4
Lekarz ma być bliżej pacjenta

Zbigniew Siemienowicz, dyrektor szpitala w Solecznikach<br/>Fot. Marian Paluszkiewicz
image-61414

Zbigniew Siemienowicz, dyrektor szpitala w Solecznikach
Fot. Marian Paluszkiewicz

Każdy, kto się zetknął bliżej z koniecznością pójścia do przychodni, wie, że potrzeba na to przede wszystkim dużo zdrowia. Niekończące się kolejki do lekarza rodzinnego zabierają czas i siły.

A kiedy już się ma w ręku upragnione skierowanie na konsultację do lekarza specjalisty — długo się czeka na upragnioną wizytę, co w przypadku chorób cięższych przeciąga się wieki całe. Jeżeli zaś chodzi o osobę starszą, potrzebującą specjalistycznej konsultacji, to dotarcie do dużego wileńskiego ośrodka medycznego może być nie lada problemem.

Ostatnio minister zdrowia Vytenis Andriukaitis wystąpił z nową propozycją, mającą na celu skrócenie drogi pacjent-lekarz: skierowywania konsultujących lekarzy specjalistów z wielkich centrów medycznych do pomniejszych rejonowych placówek leczniczych. W ten sposób Ministerstwo Ochrony Zdrowia, które w swoim czasie zniosło specjalistyczne oddziały w mniejszych placówkach medycznych, chce uzupełnić brak medyków określonych specjalizacji w rejonowych szpitalach i przychodniach.

Już w listopadzie, z Kowieńskiej Kliniki do rejonów Kowieńszczyzny: Jurborka, Wyłkowyszek, Pren, Mariampola — z konsultacjami udadzą się onkolodzy; zaś od Nowego Roku w ramach projektu pilotażowego do tych rejonów wyjadą też inni specjaliści: kardiolodzy, neurolodzy, traumatolodzy, neonatolodzy. Według Arvydasa Skorupskasa, doradcy ministra ochrony zdrowia, dostępność lekarzy specjalistów w wielkich miastach i mniejszych miejscowościach różni się trzykrotnie na niekorzyść tych ostatnich.

— To świetnie, kiedy specjalista przyjeżdża konsultować chorych, tylko problem jest z tym, kto mu za to zapłaci — powiedział dla „Kuriera” dyrektor szpitala w Solecznikach Zbigniew Siemienowicz. Według niego, więcej jest w tej kwestii pytań niż odpowiedzi:

— Jeszcze nic nie jest jasne, nie widzę żadnych konkretnych cyfr, nie wiadomo, czy zwiększy się nasz budżet (szpitala — od aut.), nikt nie mówi ani słowa o pieniądzach. Jeżeli finansowanie zostanie na dotychczasowym poziomie, to z czego zapłaci się dla dojeżdżających konsultantów? Nikt do nas nie pojedzie. Zrzucić opłacenie konsultantów na nas? Skąd na to brać? Idea jest piękna, ale przy ciągłym niedofinansowaniu medycyny publicznej marnie to widzę.

— Za konsultacje lekarzy zapłaci Fundusz Obowiązkowego Ubezpieczenia Zdrowia (Privalomojo sveikatos draudimo fondas) — zdecydowanie odpowiada dla nas doradca Arvydas Skorupskas.

— Wiele zależy od tego, jak zostanie rozłożone finansowanie — mówi Zbigniew Siemienowicz. — Dotychczas przydział był nierówny: wszystkie przychodnie i szpitale opieki były finansowane lepiej, szpitale zaś ciągle znajdują się w minusie. Zależy, czy zwiększą szpitalowi tzw. współczynnik, który wynosi teraz 0,89. Oznacza to, że jeżeli jakaś usługa medyczna np. leczenie kosztuje przykładowo 1 000 litów, szpital otrzyma za nią jedynie 890 Lt.

Jak mówi Arvydas Skorupskas, nie tylko Kowieńszczyzna doczeka zastrzyka specjalistów — medyków, lecz można się tej pomocy spodziewać również na Wileńszczyźnie i to już niebawem, bo jak twierdzi, już po Nowym Roku.

— Wileńszczyzna jest w strefie świadczenia usług medycznych przez Kliniki w Santaryszkach — mówi Arvydas Skorupskas. — Na tych terenach włączymy konsultowanie po Nowym Roku. Będzie się ono odbywało w pięciu grupach: chorób sercowych, zaburzeń krążenia, onkologii, urazów zewnętrznych, chorób dziecięcych. Są one uznane za priorytetowe.

