunek.

    Nie jest prawdą, co wspomina jedna z utytułowanych recenzentek, że Polak nie rozumie co 3 słowa. Przeczytałem znacznie więcej ni owe 2 poematy J.Rożanowskiego. Rzadko kiedy muszę zastanawiać się nad znaczeniem uzytcyh słów czy zwrotów kontekstowych. Owszem, czytam wolniej i uważniej. Ale tak chyba należy czytać poezje. Po to by uchwycić te galopujące myśli autora i jak najmniej z nich zgubić.

    Poemat …”Z okazji Dnia Niepodległości Polski” to wyraz rzadko spotykanego patriotyzmu. Tego nieustannego kredytu zaufanie do tej odległej Wielkiej Ojczyzny choć ta mała tu i teraz codziennie o swoje daniny woła. Ta Wielka, wiecznie zajęta swoimi sprawami i nie mająca czasu dla swoich dzieci, może jednak zawsze liczyć na ich wsparcie i poświęcenie w potrzebie.

    Sądzę, że i ten motyw miał znaczenie w popularności pozezji Jana Rożanowskiego wśród internautów. U mnie ten utwór “zwilżył oczy”, co jest chyba wystarczającą rekomendacją skutecznego oddziaływania na czytającego.
    Pod warunkiem, że poemat traktuje się jak poemat a nie papkę informacyjną.

    Pozdrawia serdecznie Autorkę i bohatera artykułu.

    Jutro cos wygrzebię w archiwum, chyba że uprzedzi mnie autor http://www.SOLECZNIKI

  10. Adam81w mówi:

    PS Ech, Polak z Poznania ma prawo krzyczeć jestem u siebie w Wilnie, tak samo jak Polak z Wilna ma prawo krzyczeć jestem u siebie w Krakowie. To chodzi o bycie u siebie członka narodu polskiego w Krakowie czy Wilnie. Jako Polacy jesteśmy u siebie zarówno w Krakowie, Warszawie czy Wilnie itd.

  11. Paweł1 mówi:

    Szacunek panie Janie. Zgorszeni puryści, którzy zapewne na co dzień mówią Miodkiem, telewizorem i przekąszają Mickiewiczem, jakoś nie chcą przyjąć do wiadomości., że gwara niesie wartości etnograficzne, historyczne i literackie. Jest również żywa jak na język przystało, staje się, przekształca, chociaż ciągle tkwią w niej rodowe srebra. I nie dyktatu językoznawców, a ich pokornego pochylenia należałoby się spodziewać, ale co kraj to obyczaj.
    Poleciałbym tu sobie w imieniu Pana Jana wspomnianą „Konopielką” cytując ripostę starego Bartoszewicza na zarzut synowej o jajkowe skrytożerstwo, ale ….

  12. marek mówi:

    ad8

    No to zajrzyjmy do historii…
    1)Czy przypadkiem Wielkopolska i WXL nie wchodziły w skład tego samego państwa o nazwie Rzeczpospolita Obojga Narodów?
    2)Czy Poznaniak może czuć się u siebie będąc, np. w Białymstoku, przecież Podlasie też długi czas było w składzie WKL?
    3)Czy przypadkiem przez kilkaset lat tak w Wilnie, jak i w Poznaniu nie dominowala ta sama polska kultura?
    4)A gdyby tak do Wilna przyjechał torunianin, który przymusowo zamienił Gród Giedymina na gród Kopernika, to byłby u siebie, czy jednak byłby obcy? Bardziej obcy niż przybysz ze Żmudzi, mieszkajacy w Wilnie 15 lat?
    5)Czy Wilno leżało w “Litwie Środkowej”, czy w II RP. Bo jakoś historia tutaj jest dość jednoznaczna. Co się stało z ową “Litwą Środkową”? Warszawa ją siłą zlikwidowała, czy może Wilniucy jej nie chcieli?

    I na koniec czy dzisiejsza Lietuvos Respublika to faktycznie jest kontynuacja dawnego WKL?

  13. Maur mówi:

    @ Adam81w; marek;

    Artykuł jest o poezji.Jan Rożanowski określił swoje postrzeganie polityki – tu podając przykład zachowań kibiców i ich ocenę. Koncentrowanie uwagi na tym pobocznym aspekcie zagadnienia niweczy przesłanie główne artykułu.

