3
Maryla Rodowicz: Do Wilna przyjeżdżam z dużym wzruszeniem

 Maryla Rodowicz na wileńskiej scenie Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62421

Maryla Rodowicz na wileńskiej scenie Fot. Marian Paluszkiewicz

Maryli Rodowicz nie trzeba nikomu przedstawiać. Nie schodzi ze sceny już od 45 lat, podbijając niezmiennie serca kolejnych pokoleń chwytliwymi tekstami oraz chodzącymi za człowiekiem motywami melodii. Ma w swym dorobku około 2 tys. piosenek, ponad 20 płyt, które sprzedano w łącznym nakładzie ok. 15 mln sztuk. Laureatka wielu nagród, uczestniczka wielu festiwali — również poza granicami Polski. Gwiazda, która zdobyła m. in. tytuły „artystki, prezentującej najwyższy poziom artystyczny w Polsce”, „posiadaczki najbardziej zmysłowego głosu” oraz człowieka „o najbardziej kolorowym wnętrzu”.  Mam tylko 10 minut na rozmowę przed sobotnim wileńskim koncertem.

Ma Pani na swym koncie występy we wszystkich częściach świata: w Europie, Azji, Australii, Ameryce. Chociaż Afryki nie jestem pewna…

Nie, w Afryce byłam tylko prywatnie, nie grałam nigdy.

Jak się Pani czuje przed występem w Wilnie?

Zawsze do Wilna przyjeżdżam z dużym wzruszeniem! Czuję się związana z tym miastem przez mamę, babcię, dziadków. Wyjechali oni po wojnie. Ja się urodziłam już w Zielonej Górze, ale znam Wilno z opowieści babci i mamy tak dobrze, że jak przyjechałam do Wilna pierwszy raz w latach 80-tych, to znałam wszystkie uliczki, wszystkie kościoły.

Miała Pani czas na wycieczkę po Wilnie?

Nie, wczoraj wieczorem przyleciałam samolotem, widziałam tylko to, co zobaczyłam z okien samochodu. A jutro wracam, więc niewiele zobaczę. Po drodze na lotnisko chciałabym wejść na Cmentarz Bernardyński na grób mojego dziadka, pradziadków, siostry mamy. Chciałabym też wejść do kościoła Ducha Świętego i kościoła Bernardynów.

W Wilnie głośno było o tym, że dzięki Pani wsparciu finansowemu udało się odrestaurować ołtarz św. Dydaka. Dlaczego właśnie ten ołtarz?

Była to inicjatywa Žilvinasa Radavičiusa, żeby ten ołtarz odrestaurować. Ja ufundowałam drewnianego rzeźbionego aniołka, a w międzyczasie odnalazł się też obraz, który został odrestaurowany.

„Wariatka tańczy” — to tytuł jednej z pierwszych Pani piosenek oraz najnowszej książki. Skąd pomysł na tytuł?

Nie, to nie jest jedna z pierwszych piosenek, to piosenka z 1978 roku. A książka to jest moja biografia. Był pomysł, żeby biografia się nazywała od tytułu jakiejś piosenki. Poprzednia książka wydana w 1992 r. nazywała się „Niech żyje bal”. Teraz była propozycja, żeby kolejna książka nosiła tytuł „Jest cudnie”, ale stwierdziłam, że wolę tytuł „Wariatka tańczy”, jest bardziej do mnie przystający.

To jest smutna piosenka. Czy biografia też jest smutna?

Biografia jest prawdziwa. Są tam różne fakty. Biografia zaczyna się w Wilnie właśnie, w czasach II wojny światowej. Jest tu okupacja Wilna, czasy, kiedy mama była dziewczynką i chodziła do gimnazjum. Z tego momentu zaczyna się biografia. W latach okupacyjnych mama poznała mego ojca, wyszła za mąż. Po wojnie wyjechali na Ziemie Odzyskane. Są tu moje lata szkolne i tak dalej. Biografia jest taka, jaka jest. Zgodnie z refrenem piosenki „a wariatka ciągle tańczy”, mimo że różne rzeczy tam się dzieją. Chociaż biografia jest raczej wesoła — składa się z anegdot, jest dowcipna.