Jak twierdzi doradca ministra, po zatwierdzeniu planów już w końcu listopada można będzie mówić, jakiej konkretnej pomocy doczekają m. in. Soleczniki, Szyrwinty, Troki, Święciany, jacy konkretni specjaliści tam przyjadą — obecnie trwa zbieranie szczegółowych danych. Zwłaszcza, że w różnych miejscowościach są różne potrzeby, w Święcianach nie ma np. kardiologa, dlatego trzeba uwzględnić potrzeby poszczególnych miejscowości. Jak mówi, celem tych wyjazdów jest pomoc bliżej człowieka, no i zmniejszenie kolejek w Santaryszkach.

Pomysł konsultowania na miejscu wydaje się dobry, zwłaszcza że mieszkańcy bardzo potrzebują tego rodzaju usług.

W Solecznikach brakuje wielu specjalistów: nie ma pulmonologa, mógłby być jeszcze jeden neurolog, brak endokrynologa. Nie ma kardiologa na stałe, przyjeżdża on na ćwierć etatu z Wilna. Brakuje młodych medyków. Średni wiek lekarzy w szpitalach wynosi 59 lat. Młodego specjalistę odstrasza brak pewności, czy w pewnym momencie nie zamkną mu oddziału i czy nie straci w ten sposób pracy. Poza tym praca za granicą pozwala uzyskać cztero-, pięciokrotnie wyższe wynagrodzenie. Młodzież ucieka.

— Jeżeli chodzi o zaopatrzenie szpitala w sprzęt, to jesteśmy wyposażeni dość dobrze. Ale nawet najnowocześniejszy sprzęt nie zastąpi lekarza — mówi Zbigniew Siemienowicz.

— Młodzi lekarze z Litwy wolą pracować na bogatej prowincji norweskiej lub niemieckiej, nie zaś na litewskiej — rozważa Arvydas Skorupskas. — Dlatego minister proponuje obowiązkowe „odpracowywanie” po studiach na Litwie. Jeżeli państwo zapłaciło pieniądze, by ktoś mógł zostać lekarzem, należy państwu odpracować za te pieniądze. Jeżeli takie akty prawne zostaną przyjęte, będą one zobowiązywały młodych specjalistów. Na Litwie ustawodawstwo nie działa „do tyłu”, więc ten obowiązek będzie dotyczył tylko świeżo upieczonych specjalistów. Ale trzeba ten projekt jeszcze uzgodnić z Ministerstwem Oświaty i Nauki, no i bardzo mu się sprzeciwia Związek Studentów.

Jak się okazało, problem konsultowania lekarzy z centrów w mniejszych miejscowościach i opłata za ich pracę nie jest jedyny, odsłonił kolejny — katastrofalny brak lekarzy w wiejskich ambulatoriach. Przeszkody biurokratyczne zawadzają sprowadzaniu lekarzy specjalistów do małych miejscowości. No i znów nie bardzo wiadomo, kto za te usługi zapłaci.

Przykładowo przy ambulatorium w Jaszunach w rejonie solecznickim zarejestrowanych jest 3 190 tysiące pacjentów, z nich około 560 dzieci.

— Na wywiad z chorym, zdiagnozowanie choroby i zapisanie recepty daje się 15 minut, czyli dziennie musiałabym przyjmować około 25 pacjentów — mówi Zemfira Tejmurowa, lekarz-internista z ambulatorium w Jaszunach. — Życie wygląda inaczej — dziennie przyjmuję co najmniej 35 pacjentów, zdarzało się, że ta liczba dochodziła nawet do 70.

— Zapraszałam lekarza traumatologa — mówi, — gdyż sytuacja jest taka, że ludność starzeje, młodzież wyjeżdża i dla starszej osoby czasami wielkim problemem jest dotarcie o własnych siłach do lekarza specjalisty. Potem, gdy się okazało, że nie ma komu zapłacić za okazane konsultacje dla zaproszonego specjalisty, przestałam ich zapraszać.

Kto zapłaci za konsultacje?

— Ambulatorium w Jaszunach ma licencję pierwszego poziomu i w takiej placówce specjaliści nie mogą konsultować i leczyć, gdyż jest to działalność licencjonowana — mówi doradca ministra ochrony zdrowia Arvydas Skorupskas. — To jest inny problem. Konsultować mogą specjaliści w tych placówkach, które mają licencję. Według Ustawy o Działalności Medycznej, zanim lekarz rozpocznie praktykę, placówka musi zdobyć licencję. Taką licencję posiada przykładowo szpital w Święcianach, w Solecznikach — wszystkie szpitale, poza wiejskimi ambulatoriami. Za opiekę zdrowotną I stopnia odpowiedzialne jest nie ministerstwo, lecz samorząd. To jest kwestia ich decyzji. Jeżeli postanowi, że przykładowo w Jaszunach lub Ejszyszkach potrzebni są ci specjaliści, mogą zwrócić się do ministra i w ustanowionym trybie minister proponuje samorządowi podpisanie umowy o skierowywanie specjalistów do pomniejszych placówek, by mogli udzielić konsultacji medycznej dla osób starszych. Trzeba jedynie przejść drogę biurokratyczną.