    Opinie recenzentek być może mają swoją wagę w ich środowisku. Nie znam, niestety, niczego z twórczości recenzentek. Nie mam więc porównania.
    Może autorka artykułu zamieści jekieś ich dzieła wzorcowe na łamach KW? Zobaczymy o czym mówią. Teraz odnoszę wrażenie, że kontestują oryginalność języka pisanego. Jezyka, który jest zrozumiały dla mieszakających tam i wywodzących się stamtąd.
    Czytelnictwo słowa pisanego ma się w RP coraz gorzej. Statystycznie- mniej niż 1 książka w roku.
    Dobrze, że znajdzie się KTOŚ kto potrafi ujarzmić piórem myśli bliskie wielu. Badzo dobrze gdy znajdują się tacy, którym to nie jest obojetne.

    Na Google Earth mozna zobaczyć dzieło rąk bohatera artykułu. Tą drewnianą łaźnie w obejściu.Wykonał też kilka zdjęć uwiecznionych na GE, świadczących o historii najbiższej okolicy. Tej za oknem. Foto Białego Kamienia jest przykryte innym i dopiero w większym powiększeniu widać drugie. Każde zanotowało po kilkaset “obejrzeń”.

    Tu:http://soleczniki.pl/teksty-źródłowe-cz-ii , znalazłem taki fragment:

    …”Włość leśnictwa Rudnickiego y powinność włok czynszowych

    Rudniki, względem wieznych domów, miasteczkiem nazywaią, s których ieno kapszczyznę[1] od piwa i gorzałki do dworu płacą. W pierwszey, pierwszey od dworu, po prawej ręce za kościołem(krom domu xiędza plebana) poddanych i osocznickich domów – № 16, w tey liczbie wiezdnych domów albo karczem, s pogorzelcem, który się buduie – № 6. S których sześci domów ieden dom wiezny poddanemu Samuelowi Natorowiczowi na dwor wzięto było, który się onemu dekretowi rewizorskiemu przysądził, gdyż y z gruntu do pomienionego domu przynależącego płacie, iako s pół-włoki, krom kapszczyzny kopę Litewską. W drugiey, pierwszey od mostu y z dworu idąc, po lewey stronie domów № 15. A za mostem, na osadę nową, dało się s powinnością grunt Ianowi Rożanowskiemu, bakałarzowi, w liczbie piętnastu, wieznych domów s dwiema pogorzelcami – № 5. kapszczyzny do dworu z domów wieznych, z domu na każdy rok od piwa po kopie Litewskiej, a od gorzałki po puł kopy, także pogorzelcy po expirowaniu liberatii – lat czterech, płacić będą. Włok w Rudnikach, dla błot y wod z dawnych czasów bez pomiary liczą № 12 ¼. S którey liczby na osoczniki iako zwysż przy początku puszcze opisano, – włk 6. Na stróżów pięciu braci – włoka № 1, na czynszu włok № 5 ¼. Morgów albo przerobków w puszczy za Mereczem kop Lit. № 17 ¼, a przy wsi Ligoniach – na kop Lit. 36″…

    Bakałarz z czasów bliskich średniowiecza widać pozostawił potomnym i zamiłowanie do “pióra”.
    Ta sama okolica od kilku wieków…

  14. do marek mówi:

    Jeśli dać wolę napędowi pańskiej teorii, to się okaże, że i Żmudzin z Szawel może nie tylko w Wilnie, ale i w Krakowie czuć się u siebie, wszak Żmudź kiedyś wchodziła w skład WXL, a z kolei w skład Rzeczypospolitej obojga narodów.
    Bądźmy jednak konsekwentni swoich wypowiedzi, tym bardziej okrzyków. E tam, niech sobie Pan krzyczy w Wilnie, że jest u siebie, może Pan tak właściwie odczuwa. Może Pan krzyczeć w Brukseli, że jest Pan u siebie, bo to też ma swoje podstawy prawne w dobie Unii Europejskiej. Osobiście trzymam się swojej maleńkiej ojczyzny Wileńszczyzny i tylko tu jestem u siebie w domu.

