1
„Lilije” na 100-lecie wileńskiej sceny na Pohulance

Scena ze spektaklu „Lilije“<br/>Fot. Renata Zielenkiewicz
image-61486

Scena ze spektaklu „Lilije“
Fot. Renata Zielenkiewicz

Kilka ważnych powodów złożyło się na miłą uroczystość, jaka miała miejsce w sobotę, 26 października, w gmachu Teatru na Pohulance (obecnie Rosyjski Teatr Dramatyczny w Wilnie). Najważniejszy, znany wszystkim — 100 lat tego wileńskiego przybytku sztuki, stanowiącego nieodłączną część życia artystycznego i kulturalnego Wilna.

Następny powód to premiera dramatu-ballady Ludwika Hieronima Morstina „Lilije”, wystawionej przez Polski Teatr w Wilnie w reżyserii Ireny Litwinowicz z inscenizacją Inki Dowlasz z Krakowa i scenografią Rafała Pieślaka.

Wreszcie budzący bodaj najwięcej emocji ten, że właśnie „Lilije” były grane na deskach tegoż teatru podczas jego otwarcia w październiku 1913 r. Wilnianie — i nie tylko — gremialnie przybyli na premierę. Wolnych miejsc nie było.

Treść dramatu prawie wszystkim znana od lat szkolnych. Mickiewiczowskie strofy: „Zbrodnia to niesłychana — pani zabija pana” stały się motywem, jaki Ludwik Hieronim Morstin ujął w dramat oparty na historycznym wydarzeniu, a mianowicie, ostrym konflikcie króla Bolesława Śmiałego (rządził Polską w latach 1058-1079) z biskupem Stanisławem, którego król za sprzeciw zamordował na Wawelu. Budzi to w całej Polsce różnorodne nastroje i niezadowolenie.

Bohaterzy dramatu Pan (aktor Mieczysław Dwilewicz, doskonały w tej roli) i Pani (aktorka Teresa Samsonow, kreacja pełna ekspresji, bardzo udana) też znajdują się jakby po przeciwległych stronach. Pan z królem uczestniczy w ryzykownej wyprawie króla na Kijów, a gdy wraca, rozumie, że już nie jest tu oczekiwany. Jego dwór, znajdujący się gdzieś na obrzeżach Polski, można powiedzieć na kresach, owszem, jest zadbany, pełne są spichrze i obory, jednak miejsce Pana jak najprędzej pragnie zająć jego Brat (aktor Mirosław Szejbak, jak zawsze nadzwyczaj przekonywujący w swoich rolach), zakochany w Pani. Tymczasem między małżonkami dochodzi do coraz większego nieporozumienia.

Emocje sięgają zenitu: Pani wyrywa szablę z rąk Pana i zadaje mu śmiertelny cios. Wiadomo, że białe kwiaty lilii, których pełno rośnie wokół, mają pokryć tajemnicę zabójstwa. Co prawda, Gospodarz (aktor Jerzy Szymanel, tak bardzo wymowny w tej postaci) burzy się, grozi Pani sądem. I oto scena finałowa: przed ślubem Pani, teraz wdowy i Brata, gdy już ksiądz jest sprowadzony, zjawia się nagle Pan: „To ja twój mąż…”

Aktorzy, których w sztuce gra aż 24, mieli niełatwe zadanie opanowania nieco archaicznego tekstu wierszowanego. Niektóre dialogi są dosyć długie i mimo to brzmią bez zarzutu, poprawnie i z odpowiednią dykcją.

Inka Dowlasz, reżyser Teatru Ludowego w Nowej Hucie, wykładowca wyższych uczelni teatralnych w Krakowie, wieloletni pomocnik, doradca oraz inscenizator Polskiego Teatru w Wilnie (dwa lata temu wystawiła w nim świetne „Pułapki miłości”) często podkreśla, że traktuje aktorów Teatru Polskiego w Wilnie jak zawodowców, bo też wielu z nich jest na scenie od dziesięcioleci i pracuje się z nimi, jak z fachowcami.

Warto podkreślić, że pani Inka jest związana pochodzeniem z Wileńszczyzną. Podkreśla, że czuje się u nas doskonale. Było to zresztą widoczne właśnie w sobotę, gdy po skończonym spektaklu wyszła na scenę i z głębokim wzruszeniem mówiła, jak bardzo się cieszy, że jest tu, w Wilnie, gdy Teatr na Pohulance obchodzi piękny jubileusz, a na scenie, pamiętającej „Redutę” Juliusza Osterwy, brzmi mowa polska i grana jest jakże wymowna sztuka, nawiązująca do historii Polski, do życia dworu na kresach, do ludzkich namiętności i uczuć.

W tym miejscu parę słów należy powiedzieć właśnie o autorze tej sztuki. Ludwik Hieronim Morstin (uwaga, nie plątać z poetą Janem Andrzejem Morsztynem (1613-1693) urodził się na terenie Małopolski w Pławowicach w gnieździe rodzinnym hrabiów Morstinów. Żył w latach 1886-1966. Bliskie mu były dzieje Polski. Wiele jego utworów powstało na kanwie historycznej. W okresie między wojnami był związany ze służbą wojskową, należał do Legionów. Później pełnił obowiązki attache wojskowego Ambasady RP w Rzymie. Wysoko cenił Józefa Piłsudskiego jako przywódcę kraju, wierzył, że umocni on Polskę.

Główną jednak rolę w życiu Hieronima Ludwika Morstina zajmowała twórczość literacka. Dramat „Lilije” został napisany w 1912 r. i zaraz został przeniesiony przez Ludwika Solskiego na krakowską scenę. Następnie, 12 października 1913 r. w Wilnie wystawiono go jako prapremierę na otwarcie Teatru Polskiego na Pohulance.

Już po spektaklu, za opuszczoną kurtyną Irena Litwinowicz, która również cieszyła się, że „Lilije” po stu latach dobrze wypadły, powiedziała „Kurierowi”:

— Nasz teatr miał szczęście grać na tej scenie podczas obchodów 90-lecia teatru. Wystawialiśmy wtedy komedię „Zagłoba swatem”. Dramat Morstina wymagał o wiele większego nakładu pracy i przygotowania, ale też mamy więcej satysfakcji.

Rzeczywiście urzekająca była atmosfera spektaklu oraz dzwony, z małej wieży, gdzieś na dawnych kresach, współbrzmiące z dzwonami Wawelu. Ciekawe udźwiękowienie — zasługa Mariusza Czarneckiego.

Miło było widzieć w spektaklu weteranów Polskiego Teatru w Wilnie — Danutę Sielicką, Renatę Szymanel, Danutę Sosnowską oraz wielu innych aktorów oddanych tej scenie, a także ciekawą młodzież.

Jedna odpowiedź do „Lilije” na 100-lecie wileńskiej sceny na Pohulance

  1. Bardzostarypielgrzym mówi:

    A rosną tak wysoko, jak PO-lski Teatr na PO-hulance leży głęboko…

Leave a Reply

Your email address will not be published.