Jak mówi Zemfira Tejmurowa, dotkliwie odczuwa się brak lekarzy. Kiedyś był warunek, że młody lekarz musiał odpracować 3 lata, potem mógł dowolnie zmieniać miejsce pracy. Teraz od razu po studiach uciekają za granicę. Kiedyś młodzi specjaliści się zmieniali, ale przynajmniej byli. Teraz ogłoszenie „Potrzebny lekarz” wisi w Jaszunach już od 3 lat.

— Obiecano, że przyślą nam specjalistę, ale nic z tego. Teraz medyków brakuje nawet w centrach, więc któż by chciał jechać na peryferie — w imię czego? — mówi Zemfira Tejmurowa.

Jak mówi lekarka, wcześniej stosowana była taka praktyka, ale tylko w sowieckie czasy, że sprowadzało się specjalistów pediatrów: kardiologa, okulistę i innych, którzy udzielali specjalistycznych porad na miejscu w ambulatorium. Taka usługa była finansowana przez Ministerstwo Zdrowia.

Minister ochrony zdrowia Vytenis Andriukaitis<br/>Fot. Marian Paluszkiewicz
image-61415

Minister ochrony zdrowia Vytenis Andriukaitis
Fot. Marian Paluszkiewicz

— Mam znajomego lekarza okulistę wysokiej klasy, która i operuje, i pracuje z noworodkami, która bardzo chętnie konsultowałaby dzieci raz w dwa tygodnie przykładowo, ale byliśmy zmuszeni jej odmówić — na konsultacje specjalisty nie ma pieniędzy — mówi Tejmurowa. — A przecież nie byłoby potrzeby naprawiania błędów innych lekarzy, czasami nawet operacji. Odpowiedź brzmiała, że brak finansów.

Jeszcze gorsza sytuacja jest w Dziewieniszkach w rejonie solecznickim.

— To katastrofa — określa ją Tejmurowa, która dzieli pracę między Jaszuny i Dziewieniszki. Leżą one w odległości 30 km od centrum rejonowego w Solecznikach, autobusy kursują tu 2 razy dziennie. Mieszkańcy mają bardzo utrudnione funkcjonowanie, gdyż wybrać się na niezbędne badania, zwłaszcza osobom starszym, jest rzeczą ogromnie trudną.

4 odpowiedzi to Lekarz ma być bliżej pacjenta

  1. piotr mówi:

    ma być ale tak nie jest bo to stało się biznesem wszystkie reform są skierowane przeciw ludziom i przynoszą tylko dochód biznesu w rużnych sferach działalności,człowiekowi zostało jedyne wyżyč w dannych warunkach.
    Wszyscy zapomnieli że człowiek jest człowiekiem i reformy powinni słurzyč ludziom a nie dzikiemu kapitalizmu w XXI-m wieku!

  2. LT-PL mówi:

    Myślę,że problem trudności w dostępie do wysokospecjalistycznych usług medycznych ludności Wileńszczyzny można częściowo rozwiązać w bardzo prosty sposób.Od tego miesiąca obowiązuje dyrektywa unijna mówiąca o tym,że każdy obywatel EU ma prawo do leczenia ambulatoryjnego i leczenia szpitalnego w trybie jednodniowym w państwach sąsiednich. Wiele poradni specjalistycznych i szpitali jednodniowych w Suwałkach, Augustowie czy Białymstoku ma wolne “moce przerobowe” i chętnie przyjmie dodatkowych pacjentów z Litwy. Za zabiegi i porady zapłaci Fundusz Obowiązkowego Ubezpieczenia Zdrowia wg stawek obowiązujących na Litwie i tu też nie widzę problemy, gdyż wycena usług i porad jest podobna jak w Polsce.
    Pozostaje jedynie organizacja wizyt i wahadłowych kursów z pacjentami, ale tym może śmiało zająć się prywatna firma.

  3. Prorok mówi:

    >>Wiele poradni specjalistycznych i szpitali jednodniowych w Suwałkach, Augustowie czy Białymstoku ma wolne „moce przerobowe” i chętnie przyjmie dodatkowych pacjentów z Litwy

    Pan nie pomyślał o kosztach dojazdu!!!

  4. LT-PL mówi:

    Prorok
    Oczywiście nie piszę o sytuacjach, kiedy pacjentowi dolega przeziębienie i kaszel ale o przypadkach kiedy potrzebny jest zabieg ortopedyczny (np. artroskopia) albo usuniecie zaćmy, konsultacja kardiologiczna.
    Wtedy nawet po opłaceniu kosztów drogi jest to i tak tańsze, niż zabieg wykonany prywatnie, czy wizyta prywatna.

Leave a Reply

Your email address will not be published.