10
Na pograniczu służby i świąt

Starszy lejtnant Vismundas Vicinskas (pierwszy na zdjęciu) niejednokrotnie w ciągu swojej ponad 20-letniej pracy spędzał dni świąteczne na patrolowaniu granicy Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62544

Starszy lejtnant Vismundas Vicinskas (pierwszy na zdjęciu) niejednokrotnie w ciągu swojej ponad 20-letniej pracy spędzał dni świąteczne na patrolowaniu granicy Fot. Marian Paluszkiewicz

Znane powiedzenie „służba nie drużba”, czyli ktoś musi pracować, by inni mogli świętować, w przypadku straży granicznej ma absolutne uzasadnienie.

Przekonaliśmy się o tym, odwiedzając w okresie przedświątecznym Strażnicę Graniczną im. Gintarasa Žagunisa w tzw. pętli dziewieniskiej. Tę prawie enklawę terytorialną, otoczoną zewsząd Białorusią, co bardziej dowcipni, nazywają też „wyrostkiem dziewieniskim”. Z pozostałym terytorium kraju łączy go bowiem tylko wąski — zaledwie 4-kilometrowy przesmyk. Przez niego wiedzie jedyna droga z głębi kraju do miejscowości w pętli — Norwiliszek, znanych wcześniej z organizowanego tu międzynarodowego festiwalu rockowego „Be2gether”.

Jedziemy do Dziewiniszek, największej miejscowości na tym obszarze oraz Poszek, gdzie znajduje się Centrum Informacyjne Dziewieniskiego Historycznego Parku Regionalnego i Strażnica Graniczna im. Gintarasa Žagunisa, która i była celem naszej przedświątecznej wyprawy.

Zanim jednak tu trafiliśmy, musieliśmy przejechać przez punkt kontroli, znajdujący się na poziomie przesmyku przy drodze prowadzącej w głąb pętli. Pogranicznik grzecznie upewnił się, że mamy ze sobą dowody osobiste – obowiązkowe w strefie przygranicznej. Widząc zaś nieznajome twarze, dyskretnie wypytuje o cel naszej podróży. Potem tłumaczy jak mamy trafić do celu i życzy dobrej drogi.
Droga do Poszek biegnie wśród malowniczych wzgórz i pagórków porośniętych lasami, czy też wśród pól uprawnych. Ich widok może zaskakiwać przybyszy z Wilna, widzących na co dzień porośnięte zazwyczaj chwastami podmiejskie pola uprawne, czekające aż spotka ich los działek budowlanych.

A tereny pętli są nie mniej atrakcyjne niż te wokół stolicy. Później usłyszeliśmy opinię miejscowej ludności, że gdyby nie specyficzny charakter tych obszarów, gdzie zewsząd jest granica, to „połowa Wilna już dawno siedziałaby na tych ziemiach”.
— Na razie to ludzie raczej stąd wyjeżdżają niż przyjeżdżają – mówi nam kapitan Žydrūnas Vaikasas, dowódca strażnicy w Poszkach. Zauważa jednak, że mimo pewnych niedogodności wynikających ze specyfiki terenów, coraz więcej pojawia się kupujących tu domy na dacze.
I trudno temu się dziwić, bo pomimo że jest tu piękna — a co najważniejsze — wciąż czysta przyroda, to jest tu również bezpiecznie. A to już zasługa głównie miejscowych pograniczników, którzy w pętli dziewieniskiej mają również wiele uprawnień policyjnych.

Święta dla pograniczników to przede wszystkim napięta praca, bo gdy ludzie bawią się — oni dbają o ich bezpieczeństwo i o bezpieczeństwo granicy Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62545

Święta dla pograniczników to przede wszystkim napięta praca, bo gdy ludzie bawią się — oni dbają o ich bezpieczeństwo i o bezpieczeństwo granicy Fot. Marian Paluszkiewicz

