1
Małe Wileńskie Hospicjum pełne wielkich serc

 Arcybiskup odwiedza chorych Fot. Marian Paluszkiewicz
image-61204

Arcybiskup odwiedza chorych Fot. Marian Paluszkiewicz

W Wileńskim Hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćko odbyła się kolejna wielka uroczystość. Hospicjum po raz pierwszy odwiedził wileński arcybiskup Jego Ekscelencja Gintaras Grušas.
 
W klasztornej kaplicy Sióstr Jezusa Miłosiernego wraz z siedmioma księżmi odprawił Mszę św. w intencji nieuleczalnie i potrzebujących stałej opieki chorych, ich rodzin i personelu hospicjum. Odwiedził chorych, udzielił im swego duszpasterskiego błogosławieństwa.
Uroczystość ta zbiegła się w czasie z kilkoma datami: 5. rocznicą beatyfikacji bł. ks. Michała Sopoćko, obchodami Światowego Dnia Hospicjów i Medycyny Paliatywnej oraz dniem św. Faustyny. Wszystkie te daty są ze sobą bardzo zbliżone.

— Dom pełen wielkiego cierpienia i jeszcze większej łaski. Tu mi się akurat przypomina historia sprawiedliwego i prawego Hioba, którego Bóg obdarzył zdrowiem, bogactwem, rodziną i wszelkimi łaskami, a potem pozwolił, by diabeł  wszystko to mu odebrał. Tak, Hiob na chwilę załamał się, robił wyrzuty Bogu, pragnął śmierci, ale zaraz Boga przeprosił za ten grzech, a Bóg mu wszystko w kilkakrotnie większym rozmiarze przywrócił – mówi wilnianka pani Halina, uczestniczka uroczystości.

Cierpienie to uczucie, które nawiedza każdego człowieka, bez względu na wiek, płeć, rasę, wyznanie religijne, czy nawet posiadany majątek. Wielu ludzi uważa cierpienie za najgorszą rzecz na świecie, lecz czy umielibyśmy cieszyć się szczęściem, gdyby każdy kolejny dzień był nim przepełniony, i nigdy nie poczulibyśmy „smaku goryczy”? Dlatego czasem warto się zastanowić nad sensem cierpienia, zamiast tylko narzekać i zadawać pytania, dlaczego właśnie nas ono w tak okrutny sposób dotknęło. Aby zrozumieć sens tego uczucia warto sięgnąć do Biblii, czy nawet do literatury, gdyż tam motywów cierpienia nie brakuje.

Warto też sobie uświadomić, że Trójjedyny Bóg jest pierwszym, który doświadczył cierpienia. To On sam, stając się prawdziwym człowiekiem, poprzez śmierć i zmartwychwstanie sprawił, że cierpienie ludzkie stało się nie karą, jak często mówimy, ale drogą zbawienia, drogą dojrzewania do miłości. Dlatego trzeba pamiętać, że ile razy spotyka człowieka cierpienie, to Bóg jest pierwszy, który niesie jego ciężar. Obraz Boga nieczułego na nasze cierpienia jest fałszywy, niezgodny z Objawieniem. Bóg nie byłby Miłością, gdyby nie współcierpiał i był obojętny na ludzkie cierpienie.

Niezrozumiała to dla człowieka rzecz, ale droga do szczęścia zawsze wiedzie  przez cierpienie. Stykają się z nim w życiu wszyscy: wierzący i niewierzący, sprawiedliwi i niesprawiedliwi, młodzi i starzy. Z ogromnym cierpieniem zetknął się sam Chrystus, który właśnie przez cierpienie zbawił świat. Czy nie mogło być inaczej? Być może mogło, ale Bóg właśnie od samego początku taki, a nie inny miał plan. Tak jak złoto w tyglu się uszlachetnia, tak człowiek w cierpieniu. Gdybyśmy nie zaznali cierpienia, nie zaznalibyśmy także szczęścia, bo przecież  musi być jakaś skala porównawcza.