  15. Astoria mówi:

    Recenzentki nie mają racji twierdząc, że literatura musi być zapisana w języku literackim. Jest mnóstwo przykładów świetnej literatury w gwarze i slangu – szczególnie prozy, choć rzadziej poezji. Nie mają też racji, że wiersze w gwarze są jakimś zagrożeniem dla standardowej polszczyzny i dla wileńskiej młodzieży. Ta młodzież może wynieść polszczyznę literacką tylko ze szkół, bo na co dzień mało kto ten sztuczny język warszawskiej “inteligencji” i ogólnopolskiej telewizji używa w mowie. Ale mają rację, że literatura Rożanowskiego jest folklorem. Folklor z natury rzeczy jest lokalny i wartości uniwersalne traktuje drugorzędnie. Rożanowski pisze głównie o swojej małej ojczyźnie. Ogranicza się do niej tematycznie i środkami wyrazu. Królują u niego: lokalny patriotyzm, lokalne problemy, lokalny humor i lokalna mowa. Trudno więc tę literaturę nazwać wyższą, bo ta aspiruje do wyższej uniwersalności. Co nie znaczy, że nie jest to literatura. Celem literatury jest przede wszystkim znalezienie czytelnika, a wiersze Rożanowskiego znajdują swoich wielbicieli.

    Widać u Rożanowskiego dobry warsztat literacki, inteligencję i szerokie horyzonty. Ma więc narzędzia, które umożliwiają tworzenie poezji wyższej. Byłoby to jednak trudne w gwarze, która z natury rzeczy jest ograniczona wyrazowo, i wymagało raczej przejścia na literacką polszczyznę, którą autor zresztą zna. Ale to, oczywiście, wyłącznie jego sprawa – co robi i jak to robi.

    –> — Oburzyłem się, kiedy kibice „Lecha” Poznań wołali pod Ostrą Bramą „Jesteśmy u siebie” — ciągnie dalej Jan Rożanowski. — My przecież nie jedziemy do Poznania i nie twierdzimy, że to nasze tereny. Gdybym wydawał takie okrzyki w Poznaniu, zabraliby mnie do „wariatkowa” od razu. Moim zdaniem, jest to zwaśnianie narodów.

    Oczywiście nie można nikomu odmówić prywatnego poczucia bycia u siebie gdziekolwiek na świecie. Ktoś spoza Wileńszczyzny, kto ma z regionem związki emocjonalne, ma szczególne prawo czuć się tam u siebie. Rożańskiemu jednak chodzi nie o to, ale o kibiców z Wielkopolski, krzyczących pod Ostrą Bramą “jesteśmy u siebie”. To nie jest wyraz emocjonalnego przywiązania do regionu, ale polityczna manifestacja. To uzurpacja czegoś, co ewidentnie nie jest ich. Wilna nie zbudowali poznaniacy, ale polscy, żydowscy, ruscy i etniczni Litwini. Wilno jest stolicą obcego państwa, którego kibice Lecha nie są obywatelami i z którym emocjonalnie zapewne nic ich nie łączy. Biorąc też pod uwagę specyfikę patriotyzmu lokalnego kibiców piłkarskich, kibice Lecha nie są u siebie nawet gdziekolwiek w Polsce, poza Poznaniem. Gdyby krzyczeli “jesteśmy u siebie” pod Pałacem Kultury, to dostaliby po ryju od kibiców Legii. I na odwrót.

  16. Astoria mówi:

    * przepraszam za pomyłkę w nazwisku

  17. marek mówi:

    ad 15
    “to się okaże, że i Żmudzin z Szawel może nie tylko w Wilnie, ale i w Krakowie czuć się u siebie”

    I bardzo dobrze… ma do tego prawo. Zwłaszcza, jak to poczucie będzie wynikało z odwołania się do RON.

    “Może Pan krzyczeć w Brukseli, że jest Pan u siebie, bo to też ma swoje podstawy prawne w dobie Unii Europejskiej…”

    Bruksela akurat mi nie przypadła do gustu. Ale taka Toskania, to co innego. I bynajmniej nie z tego powodu, że tak jak Polska jest częścią eurokołchozu.