— Faktycznie wiele pomagamy miejscowym i mamy z nimi bardzo dobre relacje. Często jako pierwsi przychodzimy z pomocą, a to samochód z bezdroża wydostać, czy drogę do mieszkającej na chutorze staruszki odśnieżyć – tłumaczy kapitan Vaikasas. Przyznaje jednak, że dla miejscowych, zwłaszcza samotnych osób starszych większe ma znaczenie zwykłe ciepłe słowo, zapytanie o sprawy, o zdrowie niż ta pomoc w odśnieżaniu. Dlatego, jak zauważa, czy w biedzie, czy w radości ludzie najpierw dzwonią do pograniczników, a nie na policję czy pogotowie.
— Znamy się tu z każdym — mówi dowódca strażnicy, który sam od lat mieszka w pobliskich Dziewieniszkach. O jego słowach przekonaliśmy się niebawem, kiedy obwożąc nas po swoich przygranicznych „włościach” kapitana witali napotkani miejscowi, a on czasami opowiadał nam o ich, nieraz ciężkich, losach.

— Jak sprawy? Czy wszystko w porządku? Jak siostra czuje się? – dowódca pyta mężczyznę spotkanego na drodze prowadzącej do kilku, w większości opuszczonych, domów wiejskich przy samej granicy z Białorusią.
— Jak noga? Nie boli już? – pyta mężczyznę.
Potem opowie nam, że przed rokiem, właśnie w okresie świąt, przejeżdżał obok, kiedy w wypadku samochodowym został potrącony jego rozmówca. Mężczyzna miał poważne obrażenia i złamaną nogę. I tu pierwsi z pomocą przyszli pogranicznicy – opatrzyli ranę i odwieźli poszkodowanego do lekarzy. Historia choć i świąteczna, ale smutna.
— No, bo dla pograniczników każde święta to przede wszystkim napięta praca, bo gdy ludzie bawią się, musimy więcej poświęcać uwagi ich bezpieczeństwu, a zwłaszcza bezpieczeństwu granicy — zauważa Žydrūnas Vaikasas, który podczas swojej ponad 20-letniej służby na granicy często spędzał święta na pracy.

— Oczywiście, gdzieś w podświadomości jest ten nastrój świąteczny, ale właśnie w święta musimy być bardziej czujni – zauważa z kolei starszy lejtnant, Vismundsas Vicinskis, który podczas swojej również ponad 20-letniej służby — święta wielokroć spędzał na patrolowaniu na granicy.
— Oczywiście w święta chciałoby się tradycyjnie być z rodziną, ale jesteśmy na służbie, którą zresztą sami sobie wybraliśmy. Dlatego tu nie może być żadnego żalu – mówi starsza podoficer Lijana Venckutė, która ostatnie swoje 10 lat pracy zawodowej poświęciła służbie granicznej. Jak mówi, podczas świątecznej służby warto cieszyć się z tego, że ludzie świętują.
— Bo ich dobry nastrój i nam się przekazuje – zauważa starsza podoficer i przypomina przypadek, kiedy w świąteczną noc zatrzymali do kontroli samochód, a z niego wysiedli Święty Mikołaj i Śnieżka.
— Złożyli nam noworoczne życzenia. Zresztą, w święta na ogół wszyscy są bardzo życzliwi i składają nam życzenia. Od tego humor zawsze się poprawia – mówi Lijana Venckutė.

Ale, jak się mówi, „służba nie drużba”, więc podoficer podkreśla, że nawet w święta i nawet Święty Mikołaj w strefie przygranicznej musi okazać do kontroli dowód osobisty.
Lijana Venckutė powiedziała nam, że zawsze fascynowała się służbą mundurową, a karierę zawodową zaczęła od pracy w policji. Potem jednak zdecydowała się na pracę w surowszych warunkach — na granicy.
— Nie, wcale nie zamierzam wracać do policji, choć może tam jest i lżej — mówi nam starsza podoficer zapytana, czy nie żałuje podjętej przed 10 laty decyzji. Zapytaliśmy o to nieprzypadkowo, bo, zdaniem dowódcy Žydrūnasa Vaikasasa, tendencja przejścia pograniczników do pracy w policji ostatnio staje się niepokojącą.