Pomnik św. Faustyny tonie w kwiatach Fot. Marian Paluszkiewicz
image-61205

Pomnik św. Faustyny tonie w kwiatach Fot. Marian Paluszkiewicz

Wróćmy jednak do Eucharystii. Mała zakonna kapliczka nie była w stanie pomieścić wszystkich zebranych wiernych, pełen był korytarz, niektórzy stali nawet na dworze. Ale nie to było najważniejsze. Najważniejsze – jak powiedziała dyrektor hospicjum siostra Michaela Rak – że w tak małej kaplicy zmieściło się tak dużo wielkich serc. Przyszli, bo chcieli wraz z Ekscelencją i księżmi modlić się za chorych, ich rodziny, personel obsługujący. Chcieli przynajmniej na chwilę podzielić ich cierpienie, trud, chcieli przed tron Boga zanieść błaganie, by On ich wszystkich wspierał, dodawał sił i miał w swej opiece.

Nader wymowna była też tego dnia Ewangelia. Głosiła ona o 72 uczniach, którzy byli wysłani przez Pana Jezusa, by uzdrawiać chorych, wypędzać demony i głosić Ewangelię. Wszyscy właśnie tego dnia powrócili ze swojej misji i z radością opowiadali swemu Nauczycielowi o swoich dokonanych czynach. Tymczasem On zamiast ich pochwalić poniekąd zgromił, powiadając im, że nie z uczynków swoich powinni się cieszyć (bo to łaska Boga była, oni zaś byli tylko narzędziem), a cieszyć się powinni z tego, że ich imiona z powodu ich trudu są zapisane w niebie.
Ekscelencja arcybiskup Gintaras Grušas bardzo ładnie skomentował tę Ewangelię, nakłaniając ją do ludzkiego cierpienia, do spokoju serca. Opierając się na liście św. Pawła do Tymoteusza powiedział, że wiara to nie tylko znajomość faktów, to nie tylko pewne formułki modlitewne, wiara jest życiem pogrążonym w Bogu. Przytoczył też słowa z dzienniczka św. Faustyny, która pisała, że podczas każdej spowiedzi odczuwała, jak krew i woda z boku Chrystusa obmywała jej serce.

Chorych kaznodzieja nawoływał do ofiarowywania swego cierpienia za grzeszników, bo to właśnie ich modlitwa jest ogromną opoką całego Kościoła. Zdrowych zaś zachęcał do modlitwy za chorych, by Bóg im dał siłę wytrwania. Kilkakrotnie podkreślał, że chorzy i zdrowi są tak bardzo ze sobą powiązani i tak bardzo jedni drugim mogą pomóc.

Siostra Michaela wręcza arcybiskupa Gruszasa złociste słoneczniki Fot. Marian Paluszkiewicz
image-61206

Siostra Michaela wręcza dla arcybiskupa Gruszasa złociste słoneczniki Fot. Marian Paluszkiewicz

Ekscelencja wspomniał też bardzo bliską nam, a dla Ekscelencji w sposób szczególny, postać bł. (za pięć minut świętego) Jana Pawła II, postać wielkiego chrześcijanina, postać pełna pokory, wielkiego miłosierdzia i umiejąca mężnie znosić cierpienie.
Podczas Mszy św. jeden z kapłanów poszedł udzielić sakramentu Eucharystii chorym. Po Mszy św. odwiedzić chorych poszedł arcybiskup. Każdego osobiście uścisnął, każdemu udzielił swego kapłańskiego błogosławieństwa, z niektórymi, którzy byli w stanie, nawet porozmawiał, odwiedził też personel medyczny. Na podwórku poświęcił nowo postawiony pomnik św. Faustyny.

I tu nie sposób wspomnieć, że jest to chyba jedyny na Litwie pomnik tej świętej. Pomnik faktycznie niby bardzo skromny, a jednocześnie tak bardzo wzniosły w całej swojej postaci. Siedząca z e swoim dzienniczkiem w rekach wygląda na bardzo skromną i pełną pokory ducha, a jednocześnie bardzo wielką i silna.