Nie bała się Pani w tej książce tak odsłonić, obnażyć?

Nie. Dlatego, że dochodzę tylko do pewnego momentu, wszystkiego nie mówię. Mówię to, co chcę powiedzieć. A poza tym, udzielam tylu wywiadów, tak dużo już powiedziałam, że ta książka jest jakby podsumowaniem tych wszystkich wywiadów, jakby opowieścią o całym moim życiu.

Podróżując po świecie spotkała się Pani z wieloma fascynującymi osobami — Fidel Castro, prezydent Rosji, papież Jan Paweł II…

Fidela Castro widziałam przez 15 minut. A spotkanie z papieżem? To była taka audiencja na placu, było tam 100 tys. ludzi i ci ludzie, którzy mieli audiencję, podchodzili z boku, po kolei. To trwało chwilę. Miałam przygotowanych parę zdań, ale nic nie byłam w stanie wydusić — tak byłam wzruszona. Właściwie nic nie powiedziałam.

Co jeszcze potrafi Panią wzruszyć?

Wzruszają mnie dzieci. Wzruszają mnie zwierzęta. Wzrusza mnie hymn Polski, pieśni patriotyczne. Zaśpiewam dzisiaj „Przybyli ułani pod okienko” — tam jest zwrotka o Wilnie.

Nie mogę nie zapytać o „łatwopalnych”. Agnieszka Osiecka, Marek Grechuta, Edward Stachura, Włodzimierz Wysocki… Jaki ślad zostawili ci ludzie w Pani życiu?

Ci ludzie, bardzo wrażliwi, są szczególni. Agnieszka, mimo że była poetką, to widziała rzeczywistość wokół siebie. Była realistką, aczkolwiek miała nieudane życie, więc cały czas cierpiała. Była zakochana w niewłaściwych osobach. Poeci zawsze płacą jakąś cenę za to, że są wrażliwi.

Niesamowita historia jest związana z powstaniem najnowszej płyty „Buty 2”. Nieoczekiwanie odnalazły się nieznane teksty Agnieszki Osieckiej…

Porządkując archiwum, natrafiłam na bardzo dużo tekstów od Agnieszki Osieckiej, które nie były dotychczas nagrane, więc to było oczywiste, że od razu nagram płytę. Pojechałam do Seweryna Krajewskiego, do Kasi Gaertner, do Jacka Mikuły i oni napisali muzykę. Tak powstała ta płyta.

Jak spędzi Pani Wigilię w tym roku?

Zawsze tak samo spędzam to święto. Zawsze w domu, w otoczeniu najbliższej rodziny: mama, dzieci, mąż.

Jakieś kresowe dania też będą na stole?

Ależ oczywiście! Zawsze jest kompot z suszu, zawsze jest kisiel żurawinowy, zawsze są pierożki drożdżowe z grzybami, smażone w głębokim oleju, także zupa grzybowa.

Czy kot Kazimierz będzie rozmawiał ludzkim głosem?

(Śmieje się) Kot Kazimierz? No, zmusimy go, żeby o 12-tej coś do nas powiedział.

 

3 odpowiedzi to Maryla Rodowicz: Do Wilna przyjeżdżam z dużym wzruszeniem

  1. Lubomir mówi:

    Jeden artysta czy jedna artystka może zrobić więcej na rzecz pojednania i zjednoczenia niż dziesiątki jarmarcznych polityków. Można powiedzieć: Ziemie Odzyskane zaśpiewały dla Ziem Utraconych, albo Ziemie Zachodnie zaśpiewały dla Ziem Wschodnich. Wielkie brawa dla śpiewającej ambasadorki polskiej kultury muzycznej!.

  2. józef III mówi:

    sto lat !

  3. wilga mówi:

    Brawo Maryla! Jestem również wilnianką i od 1945 zielonogorzanką.

Leave a Reply

Your email address will not be published.