— Trudno kogoś winić, że człowiek szuka lepszej pracy, a służba na granicy do takich wcale nie należy. Tylko z naszej strażnicy ostatnio odeszło kilka osób. Z kolei chętnych na ich miejsce nie ma – zauważa naczelnik strażnicy. Jego zdaniem, pograniczników do pracy w policji przekonują lżejsza praca, lepsze warunki i perspektywa lepszych zarobków.
— Bo jest duża różnica, czy patrolować ulicę w mieście, czy zasieki graniczne w zaśnieżonym lesie – zauważa kapitan.
W całej sytuacji dostrzega jednak pocieszający fakt, że na służbie granicznej pozostają prawdziwi fascynaci swego zawodu.
— Bo do tego też trzeba mieć powołanie – mówi Vaikasas.

Podoficer Włodzimierz Trombaczyk ubiegłoroczne święta spędził na służbie, ale, jak mówi się „służba nie drużba” Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62546

Podoficer Włodzimierz Trombaczyk ubiegłoroczne święta spędził na służbie, ale, jak mówi się „służba nie drużba” Fot. Marian Paluszkiewicz

Sam służbę na granicy rozpoczął w 1991 roku i jak mówi, nigdy nie myślał o zmianie zawodu. Dowódcą strażnicy w Poszkach jest dopiero od kilku miesięcy i choć faktycznie mógłby niebawem ubiegać się o emeryturę, to jak zapewnia, że nie rzuci służby granicznej, dopóki zdrowie będzie mu na to pozwalało. A wyznacznik sprawności fizycznej jest w pracy pograniczników jednym z najważniejszych.
— Bo choć wiadomo, że dziś najważniejszą rolę w ujawnieniu naruszeń granicy odgrywają środki techniczne — alarmy, monitoring i inne, to jednak do fizycznego zatrzymania naruszycieli potrzeba dobrej sprawności fizycznej – wyjaśnia nam kapitan.
A krzepa nie tylko ducha, ale też ciała, pogranicznikom Strażnicy Granicznej im. G. Žagunisa jest zwłaszcza potrzebna, bo do ochrony mają około 52 km zielonej granicy, w większości biegnącej przez treny leśne i bagniste.

Kontrola na jedynej drodze prowadzącej do pętli dziewieniskiej nie jest zwyczajną kontrolą graniczną, lecz przede wszystkim prewencją kontrabandy i innych naruszeń Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62547

Kontrola na jedynej drodze prowadzącej do pętli dziewieniskiej nie jest zwyczajną kontrolą graniczną, lecz przede wszystkim prewencją kontrabandy i innych naruszeń Fot. Marian Paluszkiewicz

Jedyny punkt, gdzie odbywa się kontrola dokumentów osobistych, znajduje się przy drodze na przesmyku pętli dziewińskiej, czyli faktycznie wewnątrz kraju.

Całą więc granicę trzeba obejść, objechać czy też obejrzeć z wieży granicznej z wysokości 30 metrów. Dopiero stąd widać urok tych bagnisto-leśnych terenów, a zarazem niebezpieczeństwo, jakie za tym urokiem kryje się. Nie jest bowiem tajemnicą, że przemyt, zwłaszcza kontrabanda papierosów, jest prawdziwą plagą pogranicza litewsko-białoruskiego. I choć jak przyznaje kapitan Vaikasas, specyficzna linia granicy zniechęca przemytników do podjęcia się procederu właśnie w pętli dziewieniskiej, to jednak i tu chętnych szybkiego zarobku nie brakuje.

— Przemyt organizują głównie przyjezdni, najczęściej z Wilna. Miejscowa ludność nie jest w to zaangażowana. Są poszczególne przypadki wykorzystania przez przemytników miejscowych, głównie osób z tzw. marginesu społecznego, ale skorych do przemytu jest tu niewiele. Co więcej, ostatnio miejscowi chętnie też pomagają nam w wykrywaniu kontrabandzistów. Dzwonią, informują o podejrzanych osobach czy o podejrzanych śladach – zauważa dowódca strażnicy. Jak wyjaśnia, tym śladem niekoniecznie musi być ślad zostawiony na granicy.

— Dziś przemytnicy rzadko naruszają granicę, bo wiedzą, że za to grozi im odpowiedzialność karna. Więc kontrabandę zwyczajnie przerzucają przez granicę, przeprawiają przez rzeki czy też spuszczają na linach zawieszonych między drzewami nad granicą – wyjaśnia nam kapitan. Zapewnia też, że przemytnicy, podobnie, jak i pogranicznicy nie świętują.