— Jestem bardzo zadowolony z uczestnictwa w tej uroczystości. Wszystko, co do jednej kropli było tak przemyślane, dopracowane. I ten piękny serdeczny śpiew scholi wileńskich franciszkanów. Ale najważniejsza chyba była ogólna atmosfera. W atmosferze tej uroczystości było coś, co wewnętrznie oczyszczało człowieka – powiedział młody wilnianin Cezary.
Na zakończenie uroczystości siostra Michaela wszystkich obecnych zaprosiła na wspólną agapę. Był to bardzo dobry moment na podzielenie się wrażeniami, swoimi myślami i refleksjami na temat starości, choroby, cierpienia. Moment na zapoznanie się z nieznajomymi, ale jednakowo myślącymi.
I właśnie w tym momencie jakby runęły „zgniłe mury” o tym, ze świat jest tak okrutny, ludzie, źli, a młodzież to w ogóle okropna. Nie, to nie jest prawda. Jest wielu pięknych ludzi, pięknej młodzieży, tylko trzeba ich umieć odszukać, dostrzec i wesprzeć ich w dobrym, dodać sił, odwagi i otuchy.

Homilia podczas Mszy św. Fot. Marian Paluszkiewicz
image-61207

Homilia podczas Mszy św. Fot. Marian Paluszkiewicz

W tej chwili w Hospicjum pracuje na etacie 31 osoba oraz 20 wolontariuszy, głównie młodzież. Dodać też warto, że prócz Hospicjum stacjonarnego, specjaliści i wolontariusze prowadzą także Hospicjum domowe, czyli w razie potrzeby opiekują się chorymi w ich domach, wówczas, gdy rodzina może pracować i prowadzić w miarę normalny tryb życia.
— Tylko wspólnie i razem możemy stworzyć mocne i nierozerwalne przez złe siły ogniwo — powiedziała jedna z młodych wolontariuszek hospicjum.
Niejedną nieprzespaną noc przed uroczystością miały siostry, wolontariusze, ci, którzy uporządkowywali na ostatni guzik (choć tam zawsze wszystko jest dopięte) podwórze, siostry, które szykowały wspaniałe smakołyki na agapę. Nie bacząc na wszystko były bardzo serdeczne, uśmiechnięte. A kiedy ktoś chciał im podziękować za to, co zrobiły i co robią, to odpowiadały, że wszystko to zrobił Bóg, one natomiast były i są tylko instrumentami w Jego ręku.

W podzięce arcybiskupowi za Jego posługę siostra Michaela wręczyła nie tradycyjny bukiet róż, a żółte słoneczniki.
Te kwiaty są symbolem hospicjum, bo zawsze mają zwrócone „twarze” ku słońcu, ku wiecznemu Światłu Boga, a śmierć, którą często tak strasznie odbieramy, przecież nie jest niczym innym jak tylko przejściem do wiecznego Światła – powiedziała siostra Michaela, wręczając kapłanowi złociste słoneczniki.
Wzruszające było także zachowanie się arcybiskupa, który poprosił, żeby ludzie po agapie nie rozchodzili się, bo z każdym osobiście chce się pożegnać, każdemu powiedzieć kilka słów.

I nie sposób tu chyba nie schylić nisko czoła przed tak Wielkim Bożym dziełem i przed ludźmi, którzy je poniekąd tworzą. Bóg zapłać i szczęść Boże.
A zakończmy słowami bł. Jana Pawła II: „Chorym i wszystkim cierpiącym w szpitalach i w domach wyrażam moją solidarność, moje uczucie i życzliwość. Jak już mówiłem wiele razy, Kościół liczy bardzo na Was, ponieważ Wasza sytuacja zbliża Was szczególnie do Ukrzyżowanego, dzięki czemu możecie bardziej bezpośrednio współpracować z Nim dla nawrócenia i zbawienia ludzi. Jeśli potraficie cierpieć w tym duchu i w tym celu ofiarować swoje cierpienia, będziecie dobroczyńcami ludzkości, a wasze imiona zapisane zostaną w niebie złotymi literami”.

Jedna odpowiedź do Małe Wileńskie Hospicjum pełne wielkich serc

  1. Staszek mówi:

    Serdeczne pozdrowienia dla Siostry Michaeli i personelu Hospicjum w Wilnie niech Dobry Bóg dodaje sił i do zobaczenia.

Leave a Reply

Your email address will not be published.