    “Osobiście trzymam się swojej maleńkiej ojczyzny Wileńszczyzny i tylko tu jestem u siebie w domu…’

    Tyz piyknie. Mam nadzieję, że nie stanowi to przeszkody, by inni też w Wilnie czuli się “jak u siebie”.

  18. marek mówi:

    maur;
    Aspekt poboczny, ale jednak ważny.

    Co do meritum, to nie mnie oceniać poziom, czy styl tej poezji. Niemniej jednak nie widzę nic złego w tym, że pan Rożanowski wykorzystuje w swojej twórczości gwarę. Nie jest to przecież jakieś novum, wszak taki Tetmajer wielokrotnie używał w swojej twórczosci gwary podhalańskiej.
    Jeśli twórczość pana Rożanowskiego znajduje swoich odbiorców, to dlaczego miałby nie pisać, w taki sposób w jaki sobie założył. I nie widzę w tej twórczosci bynajmniej jakiegoś zagrożenia dla języka polskiego, bo to nie gwara wileńska stanowi tu zagrożenie.

  19. Maur mówi:

    @ marek;

    I bardzo dobrze. Wierze w Twoje dobre intencje. Tu trochę pewien, zupełnie poboczny, kontekst wypowiedzi J.R. zaczynał dominować. Nie chciałem aby zdominował komentarze pod artykułem. Z resztą Atoria doskonale to wyłożył i , jak sądzę, prawidłowo odczytał intencje J.Rożanowskiego.

    Każdy krótki post w takiej materii, siłą rzeczy upraszca każdą sprawę dając tym samym pole do interpretacji. Niekoniecznie tej właściwej.

    Bohatera wszak znamy. Pamiętamy o jego komentarzach wywołujących kontrowersje. Szczególnie niestrawialne komentarze u chcących człowieka zaszufladkować do którejkolwiek z szuflad a do żadnej nie chciał się zmieścić.

    Niechże więc nasz bohater tworzy ile może. Słowa wsparcia raczej mu pomogą niż zaszkodzą.

  20. Berta mówi:

    Mysle tak sobie, co te damy-polonistki tak sie oburzaja? Ciekawam, jak ma sie zachowac ta gwara jesli jej nie zapisywac? I wlasnie takie wierszowanki Jana pozwola nie zniknac naszej “tutejszej” mowie. Wasze dzielo, drodzy polonisci, nauczyc poprawnej polszczyzny w szkole, ale nie zabierajcie nam tutejszej gawendy. Dbajcie o to by dzieciakow w polskich szkolach nie ubywalo, bo jak tak dalej pojdzie, nie bedzie kogo z tutejszej gwary rozgrzeszach, bo wszyscy po litewsku gadac beda.

  21. KasiaK mówi:

    rozumiem, że Pani Dr Teresa Dalecka również nie zachwyca się poezją Tuwima? Tuwim też czasem wywołuje niesmak, i raczej nieuwrażliwia. chciałabym, aby nasi poloniści spojrzeli na tę twórczość z perspektywy nieco szerszej, a nie tylko omawiania języka – utwory p. Jana mają głębię, jest w nich wiele smutku, niepewności. rzeczywiście, niektóre z nich można byłoby określić jako pewnego rodzaju satyrę, tym nie mniej każda satyra również ma swoje drugie dno.
    smutne, że właśnie takich wykładowców mamy na naszych uniwersytetach – którzy poza językiem nie potrafią dojrzeć niczego więcej.

  22. Astoria mówi:

    @ KasiaK:

    No właśnie: Tuwim – tu w przepięknym slangu pt. “Całujcie mnie wszyscy w dupę”:

  23. Wereszko mówi:

    “Oburzyłem się, kiedy kibice „Lecha” Poznań wołali pod Ostrą Bramą „Jesteśmy u siebie” — ciągnie dalej Jan Rożanowski. — My przecież nie jedziemy do Poznania i nie twierdzimy, że to nasze tereny. Gdybym wydawał takie okrzyki w Poznaniu, zabraliby mnie do „wariatkowa” od razu. Moim zdaniem, jest to zwaśnianie narodów.”