Kapitan Žydrūnas Vaikasas jest przekonany, że do służby na granicy człowiek musi mieć powołanie Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62548

Kapitan Žydrūnas Vaikasas jest przekonany, że do służby na granicy człowiek musi mieć powołanie Fot. Marian Paluszkiewicz

— Przed rokiem, właśnie na święta byłem na służbie. Na szczęście nic poważnego nie wydarzyło się – mówi nam podoficer Włodzimierz Trombaczyk. Jak opowiedział, tamtego dnia, mający dyżur przyszli do pracy nieco wcześniej. Każdy przyniósł coś ze stołu wigilijnego, więc przed pracą zorganizowali symboliczną wieczerzę.

— I tyle było święta, bo służba jest najważniejsza — mówi podoficer Trombaczyk, który służbie granicznej poświęcił już 9 lat. Jak mówi, od małego marzył o służbie mundurowej, więc jak nadszedł czas wyboru, wybrał właśnie mundur pogranicznika.
Podobnej decyzji, ale zaledwie przed rokiem dokonał jego kolega, szeregowy Olegas Blažuk, który po służbie w wojsku doszedł do wniosku, że służba mundurowa jest jego powołaniem.
Kapitan Vaikasas zauważa, że stykająca się na co dzień ze służbą pogranicznika miejscowa młodzież też często wybiera sobie ten zawód. O czym też świadczy fakt, że około 30 proc. składu żołnierskiego Strażnicy Granicznej im. Gintarasa Žagunisa stanowią miejscowi z Dziewieniszek, Poszek czy też pobliskich Solecznik i innych miejscowości. Ogółem na granicy w Poszkach służy ponad 50 pograniczników.

10 odpowiedzi to Na pograniczu służby i świąt

  1. józef III mówi:

    por. Wiciński i kpt. Wojkas ?

  2. józef III mówi:

    po jednej i po drugiej ; swoi !

    http://www.rp.pl/artykul/284783.html

  3. abc mówi:

    I tak powinniśmy ich nazywać?

  4. Lubomir mówi:

    Wielu zależałoby na tym by granica polsko-litewska wyglądała jak linia rozgraniczająca Izraelczyków i Palestyńczyków, gdy tymczasem tej granicy nie widać, ponieważ młodzi Polacy i Litwni coraz częściej posługują się kilkoma językami i nawet język nie stanowi bariery granicznej.

  5. tak mówi:

    wczoraj w onet.pl czytalem ze Polacy jakoby zerwali litewska flage i wycierali ja schody, dzisiai z video widzimy ze nic takiego niebylo. Onet jako zrodlo tej informacji podal kurier wilenski, teraz wynika ze z powodu blednej informacji Polskie MSZ musialo przeprasac litwe, za to ze te za nic zapchneli ich obywateli do klatki.

  6. miejscowy mówi:

    onet podaje jako zrodlo falszywych informacji radio znad wilii, a nie kurier

  7. Lubomir mówi:

    Re: tak, miejscowy Wydawany przez Niemców dla Polaków ‘Onet’, niewiele różni się od antypolskiego brukowca ‘Fakt’, będącego kalką brukowca niemieckiego “Bild’. Prowokacja goni dezinformację, medialny skandal – medialne fakty, stworzone przez niemiecke dziennikarstwo agenturalne. Szkoda czasu na czytanie takich bzdur.

  8. Polak ze Śląska mówi:

    A widziałem kiedyś film o tej granicy- jest na Youtube.
    Niezła jazda jak ksiądz chyba mszę odprawiał na pasie granicznym,a po obu stronach granicy stali parafianie.
    10 metrów od siebie a nie mogą sobie nawet reki podać.

  9. józef III mówi:

    ad 9. : a wszyscy Polacy, często spokrewnieni !

  10. józef III mówi:

    cd. ad 9. oto ten filmik (i artykuł z WilnoTeki) :
    http://www.wilnoteka.lt/pl/tresc/wszystkich-swietych-w-narwiliszkach

Leave a Reply

Your email address will not be published.