    Panie Rożanowski,niech pan pisze te swoje śmieszne,nieudolne,prościutkie wierszyki,które ktoś nazywa poezją, ale niech pan nie zabiera głosu w sprawach o których nie ma pan zielonego pojęcia.
    Kibice “Lecha” to byli POLACY (mało ważne z jakiego miasta Polski)którzy przyjechali do POLSKIEGO Wilna i mieli pełne prawo,jako Polacy,krzyczeć “Jesteśmy u siebie!” Każdy kamień tego miasta woła : Polska!
    Ja też,jako spadkobierca dawnej Rzeczypospolitej,mam prawo stanąć na Rynku np. w Witebsku,i krzyczeć “Jestem u siebie!” Podobnie obecny Białorusin np. z Nowogródka ma prawo krzyczeć w Krakowie “Jestem u siebie!” jeśli poczuwa się do związku z tradycją,spuścizną naszej dawnej wspólnej Ojczyzny – Rzeczypospolitej,której kości bieleją na wielkim obszarze od Poznania do Witebska. Ja,krzycząc w Połocku czy Wilnie “Jestem u siebie!”,nie mówię że to “nasze tereny”,nie “zwaśniam narodów”,przypominam jedynie fakt historyczny istnienia takiego wspólnego państwa jak Rzeczpospolita,fakt usilnie wymazywany z pamięci kolejnych pokoleń przez jej grabarzy.
    A do “wariatkowa” to należałoby rzeczywiście zabrać np. Lietuvisa krzyczącego w Poznaniu “Jestem u siebie!” gdy wiadomo,że ogół Lietuvisów odcina się od naszej wspólnej historii w ramach RON,fałszuje tę historię,lituanizuje ją.Wiem coś o tym,bo widziałem muzea np.w Wilnie.
    Z tymi kibicami “Lecha” to widzę jeszcze taki problem:
    Część Wilniuków (nie wiem jak duża) oczekuje od “Korony” pomocy (finansowej,politycznej) ale jednocześnie mówi nam:”My jesteśmy Wilniucy,nie Polacy,a wy Koroniarze nie wtrącajcie się do naszych spraw”. Czy to nie jest jakaś schizofrenia?

  24. trybuna ludu mówi:

    Wereszko, czego bierzesz się nie za swoje? Wróć do tematu żydowskiego, w nim jesteś genialny.

  25. Wereszko mówi:

    @ trybuna ludu, Październik 4, 2013 at 11:52
    Jak się nie ma co się lubi,to się bierze co się ma!

  26. Kacper Flis mówi:

    Zachwycił mnie pisany gwarą wiersz na Dzień Niepodległości. Nie jestem żadnym znawcą, ale szczerość, styl i piękno języka zadziałały na mnie jak bardzo rzadko się zdarza… Jestem Polakiem spod Warszawy i powiem szczerze, że gwara ma dla mnie tysiąckroć większą urodę niż nudny, sztywny i pozbawiony głębi język literacki. Może i znawcy mają swoją rację, ale uzgodnijmy coś – poezji dla rozrywki i tak polska młodzież nie czytuje za często. Obawiam się, że w Ojczyźnie zaniedbano polskość a nasz język i tożsamość są traktowane bardziej jako coś oczywistego, coś, o co nie trzeba się starać bo po prostu jest…

    Co do Poznaniaków, Warszawiaków etc…. nie wiem czy ktoś się tym dzisiaj tak bardzo przejmuje. Polacy nie są już “stacjonarni”. Idea “małych Ojczyzn” trzyma się jeszcze słabiej niż postawy patriotyczne, Polacy się z grubsza ujednolicili. Ròżnice nie dotyczą tego czy ktoś jest z Wielkopolski czy z Małopolski, ale np. biedny-bogaty, uprzejmy-prostak, wiejski-miejski, katolik-niewierzący. Niektòrzy tożsamość regionalna czują inni nie ale się o tym nawet nie rozmawia. Moi rodzice przyjechali z różnych stron Polski i żyjemy sobie tak jak ci ktòrzy tu przejechali pokolenie temu albo ci, ktòrzy tu są od pokoleń. Kibice to wyjątek, ale akurat w ich pozytywne intencje co do Litwy-państwa trudno wierzyć. To mogła być po prostu próba sprowokowania kogoś.

Leave a Reply

Your email address will not be published.